zlakobieta.haha 18.12.12, 18:50 Tak mnie zastanawia czy któraś z pań tu - ma orzeczenie o własnej winie?? Mój rozwód został orzeczony z mojej winy - zgodziłam się bez najmniejszych dyskusji Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
gazeta_mi_placi Re: Wina... 18.12.12, 19:39 Też myślałam, że wątek będzie o winach do picia Odpowiedz Link
malgolkab Re: Wina... 18.12.12, 18:59 u mnie było bez orzekania, żadne z nas nie miało raczej szans na rozwód z wyłącznej winy współmałżonka, a i do niczego nie było nam to potrzebne Odpowiedz Link
blue_ania37 Re: Wina... 18.12.12, 19:12 a ja stoję przed pozwem z mojej winy. Stoję i szukam w sobie winy,do końca prałam, gotowałam sprzątałam. Moją winą jest empatia, wolność którą dałam dla dziuni Mija półtora roku, a ja nie znajduję w sobie winy. A Odpowiedz Link
anbale Re: Wina... 18.12.12, 19:31 No ale co jest opisane w pozwie jako Twoja "wina", bo przyznam, że kompletnie nie rozumiem... Odpowiedz Link
dziad47 Re: Wina... 18.12.12, 19:46 To sarkazm przemawia z twojego postu z tym pranie i gotowaniem? Bo dla mnie związek to coś więcej, koszule mogę uprać np. w pralni, zjeść cokolwiek. Swoja drogą to kobiety jakoś na tym forum są bardziej otwarte i szczerze mówią o swoim cierpieniu. Odpowiedz Link
blue_ania37 Re: Wina... 18.12.12, 19:56 To nie sarkazm, do ostatniego dnia małżeństwa robiłam wszystkie sprawy domowe, potem sie okazało że prałam gatki dla dziuni, żaden sarkazm. Stoję przed pozwem w którym jako moje winy są wymienione: Zlew zapchany, kupy psa na trawniku, rożne są są sytuację A ...Niemożliwe po prostu wymaga, trochę więcej czasu..... Odpowiedz Link
anbale Re: Wina... 18.12.12, 20:13 No ale chyba sąd nie orzeknie Twojej winy w rozpadzie małżeństwa bo pies nabrudził na trawniku... Do zapchanego zlewu wzywa się raczej hydraulika, nie rozumiem czego tu można oczekiwać od kobiety... Odpowiedz Link
blue_ania37 Re: Wina... 18.12.12, 20:22 Ja zostałam zmuszona do bronienia się i tyle i tłumaczenia, że nie jestem garbata. Pogodziłam się naprawdę. A Odpowiedz Link
argentusa Re: Wina... 18.12.12, 20:24 eeee, Dziadu, miód na moje serce. Wiedziałam, że nie o to kaman w związku. Odpowiedz Link
altz Re: Wina... 18.12.12, 20:48 dziad47 napisał: > Bo dla mnie związek to coś więcej, koszule mogę uprać np. w pralni, zjeść cokol > wiek. Dla mnie również, sam sobie radzę i nie potrzebuję w tym pomocy albo wyręczania. Co ciekawe, zauważam, że są panie, którym to nie w smak, bo co one miałyby robić? Albo są takie komentarze, że nie będzie im się facet krzątał po kuchni. Nie jedną taką poznałem. Ja nie dostałem orzeczenia winy, nie starałem się też o takie wobec pani, nie był mi do niczego potrzebny. Nawet nie mam nawet odpisu wyroku, co niekoniecznie jest najmądrzejsze z mojej strony, bo przy problemach i komorniku, nie miałbym jak zabezpieczyć alimentów. Odpowiedz Link
egalea71 Pranie, gotowanie i sprzątanie 18.12.12, 23:10 > To sarkazm przemawia z twojego postu z tym pranie i gotowaniem? > Bo dla mnie związek to coś więcej, koszule mogę uprać np. w pralni, zjeść cokol > wiek. Zeznania pozwanego w sprawie o rozwód: "Żona (...) sporadycznie gotowała, sprzątała i zajmowała się domem zasłaniając się chorobą. Wcześniej bardziej zajmowała się domem. Ja mówiłem żonie, że chciałbym, żeby było ugotowane i posprzątane. Mówiłem, że mi to przeszkadza" "Żona mi nie prała. Nie gotowała od jesieni (...)" "Miłość do żony wyrażałem tym, że pomagałem żonie, pracowałem, interesowałem się synem". "Nawet jak spaliśmy razem, to nie mogłem się wyspać, bo żonie przeszkadzało chrapanie (...). Nawet piernąć nie mogłem w pokoju" "Przywiozłem żonie złoty łańcuszek z wisiorkiem, bo chciałem jeszcze podjąć próbę ratowania małżeństwa" Zeznania w sprawie o rozdzielność: "Gdy wracałem na weekendy do domu, to sam sobie gotowałem, prałem swoje rzeczy i sprzątałem mieszkanie, robiłem sobie zakupy. Żona nie proponowała mi, że zrobi pranie czy inne rzeczy". "We wrześniu (...) przywiozłem dla żony złoty wisiorek, jako ostatni gest mojej dobrej woli w celu ratowania małżeństwa". Choruję od 10 lat, a głównym, dominującym objawem choroby jest przewlekłe, powalające zmęczenie. Mimo to pracowałam i nadal pracuję zawodowo- także i wtedy, gdy choroba dotknęła i syna. Podczas leczenia zostałam sama ze wszystkimi problemami. W tym czasie mąż się pocieszał na portalach randkowych- aż w tempie ekspresowym, w ciągu kilkunastu dni znalazł sobie kochankę i dzisiaj zamieszkuje wraz z nią i jej dwójką dzieci, i oczywiście walczy o uznanie mojej wyłącznej winy za rozpad małżeństwa. Kłamstwo na kłamstwie i kłamstwem pogania. "Nie jest prawdą, że nie wspierałem żony z chorobie". "Uważam, że zarzuty żony, że nie wspierałem jej w chorobie, są nieuzasadnione". Mąż to starszy oficer, dowódca jednej z misji wojskowych, związany z międzynarodową formacją wojskową. W sądzie reprezentuje go ta osoba. Więc nie piszcie, że pranie, gotowanie i sprzątanie to nie są zarzuty na miarę wyłącznej winy w rozpadzie małżeństwa Odpowiedz Link
logicman Re: Pranie, gotowanie i sprzątanie 19.12.12, 12:29 egalea71 napisała: > Nawet piernąć nie mogłem w pokoju" Poważnie coś takiego napisał??? Cóż za klasa i kultura Skąd Wy takich bierzecie? Odpowiedz Link
gazeta_mi_placi Re: Pranie, gotowanie i sprzątanie 20.12.12, 18:17 A co to za choroba? Odpowiedz Link
xciekawax Re: Pranie, gotowanie i sprzątanie 27.12.12, 01:07 Ta pani Nie ma za dobrych recenzji. To chyba dobrze dla ciebie, co? Odpowiedz Link
wtrakcie Re: Wina... 18.12.12, 19:40 Ja czekam na ogłoszenie wyroku. Czuję się niewinna ale co orzeknie sąd? Może powinnam czuć się winna ,że teraz jestem szczęśliwa... Bez względu na opinię sądu ja swojej winy nie widzę. W piątek dam wam znać Pozdrawiam K. Odpowiedz Link
kobieta-000 Re: Wina... 18.12.12, 22:48 A u mnie Niewierny Gad próbował udowodnić moją winę wpisując w odpowiedzi na mój pozew rozwodowy że: 1. jest ubezwłasnowolniony przez cały okres ( 17 lat ) trwania małżeństwa. 2. wybieram narzucając mu znajomych, miejsca na spędzanie urlopu, czasu wolnego. 3. ograniczam go. 4. jestem oschła. 5. jestem nigdy nie uśmiechanięta 6.jestem nie towarzyska. 7.znęcam się nad dziećmi psychicznie i fizycznie. Tzn że jak są niegrzeczni karam ich brakiem jedzenia i stosuję wobec nich ( tych naszych dzieci ) kary fizyczne. Najczęściej miały to być jakieś bicia kablami. 8. nie dbam o dom, dzieci i on nie mają wypranych ubrań, są głodni. 9. nie uśmiechnięta. 10. zbyt zorganizowana. 11.nie dawałam mu doopy 6 razy dziennie ( tak wymagał ). I dlatego ( zwłaszcza dla 11 punktu MUSIAŁ mnie zdradzać ). A jednak uzyskałam rozwód ( nie mogłam inaczej postąpić wnosząc ten pozew ) z WYŁĄCZNEJ WINY NIEWIERNEGO GADA. ps. moja sugestia: jeśli nie czujecie się winne walczcie o sprawiedliwość. WARTO!!!!! Odpowiedz Link
kobieta-000 Re: Wina... 18.12.12, 22:50 sprostowanie: punkt 5 i 9 tj tak samo napisałam..) Odpowiedz Link
anbale Re: Wina... 18.12.12, 22:56 Sorry, bez urazy, ale chyba zafiksowałaś na tym punkcie 11... Już nie wiem w którym Twoim poście o tym czytam...Przecież to jest tak bezdennie, beznadziejnie durne, świadczące o jego patologii albo o jakimś zaawansowanym seksoholiźmie- że może warto byłoby na to w końcu spuścić zasłonę milczenia... Bo nasuwa się pytanie" Skąd Ty go do cholery wytrzasnęłaś i dlaczego tak długo przy nim tkwiłaś??"... Odpowiedz Link
sonia_30 Re: Wina... 18.12.12, 22:59 Przede wszystkim wątek nie ten.. Pytanie brzmiało "która z pań ma orzeczenie o własnej winie", a nie która niewinna.. wg orzeczenia Odpowiedz Link
mallwia Re: Wina... 19.12.12, 00:27 i z czego tu się cieszyć? prosty człek nie rozumie www.youtube.com/watch?v=qR0K0mmm6R4 Odpowiedz Link
rozwiode_sie Re: Wina... 19.12.12, 12:37 > Mój rozwód został orzeczony z mojej winy - zgodziłam się bez najmniejszych dysk > usji chyba nie ma się czym chwalić... porażka jakaś Odpowiedz Link
ninaa Re: Wina... 20.12.12, 15:56 hmm.. skoro z Twojej winy, i skoro tak spokojnie o tym piszesz.., z uśmiechem jeszcze (nie potępiam absolutnie !) to ... czy mogę zapytać - na czym polegała TWOJA wina ? Zdaję sobie sprawę, ze argumenty przed sądem to sprawa bardzo śliska i czasem z "dobrego" człowieka zrobią potwora... Bo kup psich nie sprząta, czy coś tam - tak jak Blue-Potwór-Ania(uff... ja sprzątam, inni wolą po nich łazić...) Zmierzam jednak do tego, że istotnie "coś" trzeba na sumieniu mieć, żeby tak winę od razu przykleili.. a nie zasądzili winy obopólnej - na przykład.. Z ciekawości pytam. Bo wciąż z poczuciem winy walczę niejakim, że coś spieprzyłam w moim "układzie" ..., a to orzeczenia winy w końcu dotyczy. Nie dość dobra żona ... - to winna ?? W głowach musimy sobie poukładać. Wtedy żaden sąd nas nie będzie w stanie z równowagi wyprowadzić chyba.. Pozdrawiam przedŚwiątecznie Ninka Odpowiedz Link
blue_ania37 Re: Wina... 20.12.12, 16:17 Ninaaa Ja sprzątałam psie kupy, to jest właśnie dowód na winę człowieka jakieś kupy na jakimś trawniku. Nie wiadomo jaki to trawnik, i czyje to kupy Tam łaziły koty, ja po psie sprzątałam choć dziś nie wiem po co? A Odpowiedz Link
zlakobieta.haha Re: Wina... 20.12.12, 18:42 U Nas sytuacja była inna... Tu na forum większość ludzi ma problemy finansowe u nas nie było problemu pieniędzy nigdy oboje z dobrze sytuowanych rodzin z pokaźnymi kontami osobistymi nie wspólnymi nie robiliśmy podziału majątku bo nie było takiej potrzeby. Drogi nam się rozeszły i dużo dokładała teściowa w którą ex zapatrzony jak w obrazek "mamusia ponad wszystko" każde z nas miało inne hobby jego nieważne a moje to basen i sztuki walki - uczęszczałam na karate tradycyjne (9lat)co było notorycznie wyśmiewane z powodu mojej "nikczemnej" wagi (58kg 172wzrostu) - no ale do sedna kiedyś teściowa wpadła i awantura już nie pamiętam o co firanki nie takie czy obiad nie taki, poprosiłam grzecznie by wyszła bo swoim zachowaniem doprowadzi w końcu do tego iż zostawię jej synusia ponieważ jej zachowanie jest poprostu nie do zniesienia - i w tym momencie coś w nią wstąpiło... podniosła na mnie rękę i wysyczała mi coś tam wyzywając mnie, w momencie gdy dostałam w twarz to był odruch cofnęłam się dostała kopa z pół obrotu i przeleciała przez szklane drzwi... do pokoju z suszarką i praniem.... Wiem wiem... ale niestety nic jej się nie stało prócz przeciętych czy pociętych rąk... Po czym wrócił synuś do domu zabrał mamusię do szpitala (po to by zrobić obdukcję) i po powrocie wyskoczył do mnie, że skoro jestem taka mądra to może z nim spróbuję... Chciałam wytłumaczyć jak do tego doszło ale już nie było z kim rozmawiać... wrzask awantura i rzucił się na mnie.... Wybity ząb (zapłaciłam za wstawienie) i ogólnie siniaki... Wyprowadziłam się z tego domu wraz z córką tego samego dnia... Po pół roku przyszedł pozew rozwodowy z mojej winy a w nim załączone dwie obdukcje... Może większości z Was to nie śmieszy, ale ja wtedy zaśmiewałam się do rozpuku w pozwie było ustalone wszystko - alimenty, dziecko przy mnie (o ironio zostawić dziecko z tak agresywną babą???!!!)... Więc na pierwszej rozprawie on z panią adwokat a ja oczywiście sama. Sędzina mnie pyta czy czytałam pozew mówię, że tak jakieś 120razy i uśmiecham się do niej ona pyta czy zgadzam się z jego założeniami - mówię, że tak bo przecież nie ma co się sprzeciwiać skoro wszystko czarno na białym... Pyta czy jestem pewna co do orzekania winy a ja na to: papier nie zrobi mi różnicy a jeśli panu kiedyś pogorszy się sytuacja to z chęcią będę płaciła alimenty na niego aby pomóc i to w kwocie wyższej niż pan tu proponuje na dziecko - bo nic innego przecież w grę nie wchodzi... Rozwód w 75 minut łącznie z oczekiwaniem na wyrok p.s. żeby było jasne - nie leję ludzi na co dzień moje hobby służy jedynie do samoobrony p.s. 2 : alimenty i podwyższanie ich służy tylko i wyłącznie wkurzaniu exa nikt na tym nie traci a gdyby nie płacił to i tak nie poszłabym do komornika bo za dużo z tym zachodu i nie potrzebnie - mam co robić Odpowiedz Link
altz Re: Wina... 20.12.12, 18:49 zlakobieta.haha napisała: > po powrocie wyskoczył do mnie, że skoro jestem taka mądra to może z nim spróbuję... Nie wiem, czemu, ale spodziewałem się takiego końca. Odpowiedz Link
ninaa Re: Wina... 21.12.12, 10:31 "Wiem wiem... ale niestety nic jej się nie stało prócz przeciętych czy pociętych rąk..." łomatko.... To chyba " w miarę dobrze", że się wiecej nie stało, coo...?? Gdybyś ją uszkodziła mocniej, to konsekwencje mogły być dużo większe... Ale nielicho, nielicho popłynęłaś.. ) Najważniejsze, że się nie stresujesz tym, żeś taka WINNA... Potwierdza to tezę, że rozgrzeszać to musimy się sami ... i sami żyć dalej z winą, którą czujemy lub nie.. Ale skoro Ci dzieciaka dalii, to chyba nie taka Ty zła ... Kill Bill normalnie ! Pozdro N Odpowiedz Link
on.a29 Re: Wina... 21.12.12, 10:50 Skoro jej dzieciaka dali, coś mi się wydaje że mocno przekoloryzowana jest ta historia....no ale Święta idą, "bajki" można poopowiadać Odpowiedz Link
kobieta306 Re: Wina... 21.12.12, 10:42 jejku niemożliwa jesteś - wyobrażam sobie te pół obrotu w wykonaniu Twoim trenujesz nadal? Odpowiedz Link
plujeczka Re: Wina... 21.12.12, 12:26 ech -zazdroszczę Ci tego półobrotu do tesciowej, mojej takie lanie by się przydało , na szczęście tzw. Pan Bóg widząc co to za zły czlowiek w mig po slubie zabrał ją do sioebie na "górę" i pamietam ,że był to najszczesliwszy dzień w moim zyciu ( znaczy się pogrzeb) Ale sielanka trwala krótko ostał się teśc i jeszcze równie piekielna reszta rodziny., dwie siostry, braciszek .........oj jak Ci zazdroszczę tego półobrotu ............. Dla mnie jsteś WIELKA i nich sobie wszyscy myslą co chcą - Odpowiedz Link
nowel1 Re: Wina... 21.12.12, 12:53 plujeczka napisała: > ech -zazdroszczę Ci tego półobrotu do tesciowej, mojej takie lanie by się przyd > ało , na szczęście tzw. Pan Bóg widząc co to za zły czlowiek w mig po slubie za > brał ją do sioebie na "górę" i pamietam ,że był to najszczesliwszy dzień w moim > zyciu ( znaczy się pogrzeb) Ale sielanka trwala krótko ostał się teśc i jeszcz > e równie piekielna reszta rodziny., dwie siostry, braciszek .........oj jak Ci > zazdroszczę tego półobrotu ............. > Dla mnie jsteś WIELKA i nich sobie wszyscy myslą co chcą - Ty tak serio ? Odpowiedz Link
anbale Re: Wina... 21.12.12, 13:13 Plujeczka, a ktoś Ci kazał wchodzić w taką piekielną rodzinę?? Siłą Cię zaciągnęli? Poza tym istnieją dziesiątki sposobów na zerwanie/ograniczenie toksycznych więzi, półobrót to akurat, jak dla mnie, kompletna kompromitacja...Najprymitywniejsze rozwiązanie. Odpowiedz Link
nowel1 Re: Wina... 21.12.12, 13:16 anbale napisała: > Plujeczka, a ktoś Ci kazał wchodzić w taką piekielną rodzinę?? Siłą Cię zaciągn > ęli? > Poza tym istnieją dziesiątki sposobów na zerwanie/ograniczenie toksycznych więz > i, półobrót to akurat, jak dla mnie, kompletna kompromitacja...Najprymitywniejs > ze rozwiązanie. Howgh Odpowiedz Link
altz Re: Wina... 21.12.12, 13:39 plujeczka napisała: > ech -zazdroszczę Ci tego półobrotu do tesciowe Bicie dorosłej kobiety nie jest czymś, czym warto się chwalić. Starsza kobieta, nie szkolona przez 9 lat, za duża różnica techniki. Osoby po szkoleniach, i po takich sytuacjach, są traktowane przed sądem jak policjanci używający nadmiernej siły. Co innego z mężem, chciał spróbować, to miał okazję. W niektórych związkach jest taka energia i czasami to małżonkom pasuje, taki styl. Większość panów jednak źle znosi lanie otrzymane od małżonki, szczególnie boli ich honor. Odpowiedz Link
nowel1 Re: Wina... 21.12.12, 14:19 altz napisał: > Co innego z mężem, chciał spróbować, to miał okazję. W niektórych związkach jes > t taka energia i czasami to małżonkom pasuje, taki styl. Serio? To jest jeden z istniejących i pasujących obu stronom modeli związku? Większość panó > w jednak źle znosi lanie otrzymane od małżonki, szczególnie boli ich honor. A jak panie znoszą lanie otrzymane od małżonka? Odpowiedz Link
altz Re: Wina... 21.12.12, 14:26 nowel1 napisała: > Serio? To jest jeden z istniejących i pasujących obu stronom modeli związku? Serio, bywają takie związki. Jest tłuczenie talerzy, ganianie za sobą, trzaskanie drzwiami i nawet bijatyki, a następnego dnia gruchają jak gołąbki. Znałem takich, policja do nich już nie zachodziła. Póki dzieci nie mają, mi nic do tego. > A jak panie znoszą lanie otrzymane od małżonka? Sama zapytaj, ja nie wiem, bo się na tym wariancie nie znam. Odpowiedz Link
cozzycie_80 Re: Wina... 21.12.12, 19:09 dajcie spokój, naprawdę porównujecie to do sytuacji przemocy fizycznej w rodzinie? Przecież widać, że u złejkobiety, to stało się pod wpływem emocji. Może nie zrobiła dobrze, ale została ukarana Ja jej czasami zazdroszczę tego pół obrotu, czy jak to się tam nazywa, jak mnie były tak wkurzy, to chciałabym coś takiego potrafić zrobić ;D Uśmiałam się Odpowiedz Link
pati790 Re: Wina... 30.12.12, 13:15 przepraszam, ale buahahahahahahaha Zła kobieto you made my day complete Odpowiedz Link
bylemrogaczem Re: Wina... 26.12.12, 22:59 Jak na razie jedna która wzięła winę na siebie .... zajebista statystyka .......... Odpowiedz Link
zlakobieta.haha Re: Wina... 29.12.12, 23:40 Ubawiłam się poświątecznie... U nas święta bez internetu Przemocy nie było to był jednorazowy incydent, tym które nie rozumieją sytuacji z teściową -zazdroszczę teściowych... Co innego gdy przychodzi teściowa i raz zdarzy jej się skrytykować, a Ty od razu w "ryj"... a co innego jeśli robi to latami (3lata) i w końcu puszcza coś w tobie. A najlepiej uśmiałam się z postu pana... który o "winie pisał, że zła statystyka... aaaaaaaaaaaahah Odpowiedz Link
zlakobieta.haha Re: Wina... 30.12.12, 12:53 Nie wiem skąd ci przyszło do głowy że szukam usprawiedliwienia?? Zeby go szukać trzeba czuć się winnym, a ja nie czuję się winna... uważam, że każdy ma to na co zasłużył p.s. zrozumienia też nie szukam do niczego mi ono nie jest potrzebne Odpowiedz Link
nowel1 Re: Wina... 30.12.12, 13:23 zlakobieta.haha napisała: > Nie wiem skąd ci przyszło do głowy że szukam usprawiedliwienia?? > Zeby go szukać trzeba czuć się winnym, a ja nie czuję się winna... uważam, że k > ażdy ma to na co zasłużył No, właśnie o to mi chodzi... w sumie dobrze, że Twoim niebezpiecznym narzędziem było świetnie wytrenowane w sztukach walki własne ciało, a nie np.nóż. > > p.s. zrozumienia też nie szukam do niczego mi ono nie jest potrzebne Skoro piszesz na forum, to czegoś szukasz. Zrozumienia - nie, usprawiedliwienia - nie. No tak, podziwu i poklasku Odpowiedz Link
pati790 Re: Wina... 30.12.12, 15:41 A tescowa po pysku bić może To jest klasyczny przyklad tylko na to jak ofiara staje się katem. Gdyby miała nóz byłaby katem. Odpowiedz Link
altz Re: Obrzucali się swiątecznym ciastem 30.12.12, 16:05 pati790 napisała: > A tescowa po pysku bić może Nie powinna, ale chyba liczyła na swój teściowski immunitet. > To jest klasyczny przyklad tylko na to jak ofiara staje się katem. Gdyby miała > nóz byłaby katem. Niekoniecznie tak by było, ja bym w to wątpił. Osoba, która potrafi się bronić i zdaje sobie z tego sprawę, raczej rozsądnie wybiera środki przymusu i je graduje. Osoby, które nie potrafią się bronić mogą łatwo przesadzić, ale o wiele częściej mogą stać się ofiarą przy pomocy tego samego narzędzia, którym miały się bronić. Dlatego specjaliści mówią, żeby nie brać narzędzia, którego nie chcemy i nie potrafimy użyć. Zmieniłem tytuł, skoro taka moda. Odpowiedz Link
pati790 Re: Obrzucali się swiątecznym ciastem 30.12.12, 16:24 No tak, chcialam tylko zauwazyc to, ze istnieje jeszcze cos takiego jak zbrodnia w afekcie i na to znajduje sie usprawiedliwienie. Odpowiedz Link
altz Re: Obrzucali się swiątecznym ciastem 30.12.12, 17:07 pati790 napisała: > No tak, chcialam tylko zauwazyc to, ze istnieje jeszcze cos takiego jak zbro > dnia w afekcie i na to znajduje sie usprawiedliwienie. Teściowa tak by była traktowana, gdyby jakimś sposobem jej się udało. Zła by odpowiadała za nadużycie siły i tak, jakby miała narzędzie w rękach, pomimo gołych rąk, ponieważ jest przeszkolona. Odpowiedz Link
tricolour Dałaś w ryj osobie słabszej... 30.12.12, 13:25 ... i nie uczonej w sztukach walki. Trudno cieszyć się takiego "zwycięstwa" czy załatwienia sprawy. Jakoś Twojego rozwiązania sprawy teściowej jest taka sama jak jakość skopania słabszej żony, co bronić się nie może nie mając czym. Teściowa Ci docinała, Ty ją pobiłaś. Patologia. Odpowiedz Link
pati790 Re: Dałaś w ryj osobie słabszej... 30.12.12, 13:37 Teściowa sie nad nią znęcała psychicznie i uderzyła ją w twarz, ja się nie dziwię,ze nie wytrzymała. Taka harpia teściowa- nie ma chyba nic gorszego. Niech pierwszy rzuci kamień ten ...czy jak to leciało Odpowiedz Link
tricolour Oni się kamieniami napieprzali? 30.12.12, 14:32 Z postu wynikało jednoznacznie, że rękami więc nie zrozumiałaś. Teściowa się znęcała psychicznie. To po co się żeniła z taką rodziną, gdzie mąż nie stanie w obronie żony? Biedaczka nie zdążyła zauważyć za kogo wychodzi zanim poleciała do ołtarza? To była dobrowolna decyzja i takież konsekwencje. Walenie się po mordach nie rozwiązało sprawy, a jedynie utwierdziło obie strony, że postępują prawidłowo, co wyraźnie widać po rozradowanej buzi mistrzyni sztuk walki. Patologia najczęściej dotyczy wszystkich stron. osoba normalna nie siedzi w patologi czynnie się angażując w jej rozwój. Odpowiedz Link
on.a29 Re: Oni się kamieniami napieprzali? 30.12.12, 14:57 Lepiej bym tego nie ujęła...niektórzy mają problem z oceną sytuacji, czytaniem ze zrozumieniem i w ogóle dystansem do pisanych tu rzeczy... Odpowiedz Link
zlakobieta.haha Tri... 30.12.12, 15:23 ... i jego zmienianie tytułu by go zauważono.... hmm... Tak widzę cię i to doskonale tylko czy ty masz pojęcie o czym piszesz?? Gdyby jego matka była przed ślubem tym czym się stała po ślubie ... cóż bez komentarza bo mamy córkę i jestem z niej dumna.. To po co ty żeniłeś się?? By wspaniałomyślnie rozwieźć się i wziąść winę na siebie?? Nie bądź żałosny patrzysz tylko z jednej strony - swojej i to takiej trochę chorej bo sam jesteś patologią skoro jesteś winny rozpadu małżeństwa. Odpowiedz Link
tricolour Żadnego tytułu nie zmieniam... 30.12.12, 15:40 ... tak jakoś od sześciu czy siedmiu lat zaczynam zdanie od początku. Patrzę tylko z jednej stromy? Tak: od strony głowy. Od strony dupy nie mam czym patrzeć więc jestem tam zupełnie ślepy. A mówiąc serio: nie ma takiej możliwości, by na własne sprawy patrzeć z wielu stron. Nawet czyjeś stanowisko jest przefiltrowane przez moje stereotypy, doświadczenia, uprzedzenia. I o tym piszę: lanie się po gębach nie załatwia nigdy żadnej sprawy. Gdybyś trafiła na przeciwnika równego sobie, to byś wyszła podrapania z siniakami i nie byłoby do śmiechu. Gdyby przeciwnik miał taką przewagę, jak Ty nad teściową, to byś była pożywieniem dla robaków. Też byś się śmiała? Odpowiedz Link
pati790 Re: Oni się kamieniami napieprzali? 30.12.12, 15:21 Z patologią to się rozwodzi, na początku zawsze jest pieknie, ładnie, a więc skąd ta pewnosc,ze weszła ona od początku w patologię, ze miała tego świadomość? Poza tym pobieramy się z mężem, a nie teściową. Miłość bywa/jest ślepa jak widac stąd póxniej takie kwiatki. Ona moze i nie postapiła dobrze, ale jestem w stanie ja zrozumieć, a nie z góry potępiać. Najgorszy w tym wszystkim to i tak okazał sie pan maz, który po powrocie pobił autorkę. Masz racje patologia i ja sie nie dziwie, ze zakończona z uśmiechem na twarzy. Przyznała sie, wina jest jej na papierku, ale tak naprawde nie tylko jej. Kropka. Odpowiedz Link
zuzi.1 Re: Oni się kamieniami napieprzali? 05.01.13, 19:42 Dokładnie pati, zgadzam się z Twoim zdaniem, 3 lata wtrącania się w życie dorosłych ludzi przez tesciową, przemoc psych. i brak jakiejkolwiek pomocy żonie w tym wszystkim ze strony męża, tylko jeszcze popieranie zachowań własnej matki, to mogłoby byc za dużo dla każdego..., a pech chciał, ze tak ciężka z charakteru teściowa trafiła akurat na osobę, która na jej przemoc fiz. w postaci uderzenia w twarz i na chamskie teksty odnośnie rzeczy, co do których nie powinna się teściowa wypowiadac, zareagowała AUTOMATYCZNIE, czyli tak jak była szkolona przez 9 lat na zajęciach karate w ramach samoobrony, nic dziwnego w tym nie ma, to byl zapewne ODRUCH, ktoś mnie bije, to reaguję odruchowo, a że nauczono mnie, ze posługuję sie sprawnie nogami, no to cóż, teściowa miała po prostu pecha, że trafiła akurat na dziewczynę z prawdziwymi jajami i świetnie przeszkoloną, ale w końca sama teściowa, przyczyniła się do tego co się wydarzyło długookresowo zachowując się nie w poprządku w stosunku do synowej i syna, wiec nie jest mi jej szkoda wcale...., mam tylko nadzieję, że następnym razem już tak szybko ręki do bicia kogoś po twarzy nie wyciągnie...pomna swoich doswaidczeń z ex synową i jeszcze wspołczuję jej kolejnej synowej, bo takie zołzy się nie zmieniają nigdy, więc kolejna jej synowa też będzie miała piekło na ziemi..., a autorce życzę, zeby następnym razem trafiła na prawdziwego faceta, nie maminsynka, który będzie wiedział za kim powinien się wstawiac, gdyby do takiego konfliktu na linii teściowa-synowa doszło...Pozdrawiam, zuzi.1 Odpowiedz Link
pati790 Re: Oni się kamieniami napieprzali? 30.12.12, 15:37 Apropo tych kamieni, to naprawde nie rozumiesz, czy tylko udajesz? Ty zawsze jestes taki opanowany w życiu, nigdy emocjonalnie nie podchodziles do niczego? I nie pisze tutaj o tym, ze musiales kogos uderzyc, chociaz nie uwierze, ze nie miales ochoty, bądź okazji, czy nie zostales sprowokowany. chociaz nawet jako gówniarz w szkole, itp. Jak ktos Cie bije to się bronisz. Autorka zostala uderzona pierwsza. Odpowiedz Link