mola1971 24.03.13, 19:25 Część szósta cyklu "Sypiając z wrogiem". Dzień świstaka, czyli czemu ciągle się pakujemy w beznadziejne związki. Bardzo ciekawy ten wywiad. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
anbale Re: Dzień świstaka 24.03.13, 19:37 Ciekawy dla kogoś, kto chce znaleźć przyczynę swych porażek w sobie. Na pewno bardzo irytujący dla ludzi, którzy nie przyjmują do wiadomości, że z nimi może być coś nie tak- a nie ze światem dookoła. Dość często ludzie mają bardzo dokładnie przeanalizowane przyczyny zewnętrzne swych nieszczęść życiowych, a pozostają uporczywie zamknięci na to, co "sami sobą" w te historie wnieśli. Nawet przecież tu na forum nierzadko sugestia, że może w kimś tkwi przyczyna jego porażki jest nazywana "dokopywaniem"...Niepopularna opcja Odpowiedz Link
mola1971 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 19:50 Wiem, że to niepopularna opcja jest, ale skoro forumowe tłumaczenie nie dociera i nazywane jest dokopywaniem, to może do kogoś dotrze treść tego artykułu. Tak sobie (być może naiwnie) pomyślałam zakładając ten wątek Odpowiedz Link
nowel1 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 20:02 Wydaje mi się, że główny problem z takimi tekstami jak zalinkowany przez Ciebie polega na tym, że one docierają do ludzi, którzy większość roboty nad sobą juz mają za sobą. Dlatego nie wierzę w poradniki - ludzie sięgają, czytają kiwając głową - a potem wracają do swoich znanych, oswojonych kolein. Odpowiedz Link
mola1971 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 20:14 Każdy sam musi dojrzeć do tego, by się zastanowić nad swoim życiem i nad tym jakie błędy popełnia i dlaczego. Jedni dojrzewają wcześniej, inni później, a jeszcze inni wcale. Takie artykuły mogą być dla kogoś impulsem do zmian w myśleniu, choć oczywiście nie muszą. Niezależnie od tego na jakim etapie życia porozwodowego ktoś jest. Znam ludzi, którzy dość szybko doszli do tego, co robili źle, znam też takich, którzy z uporem maniaka dalej w starym schemacie siedzą i wiążą się z coraz to gorszymi ludźmi. Odpowiedz Link
nowel1 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 20:21 Prawda. Nigdy nie wiadomo, co stanie się takim impulsem, bywa że tak "okrutny kop", jakie zdarzają się na tym forum, bywa że coś, co się przeczyta... pewnie nieczęsto, ale jednak. Odpowiedz Link
anbale Re: Dzień świstaka 24.03.13, 21:21 nowel1 napisała: > Dlatego nie wierzę w poradniki - ludzie sięgają, czytają kiwając głową - a pote > m wracają do swoich znanych, oswojonych kolein. Wydaje mi się, że nigdy się nie uda tak "poradnikowo" sformatować ludzkości, a gdyby się nawet udało, to świat chyba byłby nie do życia, w pewnym sensie odczłowieczony, przewidywalny i sterylny Może wystarczy, że komuś coś w głowie pokołacze, że może zamiast obwiniać wszystko i wszystkich dookoła przyjrzeć się własnej roli i wkładowi w swoją życiową porażkę- nie żeby od razu się samobiczować, ale to czasem, zwyczajnie, też może przynieść spokój ducha. Odpowiedz Link
mola1971 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 21:30 Ja czasem odnoszę wrażenie, że to przyznanie się do własnych błędów nie jest największym problemem. Największym problemem jest konieczność doszukania się źródeł tych błędów, które (wiem, że to banalne, ale niestety prawdziwe) najczęściej tkwią w dzieciństwie. A grzebanie w dzieciństwie boli, bywa, że wręcz fizycznie. No bo jak to tak? Mam moją idealną, kochającą mamę, tudzież cudownego ojca nagle odbrązowić i nazwać rzeczy po imieniu? Mam pogodzić się z tym, że wychowali mnie niedoskonali ludzie, którzy popełnili przy moim wychowaniu masę błędów? To trudne, bardzo trudne. Jednak warto to zrobić. Bynajmniej nie po to, by rodziców obwiniać, ale by żyć bardziej świadomie. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 22:37 A grzebanie w dzieciństwie boli, bywa, że wręcz fizyczni > e. No bo jak to tak? Mam moją idealną, kochającą mamę, tudzież cudownego ojca n > agle odbrązowić i nazwać rzeczy po imieniu To jest własnie to, dlaczego psychologia w takim wydaniu (dopatrywanie się wszystkiego w dzieciństwie) kompletnie mnie nie interesuje, zniechęca i zalatuje paranauką. Ktoś, kto był do momentu rozbabrywania swego życia szczęśliwym synem/ córką, kto mógł polegać w nieszczęściu na swoich rodzicach, nagle się dowiaduje, że to oni są źródłem jego niepowodzeń w życiu i że przez lata mu się zdawało, że był szczęsliwy, a nie był. I co teraz? Ma problemy i ma sobie z nimi poradzić sam, no bo rodzice idealni mu się nie trafili i jeszcze źle doradzą... Dokopywanie się źródeł swych wyborów w rodzicach (bo do tego zwłaszcza sprowadza się psychologiczny bełkot babrania) jest dla mnie tyle prymitywne, co bezzasadne- bo zaprzecza, że człek to stworzenie rozumne, umiejące analizować, wyciągać wnioski i postępować zgodnie z przyjętym przez siebie kierunkiem. A ja nie uważam ludzi za skończonych kretynów, niezdolnych do korzystania z własnych obserwacji (innych) wiedzy i doświadczenia, wymagających "przepracowania dzieciństwa", aby nie popełniać starych błędów. I to piszę ja- korzystająca z psychoterapii od wielu, wielu miesięcy. Dla mojego psychoterapeuty (a wybrałam go świadomie- właśnie ze względu na poglądy) ważniejsze są moje motywacje do określonych zachowań, postępowania, moje postawy, niż to, czy moi rodzice stosowali wobec mnie jakieś wymyślne kary, czy nie, czy ukrywali jakąś tam "rodzinną prawdę", czy nie. Wyrosłam w pewnej rodzinie i choćbym na rzęsach stawała, to tego nie zmienię. Ani nie zapomnę- bo nie chcę! Dzieciństwo to kawał mojego życia, mnie samej- tak samo jak okres studiów czy narzeczeństwa. Do psychoterapeuty przyszłam z określonym problemem- i to z nim mam sobie poradzić. Osobę wybrałam po "przejściu" chyba 7 czy 8, bo chodziło mi o to, aby było to na NFZ i aby nie wpakować się w jakieś bzdurne "przepracowywanie dzieciństwa", a skupić się na tym, z czym mam rzeczywisty problem (nie są nimi problemy interpersonalne). Idealnych rodziców i dzieciństwa nikt nie ma, więc nie widzę sensu, aby się tym zajmować. Chodzi o to, aby żyć mimo tego, co - przynajmniej niektórym- zafundowali rodzice, rodzina. I to powinno być priorytetem, a nie to, czy matka była wymagająca, a ojciec nieobecny, wycofany. Natomiast znam takich, którzy nie zdążyli nawet do końca "przepracować" dzieciństwa, a rozwaliło im się małżeństwo- bo na nie zabrakło miejsca i czasu, no nie okazało się wystarczająco poważnym problemem, aby się nim zająć przed wystarczającym znęcaniem się nad sprawami sprzed czasami 30 lat. Żeby nie było niedomówień- cenię psychologię, ale tylko jej jedną część, tj. neuropsychologię Reszta to dla mnie lanie wody. No to teraz czekam na lincz Odpowiedz Link
nowel1 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 22:43 Jak tylko dopuścisz myśl, że nie wszyscy są identycznie skonstruowani jak Ty - wszystko stanie się jasne. Odpowiedz Link
anbale Re: Dzień świstaka 24.03.13, 23:14 "Babranie się w dzieciństwie" to jeden z wielu zabobonów dotyczących psychologii. Owszem, tak może wyglądać terapia, jeśli klient ma jakiś mocny problem związany z dzieciństwem i sam czuje taką potrzebę, żeby się do czegoś dobabrać (albo uporczywie do tego nawiązuje) Psycholog może pytać o relacje rodzinne, żeby mieć obraz w jakim klimacie emocjonalnym, obyczajowym ktoś się wychował, jakie przyprawiono mu gęby- ale nie ma potrzeby babrania się w tym, ponieważ już od wielu lat jest jasne, że w dzieciństwie nie znajduje się odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania. To anachronizm. Poza tym teraz jest taka różnorodność jeżeli chodzi o formy psychoterapii, że naprawdę trzeba się bardzo na nią uwziąć, żeby tego "babrania" się uczepić Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 23:49 anbale napisała: > "Babranie się w dzieciństwie" to jeden z wielu zabobonów dotyczących psychologi > i. Nie byłabym tego taka pewna A sytuacja, gdy kobieta w kółko wybiera sobie beznadziejnych facetów, którzy ją zdradzają i lekceważą? "Nie wiem, gdzie popełniam błąd" - mówi. - Tu może działać inny mechanizm: nieświadoma chęć ponownego przeżycia jakiejś trudnej sytuacji z dzieciństwa. Ukryta motywacja brzmi: "Tym razem sobie poradzę". - W czasie budowania podstawowych wzorców relacji - z rodzicami i innymi ważnymi osobami w dzieciństwie - coś poszło źle. Doznałam jakichś krzywd. Jeśli nie potrafię w pełni tego zrozumieć, przejść przez proces żałoby i w końcu sobie powiedzieć: "Było, minęło, nie będę miała już lepszego dzieciństwa", to w dorosłym życiu mogę tamte sytuacje odtwarzać do upadłego, w nadziei, że finał tym razem będzie szczęśliwy. To może powodować wybory podobnych partnerów, wybory niefortunne. Nieświadomie pragnie przeżyć z kolejnymi partnerami nieudany wzorzec relacji na przykład z ojcem, ale tym razem na własnych warunkach. Pacjentka mówi: "Dzieciństwo miałam do bani, nie będzie drugiego, szkoda". Intelektualnie to oczywiście rozumie, ale emocjonalnie nigdy tego nie przeżyła - ani wtedy, ani później - bo było to po prostu zbyt trudne. Część tamtych emocji trzyma w osobnej szufladzie, której nie otwiera. Nosi więc w sobie niezamkniętą sprawę, która wciąż domaga się jakiegoś rozwiązania, domknięcia, powtórki - najlepiej z happy endem. Pożegnanie z dzieciństwem - proszę mi wierzyć - jest dla niektórych ludzi piekielnie trudne, wiąże się z uznaniem ogromnej straty. Paradoksalnie, im trudniejsze dzieciństwo, tym pożegnanie trudniejsze, bo wymaga rezygnacji z marzenia, że da się jeszcze coś naprawić. Zamiast się z tym zmierzyć, można utknąć w serii powtórek i mieć tego rodzica ciągle na nowo w osobach kolejnych partnerów. W dzieciństwie była okropnie traktowana przez matkę, która ją dręczyła psychicznie i fizycznie. Ojciec na to nie reagował, usuwał się. Czuła się przez niego porzucona. Partnerów traktuje więc jak ojca, którego kiedyś rozpaczliwie próbowała zainteresować swoimi problemami, lękami, poczuciem samotności. Staje się tym "nieznośnym dzieckiem" domagającym się nieustannej uwagi. I marzy, że ten nowy ojciec wreszcie będzie reagował inaczej. Oczywiście żaden partner na dłuższą metę tego nie wytrzymuje i tym samym wzorzec z dzieciństwa zostaje potwierdzony. A dlaczego zdradza? - To z kolei wzorzec przeniesiony z relacji z matką. Kiedy się do niej próbowała zbliżyć, była zalewana jej lękami i frustracjami. Więc teraz boi się pełnej bliskości. Zdradzając partnera, ma poczucie, że nie do końca jest z nim blisko i nie grozi jej ten sam scenariusz. Po prostu osłabia mnie to ciągłe szukanie wytłumaczeń w dzieciństwie. To jest dla mnie lejwodstwo. Jakaś tam podświadomość, jakieś relacje z ojcem, szukanie ojca w kolejnych parterach etc. No komedia Podczas swoich poszukiwań trafiłam na pewno na dwoje, a być może na troje (nie pamiętam dokładnie) takich fascynatów dzieciństwa. Pamiętam, kiedy miałam przypomnieć sobie, jak rodzice zareagowali w jakiejś tam określonej sytuacji. A ja kompletnie nie pamiętałam- bo i nawet nie było co pamiętać, dla mnie to ani wtedy, ani dzisiaj ważne nie było. Bo problem, z którym przyszłam, nie miał żadnego związku z przeszłością; za to wpływa na moje aktualne życie i na moją przyszłość. A miałam sobie przypomnieć o jakiejś pierdółce z czasów odległych o miliony lat świetlnych Inna sprawa, że ja jestem specyficzną osobą i poszukiwałam kogoś, kto by sprostał mojej silnej osobowości- po prostu chciałam się pokłócić, zamiast ciągle słyszeć potakiwanie To tylko taki przykład Odpowiedz Link
wawrzanka Re: Dzień świstaka 25.03.13, 00:53 zmeczona100 napisała: > anbale napisała: > > > "Babranie się w dzieciństwie" to jeden z wielu zabobonów dotyczących psyc > hologii. > > Nie byłabym tego taka pewna Ja też nie jestem tego taka pewna, ale czy to źle? We wszystkich formach psychoterapii należy odwoływać się do dzieciństwa. Nawet terapia Gestalt, która świetnie się rozwija, jest uważana za nowatorską i opracowana z naciskiem na „tu i teraz” zakłada, że źródła problemów tkwią w dzieciństwie. To po prostu jest udowodnione empirycznie. I jest logiczne, bo na wierzbie nie urośnie gruszka. I o to tutaj gra się toczy: żeby zobaczyć swoje korzenie, poznać je, okiełznać, ujarzmić, pielęgnować. Wiadomo, że nikt nie miał doskonałych rodziców i nikt nigdy nie będzie miał. W tym procesie (w nowoczesnej psychoterapii holistycznej) chodzi o to ile bezinteresownej miłości dziecko dostało od rodziców w dzieciństwie. Ja się zgadzam z Tobą, Zmęczona, co do meritum: człowiek, który przychodzi do psychologa z jakimś problemem nie powinien być przez niego „wciągany” w dzieciństwo. To powinno wyjść od pacjenta, a rolą psychologa jest dotarcie do takich punktów rozmowy, w których to pacjent sam odwoła się do dzieciństwa i odnajdzie w nim źródła swoich zachowań. A to dopiero początek: źródło to jedno, a cechy osobowości drugie. Dlatego tak ciężko o dobrych psychologów. To zwyczajnie nie jest łatwe: trzeba czasu, cierpliwości, wrażliwości, fachowej wiedzy i prawdziwego zaangażowania, żeby naprawdę komuś pomóc. A tak w ogóle to zmylił mnie tytuł wątku. Uwielbiam "Dzień świstaka", myślałam, że to coś o tym filmie. Odpowiedz Link
anbale Re: Dzień świstaka 25.03.13, 09:46 Może nie do końca tak samo rozumiemy określenie "babranie się w dzieciństwie"- ja miałam na myśli, że psycholog nie dopytuje kiedy klienta zaczęto wysadzać na nocnik i jakie miejsce w hierarchii miał w grupie przedszkolnej, co onegdaj uważano za bardzo cenne informacje. Że rozmawia się o relacjach rodzinnych, to oczywiste- bo to jakby dla każdego archetypiczna, pierwotna więź, która kształtuje relacje ze światem, ale nie omawia się ich jedynie w kontekście dzieciństwa, choć trudno je całkiem pominąć- ważny jest również okres dorastania, bardzo ważna teraźniejszość. Raczej chodzi o dojście wg jakich wyuczonych, "wytresowanych" mechanizmów człowiek funkcjonuje- a nie o udowodnienie, jakich to okropnych, beznadziejnych miał rodziców. A że przy okazji niektórzy wyciągają niewesołe wnioski- to już inna sprawa. Odpowiedz Link
nowel1 Re: Dzień świstaka 25.03.13, 13:45 anbale napisała: > Że rozmawia się o relacjach rodzinnych, to oczywiste- bo to jakby dla każdego a > rchetypiczna, pierwotna więź, która kształtuje relacje ze światem, ale nie oma > wia się ich jedynie w kontekście dzieciństwa, choć trudno je całkiem pominąć- w > ażny jest również okres dorastania, bardzo ważna teraźniejszość. > Raczej chodzi o dojście wg jakich wyuczonych, "wytresowanych" mechanizmów człow > iek funkcjonuje- a nie o udowodnienie, jakich to okropnych, beznadziejnych miał > rodziców. A że przy okazji niektórzy wyciągają niewesołe wnioski- to już inna > sprawa. Bardzo słuszne uwagi. Trudno jest "naprawić" cokolwiek w dorosłym zyciu, jeśli nie dotrze się do źródła, czyli nie odszuka się, gdzie te koleiny, z których nie możemy się wyrwać, wzięły swój początek. Najpierw - świadomość mechanizmów, przyczyn. Potem można coś zrobić dla zmiany. To tak jak w chorobie - czasem da się leczyć wyłącznie objawy, ale najlepiej jest, jeśli dotrze się do przyczyny i z tego poziomu zacznie terapię. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Dzień świstaka 27.03.13, 17:07 wawrzanka napisała: Nawet terapia Gestalt, która świet > nie się rozwija, jest uważana za nowatorską i opracowana z naciskiem na „ > tu i teraz” zakłada, że źródła problemów tkwią w dzieciństwie. To po pros > tu jest udowodnione empirycznie. I jest logiczne, bo na wierzbie nie urośnie gr > uszka. No i tu jest własnie problem, który powoduje, że takiej psychologii mówię NIE Bo własnie to nie jest tak, że gruszki rosną tylko na gruszce, a na wierzbie urosnąć nie mają prawa. Zauważ na przykład, że nie wszyscy pochodzący z rodzin patologicznych typu alkoholizm rodziców, mają jako dorośli cechy DDA- nawet, jeśli dotyczy to rodzeństwa. Co moim zdaniem wyklucza pochodzenie jako determinantę zachowań dorosłego człowieka. Owszem, może być czynnikiem ryzyka, ale musi zaistnieć coś jeszcze, aby ujawniły się przypisywane rodzinie pochodzenia zachowania jego członka. Tak samo, jak nie każdy pochodzący z rozbitej rodziny powiela jej schemat, a nie każdy, kto w rodzinie nie miał żadnego przykładu rozpadu, jest zabezpieczony przed tym rozpadem. Moim zdaniem o wiele cenniejsze są informacje o jakości i ilości kontaktów społecznych, uzdolnienia, zainteresowania, poziom otwartości, IQ człowieka dorosłego, niż to z jakiej rodziny pochodzi. Tu oczywiście pomijam problemy dorosłych w kontaktach z ich rodzicami, z wpływem na ich życie (np. obwinianie się za to, że rodzic stoczył się na dno popadając w alkoholizm, za to, że rodzic żyje w nędzy i bidzie (bo pił przez całe życie) a dorosłemu dziecku powodzi się bardzo dobrze; ingerowanie rodziców w życie i decyzje dorosłych swoich dzieci, manipulowanie nimi itd.), bo w tym wypadku to oczywista oczywistość, że praca z psychoterapeutą będzie dotyczyć też spraw z dzieciństwa. Odpowiedz Link
mola1971 Re: Dzień świstaka 25.03.13, 19:23 zmeczona100 napisała: > Inna sprawa, że ja jestem specyficzną osobą i poszukiwałam kogoś, kto by sprost > ał mojej silnej osobowości- po prostu chciałam się pokłócić, zamiast ciągle sły > szeć potakiwanie To tylko taki przykład No i tu jest pies pogrzebany, Ty kłótliwa baba jesteś A terapia to rozmowa, a nie kłótnia. Choć jeśli spotkałaś drugą kłótliwą osobę, która w taki sposób prowadzi terapię i Tobie to pomaga, to mnie nic do tego Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Dzień świstaka 27.03.13, 16:53 Wcale kłótliwa nie jestem Tylko czasami naprawdę mam dość potakiwania. Zdecydowanie wolę, jak ktoś wskazuje na niespójność moich wypowiedzi, myśli i działań Przynajmniej wiem, że ten ktoś słucha uważnie Odpowiedz Link
nowel1 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 21:31 anbale napisała: > Może wystarczy, że komuś coś w głowie pokołacze, że może zamiast obwiniać wszys > tko i wszystkich dookoła przyjrzeć się własnej roli i wkładowi w swoją życiową > porażkę- nie żeby od razu się samobiczować, ale to czasem, zwyczajnie, też może > przynieść spokój ducha. Anbale - to już jest/byłby ogromny sukces... a ja w tej chwili patrzę na moją własną osobistą matkę, która zjechała do mnie na 3 tygodnie, i widzę właśnie to, o czym pisałam - czyta sporo tekstów mądrych psychologów i innych mądrych ludzi, potakuje, zachwyca się, po czym ponownie zanurza się w poczucie skrzywdzenia przez cały swiat i kompletnego odżegnywania się od odpowiedzialności za własne życie. Odpowiedz Link
mola1971 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 21:36 Nowel, jeśli chodzi o mamę, to jest kwestia wieku. Ludzie w pewnym wieku są zaimpregnowani na zmiany w sposobie odbioru świata. Z moimi rodzicami jest podobnie. Ja już nawet nie próbuję pewnych, oczywistych dla mnie, rzeczy im tłumaczyć, bo i tak nie zrozumieją. A oboje też bardzo dużo czytają. Odpowiedz Link
nowel1 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 21:39 Wiek - jasne, że też. Ale moja mama.... hm.... naprawdę długo by opowiadać Może lepiej w innych okolicznościach przyrody Odpowiedz Link
mola1971 Re: Dzień świstaka 24.03.13, 21:41 Mam nadzieję, że te inne okoliczności przyrody wkrótce się pojawią Odpowiedz Link
anbale Re: Dzień świstaka 24.03.13, 21:47 To chyba nie jest kwestia wieku, tylko osobowości. Niektórzy ludzie działają jakby w dwóch równoległych trybach. W pierwszym trybie czytają mądre książki i mają głębokie przemyślenia, w drugim trybie wszystko jest u nich po staremu; głupio i bez sensu Zresztą zmiany w sposobie myślenia ta straszna orka. Jeśli na kimś tego życie wręcz siłą nie wymusi, to z własnej woli naprawdę mało kto się na to porywa. Trzeba też do tego odwagi, bo to podróż w nieznane, w pewnym sensie. Odpowiedz Link
lampka_witoszowska Re: Dzień świstaka 24.03.13, 20:50 niepopularna opcja, moim zdaniem, polega na tym, że jak ktoś jest w żałobie, bo mu wczoraj/tydzień temu/miesiąc temu zmarł ktoś ukochany, to nalezy go siłą stawiać do pionu twierdząc, że teraz to juz koniec mazgajenia, pora na przemyślenie, dlaczego we właściwym momencie rozpaczająca/wściekła osoba nie wezwała karetki mogę do znudzenia powtarzać, że na wszystko przyjdzie pora, bo naprawdę przyjdzie - chyba, że się ma za sąsiadki/przyjaciółki/doradczynie idiotki, które wciskają w którykolwiek etap żałoby na siłę, czy pierwszy, czy ostatni artykuł rewelacja, dla tych usilnie zapełniających miejsce po byłym małżonku przede wszystkim Odpowiedz Link
oczy123 POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 21:07 ...EMPIK jest takimi dziełami zawalony ....jak mieszkałem a Angli to tam mowia na to POP-PSYCHOLOGIA Odpowiedz Link
oczy123 Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 21:29 anbale napisała: > So what? a to zebys sie nie napinała na madre posty bo ta sa poradniki dla gimnazjalistek jak je chlopak rzuci Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 21:33 Może i Tobie lektura tych poradników dla gimnazjalistek by się przydała, skoro nie umiesz normalnie, bez szyderstwa, rozmawiać. Na naukę nigdy nie jest za późno Odpowiedz Link
oczy123 Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 21:48 to nie szyderstwo ......tylko co najwyzej zlosliwosc a powaznie w TESCO na hammersmith mozesz kupic takie arcydziela po 0,99 pena masz tam caly dział POPPSYCHOLOGI a centralnie stoja te KOBIETY z MARSA MEZCZYZNI z WENUS czy odwrotnie ..akurat ten tytul skojarzylem bo w polsce tez o nim kiedys duzo pisali Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 21:55 Ale Kobiety z Marsa i Mężczyźni z Wenus (czy odwrotnie) to staroć nad starociami, więc nic dziwnego, że w Tesco niemal za darmo można to dostać. Odpowiedz Link
antymagiczny Re: POP-PSYCHOLOGIA 25.03.13, 11:27 Nie o to chodzi, przyzwoitej książki popularnonaukowej o anatomii/astronomii/antropologii kultury raczej nie dostaniesz w markecie, bo rzetelna wiedza by tam nie "zeszła", jest zbyt wyspecjalizowana żeby sprzedała się na skalę masową. A książki pisane przez wiodących światowych naukowców - psychologów pewnie poszłyby nawet w Biedronce, zaraz obok pozycji astrologicznych, numerologicznych i kucharskich. Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 25.03.13, 19:29 No wiesz, chyba przesadzasz. Pozycje typu Mężczyźni z Marsa, kobiety z Wenus, czy inne tego typu lekkie pozycje na pewno można spotkać w super i hipermarketach, a nawet w dyskontach, ale już np takiej "Inteligencji emocjonalnej" Daniela Golemana raczej poza księgarniami nie znajdziesz. Niezależnie od tego sprzeciwiam się ocenianiu książek wg ich cen i miejsc, w których można je kupić. Klasykę można nabyć za grosze podczas różnych akcji typu "tania książka" w supermarketach. Takie czasy po prostu. Odpowiedz Link
antymagiczny Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 06:21 A ja sprzeciwiam się traktowaniu psychologii jako poważnej nauki, podczas kiedy sprzedaje się ona masowo razem z beletrystyką (a niekiedy wręcz prowadzi na listach bestsellerów). Odpowiedz Link
nowel1 Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 08:28 antymagiczny napisał: > A ja sprzeciwiam się traktowaniu psychologii jako poważnej nauki, podczas kiedy > sprzedaje się ona masowo razem z beletrystyką (a niekiedy wręcz prowadzi na li > stach bestsellerów). Psychologia sprzedaje się, bo ludzi żywo dotyczy. A dokładniej - sprzedają się spopularyzowane wersje, bo są łatwe w czytaniu. Dobrze sprzedają się także popularne "encyklopedie zdrowia" - czy to znaczy, że medycyna nie jest poważną nauką? Jeśli "poważną nauką" dla Ciebie jest tylko to, co hermetyczne i nieciekawe dla ludzi niezwiązanych zawodowo z tematem, to dziwne wybrałeś kryterium. Pewnie jesteś za młody, żeby pamiętać program TV "Sonda"... bardzo dobry przykład na to, jak ciekawa jest "poważna nauka" podana w przystępny dla ogółu sposób. Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 09:16 A to istnieje coś takiego jak niepoważna nauka, skoro sprzeciwiasz się traktowaniu psychologii jako poważnej nauki? Odpowiedz Link
antymagiczny Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 10:17 Odpowiem tak - są koncepcje, które niepowodzenia życiowe (jak np. wybór nieodpowiedniego pantera i związany z tym wyborem rozwód) wytłumaczą np. wpływem nieuświadomionych problemów z dzieciństwa. Są też takie, które te same niepowodzenia wytłumaczą kwadraturą pomiędzy Księżycem a Jowiszem / inną niekorzystną konstelacją planet w chwili narodzin. Nie mam nic przeciwko temu. Z tym że w "poważnych" naukach swoją hipotezę dotyczącą korelacji pomiędzy zdarzeniami A i B trzeba jeszcze jakoś udowodnić. W "niepoważnych" - interpretacje dotyczące tych korelacji mogą być dowolne. Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 10:30 Hmm... Zatem zgodnie z Twoją logiką wszystkie nauki humanistyczne są naukami niepoważnymi. Odpowiedz Link
antymagiczny Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 11:12 Skąd mam mieć pewność, że psychologowie/terapeuci mają rację w swoich interpretacjach ? Mam to brać na wiarę ? Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 11:36 A skąd masz pewność, że socjologowie, historycy, teologowie, tudzież filozofowie mają pewność w swych twierdzeniach? Te nauki funkcjonują na takich samych zasadach jak psychologia. Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 11:39 * mają rację, a nie mają pewność oczywiście Odpowiedz Link
antymagiczny Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 12:17 Historycy formuluja swoje twierdzenia na podstawie dokumentów, badań archeologicznych, tekstów źródłowych. Jeśli coś tylko przypuszczają, to zazwyczaj zaznaczają, że jest to ich zdaniem wersja prawdopodobna, ale nie potwierdzona. Tymczasem psychologia, a szczególnie pop-psychologia oparta jest głównie na przypuszczeniach (a przynajmniej takie mam - być może błędne - wrażenie). Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 13:21 Nie wiem na czym oparta jest pop-psychologia (nie wiem zresztą co to w ogóle jest), ale psychologia oparta jest na badaniach. Odpowiedz Link
antymagiczny Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 14:14 O.K., dziękuję za owocną dyskusję oraz za Twoje wyjaśnienia, teraz już będę wiedział Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: POP-PSYCHOLOGIA 27.03.13, 17:22 antymagiczny napisał: > Skąd mam mieć pewność, że psychologowie/terapeuci mają rację w swoich interpret > acjach ? Mam to brać na wiarę ? Otóż to własnie! Freud też miał swoje koncepcje, też się niby zachwycał świat, i długo obowiązywały. Ale na szczęście Freud odszedł do lamusa i dzisiaj nikt na poważnie nie traktuje jego koncepcji (natomiast jego wkładu w rozwój psychologii nikt poważny nie podważa). Te wszystkie prawdy objawione, dotyczące powiązania stanu obecnego (niepowodzenia w związkach) z dzieciństwem, to się kupy nie tzrymają- to raz. A dwa- że nie ma jednej interpretacji. Tu są przykłady tego, co uważa psycholog (hehe- jak oni dochodzą do takich wniosków? Na podstawie swoich własnych historii?): forum.gazeta.pl/forum/w,24087,143446827,143453161,Re_Dzien_swistaka.html Np. spotkałam się z interpretacją, że młoda dziewczyna związała się ze starszym, spokojnym panem, bo szukała tego, czego nie miała- czyli ojca w dzieciństwie Tylko skąd wiedziała w takim razie, czego szukać? A inna interpretacja- że szukała za męża osobę podobną do jej ojca- a do kogo miał być podobny jej mąż, jak nie do ojca, skoro ojciec dawał jej poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, a dziewczyna własnie tego szukała? Kiedyś rekrutowałam psychologa klinicznego do tworzonego zespołu badawczego- musiałam przeprowadzić konkurs. I w takim jednym CV czytam i oczom nie wierzę- ukończone studia podyplomowe z analizy snów Odpowiedz Link
anbale Re: POP-PSYCHOLOGIA 27.03.13, 19:14 zmeczona100 napisała: > Np. spotkałam się z interpretacją, że młoda dziewczyna związała się ze starszym > , spokojnym panem, bo szukała tego, czego nie miała- czyli ojca w dzieciństwie > Tylko skąd wiedziała w takim razie, czego szukać? A inna interpretacja- ż > e szukała za męża osobę podobną do jej ojca- a do kogo miał być podobny jej mąż > , jak nie do ojca, skoro ojciec dawał jej poczucie bezpieczeństwa i stabilizacj > i, a dziewczyna własnie tego szukała? > To są stereotypy, mądrości ludowe, a nie "interpretacje" > Kiedyś rekrutowałam psychologa klinicznego do tworzonego zespołu badawczego- mu > siałam przeprowadzić konkurs. I w takim jednym CV czytam i oczom nie wierzę- uk > ończone studia podyplomowe z analizy snów No nie wiem, każdy atak psychozy poprzedzony jest bardzo intensywnymi, barwnymi snami. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: POP-PSYCHOLOGIA 27.03.13, 22:34 Anbale, ja też miewam od czasu do czasu wyraziste, bardzo intensywne sny Nie mam- chyba - psychozy, za to ulotka od moich leków mnie o tym uprzedziła Odpowiedz Link
anbale Re: POP-PSYCHOLOGIA 27.03.13, 22:44 Czy masz psychozę czy nie- to właśnie robota dla analityka. Każdy wariat twierdzi, że jest najbardziej normalnym człowiekiem w okolicy, to inni mają fisia Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: POP-PSYCHOLOGIA 27.03.13, 23:25 To mogę być nawet świrem, byleby tylko snów mi nie zabierać /bo ja nie śnię od lat- tzn. pewnie śnię, tylko nie zapamiętuję/ Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 27.03.13, 23:41 To się ciesz, że nie pamiętasz Co ja się nasłucham od mojej mamy o jej snach "proroczych" to moje A kobita bezdech ma, powinna spać z taką maską (nie wiem jak to cholerstwo się nazywa), ale nie śpi z tym, więc nic dziwnego, że koszmary co noc ma, bo zwyczajnie się dusi. Odpowiedz Link
anbale Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 11:12 antymagiczny napisał: > A ja sprzeciwiam się traktowaniu psychologii jako poważnej nauki, podczas kiedy > sprzedaje się ona masowo razem z beletrystyką (a niekiedy wręcz prowadzi na li > stach bestsellerów). Toż to snobizm w krystalicznej postaci Odpowiedz Link
anbale Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 11:38 antymagiczny napisał: > A ja sprzeciwiam się traktowaniu psychologii jako poważnej nauki, podczas kiedy > sprzedaje się ona masowo razem z beletrystyką (a niekiedy wręcz prowadzi na li > stach bestsellerów). Ależ snobizm Odpowiedz Link
anbale Re: POP-PSYCHOLOGIA 26.03.13, 11:40 Oj, przepraszam, że się powtarzam, komputer mi wariuje Odpowiedz Link
anbale Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 21:57 Hm, a gdybyś ten sam poradnik znalazł, powiedzmy, za 10 funtów w prestiżowej księgarni to ta wiedza miałaby dla Ciebie zupełnie inną wagę (cenę)? Właściwie co jest złego w tym, że ta pop-psychologia jest tania i łatwo dostępna? Niektórzy to takie młotki psychologiczne, najprostsze kwestie są dla nich czarną magią, , wydaje im się, że cały świat jest taki sam jak oni i tak samo myśli i czuje. Niech sobie poczytają to i owo, tylko się cieszyć z tego, że w tesco trafili na lekturę, czasem nigdzie indziej nie chodzą. Odpowiedz Link
mola1971 Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 22:07 Poza tym chcąc oceniać wartość książki wg jej ceny, można dojść do wniosku, że Grochola jest więcej warta niż Shakespeare Przed chwilą wlazłam do Merlina i "Romeo i Julia" kosztuje 11,18 PLN, a "Gry i zabawy małżeńskie i pozamałżeńskie" aż 43,49 PLN. Odpowiedz Link
oczy123 Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 22:30 anbale napisała: > Hm, a gdybyś ten sam poradnik znalazł, powiedzmy, za 10 funtów w prestiżowej ks > ięgarni to ta wiedza miałaby dla Ciebie zupełnie inną wagę (cenę)? > Właściwie co jest złego w tym, że ta pop-psychologia jest tania i łatwo dostępn > a? Niektórzy to takie młotki psychologiczne, najprostsze kwestie są dla nich cz > arną magią, , wydaje im się, że cały świat jest taki sam jak oni i tak samo myś > li i czuje. > Niech sobie poczytają to i owo, tylko się cieszyć z tego, że w tesco trafili na > lekturę, czasem nigdzie indziej nie chodzą. a kto mowi ze to zle ? chodzi raczej o to ze bez wartosci ? taki mcdonald ....no i dwa warto pamietac ze te wszystkie poppsychologiczne dziela to prywatne opinie i pomysly autora niczym nie udowodnione ani nie dowiedzione kazde z nas mogloby to napisac natomiast traktujac powanie psychologie mozna sobie w zyciu niezle namieszac Odpowiedz Link
nowel1 Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 22:34 oczy123 napisał: > > natomiast traktujac powanie psychologie mozna sobie w zyciu niezle namieszac Widziałam w życiu wielu ludzi, którzy sobie namieszali... włącznie ze mną... w żadnym przypadku nie był to efekt poważnego traktowania psychologii Odpowiedz Link
oczy123 Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 22:48 nowel1 napisała: > oczy123 napisał: > > > > > > natomiast traktujac powanie psychologie mozna sobie w zyciu niezle namies > zac > > Widziałam w życiu wielu ludzi, którzy sobie namieszali... włącznie ze mną... w > żadnym przypadku nie był to efekt poważnego traktowania psychologii ja znalem takich ktorzy chodzili pytac psychologa na kogo maja glosowac to jest dopiero terapia ! .....natomiast zadnemu sie nie poprawilo w jakims obszarze zycia jak ktos sobie lubio pofilozofowac podumac nad meandrami ludzkiemgo zywota to dla niego Odpowiedz Link
anbale Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 22:56 oczy123 napisał: > ja znalem takich ktorzy chodzili pytac psychologa na kogo maja glosowac to j > est dopiero terapia ! Głupich nie sieją, że tak powiem mało elegancko .....natomiast zadnemu sie nie poprawilo w jakims obszarze zycia No tak, naturalnie, bo psycholog nie poprawia "obszarów życia", nie zaczarowuje rzeczywistości; to może zrobić jedynie sam człowiek czyniąc przeróżne starania, a psycholog, czy nawet zwykły, drugi przyjaźnie nastawiony człowiek (jeśli ktoś ma kogoś takiego na podorędziu) może w tym pomóc- jeśli ktoś chce, żeby mu pomóc- to jest podstawa. > > jak ktos sobie lubio pofilozofowac podumac nad meandrami ludzkiemgo zywota to dla niego Ty nie chcesz i ok, nie ma sprawy. Nie rozumiem tylko po co innym się wcinasz ze swoim protekcjonalnym tonem. Odpowiedz Link
oczy123 Re: POP-PSYCHOLOGIA 29.03.13, 13:08 No tak, naturalnie, bo psycholog nie poprawia "obszarów życia", nie zaczarowuje > rzeczywistości; to może zrobić jedynie sam człowiek czyniąc przeróżne starania > , a psycholog, czy nawet zwykły, drugi przyjaźnie nastawiony człowiek (jeśli kt > oś ma kogoś takiego na podorędziu) może w tym pomóc- jeśli ktoś chce, żeby mu p > omóc- to jest podstawa. duzo słow mało sensu Odpowiedz Link
anbale Re: POP-PSYCHOLOGIA 29.03.13, 18:14 oczy123 napisał: > > duzo słow mało sensu Czyli po prostu nic nie zrozumiałeś. Trudno, bywa. Odpowiedz Link
nowel1 Re: POP-PSYCHOLOGIA 24.03.13, 21:34 Oczy, rozumiem, że te poradniki są poniżej Twojego poziomu... Skąd w takim razie Twoja prymitywna napastliwość? Bo bije po oczach Odpowiedz Link
blackglass Re: POP-ANGLIA 25.03.13, 14:45 Oj to się robi charakterystyczne teraz dla tego forum, ktoś ma inna opinie niż reszta i już zaczynają się złośliwości... Odpowiedz Link
lesnik5 Psycholog i ziemniaki na gazie 26.03.13, 10:32 Niedługo ludzie będą pytać psychologa czy już wyłączyć ziemniaki na gazie, czy może mogą się jeszcze chwileczkę pogotować. Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 26.03.13, 11:10 Trochę mnie już nudzą te przekomarzanki nt psychologii. Argumenty, jak widać, coraz bardziej głupkowate...Przecież pomoc psychologiczna nie jest obligatoryjna, psycholodzy nie robią łapanek na mieście- wystarczy po prostu trzymać się od nich z dala, swoje problem rozwiązywać przez zimne kąpiele czy intensywny trening na siłowni, jeśli komuś akurat to pomaga. Po co tak deprecjonować psychologię na siłę już czasami, tym bardziej, że jest masa ludzi, którzy potwierdzają myślą, mową i uczynkiem, że przyszli do psychologa po pomoc i ją otrzymali? A socjologia, w pewnym sensie "psychologia tłumu" też jest paranauką szamańską,? Odpowiedz Link
blackglass Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 26.03.13, 13:43 To nie psychologia a " psychologiczny bełkot" na poziomie piaskownicy Swoja droga to rzeczywiście coraz częściej psycholog staje się góru bez, którego potwierdzenia słuszności ,niektórzy kroku nie zrobią ...zaobserwowane w realu. Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 26.03.13, 13:53 No to Ci "niektórzy" naprawdę mają poważny problem... Odpowiedz Link
nowel1 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 26.03.13, 14:50 blackglass napisała: > To nie psychologia a " psychologiczny bełkot" na poziomie piaskownicy "To", czyli co? O jakiej pozycji lub wypowiedzi mówisz w tej chwili? > > Swoja droga to rzeczywiście coraz częściej psycholog staje się góru bez, któreg > o potwierdzenia słuszności ,niektórzy kroku nie zrobią ...zaobserwowane w realu > . Chodziło Ci o "guru"? Jeśli tak jest, to chyba dowodzi, że owi "niektórzy"mają ważne potrzeby, których inni ludzie zaspokoic nie mogą/nie potrafią. Odpowiedz Link
blackglass Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 10:00 nowel1 napisała: > Chodziło Ci o "guru"? > Jeśli tak jest, to chyba dowodzi, że owi "niektórzy"mają ważne potrzeby, któryc > h inni ludzie zaspokoic nie mogą/nie potrafią. Słuszna uwaga powinno być guru Odpowiedz Link
antymagiczny Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 26.03.13, 17:27 anbale napisała: > Po co tak deprecjonować psychologię na siłę już czasami, tym bardziej, że jest > masa ludzi, którzy potwierdzają myślą, mową i uczynkiem, że przyszli do psychologa po > pomoc i ją otrzymali ? Co więcej tym pacjentom, którym psychologia nie pomogła, to przecież i nie zaszkodziła Odpowiedz Link
antymagiczny Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 26.03.13, 18:04 Dokładnie, szczególnie jak wątpią w skuteczność metody Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 26.03.13, 18:30 Jak nie wątpią, to też nie pomoże Odpowiedz Link
antymagiczny Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 06:39 Eee tam, nawet w lokowozie* ? Ponoć wiara czyni cuda, a człowieka można zdiagnozować na podstawie... kleksów: www.polityka.pl/kraj/analizy/1524681,1,co-pan-tu-widzi---testy-psychologiczne-do-kosza.read *Lokowóz - mobilny gabinet terapeutyczny, którego kierowca w trakcie kilkunastogodzinnego kursu przekwalifikował się na psychoterapeutę. Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 09:34 Ale "Polityke" sprzedają w każdym byle kiosku, w każdym supermarkecie zalega za grosze - to jest pop-gazeta i pop-artykuł ! Czyli bzdury. Odpowiedz Link
antymagiczny Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 10:48 Ale w tym artykule są opisane suche fakty. No cóż, jeśli fakty nie pasują do teorii, to tym gorzej dla faktów Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 10:53 Fakty, powiadasz... Jak wspomniałeś wcześniej- wszystko jest kwestią wiary. Odpowiedz Link
antymagiczny Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 11:14 Tylko do momentu, kiedy czegoś nie zweryfikujemy (o ile to możliwe). Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 12:56 A jakie stosujesz kryteria weryfikacji przy pop-artykułach? Odpowiedz Link
antymagiczny Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 14:05 Otóż w tym konkretnym przypadku na ten przykład taką, że opisywanymi w artykule kretynskimi testami zostałem potraktowany w RODKu. (Przy okazji - jak dalece nie chciałbym się trzymać od psychologów, to - jak sama widzisz - nie zawsze jest to możliwe). Toteż, jakkolwiek sceptyczny nie chciałbym być wobec zalinkowanego artykułu, niestety wygląda na to, że jego autor nie skłamał. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 17:32 Poważnie "diagnozowali" Cię kleksami?? Ranyjulek Ja to od razu- proszę o protokół przeprowadzonych badań I niech się tam znajdzie choć jeden, który nie ma polskich norm czy nie został wystandaryzowany dla naszych warunków Np. WISKAD do niedawna. Ale cóż zrobić; najgorzej, jeśli testy do celów badań naukowych mundry psycholog potraktuje jako narzędzie do diagnozowania. Albo zastosuje WISKAD u osoby bez podejrzenia zaburzeń osobowościowych czy w głębokiej depresji. Odpowiedz Link
antymagiczny Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 19:31 Badanie miałem już jakiś czas temu i teraz nie pamiętam czy były te kleksy, musiałbym sprawdzić w opinii, tych testów było dużo, z godzinę mi spokojnie zeszło. Ale test zdań niedokończonych i test drzewa, o których też mowa w artykule, miałem na bank. Czy ojcowie są szympansami żeby rysować drzewa, czy psychologom nie wystarczy obserwacja ich interakcji z dzieckiem ? A co do babrania się przez terapeutów w dzieciństwie, to zobacz sobie wątek "Aseksualny ślimak" na forum "Brak seksu w małżeństwie", dziewczyna zdaje relację ze swojej terapii i ciekawa dyskusja tam się toczy na ten temat. Odpowiedz Link
antymagiczny Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 20:13 forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143344017,143344017,Aseksualny_slimak.html Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 21:54 Yorica czytam, jakbym sama to pisała Dziewczyna ma niedoczynność tarczycy (pewnie TSH jedynie lekko ponad 4), ale niskie libido absolutnie musi być "przez ojca" /rośnie TSH, to i rośnie prolaktyna- a ta m.in. obniża libido/ Nie no, to smieszne nie jest; raczej żałosne... Odpowiedz Link
mola1971 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:06 Trochę poczytałam tamten wątek, ale tak samo jak psycholog potrafi przesadzić, tak samo Ty przesadzasz tłumacząc to wyłącznie niedoczynnością tarczycy. Jakoś wcześniej, we wstępnej fazie związku ta niedoczynność w niczym nie przeszkadzała. A prawda wg mnie leży po środku - i psycholog może mieć po części rację, i Ty też. Człowiek to całość i zdrowy człowiek ma zdrowe zarówno ciało jak i umysł. U tamtej dziewczyny szwankuje jedno i drugie, więc jedno i drugie powinna leczyć. Głowę u psychologa, a tarczycę u endokrynologa. Jedno nie przeszkadza drugiemu. Samo wyleczenie tarczycy nic nie da skoro dziewczyna nienawidzi własnego ojca, TSH w normie jej z tej nienawiści nie wyleczy. I odwrotnie - żadna terapia w 100% skuteczna nie będzie, jeśli tarczyca będzie płatała figle. Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:24 Jestem chodzącym dowodem na to, co pisze Mola Jako nastolatka cierpiałam na malownicze schorzenie skórne, objeździłam chyba połowę dermatologów w Polsce wprawiając ich w osłupienie. Żaden nie potrafił mi pomóc, mieli problem z diagnozą. Dopiero pewna starsza, bardzo doświadczona pani doktor skierowała mnie do psychoterapeuty. Po terapii, bardzo rzetelnej i konkretnej, pomogło, przeszło i to chyba już na zawsze. Trochę farmakologii też było, ale nieinwazyjnie. Człowiek nawet nie zdaje sobie jakie numery wywija mu jego własny mózg i w jakiej komitywie jest z resztą ciała. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:37 Bo to tylko zbieg okoliczności był Wyrosłaś z problemu i już Jak na przykład z alergii na kurz Odpowiedz Link
satoja Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:45 Niektórzy psychologów słusznie mogą się obawiać i zawczasu od nich odstręczyć "Pewna matka ma problem ze swoim czternastoletnim synem. W ich domu wciąż rozlegają się wrzaski i kłótnie. W końcu matka prowadzi syna do psychoanalityka. Po dwóch seansach doktor wzywa matkę do gabinetu. - Pani syn cierpi na kompleks Edypa. - Edyp, Szmedyp – odpowiada kobieta. – Najważniejsze, żeby kochał swoją matkę." Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 23:26 tak sobie tylko ... psychologizuję Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:27 Molka, wstępna faza każdego związku to inna kombinacja hormonalna I nie twierdzę, że dziewczyna nie ma problemu z ojcem; twierdzę natomiast, że bez doprowadzenia do ładu tarczycy ten "problem" będzie miała wiecznie- z tendencją do pogłębiania--> kolejne rozczarowania i zakończone związki--> jeszcze gorsze funkcjonowanie tarczycy --> depresja (spowodowana nierozwiązanymi problemami z ojcem ). "problem" z ojcem idealnie pasuje- zawsze i wszędzie Tu jest świetny opis tego hm.... problemu Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:29 Nie wiem, co Ty sie tak na tego ojca uwziełaś- ja miałam problem z matką Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:32 I też, podobnie jak autorka na tamtym forum, masz jakieś problemy seksualne? Chociaż, kurczę, problemy seksualne to przypisywane są, zdaje się, ojcu własnie; a jakie- matce?? Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:40 A nie chodzę na tamte forum, bo jakoś drażni mnie zadufanie jego uczestników. Każdy mógłby Lwa-Starowicza postawić na baczność i seksuologii uczyć Więc trudno mi komentować co tam wypisują. Nie ma takiego podziału, że ojciec odpowiada za te problemy a matka za tamte. Każdy człowiek jest diametralnie inny ze swoim zestawem schiz i jazd, dlatego tak łatwo o ignorancję w ich ocenie. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 23:26 K > ażdy człowiek jest diametralnie inny ze swoim zestawem schiz i jazd, Otóż to; podpisuję się pod tym Odpowiedz Link
mola1971 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:37 Tarczycę musi leczyć u endokrynologa i to nie podlega dyskusji. A co do problemu z ojcem, to nie da się ukryć, że taki ma. Nienawiść do własnego ojca nie jest zdrowym stanem emocjonalnym. A że problem z ojcem często (nie powiedziałbym, że zawsze i wszędzie) pasuje? Cóż... To świadczy wg mnie o jakości ojcostwa jako takiego. To, że jakiś problem występuje często nie znaczy, że go nie ma, ani, że jest normalnością. Odpowiedz Link
anbale Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 19:24 Właściwie każdy, kto neguje psychologię jako naukę, podaje jako przykład popierający swą tezę jakiegoś niedouczonego, nieudolnego psychologa, który coś tam namącił; albo rozczarowanego klienta, który oczekiwał, że psycholog mu zaczaruje rzeczywistość, wyleczy każdą ranę i odpowie na wszystkie pytania świata... To może raczej z czynnikiem ludzkim jest jakiś problem, a psychologia jako nauka jakiś tam ma sens? Odpowiedz Link
antymagiczny Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 20:15 Rozluźnij się, to były takie trochę przekomarzanki Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:30 Anbale, bo to jest tak, że naukę oceniamy po efektach, a nie po jej założeniach. Na efekty pracują ludzie- takie panie z RODKów czy inni specjaliści od kleksów. Odpowiedz Link
mola1971 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 22:41 Po efektach to sobie można nauki ścisłe, a nie humanistyczne, oceniać. Poza tym psychologia jest tak młodą nauką, że ma prawo do błędów. Podobnie jak inne nauki w przeszłości (w teraźniejszości zresztą również), choćby taka medycyna. Jeszcze nie tak dawno leczono ludzi upuszczając im krwi Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 23:19 No i tu się nie zgodzę, niestety. Popełnić błąd to może młody inżynier, bo jak źle zaprojektuje, to go starszy przywoła do porządku. Albo rozbiorą do fundamentów W przypadku psychoterapeutów i psychologów błąd z niedoświadczenia może kosztować czyjes życie (niech się taki jeden z drugim ojcem zabiją, bo im RODKowe panie kazały rysować drzewo). Nie, nie, nie. Stanowcze nie- jeśli ktoś ma eksperymentować na psychice drugiego człowieka. A propos drzewa Ponoć prawidłowy rysunek domu powinien zawierać komin, najlepiej z dymem- że to niby takie ognisko domowe, że ktoś w domu czeka z ciepłym obiadkiem, przy ciepłym kominku A pewna dziewczynka nie narysowała komina- i opisując rysunek powiedziała pani, że u nich podgrzewają wszystko w mikrofali, a ogrzewanie mają podłogowe /historia zasłyszana, więc to raczej żart/. Odpowiedz Link
mola1971 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 23:28 Oj, mylisz naukę z "naukowcami", czyli z psychologami w RODK-ach i innych tego typu miejscach. W Polsce dobrych psychologów można policzyć na palcach jednej ręki, no, może dwóch. I dlatego, mimo, że cenię psychologię jako naukę i od liceum się nią interesuję, w życiu nie byłam na żadnej terapii. Bo się zwyczajnie boję, że ktoś mnie rozłoży na części pierwsze (to żadna sztuka), ale do kupy sama będę się musiała pozbierać. Dotychczas wystarczyło mi to, czego sama się nauczyłam, z książek, ze szkoleń w pracy z naprawdę dobrymi psychologami, od innych, mądrzejszych ode mnie ludzi. W tym od mojej Babci. Na terapię się wybiorę, gdy będzie mnie stać na Eichelbergera, lub na Santorskiego. Bo wiem, że każda złotówka wydana na spotkanie z którymś z nich się nie zmarnuje. Niestety drodzy jak diabli są. Jak to fachowcy. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 23:43 Molka, tyle, że ludziska mają do czynienia głównie własnie z takimi "psychologami"- i to oni czasami ostatecznie decydują, co się dalej będzie działo z delikwentem. Naukowców to ja sobie mogę posłuchać w ramach zainteresowań czy obowiązków zawodowych, ale gdyby przyszło co do czego, to ocenią mnie jako matkę "psycholodzy", niestety (powiedzmy, że zostawiłabym na nich choćby tylko jedną suchą nitkę, hehhehe). Z tym, że ja poradziłabym sobie- mając pojęcie o co w tym wszystkim chodzi; ale co inni mogą zrobić? Jak pisałam- też cenię psychologię, jednakże tylko kliniczną. Mój sprzeciw budzą natomiast "psychoterapie" typu psychoanaliza. Sama jestem na behawioralno- poznawczej. Chwalę sobie kontakt z terapeutą; mniej- efekty (bo ja uparty osioł jestem i jakoś samo nie chce mi się poprzestawiać w tej mojej mózgownicy ). Uważam, że jeśli trafi się na genialnego terapeutę w tym duchu, to efekty mogą być naprawdę dobre. Ja, póki co, trafiłam zaledwie na dobrego Odpowiedz Link
mola1971 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 27.03.13, 23:47 To, że ludziska zwykle takich "psychologów" poznają to ja wiem. Podobnie jak, całkiem niedawno, takich "lekarzy" poznawali I za każdym razem, gdy na forum zaczyna się dyskusja nad psychologią, przypomina mi się "uciekajta ludzie, doktory jadą" To chyba z "Chłopów" jest Odpowiedz Link
armia55 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 28.03.13, 14:04 mola1971 napisała "uciekajta ludzie, doktory jadą" To chyba z "Chłopów" jest Chyba z Nocy i dni, zdaje mi sie, że Zofia Merle wrzeszczała lecąc przez pola. Tak mi się kojarzy , przykład bardzo dobry Odpowiedz Link
mola1971 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 28.03.13, 23:01 Tak, masz rację, to "Noce i dnie" Jak mogłam to pomylić z "Chłopami"? Toż "Noce i dnie" uwielbiam. Zakochana od zawsze jestem w Bogumile Niechcicu, ale teraz już takich mężczyzn nie ma. A szkoda. Odpowiedz Link
armia55 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 29.03.13, 17:25 mola1971 napisała: Zakochana od zawsze jestem w Bogumile Niechcicu, ale teraz już takich mężczyzn nie ma. A szkoda. Wcale nie jestem zdziwiona, żeś zakochana w Bogumile nie znam takiego mężczyzny...choć czasem pozwalam sobie jeszcze na odrobinę naiwności , ze może taki Bogumił stanie na mojej drodze Odpowiedz Link
mola1971 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 29.03.13, 22:31 Kurczę, ja kiedyś, baaaaaaaardzo dawno temu, takiego Bogumiła poznałam, ale za młoda i za głupia byłam, by go docenić i zostawiłam go dla pewnego Tolibowskiego Odpowiedz Link
to.ja.kas Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 01.04.13, 21:02 Armia, gwarantuje Ci, że Bogumiłowie po świecie chodzą, czasami nawet "bezpańsko", tylko oczy trza otworzyć i dac im szansę. Odpowiedz Link
armia55 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 02.04.13, 22:28 to.ja.kas napisała: > Armia, gwarantuje Ci, że Bogumiłowie po świecie chodzą, czasami nawet "bezpańsko" To.ja.kas, a dasz mi tę gwarancje na piśmie, ? Odpowiedz Link
to.ja.kas Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 02.04.13, 22:32 Oczywiście ))) I nawet na fotografii ))) Odpowiedz Link
oczy123 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 04.04.13, 20:10 mola1971 napisała: > To, że ludziska zwykle takich "psychologów" poznają to ja wiem. Podobnie jak, c > ałkiem niedawno, takich "lekarzy" poznawali > I za każdym razem, gdy na forum zaczyna się dyskusja nad psychologią, przypomin > a mi się "uciekajta ludzie, doktory jadą" To chyba z "Chłopów" jest ty za cala ludzkosc juz mowisz ...to bardziej psychiatra ci potrzebny niz psycholog Odpowiedz Link
mola1971 Re: Psycholog i ziemniaki na gazie 04.04.13, 20:40 Psychiatra mówisz... Przemyślę to i jeśli sama dojdę do wniosku, że lekarza tej specjalności potrzebuję, lub też ktoś bliski i ważny dla mnie, ktoś z kogo zdaniem się liczę, zasugeruje mi konieczność leczenia, to na pewno się do psychiatry udam. Natomiast forumowe diagnozy mojego zdrowia (zarówno psychicznego, jak i fizycznego) interesują mnie tyle, ile zeszłoroczny śnieg. Dla zainteresowanych siódmy odcinek cyklu "Sypiając z wrogiem", właśnie zaczęłam czytać. Odpowiedz Link