magmars
16.03.13, 00:10
Nasze małżeństwo trwa od ponad trzech lat. Urodziło się dziecko i zaczęły się schody, tym większe, ze w ciąże zaszłam praktycznie w miesiąc po ślubie. Najpierw niby się cieszył, ale jak się urodziło dziecko to było już tylko pod górę. Ciągle słyszałam, ze on tego dziecka nie chciał, wyjść z domu mogłam tylko jak mała spała, bo on z nią nie zostanie, a najlepiej żebym w ogóle nie wychodziła, albo z nią. Wszystko było źle, bo natury okazało się dopiero wtedy jaki jest leniwy. Najlepiej nic by nie robił. Pracy miał szukać, ale każda zła. W domu nic nie zrobił bo już się narobił: na początku małżeństwa zmywał przez miesiąc talerze. Potem zaczął unikać wszystkich moich znajomych i rodziny, bo mu się pytali o pracę. Jego rodzina jakoś to miał gdzieś czy pracuje czy nie. Potem próbował mnie skłócać z moimi rodzicami choć to tylko na nich mogłam liczyć i nadal tylko na nich mogę liczyć, na niego nigdy. Jak mu się to nie udało, to zaczął być wobec nich wulgarny i zaczął ich obrażać. Najpierw w mojej obecności tylko, a potem również w obecności mojej mamy. Teściowa spierniczyła nam święta, bo dziecko ja obudziło nad ranem, kiedy ja stwierdziałam ,że całą noc wstawałam do niej i że on tez rano może podnieść tyłek i podejść do dziecka i ją przytulić. Ale to oczywiście ja byłam ta zła,bo to ja miałam się kolejny raz ruszyć. Wrzeszcząc stwierdziła, ze mam się wynosić z jej domu. Zabrałam dziecko i mam nadzieję, ze wnuczki już nie zobaczy. NA szczęście mieszkamy w innym mieście i mieszkanie jest moje. Wszystko ma swoje granice. Zawsze chciałam, żeby dziecko miało pełna rodzinę, ale teraz stwierdzam, że z taką rodziną to dziecko się tylko wykończy psychicznie.
Teraz zamierzam złożyć pozew o rozwód tylko nie wiem jak się do tego zabrać. Czy mam szanse na alimenty na dziecko jeśli ja pracuje a mąż nie? Nie mieszkamy już razem. Wyniósł się do mamusi ... chyba.
Poradźcie.