Dodaj do ulubionych

Mama na emigracji

04.03.13, 13:44
Witajcie.

Dzisiaj zalapalam mega doła, pt" jak życ Panie Premierze"? Zarabiam płacę nominalną, pracuję w prywatnej firmie- pracodawcy jak nie muszą płacic więcej to kto im każe? Mam rowniez dodatkowe 600 zł, ale to i tak za mało. Mam wyzsze ekonomiczne wyksztalcenie. Mieszkam z rodzicami, na usamodzielnienie się nie ma szans, przynajmniej ich nie widzę. Moi rodzice są osobami majętnymi, ale na pomoc finansowa nie bardzo mogę liczyć. tzn. w sensie takim,zeby pomogli mi sie usamodzielnić, jednak jesli chodzi o dzieci mogę być spokojna, w razie jakby mi sie cos stało, źle pod wzgledem finansowym im raczej nie będzie, bo rodzice o to zadbają- zwłaszcza tata. Ale ja chce życ tez dla siebie, czuję się trochę zamknięta w złotej klatce. Moje dzieci mają wszystko, nic im nie brakuje, maja swoje pokoje, ale ja nie mam za grosz SWOJEGO zycia, zero prywatności. Matka toksyczna- ale to temat rzeka. Tata moich dzieci sie calkowicie wymiksował i ma ich w d...nic mi nie pomaga. W tej rozpaczy az myśle, by rzucic wszystko i wyjechac za granicę, na początku sama, bo raczej z dziećmi nie bedzie to takie proste. Chcialabym jednak cos zmienic w swoim zyciu i jedyne co mi dzisiaj przyszlo do glowy to emigracjauncertain
Obserwuj wątek
    • kobieta306 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 14:22
      sam fakt, że myślisz o tym aby wyjechać bez dzieci sprawia, że ja już mam swoje zdanie wyrobione uncertain
      • pati790 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 14:41
        ja na twoj temat tez mam juz zdanie wyrobione po lekturze forum.

        Nie napisalam,ze chce dzieci zostawić, musiałabym najpierw prace znaleźć , mieszkanie za granicą.Gdzie pojde z dziećmi po wyjściu z samolotu, czy autobusu? Albo inaczej, kto się nimi zajmie jak ja będę szukała tam pracy?
        • kobieta306 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 14:46
          Ty jesteś mamą bliźniaków z tego co pamiętam, tak?

          Kto będzie się opiekował dziećmi w Polsce - Twoja matka despotka?

          Znasz jakiś język obcy?

          Twoje zdanie na mój temat mało mnie obchodzi.

          • blackglass Re: Mama na emigracji 04.03.13, 15:19
            ...nie przesadzaj, znam wiele przypadków gdzie rodzice/matka wyjeżdżała za granice do pracy a dzieci zostawały po opieką dziadków i jak się "urządzili" dziecko ściągali do siebie.
            Co w tym złego?
            Co do tego ma język?
            Znam wiele osób które nie znając angielskiego wybywały do Anglii i znajdowały prace tongue_out

            • blue_ania37 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 15:25
              A skoro masz z kim zostawiać dzieci, czemu nie poszukasz jakieś dodatkowej pracy w pobliżu swojego miejsca zamieszkania?
              Rozumiem, że ciężko się żyję z rodzicami na codzień, bo człowiek w którymś momencie wyrasta z domu rodzinnego.
              Chociaż myslę, że ja bym w twojej sytuacji szukala albo dodatkowej pracy w pobliżu albo bym zdecydowała się wyprowadzić gdzieś w Polskę.
              Obcy kraj, masa obowiązków które dojdą ci przy samodzielnej opiece nad dziećmi to trzeba chyba dozować sobie.
              A
            • pati790 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 15:31
              Tak to jest blackglass jak sie interpretuje po swojemusmile

              Do Pani wyzej, moja matka nie jest despotka dla moich dzieci. Nasze relacje tylko nie sa takie jakie powinny być, stad chce sie wyrwać ze złotej klatki. I znam jezyk, niestety tylko angielskismile
    • inna_nowa_ja Re: Mama na emigracji 04.03.13, 15:21
      też rozważałam emigrację ale TYLKO i WYŁĄCZNIE z dziećmi, nie mogłabym ich zostawić. Może za jakiś czas się zdecyduję, dojrzewam do tej decyzji tak samo jak dojrzewałam do decyzji o rozwodzie.
    • mayenna Re: Mama na emigracji 04.03.13, 17:46
      Masz wykształcenie ekonomiczne. Na takiej podbudowie można zrobić uprawnienia księgowej. Taka praca jest dobrze płatna, a finanse pomogłyby ci się usamodzielnić i w Polsce.
      Zastanów się jak taka rewolucja wpłynie na twoje dzieci. Nie każde dobrze znoszą wyrwanie ze środowiska, a tu dojdzie jeszcze obcy język i kultura oraz opieka obcych osób.
      • pati790 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 18:41
        Mayenna masz na mysli wlasne biuro rachunkowe? Ja nie mam ZADNEGO doswiadczenia z rachunkowosci, studia podyplomowe trwaja rok, moze tam chodza osoby, ktore w tym "siedza" potrzebuja jedynie papierka. Zreszta jakbym zrobila te studia wątpie,ze ktos przyjmie "ksiegowa" bez doswiadczenia, a taka praca jest bardzo odpowiedzialana, balabym się. Watpie,ze taka ksiegowa nawet jesli juz pracuje duzo zarobi- jesli nie ma swojej praktyki.
        • mayenna Re: Mama na emigracji 04.03.13, 18:53
          Stowarzyszenie Księgowych Polskich w Poznaniu organizuje kursy zawodowe na bardzo dobrym poziomie. Moja szwagierka po takich kursach jest główną księgową w firmie i prowadzi jeszcze w domu, bez biura, po godzinach księgowość 3 innym firmom. Zarabiała, 4 lata temu, sporo ponad 5 tys złotych w mieście, gdzie zarobić więcej niż najniższą krajową nie jest łatwo.
          • blue_ania37 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 19:07
            Pati na pewno nie przesadzaj z tym, że musisz zapewnić swoim dzieciom takie warunki jak rodzice, bo w ten sposób nie uwolnisz się nigdy.
            Moje dziecko na pewno pogorszyło sobie warunki zycia z dużego domu do małego mieszkanka.
            Ale on jest tu szczęśliwy, do mamy blisko, szuflada z niespodziankami na wyciągnięcie reki, w nocy można się wkulać do mamy do łózka bez potrzeby wołania i pokonywania schodów.
            Im dłużej jestem sama tym bardziej widzę, że dzieci nie potrzebują cudów tylko miłości i zainteresowania.
            A
          • altz Re: Mama na emigracji 04.03.13, 19:21
            mayenna napisała:
            > Stowarzyszenie Księgowych Polskich w Poznaniu organizuje kursy zawodowe na bard
            > zo dobrym poziomie.

            Też polecam. Znam osobę, która była w tym zupełnie zielona, a jest teraz dobrą księgową, po takim kursie w Poznaniu. Trochę kosztowało ją to pracy, ale dało się.
    • malgolkab Re: Mama na emigracji 04.03.13, 18:15
      Nie wyobrażam sobie zostawić dziecka, w szczególności takiego, którego jeden rodzic już zostawił... Jak u Was wygląda sprawa praw rodzicielskich, jeśli eks je ma, to właściwie wtedy on może chcieć przejąć osobistą opiekę nad dziećmi - dziadkowie nie mają praw do waszych dzieci. No i na koniec - wychowują rodzice, fajnie jeśli dziadkowie chcą i mogą pomóc, ale nic więcej.
      No i tu masz tych rodziców do pomocy, tam będziesz sama.
      Ja wyjechałabym tylko z dzieckiem w sytuacji gdy miałabym tam już "nagraną" pracę i lokum oraz kogoś z rodziny/znajomych na miejscu.
      • pati790 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 18:48
        ta emigracja tak mi przyszla do glowy, bo juz naprawdę nie wiem co robić. Dzieci swoich tez nie wyobrazam sobie zaostawić, ale czasami nie ma innego wyjscia na jakis czas. Nie mowie tez o sobie,w mojej rodzinie duzo bylo takich przypadkow, gdzie np. jeden rodzic wyjechal i dopiero poźniej sciagal rodzine do czegoś. Tutaj w domu rodzicow jest mi bardzo źle. psychicznie, bo jestem od nich jakby nie bylo zależna. Plus dochodzi takie poczucie niskiej wartosci, bo moi rodzice zapewniaja dzieciom wszystko, dobre warunki mieszkalne itp, a powinnam to uczynić ja...jednak wiem,ze mnie nigdy nie bedzie stac na taki standard zycia jak ich, nawet jak znajde lepiej platną prace...a dzieci już są przyzwyczajone do tego domu itp....
        • malgolkab Re: Mama na emigracji 04.03.13, 20:33
          pati790 napisała:

          > ta emigracja tak mi przyszla do glowy, bo juz naprawdę nie wiem co robić. Dziec
          > i swoich tez nie wyobrazam sobie zaostawić, ale czasami nie ma innego wyjscia n
          > a jakis czas. Nie mowie tez o sobie,w mojej rodzinie duzo bylo takich przypadko
          > w, gdzie np. jeden rodzic wyjechal i dopiero poźniej sciagal rodzine do czegoś.
          No właśnie - 1 z rodzców, Twoje dzieci już praktycznie tego 1 rodzica nie mają (z tego co kojarzę), więc to całkiem inna sytuacja.
          > Plus dochodzi takie poczucie niskiej wartosci, bo moi rodzic
          > e zapewniaja dzieciom wszystko, dobre warunki mieszkalne itp, a powinnam to ucz
          > ynić ja...jednak wiem,ze mnie nigdy nie bedzie stac na taki standard zycia jak
          > ich, nawet jak znajde lepiej platną prace...a dzieci już są przyzwyczajone do t
          > ego domu itp....
          Tak nie możesz myśleć, u mnie też się na razie nie zanosi, że zapewnię synowi to co moi rodzice zapewnili mi i bratu, co nie znaczy, że czuję się przez to gorsza. Patrzę też na to w ten sposób, że mama zrobiła karierę zawodową dopiero jak byliśmy odchowani, a tata ma zawód, w którym w miarę dobrze zaczyna się zarabiać po iluś latach wiecznego kształcenia się i pracy. Wszystko przed nami smile
        • altz Re: Mama na emigracji 04.03.13, 20:50
          pati790 napisała:
          > Plus dochodzi takie poczucie niskiej wartosci, bo moi rodzic
          > e zapewniaja dzieciom wszystko, dobre warunki mieszkalne itp, a powinnam to ucz
          > ynić ja...jednak wiem,ze mnie nigdy nie bedzie stac na taki standard zycia jak
          > ich, nawet jak znajde lepiej platną prace...a dzieci już są przyzwyczajone do t
          > ego domu itp....

          To nie jest aż tamie ważne dla dzieci, myślę, że bardziej sama to dostrzegasz, niż dzieci. Ja nigdy nie miałem własnego pokoju i jakoś nie było to dla mnie aż takie ważne, były dużo ważniejsze sprawy.
          U naszych dzieci, poprawiły się warunki domowe, ale jestem pewien, że wolałyby mieć oboje rodziców ze sobą, zresztą o tym rozmawialiśmy.
          Nie trzeba mieć wszystkiego, żeby być szczęśliwym. Nie przejmuj się tym aż tak.
          • pati790 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 21:29
            dziękuję Wam...i sie poryczałam.
    • xciekawax Re: Mama na emigracji 04.03.13, 18:16
      przyszla ci do glowy emigracjia, bo chcesz uciec od tej "klatki" w ktorej teraz jestes.

      Jednak od problemow nie uciekniesz. wpedzisz sie w depresjie (moze juz masz depresjie?)

      Postaraj sie rozwiazac problemy sama, tutaj. Np zaprowadz dzieci raz w tygodniu do dziadkow - i wtedy zrob sobie cos dla siebie - wyjdz z kolezanka na balety, idz na basen - cokolwiek - posiedz w domu - abys byla sama, i abys odpoczywala psychicznie.

      szukaj lepszej pracy. moze szybko nie znajdziesz, i dlatego nadal trzymaj ta obecna, ale jezeli nie szukasz to w ogole nie znajdziesz, a jezeli poszukasz - zawsze jest jakas szansa. To jest Twoje zycie, i jak go sobie nie poukladasz teraz to bedzie to sie za Toba ciagnelo.
      • pati790 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 18:42
        Dziękuje za dobre słowo.
    • zmeczona100 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 19:44
      I bardzo dobrze myślisz. Znaleźć pracę, mieszkanie, sprowadzić dzieci i... wreszcie żyć normalnie.
      Gdybym miała połowę swoich lat, żadna siła nie zatrzymałaby mnie w tym kraju bez perspektyw. I syn mój też tu nie będzie mieszkać ani pracować- oby do matury; ma tylko jedno życie i nie widzę żadnego powodu, dla którego nie miałby za pracę otrzymywac normalnego, godziwego wynagrodzenia i mieć w miarę zabezpieczoną starość.
      Naprawdę zazdroszczę dziś młodym, bo ja takich możliwości nie miałam (a kiedy się pojawiły, to miałam już rodzinę... uncertain )
    • kobieta306 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 19:57
      mieszkałam kilka lat za granicą i zawsze jest tak, że coś tu jest lepsze, a coś tam. Nigdzie nie jest idealnie. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Jednak na wszelki wypadek wyrok sądowy uzyskałam i w każdej chwili mogę w obrębie EU wyjechać wraz z dziećmi.
      Czy Twój mąż zgadza się na wyjazd?
    • mola1971 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 21:24
      Pati, nie przejmuj się aż tak bardzo tym, że Ty sama nie jesteś w stanie zapewnić dzieciom takiego poziomu życia jaki zapewniają im Twoi rodzice. To naprawdę nie jest teraz najważniejsze, choć domyślam się, że boli Cię to uzależnienie od rodziców.

      Moje dzieci mimo tego, że zapewniam im przyzwoity standard życia i niczego niezbędnego do życia, nauki i rozwoju im nie brakuje, żyją na dużo niższym poziomie niż ja i mój brat żyliśmy w dzieciństwie. Kiedyś mnie to bolało, ale mi przeszło. Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Ja i mój brat wychowywaliśmy się w domu, w którym było bardzo dużo pieniędzy i mieliśmy wiele, naprawdę zbędnych przedmiotów, ale mieliśmy też w domu piekło, bo rodzice toczyli wieczne wojny. Moje dzieci mają w domu spokój, a tego się nie da kupić za żadne pieniądze.

      Kiedyś, gdy jeszcze zawodowo stałam dużo niżej, a na wtedy jeszcze męża nie mogłam liczyć, moi rodzice bardzo mi pomagali materialnie. Teraz są już na emeryturze, starzy i schorowani i teraz ja im pomagam. Taka kolej rzeczy. Zatem nie obwiniaj się z tego powodu, że z pomocy rodziców korzystasz. Przyjdzie taki czas, w którym "dług" spłacisz.

      Wg mnie przy dwójce małych dzieci, które straciły już raz poczucie bezpieczeństwa z powodu rozwodu rodziców, pomysł z emigracją nie jest dobry. Lepiej skup się na razie na ich wychowaniu i na rozwoju zawodowym tutaj, w kraju. Szukaj nowej pracy, jeśli ta Cię nie satysfakcjonuje. Szukaj pracy, w której będziesz mogła się rozwijać i z czasem zarabiać coraz lepiej.
      • pati790 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 21:30
        Tak chyba będzie najlepiej, masz, macie rację. Dziękuje.
        • teuta1 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 22:20
          Czujesz sie zmęczona, zabetonowana w tym układzie z dziadkami i maluchami, i chciałabyś coś zmienić. Niejeden raz, gdy synowie się bili, a mała jęczała, bo była zmęczona i śpiąca, na podłodze walały sie resztki obiadu, buty chłopaków, a w przedpokoju zabijałam się o ich placaki, marzyłam o tym, żeby zwiać. Tak zwyczajnie po prostu nie czuć, nie widzieć, nie być padnietą, nie słuchać małej wyjacej syrenki. Wieczorami przechodziło. Posprzątene, dzieci umyte, w łóżkach. A ja padałam i nadal czasem padam na twarz. I czasem mi żal, że do każdego dziecka nie jest dołączona kapuła do wysyłania w kosmos na dobę. Potem już bym się za bardzo stęskniła, ale doba by mi się przydała. I to poczucie (choć sama tego wyboru dokonałam i zwykle go nie żałuję) że nie mam własnego życia, bo oni mi je skutecznie dezorganizująsmile. Ale maluchy rosną i z miesiaca na miesiąc jest coraz łatwiej. A twój przypadek jest trudny, bo jesteś mamą i córką w jednym domu, powoli, usamodzielnisz sie, jeszcze trochę to potrwa. No i kobietą jesteś, choć pewnie zwykle o tym zapominasz, jak większość samotnych mam...
          • mola1971 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 22:38
            Zmęczenie takie, że chwilami ma się dość przy małych dzieciach (przy dużych zresztą też, ale wyczerpanie fizyczne zastępuje psychiczne wink) to normalna sprawa. Tyle, że emigracją tego problemu się nie rozwiąże. Na emigracji dzieci będą dokazywać dokładnie tak samo, a może nawet bardziej, bo stracą swoje znane, oswojone środowisko.
        • justynany Re: Mama na emigracji 04.03.13, 22:23
          hej ja bylam w dokladnie takiej samej ssytuacji jak ty jeszcze 9 miesiecy temu, podjelam decyzje o wyjezdzie i w czerwcu wyjechalam do Anglii znalazlam prace odlozylam kase i po 6 miesiacach sciagnelam synka do siebie teraz jestesmy tutaj juz razem i jestem z siebie dumna ze daje rade zupelnie sama!!!! mama juz nie wcina mi sie w nic a ja jestem pania wlasnego losu no i moje dziecko wychowuje sama bez ciaglego przytykania mojej mamy ze cos robie nie tak! to w koncu moje dziecko i ja mam je wychowac a nie moja mama...
          • mola1971 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 22:30
            Justyna, z całym szacunkiem, ale nie byłaś dokładnie w takiej samej sytuacji jak Pati. Choćby z tego powodu, że masz jedno dziecko, ona ma dwoje. A to o 100% więcej smile
            • pati790 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 22:45
              no tak, z jednym dzieckiem jakos latwiej jest sie zorganozowac, przynajmniej tak mi się wydaje. Czasami mam takie myśli, ze mogłabym miec moja parke, ale osobno smile. 12 h jedno, potem zamiana i 12 drugie smile. dwojka i wiecej dzieci to już jest inaczej, oj inaczej....Gratuluje Ci Justyna,ze Ci sie powodzi, tak trzymaj smile
              • mola1971 Re: Mama na emigracji 04.03.13, 23:16
                Pati, zatem doceń to, że masz rodziców na miejscu i oni mogą (i jak się domyślam chcą) zajmować się wnukami, a sama rób sobie czasem "urlop" od dzieci (i rodziców) i brykaj gdzieś z przyjaciółkami. Choćby na kawę. Taki odpoczynek od codziennych, dzieciowych obowiązków powoduje, że się do nich z przyjemnością wraca wink

                Natomiast rodzice to po prostu inne pokolenie jest i nie licz na to, że Ciebie i Twoje decyzje kiedykolwiek do końca zrozumieją. Oni mają inne problemy, dla Ciebie pewnie czasem absurdalne.
                • kalpa Re: Mama na emigracji 05.03.13, 00:48
                  Pati, ja też zaliczam przygodę "samotna mama na emigracji". Więc może podzielę się paroma refleksjami...
                  Wyjechać jest stosunkowo łatwo, ale nie każdy się przestawia szybko a czasem nawet jest to bardzo, bardzo trudne. I nie da sie powiedzieć, że będzie to trwało tyle i tyle, odłożysz kasę i błysk, ściągasz dzieci. Czasem tak jest a czasem nie i na taką opcję trzeba się przygotować.
                  Mnie było ciężko, nie pokochałam tak od razu "mojego, nowego kraju", nie umiałam wchłonąć tego klimatu, męczyłam sięokropnie ale nie miałam alternatywy. I spotkałam wiele kobiet, które też długo czuły się bardzo wyobcowane.
                  Dużo zależy czy masz kogoś , kto byłby ci pomocny na początku, z kim przeszłabyś drogę załatwiania itp.
                  Może - jesli jesteś w stanie przyjechac na troche- sama zobaczysz jak jest tam, gdzie chcesz emigrować, jakie są REALNE możliwości W TWOJEJ SYTUACJI a nie wg wyliczeń znajomych/gazety/netu itp. No i ZAWSZE trzeba mieć ze sobą zaplecze finansowe, bo to po prostu podstawa. Chyba, że lubisz adrenalinę i skoki na banji wink
                  ja- po swoich doświadczeniach- zainwestowałabym najpierw w język. I- przepraszam, ale nie przekonują mnie stwierdzenia, że bez znajomości jezyka ludzie sobie świetnie radzą. Może, ale ja jednak lubię być dobrze zrozumiana, nie lubię się męczyć nie mogąc się wyrazić i potykając o podstawowe konwersacje.
                  Wszystko jest dla ludzie, tylko huraoptymizm ma swoją cenę.
                  pozdrawiam cię serdecznie i życzę dużo siły i znalezienia swojej szczęśliwej drogi.
    • lampka_witoszowska Re: Mama na emigracji 05.03.13, 08:49
      Pati, miotasz się mocno, może pora ustalić swoje własne priorytety i powolutku dążyć do osiągnięcia tego, co uznasz za najwazniejsze, a na co masz wpływ? a resztę odpuszczaj?

      dzieci wiecznie dziećmi nie będą, ten czas każdemu rodzicowi umyka, weź to pod uwagę...
      co sama byś wolała jako dziecko po rozwodzie rodziców i przy braku kontaktu z ojcem? dużo fajnych gadżetów czy mama do pogadania obok? i czy mama zdołowana, bo nie ma męża, miłości, kasy do rozpęku - czy mama zadowolona z tego, co jest?

      i jeszcze - jak się czuje dziecko, które nie widzi i nie słyszy zadowolenia mamy, że ono jest przy niej? mnie by zabolało
      • pati790 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 10:01
        Nigdy nie zostawilabym dzieci, nie porzucialabym ich. Jesli juz bym cos robila to z myślą o nich i ich lepszym życiu. Stad takie pomysły...ale juz mi się odniechcialo wszystkiego, czuje sie jakbym miala zwiazane ręce. Dom rodzinny źle na mnie wpływa, bardzo źle. Czuję się w nim nikim.
        • blue_ania37 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 10:23
          Pati!
          Nie wiem, jak masz w domu, ja wiem, że jestem na tyle dorosła i tak długo mieszkam poza domem rodzinnym, że nie wyobrażam sobie tego jakby to było gdybym mieszkała z rodzicami.
          Natomiast wiem, że gdybym się na to zdecydowała miałabym o wiele prościej, łatwiej.
          Życie w pojedynkę z dziećmi ( ja mam tylko jedno ) jest dość ciężkie, wszystko z zegarkiem w ręku, bo przedszkole jest czynne tylko do 17, nikt nie kupi za ciebie chleba i wiele innych rzeczy.
          Korzystaj z tego, że możesz łapać oddech, że jest ktoś kto ci pomaga i chce.
          A ty w tym musisz znależć miejsce i przestrzeń dla siebie.
          Na początku jest trudno, bo niekiedy człowiek się musi zmuszać, ale z czasem poukładasz sobie, przede wszystkim poukładaj siebie.
          A
          • pati790 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 10:49
            Muszę dać trochę na wstrzymanie, jak zwykle smile

            muszę być silna, nie ma łatwo smile
    • tricolour Emigracja to nie Raj... 05.03.13, 09:15
      ... gdzie chodzi się nago i zajada smaczne owoce. Trzeba mieć pomysł na siebie.

      "Są niesamowite dziewczyny na studiach, mające szansę niebywałego rozwoju - mądre, wrażliwe, ''naczytane''. Nagle zjawia się byle jaki facet, bo widzę, że jest byle jaki, i te dziewczyny rzucają dla niego wszystko. Zdradzają siebie. Oddają się komuś, komu nie warto poświęcać życia. Mając tyle świetnych i świetlnych lat przed sobą, sprzedają coś, co mogłoby je ponieść w lepsze życie, i wcale nie straciłyby przy tym miłości. A może przyszłaby lepsza."
      • mayenna Re: Emigracja to nie Raj... 05.03.13, 09:28
        Tri, profesor Mikołejko jest w błędzie wygłaszając to zdanie. A najlepszym przykładem jest jego życie: nie uporał się z osobistymi traumami do dziś i do dziś czeka na miłość. Kategoria 'lepsze' nie istnieje w życiu.
        Moim zdaniem twoja sygnaturka jest bzdurna. Każda miłość, związek to doświadczenie i lepiej je mieć niż nie mieć bo to rzutuje na przyszłe wybory. Żeby wiedzieć, że coś jest 'lepsze' lub 'wystarczająco dobre' trzeba mieć punkt porównania. Bez doświadczeń nie ma. Dlatego on ze swoim doświadczeniem widzi to, a studentki zobaczą w przyszłości.
        Jak pan profesor nie rozumie tak oczywistych rzeczy to dla mnie nie jest żadnym autorytetem.
        • tricolour Może pan profesor rozumie, może nie rozumie... 05.03.13, 16:16
          ... ale profesury za zarost nie dostał. Dostał za pracę, także naukową i w takim wymiarze powinien być autorytetem dla każdego gorzej wykształconego - dla znakomitej większości ludzi, którzy profesorami nie są i nigdy nie będą.

          I tak też sobie myślę, że skoro zdanie profesora budzi u Ciebie spore emocje, to może on trafił ze swoją diagnozą, w tym zdaniu, które cytowałem?

          A tak BTW: to moim zdaniem wózkowe wcale nie po to rodziły dzieci, by nabyć szczególnych praw. Ale gdy widzę wózkową pchającą się bez kolejki do kasy z dzieckiem na ręce, a która może dzieciaka zostawić w wózku, razem z ojcem, w spokoju, bez pośpiechu, bez tłoku, to odnoszę wrażenie, że xuj z dzieckiem skoro można przeleźć bez kolejki.
          • wawrzanka Re: Może pan profesor rozumie, może nie rozumie.. 05.03.13, 19:18
            tricolour napisał:

            > ... ale profesury za zarost nie dostał. Dostał za pracę, także naukową i w taki
            > m wymiarze powinien być autorytetem dla każdego gorzej wykształconego

            Powinien być autorytetem, bo jest profesorem? Przez przypadek zgadzam się z cytatem, ale nie dlatego, że to zdanie profesora. Lecz dlatego, że kobiety wciąż marnują swój potencjał wpadając w pierwsze lepsze ramiona jak muchy w pajęczynę. Co więcej: działają w ten sposób na szkodę rodzaju męskiego. Gdy młoda dziewczyna oddaje się (lubię to staroświeckie określenie) byle jakiemu facetowi on już nie musi się starać i dalej jest byle jaki i taki pozostanie aż do rozwodu. Bo rozwód jest niestety dość prawdopodobny u autorki wątku.

            Dobrze by było, gdyby dziewictwo na powrót stało się trendy. Dobrze by było, gdyby młode dziewczyny stały się otwarte na doświadczanie siebie i świata inaczej, niż w męskich ramionach. Męskie ramiona są cudowne, ale młode dziewczyny nie powinny w nie wpadać jak w sidła. Najpierw powinny oswoić się ze światem. Tylko kto im to uświadomi? Stary profesor raczej nie. To my, rozwódki powinnyśmy wink
            • wawrzanka Re: Może pan profesor rozumie, może nie rozumie.. 05.03.13, 19:23
              wawrzanka napisała:

              > Bo rozwód jest niestety dość prawdopodobny u autorki wątku.

              Przepraszam Pati, oczywiście nie chodziło o Ciebie, tylko o małgosiapor. Myślałam, że to w tamtym wątku, bo przed chwilą go przeglądałam. Pewnie to już demecja starcza się u mnie odzywa smile
              • wawrzanka demencja n/t 05.03.13, 19:25
                demencja... wink
          • mayenna Re: Może pan profesor rozumie, może nie rozumie.. 05.03.13, 19:39
            O dorobku pana profesora nie wiem nic bo on zaistniał jako gwiazda jednego sezonu, bywa po telewizjach śniadaniowych i udziela wywiadów nie do pism branżowych. Możliwe, że to jego przemyślana strategia promocji książki, ale przyznasz, że nie jest to skierowane w takim razie do środowiska naukowego, czy bazującego na wykształceniu.

            Moje emocje budzi fakt, ze inteligentny, krytyczny człowiek, nabrał się na takie plewy podpisane nazwiskiem z tytułem naukowym.

            Wawrzanko, myślę, że kobiety niekoniecznie zdają sobie sprawę, że mężczyzna którego kochają jest byle jaki. Może te kryteria dla mężczyzn są zaniżone, a od dziewczyn się wymaga więcej i stąd te dysproporcje?
            I tu mamy doskonały przykład profesora Mikołejki. Jaka byłaby reakcja środowiska naukowego, a i innych ludzi, gdyby takie mądrości promowała kobieta - profesor?
            Ten drugi cytat pokazuje tylko że pan Mikołejko nie miał rodziny, męża i małego dziecka bo nie bardzo wie o czym mówi.
            • tricolour Ja się na nic nie nabrałem... 05.03.13, 20:03
              ... bo najzwyczajniej podzielam jego pogląd.

              Ty zresztą też: "Wawrzanko, myślę, że kobiety niekoniecznie zdają sobie sprawę, że mężczyzna którego kochają jest byle jaki" - jeżeli na małżeństwo decyduje się osoba, która niekoniecznie zdaje sobie sprawę z kim bierze ślub, to tylko sama może mieć do siebie pretensje gdy związek runie. Mikołejko nazywa to dosadnie i precyzyjnie.

              A że się nie podoba? Nie musi.
              • anbale Re: Ja się na nic nie nabrałem... 05.03.13, 21:01
                Zgadzam się z profesorem, że zdarzają się takie przypadki, chociaż nie generalizowałabym.
                Sama na własne oczy widziałam, jak parę zdolnych koleżanek gnało jak oszalałe do ołtarza, rzucając studia i wszelkie inne możliwości życiowe.
                To chyba kwestia kodu kulturowego. Kobieta bez chłopa czuje się "niepełna", winna, że zajmuje się sobą, swoim rozwojem, jakie to egoistyczne- rodzina ciosa kołki na głowie, kiedy mąż, kiedy dzieci, nie możesz się tak skupiać na karierze, bo latka lecą, zegar biologiczny bla bla bla
                Trzeba naprawdę dużej determinacji, żeby się nie ugiąć, żeby nie zwątpić w swoją kobiecość mimo wszystko.
                Poza tym wiele kobiet wychodzi z domu rodzinnego z takim strasznym deficytem emocjonalnym, że każde byle zainteresowanie biorą za "wielką miłość" . I te upiorne kobiece przekonanie "przy mnie na pewno się zmieni" i harlekinowy kicz wylewający się z mediów i seriali...Można się pogubić.
                • tricolour Serio mówiąc... 05.03.13, 21:06
                  ... to ja też bez kobiety czuję się niepełny. Bez cudzysłowu. I także mi zegar biologiczny tyka.
    • kobieta306 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 09:32
      Jeśli chciałabyś faktycznie emigrować to powinnaś poczynić przygotowania, które trwają zazwyczaj kilka miesięcy, poczynając od pisemnej zgody byłego męża na wyjazd, a na przetłumaczeniu wszelkich potrzebnych dokumentów kończąc. Tymczasem Ty nic w tym kierunku nie robisz. Przyczyna tkwi w czymś innym. Ty chcesz uciec, byle gdzie, byle jak, bo tutaj sufit spada Tobie na głowę.
      Emigracja nie jest rajem. Jest po prostu życiem w innym miejscu. Tak samo trudnym albo trudniejszym. Ludzie, którzy piszą, że DOPIERO na emigracji żyją normalnie ... pytam zatem jak "dziadosko" ci ludzie musieli żyć w Polsce, skoro dopiero emigracja okazała się rajem.
      • pati790 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 09:57
        wiem, ze musialabym się do wszystkiego przygotowac i narazie nie robię nic, bo nie podjelam decyzji. Wczoraj dopadł mnie mega dół, nie widze wiekszych perspektyw dla siebie tutaj. Jestem jeszcze dosc mloda, znam język, myślę, ze moglabym sobie ulozyc życie gdzieś gdzie życie nie przypominałoby trwania. Mam dzieci, więc nie jest to takie proste, po dłuzszym zastanowieniu sie i po waszych postach jednak nie jestem już taka pewna czy to dobry pomysł...Co nie zmienia faktu,ze dół nie minął smile

        Teuta uzyla fajnego sformułowania, czuję się "zabetonowana" w obecnej sytuacji.
      • szpil1 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 20:00
        kobieta306 napisała:

        >
        > Emigracja nie jest rajem. Jest po prostu życiem w innym miejscu. Tak samo trudn
        > ym albo trudniejszym. Ludzie, którzy piszą, że DOPIERO na emigracji żyją normal
        > nie ... pytam zatem jak "dziadosko" ci ludzie musieli żyć w Polsce, skoro dopi
        > ero emigracja okazała się rajem.

        Czytam to forum, chyba jeszcze nigdy się tu niewypowiadałam, ale tu odpowiem: wyjechałam kilka lat temu, żałuję, że nie wcześniej. Jak mi się żyło w Polsce - jestem z zawodu kosmetyczką - praca z umową na pół etatu, w umowie minimalna pensja. W rzeczywistości - praca minimum 8 godzin dziennie + każda sobota. Wypłata - procentowa od obrotu, średnio 800 zł. Próbowałam znaleźc pracę w zawodzie z umową na cały etat - zawsze albo warunki takie jakie już miałam albo praca na czarno albo ewentualnie własna działalnośc. Którą też przerabiałam z takim skutkiem, że co miesiąc płaciłam ZUS z opóźnieniem. Bo właściciele sieci salonów (znanych w całej Polsce zresztą) z którymi współpracowałam nigdy nie wypłacali należności na czas, chociaż obroty dzienne jednego tylko z ich salonów wynosiły nawe 4 tysiące dziennie. Po kilku miesiącach się poddałam i z tej współpracy zrezygnowałam. Na szkolenia i kursy, by podnieśc kwalifikacje nie było mnie stac. Bo i jak, kiedy te naprawdę wartościowe kosztowały od ponad tysiąc zł, a mnie po opłaceniu mieszkania, rachunków itd zostawało 200 - 300 zł? Urlopu płatnego nie miałam nigdy - proste, nie pracuję, salon nie zarabia, nie zarabiam ja. Po wyjeździe znalazłam pracę zupełnie nie związaną z zawodem kosmetyczki, mam każdą sobotę wolną, mam bez łaski płatne urlopy, jeżdżę na kursy związane z moimi zainteresowaniami. I takie zwykłe rzeczy mnie cieszą. I tak, emigracja nie jest rajem ale dla mnie, osobiście, jest czymś dobrym.
        • tricolour Nie możesz się dziwić... 05.03.13, 20:09
          ... skoro Polak ma w genach brak lojalności. Objawia się ona tym, że Polak kupi tańsze i uważa - dureń jeden - że zrobił sobie dobrze, bo nie przepłacił za krajowe. Potem - dureń jeden - dziwi się, że w kraju nie ma pieniędzy. Ludzie nie chodzą do knajp, bo nie mają za co. Ani do kosmetyczek, bo nie mają ani za co, ani takiej nawet potrzeby. Bo potrzeby też nie ma za co wysmakować.
          • blue_ania37 Re: Nie możesz się dziwić... 05.03.13, 20:16
            Mam nadzieję, że mówisz tri o sobie a nie o ogóle.
            Bo ja uważam, że jestem za biedna, żeby używać tandetnej pasty do zębów bo wolę wydać na nią niż na dentystę.
            Na knajpę jak mam ochotę stać mnie.
            Jestem też za biedna żeby kupować badziewne buty i ciuchy, wolę jedne porządne dżinsy, które starcza na długo niż 5 par na dwa miesiące.
            Ta samą zasadę stosuję do dziecka, na razie się sprawdza.
            Dobra kosmetyczka obroni się nazwiskiem i doświadczeniem i nie musi dokładać do interesu ( przyjaciółka jest kosmetyczką i znam trochę tych dziewczyn ), jeśli kobieta fajnie maluję paznokcie to pocztą pantoflową pójdą za nią jej dobre "uczynki".
            A
            • szpil1 Re: Nie możesz się dziwić... 05.03.13, 20:30
              blue_ania37 napisała:


              > Dobra kosmetyczka obroni się nazwiskiem i doświadczeniem i nie musi dokładać do
              > interesu ( przyjaciółka jest kosmetyczką i znam trochę tych dziewczyn ), jeśli
              > kobieta fajnie maluję paznokcie to pocztą pantoflową pójdą za nią jej dobre "u
              > czynki".
              > A

              To juz zupełnie OT smile. To prawda, że do dobrej kosmetyczki ludzie będą przychodzic. Tylko, że zanim klientów bedzie dużo - mija sporo czasu. Mnie nie było stac na to, by otworzyc własny gabinet. Tak więc musiałam zatrudnic się u kogoś i zanim miałam wierne klientki, wracające do mnie, musiałam swoje odcierpiec. To zresztą złożony temat, bo pod uwage trzeba by wziąc wszystko - jak długo istniał dany gabinet, w jakim mieście, także podejście do tematu szefa. Kiedyś chciałam inwestowac w siebie, po rozmowie z szefową pojechałam na kurs przekłuwania brwi, pępka itd. Ja opłaciłam kurs, szefowa miała kupic potrzebne narzędzia. Wydałam uzbierane ostatnie oszczędności - po czym szefowa oznajmiła, że jednak nie kupi niczego. A ja już nie miałam pieniędzy, by albo kupic potrzebne rzeczy albo by iśc na inne kursy. I naprawdę chciało mi się wtedy płakac. Bo dla kogoś te kilkaset złotych włożone w kurs to pewnie były śmieszne pieniądze. Dla mnie - moje całe oszczędności.
              A moja koleżanka znalazła pracę w nowo otwartym gabinecie. Po pierwszym miesiącu dostała całe 120 zł (sto dwadzieścia, żeby nie było nieporozumienia). I nieważne, że jest dobra. Nowy gabinet, mało klientów, w ciąu miesiąca cudu nie będzie. I nikogo nie obchodzi z czego ona będzie żyła.
              • blue_ania37 Re: Nie możesz się dziwić... 05.03.13, 20:36
                Okej, masz swoje doświadczenia ja swojesmile
                Znam dziewczyny po szkole kosmetycznej w Poznaniu.
                Nie trafiły na jakieś dziwne zakłady w których im nie płacono, miały dobry papier w reku.
                Każda dobrze żyje, nie o to chodzi, że zarabia 10 tys, ale żadna nie jest okłamywana.
                Dostają normalne pieniądze, jedna bez żadnych problemów dostała prace w Gdańsku, gdzie zyskała w ciągu 3 lat opinię jednej z najlepszych kosmetyczek.
                A
                • szpil1 Re: Nie możesz się dziwić... 05.03.13, 20:44

                  blue_ania37 napisała:

                  > Okej, masz swoje doświadczenia ja swojesmile
                  > Znam dziewczyny po szkole kosmetycznej w Poznaniu.
                  > Nie trafiły na jakieś dziwne zakłady w których im nie płacono, miały dobry papi
                  > er w reku.

                  No dokładnie. Ja mam swoje doświadczenia, znam ten zawód z autopsji. Ty masz swoje znajome, ja swoje koleżanki z różnych szkół. Też z dobrymi papierami. Większośc już w zawodzie nie pracuje, po dwóch - trzech latach wycofały się widząc z czym ten zawód się wiąże. I jak się pracuje. O czym często klienci nie wiedzą.
            • tricolour Mówię generalnie, nie o sobie... 05.03.13, 21:10
              ... i generalnie oczywiście świetny jest Elmex. Tyle, że kupując ten Elmex finansujesz szwajcara, a przez to nie finansujesz krajowej produkcji, która bez Twoich pieniędzy nigdy nie wyprodukuje czegoś o jakości Elmexu. I tak jest ze wszystkim więc nie ma co jęczeć, że jest biednie gdy każdy leci z wywalonym jęzorem za granicę, by tam oddać zarobione przez siebie pieniądze.
              • blue_ania37 Re: Mówię generalnie, nie o sobie... 05.03.13, 21:14
                Czy ja wpuściłam elmex na polski rynek?
                Odwracasz kota ogonem.
                Kupuje go w Polsce, w polskim sklepie, zabraniam polskiej firmie wyprodukować lepszej pasty?
                Oprócz tego kupuje wiele produktów rodzimych, regionalnych na pewno polskich.
                Co to ma do rzeczy?
                A
                • tricolour Nie, nie zabraniasz... 05.03.13, 21:25
                  ... produkować lepszych past. Ale żeby je wyprodukować, to trzeba wybudować laboratorium tu i tam, potem wykształcić setkę specjalistów, którzy latami będą się uczyć zanim wyprodukują tą lepszą pastę. Na to wszystko potrzeba pieniędzy, góry pieniędzy, ale ich nie ma i nie będzie bo dureń wydaje na szwajcara.

                  Podobnie z tą kosmetyczką. Ona uciekła po zarobek za granicę, bo Polak nie pójdzie już do kosmetyczki skoro wydał pieniądze na Szwajcara, Niemca czy Japończyka z telewizorem. Proste jak drut.
                  • pati790 Re: Nie, nie zabraniasz... 05.03.13, 21:30
                    uwielbiam to forum big_grin

                    Bez ironi naprawdę szczerze, zdrowo się uśmiałam smile
                    • tricolour Na Twoim miejscu bym sie nie śmiał... 06.03.13, 08:57
                      ... bo sama boleśnie doświadczasz prostego równania ekonomicznego:

                      Ilość pieniędzy w kraju = możliwości wytwórcze - minus eksport pieniądza za granicę.

                      Jeśli zliczysz importowane samochody, paliwa, surowce, komputery, "kremy", hipermarkety, słowem: wszystko to, co kupujemy, a nie wytwarzamy - to to jest Twoje wynagrodzenie.
                  • blue_ania37 Re: Nie, nie zabraniasz... 05.03.13, 21:33
                    Ale tu już mówimy o globalnej polityce.
                    Mówisz, że trzeba nowe, lepsze laboratorium i mówie oki.
                    Ale czy ktoś zabrania wybudować?
                    Przecież na tym forum nie raz usłyszałam, że należy brać własne sprawy we własne ręce.
                    Nie mam patrzeć na przeszłość, na moralność i na obietnice.
                    Więc skoro ja taka "malutka" muszę sobie poradzić, to wierze, że firma której będzie zależało tez sobie poradzi.

                    Z kosmetyczkami nie zgadzam się, ale to moja subiektywna ocena, jeżeli kobieta chce i widzi że to się opłaca na jej cerę, kilogramy, pory, cellulitis i tu sobie możemy wsadzić miliony jeszcze rzeczysmile wyda wiele pieniędzy.
                  • pati790 Re: Nie, nie zabraniasz... 05.03.13, 22:12
                    Tri a medycyna estetyczna czy chirurgia palstyczna? tam tez nikt nie chodzi, bo nikogo nie stać? Te miejsca mają się świetnie, kosmetyczka to nizszy stopien wtajemniczenia, czymże jest 200 zł na mikrodermabrazje przy kosztach w miejscach, ktore wymienilam, a kobiety potrafia uzbierac pieniadze, aby poprawic swój wygląd, nie tylko kobiety.
                    • lampka_witoszowska Re: Nie, nie zabraniasz... 06.03.13, 07:33
                      ale to jest bez sensu - miałabym kupić polski byle jaki krem, żeby potem musieć iśc do kosmetyczki ratować cerę?
                      z punktu widzenia polityki może i sensowne, z mojego punktu widzenia idiotyczne, wolę dobry krem

                      ps. i sama klaskałabym byłym mężom, którzy by pisali posty o treści: ta idiotka podrzuca mi dziecko, bo musi latać do kosmetyczki ratowac polską gospodarkę, którą powinni zajmowac się ci, co zarabiają na trosczeniu sie o tę gospodarkę...
                      • tricolour Masz rację jest bez sensu... 06.03.13, 08:53
                        ... z właśnie z punktu widzenia Polaka, który od tysiąca lat nie wyrobił w sobie poczucia przynależności do społeczeństwa. Do żołnierki gdy wróg u bram - to tak. Do społecznego życia w pokoju - nie. I z tego powodu Twoi (moi także) przodkowie woleli prywatę, która dziś skutkuje Twoją chęcią posiadania dobrego kremu natychmiast, a przełoży się na dzieci okradane w zachodnich korporacjach, a którym się wmówi, że praca jest najważniejsza.

                        Gdy kremy wymyśla się (czytaj: centrum intelektualne) za granicą, a prostą produkcję maszynową ekspediuje do kraju gdzie jest tania siła robocza, to właśnie zdanie: "z punktu widzenia polityki może i sensowne, z mojego punktu widzenia idiotyczne, wolę dobry krem" nabiera szyderczego wymiaru.

                        Ale to takie "przy okazji" dywagacje.
                        • zegnaj_kotku Re: Masz rację jest bez sensu... 06.03.13, 09:41
                          Tri a Ty Polonezem jeździsz? czy też w ogóle zrezygnowałeś z samochodu?
                          • tricolour Kiedy zakończono produkcję Poloneza? 06.03.13, 10:50
                            Dziesięć lat temu. Jeździłem nim, owszem. Potem nie jeździłem, bo przestał być produkowany więc i sensownie serwisowany. A przestał być produkowany, bo barany rzuciły się na Daewoo, które się w końcu napasło i wróciło na Daleki Wschód.

                            Mamy jakieś samochodowe biuro konstrukcyjne?
                            • zabelina Re: Kiedy zakończono produkcję Poloneza? 06.03.13, 11:02
                              tricolour napisał:
                              > Mamy jakieś samochodowe biuro konstrukcyjne?

                              www.mmpoznan.pl/435278/2012/12/22/powstaje-projekt-nowej-warszawy-auto-ma-miec-mocnego-kopa?category=news
                        • lampka_witoszowska Re: Masz rację jest bez sensu... 06.03.13, 09:47
                          dla ciebie to może ma szyderczy wymiar, ale że w naszym kraju, mając taki potencjał intelektualny, nie opracowuje się dobrych kremów, to ja się dziwię zwyczajnie - bo to dopiero przekłada się na naszą polską prywatę zamiast uczenia dzieci (jak dużo rodziców, mam nadzieję, już jednak czyni): jak coś robisz, rób to najlepiej jak się da

                          dużo jest i takich, którzy oczekują (szczególnie posiadacze prywatnych firm), że zatrudnią cyborgów, dla których nic nei będzie wazne poza pracą i firmą - od typowego wyścigu szczurów i zastraszania zwolnieniami trzymam się z daleka

                          a ty, proszę bardzo, możesz ponosić odpowiedzialność za wychowanie niektórych dzieci (również na zachodzie) w imię hasła: arbeit ueber alles, ale ja jestem zwolenniczką filozofii mikroświatów - bo tak naprawdę mogę wpływać poprzez rozmowy na znajomych, na ludzi, z którymi mam realny kontakt, nawet na ludzi z netu
                          • anbale Re: Masz rację jest bez sensu... 06.03.13, 10:20
                            Nie wiem, skąd czerpiesz informacje, że w Polsce nie robi się dobrych kremów. Otóż robi się, normy dla kosmetyków w Polsce są mocno wyśrubowane i kosmetyki są o wiele "czystsze" , nie nawalone tak chemią jak te zachodnie.
                            W tej chwili wysokiej jakości komponenty nie są szalenie drogie, stąd Polskie kosmetyki są tańsze. W przypadku zachodnich kosmetyków ich cena to głównie koszt reklamy, wynajęcia supermodelki jako twarzy kampanii itp. A jedna z bardzo popularnych marek w Polsce, dość droga, pogardzana nieco w Niemczech- bije rekordy świata w wywoływaniu alergii, mają mnóstwo spraw w sądzie. Do Polski nie docierają te infomacje. Jednej mojej koleżanek zapuchły dość mocno oczy po użycie super eskluzywnego kremu z tej półki, grzecznie zwrócili jej kasę w Sephorzei wcisneli gratisy, żeby się nie miotała po sądach i gazetach.
                            • lampka_witoszowska Re: Masz rację jest bez sensu... 06.03.13, 10:25
                              nie wiem, o jakich markach mówisz i o jakich reklamach, bo nie mam tv smile
                              jakoś żal mi czasu na szpikowanie się podanymi przez Ciebie njusami wink

                              skoro znasz dobry polski krem i go używasz, to ja się bardzo cieszę i powodzenia życzę, szczerze, ale pozwolę sobie mieć swoje zdanie po przetestowaniu kilku - nie jest to więc, jak widzisz, temat, w którym "czerpię informację" - sprawdzam, wyciągam wnioski i już, takie to proste smile
                              • anbale Re: Masz rację jest bez sensu... 06.03.13, 10:30
                                Wyraziłam jedynie zdziwienie, że skoro "nie szpikujesz" się njusami, to skąd masz takie kategoryczne sądy.
                                Używaj sobie, co Ci pasuje, przecież kompletnie nie o tym pisałam.
                      • zabelina Re: Nie, nie zabraniasz... 06.03.13, 10:33
                        lampka_witoszowska napisała:

                        > ale to jest bez sensu - miałabym kupić polski byle jaki krem, żeby potem musieć
                        > iśc do kosmetyczki ratować cerę?
                        > z punktu widzenia polityki może i sensowne, z mojego punktu widzenia idiotyczne
                        > , wolę dobry krem
                        Tak trochę off-topic.
                        Nie wiem skąd Ci się wziął poglad, że polskie kremy nie są dobre?
                        Polskie firmy produkują bardzo dobre jakościowo produkty, które znane sa również poza granicami Polski. Firma Oceanic i Dr Eris sprzedają swoje wyroby do ponad dwudziestu krajów na całym świecie, miedzy innymi na wymagajacy rynek amerykański. Rewelacyjne kremy produkuje firma Dermika, która fakt faktem została kupiona przez szwedzki koncern farmaceutyczny. Sama stosuję polskie kosmetyki Ivostin, które uważam za zdecydowanie lepsze od dużo droższych zagranicznych z tej samej "półki" produktowej.
                        • mola1971 Re: Nie, nie zabraniasz... 06.03.13, 11:58
                          Ależ oczywiście, że polskie kremy są bardzo dobre. Poza wspomnianymi przez Ciebie firmami, rewelacyjne i tanie są kosmetyki Ziaja i Eveline. Przy czym Ziaji dużo lepsze od produktów dostępnych w sklepach, są te sprzedawane w aptekach. Ziaja ma taką politykę, że część linii sprzedaje wyłącznie w aptekach.

                          Tylko raz w życiu popełniłam błąd i kupiłam bardzo drogi (kilkaset złotych) krem bardzo znanej światowej marki. Takiego uczulenia po nim dostałam, że szkoda gadać uncertain Po polskich kremach jakoś nigdy mnie nie wysypało.
                          • ewela1_1 Re: Nie, nie zabraniasz... 07.03.13, 08:58

                            Z polskich kosmetyków tez jest dobra firma Fitomed- producent ziołowych środków pielęgnacyjnych i kosmetyków naturalnych.


                            -------------
                            "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                            "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                          • recc Re: Nie, nie zabraniasz... 08.03.13, 10:56
                            Zgadzam się - ja uwielbiam jeszcze Eveline za to, że swoich kosmetyków nie testuje na zwierzętach. Uwielbiam zarówno ich linię kosmetyków do pielęgnacji, jak i kolorówkę. Dobra jakość, a normalnej cenie
                        • lampka_witoszowska Re: Nie, nie zabraniasz... 06.03.13, 11:59
                          ale ja już napisałam, skąd mi się wziął pogląd smile
                          no, wziął mi się i mam, jaki mam - podobnie jak Ty swój. I Anbale swój. I mam się Was czepić, że macie swój dziwaczny jak dla mojej cery pogląd, czy co? no, bez sensu big_grin

                          ps. off topic - jak muszę napisać, że polskie jest najlepsze, to proszę dyrektywę kierować wprost big_grin
                          • kobieta306 Re: Nie, nie zabraniasz... 06.03.13, 12:14
                            Najlepsi to są polscy mężczyźni, a nie tam kremy jakieś big_grin

                            • lampka_witoszowska Re: Nie, nie zabraniasz... 06.03.13, 12:17
                              nie zaczynaj big_grin
                              • kobieta306 Re: Nie, nie zabraniasz... 06.03.13, 12:26
                                dobry, bo polski big_grin
        • kobieta306 Re: Mama na emigracji 06.03.13, 12:29
          szpil1 napisała:
          Po w
          > yjeździe znalazłam pracę zupełnie nie związaną z zawodem kosmetyczki,


          to po co to całe kształcenie w tym kierunku?
          Kosmetyczki, fryzjerki np. w Niemczech to super opłacalny zawód.

          W Polsce nie było ABSOLUTNIE ŻADNEJ możliwości znalezienia pracy w innym zawodzie?
          Próbowałaś?

    • kobieta306 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 10:28
      Nafukałaś na mnie, a ja Ciebie Pati, wbrew pozorom, bardzo dobrze rozumiem.
      Gdyby na Twoim miejscu znalazł się jakiś pasożyt, to czułby się w tej sytuacji rodzinnej (dom rodzinny, zaradni rodzice itd.) komfortowo. Ty szukasz, chcesz zmian, niezależności, a to świadczy bardzo dobrze o Tobie. Nie dasz swoim dzieciom na chwilę obecną wszystkiego. Nigdy prawdopodobnie nie dasz. I co z tego??? Miłość, czas, zaangażowanie - tego nie przeliczysz. Dziękuj Bogu, że masz rodziców zdrowych i chętnych do pomocy, choć oni Ciebie może irytują.

      • pati790 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 10:42
        Przepraszam Cię, ale poczulam sie troche jakbys dala mi w twarz smile. Moze źle odebralam Twoj pierwszy post.smile Przewraźliwiona jestem uncertain

        Dzięki i doceniam mądre radysmile
        • kobieta306 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 10:59
          po prostu nie to chciałaś przeczytać.

          Postaraj się w domu stworzyć strefę dla siebie, i dosłownie i w przenośni. Coś w co Twoja matka nie będzie ingerowć. Porozmawiaj z nią. Powiedz jej co czujesz. Podziękuj ale też powiedz, źe potrzebujesz swojej wolności. Może ona to jednak zrozumie.
          • pati790 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 11:17
            Moją jedyną intymną strefą w tym domu jest łazienka smile W domu są 3 smile. Mam ją całą dla siebie i dzieci oczywiście smile zawsze coś smile))))). A tak serio, to ciezko bedzie porozmawiać, to nie ten typ Mamysmile Pani domu jest tylko jedna smile Żelazna Dama smile
            • lampka_witoszowska Re: Mama na emigracji 05.03.13, 11:29
              mnie stopowanie żelaznej damy zajęło kilka lat, walka przeniosła się i do mojego domu, bo żelazne damy nei znają granic - póki wyraźnie nei powiesz: stop

              ja zapłaciłam kompletną samodzielnością, równiez do chorego dziecka po moich nieprzespanych nocach mama nie przełamała się przyjechać - ale mówienie prawdy wprost, daje efekty - i świat się od tego nie zawali

              im ona glosniej, tym Ty ciszej

              ale to swoje podejście potrzebujesz zmienić, świat się do tego po prostu będzie musiał przystosować - zobacz w sobie dorosłą, mądrą kobietę (to najtrudniejsze), która umie spokojnie mówić, czego chce, dlaczego i że to dla wszystkich będzie ok - a wtedy nie będzie miejsca na włażenie Ci na głowę
              • pati790 Re: Mama na emigracji 05.03.13, 11:41
                Moja mama juz się nie zmieni, jedynie co mogę zrobić to zmienić siebie, a wiec zgadzam sie z tym co napisałaś. Ciezko jest dojsc do rownowagi jesli się tkwi w tej skorupie, dlatego najlepiej byloby sie wyprowadzić...Jesli cos Cie niszczy zostaw to!. A z drugiej strony- nie dalabym sobie rady- i kółko się zamyka. Ja i tak naprawde dobrze sie trzymam,ze jeszcze nie zwariowałam smile. Do tego eks w ogole mi nie pomaga.

                Dobrze, ze chociaz słonce świeci smile
    • tricolour Darmowa polska próbka odpada... 06.03.13, 15:58
      ... bo jest polska i darmowa. Szczególnie ważne, że polska - przez to najbardziej odpada.

      Jedna rzecz mnie dziwi: że można beztrosko uważać, że polski krem jest z definicji byle jaki. Jeśli on jest rzeczywiście byle jaki, bo jest polski, to oznacza, że i gęba pod ten krem jest byle jaka, bo polska - to jest oczywista zależność: dobra gęba nie może wyprodukować celowo byle jakiego kremu.

      To po co wydawać kasę na drogi krem gdy gęba byle jaka? A że bylejakość jest z definicji, to żaden krem nie pomoże.
    • lampka_witoszowska Re: Mola :) 06.03.13, 18:33
      dzięki, tego nie wypróbowałam, a że próby skończyłam szczęśliwie na Vichy własnie, to chętnie spróbuję, a co - a jeszcze jak próbki są, to już pełnia szczęścia, nie wyrzucę kolejnego słoiczka smile

      ps. jak to jest, że Mola umie rozmawiać, a panie z tri na ogonku wariują, jakby temat był tego wart smile naprawdę możecie próbować wyżywać się na priv zamiast żółcią sie publicznie zalewać - i lepiej wszystko można mi wygarnąć, a nie przy okazji byle kremów usiłować gryźć jak szczerbaty suchar big_grin
      • kobieta306 Re: Mola :) 06.03.13, 19:07
        lampka_witoszowska napisała:
        ps. jak to jest, że Mola umie rozmawiać,

        Mola to ma w sobie to coś, że nawet jak człowieka zjedzie od góry do dołu, to się na nią gniewać nie można, bo często ma rację , a nawet jak nie ma, to i tak trochę ma smile
        • altz Re: Mola :) 06.03.13, 19:39
          kobieta306 napisała:
          > Mola to ma w sobie to coś, że nawet jak człowieka zjedzie od góry do dołu, to s
          > ię na nią gniewać nie można, bo często ma rację , a nawet jak nie ma, to i tak
          > trochę ma smile

          Tekst jest uniwersalny. Myślę, że tak się myśli na forum o żonach i, ogólniej, kobietach w związku. big_grin
        • mola1971 Re: Mola :) 06.03.13, 22:08
          kobieta306 napisała:
          > Mola to ma w sobie to coś, że nawet jak człowieka zjedzie od góry do dołu, to s
          > ię na nią gniewać nie można

          Oj można, można… Są tacy, którzy mnie ze znajomych na fejsbuku wyrzucili, a nawet tacy, którzy mnie zablokowali big_grin
          Na szczęście moje życie toczy się w realu, a nie w Necie; Net jest tylko bardzo przyjemnym dodatkiem i służy mi jako rozrywka.
          • lampka_witoszowska Re: Mola :) 07.03.13, 07:36
            pewnie stąd tylko niektórzy potrafią utrzymywac zdrowy dystans do rozmów o takim, na ten przykład, mazidle do twarzy big_grin

            wątek genialny big_grin nie sądziłam, że aż takie emocje w wydawało się, normalnych ludziach, budzi krem do twarzy big_grin
      • tricolour Ktoś się zalewa żółcią? 07.03.13, 08:52
        Nadgryza szczerbate suchary, wariuje i tylko czeka żeby publicznie wygarniać? Jakoś nie zauważyłem tutaj takich chęci.

        "ale to jest bez sensu - miałabym kupić polski byle jaki krem, żeby potem musieć iść do kosmetyczki ratować cerę?" - za to zauważyłem szyderstwo z takiej Twojej wypowiedzi. Bo nikt Ci nie każe kupować byle czego, polskiego czy zagranicznego, by potem twarz pokryć skajem gdy skóra zejdzie. Ludzie wyszydzili Twoja odrazę do polskiego kremu, jakby tylko jeden polski był. Jeden i do tego syfiasty. Wyszydzili ślepe zapatrzenie w zachodnie marki, nie dlatego że są dobre, ale dlatego, że są drogie wszak piszesz: "akurat drogie z reguły równa się dobre!". U Ciebie relacja jest prosta najpierw cena, a potem z niej - z reguły - może wynika jakość. Dziewczyny zaś podpowiadają, że drogie jest drogie, a dobre jest po prostu dobre.

        Mówiąc inaczej: choroba polarna zwykle budzi śmiech.
        • lampka_witoszowska Re: Ktoś się zalewa żółcią? 07.03.13, 08:59
          wybacz, ale twoje wpisy, tri, od dłuższego czasu nadają się jedynie do ignorowania

          nie sądzę też, by ktokolwiek mi cokolwiek mógł kazac, również w kwestii kupowania kremów smile

          swoje zdanie, gdy mam ochotę, wyrażam
          i to by było na tyle smile
          • tricolour No to je ignoruj... 07.03.13, 09:10
            ... zamiast pisać do czego one są, ale postępować przeciwnie.

            Możesz mnie nawet tak ignorować, by nick celowo nie pisać z małej litery, nie z dużej litery - po prostu wcale nie pisać. Na tym polega ignorowanie, by milczeć, a nie mówić, że się powinno milczeć.

            BTW: liczba osób w tym wątku, które powinnaś ignorować jest dość spora licząc osoby z Tobą skonfliktowane. Można rzec, że gadasz tylko z tymi, których powinnaś ignorować. A milczysz wśród osób, z którymi możesz bez agresji gadać. To zupełnie odwrotnie niż u normalnych - moim zdaniem - ludzi.

            tongue_out
            • lampka_witoszowska Re: No to je ignoruj... 09.03.13, 13:59
              jak wczesniej napisałam: zrobię co zechcę
              jeśli zechcę je ignorować, zignoruję
              na razie cię informuję o poziomie twoich wpisów
              • tricolour Czyżby skóra zaczęła schodzić... 09.03.13, 21:56
                ... że tak dotknęła Cię konieczność użycia dermy?
    • lampka_witoszowska Re: albo dobra :) 07.03.13, 10:16
      zanim zaczniesz pouczac, przeczytaj swoje posty, to raz smile
      dwa, nie jesteś z kilkoma stalymi koleżankami "próbką reprezentatywną" ludzi, którzy nie łapią, co piszę - większośc łapie smile

      Zawód rzeczywiście nie ma tu nic do rzeczy - wykształcenie powinno. Wiem, nie rozumiesz.
      To tymczasem smile
      • wawrzanka Re: albo dobra :) 07.03.13, 11:03
        lampka_witoszowska napisała:

        > nie jesteś z kilkoma stalymi koleżankami "próbką reprezentatywną" ludzi, k
        > tórzy nie łapią, co piszę - większośc łapie smile

        Szczerze mówiąc ja też nie łapię. Bronisz zagranicznych kosmetyków i każesz je testować. A sama przetestowałaś polskie? Prawda o kosmetykach jest taka, że w większości to marketing zarówno wśród drogich, jak i tanich producentów. Tu się liczy uczciwość: działanie tłuszczu na skórę jest powszechnie znane big_grin, więc wystarczy dobrać sobie krem zawierający podstawowe składniki, o jakie nam chodzi, polubić jego zapach, konsystencję, opakowanie. Nie powiem, że wędrówki między półkami w drogeriach nie są przyjemne, bo są, bardzo. Jest w czym wybierać smile Ale nie czarujmy się... długotrwałe i silne działanie jakichkolwiek kosmetyków aplikowanych zewnętrznie, bez recepty, jest znikome. Kto wierzy w jakieś wygładzanie istniejących zmarszczek, widoczną redukcję przebarwień i inne cuda - chyba na głowę upadł. Dlatego zasilanie "laboratoriów" zagranicznych firm kosmetycznych grubą kasą uważam za mało rozsądne. To tylko moje zdanie.
        • lampka_witoszowska Re: albo dobra :) 07.03.13, 11:28
          e tam
          nie wiesz, o czym piszesz

          jak dojdziesz, gdzie kazałam komukolwiek testowac jakiekolwiek kosmetyki i wyczytasz, czy testowałam polskie, to koniecznie napisz
          • wawrzanka Re: albo dobra :) 07.03.13, 13:11
            lampka_witoszowska napisała:

            > jak dojdziesz, gdzie kazałam komukolwiek testowac jakiekolwiek kosmetyki i wycz
            > ytasz, czy testowałam polskie, to koniecznie napisz

            Wyobraź sobie, że tu nie chodzi o Ciebie. Tu chodzi o wymianę poglądów, a nie o to kto ma rację.
            • lampka_witoszowska Re: albo dobra :) 07.03.13, 14:30
              nadal nie trzymasz się tematu
              • wawrzanka Re: albo dobra :) 08.03.13, 11:44
                lampka_witoszowska napisała:

                > nadal nie trzymasz się tematu


                Tematem jak rozumiem ma być Twoja cera. Dla mnie tematem jest polski vs. zagraniczny rynek kosmetyków. Dowiedź proszę, że zagraniczne "laboratoria" kosmetyczne pracują nad kremami, które mają bardziej dobroczynny wpływ na skórę, niż na przykład polskie kremy. Dowiedź. To znaczy podaj linki (może być na priv) do jakichkolwiek śladów wartościowych prac naukowych na ten temat.
                • lampka_witoszowska Re: albo dobra :) 08.03.13, 13:22
                  zwariowałaś? naprawdę nie dajesz rady z czyimś zdaniem, że przetestował kilka kremów na swojej twarzy, znalazł właściwy, nie wśród rodzimych, i finito?

                  Luźne stwierdzenie o kremie do jednej, dla mnie wyjątkowej, bo mojej, cery. Kropka. Niczego nei będę dowodziła, powoływała się na prace naukowe i nienaukowe. Mogę tak? Mogę. Nie podoba się? trudno.

                  ps. jak Młoda była bardzo młoda, używałam do przewijania pampersów. Można mnie za to rozstrzelać smile można też oczekiwać naukowych dowodów, że inne pieluszki nei byłyby lepsze big_grin

                  jak dla mnie koniec dyskusji big_grin to było naprawdę zabawne big_grin
                  • mayenna Re: albo dobra :) 08.03.13, 20:19
                    Lampko, z kremem jest tak, że nośniki substancji aktywnych i inne komponenty są we wszystkich kremach takie same. Nie ma za bardzo wyboru bo każdy krem większość składu ma taki sam. Przekonasz się czytając etykiety.
                    Upieranie się,że określony krem jest na pewno lepszy bo pasuje twojej cerze jest zabawne. Przecież o to w tym chodzi, żeby sobie dobrać taki kosmetyk, który nam odpowiada. Kryterium cenowe nie jest gwarantem jakości. Widać to także po wszelkich konsumenckich testach.Nie zawsze ten najdroższy klientki uznają za najlepszy.
                    Mamy w kraju kilka świetnych marek, które w Europie i USA sa bardzo znane i robią furorę.Choćby kremy Pani Walewska, hypoalergiczne kosmetyki AA czy modna w Niemczech Eveline. Cena jest taka jaka jest bo nie ma marży związanej z marką. Kosmetyk z firmy Dior nie może być zbyt tani bo takie są założenia marketingowe marek luksusowych.
                    • lampka_witoszowska Re: albo dobra :) 09.03.13, 13:58
                      to cieszę się bardzo, że moje wpisy są zabawne smile

                      mnie z kolei upór ludzi, że inni ludzie powinni myśleć coś innego niz myślą, zawsze mnie na równi śmieszy, co przeraża

                      niech każdy z nas spotyka na swojej drodze dokładnie takich ludzi, jakim sam jest - i będzie ok, wszystkim nam tego życzę
                      • wawrzanka Lampko 10.03.13, 08:55
                        Napisałaś dokładnie tak:

                        "miałabym kupić polski byle jaki krem, żeby potem musieć iśc do kosmetyczki ratować cerę?"

                        To pytanie (zarówno forma jak i treść) jest intrygujące z punktu widzenia mikroekonomii. Nas (przynajmniej mnie) w tym wątku interesują mikroekonomiczne przyczyny emigracji Polaków. Niepotrzebnie czujesz się atakowana. Ta dyskusja nie dotyczy Twojej cery, ani Twoich wyborów w drogerii. To Ty się uparłaś, że wszyscy właśnie o tym rozmawiają. Otóż nie. My tu rozmawiamy o różnych rzeczach, ale na pewno nie o Twojej cerze, kremach i papmersach. O tym piszesz tylko Ty. Nikogo poza Tobą to nie interesuje.

                        Na koniec skwitowałaś:

                        > niech każdy z nas spotyka na swojej drodze dokładnie takich ludzi, jakim sam jest - i będzie ok, wszystkim nam tego życzę

                        A nie mogłabyś życzyć, żeby każdy spotykał na swojej drodze dokładnie takich ludzi, z którymi miło się wymienia przeciwstawne poglądy? Nie wydaje Ci się to bardziej twórcze, niż spotykanie dokładnie takich samych ludzi, jak my sami? Teraz rozumiesz dlaczego Twoje wpisy są zabawne?
                        • lampka_witoszowska Re: Lampko 11.03.13, 07:22
                          big_grin
      • nowel1 Re: albo dobra :) 07.03.13, 11:18
        lampka_witoszowska napisała:

        > zanim zaczniesz pouczac, przeczytaj swoje posty, to raz smile
        > dwa, nie jesteś z kilkoma stalymi koleżankami "próbką reprezentatywną" ludzi, k
        > tórzy nie łapią, co piszę - większośc łapie smile
        >
        > Zawód rzeczywiście nie ma tu nic do rzeczy - wykształcenie powinno. Wiem, nie r
        > ozumiesz.
        > To tymczasem smile

        Miałam ochotę (jak zwykle) odpuścić, ale chyba jednak nie tym razem.
        1.Co mają do rzeczy moje koleżanki?
        2.Co ma do rzeczy moje wykształcenie?
        3.Czytam czasem swoje posty. Czy zechcesz mi pokazać, gdzie w nich stosuję w stosunku do Ciebie wycieczki osobiste na temat Twojego poziomu, Twoich koleżanek, Twojej lotności lub jej braku albo "umiejętności czytania"? Ewentualnie coś na podobnym poziomie?
        • lampka_witoszowska Re: albo dobra :) 07.03.13, 11:31
          tyle, że ja napisałam już tu to, co miałam do napisania smile
          bywaj smile
          • nowel1 Re: albo dobra :) 07.03.13, 12:16
            Klasyczna manipulacja.
            EOT.
            • lampka_witoszowska Re: albo dobra :) 09.03.13, 13:58
              kompletnie mylisz pojęcia - klasyczne nieposłuszeństwo - tak

              manipulacja? bo ktoś nie chce z tobą rozmawiać? łał big_grin
    • nowel1 Re: Lampko 10.03.13, 11:54
      Dla mnie - bardzo ciekawa ta Wasza dyskusja.
      Mam okazję widzieć rozmowę dwóch na pewno niegłupich kobiet (myślę, że więcej niż tylko "niegłupich"), z którymi jednak zazwyczaj mi "nie po drodze" w poglądach, podejściu do różnych spraw i w przekonaniach.

      Tutaj jednak widać jak na dłoni spokojne, asertywne argumentowanie Wawrzanki i personalne, nacechowane słabo maskowaną agresją komentarze Lampki.

      Wawrzanko, szacun.
      • anbale Re: Lampko 10.03.13, 12:20
        A mnie dziwi, że komuś się jeszcze chce "dyskutować" z Lampką...
        Przypomina to łagodną perswazję do wściekłej osy smile
    • tricolour A mechanizm jest taki prosty... 10.03.13, 13:09
      ... najzwyczajniej można lubić zachodnie marki, a mieć uprzedzenia do krajowych. I też zwyczajnie można o tym powiedzieć, że polskie - nawet bezpodstawnie - jest gorsze, bo tańsze i polskie. Co prawda można się też narazić na śmieszność, szczególnie gdy jest się Polką, gorszą Polką, ale trudno: decyzja rodzi konsekwencje.

      Tymczasem obrałaś (jako gorsza Polka?, czy co?) wyboistą drogę: starasz się kilka osób na raz przekonać, że są głupsze i je obrażasz tylko dlatego, że ona uważają polskie kremy za dobre na podstawie osobistych doświadczeń. Zamiast agresją mogłaś uciąć dyskusję wyznaniem, że kochasz Vichy miłością bezgraniczną, odwzajemnioną i na zawsze...
      • lampka_witoszowska Re: A mechanizm jest taki prosty... 10.03.13, 19:31
        big_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka