Dodaj do ulubionych

pomoc potrzebna na już....

07.11.12, 15:10
Wróciłam właśnie od psychologa i głupiam jak byłam przedtem. Czy ktokolwiek z Was mógłby poradzić ,co powiedzieć dzieciom, które w niedzielę, wiedzione zdrową ciekawością, odkryły, że Tatuś loguje się na e darling i tutejszych "samotnych". Dzieci duże ale w wieku bezkompromisowo-nastoletnim. Odmawiają Ojcu jakiejkolwiek pomocy (np.nie chcą podgrzać obiadu), mówią o nim "nasz singiel" i w ogóle wredne są. Tatuś w kontaktach z nimi słodki jak miód. Czuję, że czekają na jakiś zdecydowany ruch z mojej strony.
No i co ja mam robić, do cholery?

Obserwuj wątek
    • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 15:39
      A co ty o tym mydlisz? Rozwodzicie się?

      Nie ingerowałabym. Niech się tłumaczy ojciec. Dzieci też ludzie i mają prawo do odmowy i wyrażania emocji. Jak umie założyć profil na e-Darling to kuchenkę też chyba obsłuży?
      Powiedziałbym jedynie co ja czuję w związku z taką sytuacją, czyli: jestem zraniona, zawiedziona, zła.
      • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 15:40
        *myśłisz
      • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 15:53
        Nie rozwodzimy się, Tatuś dopiero od 4 dni sypia w pokoju obok, więc trwały rozkład pożycia też chyba jeszcze nie nastąpił.
        Co miałam do powiedzenia usłyszał. Dzisiaj rano, w nieco spokojniejszej rozmowie poruszyłam temat dzieci. Podobno muszą to przechorować, nie zamierza się niczego wypierać (chociaż ślady e-darling fachowo wyczyszczone i to podobno zbiorowa fatamorgana była). One głaszczą mnie po głowie i na coś czekają. To nie jest dobrze tak ich z tym zostawiać.
        • yoma Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 16:17
          Zostawiać nie, ale IMHO ruch należy do dzieci. Jak zapytają wprost "matka, rozwodzicie się?", to odpowiedz wprost to, co tu napisałaś - że nie, bo nie ma trwałego rozkładu pożycia. Jak zapytają "dlaczego ojciec łazi po edarlingach?", to odpowiedz wprost, że to ojca powinny zapytać.

          Swoją drogą fajne masz dzieciaki. "Nasz singiel"! smile
          • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 16:37
            Dlaczego Ojciec tam łazi to raczej sobie wykombinują. Nie zapytają o rozwód, bo Tatuś z tych co się nie rozwodzą z zasady, o edarlingi tym bardziej, bo się zdenerwuje i na Mamusię nakrzyczy.
            Dzisiejsze rady fachowców: nie dać się sprowokować, powiedzieć dzieciom, że Tatuś zachorował, nie podejmować żadnych decyzji w emocjach, nastawić się na długie naprawianie.....
            A dzieci fajne, Dziękuję

            • yoma Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 16:44
              > powiedzieć dzieciom, że Tat
              > uś zachorował

              ????

              > o edarlingi tym bardziej, bo się zd
              > enerwuje i na Mamusię nakrzyczy.

              Hej, to tam w ogóle coś niefajnie i bez edarlingów...
            • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 17:05
              Nie wiem kto ci doradził, ale nie kłam dzieciom ze tata zachorował. One i tak widzą że się źle dzieje i to nie jest choroba.
              Mówiłabym prawdę z podkreśleniem, ze kochacie ich oboje, że cokolwiek postanowisz w sprawie swojego małżeństwa to tata wędzi ich tatą, ze nie ponoszą żadnej winy, ze wam się nie układa bo tak czasem się zdarza w życiu.Po wyjaśnienia w sprawie portali randkowych odsyłałabym do ojca. Rozmowy powinny być szczere, ale nie obarczające dzieci.
              Jeśli porady w kwestii kłamstwa udzielił fachowiec to bym go zmieniła.
              • yoma Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 17:09
                Popieram.
                • azmb Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 18:02
                  Dzieci z poczuciem humoru, z dystansem, bardzo mi się podobająsmile Wydaje mi się, że już na tyle duże, że wiedzą od kogo powinny dopominać się wyjaśnienia tego singlowania, prawda? Ty przecież jesteś równie ciekawa, zdziwiona i chętna poznać prawdę, czyli jesteś razem z dziećmi po tej samej stronie- czekasz na wyjaśnienia, a raczej czekacie
                  • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 20:03
                    Dzięki za wszystko co przeczytałam. I po kolei:
                    Psycholog- fachowiec ci to był, z łapanki co prawda, ale na gwałt był potrzebny. Już umówiłam się w innym miejscu.
                    Dzieciaki dowcipne ale myślę, że je po prostu boli, że Ojciec zaczyna szukać, jakby to zgrabnie ująć,emocjonalnego ujścia poza domem. Naprawdę wolałabym, żeby kolczasta piętnastolatka warknęła na mnie jak zwykle, niż gładziła po głowie.
                    Na wyjaśnienia ja nie mam co czekać, niedawno dowiedziałam się, że jest bardzo niespełniony w małżeństwie, pod każdym względem i wierność przestaje być dla niego priorytetem.
                    No może, gdybym zechciała wyjść z siebie, stanąć obok a później przeskoczyć bez rozbiegu 3m..... No, może wtedy...
                    Chociaż zasadniczo, kocha, tęskni do jedności, nigdy nie przestanie być moim Małżem.
                    Facet jest przemocowcem ale w kręgach, w których się obracamy, nazywane jest to autorytarnym sposobem bycia.





                    • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 20:55
                      asia474 napisała:

                      ..
                      > Chociaż zasadniczo, kocha, tęskni do jedności, nigdy nie przestanie być moim Ma
                      > łżem.
                      = to może trzeba mu pomóc?smile
                      Rozumiem, że on już jest na etapie 'szczerości'. Asiu, a czego ty chcesz? Zaakceptujesz takie małżeństwo? Mnie wygląda na to, że on już tylko na twoje błogosławieństwo czeka i deklarację, że przymkniesz oko na te darlingi. Dzieci też już mają świadomość, że tata nie fair się zachowuje.

                      >
                      >
                      • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 21:22
                        Nie zaakceptuję.
                        Pomóc? A jak ja niby mam przeskoczyć 3 metry, nawet z rozbiegiem?
                        Smutne kiedy dzieci mówią "pokój singli", bo Ojciec sypia tam z jednym z synów, może dowcipne ale smutne . Smutne, kiedy na pytanie "co Wam tak wesoło?" odpowiadają "bo my jesteśmy rodzina".
                        Opamiętania trochę przydałoby się niektórym
                        • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 21:41
                          Miałam na myśli, że trzeba pomóc mu przestać być mężem.
                          Jeśli nie akceptujesz takiej sytuacji to są trzy wyjścia: separacja - może on się opamięta, rozwód, albo terapia małżeńska. Możesz jeszcze po prostu odizolować się od niego psychicznie i żyć własnym życiem i czekać na zmianę.
    • niutka Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 19:50
      A czy tatus nie umie sobie odgrzac obiadu???? Musza to robic dzieci?!!!!!!
      • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 20:10
        Lubi być obsługiwany, młodzieży jest dużo, to często coś podadzą. Jak widać do czasu.
        Kończąc sprawę odgrzewania, wolał skombinować od podstaw nowy posiłek, który skonsumował z miną cierpiętniczą. Pierogów przez młodzież ulepionych nie tknął.
        • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 22:56
          asia474 napisała:
          > Kończąc sprawę odgrzewania, wolał skombinować od podstaw nowy posiłek, który sk
          > onsumował z miną cierpiętniczą. Pierogów przez młodzież ulepionych nie tknął.

          Znaczy Piotruś Pan. Wolał focha strzelić, bo świat się wokół niego nie kręci, niż docenić pracę swoich własnych dzieci.
          Wiesz co Asiu? Dzieci masz nieporównywalnie mądrzejsze od ich ojca. Ktoś taki jak on nie nadaje się ani na ojca dzieci (zwłaszcza nastoletnich), ani na partnera do życia. I piszę to z własnego doświadczenia smile
          Tacy faceci (bo do mężczyzn im daleko) nie potrafią też podejmować ważnych, życiowych decyzji. Zatem jeśli ktoś z kimś się rozwiedzie to Ty z nim (jeśli dojrzejesz do decyzji), a nie on z Tobą. On sobie będzie żył spokojnie w Nibylandii tak długo jak się da smile
          • tautschinsky Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 11:22
            mola1971 napisała:

            > Znaczy Piotruś Pan. Wolał focha strzelić, bo świat się wokół niego nie kręci, n
            > iż docenić pracę swoich własnych dzieci.


            Widzę, żeś mądra jak zwykle po przeczytaniu paru postów i już WIESZ, już masz dla niego łatkę, ach i ech... A wystarczy przeczytać, co pisze Asia i sposób w jaki to robi. Mąż jest 'małżem' - taka nomenklatura słowna wśród pewnych kręgów kobiet przed którymi daję dyla, ich dzieci to zaś 'młodzież', może przewinęło się 'dziecię' dla kompletu. Z faktów, które podaje można wnioskować, że tych dzieci, do tego wieku prawie dorosłym, sporo w domu, a pani najpewniej z tych, które na pierwszym planie stawiają: gary, żarło, no i 'młodzież'. Wiek też pewnie jej oscyluje w granicach 40-50. Coś was łączy, Asiu, ciebie i męża jako kobietę i mężczyznę? Czy tylko prowadzicie spółkę pod nazwą 'rodzina'? Czytając twoje wynurzenia rozumiem twojego męża, bo, choć dla ciebie kuchnia i 'młodzież' to cały twój świat, dla niego jako mężczyzny nim nie jest i być nie może. Rejestrując się głupio na eDarling twój mąż nie szukał tylko seksu, a pewnie tego najmniej, bo to za parę stówek może mieć bez anonsowania się korzystając z usług agencji towarzyskich. A teraz czytaj na forum, jak ci prawią kumy, jaki twój mąż to dupek, piotruś pan, kanalia, ty fajna babka, i och i ach big_grin
            • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 11:36
              tautschinsky napisał:

              Rejestruj
              > ąc się głupio na eDarling twój mąż nie szukał tylko seksu, a pewnie tego najmni
              > ej, bo to za parę stówek może mieć bez anonsowania się korzystając z usług agen
              > cji towarzyskich.

              Przecież wiadomo, ze na e-Darling szukał bratniej duszy bo go zona nie rozumie, a za seks nie musi płaci bo stać go na za darmosmile
              • tautschinsky Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 11:55
                mayenna napisała:

                > Przecież wiadomo, ze na e-Darling szukał bratniej duszy bo go zona nie rozumie,
                > a za seks nie musi płaci bo stać go na za darmosmile

                Nic nie ma za darmo, a już na pewno nie na eDarling big_grin i w tych podchodach. Dużo taniej wyszłoby mu telefonowanie lub zachodzenie do agencji - bez tych wszystkich gadek-szmatek - przebierać, brać. Dlatego jednak wybrał miejsce takie jakie wybrał, że szuka(ł) czegoś więcej niż ćwiczeń fizycznych. Tego, czego jego żona mu nie daje, bo pewnie uważa, że nie musi, a z całą pewnością, bo nie może mu ich dać. Sama się przyznała, że ona z tych co tyją, mąż zaś pracuś, żyjący czymś więcej niż tylko kuchnią i 'młodzieżą', która pewnie od czasów "dzieć' jest zespawana z matką, a ojciec jak to ojciec - do pracy marsz big_grin
                • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 11:59
                  tautschinsky napisał:
                  Sama się przyznała, że ona z tych co tyją, mąż zaś pracuś, ży
                  > jący czymś więcej niż tylko kuchnią i 'młodzieżą', która pewnie od czasów "dzie
                  > ć' jest zespawana z matką, a ojciec jak to ojciec - do pracy marsz big_grin

                  Gdzie Ty takie rewelacje wyczytałeś? W tym wątku?
                  Napisała, że wg jej męża dzieci mają po niej tendencje do tycia, a to nie znaczy z automatu, że ona tyje. Można mieć tendencje, ale nie tyć, bo człek pilnuje co je.
                  Nie napisała również, że on jest pracusiem tylko, że pracuje przy komputerze (jak większość ludzi wykonujących pracę umysłową).
                  Dopisujesz sobie coś, czego ktoś nie napisał i sam historie tworzysz.
                • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 12:27
                  Tau, ja ci podałam tekst, który słyszałam x razy na Sympatii. Pójście do profesjonalistki, które sugerowałam, było poniżej godności tych panów bo oni sobie znajdą seks za darmosmile
            • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 11:39
              To, że Ty męża Asi rozumiesz jakoś mnie dziwnie nie dziwi big_grin
              • tautschinsky Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 11:48
                mola1971 napisała:

                > To, że Ty męża Asi rozumiesz jakoś mnie dziwnie nie dziwi big_grin

                A mnie nie dziwi, że świetnie rozumiesz Asię big_grin
                • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 11:54
                  A gdzie ja napisałam, że ją rozumiem? Ja jej nie rozumiem, bo ja bym się z kimś takim jak jej mąż rozwiodła. Facet z fochami? Fuj!
    • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 07.11.12, 22:48
      asia474 napisała:
      Odmawiają Ojcu jakiejkolwiek pomocy (np.nie chcą podgrzać obiadu), mówią o nim "nasz singiel" i w ogóle wredne są.

      Jedno jest wg mnie pewne, dzieci Ci się udały. Są asertywne, mają dystans i kapitalne poczucie humoru. Moje szczere gratulacje smile
      Tatuś, skoro potrafi zalogować się na portal randkowy, znaczy dwie zdrowe ręce ma, więc obiad sam sobie może odgrzać, ba nawet zrobić może, a nawet powinien. Może gdyby się zajął czymś pożytecznym, jak np. gotowanie, to portale randkowe by mu wywietrzały z głowy wink
      • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 07:52
        Padłam wczoraj przy najmłodszym, w środku nocy zastanawiałam się czy warto się rozbierać i myć zęby.
        Dzieci udane, wszystko po Tatusiu.
        Po mnie to podobno tylko tendencję do tycia mają wink
        Tatuś dużo pracuje, przy komputerze, parę okien więcej można otworzyć, cyberseksik po cichutku zaliczyć. Bywało już.
        Ogólnie przypadek bardziej skomplikowany niż Piotruś Pan
        • smutnyaniol Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 09:36
          To się z nim rozwiedź, na co czekasz?
        • triss_merigold6 Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 11:47
          A w sumie po co Ci on?
      • altz Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 17:00
        mola1971 napisała:

        > Jedno jest wg mnie pewne, dzieci Ci się udały. Są asertywne, mają dystans i kap
        > italne poczucie humoru. Moje szczere gratulacje smile

        Nie wiem, skąd ta radość, śmiech z faceta, a pochwała dzieci?
        Tu nie ma nic śmiesznego, rodzice nie potrafią rozwiązywać swoich problemów, matka się okopała na pozycji i za diabła nie odpuści, bo uważa, że jest świetnie, jak dotychczas, i nie warto nic zmieniać, a dzieci popierają w pełni matkę. Pan zaś robi demonstracje, bo nie potrafi inaczej tego załatwić, a ponieważ widzi, że dzieci uczestniczą w tej grze na prawach dorosłych, więc okazuje niechęć również do działań dzieci. Mało śmieszna sytuacja, jak dla mnie, ale wpisuje się do naczelnego hasła, że "chłop jest po to, żeby pracować", a jak będzie miał problemy albo zachoruje, to już jest jego problem i najlepiej niech spier...

        Wczoraj usłyszałem w radio, że panowie "zaczęli mieć depresję". Śmiech mnie wziął. To tak, jakby ta depresja się nagle pojawiła znikąd? Ona była, tylko panowie zaczęli się do niej przyznawać, bo przełamali ten wstyd. I co z tym teraz zrobić? - słychać było w głosie pani, ale nam ci panowie narobili kłopotów! Co za niewdzięcznicy! A przecież było dotychczas tak fajnie! smile Czy mężczyzna to człowiek drugiej kategorii?

        Panowie krócej żyją, ciężej pracują, są w gorszym stanie zdrowotnym, później idą na emeryturę i wielokrotnie krócej z niej korzystają. Niechby spróbowali niewdzięcznicy starać się o równouprawnienie w tym zakresie, zaraz by się im dostało!
        Leszek Miller znowu przypominał wczoraj, co to jest feminizm, że to "walka o równouprawnienie kobiet"(sic!), zamiast pisać wprost, że chodzi o walkę płci i uzyskanie dużej przewagi kobiet nad panami.

        Co napiszą panie na forum, to jest święta prawda, a co pan powie, to jest zazwyczaj jego manipulacja. wink Za dużo się nie dowiemy, bo pani nam tego nie napisze, a przecież prawdziwi mężczyźni nie piszą na forach i nie użalają się, kobiecie za to wypada.

        Pośmiejmy się więc z pana męża, bo ma jakiś problem i źle się czuje w małżeństwie, jest żałosny, Piotruś Pan, a w ogóle niech spada na drzewo, bo dzieci są już na tyle duże, że są już partnerem matki, więc pan nie jest już w domu potrzebny. Niech spada i pamięta, żeby ma regularnie płacić alimenty, bo za grzechy i za głupotę się płaci. wink

        Już się naczytałem różnych rzeczy na forum, chocby o tym, że alimenty się należą, byle były na pani dziecko, nie na inne, chociaż się również należą. Były opisywane różne rzewne historie, a prawda była zazwyczaj pośrodku. Rozumiem, że uczucia zazwyczaj są opisywane uczciwie, ale również wiem, że często różne fakty są pomijane, inne podkolorowane. Dlatego pani Asi również nie wierzę i nie łykam wszystkiego. smile
        • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 08.11.12, 21:22
          Matko droga... Altz, Ty to wszystko w tym wątku wyczytałeś???
          Jaki śmiech z faceta? Toż wyraźnie napisałam, że dzieci są asertywne, mają dystans i poczucie humoru, a to co innego niż naśmiewanie się z kogoś. Nazwanie ojca, który został przyłapany na randkowaniu internetowym przez dzieci "naszym singlem" świadczy o tym, że dzieci mają poczucie humoru i dystans.

          Nikt nigdzie nie napisał, że mąż Asi jest żałosny, to Twoja nadinterpretacja, a Piotruś Pan to psychologiczne określenie mężczyzn niedojrzałych emocjonalnie (możesz sobie poszukać w sieci, jeśli temat Cię zaintrygował).

          Do reszty Twoich dywagacji nawet nie chce mi się odnosić, bo raz, że nie na temat wątku, a dwa - nic nowego nie napisałeś, to samo piszesz od dwóch lat. Biedni mężczyźni, okropne kobiety. Zieeew.
          • altz Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 18:01
            mola1971 napisała:

            > Zieeew.
            Jeśli chodziło o to, żeby powiedzieć, że mnie lekceważysz, to Ci się udało.
            Czy to jakieś szkolenie przechodzicie? Wydaje mi się, że to jest zaraźliwe na forum. wink

            > Do reszty Twoich dywagacji nawet nie chce mi się odnosić, bo raz, że nie na tem
            > at wątku, a dwa - nic nowego nie napisałeś, to samo piszesz od dwóch lat. Biedn
            > i mężczyźni, okropne kobiety.
            Ja nie pisałem o tym, że kobiety są okropne, bo tak nie uważam. Często nie mają za grosz empatii, są egocentryczne, nie dbają o swoich mężczyzn, można powiedzieć, że pasożytują na mężczyznach.
            Podam przykład. Emerytura w wieku 67 lat dla wszystkich (o ile taka będzie!), mężczyźni pracują na ciężkich stanowiskach, na które kobiety się nie garną. Oczekiwana długość życia dla mężczyzn to 71 lat, dla kobiet 79 lat. Na emeryturze będą więc 4 lata mężczyźni i 12 lat kobiety. Wobec tego, mężczyźni powinni mieć trzy razy wyższą emeryturę, niż kobiety. smile marzenie ściętej głowy, kobiety na to nie pozwolą, a panowie są za głupi, żeby walczyć o swoje. Podobnie jest z badaniami np. mammografia i badania nowotworów prostaty, o kobietach się mówi, na to są pieniądze, a mężczyźni? No cóż... przecież nie warto w nich inwestować. Tak jest w wielu sprawach, również w przypadku depresji czy opieki nad dziećmi i wysokości alimentów. Panowie się nie cenią i to jest prawda, panie uważają się za lepsze i tak się to nakręca od lat.

            Na zarzuty panie odzywają się w następujący sposób, że albo ich to nie interesuje (bo chodzi przecież o równouprawnienie kobiet wink, a nie o prawdziwe równouprawnienie), albo piszą, żeby mężczyźni sami walczyli o siebie, bo ich los pań nie obchodzi.

            Jak słyszę takie odpowiedzi, to przypomina mi się moja sytuacja na jednym z dworców.
            Chłopak poprosił mnie o 5 zł, prawdopodobnie ćpun. Gdy do mnie podchodził, postanowiłem sobie zażartować i powiedziałem, żeby popatrzył na mnie i na siebie, kto tu komu miałby cokolwiek fundować? Faktycznie chłopak ubrany był w dobre firmowe rzeczy. Odpowiedział mi rezolutnie: "bo ja dbam o siebie!". Chciałem i odpowiedź dostałem. smile
            Gdy rozmawiam z niektórymi paniami, przypomina mi się zawsze ta scena, bo odpowiedzi są podobne.

            Panie powinny się uderzyć w pierś i szczerze odpowiedzieć, czy brały pod uwagę potrzeby partnerów. Myślę, że nie. Znam wiele takich sytuacji, gdy pani mówi, "ja chcę tego i owego". Ja mi, mnie, moje potrzeby, pojawia się bardzo często, a mało, które potrafią zapytać "czego Ci potrzeba", "co chciałbyś zmienić, żeby nam obojgu było lepiej?". Tego zazwyczaj nie mai to jest przykre, ale ważniejsze, że nie można układać zdrowego związku partnerskiego, jeśli się lekceważy potrzeby drugiej strony i chce układu feudalnego z ciągłymi pokłonami, prezentami i ochami i achami.
            • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 18:47
              altz napisał:


              nie dbają o swoich mężczyzn, można powiedz
              > ieć, że pasożytują na mężczyznach.
              > Podam przykład. Emerytura w wieku 67 lat dla wszystkich (o ile taka będzie!), m
              > ężczyźni pracują na ciężkich stanowiskach, na które kobiety się nie garną. Ocze
              > kiwana długość życia dla mężczyzn to 71 lat, dla kobiet 79 lat. Na emeryturze b
              > ędą więc 4 lata mężczyźni i 12 lat kobiety. Wobec tego, mężczyźni powinni mieć
              > trzy razy wyższą emeryturę, niż kobiety. smile marzenie ściętej głowy, kobiety na
              > to nie pozwolą, a panowie są za głupi, żeby walczyć o swoje. Podobnie jest z b
              > adaniami np. mammografia i badania nowotworów prostaty, o kobietach się mówi, n
              > a to są pieniądze, a mężczyźni? No cóż... przecież nie warto w nich inwestować.
              > Tak jest w wielu sprawach, również w przypadku depresji czy opieki nad dziećmi
              > i wysokości alimentów. Panowie się nie cenią i to jest prawda, panie uważają s
              > ię za lepsze i tak się to nakręca od lat.
              Górnicy i hutnicy maja emerytury wczesnej. Do pielęgniarstwa, sprzątania, obsługi w domach opieki, na kasach w sklepach nie garną sie mężczyźni bo są to stanowiska słabo płatne, chociaż może mniej uciążliwe. O raku prostaty się mówi, ale statystycznie nie mam pojęcia jak to wygląda. Ilu mężczyzn umiera na raka prostaty a ile kobiet na raka piersi i szyjki macicy? Albo jak się kształtuje wykrywalność? Na jakiej podstawie twierdzisz, że nowotwory kobiece są mniejszym problemem lub takim samym jak rak prostaty?
              Pracujemy mniej, ale bierzemy urlopy macierzyńskie i mamy mniej okresów składkowych więc i emerytury niższe.


              > Panie powinny się uderzyć w pierś i szczerze odpowiedzieć, czy brały pod uwagę
              > potrzeby partnerów. Myślę, że nie. Znam wiele takich sytuacji, gdy pani mówi, "
              > ja chcę tego i owego". Ja mi, mnie, moje potrzeby, pojawia się bardzo często, a
              > mało, które potrafią zapytać "czego Ci potrzeba", "co chciałbyś zmienić, żeby
              > nam obojgu było lepiej?". Tego zazwyczaj nie mai to jest przykre, ale ważniejsz
              > e, że nie można układać zdrowego związku partnerskiego, jeśli się lekceważy pot
              > rzeby drugiej strony i chce układu feudalnego z ciągłymi pokłonami, prezentami
              > i ochami i achami.

              Może mężczyzni powini sami też czasem zapytac o te potrzeby to kobieta nie będzie musiała mówić czego chce lub potrzebuje. Jak ona już dopomina się o zaspokojenie swoich potrzeb to znaczy, że jest kiepsko w związku.
              Prezent, komplement to zwykłe gesty okazujące miłość i uwagę. Jak pozać że on kocha skoro nie mówi nic miłego Nie robi prezentów? A poza wszytkim miło jest dotać kwiaty, bez okazji i majątku one nie kosztuja.Nie kazda z nas to Liz Taylor i oczekuje od mężów diamentów.Naprawdę kupno kwiatów ukochanej kobiecie to akt pddaństwa?
              A jak kobieta pamięta o prezentach i je robi, i mówi miłe rzeczy to też jest to feudalizm i pańszczyzna?
              Więkzość kobiet zaakceptuje, że facet kwiatów nie daje i komplementów nie mówi, ale musi dostać od faceta coś istotnego: poczucie bezieczeństwa i pewność że może na niego liczyć, że on ją wesprze we wszystkim, nie zostawi samej i zdejmie z głowy chociaż czasem parę problemów i je sam załatwi z własnej inicjatywy, zeby ona mogła się zdać na niego i nie martwić, żeby miła poczucie, że on jest jej do czegoś potrzebny, bo kwiatki i prezenty to my sobie same umiemy kupić. Chce miec poczucie, że nie jest sama ze wszytkim, że on tez sie martwi i stara się dla wspólnej sprawy i cos robi, dzała. My lubimy konkret i działnie, a nie piekne słowa.


            • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 20:18
              No popatrz, a ja jakoś nigdy nie odczułam na własnej skórze tego, że kobiety tak dobrze w życiu mają big_grin Nawet na emeryturze (jeśli dożyję) tego nie doświadczę, bo zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn to tylko kwestia bardzo krótkiego czasu. Różnica w długości życia też się powoli zaciera, w moim pokoleniu myślę, że się zatrze całkiem.
              • z17 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 13:00
                mola1971 napisała:

                > Nawet na emeryturze (jeśli dożyję) tego nie doświadczę, bo zrównanie wieku emerytalnego
                > kobiet i mężczyzn to tylko kwestia bardzo krótkiego czasu.

                Wypadałoby nie pleplać dla samego pleplania, tylko sprawdzić elementarne fakty zanim otworzy się dzioba. Wydłużenie wieku emerytalnego dla mężczyzn do 67 lat nastąpi w roku 2020, natomiast wydłużenie wieku emerytalnego dla kobiet do 67 lat nastąpi w roku 2040. Widzi różnicę?

                > Różnica w długości życia też się powoli zaciera, w moim pokoleniu myślę, że się zatrze
                > całkiem.

                A na jakiej podstawie szanowna mędrczyni doszła do takich wniosków? Tabele GUS absolutnie nie potwierdzają takiego trendu. Owszem, długość życia obu płci się wydłuża, ale kobiety nadal żyją średnio 7-9 lat dłużej od mężczyzn.

                • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 14:02
                  z17 napisała:
                  > Wypadałoby nie pleplać dla samego pleplania, tylko sprawdzić elementarne fakty
                  > zanim otworzy się dzioba. Wydłużenie wieku emerytalnego dla mężczyzn do 67 lat
                  > nastąpi w roku 2020, natomiast wydłużenie wieku emerytalnego dla kobiet do 67 l
                  > at nastąpi w roku 2040. Widzi różnicę?

                  Widzi różnicę, co nie zmienia faktu, że jest to kwestia bardzo krótkiej przyszłości. Jest to zmiana, która obejmie moje pokolenie.

                  > A na jakiej podstawie szanowna mędrczyni doszła do takich wniosków? Tabele GUS
                  > absolutnie nie potwierdzają takiego trendu. Owszem, długość życia obu płci się
                  > wydłuża, ale kobiety nadal żyją średnio 7-9 lat dłużej od mężczyzn.

                  Można czytać tabele GUS i na ich podstawie prognozować przyszłość, można też skupić się na zmianach społecznych, które powodują, że kobiecy styl życia upodabnia się do męskiego (męski z kolei niewieścieje), a to będzie miało wpływ na długość życia obu płci.
                  • z17 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 14:19
                    No, skoro patrzysz na to z perspektywy emerytalnej obecnych czterdziestolatków, to owszem masz rację. Choć ja uważam, że większość ludzi będzie starała się wyrwać z owego schematu wykorzystując wszelkie możliwe sposoby, aby zakończyć aktywność zawodową jak najwcześniej (renty, zasiłki przedemerytalne itd.).

                    Co do drugiej kwestii, to jednak się nie zgodzę. Tutaj nawet jeśli przyjąć za pewnik Twój punkt widzenia o decydującym wpływie zmian środowiskowych, to uśrednienie życia obu płci na pewno nie będzie obserwowalne dla dziś żyjących generacji. Przynajmniej pod naszą szerokością geograficzną.

                    • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 14:37
                      Przecież pisałam o sobie, więc logiczne jest to, że miałam na myśli siebie i swoje pokolenie, a nie pokolenie rodziców, czy też dzieci. A Ty zamiast doczytać o co chodzi (do tego na jakim forum i w jakim kontekście coś zostało napisane), w sposób dziwny, delikatnie mówiąc, mnie zaatakowałeś.

                      Co do przyszłego zrównania długości życia kobiet i mężczyzn, to o swoich wnioskach już napisałam, ale upierać się nie będę przy tym czy mam rację. To są tylko moje własne, osobiste przemyślenia, a czy trafne to czas pokaże i roczniku GUS po śmierci mojego pokolenia.
                      • z17 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 14:59
                        Kontekst był taki, że rzekomo ktoś powiedział, iż "kobiety w życiu dobrze mają", z czym raczyłaś się nie zgodzić powołując się zrównanie emerytalne obu płci.

                        Nadal uważam, że to kiepska podkładka do dyskusji o zacięciu genderowym. Ale ze swojej pierwszej napaści się wycofałem, więc chyba jesteśmy kwita?
                        • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 15:09
                          Kwita byśmy byli gdybyś mnie przeprosił smile Ja Ciebie nie zaatakowałam, więc i przepraszać nie mam za co.

                          Nie wiem gdzie Ty to zacięcie genderowe zauważyłeś, bo daleka od jakiegokolwiek zacięcia jestem. Po prostu obserwuję otaczającą mnie rzeczywistość i wyciągam wnioski. A to czy mi się te wnioski podobają, czy nie, to już zupełnie inny temat jest.
                          • z17 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 15:27
                            Dobrze, więc przepraszam za sugerowanie Twej tłumokowatości, co było nieuprawnione.

                            Zacięcie genderowe lekkie dostrzegłem, choćby w tym nieszczęsnym przykładzie emerytalnym. Faktem jest, że to mężczyźni wkładają do kotła emerytalnego o wiele więcej składek niż kobiety, a potem są okradani uśrednionymi tabelami życia wspólnymi dla obu płci. Zrównanie wieku emerytalnego nic nie wyrówna, bo faceci nadal będą skubani z forsy.

                            lepiej zakończmy zresztą, bo robi się z tego off topic i zaśmiecanie cudzego wątku
                            • mola1971 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 15:42
                              Ok, przeprosiny przyjęte smile

                              A o tym, kto kogo i z czego okrada, może kiedyś w innym wątku (bardziej na temat) pogadamy.
                              Osobiście nigdy żadnego mężczyzny nie okradłam, ani też z jego dorobku nie korzystałam (no, poza ojcem rzecz jasna, gdy dzieckiem byłam), do wspólnych kotłów, ZUS-em czy innym NFZ-em zwanymi, dokładam dużo więcej niż przeciętny mężczyzna i zwyczajnie denerwuje mnie wszelkie generalizowanie oraz oskarżanie mnie, że czerpię jakieś profity z racji tego, że jestem kobietą.
    • tricolour A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 11:47
      ... bo dzieci czekają na rozwój wypadków, ale też wyśmiewają. TY czekasz i wyśmiewasz (a może zaśmiewasz), a facet czegoś potrzebuje. I nie piszę o portalach seksiarskich, bo to skutek, nie przyczyna.

      Czego facetowi brakowało w domu (powtarzam: w domu), że zaspokoił się komputerem czyli domowym sprzętem? Dlaczego facetowi nie wystarcza dom, a wystarcza jego kawałek?
      • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 11:55
        tricolour napisał:
        > Czego facetowi brakowało w domu (powtarzam: w domu), że zaspokoił się komputere
        > m czyli domowym sprzętem? Dlaczego facetowi nie wystarcza dom, a wystarcza jego
        > kawałek?

        Wg mnie o to należałoby zapytać męża Asi, a nie ją.
        • tricolour Ona też powinna wiedzieć... 08.11.12, 11:58
          ... bo pisać humorystyczno-prześmiewcze posty z nutą lekceważenia Małża, a nie wiedzieć z jakiego powodu ma się e-rogi, to nie jest szczyt dojrzałości i inteligencji.
          • mola1971 Re: Ona też powinna wiedzieć... 08.11.12, 12:02
            No ale ona (jak podejrzewam) Duchem Świętym nie jest i jeśli on jej nie powie, to raczej ona się nie dowie o co mu chodzi i o co te fochy i dziecinne zagrywki z e-darlingiem i wynoszeniem się ze spaniem do innego pokoju.
            Dorośli ludzie rozmawiają, a nie fochy strzelają.
            • tricolour No przecież powiedział... 08.11.12, 12:15
              ... "że jest bardzo niespełniony w małżeństwie, pod każdym względem i wierność przestaje być dla niego priorytetem".

              Można dociekać w czym to niespełnienie. Bo może żona nie ma doktoratu i wstyd przed kumplami - to byłaby lipa. A może żona jest gruba i stąd jeszcze większy wstyd - a to już lipa nie jest.
              • noname2002 Re: No przecież powiedział... 08.11.12, 16:44
                Tri, masz doprawdy fascynujące podejście do moralności-seks bez uczuć i związku to coś strasznego, ale zdradzanie żony to nic takiego, tylko objaw niespełnienia biednego męża.
                • tricolour A czym on żonę zdradził? 08.11.12, 19:39
                  Enterem? Zdradza się kutasem.

                  Zresztą żona nie lepsza skoro trzyma koalicję z dziećmi.
                  • asia474 Re: A czym on żonę zdradził? 08.11.12, 20:34
                    Przesadzasz. Ja się o dzieci martwię, stąd moje pytania tutaj. Próbowałeś kiedyś trzymać koalicję z dorastającymi dziećmi?
                    To ten enter go trzymał przy komputerze parę tygodni?
                    • mola1971 Re: A czym on żonę zdradził? 08.11.12, 21:28
                      asia474 napisała:
                      Próbowałeś kiedyś trzymać koalicję z dorastającymi dziećmi?

                      Dokładnie. O tej koalicji mógł tylko napisać ktoś, kto nie wychowywał nastolatka i sam już zapomniał jak to jest być nastolatkiem.
                  • noname2002 Re: A czym on żonę zdradził? 09.11.12, 10:42
                    A tak, zapomniałam, że na portalu randkowym szuka się bratniej duszy do platonicznych rozmów big_grin
      • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 12:57
        Wielu rzeczy mu brakuje: świętego spokoju, prawie boskiego uwielbienia, śmiania się wyłącznie z jego żartów, gotowości do roztrząsania niby intelektualnych problemów.....długo by tak można.
        Tylko, że mnie też paru rzeczy brakuje ale staram się nie robić tego, co mogłoby poranić nasze dzieci.
        • tricolour Owszem, długo by można chrzanić farmazony... 08.11.12, 13:04
          ... ale rozwala się rodzina. I albo czas na farmazony dalsze i upadek pod każdym względem albo czas wyjąc głowę z farmazonów i stanąć przed problemem.
          • asia474 Re: Owszem, długo by można chrzanić farmazony... 08.11.12, 13:29
            Jeżeli oto chodzi: doktoratu nie mam, urody amerykańskiej aktorki też, urok nowości zblakł.
            Asów w rękawie brak.
            Ja jestem proza życiowa. I to mogę zaoferować. Uczciwie.
            • mayenna Re: Owszem, długo by można chrzanić farmazony... 09.11.12, 06:45
              Asiu, rozmawiałaś z nim o rozwodzie? Albo o sposobach wyjścia z tej sytuacji?
              Porozmawiałabym o tym, spokojnie i raczej w sposób: mamy problem bo ja tak żyć nie zamierzam i co z tym robimy?
              Teraz to pan chce być mężem i singlem, a tak się nie da, to nie jest uczciwe, Zresztą to widać bo ani z niego dobry mąż, ani porządny i autentyczny singiel.
              Dzieci uspokoją się i wrócą do normy jak sytuacja się ustabilizuje. Najgorsza jest niepewność tego co dalej.
        • biedronka7112 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:04
          A kiedy ostatnio on był dla Ciebie ważniejszy od dzieci?
          Bo zasadniczo powinien być cały czas ważniejszy od nich.
          • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:14
            Zawsze był.
            Teraz trzeba zająć się nimi. Bo jest może humorystycznie ale ciężko. Dogadywać (albo nie) będziemy się we dwoje a dzieci uspokoić trzeba i tyle.

            • tricolour A była i symetria? 08.11.12, 13:19
              Ty dla niego też zawsze byłaś najważniejsza? Czynem? Czy może mową, myślą i zaniedbaniem?
              • asia474 Re: A była i symetria? 08.11.12, 13:33
                Podobno byłam, tylko jakoś dyskretnie to manifestował.
            • biedronka7112 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:23
              A czy on nadal wie, że jest ważniejszy od dzieci?
              Nie w sensie, czy rozumie w to, co słyszy, tylko w sensie odczuć, Twoich zachowań.

              Bo chyba czuje się olany, skoro twierdzi, że wszystkiego mu w małżeństwie brakuje?
              Swoją drogą - "wszystkiego", czyli czego dokładnie? Mówił? Próbowałaś się dowiedzieć?

              Kiedy ostatnio byliście gdzieś tylko we dwójkę?
              • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:31
                We dwójkę bywamy w kościele. Na szaleństwa brak czasu, pomysłów i przede wszystkim forsy
                • mayenna Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 14:10
                  To może rekolekcje dla małżeństw?
                  • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 15:36
                    Bylim- śmy.
                • biedronka7112 Czy spacery to szaleństwo? 08.11.12, 21:28
                  Da się je "uprawiać" bez wydatku pomysłów i forsy, poza tym nie muszą zajmować wiele czasu.
          • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:29
            biedronka7112 napisała:
            > A kiedy ostatnio on był dla Ciebie ważniejszy od dzieci?
            > Bo zasadniczo powinien być cały czas ważniejszy od nich.

            Z tym, że mąż powinien być ważniejszy od dzieci, to ja się absolutnie nie zgadzam.
            Rozumiem, Biedronko, że gdyby w tym samym czasie topił się Twój mąż i dziecko, a miałabyś możliwość uratowania jednego z nich, to ratowałabyś męża?
            • smutnyaniol Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:34
              Spacer jest za darmo, więc to żadna wymówka.
              • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:38
                smutnyaniol napisał(a):
                > Spacer jest za darmo, więc to żadna wymówka.

                Ale to tak a propos czego? Bo chyba nie tego, co napisałam.
            • dreemcatcher Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:40
              dzieci to sa owocami miłości , jesli dzieci stają się ważniejsze i wszytko jest podporządkowane im to kim jest w takim razie mąż? ma kasę na zycie przynieść?
              brakuje mu kobiety to szuka po za domem nuda i marazm zabije związek , żeby spędzić dzień ze sobą nie potrzebna jest kasa, potrzebna jest chęć
              • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:46
                Dzieci, właśnie jako owoc miłości dwojga dorosłych ludzi, z zasady samej powinny być ważniejsze od ludzi, którzy je na świat powołali, bo ci ludzie są za te dzieci odpowiedzialni. Oczywiście chodzi mi o dzieci, które nie są jeszcze samodzielne, w przypadku dorosłych dzieci wygląda to już inaczej.

                W żaden sposób nie znaczy to, że męża/żonę należy zaniedbywać. Dbać trzeba, bo inaczej małżeństwo szlag trafi.
                • dreemcatcher Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:58
                  z tego co autorka pisze do piaskownicy z nimi już nie chodzi smile
                  jeśli małżonek/a staje sie dodatkiem bo dzieci.... to czy jest to małżeństwo czy kolektyw ?
                  małżeństwa rozpadają się dlatego że coś się między dwojgiem ludzi zmieniło mozliwe ze ktoraś ze stron przelała cała swoją energię w kierunku dzieci
              • kasper254 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 13:51
                Ależ skąd, kasa nie jest potrzebna. Wystarczy chęć. Czy za to się kupuje np. jedzenie? Przypominają mi się słowa mojej byłej, romantycznej żony: "Nawet pod namiotem, ale z tym, z kim się chce." A gdy miała się chęc rozwieść, zajadle walczyła każdą złotówkę, brutalnie zabijając przy tym rozdzinę. Pewnie zbierała na Majorkę?
                Po drugie - a jak dzieci nie są owocami miłości, tylko chęci (chuci?) to co? Może począć je oddechem?
                • kobieta306 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 09:53
                  kasper254 napisał:
                  "Przypominają mi się słowa mojej byłej, romantycznej żony: "Nawet pod na miotem, ale z tym, z kim się chce."

                  w miłości i stresie człowiek różne bzdury gada big_grin
              • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 15:37
                Ty praktyk, czy teoretyk?
                • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 15:44
                  To było do tego pana wyżej.
            • tricolour Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 13:44
              ... potem dziecko.
              • mola1971 Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 13:47
                To zapytaj żonę kogo ona by ratowała - Ciebie, czy syna?
              • zabelina Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 14:00
                tricolour napisał:

                > ... potem dziecko.

                I oto jest prosta odpowiedź na to, dlaczego sądy standardowo przyznają opiekę nad dziećmi kobietom.
                • dreemcatcher Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 14:40
                  ach te sprawiedliwe polskie sądy smile a co powiesz o przypadkach kiedy kobieta rozbiła rodzinę i dziecko zostało jej w nagrodę przyznane, też dbała o dziecko ?
                  • cozzycie_80 Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 14:55
                    a może rozbiła, ale o dziecko dbała? wink
                    czyli jeżeli kobieta wyszła z inicjatywą rozwodu, to znaczy że nie dbała o dziecko?
                    sprawiedliwe czy nie, większość mężczyzn wcale nie walczy o dziecko, tylko po prostu oddaje je kobiecie.
                    • dreemcatcher Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 15:25
                      dbała o dziecko fundując mu drugiego tatusia ?smile raczej skupiła sie na własnych potrzebach.
                      Dobrze wiesz że w zwiazku z podobnymi dochodami gdzie rozwód jest wynikiem złego wyboru tak to nazwijmy delikatnie ojciec nie ma szans żadnych, nikt nawet przez chwilę eni rozpatruje ze dziecko moze zostac z ojcem
                      • zabelina Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 15:31
                        dreemcatcher napisał:

                        > dbała o dziecko fundując mu drugiego tatusia ?smile raczej skupiła sie na własnych
                        > potrzebach.
                        > Dobrze wiesz że w zwiazku z podobnymi dochodami gdzie rozwód jest wynikiem złeg
                        > o wyboru tak to nazwijmy delikatnie ojciec nie ma szans żadnych, nikt nawet prz
                        > ez chwilę eni rozpatruje ze dziecko moze zostac z ojcem

                        Wyobraź sobie, że mam zupełnie odwrotne niż Ty doświadczenia.
                      • cozzycie_80 Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 17:28
                        dreemcatcher napisał:

                        > dbała o dziecko fundując mu drugiego tatusia ?smile raczej skupiła sie na własnych
                        > potrzebach.
                        > Dobrze wiesz że w zwiazku z podobnymi dochodami gdzie rozwód jest wynikiem złeg
                        > o wyboru tak to nazwijmy delikatnie ojciec nie ma szans żadnych, nikt nawet prz
                        > ez chwilę eni rozpatruje ze dziecko moze zostac z ojcem

                        no wiesz różnie bywa, a może czasami ten drugi tatuś lepszy od pierwszego wink
                        zresztą może nie powinnam się wypowiadać, u mnie do tatusia nie mam zastrzeżeń, a drugiego tatusia nie ma smile
                        Tak, tak, ale ile tych tatusiów walczy żeby to dziecko było przy nim.
                        Ja znam jeden przypadek gdzie tatuś walczył o dziecko i po bardzo trudym roku wygrał i wychowuje swoje dziecko. Mamusia faktycznie nie należała do fajnych wink
                        Zresztą wątek nie dotyczy tego tematu.
                        • dreemcatcher Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 09.11.12, 13:52
                          cozzycie_80 napisała:

                          > no wiesz różnie bywa, a może czasami ten drugi tatuś lepszy od pierwszego wink
                          > zresztą może nie powinnam się wypowiadać, u mnie do tatusia nie mam zastrzeżeń,
                          > a drugiego tatusia nie ma smile
                          w jakim sensie lepszy ? , nie na tym polega rodzicielstwo żeby szukać lepszego tatusia
                          a co bys powiedziała gdyby w pewnym okresie życia mam ci poszukała lepszego tatę bo tamten według jej opinii niedobry, a nowy ma zaletę że dobrze robi mamie ? smile
                          • cozzycie_80 Dreemcatcher 11.11.12, 19:12
                            dreemcatcher napisał:


                            > w jakim sensie lepszy ? , nie na tym polega rodzicielstwo żeby szukać lepszeg
                            > o tatusia
                            > a co bys powiedziała gdyby w pewnym okresie życia mam ci poszukała lepszego tat
                            > ę bo tamten według jej opinii niedobry, a nowy ma zaletę że dobrze robi mamie ?
                            > smile

                            Posłuchaj Dreemcatcher (niestety nie wiem czy jesteś kobietą czy mężczyzną), różni są tatusiowie, są tacy którzy kochają swoje dzieci, uczestniczą w ich życiu, a są też tacy, którzy nie uczestniczą, zresztą nie jedna tutaj na forum o tym pisała, jak to tatuś nigdy sie dzieckiem nie zajmował, a po rozwodzie dziecka w ogóle nie widuje. I takie sytuacje miałam na myśli. W sumie ciężko ich w ogóle nazwać "tatą".

                            Rozwodząc się, nie zamierzałam szukać drugiego tatusia dla mojego dziecka, bo to nasze dziecko już go ma i dzieki Bogu, bardzo dobrego, wspaniałego, kochającego i uczestniczącego w życiu naszego dziecka.
                            Więc nawet jeżeli kiedyś będzie w moim życiu jakiś mężczyzna, na stałe, nie będzie on zastępcą tatusia.
                          • nangaparbat3 Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 11.11.12, 20:00
                            Pewien niezwykle bogobojny kaznodzieja powiedzial kiedyś, ze wychowałeś sie w rodzinie niepatologicznej, jeśli jestes gotow szczerze powiedziec do ojca: dziekuje ci za to, jak traktowales moją matkę.
                            Tak.
                            • garibaldia Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 12.11.12, 11:22
                              nangaparbat3 napisała:

                              > Pewien niezwykle bogobojny kaznodzieja powiedzial kiedyś, ze wychowałeś sie w r
                              > odzinie niepatologicznej, jeśli jestes gotow szczerze powiedziec do ojca: dziek
                              > uje ci za to, jak traktowales moją matkę.

                              A odwrotnie już nie? Znaczy matka nie musi dobrze traktowac ojca?
                      • argentusa Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 18:20
                        No, ja też mam inne doświadczenia.
                        A nawet to JA płacę alimenty na dziecię, które mieszka z tatą. I sąd owszem był uprzejmy rozpatrzyć wniosek taty.
                        oojojojoj, wymsknęłam się ze schematu????
                        • dreemcatcher Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 09.11.12, 13:53
                          podaj w takim razie uzasadnienie takiej decyzji sądu i co miało na nią wpływ?
                  • zabelina Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 15:29
                    dreemcatcher napisał:

                    > ach te sprawiedliwe polskie sądy smile a co powiesz o przypadkach kiedy kobieta ro
                    > zbiła rodzinę i dziecko zostało jej w nagrodę przyznane, też dbała o dziecko ?

                    Na każdym polu życia człowieka zdarzają się nietypowe sytuacje. Moje stwierdzenie dotyczy ogółu.
              • kobieta306 Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 14:06
                Tri - określenie "e-rogi" big_grin jest po prostu świetne. Niemożliwy jesteś i śmieję się z tego.


                ps. Podobnie jak Molka, chłopa ratowałabym w drugiej (o ile nie dalszej) kolejności uncertain
                • asia474 Re: Ja bym ratował żonę w pierwszej kolejności... 08.11.12, 15:42
                  Też mi się podoba wink Idę sprawdzić czy mi do twarzy.
            • biedronka7112 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 21:26
              Akurat w takim wypadku nie miałabym sporego wyboru.
              Nie umiem pływać na tyle dobrze, żeby wyratować dowolną dorosłą osobę. Dodam, że w razie pożaru też nie miałabym siły na tyle, żeby wyciągnąć mężczyznę.
              Próbowałabym zatem ratować dziecko, jeśli byłoby małe, bo z nim miałabym szanse sobie poradzić z pewną szansą nieutopienia/niespalenia się.

              Zadałaś pytanie o sytuację dość krytyczną.

              Nikt jednak na co dzień, w małżeństwie, nie wymaga ratowania życia jednemu po to, by pozwolić drugiemu umrzeć.
              No - fakt, że skupiając się na dzieciach, można pozwolić umrzeć małżeństwu, gdy druga strona (wszystko jedno, mąż czy żona) poczują się odstawieni na drugi plan i niekochani.
              Znam zresztą też rodziny, w których to żony czują się niekochane i odstawione, bo ich mężowie dostali świra na punkcie dzieci.

              Jeśli dzieci widzą, że rodzice są wzajemnie dla siebie najważniejsi na świecie, nawet ważniejsi, niż one same (nie mówię o patologii, tylko o rodzinie, gdzie dzieci się kocha), to mają spore szanse wyrosnąć na normalnych ludzi.
              Jeśli jednak małżonek widzi, że drugie ze stadła kocha bardziej dzieci niż jego - rozpad małżeństwa wcześniej czy później gwarantowany.
              • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 21:34
                Ja się tylko odniosłam do Twojego twierdzenia, że mąż powinien być ważniejszy od dzieci, a skoro jest ważniejszy, to jego, a nie dzieci się ratuje. Logicznie rzecz biorąc.
                Ja osobiście uważam, że mąż/żona powinien/powinna być tak samo ważny/ważna jak dzieci. Męża/żonę i dzieci powinno się kochać tak samo mocno, choć zupełnie inną miłością.
                • biedronka7112 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 22:02
                  I tym sposobem każda pozostanie przy swoim zdaniu smile

                  Życie codzienne to nie walka.
                  Ludzie, którzy świetnie sprawdzają się w czasach wojny, są przeważnie do niczego podczas pokoju. I odwrotnie.
                  Niewiele jest takich osób, które będą świetne w obu żywiołach.

                  Dla mnie małżeństwo i dzieci to sytuacja zwyczajna.
                  I nie ma w nim wg mnie potrzeby zastanawiania się, co by się zrobiło w sytuacji nadzwyczajnej ani porównywania ze sobą tych sytuacji, bo tego się nie da porównać.
                  • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 22:09
                    Cała rzecz w tym, że prawdziwa natura wyłazi z nas w sytuacjach ekstremalnych, które, czy tego chcemy czy nie, się zdarzają.
                    Tak jak męża/żonę poznaje się tak naprawdę podczas rozwodu, tak też o tym, kto jest ważniejszy - mąż/żona, czy dziecko - można się przekonać dopiero, gdy trzeba wybierać między jednym i drugim. A to się w życiu zdarza, wbrew pozorom często.
                    • biedronka7112 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 22:15
                      Jeśli małżeństwo się kocha wzajemnie i każde z nich kocha również swoje dzieci?
                      Nie bardzo widzę powód, dla którego często trzeba by było wybierać między jednym a drugim.
                      Poproszę o te częste przykłady, moja wyobraźnia chyba dostała wychodne.
                      • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 22:26
                        biedronka7112 napisała:
                        > Jeśli małżeństwo się kocha wzajemnie i każde z nich kocha również swoje dzieci?

                        To jest model idealny, który w naturze występuje bardzo rzadko smile

                        Przykłady? Pierwsze z brzegu... Mężczyzna rozwodzący się z dziećmi w chwili rozwodu z ich matką (w jego mniemaniu koniec małżeństwa to koniec ojcostwa, wybiera nową kobietę, która ważniejsza jest od dzieci), kobieta, która życie poświęca dla męża alkoholika i zaniedbuje dzieci (wybiera "ratowanie" męża, bo dla niej jest ważniejszy od dzieci).
                        To są najprostsze przykłady, choć nader często spotykane.
                        • biedronka7112 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 22:28
                          Jeśli się ktokolwiek rozwodzi czy też upija, to nie mamy sytuacji pokoju, tylko sytuację kryzysową.

                          U Asi z tego co zrozumiałam nie ma sytuacji wojny.

                          Znam wiele małżeństw, które są ze sobą od wielu lat i ze sobą trwają, bo się kochają i kochają swoje dzieci. Nie jest to sytuacja aż tak znowu niespotykana.
                          Oczywiście, przechodzą swoje kryzysy, ale ich przyczyną nie jest to, że ktoś kogoś przestał kochać.
                          • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 22:33
                            Różne są wojny, w tym zimne - nikt niby nikomu krzywdy nie robi, ale napięcie jest. Myślę, że tak jest w przypadku Asi. Ale to tylko moje domysły, jak jest naprawdę wie tylko ona. I jej mąż.
                            • biedronka7112 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 22:46
                              Ona twierdzi, że kocha męża.
                              Jej mąż twierdzi, że kocha ją.

                              Dzieci są duże.

                              Dla mnie to sytuacja, w której można by było poświęcić mężowi pewien czas bez dzieci.
                              Dla Asi to nie jest taka sytuacja. Jaka sytuacja byłaby więc dla niej czasem pokoju, żeby można było również mężowi poświęcić czas osobny, bez dzieci?

                              Rozumiem, że to, co się u nich dzieje obecnie, jest wynikiem tego, że mąż czuje się niekochany. Wiemy też od Asi, że nie ma osobnego czasu dla męża.

                              Nie staram się wykazać, że winę za obecną sytuację ponosi sama Asia.
                              Jednak wg mnie nie jest bez winy.

                              Mnie samej, żeby nie było wątpliwości, również wiele brakuje do przeciętnej, o ideale nie wspominając.
                              Jeśli coś piszę, to nie dlatego, żeby komukolwiek wykazać, że jest złym, głupim czy wstrętnym człowiekiem.
                              Po prostu wydaje mi się, że zastanawiając się nad rzeczami, nad którymi się nie miało ochoty zastanawiać, czasem można dojść do rozwiązań całkiem prostych, chociaż absolutnie nie łatwych.
                              • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 08.11.12, 23:00
                                Żaden człowiek nie jest idealny i nikt nie jest bez winy smile Zresztą nie o tym ten wątek.
                                Asia chyba wyczerpała już wszelkie dostępne i znane jej środki, by ratować to małżeństwo (tak wnioskuję po tym, co napisała). Przyszła na to forum, więc moim zdaniem obecnie wali głową w mur. Może nie potrafi dać mężowi tego, co on teraz potrzebuje? Tak też się zdarza. Ludzkie potrzeby się zmieniają, coś co grało jeszcze rok temu, niekoniecznie musi grać dzisiaj. Ot, życie.
                                Ale podkreślam - to tylko moje wrażenie, nie znam Asi, ani jej męża.
                              • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 08:08
                                Dzieci są duże i małe. Potrzeby, w związku z tym mocno zróżnicowane. Asia pracuje w domu, pracuje również, można zaryzykować chyba takie twierdzenie, zarobkowo. Dziś pościeliła po raz kolejny wyro w pokoiku singli.
                                Po dniu rozpoczynanym o 6 rano, wypełnionym robotą na poziomie podłogi, rzeczywiście niechętnie inicjuje sam na sam z mężem.
                                A tak w ogóle, to posty mi się nie w tym miejscu co potrzeba pojawiają i kaszana się robi.
                                • biedronka7112 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 11:33
                                  asia474 napisała:

                                  > Dziś pościeliła po raz kolejny wyro w pokoiku singli.

                                  A po co, skoro to są duzi ludzie i potrafią to, jak się domyślam, zrobić sami?
                                  Ja bym palcem nie ruszyła w tym zakresie, zadbałabym wyłącznie o to, żeby drzwi do tego pokoju były zamknięte.

                                  > Po dniu rozpoczynanym o 6 rano, wypełnionym robotą na poziomie podłogi, rzeczyw
                                  > iście niechętnie inicjuje sam na sam z mężem.

                                  No właśnie. Być może część tej roboty można by było zrzucić na męża i starszą część dzieciaków? Jeśli by się nie wywiązywali, to by mieli syf, takie życie.
                                  • kobieta306 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 11:59
                                    biedronka7112 napisała:

                                    > asia474 napisała:
                                    >
                                    > > Dziś pościeliła po raz kolejny wyro w pokoiku singli.
                                    >
                                    > A po co, skoro to są duzi ludzie i potrafią to, jak się domyślam, zrobić sami?



                                    jak to po co?
                                    żeby móc wyrazem niezadowolonej twarzy dać do zrozumienia - "Ty jesteś taaaaaka świnia i taki cham, a ja MIMO TEGO pościeliłam Tobie łóżko, bo jestem lepsza od ciebie, bardziej pracowita, zdolna do poświęceń na rzecz rodziny itp itd"
                                    Szkoda mi gościa.
                                    • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 12:10
                                      kobieta306 napisała:
                                      > Szkoda mi gościa.

                                      To może poproś Asię, by podała Ci link do profilu jej męża na portalu randkowym. Będziesz mogła go pocieszyć tongue_out
                                      Sorry za złośliwość, ale nie mogłam się powstrzymać big_grin
                                      • kobieta306 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 12:14
                                        mola1971 napisała:

                                        > kobieta306 napisała:
                                        > > Szkoda mi gościa.
                                        >
                                        > To może poproś Asię, by podała Ci link do profilu jej męża na portalu randkowym
                                        > . Będziesz mogła go pocieszyć tongue_out
                                        > Sorry za złośliwość, ale nie mogłam się powstrzymać big_grin


                                        Równie szkoda mi tych oszukanych na profilach kobiet. Bo może pan podaje się za rozwiedzionego itp itd. Albo przynajmniej w separacji. Ale nie o tym wątek wink
                                        Swoją drogą to bardzo cenna wskazówka dla tutejszych poszukiwaczek - jakie można perełki i cudeńka znależć na portalach. Nic tylko brac uncertain
                                        • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 12:18
                                          Właśnie dlatego to napisałam wink
                                          Na portalach randkowych głównie tacy "single" bywają.
                                    • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 15:18
                                      Pościeliła, ponieważ facet podsypia w pokoju syna, któremu bałagan przeszkadza i który tenże pokój sprząta. Poprosiła też syna aby omówił z ojcem"sprzątaniowe " problemy.
                                      Owszem, zachowuje się ostatnio jak cham i jak świnia też. Ale nikomu nie zabraniam się nad nim z troską pochylić
                            • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 07:57
                              Zimną bym jej nie nazwała, oboje jesteśmy temperamentni, no dobra, ja tylko bywam.
                      • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 07:54
                        Wiesz, dzieci są np. czasochłonne. Zaczyna się, wiadomo jak, przewijanie, karmienie, kolki, nocne niepokoje..... Z czasem dochodzi tysiąc i pięć innych problemów: alergie, ortodonta , ortopeda, dwója z polskiego, dentysta..... Mogą te sprawy ludzi łączyć. A można też mieć pretensje o brak kolacji przy świecach albo o to, że w czasie takiej kolacji zasypiasz i, o zgrozo. nie sprzątasz po niej.
                        • mayenna Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 08:05
                          Asiu, ale są przecież jakieś priorytety. Jest hierarchia ważności różnych spraw. Jesli dla niego są ważne taki drobne rzeczy, a ty chcesz z nim być, to warto raz na jakiś czas tę kolację przy świecach zrobić i postarać się nie zasypiać po niej.On tez powinien coś dostawać od ciebie, a nie tylko tłumaczenia, że się nie da bo jesteś zmęczona i jest proza życia.
                          Ale myślę, że wy już szukacie przeszkód i problemów, które was dzielą, a nie szukacie wspólnych rozwiązań.

                          • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 08:12
                            Myślisz?
                            Na kolację w najbliższym czasie szans nie ma. Poza tym, życiowa proza też może być pięknawink
                            • mayenna Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 08:34
                              Ale on ci mówi, że chce kolacji przy świecach i jakiegoś urozmaicania tej prozy więc warto coś z tym robić.

                              Czemu pościeliłaś łóżko w pokoju singli?
                              Moim zdaniem, jak chcesz porozumiewania i rozmowy o zrób kolację przy świecach, pozbądź się dzieci z domu albo niech starsze zajmą się młodszymi, tak żebyście mogli spokojnie spędzić wieczór i zaproś męża już teraz. Albo przestań go traktować jak męża i członka rodziny. Niech poczuje konsekwencje rozpadu rodziny do którego dąży. Z wyrażanym komunikatem o co chodzi.
                              • zegnaj_kotku Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 09:43
                                mayenna napisała:

                                > Ale on ci mówi, że chce kolacji przy świecach i jakiegoś urozmaicania tej prozy
                                > więc warto coś z tym robić.

                                no to niech on zrobi tą kolację. Kto mu broni? Niech ją zrobi zaprosi Asię a później posprząta po tej kolacji i położy dzieci, Asia wtedy odpocznie a później będzie miała czas dla niego.
                                Jestem ciekawa czy Asia ma czas "dla siebie"?
                                Bo jakoś tylko czytam, że ona ma znaleźć czas dla męża, dla dzieci dla domu - a jest gdzieś czas dla niej?
                                • mayenna Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 09:50
                                  Na razie to oni maja wojnę i trzeba jakoś to przerwać o ile mają jeszcze coś zrobić ze związkiem.
                                  Poczytaj co Asia pisze: to jest facet który wyznaje patriarchalne zasady. Sam sobie zrobił jeść w ramach protestu. On nie zrobi kolacji dla żony, szczególnie teraz, gdy nie jest dobrze. Trzeba wiedzieć czego od męża można wymagać i oczekiwać, a to nie typ robiący romantyczne kolacje. Ona może oczekiwać tej kolacji, ale to doprowadzi tylko do pogubienia przepaści miedzy nimi, a ja mam wrażenie, e Asia jeszcze chce ratować małżeństwo.
                            • kobieta306 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 09:41
                              czytam i zaczynam wyrabiać sobie opinię - typowy przypadek, typowa reakcja Twojego męża.
                              Czuje, że mu zycie przez palce ucieka i próbuje wydrzec życiu co się jeszcze da (nawet nielegalną drogą). Zostaje z Tobą ze strachu, przyzwyczajenia, ale ciągnie go do życia, w którym dzieje się coś fajnego. Powiem tylko, że go rozumiem.
                              • zegnaj_kotku Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 09:47
                                A ja nie rozumiem... dla mnie wygląda to tak, że oni wspólnie podjęli decyzję, że będą dosyć liczną rodziną, po czym on opiekę nad domem i dzieci zrzucił na matkę. a teraz ma pretensje, że ona nie leży i nie pachnie...
                                • kobieta306 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 09:51
                                  czy on w domu nie pomaga zupełnie?
                                  czy nie zajmował się dziećmi gdy były małe?
                                  czy ma zerowy wkład w życie rodziny?
                                  Czy zarabia na dom?

                                  życie to nie tylko gary, pieluchy i robota.
                                  • zegnaj_kotku Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 09:55
                                    ależ oczywiście ze nie tylko. Ale czy wiesz ile Asia ma dzieci?
                                    W mojej opinii przy tej ilości w bardzo dużej mierze się do tego się sprowadza, ale to obie strony powinny mieć tą świadomość.
                                    • kobieta306 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 09:59
                                      to niech Asia napisza szczerze jaki na przestrzeni całego małżeństwa był wkład jej męża w sprawy domowe i rodzinne pod względem organizacyjnym. Kto utrzymywał ten cały cyrk?
                                      Dużo dzieci = dużo wydatków.
                                    • mayenna Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 10:20
                                      zegnaj_kotku napisała:

                                      > ależ oczywiście ze nie tylko. Ale czy wiesz ile Asia ma dzieci?
                                      > W mojej opinii przy tej ilości w bardzo dużej mierze się do tego się sprowadza
                                      > , ale to obie strony powinny mieć tą świadomość.
                                      Chciałam zważyć, że dzieci to oni mają oboje. Wybrali taki model rodziny a Asia chce z tytułu wykonywania swojej działki obowiązków oklasków od męża. No to jemu też trzeba poklaskać. Nie ma tak, że jedno jest cierpiące bo w domu i drugie ma mu z tego tytułu drogę płatkami róż brukować. Facet jej z tego domu i od tych obowiązków ucieka i jak nic nie zrobi, nie spróbuje znaleźć porozumienia, to rozpadną się jako rodzina, nawet bez rozwodu.Nie wiem czy to co radzę da jakiś efekt bo możliwe, że już jest za późno skoro wierzący facet szuka pań po e- Darlingach i ucieka z małżeńskiego łóżka. ale posłuchałabym przynajmniej czemu tak jest, o co mu chodzi.
                                • mayenna Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 09:58
                                  Oni maja taki, a nie inny podział obowiązków. On zarabia, a ona obsługuje dom.Stracili w tym kontakt ze bosa jako para i on intuicyjnie może dlatego domaga się tych kolacji przy świecach i uwielbienia.Dlatego ja bym podzieliła prozę życia domowego i poszła do pracy, żeby męża odciążyć i żeby zakotwiczyć go trochę w domu.Tak na początek jednak zaczęłabym od kolacji przy świecach i wyliczenia jego zalet i pozytywnych aspektów mojego życia z nim.
                                  Pod warunkiem, że jeszcze chciałabym nim być.
                                  • kobieta306 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 10:03
                                    mayenna napisała:

                                    > Oni maja taki, a nie inny podział obowiązków. On zarabia, a ona obsługuje dom.S
                                    > tracili w tym kontakt ze bosa jako para i on intuicyjnie może dlatego domaga si
                                    > ę tych kolacji przy świecach i uwielbienia.Dlatego ja bym podzieliła prozę życ
                                    > ia domowego i poszła do pracy, żeby męża odciążyć i żeby zakotwiczyć go trochę
                                    > w domu.Tak na początek jednak zaczęłabym od kolacji przy świecach i wyliczenia
                                    > jego zalet i pozytywnych aspektów mojego życia z nim.
                                    > Pod warunkiem, że jeszcze chciałabym nim być.

                                    otóż to. Ale wątpię czy to rozwiązanie jest dla autorki w jej odczuciu najlepsze.
                                    Pojawia się motyw cierpiętniczego pójścia w zaparte i unoszenia się źle pojmowanym honorem. Ścielenie łóżka z miną "ty taki cham , a ja ci łózko pościeliłam"
                                  • kobieta306 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 10:07
                                    mayenna napisała:

                                    > Oni maja taki, a nie inny podział obowiązków. On zarabia, a ona obsługuje dom.S
                                    > tracili w tym kontakt


                                    i tutaj az się prosi utarty slogan pana Tauczynskiego - facet sprowadzony do roli bankomatu.
                                    Asia powinna się cieszyc, ze byly środki. Bo mogla mieć gorzej. Dzieci narobi i nie zarabia - to dopiero kanalia! Tymczasem ona faceta wykastrowala swoją domową chorobliwą nadopiekuńczością. Albo sie obudzi albo się rozwiedzie. Albo też - co najprawdopodobniej nastąpi - bedą tak żyć dalej nijako i mijac się jak lokatorzy.
                                    • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 15:23
                                      Lubię takie ostre w języku baby, ale dzisiaj nie mam czasu się zachwycaćsmile
                              • asia474 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 15:20
                                No wiesz, zależy co uznajemy za fajne. Brak uczciwości i elementarnej przyzwoitości dla mnie fajne nie są.
                            • biedronka7112 Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 12:53
                              asia474 napisała:

                              > Na kolację w najbliższym czasie szans nie ma.

                              A na spacer we dwójkę? Być może wieczorem, czemu nie?

                              Poza tym, życiowa proza też może
                              > być pięknawink

                              Może być. Ale nie każdemu musi się podobać to samo.
                              Wyobraź sobie sytuację, kiedy jego zachwyca coś, co Ty do pewnego stopnia lubisz, ale jeśli zaczynasz czuć przesyt, to zaczyna Cię trafiać szlag.
                              I wyobraź sobie, że on mówi "ale o co chodzi, przecież mówiłaś, że jest OK, dlaczego nagle mam zrobić coś innego, skoro do tej pory było dobrze?".

                              Otóż musiałby zrobić coś innego dlatego, że Ty zaczęłabyś odczuwać przesyt. W związku z tym dalsze upieranie się, że skoro do tej pory było dobrze, to powinno być dobrze w dalszym ciągu, nie ma chyba sensu.

                              Doszłaś do ściany, bo nie widzisz, że jemu naprawdę jest potrzebne to, co bardzo nieudolnie Ci komunikuje i próbujesz w dalszym ciągu zachowywać się tak, jakby mu powinna była wystarczać proza życia.
                              Jemu za to, z tego co mówisz, naprawdę cholernie potrzebne jest romantyczne sam na sam, z którą to propozycją musiałabyś wyjść Ty.
                              Nie widzę powodu, dla którego jest to powyżej możliwości chociaż raz na miesiąc - kilka filiżanek czarnej kawy czy innego wspomagacza, żeby nie zasnąć wieczorem, plus może jakieś ew. tabletki na zbicie tętna raz w miesiącu nie powinny zrobić Ci krzywdy. To można skonsultować z lekarzem - co zrobić, żeby nie zasnąć a krzywdy sobie nie zrobić.

                              I żeby nie rozmawiać w takim czasie o dzieciach ani o domu.

                              Ja go trochę rozumiem. Nie chciałabym być sprowadzona do roli spełniacza wymagań męża i zadowalania się tym, czym on uważa, że powinno mi wystarczyć, bo jemu wystarcza.
                              • kobieta306 Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 13:16
                                Ile lat mają te dzieci, bo nie doczytałam? Nastolatki to wiem. Ale czy sa tam jeszcze jakieś maluchy wymagające ciągłego doglądania ??????

                                U mnie moja córka 11 letnia przypilnuje młodszego brata.
                                Czy tamte nastolatki nie moga rzucić okiem na rodzeństwo, gdy mama wyjdzie z tata do kina czy na kolację??? Nie rozumiem!!!!!
                                • tautschinsky Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 13:40
                                  kobieta306 napisała:

                                  > Czy tamte nastolatki nie moga rzucić okiem na rodzeństwo, gdy mama wyjdzie z ta
                                  > ta do kina czy na kolację??? Nie rozumiem!!!!!


                                  Bo widzisz, po pierwsze trzeba by CHCIEĆ. A tu mamy do czynienia
                                  z taką matroną, co to w kuchni stoi, potem gromadką dzieci otoczona
                                  rozkwita bo jest w swoim świecie, spełniona i zadowolona z siebie. A chłop,
                                  czy jak to ona pisze "małż" to taki gość co jak swoje zrobił, czyli zapłodnił,
                                  teraz ma z motorkiem w zadku biegać do pracy i z pracy do domu, a ona tak siedzi w tym domu kwitnie wszerz i wszerz... A ten mąż, z tego co można było wyczytać, z tych ruchliwych, duchem od niej młodszy. I być może nawet czasami nawiedza go myśl, by zbliżyć się mimo wszystkich jej braków do swojej ślubnej, ale ta przecież - hihihihi, hahahahaha - to matka, kobieta dojrzała, nie w głowie jej takie zberezeństwa, a fuj, te figle dobre jakowyś młodszych, ona ma swoją 'młodzież'. No i taki mąż siedzi przed kompem i widzi, że świat pełen tych wdzięków, życie ma jedno, żyje w tej rodzinie na zasadzie 'pana ojca', co ma mięcha na stół co miecha odpowiednio dużo rzucić, bo pani choć już nastoletnie dzieci ma, to się okazuje, że też jakieś młodsze się pojawiły, no bo co ty 'pani matka' robiła teraz kiedy dziecia to już 'młodzież'?

                                  Pytanie zasadnicze: co on z tego układu ma? Bo wygląda na to, że NIC.
                                  • kobieta306 Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 13:53
                                    no on z tego układu ma niewiele.
                                    Po pierwsze - koszta.
                                    Po drugie - upośledzony życiowo przez działania żony, bo "zapomniał/oduczył" się robić sobie obiad itd, bo żona go w tym zawsze wyręczała. Sama bym tak robiła i korzystała z tego, bo skoro 20 lat gotowała, to czemu nie zjeśc, jak podane pod nos.
                                    Po trzecie - brak poszanowania dzieci, z których dumna jest matka (bo sa bardziej po jej stronie w tej walce uncertain )
                                    Po czwarte - flustracje spowodowane tym, że życie mu ucieka przez palce i że nic go już fajnego nie spotka.
                                    Po piąte - strach przed zmianą, bo ta żona jednak już latami oswojona i co ludzie powiedzą (więc cichaczem poszukuje w necie, a że się rypło nie przewidział).
                                    Wyrzuty sumienia prawdopodobnie, no bo jednak jest ta żona, która mu latami gotowała i te dzieci są, ta "młodzież", czyli stare byki pewnie w praktyce.
                                    Społeczeństwo go potpępi jak odejdzie. żona go finansowo wykończy. Generalnie dla niego jest to sytuacja bez wyjścia.

                                    A jak znajdzie kochankę, to i nagle gotowac się nauczy i prasować.
                                  • kobieta306 Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 14:01
                                    i oczywiście psycholog jako antidotum na całe zło, podczas gdy sprawa prosta jak drut !!
                                    Kto zajmuje się dziećmi w czasie wizyt u psychologa?
                                    Ten czas można "poświęcić" na praktyczne ratowanie związku - np. jedzienie od chińczyka podane na talerzach przy tych świecach, o które się domaga pan bankomat. OK - do tego - jak się wstydzisz osobiście, to przez allegro zamów jakieś fikuśne pończochy i załóż, wino kup, a dzieciom daj na kino i niech nie wracają przed 20. Raz tak na próbe zrób.
                                    • asia474 Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 15:34
                                      Rozumiem, że w ten sposób uratowałaś swój związek?
                                      • blue_ania37 Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 15:42
                                        Aśka!
                                        Ty się nie obrażaj, tylko czytaj konstruktywne uwagi.
                                        Tutaj ludzie są kilka kroków ...przed tobą i żebyś nigdy nie musiała dojść tych kilka kroków dalej.
                                        Każdy lub większość zrobiła bilans swojego dotychczasowego życia.
                                        Każdy musiał zmierzyć się z końcem swojego lepszego lub gorszego małżeństwa.
                                        Ty narazie masz męża w drugim pokoju....
                                        Chodzi najłagodniej o to, że jeśli związek ma być to musi panować w nim temperatura uczuć, bez tego jest trwanie a nie bycie.
                                        A
                                        • biedronka7112 obrazić się jest łatwiej 09.11.12, 16:42
                                          niż przyznać, że część winy leży po stronie osoby rozżalonej i skarżącej się.

                                          Sama przerabiałam to wiele lat temu i niestety świadomość, że sama również byłam winna, przyszła o parę lat za późno.

                                          Trochę przykro patrzeć, jak inni robią podobne błędy, ale cóż. Takie życie.
                                  • mayenna Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 14:03
                                    A ten mąż, z tego co można było wyczytać, z tych ruchliwych, duchem od niej młodszy.

                                    Umarłam ze śmiechusmile Wywnioskowałeś to po jego zainteresowaniach e- Daarling?smile
                                    • tautschinsky Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 14:31
                                      mayenna napisała:

                                      > A ten mąż, z tego co można było wyczytać, z tych ruchliwych, duchem od niej
                                      > młodszy.

                                      >
                                      > Umarłam ze śmiechusmile Wywnioskowałeś to po jego zainteresowaniach e- Daarling?:
                                      > )

                                      To, że jeszcze szuka kogoś, z kim mógłby coś przeżyć, a nie tylko siedzieć w kuchni obierając ziemniaki czy przed telewizorem, i nie daj zmieniając pieluchy (bo takie cool, taki tatko co zarobi i w domu zrobi, pasuje babskom jak ulał - taka męska odmiana robota wielozadaniowego). A także z tego co sama autorka pisała: on żwawy, szczupły, ona z tendencją do rozrostu wszerz. Sposób, w jaki pisze, 'młodzież' o własnych dzieciach, 'małż' o mężu pozwala mi sobie wyobrazić ją sobie jako osobę wyjątkowo nieciekawą wizualnie i umysłowo - na pewno dla mężczyzny, który chce jeszcze pożyć, a życie to życie, nie zaś wszystkie te 'potrzebne na zimę weka' czy zupa na obiad, bo 'gorące, zdrowe' - pojawił mi się obraz tej matki Adasia z Dnia świra, kiedy ten ją odwiedza i częstuje go zupą. Wypisz/wymaluj obraz kobiety-matki-koszmaru, aż dreszcze przechodzą... big_grin
                                  • asia474 Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 15:32
                                    Jeżeli ktoś chce mieć dużą rodzinę, to naturalną konsekwencją jest zarabianie na nią później .A jako kuchenna matrona pragnę zwrócić uwagę, że wyrażasz się może obrazowo ale jak dla mnie zbyt dosadnie. I nie pisz scenariusza, nic ponad to co napisałam o moim życiu nie wiesz.
                                  • zegnaj_kotku Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 11.11.12, 20:04
                                    tautschinsky napisał:

                                    > I być może nawet czasami nawiedza
                                    > go myśl, by zbliżyć się mimo wszystkich jej braków do swojej ślubnej, ale ta p
                                    > rzecież - hihihihi, hahahahaha - to matka, kobieta dojrzała, nie w głowie jej t
                                    > akie zberezeństwa, a fuj, te figle dobre jakowyś młodszych, ona ma swoją 'młodz
                                    > ież'.

                                    Tau ja nie mam pojęcia co Ci ta Twoja była zrobiła... ale wiesz równie "realna" jak Twoja może być taka np. wersja:
                                    A może pan z tych dla których katolik, a już na pewno kobieta-katolik nie powinna mieć z seksu żadnej przyjemności... bo "żona i matka to nie wypada! przecież te usta całują moje dzieci". A gra wstępna polega na "no chodź".
                                    Od takiego seksu to bym szczerze wolała latać ze szmatą - przynajmniej jakaś satysfakcja by była...
                                    więc nie twórz teorii bo na każdą Twoją można stworzyć odmienną...
                              • jakkamien Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 14:57
                                Zaraz zaraz, a czy nie byłoby normalniej powiedziec zonie czego potrzebuje, a nie cichcem czy nie poszukiwac zastępczyni? Bo robicie z kobiety winną całkowicie, ale moze ona miałaby ochotę coś zmienić gdyby dowiedziała się wczesniej o co biega, a nie dopiero po przypadkowym odkryciu, ze pan poszukuje odmiany. Moze jakby maz jej dał bezposrednio znac ze chce tej romatycznej kolacji, to Asia by zrobila albo nie ale bylaby swiadoma, ze to jej decyzja. A chyba przyznacie ze umawianie sie na randki, PO fakcie jakis e-randek jest troche ciezki psychicznie, bo jednak to nie jest komfortowa sytuacja.
                                Nie bronie Asi, ze nie winna, bo winna, ale facet to nie niewiniątko, tylko swiadomie oszukiwal swoja zone zamiast cos jej zakomunikowac.
                                • biedronka7112 Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 15:12
                                  Nikt tu nie próbuje mówić chyba, że pan jest niewiniątkiem? Wiadomo, że wina za problemy w małżeństwie rozkłada się przeważnie na dwoje dorosłych osób.
                                  Mnie osobiście rzuca się w oczy zrzucanie przez Asię całej winy na jej męża, samozadowolenie oraz cicha pretensja do męża, że nie ma takich samych priorytetów, jak ona.
                                  Nie możemy pogadać z jej mężem, więc to jej podsuwamy jakieś możliwe wyjścia z sytuacji, zgodnie z zasadą "jeśli chcesz coś zmienić w swoim otoczeniu, zacznij od siebie".

                                  Był gdzieś jeszcze post o tym, że rozmowy o problemach męża były nieumiejętnie zgłaszane już wcześniej. Tyle, że Asia nie zamierza z tymi potrzebami nic robić, bo wg niej te potrzeby są wydumane i powinno mu wystarczyć do szczęścia tyle, ile jej wystarcza.
                                • biedronka7112 tutaj masz 09.11.12, 15:17
                                  link do wypowiedzi Asi474

                                  forum.gazeta.pl/forum/w,24087,140307301,140309813,Re_Zainspirowana_watkiem_Asi_.html
                                  • jakkamien Re: tutaj masz 09.11.12, 16:26
                                    Rozmawiali, ale nie wiemy o czym, i co chciał zakomunikować maz. Roznie to bywa - moze mowil, a Aska nie rozumiala, moze mowil, ze cos mu sie nie podoba z pretensjami - jak zwykle problem w komunikacjisad
                                    Uwazam, ze troche za bardzo sie rozkrecilo jaka to ona jest matka-kwoka, a on biedny sobie radzi jak moze, bo inaczej nie moze.
                                    Tez uwazam ze zmienic moze tylko Aska siebie (jezeli bedzie chciala) i zaczela wogole watek nie od tej strony co trzeba, bo pytala tylko o dzieci, a nie o relacje ona-maz, ale no nie moge jak tak wsiedliscie na niasmile Po prostu bardzo mi sie nie podoba, jak problemy malezenskie rozwiazuje sie poza malzenstwemsad
                                    • biedronka7112 Re: tutaj masz 09.11.12, 16:40
                                      Jak się facet pojawi na forum, to mu na pewno też ktoś tyłek przetrzepie big_grin

                                      Na razie zmienić coś w sobie może wyłącznie Asia474.
                                      Ale nie chce, bo uważa, że jest osobą mającą rację, a ten wredny mąż powinien się do niej dostosować, bo jej poglądy są słuszne.
                                      • asia474 Re: tutaj masz 10.11.12, 16:36
                                        Problemów małżeńskich nie chcę rozwiązywać na forum, po co innego tu wlazłam i coś konstruktywnego dostałam. Tak mnie wkręciło, po prostu, z nerwów.
                                        Często miewam rację, mąż bywa wredny.
                                • asia474 Re: Wg mnie stwarzasz trochę problemy. 09.11.12, 15:37
                                  Dzięki. Jednak do końca nie zwariowałam.
                            • mola1971 Re: A ja mam dość mieszane uczucia... 09.11.12, 20:25
                              asia474 napisała:
                              > Na kolację w najbliższym czasie szans nie ma.

                              Asiu, a czy Ty sama sobie odpowiedziałaś na pytanie - czy Tobie jeszcze w ogóle zależy na tym małżeństwie? Czy chcesz je ratować?
                              Bo wiesz, jak się chce to się szuka sposobu, a jak się nie chce to się szuka powodu wink
    • garibaldia Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 11:41
      Mi to wygląda, że matka ustawia się od dawna w domu w roli jedynej wiecznie zapracowanej ofiary, ojciec zaś od dawna w tym domu jest tylko na pozycji pionka dostarczającego kasę i macho wydającego polecenia - który dawno nie jest traktowany jako partner ani obdarzany miłością i od dawna z żoną nie mający dobrej komunikacji ani relacji. Dzieci są w ten schemat emocjonalny uwikłane i "pocieszają biedną matkę" nauczone, że w tym domu "zły" może być tylko ojciec.
      Autorko. Podziału ról w małżeństwie dokonaliście sami dawno temu. Ty chętnie chwyciłaś za ścierkę , patelnię i pieluchy, mąż zarabiał- jego rola przez wszystkich akceptowana i popierana jakże męska, że miał przynieść kasę a w zamian zostać obsłużony w domu. Teraz wielki dramat i "karanie" niegrzecznego męża (i to przez dzieci!!) niepodaniem obiadu jak zawsze przez długie lata -bo mężowi śmie coś innego jeszcze chodzić po głowie!... Czekanie dzieci na reakcję matki, a matka...pod skórą cieszy się, że dzieci gnoją ojca złośliwościami ale sama nic nie zamierza postanawiać ani zmieniać bo... jej w sumie tak wygodnie gdy nie bierze odpowiedzialności za relacje w rodzinie między sobą a mężem- 2 dorosłymi partnerami - tylko chętnie zasłania się dziećmi.

      Po przeczytaniu części wpisów w tym wątku to mi trochę włosy dęba stanęły, bo widać jak wiele osób w małżeństwie zwyczajnie nie znosiło nie lubiło swoich małżonków pomimo długich lat życia z nimi ... nie lubiło rodzaju związku do którego formy sami się przecież walnie przyłożyli i taki właśnie a nie inny z własnym codziennym udziałem wypracowali.
      • kobieta306 Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 11:51
        Garibaldia - nic dodać nic ująć. Jak dla mnie strzał w samo sedno sprawy.
      • zegnaj_kotku Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 12:17
        garibaldia napisała:


        > Po przeczytaniu części wpisów w tym wątku to mi trochę włosy dęba stanęły, bo w
        > idać jak wiele osób w małżeństwie zwyczajnie nie znosiło nie lubiło swoich mał
        > żonków pomimo długich lat życia z nimi ... nie lubiło rodzaju związku do które
        > go formy sami się przecież walnie przyłożyli i taki właśnie a nie inny z własny
        > m codziennym udziałem wypracowali.

        Nie wiem czemu się tak dziwisz będąc na forum o Rozwodach wink Sądzę, że Ci którzy lubią swoich partnerów i odpowiadają im związki i relacje jakie mają to raczej nie bywają na tym forum wink

        Odnośnie diagnozy sytuacji Asi to pewnie bardzo dużo w niej prawdy. Lubię Twoje wypowiedzi, są mocno analityczne i zawsze dają do myślenia.
      • zegnaj_kotku Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 12:26
        Tylko jedna uwaga - tak jak piszesz "podziału ról dokonali sami dawno temu" - czy jak panu przestał odpowiadać podział ról (którego dokonał wspólnie z zoną) to w takim razie może sobie latać po e-randkach? I jak mu coś innego chodzi po głowie to może niech najpierw spróbuje to realizować w domu a nie poza... wcześniej zmieniając trochę podział ról (wspólnie z żoną).
        Zarzucasz matce brak dorosłości, brania odpowiedzialności - ale w mężu też jej nie widać.
        • garibaldia Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 14:05
          Wybierając jakieś swoje role w związku i kurczowo się ich trzymając, wzmacnia się często cechy w partnerze te, które potem się czkawką odbijają. Nie twierdzę że mąż bez winy bo za samo udawanie singla na portalach powinien kopa dostać od wszystkich rozwódek tongue_out
          Chodzi o świadomość autorki. Że życie nie kończy się na sprzątaniu i chodzeniu koło dzieci. Jeśli nie zostawia się miejsca w domu na czynny udział męża (nie tylko daj pieniądze, zjedz co ci dam i daj mi spokój bo jestem zmęczona machaniem ścierką), to łatwo stworzyć właśnie pana, który przy kryzysie wieku średniego idzie na nowe d... i uważa, że ma do tego święte prawo. Co szkodzi urwać się z mężem na weekend bez dzieci?
          Dzieci z tego co wiem są w wieku od 9 do 30 lat. Więc naprawdę nie trzeba się już przemocą trzymać tylko ścierki i ścielenia łóżek. Nastoletnie dzieci nie umieją łóżek po sobie pościelić? Mąż od lat przyzwyczajany, że on się ścieleniem łóżka nie zhańbi bo od tego ma obowiązkową służbę domową? Kto go do tego przyzwyczaił? Czy autorko w Twoim interesie na pewno jest ścielenie łóżka a nie co innego?
          Sposób rozwiązywania tego konfliktu też wydaje się ... hmm. Żona nawrzeszczała, dzieci się wyśmiewają z ojca, mąż trzęsie portkami że się coś więcej wyda i zaciera ślady. Czy w ten sposób rozwiąże się problem i cokolwiek zmieni w relacjach?
          Nie lepiej usiąść ze sobą i zapytać o co chodzi, spokojnie wysłuchać co mąż proponuje by było lepiej i od siebie coś zaproponować co jest ważne ze swojej strony
          - przesypiając się z problemem i analizując na co mnie samą stać?
          Bo może faktycznie stać tylko na zamiecenie problemu pod dywan, by dalej związek się toczył po staremu, bo potrzebna męża kasa a nie on sam jako człowiek, żona zajęta dziećmi a mąż szuka rozrywek gdzie indziej. Tak też można żyć. Może męzowi obecny układ odpowiada, czy żonie odpowiada? Tylko do kogo potem mieć pretensje, kiedy mąż się zadurzy w jakiejś trzydziestce (a tak się zdarzyć może) i poleci na oślep nie patrząc na rodzinę w której się emocjonalnie już dawno czuje niezwiązany i właściwie mało potrzebny komukolwiek?
          Jest też drugi aspekt, że osoby okupujące rolę kury domowej często wiążą się z partnerami typu "tchórz ale macho całą gębą i despota". Ona potrzebuje być tylko trybem rodziny a nie samostanowiącą jednostką, a on szybko rośnie w pychę rolą "męża od kasy z służbą w domu" i szuka podniet z innymi kobietami bo jako macho-mu się należą.
          Mądra kobieta powinna wiedzieć "kogo" sobie za męża wzięła i prowadzić wobec niego taką strategię by osiągnąć swoje cele.
          Jeśli celem jest bliskość z mężem na przyszłość i ciekawsze życie nim - to trzeba zrezygnować z kultu ścierki na rzecz miziania z mężem. Jeśli celem jest zatrzymanie chłopa w domu i by się nic nie zmieniło, to można na niego dzieci napuszczać by go poczuciu winy trzymały a na e-darlingi itp przymykać oczy awantury robiąc co pięty raz, za to obiad dobry dać by chciał do domu wracać.
          Generalnie - żona musi zadbać o siebie, by nie była tylko sprzątaczką i matką , choćby dla samej siebie jej się to przyda, dla poczucia własnej wartości, a mężowi lepiej wyznaczać też w domu bardziej absorbujące role angażujące emocje niż rzucenie kasy na stół w zamian za wikt i opierunek.
          • moniapoz Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 17:57
            przerażające jest to jak na podstawie kilku zdań wiele Pań wie jak wygląda życie i związek autorki postu.....no szczęka opada.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • tautschinsky Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 18:33
              moniapoz napisała:

              > przerażające jest to jak na podstawie kilku zdań wiele Pań wie jak wygląda życi
              > e i związek autorki postu.....no szczęka opada.


              To jeszcze nic! Wystarczy, że kobieta się zjawi na forum i napisze
              samą prawdę, najprawdziwszą, a z męża zrobią kanalię, obiboka,
              dziwkarza, bezwzględnie 'przemocowca' big_grin Jedna z drugą zaczynają
              pisać w rodzaju, że mąż mniej się interesują nią jako kobietą, padają
              stwierdzenia, że na pewno dorabia jej rogi, a to jest przemoc, a jak
              zabawia się z inną, to wydaje na nią, a to jest przemoc i okradanie rodziny,
              bo inwestuje nie w nią, ofiarę przemocy. Rano nie całuje takiej na dzień
              dobry witając ją śniadaniem, a ona by chciała - należy się tobie tobie jak
              psu miska - nie robiąc tego nie jest wart ciebie, tak cię traktując stosuje..
              co? no! przemoc smile I z problemu na kształt: ja gruba, siedząca w domu
              na jego utrzymaniu, nie kochana przez niego, robi się z niej uciśniona niewiasta, która przez niewiedzę nie założyła mężowi niebieskiej karty, z niego zaś tyran domowy i alkoholik, bo to oczywiste, że kto pije piwo raz w tygodni to parszywy ochlaj, degenerat. I tak się tu rozwijają wątki. Oczywiście panie założycielki tematów często 'przypominają' sobie 'fakty', które pogrążają wredziola, je zaś przedstawiają w świetle bidulek, dotąd nieuświadomionych, z jakimi gnojami żyją i jak należy ich oskubać z tego, co mają, bo im, kobietom, się należy big_grin
              • zegnaj_kotku Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 18:51
                tautschinsky napisał:

                > moniapoz napisała:
                >
                > > przerażające jest to jak na podstawie kilku zdań wiele Pań wie jak wygląd
                > a życi
                > > e i związek autorki postu.....no szczęka opada.
                >
                >
                > To jeszcze nic!

                No właśnie to jeszcze nic! bo Panowie na podstawie też tylu samych zdań wiedzą jak wygląda życie, związek a nawet pożycie małżeńskie wink
                • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 19:18
                  zegnaj_kotku napisała:

                  >
                  > > To jeszcze nic!
                  >
                  > No właśnie to jeszcze nic! bo Panowie na podstawie też tylu samych zdań wiedzą
                  > jak wygląda życie, związek a nawet pożycie małżeńskie wink

                  I wiedzą że wszystkie baby są zue i pasożyty lub pijawki) A jak nie wszystkie to przynajmniej większość, na co mają dowody i argumentysmile
                  Ale ta ich aktualna to chwalebny wyjąteksmile
                  • logicman Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 10:38
                    mayenna napisała:

                    > zegnaj_kotku napisała:
                    >
                    > >
                    > > > To jeszcze nic!
                    > >
                    > > No właśnie to jeszcze nic! bo Panowie na podstawie też tylu samych zdań w
                    > iedzą
                    > > jak wygląda życie, związek a nawet pożycie małżeńskie wink
                    >
                    > I wiedzą że wszystkie baby są zue i pasożyty lub pijawki) A jak nie wszystkie t
                    > o przynajmniej większość, na co mają dowody i argumentysmile

                    Oczywiście, że tak.

                    > Ale ta ich aktualna to chwalebny wyjąteksmile

                    I tu się dziwię, lepiej się trzymać z dala od bab i mieć święty spokój. Jeśli są jakieś chwalebne wyjątki to już na wymarciu (zajęte albo również niezainteresowane żadnymi związkami).
                    • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 12:01
                      logicman napisał:


                      > Oczywiście, że tak.
                      >
                      > > Ale ta ich aktualna to chwalebny wyjąteksmile
                      >
                      > I tu się dziwię, lepiej się trzymać z dala od bab i mieć święty spokój. Jeśli s
                      > ą jakieś chwalebne wyjątki to już na wymarciu (zajęte albo również niezainteres
                      > owane żadnymi związkami).
                      Logic, przysięgam, wszystkie takie Twoje wypowiedzi zarchiwizuję i Ci przypomnę, jak się z kimś zwiążeszsmile Będziesz odszczekiwali publicznie na forumsmile a dowiem się na pewnosmile
                      • noname2002 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 12:10
                        E tam, wtedy będzie pisał na forum pod nickiem "Taki_Szczęśliwy" wink
                        • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 12:26
                          noname2002 napisała:

                          > E tam, wtedy będzie pisał na forum pod nickiem "Taki_Szczęśliwy" wink

                          I ja mu życzę z całego serca, tylko już kilka lat tu piszę i tak się składa, że jak facet zaczyna o awersji do kobiet mówić to za jakiś czas zakochuje się.
                          A Logic wygląda z pisania na bardzo sympatycznego i poukładanego mężczyznę to szybko go jakaś pani usidlismile Przyroda nie zna pojęcia próżnismile
                          Nawet Tau znalazł amatorkę, to Logic tym bardziejsmile
                          • logicman Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 23:25
                            mayenna napisała:

                            > A Logic wygląda z pisania na bardzo sympatycznego i poukładanego mężczyznę to s
                            > zybko go jakaś pani usidlismile Przyroda nie zna pojęcia próżnismile

                            Dzięki Mayenna, jednak myślę, że nadszedł czas by zmienić nawyki i usposobienie. Bycie sympatycznym i poukładanym zbyt wiele mnie kosztowało, dosłownie (kasa) i w przenośni (zdrowie, emocje). Chamstwo ma w życiu lepiej. Czemu ja mam mieć gorzej i w imię jakiś ideałów i zasad robić za frajera? Czas na zmiany, mam nadzieje, że się uda - trzymajcie kciuki za tę zmianę wink
                            • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 11.11.12, 08:46
                              logicman napisał:



                              > . Bycie sympatycznym i poukładanym zbyt wiele mnie kosztowało, dosłownie (kasa)
                              > i w przenośni (zdrowie, emocje). Chamstwo ma w życiu lepiej. Czemu ja mam mieć
                              > gorzej i w imię jakiś ideałów i zasad robić za frajera? Czas na zmiany, mam na
                              > dzieje, że się uda - trzymajcie kciuki za tę zmianę wink

                              Nie zamierzam trzymać kciuków. A nie moznna mniej skrajniie? Asertywnosci się tylko nauczyć? Od razu musi być chamstwo?
                              Nie zauważyłam, żeby chamom było w zryciu lepiej. Nawet jeśli, to cięzko potem sobie w twarz patrzeć. Wolę dostawac po tyłku, ale przynajmniej zyję po swojemu i nie dam się zniszczyć komus pokroju np. twojej żony. To byłaby w pewnym sensie moja klęska bo ta osoby by wygrała.
                • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 13:38
                  Dzięki, Kotku.
                  Czy ja mogłabym na priv?
                  • zegnaj_kotku Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 16:46
                    prosze smile mozesz na gazetowy email smile
              • moniapoz Re: pomoc potrzebna na już.... 09.11.12, 19:38
                > To jeszcze nic!

                no akurat w tym wątku to Twoja wyobraźnia też nieźle zadziałała...

                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • noname2002 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 08:14
                  Ja tam mam zupełnie inny obraz po przeczytaniu wypowiedzi Asi, na pewno nie ociężałej umysłowo i wagowo kury domowej, tylko inteligentnej kobiety z poczuciem humoru i dystansem do siebie. A z wypowiedzi Asi w sąsiednim wątku jej mąż wygląda na nawiedzonego albo próbującego udowodnić żonie swoją rzekomą wyższość intelektualną.
              • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 16:30
                O matko, ale ty masz nadprodukcję wyobraźni, do prasy kobiecej pisujesz, czy co?
                • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 16:38
                  A to do Pana pt Tau.
          • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 13:37
            Strasznie dużo tutaj generalizowania, to można robić tylko opisując rzecz socjologicznie, psychologicznie, filozoficznie itd... Tylko, że wtedy powstrzymujemy się od wartościowania. A w tym co piszesz sporo jest pogardy i jadu. Ludzie realizują się w różny sposób, ze ścierką, w kuchni, jeżdżąc konno, malując, brylując na forum. Dopóki robią to , co nie jest z ewidentnie złe ja szanuję każdy wybór i cieszę się, że jesteśmy różni. Tak mam. Ty oceniasz, dopisując smakowite fakty tworzące nieprawdziwą opowieść "O garkotłuku, któremu mąż chce się puścić".
            A garkotłuk, wiadomo, może tylko wrzeszczeć, nastawiać dziatki przeciwko niezrealizowanemu Ojcu, pichcić, sprzątać i tyć w talii 2cm każdego dnia.
            O jaką pomoc prosiłam, możesz przeczytać w moim pierwszym poście. Sporo rad dostałam, wykorzystałam.
            I na koniec, ja traktuję życie zadaniowo, trzeba ze ścierą biorę ścierę, gotuję, piorę, sprzątam i wynoszę śmieci. Czasami tłumaczę artykuły, piszę małe recenzje. Bo trzeba.

            • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 16:37
              To powyżej było do garibaldii
    • arniczka Re: pomoc potrzebna na już.... 10.11.12, 15:39
      nie bardzo chwytam, dzieci rozgarnięte ale dojrzałość rodziców? kto tu ma rozwiązać problem? dzieci?
    • nangaparbat3 Re: pomoc potrzebna na już.... 11.11.12, 13:10
      Kolega corki w drugiej licealnej znalazl w komorce ojca smsa od kochanki, pokazal matce, a tatę wywalil z domu.
      Niestety, jak źle sie dzieje miedzy rodzicami, dzieci nierzadko przejmuja ich role. Źle, oczywiście.
      Jednak jak dla mnie na Twoje pytanie z pierwszego postu nie da sie odpowiedzieć inaczej niz zrobil to psycholog. Albo się rozwieść - bo bardzo dobre pytanie zadala Triss: Po co Ci on?
      Po co Ci ktoś, kto jest przemocowcem ale w kręgach, w których się obracamy, nazywane jest to autorytarnym sposobem bycia.
      po co Twoim dzieciom?
      Nawet gdyby to byl naprawdę jedynie "utorytarny sposob bycia" sprawdzilby sie wylacznie, gdyby ojciec mial pelny rzeczywisty szacunek dzieci - a na to juz chyba nie można liczyc, niedziele z zoną w kościele i seks wirtualny w przerwach w pracy - jak mają go szanować? Poblazliwi mogą byc co najwyzej.
      Przykra sprawa, nie rozwiaże się z dnia na dzień.
      Chcę jeszcze dodać, że bardzo mnie ujelaś tą "prozą życia", malo kto ją teraz docenia, niestety.
      • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 11.11.12, 13:35
        nangaparbat3 napisała:

        > Kolega corki w drugiej licealnej znalazl w komorce ojca smsa od kochanki, pokaz
        > al matce, a tatę wywalil z domu.
        > Niestety, jak źle sie dzieje miedzy rodzicami, dzieci nierzadko przejmuja ich r
        > ole. Źle, oczywiście.
        > Jednak jak dla mnie na Twoje pytanie z pierwszego postu nie da sie odpowiedzieć
        > inaczej niz zrobil to psycholog. Albo się rozwieść - bo bardzo dobre pytanie z
        > adala Triss: Po co Ci on?
        > Po co Ci ktoś, kto jest przemocowcem ale w kręgach, w których się obracamy,
        > nazywane jest to autorytarnym sposobem bycia.

        > po co Twoim dzieciom?
        > Nawet gdyby to byl naprawdę jedynie "utorytarny sposob bycia" sprawdzilby sie w
        > ylacznie, gdyby ojciec mial pelny rzeczywisty szacunek dzieci - a na to juz chy
        > ba nie można liczyc, niedziele z zoną w kościele i seks wirtualny w przerwach w
        > pracy - jak mają go szanować? Poblazliwi mogą byc co najwyzej.
        > Przykra sprawa, nie rozwiaże się z dnia na dzień.
        > Chcę jeszcze dodać, że bardzo mnie ujelaś tą "prozą życia", malo kto ją teraz d
        > ocenia, niestety.
        Dzięki, Nanga, dokładnie tak czuję. Tylko wszystko nie do końca pomyślane jeszcze.
    • xciekawax Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 04:49
      Asiu, Ty sie nie sprzedawaj zbyt tanio. Czytalam Twoje wpisy I jestem pod wrazeniem. Jestes naprawde fajna osoba, inteligentna, zabawna, przenikliwa, z dystansem do zycia ( co sie zadko zdarza). Nie dziwie sie ze dzieciaki takie fajne. smile (szczegolnie ze tatus duzo zapewne pracuja wiec modelowanie zachowania maja pewnie po Tobie).

      Pociechom powiedz prawde, ale w odpowiedni sposob do ich wieku. Jak bedziesz szydzila z ojca, to one pewnie beda modelowac to zachowanie. Jak bedziesz usprawiedliwiala jego zachowanie to dasz Im zly przyklad. Po prostu miej z Nimi rozmowe (razem I/albo indywidualnie ) I powiedz ze to miedzy tata I Toba, ze wy jakos sobie to wyjasnicie, I ze obydwoje ich kochacie I na razie nie wiesz jak to wszystko sie zakonczy, ale napewno ich poinformujesz w odpowiednim czasie.

      A o ojca sie nie martw. Niech dzieci mu powiedza co o tym mysla. Ja swojemu Tez odpowiednie zeczy powiedzialam jak sobie zazyczyl wiecej swobody. Twoja rola jest taka abys swoim zachowaniem nie buntowala dzieci przeciwko ojcu. To wszystko. Jak Ty sie godnie zachowasz to wystarczy. Ale pamietaj ze jak zignorujesz to zachowanie to dasz swoim dzieciom do zrozumienia ze takie zachowanie jest ok A nie jest. !!!
      • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 08:29
        xciekawax.
        Lubię poniedziałki, szczególnie kiedy od rana mogę coś miłego o sobie usłyszećsmile
        Z dziećmi chciałabym robić tak jak piszesz, zabroniłam im przede wszystkim śledzenia jak Ojciec sobie poczyna w internecie. Pod groźbą kar dotkliwych.
        Chyba się godnie zachowuję, mąż zainstalował wczoraj zmywarkę (nie będę złośliwa i nie powiem, że dostałam ją od przyjaciół i ile czekałam na pomoc w jej uruchomieniu)
        • kasper254 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 09:31
          Mam chwilęczasu, więc - a nie tylko z tego powodu - zepsuję ci ten poniedziałek. Trudno. Takie zycie.
          1.A gdybym powiedział, że twoje dzieci nie są w wieku "bezkompromisowo-nastoletnim", tylko "prymitywno-egoistycznym", to czy coś jest na rzeczy, czy nie? A może ów błogi - efiministycznie nazwany stan ty wywołałaś, ty nim sterowałaś, ty reglamentowałaś zachowania nastolatków? Tak z nieba im to przyszło? Pamiętasz, gdy były małe i gdy np. mini - nastolatek zasrał całe łóżeczko, to ojciec był "bezkompromisowo-dorosły", czy umył dupę i wszystkie pozostałości? Jeden jego błąd i taki ostracyzm... A może poszłaś śladami Freuda? Haruki tak pięknie pisze o braku miłości...
          2. I te rady Nangi, no, paluszki lizać. Ogładanie - kościół - brak szacunku. Jak to kobieta kobietę rozumie! Jak twój mąż zamorduje kogoś, pewnie poradzą ci, Asiu, obedrzeć ze skóry wszystkich jego krewnych.
          • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 09:41
            kasper254 napisał:

            Haruki tak pięknie pisze
            > o braku miłości...
            Murakami?
            On też pięknie pisze o miłości prawdziwej, takiej co lata przetrwa i nawet konfrontację z pierwszym zauroczeniem, np. w Na południe od granicy, na zachód od słońca.

            > 2. I te rady Nangi, no, paluszki lizać. Oglądanie - kościół - brak szacunku. Ja
            > k to kobieta kobietę rozumie! Jak twój mąż zamorduje kogoś, pewnie poradzą ci,
            > Asiu, obedrzeć ze skóry wszystkich jego krewnych.

            Pan nie żyje zgodnie z zasadami i wartościami, które wpaja dzieciom. To powoduje, ze one go przestaną szanować. Ot, taka zwykła prawdasmile A uwagi o zabijaniu, przyznaję, że nie rozumiem.
            • kasper254 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 10:39
              Tak, ale ja w rodzinie Asi widzę brak miłości i na ten akcent zwracam uwagę. Oczywiście, jeśli chodzi o opisy miłości, to nigdzie w literaturze nie spotkałem takiego piękna.
              Co do zabijania. Godziłabyś się, żeby za przekroczenie szybkości ukarano cię więzieniem? Jest system kar i ich gradacja. W opisywanej tutaj sprawie nie ma tylko ordynarnego ostracyzmu, ale ponadto odrzucenie, lincz. Facet zrobił błąd, nie tkwi w nim, ale stara się naprawić. I ci młodzi - piękni nastolatkowie obrzucają go kamieniami. Pewnie nie znają przypowieści o Magdalenie i Jezusie. Niech to ich tłumaczy.
              • moniapoz Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 11:04
                > I ci młodzi - piękni nastolatkowie obrzucają go kamieniami. Pewnie nie znają przypowieści o > Magdalenie i Jezusie. Niech to ich tłumaczy.

                obrzucają go kamieniami, bo mu nie chcą obiadu podgrzać i głośno wyrażają swoją dezaprobatę dla hipokryzji ojca ???? jaka powinna być prawidłowa pierwsza reakcja takiego nastolatka który odkrywa że ojciec sprzeniewierza się swoim wartościom ? może powinni go pogłaskać po głowie i powiedzieć: Tato, faktycznie masz z nami ciężko i z matką też, więc dobrze robisz, że na tym e-darlingu szukasz szczęścia.

                pewnie, że jest system kar i ich gradacja, ale to jest świeża sprawa sprzed tygodnia i każdy ma prawo do pierwszej emocjonalnej reakcji - teraz wiele zależy od samego ojca jak poprowadzi tą sytuację, żeby dzieci nie straciły do niego resztek szacunku
                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • kasper254 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 11:45
                  Słusznie ale tylko wtedy, gdy ojciec będzie miał prawo do utraty "resztek" szacunku, kiedy syn będzie się onanizował. No, a tak w ogóle- onanizm sprzeniewierza się wartościom?
                  • nowel1 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 13:16
                    kasper254 napisał:

                    > Słusznie ale tylko wtedy, gdy ojciec będzie miał prawo do utraty "resztek" szac
                    > unku, kiedy syn będzie się onanizował. No, a tak w ogóle- onanizm sprzeniewierz
                    > a się wartościom?

                    Onanizm = fizjologia. Nie sprzeniewierza się wartościom, bo nie podlega ocenie moralnej.
                    Korzystanie z portali randkowych przez osobę będącą w związku małżeńskim = utrata zaufania i sprzeniewierzenie się deklarowanej wierności i lojalności, czyli tzw.wartosciom.
                    • kasper254 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 14:24
                      To niezwykle interesujące i płodne stwierdzenie, Nowel. Czy moge zadać skromnie uzupełniające pytanie: gdyby mąż Asi onanizował się i wszedł jego syn, to byłaby to czysta fizjologia? Ale co z oceną moralną tegoż czynu czy może - tylko - odruchu fizjologicznego?
                      Asiu, rozumiem, że ciebie interesują tylko afirmujące sądy, które potwierdzają twoje i dzieci wysokie walory...
                      • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 14:29
                        kasper254 napisał:

                        > To niezwykle interesujące i płodne stwierdzenie, Nowel. Czy moge zadać skromnie
                        > uzupełniające pytanie: gdyby mąż Asi onanizował się i wszedł jego syn, to była
                        > by to czysta fizjologia? Ale co z oceną moralną tegoż czynu czy może - tylko -
                        > odruchu fizjologicznego?

                        To byłby tylko niefortunny zbieg okolicznoścismile.
                        • kasper254 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 14:39
                          Masz rację, Mayenna - nie przyszło mi to na myśl. Dzisiaj się rozpisałem, ale to koniec.
                          Co do Murakami H. - czytając go byłem niemalże chory, miałem jakby gorączkę, nie mogłem zasnąć. Piękno niezwykłej siły, smak, elegancja, forma i treść na jakichś najwyższych, niebotycznych poziomach - jak anielski śpiew Pavarottiego. Byłem odurzony - pewnie tak się czują ludzie po narkotykach... tak myślę...
                          • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 15:05
                            A konkretnie co czytałeś? Która jego powieść zrobiła na Tobie takie wrażenie?
                          • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 15:43
                            kasper254 napisał:

                            > Masz rację, Mayenna - nie przyszło mi to na myśl. Dzisiaj się rozpisałem, ale t
                            > o koniec.
                            > Co do Murakami H. - czytając go byłem niemalże chory, miałem jakby gorączkę, ni
                            > e mogłem zasnąć. Piękno niezwykłej siły, smak, elegancja, forma i treść na jaki
                            > chś najwyższych, niebotycznych poziomach - jak anielski śpiew Pavarottiego. Był
                            > em odurzony - pewnie tak się czują ludzie po narkotykach... tak myślę...
                            Cóż za egzaltacja.
                            • kasper254 Re: pomoc potrzebna na już.... 13.11.12, 07:07
                              1.Masz rację, egzaltacja jak cholera. Czytając to teraz śmieję sie z siebie. Po tej mojej tragedii rozwodowej coś mi się w głowie poprzewracało. Poznałem ohydę zachowań najbliższych - wydawałoby się - ludzi - stąd każde piękno, odruch dobroci innych - jest dla mnie niemalże jak wstrząs.
                              2.Mayenno - czytałem dużo jego książek. Norwegian Wood jest pewnie taka doskonałością. Nie za względu na fabułę, ale przedstawianie uczuć, samotności, siły, kruchości życia. I ten język; malarski, poetycki, głęboki i intensywny.
                              • mayenna Re: pomoc potrzebna na już.... 13.11.12, 08:20
                                kasper254 napisał:


                                > 2.Mayenno - czytałem dużo jego książek. Norwegian Wood jest pewnie taka doskona
                                > łością. Nie za względu na fabułę, ale przedstawianie uczuć, samotności, siły, k
                                > ruchości życia. I ten język; malarski, poetycki, głęboki i intensywny.

                                Właśnie teraz czytam Norwegian Wood. Marzy mi się przeczytanie go w oryginale.
                                Mnie w nim zachwyca świat jak z malarstwa Chirico. Ta sama samotność człowieka, ten sam klimat. U Murakamiego jest jeszcze muzy. Sytuacje z pogranicza snu i jawy, obrazy prawie filmowe, jak kadry.
                                Jednak nie jest to mój nr 1, ale na pewno jest w pierwszej 10 moich fascynacji literackich. Ostatnio najbardziej przeżywam Jelinek i Coeetze.
                                Kasper, jak coś ciekawego jeszcze czytasz to podziel się, proszęsmile
                              • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 13.11.12, 12:36
                                Wybacz, proszę Cię, z największą na jaką mnie stać pokorą. Zaskorupiłam się w swoich tragedyjkach i walnęłam, nie patrząc, że po drugiej stronie człowiek żywy i pochlastany.
                                Tak jakoś Proustem poleciałeś. No dobra, wybacz.
                      • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 15:38
                        kasper254 napisał:

                        > To niezwykle interesujące i płodne stwierdzenie, Nowel. Czy moge zadać skromnie
                        > uzupełniające pytanie: gdyby mąż Asi onanizował się i wszedł jego syn, to była
                        > by to czysta fizjologia? Ale co z oceną moralną tegoż czynu czy może - tylko -
                        > odruchu fizjologicznego?
                        > Asiu, rozumiem, że ciebie interesują tylko afirmujące sądy, które potwierdzają
                        > twoje i dzieci wysokie walory...
                        Wyłącznie.
                  • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 13:18
                    Owszem, sprzeniewierza. Właśnie tym wartościom, w których mozolnie wychowywane były dzieci.
                    Dnia nie jesteś mi w stanie zepsuć, nie Ty mi ten dzień podarowałeś. Za błyskotliwe uwagi dzięki.
                  • moniapoz Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 15:34
                    > Słusznie ale tylko wtedy, gdy ojciec będzie miał prawo do utraty "resztek" szac
                    > unku, kiedy syn będzie się onanizował. No, a tak w ogóle- onanizm sprzeniewierz
                    > a się wartościom?

                    zarówno rodzice jak i dzieci mają prawo do błędów
                    i jedni i drudzy muszą się liczyć z oceną tych błędów

                    nie widzę żadnych podstaw żeby dzieciom i to nastoletnim, wychowywanym po katolicku, którym ojciec wpajał wartości typu wierność, lojalność, miłość, odbierać prawo do oceny moralnej zachowań tegoż ojca, nawet jeżeli były to jednorazowy błąd ojca.
                    takie samo prawo do oceny będzie miał ojciec jeżeli jego dzieci będą w jego mniemaniu robiły coś złego moralnie.

                    poza tym nie odpowiedziałeś : jak powinien zachować się Twoim zdaniem nastolatek który przez przypadek w komputerze odkryje, że ojciec flirtuje, umawia się itp z innymi niż matka kobietami ? czy dobrze rozumiem, że Twoim zdaniem szacunek się mężowi/ ojcowi należy zawsze bez względu na to jak się zachował?

                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i tez całym sercem więcej szans nie będzie.
          • nangaparbat3 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 19:12
            Pamiętasz, gdy były małe i gdy np. mini - nastolatek zasrał całe łóżeczko, to ojciec był "bezkompromisowo-dorosły", czy umył dupę i wszystkie pozostałości? Jeden jego błąd i taki ostracyzm...

            Tyle ze obsranie łóżeczka przez malucha to nie bląd, a proza zycia tongue_out
        • kobieta306 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 14:33
          asia474 napisała:
          mąż zainstalował wczoraj zmywarkę (nie będę złośliw
          > a i nie powiem, że dostałam ją od przyjaciół i ile czekałam na pomoc w jej uruc
          > homieniu)

          9 osób w domu i bez zmywarki? To nie dziwota żeś Ty czasu dla męża nie miała.
          • asia474 Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 15:41
            kobieta306 napisała:

            > asia474 napisała:
            > mąż zainstalował wczoraj zmywarkę (nie będę złośliw
            > > a i nie powiem, że dostałam ją od przyjaciół i ile czekałam na pomoc w je
            > j uruc
            > > homieniu)
            >
            > 9 osób w domu i bez zmywarki? To nie dziwota żeś Ty czasu dla męża nie miała.
            No właśnie, sama nie wiem, jak ja mogłam do tej pory myśleć, że normalnie żyjęwink
        • yoma Re: pomoc potrzebna na już.... 12.11.12, 21:55
          > i ile czekałam na pomoc w jej uruc
          > homieniu)

          Uuuu, podstawowy błąd w oczekiwaniach i komunikacji. Pomoc jest dobrowolna, więc jeśli pan się do niej nie kwapi, ty uruchamiasz sama. Jak niesiesz siaty ze sklepu i nikt nie spieszy z pomocą, niesiesz sama, czy kwitniesz na chodniku koło sklepu, aż ktoś zaoferuje pomoc?

          A jeśli macie taki podział zajęć, że męskie roboty typu dłubanie w rurze są męskie, to owszem, wymagasz instalacji (nie pomocy), ale... zawsze to chłop. Chłop jak obieca, że zrobi, to zrobi, tylko nigdy nie precyzuje, kiedy...

          smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka