d_u_s_i_a_3
02.06.12, 18:24
Otóż, jestem sama prawie od 4 lata. Sama z 2(6i 8lat) dzieci - mulatów.Nigdy nie wątpiłam, że decyzja o rozstaniu z moim ex była słuszna, jednak czuję rozgoryczenie, nie tak to sobie wszystko wyobrażałam, nie sądziłam, że tak długo będę sama, a im dłużej jestem sama tym coraz bardziej dochodzi do mnie myśl, że tak już może być zawsze, że właściwie powinnam się na to nastawić, a nie łudzić sie, marzyć i cierpieć na samotność... Ostatnio usłyszałam od kogoś, gdy zapytałam jak ona widzi moje szanse na znalezienie partnera i stworzenie rodziny, że szanse są tak małe, że prawie żadne, bo
a. ktoś musi zaakceptować mnie jako osobę i pokochać + ja jego
b. zaakceptować, pokochać moje dzieci i jak to stwierdziła być przygotowanym na częściowe na nich łożenie (chociaż ja pracuję, dostaje alimenty, jestem w stanie nas utrzymać, no ale ok... )
c.zaakceptować to że mają inny kolor skóry
Czyli na koniec stwierdziła, że to już naprawdę rycerz by się musiał znaleźć.... i powinnam o tym zapomnieć. W głębi zgadzam się z nią.... i moje doświadczenia dotychczasowe też nic pozytywnego nie pokazują... ale jednak...jednak nie potrafię pogodzić się z samotnością.... Co wy o tym sądzicie... czy moje szanse na szczęście, są rzeczywiscie bliskie zeru?