kasper254
05.06.13, 07:32
Nie rozumiem, dlaczego bycie z kimś przez "x" lat nie upoważnia do jakiegoś sentymentu, życzliwości, może i pewnego rodzaju ciepła. Jak myślicie, skąd biorą się te pokłady nienawiści - głównie wśród kobiet głównie, jak zauważyłem - wobec byłych partnerów/mężów? Czy to cecha ponadczasowa, czy też dzisiejsze czasy są nośnikiem takich uczuć? Czemu w tej/dla tej nienawiści wykorzystuje się innych, nawet własne dzieci, szuka się sprzymierzeńców, a nawet życzy śmierci, czy też robi się wszystko, aby ten, z którym dzieliło się los, miało wspólne plany itd. - zdechł.
Prawdą jest archetypiczny przekaz, iż od miłości do nienawiści jest jeden krok", czy też legitymuje tylko kolejne złudzenie?