Dodaj do ulubionych

Jak zabrać się do rozwodu?

16.03.13, 00:10
Nasze małżeństwo trwa od ponad trzech lat. Urodziło się dziecko i zaczęły się schody, tym większe, ze w ciąże zaszłam praktycznie w miesiąc po ślubie. Najpierw niby się cieszył, ale jak się urodziło dziecko to było już tylko pod górę. Ciągle słyszałam, ze on tego dziecka nie chciał, wyjść z domu mogłam tylko jak mała spała, bo on z nią nie zostanie, a najlepiej żebym w ogóle nie wychodziła, albo z nią. Wszystko było źle, bo natury okazało się dopiero wtedy jaki jest leniwy. Najlepiej nic by nie robił. Pracy miał szukać, ale każda zła. W domu nic nie zrobił bo już się narobił: na początku małżeństwa zmywał przez miesiąc talerze. Potem zaczął unikać wszystkich moich znajomych i rodziny, bo mu się pytali o pracę. Jego rodzina jakoś to miał gdzieś czy pracuje czy nie. Potem próbował mnie skłócać z moimi rodzicami choć to tylko na nich mogłam liczyć i nadal tylko na nich mogę liczyć, na niego nigdy. Jak mu się to nie udało, to zaczął być wobec nich wulgarny i zaczął ich obrażać. Najpierw w mojej obecności tylko, a potem również w obecności mojej mamy. Teściowa spierniczyła nam święta, bo dziecko ja obudziło nad ranem, kiedy ja stwierdziałam ,że całą noc wstawałam do niej i że on tez rano może podnieść tyłek i podejść do dziecka i ją przytulić. Ale to oczywiście ja byłam ta zła,bo to ja miałam się kolejny raz ruszyć. Wrzeszcząc stwierdziła, ze mam się wynosić z jej domu. Zabrałam dziecko i mam nadzieję, ze wnuczki już nie zobaczy. NA szczęście mieszkamy w innym mieście i mieszkanie jest moje. Wszystko ma swoje granice. Zawsze chciałam, żeby dziecko miało pełna rodzinę, ale teraz stwierdzam, że z taką rodziną to dziecko się tylko wykończy psychicznie.
Teraz zamierzam złożyć pozew o rozwód tylko nie wiem jak się do tego zabrać. Czy mam szanse na alimenty na dziecko jeśli ja pracuje a mąż nie? Nie mieszkamy już razem. Wyniósł się do mamusi ... chyba.
Poradźcie.
Obserwuj wątek
    • altz Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 06:25
      Przykro się czyta, gdy dorośli ustawiają się ponad podstawowe potrzeby dzieci ale czasami tak bywa i nic nie poradzimy.
      Widać, że jesteś zdecydowana i będziesz działać.
      Mąż jako bezrobotny i tak alimenty dostanie naliczone, pewno w kwocie 250-350 zł, ma rodziców niech za niego płacą.
      Dziecko potrzebuje ojca i dziadków, jakoś wypadałoby się przełamać i odwiedzać ich mimo wszystko, z czasem sami będą brali wnuka.
      • magmars Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 07:52
        Tez tak myślałam, ze potrzebuje ojca, ale nie takiego, który cały czas miesza jej w główce i nastawia negatywnie do mnie i moich rodziców. Ona musi mieć spokój psychiczny, żeby się prawidłowo rozwijać. Dlatego nie chcę aby się z nią spotykał. Teściowie najlepiej żeby się trzymali od niej z daleka. Skoro dali jej na gwiazdkę prezent a potem nastepnego dnia kazali jej te prezenty oddać jak nas wyrzucali, bo ich dziecko obudziło. Trzeba było nas nie zapraszać na święta jak chce się spać do 11 !!!!!
      • nihoa bezrobotny 16.03.13, 08:27
        niekoniecznie Altz - znam bezrobotnego, który dostał 1000 na dwójkę dzieci. Sedzia uzasadniła to potrzebami dzieci i jego możliwościami zarobkowymi.
        • magmars Re: bezrobotny 16.03.13, 09:08
          Ale dziecko ma zostać ze mną! A uważam, ze alimenty powinien płacić, a jak nie pracuje to niech w końcu pracę znajdzie !!!! A nie marudzi, ze ciągle coś mu się nie podoba. Mnie rodzice wychowywali wpajając mi, że każdy powinien pracować, żeby zarobić na swoje utrzymanie.
    • straznikteksasu12 Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 06:55
      Szkoda Ciebie.
      Zostaw bachora teściom.
      Znajdź se drugiego chłopa i załóż nową rodzinę.
      • magmars Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 07:18
        Nigdy !!!!!!!!!!!!
        Dziecko jest moim szczęściem i jedyną dobrą "rzeczą" po tej farsie. Nigdy jej nie oddam!!!!!
        A teściowie jej nigdy nie zobaczą jeśli uda mi się to tak załatwić !!!! Mam taką nadzieję !!!!
        Jakoś na razie o nowej rodzinie na razie nie myślę. Moją rodziną jest moja córka i przynajmniej przez jakiś czas tak zostanie. Facetów mam na razie dość.
        • tricolour Jeżeli teściowie mają nie zobaczyć wnuczki... 17.03.13, 11:18
          ... to po takiej deklaracji jakoś nie wierzę, że mąż zły, a Ty porządna.

          W ogóle odnoszę wrażenie fałszu.
          • magmars Re: Jeżeli teściowie mają nie zobaczyć wnuczki... 17.03.13, 13:41
            oczywiście ...
            Kobieta zawsze złą jest a faceci nawet te największe lenie są rewelacyjni ....
            Tylko dlaczego to nie kobiety mordują swoje rodziny a faceci ?
            • tricolour Tobą rządzą skrajności? 17.03.13, 20:42
              Lenie, osoby rewelacyjne, mordercy idą jednym rzędem pod rękę przez Twoje życie?

              Mnie generalnie dziwi Twój opis, bo rozwód po trzech latach, to wyjątkowo szybko. Wychodzi, że nawet nie poznałaś dobrze faceta, a już za niego wyszłaś i macie dziecko. Nie ma sensownego powodu, przez który wyszłaś za patologicznego lenia, który do niczego się nie nadaje. Żadnego.

              I o tym mówię: o Tobie, czyli jakie Ty masz kryteria wyboru facetów, jeśli potem musisz przed nimi ratować siebie i dziecko?
              • 5zawiedziona Re: Tobą rządzą skrajności? 19.03.13, 00:22
                tak tylko ze na pocztku jest zawsze piekne, wrazliwi kochajacy romantyczny czuły opiekunczy a po ślubie kumple picie imprezy a ty se radz sama tak jest wiekszośc przypadków
    • mayenna Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 08:28
      Zacznij się oswajać z myślę, że ojciec ma parwo do kontaktów z dzieckiem i jak nie ustalicie ich to rozwodu nie będzie. Jako matka masz dbać o istotne interesy dziecka, a obecność ojca w jego życiu jest nim.
      Wzory pozwu zajdziesz w sieci. Napisz o tym co nam tutaj, wylicz koszty utrzymania dziecka i zaproponuj alimenty w takiej kwocie, którą eks mógłby płacić gdyby pracował w swoim zawodzie. Musisz m wykazać,, że ma możliwość podjęcia pracy i zarobienia określonej sumy. Możesz do tego wykorzystać oferty z UP lub prasy.
      Musisz w pozwie wpisać świadka,który potwierdzi rozpad więzi i sytuację dziecka, abo przyjdzie do ciebie kurator lub sąd nakże badani w RODK.
      Zeby sąd orzekł rozwód musi być całkowity rozpad więzi emocjonalnej, socjalnej i fizycznej. Taki minimalny okres to pól roku. ie prześpij się więc mężem w chwili słabości bo jak on o tym powie w sądzie to nie dostaniesz rozwodu tym razem.

      Nie rozmiem jednego: jak można być sobie obojętnym po 3 latach małżeństwa? Jak to się stało że za niego wyszłaś?
      • magmars Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 09:16
        Ja go kochałam, ale podejrzewam, że jego słowa o miłości były farsą. Całkiem możliwe, że gdyby nie teściowa, która doprowadziła już do rozpadu małżeństwa swojej córki zaczęła mieszać w naszym. Jej zdaniem to ja miałam zajmować się dzieckiem, domem, zarabiać na rodzinę i opiekować się jej synusiem, który nic nie musi robić tylko oglądać telewizję i jeszcze powinnam mu robić śniadanka, obiadki, kolacyjki, powinien mieć zawsze wszystko wyprane, wyprasowane ... nawet gatki !!!. I we wszystkim mam mu ustepować i ta ideologie pakowała mu do łepetyny.
        • mayenna Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 09:48
          Moim zdaniem macie kryzys i docieracie się. Myślę, ze jeszcze dałoby się uratować to małżeństwo. Wiesz, człowiek po to się z kimś wiąże żeby mieć przyjaciela, wsparcia w trudnych chwilach, a nie tylko oczekiwania i wymagania jak ma się zachowywać i co robić.
          Macie inne wzorce funkcjonowania w rodzinie, ale nad tym można popracować.
          Czemu mąż nie ma pracy Zawsze jej nie miał? W twojej sytuacji poszłabym nawet sama na terapię rodzinną. Moim zdaniem nie umiecie ze sobą rozmawiać i rozwiązywać problemów.
          Jak cię teściowa wyrzuciła to mąż poszedł z tobą czy został u mamusi?
          Czy ty go kochasz? Jak mówił że kocha to pewnie kocha tylko okazuje miłość inaczej niż ty oczekujesz .Nad tym też można popracować jeśli jeszcze te uczucia między wami są.
          Może się okazać że wzięłaś rozwód i kolejny związek masz identyczny bo problemy nie znikną i teoria, że to teściowa rozbija małżeństwo nie jest, moim zdaniem, do końca trafna.Ty jej pomagasz swoim postępowaniem, mąż też nie umie się odnaleźć w nowym świecie i nawet go rozumiem. Moze spróbuj jeszcze coś z swoją rodziną zrobić, naprawić ją? Macie dziecko.
          • magmars Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 10:37
            Wiele razy próbowałam ratować małżeństwo. To zawsze ja wyciągałam rękę w trudnych chwilach ze względu na dziecko w głównej mierze. Moj mąż na terapie nie pójdzie, papierów rozwodowych nie złoży bo jest zbyt leniwy i teściowa mu wmawia, ze ma żonę, która ma wszystko za niego robić. On robił cokolwiek tylko przed ślubem. Ja od roku sypiam po 3-4 godzin bo dla mnie doba jest zbyt krótka. Praca, po pracy dom, gotowanie, bo dziecko musi jeść i to zdrowo, sprzątanie, bo boję się że coś połknie co będzie leżało na podłodze, brudna chodzić nie będzie bo jak jest dziecko to o nie trzeba dbać, ale to niestety moje zdanie. Mąż uważa, ze jeśli mi bałagan przeszkadza to mam sprzątać, jak mała ma jeść to mam jej gotować, a dla niego może chodzić w brudnych ciuchach przynajmniej nie będzie widać jak się znów pobrudzi. I jeszcze ciągle wszystko źle.
            • mayenna Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 10:46
              Jak on nie chce na terapię to może idź sama? Pozwoli ci to przynajmniej spojrzeć z innej strony na problemy, nauczy postępowania w sytuacjach konfliktowych, wzmocni cię bo rozwód to nie bułka z masłem. Może warto mężowi powiedzieć że terapia to ostania szansa na uratowanie rodziny?
              Wyciągałaś rękę do zgody, ale nie rozwiązywałaś problemu.
              Nie wiem jak to się stało, że zaczęłaś wszystko robić sama, ale wiem że zmianę tego stanu rzeczy trzeba zrobić stopniowo, nie poprzez wymagania i awantury bo nikt tego nie lubi i w atmosferze pretensji zamyka się w sobie i swojej złości. Terapeuta na pewno pomoże ci znależć odpowied żjak zmienić to co chcesz pozmieniać.
              • nigdy_w_zyciu1 Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 21:56
                A po co ta terapia? Nie rozumiem po co na siłę uszczęśliwiać autorkę wątku? Ja,po wpisach autorki wnioskuję,że decyzję już podjęła, pyta tylko o jakieś wskazówki jak to wszystko ugryźć.

                Niestety nasza mentalność ma to do siebie,że bardzo lubimy kogoś godzić na siłę. Nie układa się? Ojej, dajcie sobie drugą szansę może jakoś wszystko się ułoży. Pierdu pierdu. Nie wierzę w takie dawanie szans bez końca. Dla mnie to takie sztuczne przedłużanie tego,co nieuniknione. Nie twierdzę,że dawanie kolejnych szans czy terapia nie ma sensu. Ma sens ale tylko wtedy,gdy dwoje ludzi tego i wciąż ma jakieś uczucia wobec siebie.

                Przecież to tylko 3 lata małżeństwa? A co ma czas do tego? Chyba lepiej rozwieść się wcześniej i zacząć sobie spokojnie i szczęśliwie żyć niż tkwić w nieudanym małżeństwie? To na nikogo dobrze nie wpływa. A już na pewno nie na dziecko!

                Autorko wątku, rób jak uważasz za słuszne. Nie oglądaj się na nikogo. Płyń pod prąd i walcz o swoje i dziecka szczęście. Najtrudniejszy pierwszy krok a potem idzie już z górki.
                Mi pare tygodni temu to wszystko wydawało się takie dalekie i obce a tymczasem za tydzień mam pierwszą sprawę rozwodową wink
                • nigdy_w_zyciu1 Ps. 16.03.13, 22:03
                  A co do kontaktów dziecka z tatą czy z teściami.
                  Teoretycznie powinnaś uregulować kontakty dziecka z ojcem, wypadało by też żeby teściowie mieli jakiś kontakt z wnuczką.
                  Ale to wszystko teoria a życie życiem. Niektórzy autorzy postów zapomnieli chyba,że nie rzadko ojcowie czy dziadkowie bardzo szybko zapominają o dziecku i sami nie chcą utrzymywać z dzieckiem kontaktu.
                  Uważam,że prywatne sympatie czy urazy nie powinny stanowić o kontaktach z dzieckiem. Ale jeżeli dziadkowie czy ojciec mają zły wpływ na dziecko, nie potrafią się nim zająć czy nie wnoszą nic do życia dziecka to chyba lepiej nie mieszać dziecku w głowie i nie nalegać na jakieś zażyłe stosunki.
                  • blue_ania37 Re: Ps. 16.03.13, 22:18
                    nigdy_w_zyciu1 napisał(a):

                    > Uważam,że prywatne sympatie czy urazy nie powinny stanowić o kontaktach z dziec
                    > kiem. Ale jeżeli dziadkowie czy ojciec mają zły wpływ na dziecko, nie potrafią
                    > się nim zająć czy nie wnoszą nic do życia dziecka to chyba lepiej nie mieszać d
                    > ziecku w głowie i nie nalegać na jakieś zażyłe stosunki.

                    Fajnie, że prywatne sympatie i urazy nie powinny stanowić o kontaktach z dzieckiem z tą "drugą rodziną", tylko powiedz mi kto ma ocenić czy ci dziadkowie i ten ojciec mają zły wpływ na dziecko?
                    Z wątku wyczytałam, że dziewczyna postanowiła się rozwieść, okej ma do tego prawo jej decyzja jej życie.
                    Ale wykrzykiwanie już, że dziecko nigdy nie będzie się widziało z dziadkami i ten ojciec też jakiś taki.
                    To już trochę nadużycie. Bo to nie jest tylko jej dziecko i nie tylko jej dziadkowie są ważni.
                    Nie piszę tego z poprawności politycznej, czy świetnych układów z eksem.
                    Moje dziecko z tych od których tamta rodzina zapomniała, ale nigdy bym świadomie nie odsunęła dziecka od nich, bo to JA WYBRAŁAM kiedyś takiego tatę dla mojego dziecka i nawet gdybym cholernie zaklinała rzeczywistość nie mogę tego zmienić, więc zostaję akceptacja i już.
                    Mam nadzieję, że jak autorka ochłonie zrozumie.
                    A
                    • inna_nowa_ja Re: Ps. 16.03.13, 22:48
                      Ania, niestety nie zgodzę się i pewnie zje mnie większość, ja nie zabiegam o kontakty z eks babcią, ona wypisała się z życia moich dzieci, i wierz mi, na początku bardzo zależalo mi aby wilk był syty i owca cała, czasami się tak nie da. Teraz widząc jak podła jest moja eks teściowa, jak bardzo nienawidzi moje dzieci bo to są MOJE dzieci nigdy w życiu nie dałabym ich do niej i nie dam. I chrzanię to że dzieci powinny, mój starszy syn już bardzoooo wiele widzi i rozumie, sam nie chce do niej iść i nie pójdzie.
                      A ja się cieszę że toksyczna osoba nie ma z nimi kontaktu
                      • blue_ania37 Re: Ps. 16.03.13, 22:59
                        Madziasmile
                        Żeby była jasność, ja nie bronię babć i tatówsmile
                        Ja wiem, co to znaczy,że babcia i tata umywają się od dziecka bo ma "niedobre geny", ale nigdy świadomie nie powiedziałam złego słowa o nich, po to aby mój młody nie musiał mieć dodatkowego balastu, że został odrzucony.
                        Ja poprostu uważam, że w momencie rozwodu trzeba wykazać się z dwóch stron odrobiną kultury i umiejętności kompromisów dla dzieci ( pomimo, że nie było mi to dane ), ale teraz kiedy jestem już wiele kroków do przodu, patrzę też inaczej na wiele rzeczy.
                        Uważam, że życie dopiero pokaże jak to wpłyneło na młodego.
                        Mi bardzo brakuję pomocy i odrobiny luzu na codzień i przykro mi, że nie mogę liczyć na pomoc taty dziecka i że wiersze które się uczył na dzień babci powiedział tylko jednej babci.
                        I że tata i babcia zapomnieli o jego urodzinach które miał kilka dni temu, pytania które zadawał były cholernie dla mnie trudne i przykre.
                        A
                        • inna_nowa_ja Re: Ps. 16.03.13, 23:30
                          a ja powiedziałam niejednokrotnie może nie do dzieci ale z pewnością słyszaly. Ja też nie liczę pomoc taty bo dzisiaj najpierw zamówił dzieciom pizze a na koniec dnia usłyszałam ch.j ci w dupe. M prosi aby nie przeklinał, nie wrzeszczał.. i wiesz co czasami wolałabym aby o nas zapomniał i wyprowadził sie 100 km stąd.
                          Co innego, jak ludzie pomimo rozwodu nie rozwodzą się z dzieckiem albo nie jest one tarczą w wojnie, ale takich rodziców jest mało.
                          Mi już przestało zależeć choć wiem, że dzieciom jest ciężko.I z jednej strony chca do tego taty, z drugiej kiedy strzela fochy, rzuca kurwami chcą aby sobie już poszedł,żeby zapanowała cisza.
                          • blue_ania37 Re: Ps. 16.03.13, 23:38
                            Uświadomiłam sobie właśnie, że prawie dwa lata żyję w świecie gdzie się nie przeklina.
                            Traktuję to jako stan normalny, więc ciężko czytać że takie coś się dzieje, choć znam to to dobrze.
                            Uważam, że nie ma dobrych rozwiązań w rozwodach a propo dzieci, że zawsze ktoś traci i zawsze ktoś sie musi nagiąć w jakiś sposób, ale uważam, że nie należy dzieciom dokładać i tyle.
                            Własne moje żale i urazy nie mogą w jakiś sposób wpływać na małego.
                            Jak jeszcze młody widywał się z nimi, to narysowałam nawet laurkę dla babci, choć mnie skręcało, ale zależało mi na tym, żebym mogła kiedyś powiedzieć, młody zrobiliśmy co mogliśmy, dalej nie można było...
                            Należy odciąć emocje, trudne ale coraz bardziej dla mnie jasne, że możliwe.
                            Ty musisz Magda zdecydowanie uciąć te przebywania u Ciebie, żle to wpływa na wszystkich.
                            A
                            • inna_nowa_ja Re: Ps. 17.03.13, 09:55
                              dlatego na sprawie rozwodowej która już tuż tuż te kontakty zostaną uregulowane. I liczę na to, że po rozwodzie on zrozumie wreszcie że to koniec.
                              Generalnie zazdroszczę tym, którzy po rozwodzie mają fajne kontakty z dziećmi, że dziadkowie dalej są dziadkami. Jak widac nie można mieć wszystkiego.
                              Pa
                              • magmars Re: Ps. 17.03.13, 10:24
                                Gdybym wierzyła, ze jest co ratować to bym ratowała, ale za długo już ratowania z mojej strony. Mój mąż okazal się całkowicie niezdolny do tworzenia rodziny. On sobie nalal, zyje jakby był sam, z ta różnicą, ze już nic nie musi, bo jak zrobi bajzel to ja i tak posprzątam ze względu na małą i to wykorzystuje. JAk gdzieś chce iść to idzie i tyle ma w ..., że mam po południu jakieś dodatkowe zebranie w pracy, a on nie pracuje więc nie mogę powiedzieć, że nie mam z kim zostawić małej i to mój problem nie jego. NIe miałabym nic przeciwko kontaktom jego z dzieckiem gdyby nie sączący się jak z niego i to że nastawia dziecko przeciw mnie i moim rodzicom. Po każdym jego spotkaniu z dzieckiem potrzebne były by wizyty u psychologa co najmniej. Nie chce aby mieszał jak w głowie, tylko dlatego chce aby nie miał kontaktów z dzieckiem.
                                A co do trzech lat, to moze to i nie dużo, ale chyba lepiej teraz niż za kolejne trzy lata, aby sztucznie wydłuzyć staż małżeństwa, żeby lepiej wyglądało. JA naprawde nie jestem zwoleniczką rozwodów. Zawsze to stawalam na stanowisko żeby robić co się da jak jest szansa i nigdy nie sądzialam że sama będę w takiej sytuacji. Ale na prawdę dośc ja też mam prawo do spokoju psychicznego i dziecko tez.
                                • mayenna Re: Ps. 17.03.13, 10:31
                                  Jeśli twój mąż nie zagraża życiu i zdrowiu dziecka to nie ma szansy na zakazanie mu sądowne kontaktów z nim.
                                  Najszybszy jest rozwód bez orzekania winy, jednak w każdym przypadku, nawet jak zechcesz orzekać o winie, musicie mieć plan wychowawczy. Jak go sami nie uzgodnicie to sąd skieruje was na mediacje lub sam będzie próbował te kontakty ustalić z wami w czasie rozprawy. Dogadaj się z eksem jakoś bo to będzie korzystniejsze i szybsze niż sądowe korowody.

                                  Opcji, że ojciec w ogóle nie spotyka się z dzieckiem nie ma bo samo sączenie jadu i nastawianie przeciw matce to trochę za mało.
                                  • magmars Re: Ps. 17.03.13, 10:34
                                    jedyne na co jestem w stanie się zgodzić to jego kontakty z dzieckiem w mojej obecności i obecności osoby z zewnątrz kurator, psycholog dziecięcy czy ktoś w tym rodzaju. Trudno będzie się ciągnąć, ja juz teraz myśl że dam radę, dla mnie ona jest najważniejsza i dla jej spokoju zrobię wszystko.
                                    • blue_ania37 Re: Ps. 17.03.13, 10:41
                                      magmars napisała:

                                      > jedyne na co jestem w stanie się zgodzić to jego kontakty z dzieckiem w mojej o
                                      > becności i obecności osoby z zewnątrz kurator, psycholog dziecięcy czy ktoś w t
                                      > ym rodzaju. Trudno będzie się ciągnąć, ja juz teraz myśl że dam radę, dla mnie
                                      > ona jest najważniejsza i dla jej spokoju zrobię wszystko.

                                      Możesz napisać co dziecku robi ten ojciec?
                                      Bo chcesz jego kontakty ograniczyć do minimum, co się ewentualnie w dalszej perspektywie zemści na dziecku.
                                      Bije,głodzi?
                                      Rozumiem,że ojciec miesza dziecku w głowie, a ty pewnie każdego dnia powtarzasz dziecku, że tata jest dobry i że jak chce to może do niego zadzwonić?smile
                                      A
                                      • magmars Re: Ps. 17.03.13, 13:48
                                        Ja z dzieckiem o tacie nie rozmawiam. Ona nie pyta, więc nie ma problemu. Nie mówię o nim źle, mała wie że wyjechał i już.

                                        Z tym głodzeniem to coś jest. Nie raz nie dawał jej jeść jak byłam w pracy, bo jego zdaniem nie chciała. Jak tylko mama wracała, to jakoś dziecko było głodne.

                                        Poza tym ja nie pisałam na forum, żeby wyrzucać mi czy dobrze czy źle robię. Prosiłam o radę, a nie o dywagacje.
                                    • mayenna Re: Ps. 17.03.13, 11:24
                                      magmars napisała:

                                      > jedyne na co jestem w stanie się zgodzić to jego kontakty z dzieckiem w mojej o
                                      > becności i obecności osoby z zewnątrz kurator, psycholog dziecięcy czy ktoś w t
                                      > ym rodzaju.
                                      Naprawdę uważasz, ze to jest dobre dla dziecka?

                                      Przeraża mnie trochę deklaracja o 'zrobieniu wszystkiego', żeby ochronić dziecko przed ojcem, którego przedstawiasz jako potwora. To co on właściwie takiego mu robi?
                                      Sąd też cie o to zapyta.I o dowody także.
                                      • magmars Re: Ps. 17.03.13, 14:05
                                        Każda normalna matka będzie chronić dziecko przed każdą osobą, która mu zagraża. A zagrożeniem nie musi być bicie czy maltretowanie to tylko fizyczność, znacznie większe szkody zostają na psychice szczególnie małego dziecka i nie tylko małego, a nawet dorosłego jeśli nie potrafi się odciąć i postawić solidnego muru wokół siebie przed kimś kto wyrządza krzywdę psychiczną. I nie potrzeba czasem wiele. Najbardziej bola słowa osób, które są dla nas ważne. Ile jest dzieci, które mają zakorzenione w sobie lęki i obawy wyniesione z dzieciństwa, poczucie winy jakiegoś absurdalnego powodu, który nawet nam dorosłym nie przyszedł by do głowy. NIe znacz takich dzieci? JA miałam szczęścliwe dzieciństwo i takiego chcę dla swojego dziecka, ale wokół znam sporo osób, którzy nie mieli tak dobrze, bo rodzice trwali w związku dla ich "dobra".
                                        Może zapytaj czy woleli by aby rodzice byli razem czy nie. Zawsze łatwiej jak jest pełna rodzina, która się wspiera i oboje rodziców. Niczego bardziej dla swojego dziecka nie pragnęłam. Ale jak się tylko urodziło, to nigdy nie mogłam liczyć na męża. Albo wszystko robiłam sama, albo pomagali mi moi rodzice.
                                        • blue_ania37 Re: Ps. 17.03.13, 19:13
                                          magmars napisała:

                                          > Każda normalna matka będzie chronić dziecko przed każdą osobą, która mu zagraża
                                          > . A zagrożeniem nie musi być bicie czy maltretowanie to tylko fizyczność, znacz
                                          > nie większe szkody zostają na psychice szczególnie małego dziecka i nie tylko m
                                          > ałego, a nawet dorosłego jeśli nie potrafi się odciąć i postawić solidnego muru
                                          > wokół siebie przed kimś kto wyrządza krzywdę psychiczną. I nie potrzeba czasem
                                          > wiele. Najbardziej bola słowa osób, które są dla nas ważne.

                                          Ale konkretnie co ten ojciec takiego robi?
                                          Oprócz tego, że wasze drogi się rozeszły i za Twoim przyzwoleniem nie musiał się zajmować dzieckiem?
                                          To jeszcze nie przemoc psychiczna, która powoduję że dziecko może się widywać z ojcem tylko w obecności kuratora.
                                          Ja nie piszę ci dywagacji, tylko zadaję pytania które możesz usłyszeć w sądzie.
                                          Nie masz uzasadnienia dla ograniczenia kontaktów z ojcem i sąd może zabić to śmiechem.
                                          A
                                          • mayenna Re: Ps. 17.03.13, 19:22
                                            blue_ania37 napisała:


                                            > Ale konkretnie co ten ojciec takiego robi?

                                            Może bałwana lepił?
                                            • blue_ania37 Re: Ps. 17.03.13, 19:23
                                              OOO to jest tosmile w nieodpowiednim futerkusmile
                                              A
                • inna_nowa_ja Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 22:10
                  10 lat,zwiewaj od syncia mamusi już, nie zmieni się, ja ratowałam, na terapię chodziliśmy, wyprowadzka - powrót, wyprowadzka - powrót, i abarot to samo.
                  Długo podejmowałam decyzje ale wiem, że jednym głównych czynników porażki mojego małżeństwa była mamusia i syncio z nieodciętą pępowiną, urodził się biedaczysko zmęczony i żyje żeby odpocząć.
                  • magmars Re: Jak zabrać się do rozwodu? 17.03.13, 10:32
                    Ja nie chce czekać 10 lat, bo do czego to doprowadzi? Dziecko pójdzie do szkoły i zamiast się uczyć to zacznie tam przenosić swoje problemy domowe.

                    Ale dzięki za słowa otuchy, bo prosiła o radę jak się zabrać do rozwodu, a przeczytałam tylko o terapii. Ja naprawdę chciałam mieć szczęśliwą rodzinę i rozwód nawet mi nigdy nie był w głowie. Zażekala się nie raz że ja i rozwód to nie. Ale rzeczywistość zweryfikowała moje naiwne podejście do zycia.
                    • mayenna Re: Jak zabrać się do rozwodu? 17.03.13, 11:18
                      magmars napisała:


                      > Ale dzięki za słowa otuchy, bo prosiła o radę jak się zabrać do rozwodu, a prze
                      > czytałam tylko o terapii.

                      Tak?? A przeczytałaś mój pierwszy i ostatni post? Bo tam są konkretne rady jaK SIĘ ZA ROZWÓD ZABRAĆ.
                • mayenna Re: Jak zabrać się do rozwodu? 16.03.13, 22:31
                  nigdy_w_zyciu1 napisał(a):

                  > A po co ta terapia? Nie rozumiem po co na siłę uszczęśliwiać autorkę wątku?

                  Autorka wątku sama podejmie decyzję. Ale niech ma pełne spectrum możliwości, a nie tylko jedną: rozwód.
                  • magmars Re: Jak zabrać się do rozwodu? 17.03.13, 10:35
                    ja już podjęłam decyzję. Dużo mnie ona kosztowała, ale wiem co chcę.
                    • nigdy_w_zyciu1 Re: Jak zabrać się do rozwodu? 17.03.13, 11:21
                      Skoro jesteś pewna,że tego chcesz to idź za ciosem. Pogadaj z mężem. Omówcie szczegóły rozwodu, podziału majątku, alimentów,opieki nad dzieckiem. Jeżeli wcześniej mu nic nie wspominałaś to daj mu czas na przemyślenie co i jak. Przygotuj się,że nie wszystko musi iść po Twojej myśli i może Ci robić problemy. Dobrze by było się dogadać bo wszystko będzie rzutować na wasze przyszłe kontakty oraz na dziecko. Jak już dojdziecie do porozumienia to wystarczy napisać pozew i złożyć w sądzie. Jak się nie da dojść do porozumienia (ale nawet i jak się da)dobrze by było zasięgnąć porady prawnej. Ja taką rozmowę z mężem odbyłam kilka tygodni temu a już za tydzień mam sprawę rozwodową. Trzymam kciuki żeby wszystko było dobrze smile
                      • magmars Re: Jak zabrać się do rozwodu? 17.03.13, 13:54
                        Problem z tym, że z nim się nie da rozmawiać. Ode mnie telefonów nie odbiera, a jak on dzwoni i odbieram to słyszę tylko podniesiony ton, agresję w głosie i obraźliwe sformułowania, których nie zamierzam słuchać, więc ostrzegam, że jak nie zmieni sposobu rozmowy to się rozłączę, oczywiście nie zmienia więc rozłączam. Jedyny sposób jaki przychodzi mi głowy naszej jakiejkolwiek rozmowy to obecności adwokatów, ale on jest oburzony. Natomiast ja z nim w taki sposób jak teraz rozmawiać nie będę.
                        • mayenna Re: Jak zabrać się do rozwodu? 17.03.13, 15:53
                          To pisz pozew, z uwzględnieniem swoich oczekiwań, on odpisze i porozmawiacie w sądzie.

                          Przygotuj się jednak na lepsze uargumentowanie tych kontaktów pod nadzorem bo sąd je zasądza w szczególnych przypadkach. Obecność kuratora czy psychologa kosztuje i zastanowiłabym się lub zasięgnęła opinii czy skoro to ja tego chcę, czy te koszty mnie nie obciążą.
                        • paris-texas-warsaw Re: Jak zabrać się do rozwodu? 17.03.13, 15:59
                          Mnie tylko dziwi, czemu dopiero teraz zdecydowałaś się na rozwód? Może nie piszesz o jakichś ważnych dla Ciebie zaletach Waszego małżeństwa, jak wspólnota intelektualna lub niesamowity seks... Bo jak piszesz, że wiele Cię kosztowało, żeby zdecydować się na rozwód, to ciężko to zrozumieć... Od trzech lat musiałaś utrzymywać zdrowego fizycznie faceta, któremu nie chciało się zajmować własnym dzieckiem, ani nic robić w domu... To było wg mnie znacznie kosztowniejsze finansowo i psychicznie niż rozwód. Te pieniądze, które wydawałaś na jego utrzymanie wydaj na pomoc domową choćby raz-dwa razy w tygodniu, i zaczniesz się wtedy wysypiać. Jeśli facet nie pracował przez tak długi czas, to już ta sama dezaktywacja zawodowa musiała niezłe piętno na nim wycisnąć. Jeśli on faktycznie nie miał swojego źródła dochodu poza pracą i Tobą (może to rentierwink) i nie interesował się swoim dzieckiem, to musi być nieźle psychicznie zwichrowany albo pochodzić z jakiegoś patologicznego środowiska. Na takie przypadłości słabo działają najlepsze terapie małżeńskie, a nawet nie wiem, czy solidna "praca u podstaw" coś by zmieniła. Więc pewnie zaoszczędziłaś przynajmniej sporo czasu i pieniędzy, że nie doszło do takiej terapii.
                          Co do kontaktów ojca z dzieckiem, to ja zazwyczaj jestem na tak, ale jak sobie w zasadzie wyobrażać takie kontakty, jak tata zgadzał się na zostawanie z dzieckiem "tylko jak spało". Wg mnie mogłabyś w zasadzie w sądzie przystać na jego najbardziej "wyśrubowane" warunki co do kontaktów z dzieckiem, a on raczej z nich i tak by nie skorzystał. Nie wiem, jak zająłby się dzieckiem np. przez tydzień ferii, miesiąc wakacji i nawet każdy weekend??? Chyba dziecko usypiałby melaniną na ten cały czas, żeby mu nie przeszkadzało, a poza tym nie wiem, czy nagle zapała taka miłością do pracy, żeby pracować na te dojazdy po dziecko, zapewnienie mu odpowiednich warunków, pranie, gotowanie, etc.
                          Pewnie, szkoda dziecka, że tata nigdy nie chciał się nim zajmować (jeśli to rzeczywiście było tak jak piszesz, bo aż mi w to trudno uwierzyć - jeśli sama jesteś z porządnego, kochającego domu, jak mogłaś przystać na takie jego olewanie rodziny przez trzy lata...).
                          • paris-texas-warsaw Re: Jak zabrać się do rozwodu? 17.03.13, 16:27
                            Chociaż, co do samego pytania, jak się zabrać do rozwodu, to powiedziałabym "z głową"... Żeby mąż w sądzie np. nie przedstawił jego historii życia, gdzie przez trzy lata zajmował się domem, dla której to aktywności zrezygnował z kariery zawodowej, po czym wyrzuciłaś go z domu, odcięłaś od dziecka, a on nie ma za co żyć, popadł w niedostatek, mimo że kocha Ciebie i dziecko nad życie, więc suma sumarum, jak się upierasz na ten rozwód, to ok, ale uprzejmie prosi o alimenty na siebie... No nie wiem, nie mam doświadczenia, ale może takie scenariusze też są w Polsce możliwewink
                            • nigdy_w_zyciu1 Re: Jak zabrać się do rozwodu? 18.03.13, 09:57
                              Czytając wypowiedzi niektórych osób zastanawiam się jakie są ich intencje?
                              Autorka wątku pisze o swoim problemie, prosi o poradę, może wsparcie a co niektórzy jej tu fundują terapię szokową.Rozkładają jej małżeństwo na czynniki pierwsze, oceniają jej wybory czy decyzje. Pytam: po co?

                              Nie mamy prawa oceniać wyborów czy decyzji innych osób bo nie siedzimy w skórze innego człowieka i nie wiemy czym się kierował podejmując jakąś decyzję. Co niektórzy zapominają chyba,że bardzo łatwo wydać na kogoś wyrok nie mając nawet podstawowych informacji o sytuacji.
                              W moim rozumieniu to forum powstało aby się wspierać i radzić a nie podcinać skrzydła...
                              A więc wspierajmy się! Amen . wink
                              • blue_ania37 Re: Jak zabrać się do rozwodu? 18.03.13, 10:20
                                nigdy_w_zyciu1 napisał(a):

                                > Czytając wypowiedzi niektórych osób zastanawiam się jakie są ich intencje?
                                > Autorka wątku pisze o swoim problemie, prosi o poradę, może wsparcie a co niekt
                                > órzy jej tu fundują terapię szokową.Rozkładają jej małżeństwo na czynniki pierw
                                > sze, oceniają jej wybory czy decyzje. Pytam: po co?

                                Brałam udział w tym wątku, i prawdę powiedziawszy, nie wiem za bardzo o co Ci chodzi.
                                Pewnie moje wypowiedzi oceniasz jako te które podcinały autorce skrzydła, więc chciałabym dokładnie wiedzieć co mi jako mi masz do zarzucenia?
                                Ja oceniam autorkę wątku, jako dziewczynę która jest w tym momencie w najgorszych emocjach i to rozumiem, ale nie można sztucznie podtrzymywać kogoś nawet najbardziej uzasadnionego rozżalenia, złości ( piszę dokładnie o podejściu autorki wątku do spraw kontaktów z dzieckiem taty ).
                                Piszę to już z jakiegoś oddalenia od spraw związanych z rozpadem mojej rodziny.
                                A
                                • sebalda Re: Jak zabrać się do rozwodu? 19.03.13, 15:16
                                  Jak rozumiem, niektórych zbulwersowalo podejście autorki do kwestii kontaktów ojca z dzieckiem. Myślę, że ten temat w ogólnie nie jest wart roztrząsania, bowiem tatuś raczej nie będzie walczył jak lew (chyba tylko po to, żeby pognębić autorkę) o kontakty z dzieckiem, skoro mieszając wspólnie nigdy się dzieckiem nie zajął. On by nawet tego nie umiał zrobić. Podejście teściowej też jest jednoznaczne. Jak można wyrzucić z domu synową z dzieckiem, bo dziecko płakało? Autorka ma pełne prawo mieć uraz do takiej rodziny i do męża skrajnego egoisty i lenia.
                                  Ja też nie rozumiem tutejszych obyczajów. Jak kobieta pisze, że przez lata usiłowała ratować małżeństwo mimo wielu symptomów świadczących o jego rozpadzie, jak brała na siebie część winy mimo ewidentnych zachowań przemocowych męża na przykład, to się ją atakuje za brak stanowczości i jak to możliwe, że wcześniej nie odeszła, że narażała dzieci na takie wzorce. A jak dziewczyna widzi, że jej związek to farsa, a ojciec dziecka ma ją i ich dziecko w nosie i interesuje go tylko własna przyjemność, a do tego potrafi dziecko nastawiac przeciwko niej i rodzinie, to się ją krytykuje, że to za wcześnie, że są dopiero na etapie docierania się. No faktycznie, facet, który nie kwapi się do roboty, a jednocześnie kompletnie nie robi nic w domu przy pracującej zawodowo żonie, to kandydat na świetnego partnera, tylko trzeba mu w tym pomóc, dać mu szansętongue_out Przypominam, że do pewnego czasu się kamuflował, przez miesiąc nawet naczynia mył. Ciężko się połapać w tych nie do końca spójnych radach.
                                  Do autorki: jak Cie stać, to może lepiej iść do jakiegoś adwokata przynajmniej po pierwszą poradę, bo poprowadzenie rozwodu do duży koszt, ale jednorazowa rada chyba nie kosztuje tak dużo, a wzorów pism rozwodowych w sieci jest dużo. Ważne są kwestie majątkowe, bo macie pewnie wspólnotę.
                                  • prawniczka1974 Re: Jak zabrać się do rozwodu? 20.03.13, 08:11
                                    Ja też sądzę że już nadszedł czas abyć uzyskała poradę osob, która nie jest emocjonalnie zaangażowana w problem czyli prawnika. Każdy prawnik jest w stanie na podstawie teggo co mowisz przedstawić ci szanse i zagrożenia twojej sytuacji. Ale z tego co widzę to szansa nie jest wielka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka