04.07.12, 02:44
Potrzebuję Waszych opinii, bo sie boje, ze nie umiem prawidlowo zinterpretowac faktów. A te sa nastepujace:
- Miesiac temu moj-jeszcze-maz poinformowal mnie, ze juz mnie nie kocha, ma jedno zycie i nie chce go spedzic z kims z kim nie jest szczesliwy
- Zasugerowalam mu wyprowadzke - stwierdzil, ze pod most mieszkac nie pojdzie, a poza tym chce byc blisko dziecka. Znalazlam mu mieszkanie do wynajecia w klatce obok, stwierdzil ze...(tu troche streszcze, bo tych zwrotow akcji bylo sporo, stanelo na tym, ze za rada terapeutów bedziemy mieszkać ze sobą jeszcze przez pół roku i w tym czasie próbować poskładać to małżeństwo, bo jednak jest miedzy nami co zbierac)
- W zeszlym tygodniu poinformowal mnie, ze wyjezdza pod Warszawe (35 km od domu) na szkolenie firmowe od poniedziałku do piatku i bedzie tam tez nocowal, bo: po calym dniu szkolen zawsze jest impreza, tak sie przyjelo, ze jak ktos nie musi to nie wraca na noc do Warszawy etc.
- Dzisiaj po powrocie z pracy dopadl mnie bol kregoslupa, lyknelam silne prochy przeciwbolowe, ktore mi zostaly po ostatnim ataku, po czym przypomnialam sobie ze biore od dwóch tygodni leki antyderesyjne, rzucilam sie na ulotke i wyczytalam, ze nie nalezy laczyc tych dwoch rodzajów prochow. Spanikowalam i zadzwonilam pod pierwsza linie medyczna, poinformowano mnie, ze jest male prawdobienstwo, zeby od jednokrotnego zazycia cos mi sie stalo, ale zebym obserwowala czy cos sie dzieje i wtedy dzwonila
- Zadzwonilam do meza, poinformowalam go co sie stalo, i ze boje sie, ze jednak moge dostać tego ataku, zaslabnac, omdleć, cokolwiek, a jestem w domu sama z 2,5 letnia córeczka, wiec co wtedy? Niech chociaz zadzwoni do mnie za jakis czas, zeby sprawdzic czy odbieram telefon i wszystko jest w porzadku... Dobra, zadzwonie, jakby cos sie dzialo to ty tez dzwon!
- Telefonu od niego nie bylo.


Czy ja sie myle, ze to jest brak odpowiedzialnosci z jego strony? Brak jakiegokolwiek zaangazowania nie tylko w proby ratowania zwiazku, ale tez w rodzicielstwo?

Co Wy o tym myslicie?
Obserwuj wątek
    • mayenna Re: Pytanie 04.07.12, 06:37
      Dacard, pytałaś czemu nie zadzwonił?
      • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 13:45
        Zspytalam. Uslyszalam tylko: Przepraszam, ze nie zadzwonilem, ale nie myslalem, ze to takie wazne.
      • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 13:54
        A tak przy okazji dziekuje za podpowiedz wlasciwego pytania. Bo sama z siebie zapytalabym raczej "jak mogles nie zadzwonic?" Pytanie "dlaczego" bylo mniej agresywne I duzo bardziej na miejscu...
    • maciekqbn Re: Pytanie 04.07.12, 08:22
      Uważam, że jest to przejaw nieodpowiedzialności rodzicielskiej, chyba, że wydarzyło się coś co obiektywnie uniemożliwiło mu zadzwonienie. O sklejaniu małżeństwa zapomnij, facet najwyraźniej z tych rozrywkowych, no chyba, że odpowiada Ci rola jednej z wielu.
      • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 13:58
        Bylam ciekawa Twojej opinii, z Twoich postow odnioslam wrazenie, ze jestes bardzo fajnym ojcem, a ja teraz staram sie dociec, jakim wlasciwie ojcem jest moj-jeszcze-maz...
        • maciekqbn Re: Pytanie 04.07.12, 16:03
          Dziękuję za uznanie wink Kocham mojego syna i staram się być dobrym ojcem i w jakimś sensie zrekompensować mu tez to, że nie ma szczęścia mieć dobrej matki (wiem, moja opinia ale mam do niej prawo).
          Co do Twojego jeszcze męża - obserwuj go, bo jeszcze nie wiesz do końca, czy kocha dziecko czy tez tylko deklaruje te miłość. Oby to była prawdziwa miłość rodzicielska - niestety wiąże się to także z odpowiedzialnością. Jeśli ten brak zainteresowania sytuacja córki (gdy go prosiłaś o sprawdzenie czy wszystko ok) jest jedynie epizod, to nie ma się czym martwić.
          W pełni się zgadzam z prezentowanymi tu opiniami, że miłość ojca do dziecka ma się nijak do miłości męża do żony, o czym czasem kobiety zapominają jakby podświadomie zawłaszczając prawa do dziecka (podejście w sferze emocji -> dziecko = ja, nie kocha mnie to nie kocha dziecka).
          • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 16:24
            Ja nigdy nie nalezalam do kobiet uwazajacych, ze dziecko to ja.

            Jeszcze jak byla w mim brzuchu sie zastanawialam, jaka ona bedzie, a teraz jestem przeszczesliwa, obserwujac, jaka jest fajna I odrebna!
            • maciekqbn Re: Pytanie 04.07.12, 16:57
              Nie miałem na myśli Ciebie ale wiele kobiet - zwłaszcza tych, delikatnie mówiąc, mniej samodzielnych intelektualnie - tak właśnie rozumuje.
              • izak28 Re: Pytanie 04.07.12, 17:12
                Heh zabelina trafiła w sedno, ja też jestem w tym gronie. I ja też na początku uwierzyłam, że "unieszczęśliwiam" biedaka, a to po prostu była jakaś lafirynda na tapecie...Niestety doszłam do tego po bardzo długim czasie.
    • moniapoz Re: Pytanie 04.07.12, 09:06
      kurcze...bardzo mnie to zaciekawiło, mąż mówi, że Cię nie kocha a rada terapeutów jest taka żeby spróbować to posklejać. bardzo dziwna rada moim zdaniem, bo terapia ma sens zdaje się gdy obydwie strony chcą naprawić związek, a jak Twój mąż Cię już nie kocha to jakoś tego nie widzę.....co zresztą wynika z opisanej przez Ciebie sytuacji.
      nie martwi się o Ciebie w ogóle.......wierzę, że jego nieodpowiedzialność w stosunku do waszego dziecka wynikała z tego, że on po prostu nie uwierzył w Twoje problemy "zdrowotne" dlatego je zignorował .
      tak więc z mojego punktu widzenia jego zachowanie to brak zaangażowania w ratowanie związku - jak najbardziej, co do braku zaangażowania w rodzicielstwo - tu nie byłabym taka pewna.
      tak czy siak raczej kiepsko widzę ten związek i zastanowiłabym się sama czy w ogóle go chcę

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 14:13
        No wlasnie sie nad tym caly czas zastanawiam. Na razie sama nie wiem, raz sie poddaje I nie widze dla nas szans, raz wraca nadzieja... Wykancza mnie to straszliwie.

        Dlaczego terapeuci zaproponowai takie rozwiazanie? Mysle ze szukali zlotego srodka, bo nic nie jest takie czarno-biale. Moj-jeszcze-maz z jednej strony mnie juz nie kocha, z drugiej kocha dziecko I zalezy mu na odbudowaniu rodziny dla dobra malej. Z jednej strony nie jest szczesliwy ze mna (przy mnie), z drugiej twierdzi, ze jestem mu najblizsza osoba na swiecie.

        No a ja w tym wszystkim sie wciaz nie moge odnalezc. Czytanie tego forum duzo rzeczy mi uswiadomilo - zwlaszcza meskie opinie o bylych kobietach pokazaly mi, dlaczego mnie nie jest wcale tak latwo kochac, ze ja tez musze sie mocno starac, zeby sie dalo ze mna zyc...

        I nie mam chyba jeszcze sily, zeby mu powiedziec - koniec, stracilam wiare ze jestes tym moim jedynym, nadzieje, ze damy rade byc ze soba szczesliwi I tez juz Cie nie kocham.

        Pewnie to troche slabe I zalosne z mojej strony, ale jak pisaliscie w ktoryms z watkow - do decyzji o rozwodzie trzeba po prostu dojrzec. Wiec ja niestety powoli dojrzewam.
        • moniapoz Re: Pytanie 04.07.12, 14:36
          spokojnie smile mnie dziwi taka rada terapeutów, ale...warto próbować ratować małżeństwo, tyle tylko, że jak on Ciebie nie kocha to Tobie takie próby ratowania związku mogą dać mocno dać w kość, Ty kochasz jak rozumiem więc będziesz miała inne oczekiwania w stosunku do niego, potrzeby których on nie zaspokoi, bo Ciebie nie kocha.
          troszkę mnie dziwi, że szukasz potwierdzenia, że mąż nie jest dobrym ojcem - tak w każdym razie zrozumiałam Twoje pytanie początkowe, a te dwie sprawy: bycie dobrym kochającym mężem i bycie dobrym ojcem powinnaś rozdzielić i obojętnie jak Wam się ułoży wspierać męża w jego pozytywnym nastawieniu do ojcostwa.

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 15:04
            Chyba masz racje, ze podswiadomie wlasnie takie dociekanie ze mnie wyszlo...
            Bo mi jest zeczywiscie cholernie ciezko w takim dziwnym ukladzie I sile do ciagniecia tego odnajduje tylko w tym, ze on jest takim wspanialym ojcem dla malej - ale jak sa takie chwile jak wczoraj, to sie zaczynam zastanawiac, czy rzeczywiscie jest?, czy to tylko moje kolejne chciejstwo?
        • moniapoz Re: Pytanie 04.07.12, 14:49
          > Pewnie to troche slabe I zalosne z mojej strony, ale jak pisaliscie w ktoryms z
          > watkow - do decyzji o rozwodzie trzeba po prostu dojrzec. Wiec ja niestety pow
          > oli dojrzewam.

          aha....i wcale nie jest to słabe ani żałosne moim zdaniem...
          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • braktalentu Re: Pytanie 04.07.12, 14:13
      Jak często zwracasz na siebie uwagę męża "dramatycznymi" okolicznościami?

      • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 14:57
        To byl pierwszy raz w zyciu.

        Chyba ze chcemy policzyc pierwszy atak bolu kregoslupa - upadlam wtedy na podloge I nie bylam w stanie wstac I podejsc do telefonu, maz byl na szczescie w domu I zadzwonil po pierwsza pomoc, przyjechal lekarz I mi na tej podlodze dawal zastrzyki rozluzniajace I przeciwbolowe. Potem mialam zdiagnozowane zwyrodnienie I przepukline kregoslupa I przeszlam rehabilitacje. Teraz te ataki sa duzo slabsze, wystarczy ze lykne prochy, wiec juz meza wiecej w to nie angazowalam. Az wczoraj odruchowo lyknelam I dopiero potem sobie przypomnialam, ze biore tez te antydepresanty...
        • bez_przekazu Re: Pytanie 04.07.12, 18:56
          generalnie mezczyzni chca miec zdrowe zony.

          dacard napisała:

          > To byl pierwszy raz w zyciu.
          >
          > Chyba ze chcemy policzyc pierwszy atak bolu kregoslupa - upadlam wtedy na podlo
          > ge I nie bylam w stanie wstac I podejsc do telefonu, maz byl na szczescie w dom
          > u I zadzwonil po pierwsza pomoc, przyjechal lekarz I mi na tej podlodze dawal z
          > astrzyki rozluzniajace I przeciwbolowe. Potem mialam zdiagnozowane zwyrodnienie
          > I przepukline kregoslupa I przeszlam rehabilitacje. Teraz te ataki sa duzo sla
          > bsze, wystarczy ze lykne prochy, wiec juz meza wiecej w to nie angazowalam. Az
          > wczoraj odruchowo lyknelam I dopiero potem sobie przypomnialam, ze biore tez te
          > antydepresanty...
          • dacard Re: Pytanie 05.07.12, 23:27
            bez_przekazu napisał(a):

            > generalnie mezczyzni chca miec zdrowe zony.


            Generalnie na pewno smile

            Zdrowe, młode, piękne ... Czyli co - zepsułam się i na śmietnik? Bolesne, nie sądzisz?
    • zabelina Re: Pytanie 04.07.12, 14:46
      dacard napisała:
      > - Miesiac temu moj-jeszcze-maz poinformowal mnie, ze juz mnie nie kocha, ma jed
      > no zycie i nie chce go spedzic z kims z kim nie jest szczesliwy

      Do takich wniosków zazwyczaj mężczyźni dochodzą kiedy na horyzoncie pojawia się inna kobieta.
      • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 15:14
        Masz do pewnego stopnia racje, ale to znow nie jest takie czarno-biale.

        Bo na horyzoncie nie ma jednej konkretnej innej kobiety, za to jest calo stadko mlodszych kolezanek z pracy, ktore sa chetne zachwycac sie tym, jaki on madry, pomocny, wspanialy przelozony, etc., etc.

        No a w domu przyznaje tych zachwytow to ode mnie za bardzo nie mial. Bo jak sam twierdzi, ja mam za wysokie oczekiwania, no I prawda tez jest, ze ja nie umiem chwalic innych I siebie.

        No wiec pewnie cos z tymi ciekawszymi opcjami na horyzoncie jest, ale to jeszcze raczej nie jest przypadek "innej kobiety"...
      • maciekqbn Re: Pytanie 04.07.12, 15:15
        IMHO to stereotyp. Podobnie jak powszechnie funkcjonującym stereotypem jest, iż tylko kobiety i dzieci są ofiarami przemocy w rodzinie.
        • zabelina Re: Pytanie 04.07.12, 15:37
          maciekqbn napisał:

          Czytam to forum od kilku lat i zaskakująco często pojawiają sie na nim kobiety, które opowiadają dokładnie taką historię, że "małżonek w pewnym momencie zaskakuje ją informacją, że nie kocha, jest nieszczęśliwy i chce inaczej żyć". Po jakimś czasie sama pisze posta o tym, że podłożem był jednak romans męża.
          Znam takich historii całkiem sporo również z realnego życia.
          Mężczyźni ze strachu przed ograniczonym kontaktem z dziećmi w razie ewentualnego rozwodu tak szybko z małżeństwa nie rezygnują. Staje się tak zazwyczaj, kiedy jest realna szansa na inny, bardziej udany w ich uznaniu związek.
          • maciekqbn Re: Pytanie 04.07.12, 15:56
            Absolutnie nie neguję tego co piszesz ale dotyczy to tylko części męskiej populacji. Jeśli facetowi rzeczywiście zależy na dzieciach to żadna kobieta tego nie zmieni. Jeśli natomiast pozorna zmiana nastąpiła, to znaczy, że ojciec od początku miał swoje dzieci gdzieś i tylko ze względu na doraźne korzyści bądź możliwość manipulowania zachowaniem ex poprzez dzieci udawał zainteresowanie własnym potomstwem.
            • zabelina Re: Pytanie 04.07.12, 16:04
              maciekqbn napisał:

              > Absolutnie nie neguję tego co piszesz ale dotyczy to tylko części męskiej popul
              > acji. Jeśli facetowi rzeczywiście zależy na dzieciach to żadna kobieta tego nie
              > zmieni.

              Nie mówimy o zmianie stosunku mężczyzny do dzieci, ale o rozstaniu się z matką dzieci.
              Podziwiam Twoje idealistyczne podejście do życia, ale z własnego doświadczenia wiem, że życie jest bardzo różnorodne, ale pewne typy zachowań są dosyć typowe. Możesz się z tym niezgadzać, jak i autorka tego wątku, osobiście uważam, że inna kobieta w życiu męża Dacard jest najprawdopodobniejszym wyjaśnieniem całej sytuacji.
          • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 16:17
            Zabelina, moi rodzice I bliscy znajomi sa podobnego zdania co Ty, I twierdza, ze z mojej strony to naiwnosc I glupi idealizm, ale ja wierze mu na slowo. Chyba wole wierzyc, ze to jest ten wyjatek od reguly, opisywany we wspomnianych przez Ciebie watkach jako wyrzut: "powinien byl byc uczciwy I odejsc zanim sie zwiazal z inna, a nie oszukiwac mnie tyle czasu..."

            No ale zgodnie z zasada "hope for the best, prepare for the worst" poostaralam sie, zeby zlikwidowac wszystkie czynniki, ktore moglyby go przytrzymywac w tym malzenstwie ze strachu lub wygodnictwa:
            - wie (a zna mnie na tyle, ze moze ufac iz dotrzymam slowa), ze w przypadku rozwodu bede chciala opieki naprzemiennej, a co za tym idzie zadnych alimentow, tylko wspolne ponoszenie kosztow teraz przedszkola a potem szkoly + utrzymanie rownych wplat na fundusz malej (pol na pol)
            - juz dokonalismy podzialu majatku I bez wzgledu na to, jak sie sytuacja rozwinie bede chciala rozdzielnosci majatkowej
            - za obiadkami czy opierunkiem nie zateskni, bo to nie byl zakres moich obowiazkow
            - przychodzi Wam moze cos jeszcze do glowy?
            • mayenna Re: Pytanie 04.07.12, 17:17
              Tak z ciekawości: jaki był zakres twoich obowiązków?
              Dacard,dziecko było pod opieka odpowiedzialnej osoby, takiej do której eks miał zaufanie. Prosił, żebyś zadzwoniła jak coś się będzie działo.Nie dzwoniłaś co znaczy ze wszystko było pod kontrolą. Mógł sprawdzić, ale ma zaufanie do ciebie. Nie widzę tu braku odpowiedzialności jako ojca.

              Mnie bardziej 'podpada' ta niechęć do powrotów do domu. Przez 5 dni nie zajmie się swoim dzieckiem bo bawi sie na szkoleniu. Nie ciągnie go do domu.

              • maciekqbn Re: Pytanie 04.07.12, 17:30
                Może źle zrozumiałem ale odniosłem wrażenie, że to ona jego prosiła o telefon 'kontrolny' czując ciężar odpowiedzialności. On to zlekceważył i w tym widzę brak odpowiedzialności. Co by było gdyby jednak coś złego się stało i np. straciła przytomność na dłużej?
                • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 17:37
                  Tak, dokładnie o to mi chodziło - telefon kontrolny, czy wszystko ok.
                  • mayenna Re: Pytanie 04.07.12, 17:52
                    Dacard, ale jak on dostał takie informacje, jak my; że połączenie tych tabletek nie od razu skutkuje komplikacjami i też prosił, zebyś w razie czegoś dzwoniła to mógł się tym za bardzo nie przejąć.Dużo zależy od tego, czy on ogólnie jest empatyczny i martwiący się.Jak facet nie jest opiekuńczy to mu do głowy mogło nie przyjść żeby zadzwonić skoro powiedział, żeby sama dzwoniła.
                    Robienie z drobiazgu rzeczy o wielkiej wadze, decydującej o jakości ojcostwa, jest przesadą.Dla mnie bardziej rażące jest niewracanie do domu przez 5 dni, do tego dziecka.
                    • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 18:11
                      Widzisz, nie patrzyłam na to w ten sposob.

                      On rzeczywiście nie jest typem opiekunczym i empatycznym, a sobie panikowalam wewnatrz, a na zewnatrz spokojnym tonem prosilam o ten telefon. Pewnie masz racje, ze mogl nie wiedziec, jakie to dla mnie wazne.

                      Z kolei do tego "niewracania" moze nie przykladam takiej wagi, bo juz przywykłam, że czesto go nie ma w domu, bo wyjazdy służbowe itd. Za to właśnie sobie teraz uświadomiłam, że w przyszłym tygodniu ja wyjezdzam na szkolenie, tylko ze na tyle daleko, ze nie bede mogla do domu dojezdzac, a on na ten tydzien postanowił wywieźć małą do swoich rodzicow...
                      • moniapoz Re: Pytanie 04.07.12, 18:24
                        jesu nie....pls nie utwierdzaj się w przekonaniu, że on to okropnym ojcem jest, bo tak Ci wychodzi z wypowiedzi na forum. błagam. sama pisałaś, że jest dobrym ojcem, może ma chwilowy odstrzał w związku z pannami na tych firmowych imprezach ale nie skreślaj go od razu jako złego ojca który jak dzieckiem ma się zająć to wywozi je do rodziców, bo nie chce sam z nim przebywać. skądś tą opinie, że jest dobrym ojcem wzięłaś, chyba sobie jej nie wymyśliłaś.

                        wiesz co mnie osobiście zastanawia w tym wszystkim, wzięłaś pod uwagę opinie terapeutów wbrew temu co mówi mąż (a mówi, że nie kocha) a piszesz tego posta na forum Rozwód i co dalej a nie na forum np. Życie Rodzinne, gdzie z reguły trafiają wątki osób które mają jeszcze nadzieję. Ty jakbyś wewnętrznie czuła, że tylko Rozwód....i co dalej smile

                        ------
                        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                        • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 19:15
                          moniapoz napisała:

                          > wiesz co mnie osobiście zastanawia w tym wszystkim, wzięłaś pod uwagę opinie te
                          > rapeutów wbrew temu co mówi mąż (a mówi, że nie kocha) a piszesz tego posta na
                          > forum Rozwód i co dalej a nie na forum np. Życie Rodzinne, gdzie z reguły trafi
                          > ają wątki osób które mają jeszcze nadzieję. Ty jakbyś wewnętrznie czuła, że tyl
                          > ko Rozwód....i co dalej smile

                          Pisze na to forum, bo zanim pojawila sie terapia i to całe próbne pół roku, to była mowa tylko o rozstaniu, googlowalam jakas konkretną kwestie i tak tutaj trafiłam. Czy czuje ze nie ma alternatywy? Boje sie, że nie ma...
                      • kara_mia Re: Pytanie 04.07.12, 18:59
                        No to czemu ty nie wywiozłaś choćby na 3 dni?
                        i poszła na dyskotekę?
              • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 17:50
                mayenna napisała:
                > Tak z ciekawości: jaki był zakres twoich obowiązków?

                Hue, hue - człowiek nie uzyje cydzusłowia czy emotikonów i wychodzi dziwaczny tekst. A tak na serio - to ja tak jak i on pracuje zawodowo, wiec prace domowe tez sa dzielone. I tyle.

                > Dacard,dziecko było pod opieka odpowiedzialnej osoby, takiej do której eks miał
                > zaufanie. Prosił, żebyś zadzwoniła jak coś się będzie działo.

                Tylko ze on to nie eks. Jakbysmy byli po rozwodzie, to pewnie bym o ten telefon kontrolny poprosila brata. A my jestesmy malzenstwem - i wedlug ostatnich deklaracji oboje probujemy starac sie byc "dobrym i szczesliwym" małżeństwem. Wiec jak go poprosilam, zeby do mnie zadzwonil, zeby sprawdzic, czy mi nic nie jest, to wydawało mi sie, ze mam prawo tego telefonu oczekiwać.

                > Mnie bardziej 'podpada' ta niechęć do powrotów do domu. Przez 5 dni nie zajmie
                > się swoim dzieckiem bo bawi sie na szkoleniu. Nie ciągnie go do domu.

                Ano nie ciagnie, troche to jest i powod i wynik naszych kłopotów małżeńskich. A to ze sie nie chciał nawet wieczorem pojawić, żeby sie pobawić godzinke z córką, położyć ja spać (i wrócić na szkolenie, skoro "musi") to mi też zapaliło lampke kontrolna. Stwierdził jednak, że cztery dni to wielkiej różnicy nie zrobią i pojechał...
                • mayenna Re: Pytanie 04.07.12, 18:28
                  Koleżanki, które go podziwiają też są na tym szkoleniu?
                  • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 18:52
                    Myślę, że tak. Nie wnikałam. Co to mogłoby dla mnie zmienić, że bym wiedziała?
            • bez_przekazu Re: Pytanie 04.07.12, 19:05
              no to znalazl sobie taka, u ktorej to znalazlsmile mezczyzni sa prosci ,jak konstrukcja cepa.
              dacard napisała:
              - za obiadkami czy opierunkiem nie zateskni, bo to nie byl zakres moich obowiaz
              > kow
              > - przychodzi Wam moze cos jeszcze do glowy?
        • argentusa Re: Pytanie 04.07.12, 18:36
          No więc Maciek ma trochę racji. Sama jestem takim przypadkiem wink. Cięzko ludziom zrozumieć, że poznaliśmy się jak on juz był wyprowadzony z domu, pozew złożony itp. Większość i jego i moich znajomych (włączając w to naszych rodziców) uważa, że to niemożliwe, byśmy się nie znali będąc małżonkami kogoś innego. Im po prostu do głowy nie może przyjść ,że nie trzeba być maupą (nie puszczę jednej gałęzi póki nie złapię drugiej) i mieć dosyć życia w małżeństwie, w którym małżonek nie pije, nie bije, a "tylko się nie kochamy".
          Ar.
    • bez_przekazu Re: Pytanie 04.07.12, 18:53
      moja diagnoza: histeria.
      • kara_mia Re: Pytanie 04.07.12, 18:58
        smile smile smile
        pierwsza bym nie napisała... ale się podepnę
        smile
        • bez_przekazu Re: Pytanie 04.07.12, 19:09
          boisz sie kary? i slusznie, bo tu ludzie wyjatkowo surowismile
          kara_mia napisała:

          > smile smile smile
          > pierwsza bym nie napisała... ale się podepnę
          > smile
      • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 22:49
        bez_przekazu napisał(a):

        > moja diagnoza: histeria.

        Diagnoza czego/kogo? Mnie? Na jakim tle u mnie ta histeria?
        • kara_mia Re: Pytanie 04.07.12, 22:54
          za dużo kombinowania i dyskutowania, za mało bzykania.
          może faktycznie , niech twój chłop wraca do domu na noc, ale jak już pisałam córkę umyj wcześniej...
          • mayenna Re: Pytanie 05.07.12, 04:27
            Córkę on może umyć, a ona zrobić w tym czasie kolację/siebie na bóstwosmile
            Nie uratują zwiazku nie spędzając czasu razem.
    • kara_mia Re: Pytanie_odpowiedź 04.07.12, 19:23
      1. Z jednej strony nie jest szczesliwy ze mna (przy mnie), z drugiej twierdzi, ze jestem mu najblizsza osoba na swiecie.
      2. dlaczego mnie nie jest wcale tak latwo kochac, ze ja tez musze sie mocno starac, zeby sie dalo ze mna zyc...
      3. stracilam wiare ze jestes tym moim jedynym, nadzieje, ze damy rade byc ze soba szczesliwi I tez juz Cie nie kocham.
      4. ale jak sa takie chwile jak wczoraj, to sie zaczynam zastanawiac, czy rzeczywiscie jest?
      5. No a w domu przyznaje tych zachwytow to ode mnie za bardzo nie mial.
      6. I prawda tez jest, ze ja nie umiem chwalic innych I siebie.
      7. za obiadkami czy opierunkiem nie zateskni, bo to nie byl zakres moich obowiązków
      8. Wiec jak go poprosilam, zeby do mnie zadzwonil, zeby sprawdzic, czy mi nic nie jest, to wydawało mi sie, ze mam prawo tego telefonu oczekiwać.
      9. A to ze sie nie chciał nawet wieczorem pojawić, żeby sie pobawić godzinke z córką, położyć ja spać (i wrócić na szkolenie, skoro "musi") to mi też zapaliło lampke kontrolna.

      powyższe 9 cytatów stanowi dla mnie poważne podejrzenie, że autorka wątku, jest histerycznym babiszonem, która dobrego słowa powiedzieć chłopu nie umie, nie umie również sprawnie sklecić smacznego obiadu 2 razy w tygodniu oraz wymaga od męża, żeby WRACAŁ z konferencji na GODZINKĘ aby położyć spać dziecko oraz prześladował ja telefonami , tak jakby dorosła kobieta, która jest sama w domu nie była w stanie rozeznać się w swoim stanie , że zaczyna się źle czuć i zadzwonić po przyjaciółkę / sąsiadkę żeby z nią posiedziała ( jak uważa że jest zagrożenie) albo położyć się spać jak człowiek ( jak uważa że zagrożenia nie ma)
      Zamiast tego oczekuje, że chłop ja przez telefon naprawi czy co?

      Ponadto:
      albo jest chora na depresje to od tego zaczyna , że jest chora - czas zmienić lekarza.
      albo żre prochy "na wszelki wypadek" na podniesienie nastroju - czyli zapowiada się uzależniona od leków histeryczka...

      Chłop pewnie ma nieszczęście być pierdołą, w dodatku być może zakochanym w owym babiszonie, wiec cierpiąc męki i wyrzuty sumienia i poczucia winy, będzie płakał panienkom na wyjeździe jaki to on biedny i żona go nie rozumie... a następnie któraś przeleci( ale z wyrzutami! )

      zamiast wyprowadzić się z domu.
      Co na bank bym uczyniła gdyby mój maż zachował się do mnie w 1/4 jak punkty powyżej..
      Wracać do domu na godzinę, żeby położyć dziecko spać ?????????
      Jaki umysł to wyprodukował?
      • moniapoz Re: Pytanie_odpowiedź 04.07.12, 19:52
        matko jedyna....co za nadinterpretacja (moim zdaniem)
        na ale każdy ma prawo do swojej opinii, czasem mnie tylko zastanawia jak można stawiać tak drastyczne tezy na podstawie kilku niezbyt zgrabnych zdań kogoś w necie....

        ile się jedzie 35 km ....jakieś maksymalnie pół godziny. czy to aż takie dziwne, że żona chciałaby aby mąż wrócił wieczorem po konferencji do domu i przejechał te 35 km żeby choć chwilę pobyć w domu z 2,5 letnią córką, która bardzo kocha ? mnie się to nie wydaje w ogóle dziwne, co nie oznacza, żebym się nie zgodziła na to, żeby mąż odpuścił sobie te 5 dni i żył jak kawaler ciesząc się urokami konferencji.

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • kara_mia Re: Pytanie_odpowiedź 04.07.12, 20:05
          czy to aż takie dziwne, że żona chciałaby aby mąż wrócił wieczorem po konferencji do domu i przejechał te 35 km żeby choć chwilę pobyć w domu z 2,5 letnią córką, która bardzo kocha ?

          koszmarnie dziwne.....
          Dla mnie kompletny kosmos.
          Ba, gdzieś przez skore czuje, że to wcale nie jest dobre dla dziecka. Gdyby mojego pokręciło i coś takiego zaproponował, to najpierw grzecznie, a później mniej grzecznie spotkał by się ze stanowcza odmową.
          A po powrocie z konferencji musielibyśmy poważnie porozmawiać na temat tego jak widzimy siebie w rolach rodziców...
          • bez_przekazu Re: Pytanie_odpowiedź 04.07.12, 20:22
            znam osobe,ktora codziennie dojezdza do pracy 130 km, i oplaca jej sie wracac do domu na noc.

            kara_mia napisała:

            > czy to aż takie dziwne, że żona chciałaby aby mąż wrócił wieczorem po konfer
            > encji do domu i przejechał te 35 km żeby choć chwilę pobyć w domu z 2,5 letnią
            > córką, która bardzo kocha ?

            >
            > koszmarnie dziwne.....
            > Dla mnie kompletny kosmos.
            > Ba, gdzieś przez skore czuje, że to wcale nie jest dobre dla dziecka. Gdyby moj
            > ego pokręciło i coś takiego zaproponował, to najpierw grzecznie, a później mnie
            > j grzecznie spotkał by się ze stanowcza odmową.
            > A po powrocie z konferencji musielibyśmy poważnie porozmawiać na temat t
            > ego jak widzimy siebie w rolach rodziców...
          • moniapoz Re: Pytanie_odpowiedź 04.07.12, 21:13
            Kara, chyba czegoś nie doczytałaś, albo nie rozumiesz smile
            czy Twój obecny związek jest w kryzysie ? czy Twój partner powiedział Ci, że Cię nie kocha, ale kocha córkę więc powalczy o rodzinę i spróbuje posklejać to co się w związku zepsuło ?
            chyba nie .....choć wyprowadź mnie z błędu jeżeli jest inaczej.
            a autorka ma właśnie taką sytuację, że jej małżeństwo się wali a ona próbuje o nie walczyć ....wygląda to tak jakby tylko jej zależało a jemu nie więc proszę nie pisz, że ona to histeryczka itd.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • kara_mia Re: Pytanie_odpowiedź 04.07.12, 22:35
              Jak najbardziej rozumiem.
              Idee sklejania związku w pełni popieram.
              Jeżeli pan nie kocha to nie ma co sklejać, wiec rozumiem, że to o odbudowie miłości ma służyć.
              Popieram
              Sposób , ze Pan będzie wracał do domu wieczorem?
              W sumie dobra idea, po warunkiem , ze
              a/ wróci jak już córka będzie umyta i będzie spać
              b/ przyjedzie z kwiatami i winem
              c/ zostanie do rana w wiadomym celu
              d/ wstanie o świcie i pogna na szkolenie. najwyżej będzie niewyspany. koledzy zrozumieją a koleżanki najwyżej będą zonie zazdrościć, i rozwiąże to ich problem definitywnie.
              d/ dobrze by było, że by jednak na te wieczory zona, która chyba też pragnie ratować związek, przyswoiła sobie zapomniana sztukę robienia kolacji oraz mówienia miłych rzeczy.

              Tak ratowanemu związkowi wieszcze wiele sukcesów.
              Przez kąpiele córki - wieszcze smutny rozpad po nieudanych romansach biurowych z niewyruchanymi asystentkami...


              • nowel1 Re: Pytanie_odpowiedź 05.07.12, 08:27
                kara_mia

                Gdybyś Ty darowała sobie wulgarność i nie przywiązywała się nadmiernie do myśli, że Twoje pierwsze wrażenie nt opisywanej sytuacji= rzeczywistość, to łatwiej byłoby potraktować poważnie to, co piszesz.
                Bo piszesz często z sensem i zdrowym rozsądkiem, ale np. mnie te 2 powyżej opisane cechy kompletnie do Twoich opinii zniechęcają.
        • bez_przekazu Re: Pytanie_odpowiedź 04.07.12, 20:19

          > ile się jedzie 35 km ....jakieś maksymalnie pół godziny.

          czuje sie wywolana,wiec odpowidam: zalezy na czym jedzie: jak na rowrze to pewnie ze 2h, jak na rolakch to pewnie ze 3 h, jak z kochanka to i 4 h moze zejsc.
          >
          > ------
          > Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          > Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • moniapoz Re: Pytanie_odpowiedź 04.07.12, 21:14
            > jak z kochanka to i 4 h moze zejsc.


            smile niezłe...


            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • mayenna Re: Pytanie_odpowiedź 04.07.12, 20:22
          moniapoz napisała:


          >
          > ile się jedzie 35 km ....jakieś maksymalnie pół godziny. czy to aż takie dziwne
          > , że żona chciałaby aby mąż wrócił wieczorem po konferencji do domu i przejecha
          > ł te 35 km żeby choć chwilę pobyć w domu z 2,5 letnią córką, która bardzo kocha
          > ? mnie się to nie wydaje w ogóle dziwne, co nie oznacza, żebym się nie zgodził
          > a na to, żeby mąż odpuścił sobie te 5 dni i żył jak kawaler ciesząc się urokami
          > konferencji.

          Jak pan ma kryzys małżeński w domu to lepiej, żeby nie cieszył się urokami konferencji w towarzystwie wpatrzonych w niego wielbicielek.Nic by się nie stało jakby wrócił wykąpać i położyć dziecko spać.Pan będzie żył jak kawaler kolejny tydzień bo dziecko powierzy opiece dziadków.
    • baabcia Re: Pytanie 04.07.12, 21:13
      spokojnie
      to się wkrótce skończy
      każde leci w inną stronę
      na swój sposób

      warto się ogarniać, że tak powiem

      wisieć na sobie nie warto
      dwie osoby ogarnięte to jakaś szansa smile

      reszta jest pieprzeniem kotka przy pomocy młotka

      jedyne co bym doradziła to zainteresowanie się/przerażenie się !!! co dziecku można zrobić niekochaniem się rodziców - wszelkie jazy mogą uszkodzić dziecku osobowość

      wiedza o tym może czasem spowodować redukcję jazd na własne konto
    • kara_mia ratowanie związku 04.07.12, 23:02
      BTW
      Mój kochany maż mawia, ze mężczyzna nigdy nie opuści kobiety która lubi się dobrze bzykać i
      w razie gdyby mu rozum odebrało i jednak miał spadek formy to
      jeżeli ta kobieta dobrze gotuje, to nierozsądne romanse zaraz mu z głowy wywietrzeją i na kolanach wróci do domu z kwiatami i futrem.
      I szczerze będzie przepraszał za ewentualne głupoty a drugi raz ich na pewno nie powtórzy przestraszony ( smile ) brakiem żony w łóżku i kuchni smile smile
      • nowel1 Re: ratowanie związku 04.07.12, 23:09
        Serio? Bzykanie i gotowanie mu wystarczy?
        • kara_mia Re: ratowanie związku 04.07.12, 23:12
          Nie wiem, nie pytałam...
          Może jeszcze mój anielski charakter? Ale to dla koneserów smile
          • maciekqbn Re: ratowanie związku 04.07.12, 23:36
            Przede wszystkim o ten anielski charakter chodzi (choć to nie jest warunek wystarczający). Niestety ten aspekt i jego wyższość nad innymi doceni ten, który musiał uciekać od jędzy. Ktoś, kto zawsze miał dobre kobiety obok siebie jest przekonany, że bzykanie (ewentualnie gotowanie) to podstawa związku, oczywiście pomijając takie efemeryzmy jak miłość.
            wink
            • kara_mia Re: ratowanie związku 05.07.12, 09:06
              czasami pisze w sposób wyważony i "łagodny"
              czasami już lecę na skróty.
              psycholog pewnie by powiedział coś w tym stylu :
              podstawa jest aby w związku kobieta i mężczyzna byli przede wszystkim dla siebie jako kobieta i mężczyzna i partnerzy a dziecko czuje się kochane widząc kochających się rodziców , którzy do siebie się odnoszą jak kobieta i mężczyzna..
              Żeby jakikolwiek związek się "naprawił" do najpierw musza się rodzice odnaleźć jako kochankowie, później jako rodzice.

              może kiedy ona będzie szykowała się sama w oczekiwaniu na "kochanka" i zaganiała potomstwo do łóżka a on gnał późnym wieczorem "do kochanki" która an niego czeka, wynikanie z tego taki wieczór, ze im się terapia skróci o pól roku.
              i nie ma to nic wspólnego z brakiem miłości.
              nie ma dobrego sexu bez miłości. to chyba oczywiste.

              Wtłaczanie chłopa w rolę "tatuśka" co ma odbudowywać związek przez kąpiele córki" do odbudowy związku się nie przyczyni, tylko do pogłębienia frustracji.
              najpierw chłop musi się poczuć jak chłop a bab jak baba . Sorry : niewiasta jak niewiasta a mężczyzna jak mężczyzna.

              Z lekarskiego punku widzenia: podczas sexu wydzielają się endogenne endorfiny, doskonale poprawiają humor i mogą nawet pozwolić na obniżenie środków antydepresyjnych.

              I wszystko to zawarłam już wcześniej w krótkim zdaniu: za dużo gadania, za mało bzykania...
              do wulgarności to jeszcze temu stwierdzeniu daleko.
              może wszystkie osoby na forum dostępują wyłącznie "braterstwa dusz z komunia ciał", ale może są i takie co radośnie się czasem po prostu bzykają?

              mąż złośliwie dogaduje, że te drugie nie są po rozwodzie.



              • mayenna Re: ratowanie związku 05.07.12, 09:12
                Osoba pod działaniem antydepresantów nie ma udanego seksu. smile
                • kara_mia Re: ratowanie związku 05.07.12, 09:32
                  to po co je je? Skoro i tak jest źle.
                  odstawić na tydzień posexić, zobaczymy może będzie lepiej?
                  do prochów zawsze można wrócić.
                  • mayenna Re: ratowanie związku 05.07.12, 09:35
                    Masz jakiekolwiek pojęcie o tym czym są antydepresanty?Nie można ich sobie tak dowolnie brać i odstawiać.
                  • maciekqbn Re: ratowanie związku 05.07.12, 10:51
                    kara_mia napisała:

                    > odstawić na tydzień posexić, zobaczymy może będzie lepiej?

                    Żadnych psychotropów nie wolno odstawić ot tak sobie (a antydepresanty to tez psychotropy), bo skutki mogą być opłakane a nawet fatalne.
                • argentusa Re: ratowanie związku 05.07.12, 09:51
                  i tu bym polemizowała.
                  Z własnego doświadczenia smile, ale to moze zależy od dawki.
                  • maciekqbn Re: ratowanie związku 05.07.12, 10:55
                    Od dawki i od rodzaju antydepresantów, to złożony temat ale lepiej nie próbować samodzielnych eksperymentów. Poza tym skutki (niekoniecznie zamierzone) leczenia psychotropami ujawniają się czasem po wielu latach, nieprawidłowe postępowanie z tymi lekami może spotęgować prawdopodobieństwo występowania negatywnych skutków ubocznych w okresie późniejszym.
              • nowel1 Re: ratowanie związku 05.07.12, 10:44
                O, i tak napisany przekaz jest dla mnie ok smile
                Nie chodziło mi o wulgarność jedzenia i bzykania, raczej o liczne w Twoich wypowiedziach teksty nt.wydalania i ruchania.
      • argentusa Re: ratowanie związku 05.07.12, 09:49
        Kara dobre!
        cytat ze znajomej, któa to gdzieś zasłyszała:
        facet jest prosty. Potrzebuje w życiu 4 rzeczy (tylko!) : 1) pełny brzuch jak głodny, 2) regularny fajny seks, 3) sukces zawodowy, a potem to tylko 4) święty spokój.
        Proste jak budowa cepa.
        Przyznaję, że po kilku latach z Obecnym zauważam tę prawidłowość.
        Ar.
        • maciekqbn Re: ratowanie związku 05.07.12, 10:49
          O tak, to jest zdecydowanie prawda. Gdy spełnione są te 4 warunki, to nawet można pomyśleć o partnerce, która w sumie jest niczym kwiatek do kożucha bo pkt. 1 i 2 można realizować na różne sposoby, niekoniecznie potrzebny do tego stały związek .
          A jeśli partnerka jest dobra i mądra to może czasem nawet wesprze w trudnych momentach i wówczas to już idylla, która może trwać i do grobowej deski.
          wink
    • dacard Re: Pytanie 04.07.12, 23:27
      Poczytałam Wasze wypowiedzi i mam potrzebe sie troche obronić:
      - Jestem przerażona jakie jazdy moze miec dziecko w domu niekochajacych sie rodzicow, ale po rozmowie z psychologiem dzieciecym i konkretnej instrukcji: dopoki nie zapadnie ostateczna decyzja chronic dziecko przed informacjami i oznakami, ze cos jest zle i sie jej wali bycie "z mamusią i tatusiem"
      - Jak można łykać na "wszelki wypadek" prochy antydepresyjne? One sa na recepte, skoro je biore, to znaczy ze przypisał mi je psychiatra.
      - Podoba mi sie wizja mnie jako babsztyla, co nawet najprostszego obiadu nie potrafi ugotować. Potrafie. I czasem gotuje. Ale na pewno nie codziennie, nawet nie w kazda sobote i niedziele. I tak jest od 12tu lat, nie podejrzewam, zeby to nagle stało się problemem. A co do wizji, że "znalazl sobie taka, u ktorej to znalazl" to jestem zachwycona wyobraźnią. Tak technicznie, kara-mia, jak ty widzisz takie podwojne życie żywieniowe? (Podpowiedź - to, że ja nie gotuję obiadów, nie oznacza że ich w domu nie ma)
      - Histeria to taki stan nadmiernych emocji, nerwów etc., występujący jako rys osobowościowy, panika to stan chwilowy, spowodowany jakimś wydarzeniem. Napisałam wprost: spanikowałam. Potem nawet dodałam - że pierwszy raz w życiu.
      - Tak, cały wieczór spedziła ze mną przyjaciółka - naprawdę się bałam i zabezpieczyłam. Od męża nie spodziewałam się "naprawy przez telefon" tylko zaangażowania i poczucia współ-odpowiedzialności
      - Dlaczego mam myć dziecko przed przyjazdem męża? Dlaczego wymysłem kosmicznego umysłu jest położenie dziecka spać przez ojca? To jest ich codzienny rytuał, gdy mąż nie jest "wyjechany" - kąpanie i kładzenie córki spać. Odkąd się urodziła. Jaki to ma związek z nawiązywaniem romansów biurowych?

      Podsumowując - też mam wrażenie, że tylko ja się staram, a mąż chce od życia trochę czegoś innego niż rodzina. Pewnie mi zajmie trochę czasu zanim się z tym pogodzę. Może jeszcze zajrzę w trakcie tego procesu na tym forum, ale jakoś ochota na dzielenie się swoimi rozterkami/obawami/przeżyciami mi przeszła. Dziękuję bardzo tym z Was, którzy się na chwilę pochylili nad moją historią i skomentowali ją ze swojego punktu widzenia.
      • katja75live Re: Pytanie 04.07.12, 23:49
        Twoja chistoria troche przypomina moja.
        U mnie tez zaczelo sie od wyjazdow slozbowych, nie wracania na noc, ale oczywiscie nie ma nikogo i nigdy nie mial. Pozniej bylo: jestem nieszczesliwy, dusze sie w zwiazku, jestem jeszcze mlody i mam jedno zycie = chce bys szczesliwy. Ale byly dzieci i on je bardzo kocha (choc wczesniej tygodniami mogl ich nie widziec.) no i byly 2 terapie, on niby chce cos zmienic, nie mowil nigdy, ze mnie kocha, ale sie postara dla dzieci itp. No i tak to twalo 2 lata, az do ....rozwodu.
        • blue_ania37 Re: Pytanie 05.07.12, 01:00
          Jakoś średnio widzę to wasze małżeństwo.
          Za dużo pretensji, żali, oczekiwań.
          Ania
      • moniapoz Re: Pytanie 05.07.12, 05:26
        zaglądaj zaglądaj....i nie przejmuj się tak bardzo negatywnymi komentarzami smile
        tak działa forum i trzeba się z tym pogodzić. a komentarze kary są w sumie ciekawe i dają Ci jedną z dodatkowych opcji do przemyślenia.....opcji która możesz odrzucić przecież.


        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • dacard Re: Pytanie 05.07.12, 23:09
          Dzieki.

          Wydawało mi się, że ludzie, którzy sami przeszli przez proces patrzenia jak im sie rozpada zwiazek i rodzina mają w sobie pewne poklady empatii, ale jak rozumiem są tu też osoby żyjące w szczęśliwych małżeństwach, a na forum zaglądaja sobie hobbystycznie. Na pewno masz rację, że trzeba mieć twardszą skórą, ale jak człowiekowi się rozpada wszystko w co wierzył, to chyba i nic dziwnego że nawet nie zawsze potrafi pare zdań "składnie sklecić" a jak próbuje, to nie po to, by wylądować pod pręgierzem.

          Nie wiem, czy Kara_mia ma cos istotnego do powiedzenia, ciężko mi w tym konkretnym przypadku oddzielić formę od treści. To trochę tak jak zaczepek panów spod budki z piwem "Ej lala, spódnica Ci się rozp..." nie potrafię potraktować jako komplementu. Niepotrzebne wycieczki osobiste ("wredny babiszon", "chory umysł", "kolejna histeryczka") powodują u mnie reakcję emocjonalne, więc blokuję sie na przyjęcie wplecionych pomiędzy nie treści - zwłaszcza, że można ten sam przekaz zawszeć w bardziej kulturalnej formie (np. pytanie Braktalentu: Jak często zwracasz na siebie uwagę męża "dramatycznymi" okolicznościami?)

          Niemniej jednak trochę mi juz emocje opadły, więc przeczytałam ten wątek jeszcze raz, pewne - mam nadzieję konstruktywne - wnioski wyciągnęłam i zobaczymy... Może nawet znajdę siłę, by się z Wami podzielić ciągiem dalszym.
          • mola1971 Re: Pytanie 05.07.12, 23:25
            Dacard, całego wątku nie czytałam, ale mnie niepokoi ten jego wypad na 5-dniowe szkolenie, bez powrotu do domu. Wg mnie on kogoś ma... Zbadaj ten temat. Może prawda pomoże Ci podjąć decyzję. Mnie taka prawda pomogła.
    • kara_mia Re: Pytanie_antydepresanty 05.07.12, 11:56
      Nawet dość dokładnie wiem jak działają.
      Mam nawet bardzo dokładną wiedze na temat tego, ze często są nadużywane - w tym zbyt lekkomyślnie przepisywane przez lekarzy.
      Antydepresanty powinny być przepisywane wtedy, kiedy naprawdę depresja jest poważna i w takim wypadku autorka wątku nie powinna zostawać sama w domu z córka – wcale. Tylko wymaga opieki.
      Jeżeli sobie radzi – to znaczy, ze zamiast terapii i pracy nad sobą bierze pigułki, co maja ja cudownie uzdrowić. Nie uzdrowią, będzie się czuła coraz gorzej.
      Bywają w życiu i związku złe chwile. Leki na to nie pomogą. Trzeba ścisnąć d… i zastanowić się jak SAMEMU SOBIE po pierwsze można pomóc a nie patrzeć na prawo i lewo, – co kto za mnie może zrobić, żebym ja się poczuła lepiej.
      To nie kwestia „dowalenia” autorce wątku, po prostu tak jest, że najlepiej znaleźć pokłady odpowiedzialności i siły w sobie, a wtedy wymagać od innych. Po prostu tak jest najbezpieczniej i najbardziej efektywnie.
      • anbale Re: Pytanie_antydepresanty 05.07.12, 13:09
        kara_mia napisała:

        > Nawet dość dokładnie wiem jak działają.
        > Mam nawet bardzo dokładną wiedze na temat tego, ze często są nadużywane - w tym
        > zbyt lekkomyślnie przepisywane przez lekarzy.
        > Antydepresanty powinny być przepisywane wtedy, kiedy naprawdę depresja jest pow
        > ażna

        Jak widać jesteś żywą ilustracją faktu, że Polacy lepiej się znają na medycynie od profesorów medycyny...
        i w takim wypadku autorka wątku nie powinna zostawać sama w domu z córka &

        > Jeżeli sobie radzi – to znaczy, ze zamiast terapii i pracy nad sobą bierz
        > e pigułki, co maja ja cudownie uzdrowić. Nie uzdrowią, będzie się czuła coraz g
        > orzej.

        O proszę, nawet wiesz, że jej się pogorszy...

        > Bywają w życiu i związku złe chwile. Leki na to nie pomogą. Trzeba ścisnąć d
        > 230; i zastanowić się jak SAMEMU SOBIE po pierwsze można pomóc a nie patrzeć na
        > prawo i lewo, – co kto za mnie może zrobić, żebym ja się poczuła lepiej.
        > To nie kwestia „dowalenia” autorce wątku, po prostu tak jest, że na
        > jlepiej znaleźć pokłady odpowiedzialności i siły w sobie, a wtedy wymagać od in
        > nych. Po prostu tak jest najbezpieczniej i najbardziej efektywnie.

        Tu, jak dla mnie, przebija twoja pogarda dla słabszych, zagubionych.
        Nie jest tak, jak twierdzisz, że każdemu wystarczy kierować się jak zwierze popędami, czyli zabić głód i wyładować napięcie seksualne- dla niektórych życie jest bardziej złożone, widzą i czują więcej. Fakt, to się wydaje czasem irracjonalne i na pewno komplikuje mocno egzystencję; ale tak po prostu bywa i może pogódź się z tym, że dla takich jednostek twoje cudowne recepty na życie są kompletnie bezużyteczne. Autorka wątku nie szuka w nikim siły, ani leku na całe zło; ona szuka odpowiedzi na swoje pytania.
        • login.kochanie Re: Pytanie_antydepresanty 05.07.12, 16:39
          a nie pomyslałaś , anbale, że kara jest profesorem medycyny?
          • maciekqbn Re: Pytanie_antydepresanty 05.07.12, 22:03
            Za młoda jak na profesora.
      • dacard Re: Pytanie_antydepresanty 05.07.12, 23:24
        kara_mia napisała:

        > Nawet dość dokładnie wiem jak działają. (...)
        > Antydepresanty powinny być przepisywane wtedy, kiedy naprawdę depresja jest pow
        > ażna i w takim wypadku autorka wątku nie powinna zostawać sama w domu z córka &
        > #8211; wcale. Tylko wymaga opieki.

        Przeczysz sobie.
        Gdybyś naprawdę dokładnie wiedziała jak działają antydepresanty, to byś też wiedziała, że niektóre grupy antydepresantów są używane do leczenia także innych jednostek chorobowych niż depresja.
    • sandrad2 Re: Pytanie 05.07.12, 15:18
      Mąż mógł zbagatelizować problem podwójnych prochów, uznając że to nie jest ważne a Ty znowu histeryzujesz. Są gatunki nieempatycznych facetów, którzy mają w nosie wszystko czego nie widzą przed oczami.

      Ale:
      jesteście jak rozumiem w czasie półrocznego "okresu starania się o przetrwanie małżeństwa".
      Nie widzę aby cośkolwiek w kierunku pracy nad zacieśnieniem bliskości między wami miało miejsce.
      I nie mieszaj do tego dziecka, bo to odrębna sprawa, jak się mąż będzie dzieckiem zajmował po ewentualnym rozstaniu. Między deklaracjami a tym co się później faktycznie robi często bywa przepaść. To, że chcesz opieki naprzemiennej wcale nie znaczy, że mąz opiekę nad dzieckiem podejmie. Może po rozstaniu zostaniesz z faktem jego wpadania do dziecka na godzinkę w tygodniu. Musisz być tego świadoma.

      W tym czasie gdy macie się starac odbudować wasze relacje - mąż wyjeżdzą bez ciebie na tydzień czasu z obowiązkowym NOCOWANIEM ażżżżżżżżżżżż 35km od domu?? i nie zamierza przyjechć ani na chwilę do domu sprawdzić co u żony z którą "pracują nad przetrwaniem związku"? Tłumacząc to "bo tu co dzień jest impreza"?

      Koleżanko, powiem wprost - POZAMIATANE.
      Twój szanowny małżonek właśnie spędza czas z Twoją następczynią lub używa życia szukając Twojej następczyni.
      Osoba z depresją(?) to nielekka partnerka do życia codziennego, trzeba kochać żeby chcieć przetrwać przy niej jej gorsze okresy. Nie wiem od jak dawna się leczysz, czy mąż jest już zmęczony tym, że nie jesteś "lekka łatwa i przyjemna" , ale jeśli bierzesz leki bo masz ze sobą problemy - to dlaczego bez obaw zostawia z Tobą dziecko?
      Maż się już wypowiedział - nie kocha cię.
      Pozostawanie w takim zawieszeniu, gdzie facet Cię olewa i nie możesz na niego liczyć - to dalsza destrukcja Twojego samopoczucia. Więc kółko się zamyka: masz coraz więcej niechęci do męża-> więc gorzej go traktujesz-> więc on cię bardziej olewa-> itd
      W przeważającej większości faceci nie rwą się do rozwodu póki w domu mają jaki-taki spokój, żona ich nie sprawdza i nie mają nowej naciskającej kobiety z wygodnym mieszkaniem. A gdy dodatkowo są dzieci zwyczajnie wygodniej by była żona w domu niż po rozwodzie mieć dziecko pod wyłączną opieką przez pół tygodnia i musieć mu czas organizować, gdy koledzy i koleżanki czekają z imprezą i chce się o nowym życiu myśleć.

      Zresztą z Twojej wypowiedzi wyczuwam, że sama nie masz przekonania do starania się o ten związek. Jeśli ustaliliście, że przez pół roku STARACIE SIĘ ODBUDOWAĆ małżeństwo to to zróbcie lub się rozejdźcie. Dla mnie jakimś kuriozum jest że zostajecie w sztucznym małżeństwie niby wyłącznie dla dobra dziecka. I stąd Twoje uczepienie się tematu "zły mąz bo olał dziecko, a przeciez został oficjalnie w domu właśnie dla niego!" . Plącza się tu dwa tematy a niepotrzebnie.
      Pogadaj szczerze z mężem, powiedz mu o swoich uczuciach na temat olania Twojego problemu z pigułami. Niech powie dlaczego zbagatelizował problem, że może Ci się coś stać i ten, że dziecko może zostać w domu z nieprzytomną matką. Niech powie, czy faktycznie chce jeszcze pracować nad waszym związkiem i czego oczekuje w związku z tym od Ciebie (i nie może to być to byś mu nie przeszkadzała się bawić z innymi) , a Ty określ jakie jego zachowania by Ci w waszym małżeństwie odpowiadały.
      Albo faktycznie pracujecie nad związkiem, codziennie starając się o siebie wzajemnie dbać, albo to odpuszczacie a obecny stan jest tylko przedłużaniem agonii-wygodną formą przetrwalnikową.
      Jeśli jesteście zdecydowani, ze do siebie już nic nie czujecie to ...... .


      Powiem tak: moja znajoma będąca mężatką pojechała na trzydniową delegację 30 km od domu bez wracania na noc do domu(mąż i dzieci) wtedy gdy miała kochanka i chciała z nim pobyć.
      A inna wolna znajoma ma żonatego kochanka- pan ten nie kocha żony, na wyjazdy jeżdżą już oddzielnie, ale pan nie zamierza się wynieść z małżeństwa tłumacząc to dobrem dzieci, może rozwiedzie się gdy spotka kolejną kobietę w której się zakocha i będzie się mógł do niej wprowadzić(nie będzie mu mniej wygodnie niż z żoną), albo liczy że żona się zakocha w innym i to nie on będzie inicjatorem rozwodu; póki co pan spełnia obowiązki domowe, dzieci mu rosną, a z zoną prawie nie rozmawia, ale też nie deklaruje jej w oczy że od lat jej rogi przyprawia a i ona go in flagranti nie przyłapała. Możliwe, że to małżeństwo przetrwa-obojgu małżonkom szkoda tracić statusu finansowego i wygody "pełnej" rodziny, dzielić dom, świecić oczami przed znajomymi, a że nie ma tam uczuć a dzieciom się pokazuje niezdrowy emocjonalnie układ?....
      Rozwodzą się osoby ...głupie, oraz odważne. Głupie, gdy dla głupiego zauroczenia rozwalaja dobre dotąd małżeństwo przy pierwszym kryzysie, odważne-gdy w pełni świadomie widzą, że tak dalej w związku nie można żyć bo to działa destrukcyjnie i po wyczerpaniu wszelkich prób naprawy uznają że są gotowi na zmiany i są gotowi zaryzykować może życie w pojedynkę.
      Dla dzieci- warto próbować skleić co się da i dla dzieci warto się rozstawać bez kłótni.

      Jeśli te pół roku jakie daliście sobie na poprawę- ma być czasem na poprawę relacji - to róbcie to RAZEM.
      Bo inaczej, to tylko odciąganie decyzji w czasie.
      Jesteś pewna, że nie będziesz żałować, że nie "zawalczyłaś" o to małżeństwo?
      Pogadaj szczerze z mężem o swoich odczuciach w temacie jego "olania" Cię. Choć po informacji że on Cię nie kocha.... to o co można jeszcze walczyć? Nie kocha więc olewa, uczucia lokuje gdzie indziej więc i jego zainteresowanie omija już ciebie i Twoje problemy- czyż nie? A, że przy okazji ominął tez dziecko będące pod Twoją opieką?- tak to działa po rozstaniu. Więc ustal z mężem, czy jesteście razem czy nie. Bo jeśli jesteście to ma wypełniać swoje zadanie jako mąż. Jeśli nie jesteście - to decydujcie co dalej bez złudzeń..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka