Dodaj do ulubionych

Zaraz mnie rozerwie...

09.07.13, 22:50
Dla przypomnienia, rozstałam się z ex trzy lata temu, po tym jak się zakochał i postanowił zacząć nowe życie, dwa lata temu rozwiodłam się i nie mam żadnego kontaktu z ex. Zmieniłam nazwisko, numer telefonu, maila i całą resztę, którą mogłam. Radzę sobie świetnie, dużo lepiej niż gdy byłam z ex i kompletnie nic od niego nie chcę. On na odchodne powiedział naszemu dorosłemu synowi, że go nigdy nie kochał bo za wcześnie został ojcem (24 lata). Syn po tej jeździe bez trzymanki, nie chce znać ojca i mieć z nim kontaktów. Zmienił nazwisko na moje panieńskie i odciął się od ojca. Przez te trzy lata, ojciec napisał do syna pięć zdawkowych maili z okazji świąt lub urodzin. Rok temu urodziło mu się dziecko, o czym chyba zapomniał poinformować starszego syna, który dowiedział się o tym fakcie od znajomych. Rok temu, syn dowiedział się że ojciec i babcia rozpowiadają o nim i o mnie jakieś totalne bzdury, nie mające pokrycia w rzeczywistości, że syn ciągnie kasę od ojca a nie uczy się tylko tak ściemnia. Dla wyjaśnienia, ex płaci tylko i wyłącznie alimenty, nie obchodzą go inne sprawy typu wakacje, ubrania itp. Syn w tym roku zrobił licencjat i od października idzie na uzupełniające magisterskie. W weekendy tyra od świtu do nocy, by zarobić na swoje wydatki. Teraz całe wakacje pracuje po 12 godz, by mieć swoje pieniądze. Ja podobno stoczyłam się na dno, jestem alkoholiczką, mam eksmisję z mieszkania i odłączono nam prąd za długi. Syn wtedy napisał dosadnego maila do ojca, że życzy mu szczęścia ale od nas ma się odpieprzyć i żyć życiem swojej nowej rodziny. Dziś dowiaduję się, że on pazurami walczył o syna (5 maili przez trzy lata) ale syn jest podły, napisał mu takiego maila, że zmroziło mu krew w żyłach. Oczywiście nie omieszkał dodać, że maila pisał pod dyktando matki alkoholiczki.
Nie rozumiem o co temu człowiekowi chodzi, ma wolność, ma święty spokój, a grzebie w naszym życiu ile wlezie. Ciśnienie podniósł mi solidnie, zastanawiam się nad złożeniem pozwu w sądzie o zniesławienie. Nie jestem alkoholiczką, nie mam zadłużonego mieszkania i nie mam w ogóle długów. Jak można tak klepać i po co? Dlaczego ten człowiek, który wybrał życie z inną kobietą tak mnie nadal kopie, choć ja nie robię nic żeby miał ku temu powody? Przepraszam ale musiał to wygadać, bo tak jak w tytule, za chwilę mnie rozerwie...
Obserwuj wątek
    • nowel1 Re: Zaraz mnie rozerwie... 09.07.13, 22:56
      Zignoruj.
      Nie masz tu nic więcej do zrobienia.
    • malgolkab Re: Zaraz mnie rozerwie... 09.07.13, 22:57
      olgucha_3 napisała:

      > Rok temu, syn dowiedział się że ojciec i babcia rozpowiadają
      > o nim i o mnie jakieś totalne bzdury, nie mające pokrycia w rzeczywistości, że
      > syn ciągnie kasę od ojca a nie uczy się tylko tak ściemnia.
      >Dziś dowiaduję się, że on pazurami walczył o syna (5 maili przez trzy lata) ale syn jest
      > podły, napisał mu takiego maila, że zmroziło mu krew w żyłach. Oczywiście nie
      > omieszkał dodać, że maila pisał pod dyktando matki alkoholiczki.
      > Nie rozumiem o co temu człowiekowi chodzi, ma wolność, ma święty spokój, a grze
      > bie w naszym życiu ile wlezie. Ciśnienie podniósł mi solidnie, zastanawiam się
      > nad złożeniem pozwu w sądzie o zniesławienie.
      Po pierwsze - kto i po co powtarza Tobie i synowi co mówi ex i jego matka?
      Po drugie - co Cię obchodzi co mówią obcy ludzie?
    • xciekawax Re: Zaraz mnie rozerwie... 09.07.13, 23:37
      troszke dystansu miej.
      Dlaczego- chcesz wiedziec? w sumie po co Ci ta wiedza? byc moze ex czuje sie podle ze zachowal sie podle wiec odwraca to lustro od siebie i na Ciebie naklada. Byc moze ex zbudowal sobie mur taki brzydki z plotkowania zeby nie musiec spojrzec na siebie, bo gdyby spojrzal w siebie to by mu sie slabo zrobilo - niektorzy nie maja jaj zeby siebie zobaczyc takimi jakimi sa.

      Byc moze ex ma duzo nienawisci do Ciebie - ot tak sobie - aby miec. Byc moze lepiej mu gdy widzi Ciebie w zlym swietle (bo gdyby nie widzial Ciebie w zlym swietle to jego zachowanie odejscia od rodziny gryzlo by mu sumienie - a tak - to ty jestes ta zla i juz).

      Ile ludzi tylko odpowiedzi na to pytanie. Ale chyba nie to jest wazne.

      Zrozum to:
      Ludzie nie sa idiotami (tzn wiesz, nie wiekszosc). Tylko dlatego ze ex i jego matka rozpowiadaja jakies plotki to nie znaczy ze sluchacze nie maja rozumu i we wszystko beda wierzyc. Ci, co ciebie nie znaja uwierza albo i nie - ale co Ciebie oni obchodza? A ci ktorzy Ciebie znaja - wyrobia sobie wlasna opinie. Twoje ciaganie exa po sadach ich opini i tak nie zmieni.

      wyjasnij to synowi. I nie starajcie sie dowiadywac tych bredni.

      PS: kto wam o tym wszystkim mowi? chyba tez jakis podly czlowiek.
    • noname2002 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 08:11
      A co miał swojej rodzinie i znajomym powiedzieć, że Was porzucił i potwornie skrzywdził syna?
      Musi się jakoś wybielić i stąd te rewelacje. Twoi przyjaciele i rodzina wiedzą jak było i jest naprawdę a o resztę nie ma sensu się martwić.
    • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 09:02
      Olgucha, masz potrzebę udowadniać że nie jesteś wielbłądem?
      Jeśli się odcięłaś od niego zupełnie to żyj własnym życiem, a rewelacje pana potraktuj jako ciekawostkę przyrodniczą.
    • sonia_30 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 10:43
      "Dlaczego ten człowiek, który wybrał życie z inną kobietą tak mnie nadal kopie, choć ja nie robię nic żeby miał ku temu powody? Przepraszam ale musiał to wygadać, bo tak jak w tytule, za chwilę mnie rozerwie..."
      Dlatego, że mimo iż minęły 3 lata, każde jego działanie, czy puszczane w obieg plotki, wywołują u Ciebie nerwowy dygot. Exa masz niby w głębokim poważaniu, teściowa alkoholiczka, a Ty cała rozedrgana bo powiedzieli że pijesz i masz długi. Jeśli to bzdury, to czemu Cię to rusza? Pozew o zniesławienie? Luz Olgucha, zajmij się lepiej szydełkowaniem, to wycisza podobno wink
    • lady-z-gaga Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 10:54
      >Dlaczego ten człowiek, który wybrał życie z inną kobietą tak mnie nadal kopie, choć ja nie robię nic żeby miał ku temu powody?

      Dlatego, że:
      -nie czuje się zbyt dobrze w swoim nowym życiu i potrzebuje SOBIE wciąż udowadniać, ze uczynił słuszny krok, zostawiając Ciebie i syna
      -ma świadomość, ze w oczach niektorych ludzi jest sukinsynem, więc robi sobie PR
      - jest psychicznym eunuchem i rola skrzywdzonego misia to coś, co mu w życiu wychodzi najlepiej
      OLEJ GO. Im więcej robi takich rzeczy, tym bardziej nalezy nim gardzić. A opinia kogoś, kim się gardzi, nie powinna się liczyć.
    • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 11:00
      To nie tak, że boli mnie to wszystko akurat dla tego, że to on plecie. Równie bolałoby mnie gdyby tak o mnie mówił ktoś zupełnie inny, sąsiadka, znajomi itp. Po prostu musiałam to wczoraj wywalić z siebie i tyle. Dlaczego się zastanawiam czemu on to robi? Bo nie potrafię pojąć, że ma nowy związek, nową rodzinę, a grzebie w starej cholera wie po co. Proszę nie dopisujcie mi łatki, że nie przerobiłam tego rozstania, bo przerobiłam w całości. Gdyby było inaczej, to wisiałabym na nim, ciągała go, to ja bym wygadywała o nim podobne brednie, żeby mu zaszkodzić. Dlaczego mnie to tak szarpie? Dlatego, że jakiś czas temu, straciłam przez niego dobry kontrakt, na dobry zarobek, właśnie przez takie jego gadanie, stąd moja wczorajsza myśl o złożeniu pozwu. Jeśli będę zlewać to jego gadanie, to tym samy przyzwalam, by dalej tak postępował. To trwa już trzy lata, ile jeszcze? Chodzi o to że 5 osób nie uwierzy w te jego opowieści dziwnej treści, a jedna uwierzy, tak jak w przypadku tamtej pracy, którą miałam zacząć. Robi wszystko, by mi zaszkodzić, tylko, że ja dalej nie rozumiem po co. Nie mam 20 lat i nie machnę ręką, że nie ta praca to inna. Biorę każde zlecenie, jakie dostaję, ale widzę, że i tu muszę uważać, bo mi ex dołki kopie. Środowisko w jakim pracuję, jest bardzo hermetyczne, wystarczy, że jeden nie da mi zlecenia, powie następnym, że został przez kogoś "ostrzeżony" i wszystko mi się sypie. Dałam wolność, bez szarpania, błagania o powrót, wydzwaniania do niej czy do niego, więc niech cieszy się tą wolnością i przestanie wpierniczać się w moją wolność.
      • anbale Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 11:13
        Pewnie jest wrednym sukinsynem, który w ten sposób robi sobie dobrze. Ludzi potrafią niewiarygodnie kłamać i odwracać kota ogonem, żeby samemu poczuć grunt pod nogami
        Jeśli faktycznie szkodzi aż tak, że tracisz zlecenia, to można na początku postraszyć sądem - może okaże się tchórzliwą duszą, która przystopuje
      • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 11:22
        W kwestii pracy to zadziałałabym u źródła, czyli pokazała kwity na opłaty potencjalnemu pracodawcy albo z nim porozmawiała otwarcie, że eks mi szkodzi plotkami.
        Nie dałabym mu satysfakcji w postaci, ze mnie obchodzi to co on mówi lub robi.W razie utraty kolejnego zlecenia przez ploty poszłabym po podwyżkę alimentów lub alimenty na siebie.
        Pomówienie jest bardzo trudno udowodnić i trwa to bardzo długo przy miernej satysfakcji jak się nie jest celebrytą.
        Dużo skuteczniejsza była by jakaś akcja odwetowa w jego pracy, czy środowisku.
        • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 11:49
          Tu nawet nie chodzi o te kwity na opłaty, bo w sumie zleceniodawcę guzik obchodzi gdzie mieszkam, jak mieszkam i czy mam opłaty zrobione. Tu bardziej jest problem w tym, że zrobił ze mnie alkoholiczkę, złodziejkę i lenia. Z tymi alimentami też myślałam, alimenty na syna musiałby sam syn wnieść pozew, a do tego nie będę go namawiać, bo to jego sprawa, natomiast też myślałam o alimentach na siebie, tak dla postrachu. Jeśli chciałabym jemu odpłacić pięknym za nadobne, to owszem mogłabym, bo to jego ścigają komornicy i to na mój adres przychodzą jakieś wezwania do sądu, mimo że ex nie jest tu meldowany od trzech lat. Tyle, że ja cholera mać, nie umiem być taka jak on. Nie mam ochoty na pyskówki i prześcigiwanie się w szerzeniu rewelacji o nim, ale też nie mogę być bierna na jego kłamstwa, które znosiłam przez trzy lata i w końcu się ulało. Na razie tutaj, czy wystarczy mi odwagi podziałać dalej? Czas pokaże.
          • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 12:33
            To może referencje od poprzedniego pracodawcy?
            Myślę, że jekieś działanie z twojej strony go zastopuje, przynajmniej na jakiś czas.Ale ja chyba bym obśmiewała. Na takie rewelacje reagowałabym śmiechem i informacja ze eks jest niezrównoważony psychicznie. Chce ci się z nim po sądach włóczyć i udowadniać że nie jesteś alkoholiczką? Bo to ty musisz w sądzie dowieść że to on te plotki rozsiewa i nie są one prawdą.Poniesiesz tylko koszty.
            Syn może ci podpisać pełnomocnictwem i w sądzie możesz go reprezentować sama.
    • zolla78 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 11:28
      Jeżeli masz dowody, kasę i czas, to pozwij go. Tacy jak on zwykle bazują właśnie na tym, ze się im odpuszcza.
      • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 11:54
        Właśnie dlatego może pora zareagować. On mi pluje w twarz, a ja mówię, że ciepły deszczyk pada. Ehh.
    • alinawk Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 12:34
      > Dlaczego ten człowiek, który wybrał życie z inną kobietą tak mnie nadal kopie,
      > choć ja nie robię nic żeby miał ku temu powody? Przepraszam ale musiał to wygad
      > ać, bo tak jak w tytule, za chwilę mnie rozerwie...

      Dlaczego to robi? Bo może, kochana. Może i lubi to robić. Po prostu potrzebuje ofiary. Ty byłaś jego ofiarą i dalej jesteś. Nie ma widać nikogo innego kwalifikującego się na ofiarę w jego otoczeniu, obecna pani nie kwalifikuje się ( jeszcze) więc ty mu tylko zostałaś. Rady o odpuszczaniu i ignorowaniu można sobie wsadzić w buty, bo widać po trzech latach nie odpuścił i się nie zniechęcił to pewnie dalej nie odpuści.
      Pamietaj o tym co mówili spece od propagandy w Rosji Sowieckiej - kłamstwo powtórzone wiele razy staje się prawdą. W twoim przypadku zaczynasz odczuwać to na własnej skórze - historia z niedoszłym pracodawcą. A ludzie uwierzą w plotki, oj uwierzą. Tak to zresztą funkcjonuje - jak się słyszy coś złego o kimś, a ten ktoś nie protestuje to widac coś jest na rzeczy. Nie zaprzecza więc to pewnie prawda. Po trzech nastepnych latach ani się obejrzysz jak zaczniesz funkcjonować w opinii społecznej jako alkoholiczka.
      Niestety takie osobniki czują respekt tylko przed siłą, jakby dostał porządnego kopa w zad i zarył nosem w chodnik to może by się wystraszył i przestał.
      • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 12:47
        alinawk napisała:

        . A ludzie uwierzą w plotki, o
        > j uwierzą. Tak to zresztą funkcjonuje - jak się słyszy coś złego o kimś, a ten
        > ktoś nie protestuje to widac coś jest na rzeczy. Nie zaprzecza więc to pewnie p
        > rawda. Po trzech nastepnych latach ani się obejrzysz jak zaczniesz funkcjonować
        > w opinii społecznej jako alkoholiczka.


        Nie przesadzajmy w siłę plotki.
        Jestem też osoba którą były maż oskarżył o pjaństwo, lenistwo i posiadanie kochanka lub może trzech.
        W pracy traktują mnie jak zawsze bo widzą, że ani nie pijam ani nie śmierdzę wódką itp...
        Pani w sklepie nie patrzy się na mnie dziwnie.
        W przedszkolu wydają mi dziecko.
        Za postępowanie innych ludzi nie możemy odpowiadać, ale za swoje już tak.
        Niech sobie olgucha gada co chce, skoro ty wiesz że nie jesteś pijaczką to po co wogole zawracasz sobie głowę tym?
        PO co on to robi?
        Bo taki typ i koniec.
        Mam wisizm na to co mówi o mnie były mąż była teściowa.
        Przecież to jest cholernie logiczne, że trzeba winę zwalić na kogoś innego.
        Bo inaczej trudno patrzeć sobie w lustrze.
        A
        >
        >
        • alinawk Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 12:59
          No ale to przecież jasne jest, że w pracy cię znają to nie uwierzą eksowi. Ale facet od zleceń niie znał Olguchy i komu uwierzył? Eksowi, bo może go znał wcześniej. A jej zależało na tych zleceniach - eks jej zdołał zaszkodzić swoimi plotami.
          Załóżmy ze stracisz pracę i będziesz się starać o nową i okaże się że eks cię tam odpowiednio naświetlił. To już nie bedzie tak wesoło, prawda?
          • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 13:13
            alinawk napisała:


            > Załóżmy ze stracisz pracę i będziesz się starać o nową i okaże się że eks cię t
            > am odpowiednio naświetlił. To już nie bedzie tak wesoło, prawda?

            Będzie wesoło, bo ja nie wyglądam jak pijaczka.
            Więc niech sobie mówi co chce i komu chce i jak chce.
            Chodzi mi ogólnie o to, że nie należy się przejmować plotkami.
            Bo zawsze ktoś lepiej będzie wiedział ile pijam i z kim sypiam.
            Od eksa nalezy się odciąć i tyle.Tym bardziej w sytuacji Olguchy która ma duże dziecko i nie musi utrzymywać kontaktów z eksem w sprawie dzieci.
            Nie przejmować się, pierś do przodu i tak jak mi kiedyś poradzono zrobić sobie fotkę na tle półki sklepowej z alkoholami i wysłać do eksa abym mial w końcu DOWÓDsmile
            A
            >
            • alinawk Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 13:42
              > Będzie wesoło, bo ja nie wyglądam jak pijaczka.

              No weż big_grin big_grin big_grin
              Sugerujesz że Olgucha wyglądała jak pijaczka i dlatego nie dali jej tej roboty? To znaczy się jak według ciebie wygląda pijaczka? Zatacza się i obowiązkowo w obrzyganych ciuchach?
              Twoja naiwność jest zaiste porażająca.
              • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 13:49
                alinawk napisała:

                > > Będzie wesoło, bo ja nie wyglądam jak pijaczka.
                >
                > No weż big_grin big_grin big_grin
                > Sugerujesz że Olgucha wyglądała jak pijaczka i dlatego nie dali jej tej roboty?
                > To znaczy się jak według ciebie wygląda pijaczka? Zatacza się i obowiązkowo w
                > obrzyganych ciuchach?
                > Twoja naiwność jest zaiste porażająca.

                To był żart, widocznie nie zrozumiałaś.
                Szukając pracy bronię się doświadczeniem, umiejętnościami a nie wyglądem lub nie wyglądem pijaczki
                Chodziło mi tylko o to, że nie należy się przejmować opiniami ludźmi dla nas nie życzliwych, bo nie jesteśmy tego w stanie zmienić.
                I o tym ciągle pisze.

                >
                >
                • alinawk Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:02
                  > Szukając pracy bronię się doświadczeniem, umiejętnościami a nie wyglądem lub ni
                  > e wyglądem pijaczki

                  Ale to jak widać na przykładzie Olguchy nie wystarczyło, potencjalny pracodawca zasugerował się kłamliwą opinią jej eksa i pracy nie dostała. Czyli jest w stanie jej w konkretny sposób zaszkodzić, co moze być dla niej bardzo niebezpieczne w przypadku utraty pracy.
                  • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:10
                    alinawk napisała:

                    >
                    > Ale to jak widać na przykładzie Olguchy nie wystarczyło, potencjalny pracodawca
                    > zasugerował się kłamliwą opinią jej eksa i pracy nie dostała. Czyli jest w sta
                    > nie jej w konkretny sposób zaszkodzić, co moze być dla niej bardzo niebezpieczn
                    > e w przypadku utraty pracy.

                    Więc najbardziej stracił potencjalny pracodawca, bo mógł zyskać fajnego pracownika.
                    A olgucha z tego powinna wyciągnąć lekcje, jak się bronić na przyszłość w podobnych sytuacjach.
                    Przygotować sobie kontrargumenty w postaci wykonanych prac, referencje itp..
                    Trzaskać się z eksem w sądzie nie ma sensu, bo co mu udowodni?
                    Że przez to, że powiedział były mąż że jest pijaczką nie dostała zlecenia?
                    Należy się odciąć, pracować na własne nazwisko pracą i rzetelnością.
                    Zawsze będą tacy co powiedzą, że jakąś pracę wykonają szybciej, lepiej itp....
                    A
                    Olga sobie poradzi, najgorsze już za nią.

                    >
                    • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:18
                      Popieram Aniu. Nie ma sensu udowadniać że nie jest się pijaczką jak nią się nie jest. Z absurdami się nie dyskutuje bo to je uwiarygadnia.
                    • alinawk Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:18
                      >Więc najbardziej stracił potencjalny pracodawca, bo mógł zyskać fajnego pracownika.

                      No tak, w sytuacji gdybym nie miała na czynsz i opłaty tudzież jedzenie dla dziecka to by mnie faktycznie baaaardzo pocieszyło tongue_out
                      • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:26
                        alinawk napisała:
                        >
                        > No tak, w sytuacji gdybym nie miała na czynsz i opłaty tudzież jedzenie dla dzi
                        > ecka to by mnie faktycznie baaaardzo pocieszyło tongue_out

                        Pójście do sądu aby udowodnić coś eksowi bardziej by pocieszyło?
                        I dałoby na czynsz i jedzenie?
                        Należy się odciąć a nie grzebać ciągle w ranie bo nigdy się nie zagoi.
                        Potencjalny pracodawca mógł wybrać i tak kogos innego obojętnie czy istniałby jakiś eks?Na kogo wtedy zwalać winę?

                        I żeby było jasne, mi jest bardzo żal Olgi że musi się mierzyć z takimi problemami, łączy nas wspólne imię byłego, białe ściany i krewetkismile, ale uważam, że należy się odciąć.
                        Przemocowcy najbardziej nie lubią "olania" dopóki widzą reakcję ciągną dalej, jak nie ma żadnej reakcji na ich dzialania odpuszczają.
                        A
                        >
                        >
                        • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 15:42
                          Aniu tu nie chodzi o pocieszenie, tylko o niszczenie mnie i mojego dobrego imienia. Trzy lata siedziałam cicho i nic to nie dało, a jeszcze bardziej przybrało na sile. To co robię, to moja jedyna praca, niby mogłabym iść na kasę do Biedronki, tylko czy za 1200 zł utrzymam siebie i dom? Nie, i dlatego muszę walczyć, by ex nie wycierał sobie mną pyska.
                          • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 15:52
                            olgucha_3 napisała:

                            > Aniu tu nie chodzi o pocieszenie, tylko o niszczenie mnie i mojego dobrego imie
                            > nia. Trzy lata siedziałam cicho i nic to nie dało, a jeszcze bardziej przybrało
                            > na sile. To co robię, to moja jedyna praca, niby mogłabym iść na kasę do Biedr
                            > onki, tylko czy za 1200 zł utrzymam siebie i dom? Nie, i dlatego muszę walczyć,
                            > by ex nie wycierał sobie mną pyska.

                            Olga rozumiem, ale też wiem, że takie bitwy kosztują cholernie dużo.
                            W sądzie wygląda to wszystko trochę inaczej, przynajmniej ja mam takie doświadczenie.
                            Woziłam się prawie dwa lata z eksem o rozwód.
                            Bzdury które tam się nasłuchalam sa na kilka odcinków kabaretu.
                            Nawet jak przedstawisz dowód z nagraniem, to on powie, że był pijany, zmanipulowane, wyrwane z kontekstu itp...
                            Czy ty w jakiś sposób się z nim kontaktujesz?
                            Mój były mąż odpuścił wyzywanie mnie itp jak zobaczył, że się śmieję z tego.
                            Stanęłam do "walki" na śmiech i na celne riposty.
                            Zawsze on był mistrzem w dowalaniu, aż zobaczył, że uczeń przerósł mistrza.
                            Od tamtej pory odpuścił.
                            Prędzej bym zrobiła mu jakąś dobrą "psotę" niż szła do sądu.
                            Ja np miałam zdjęcia na ktorych się całował z dziewczyną i mi się wydawało, że to jest "dowód" zdrady, w sądzie się dowiedziałam, że to było na imprezie, po alkoholu i że to było specjanie ustawione do zdjęcia dla ubawu itp.
                            Jesli twój były mąż to gnojek to musisz się przygotować, że w sądzie nie popuści.
                            Ja np miałam zdjęcie z imienin faceta teściowej z 2004 roku na którym piję, zdjęcie z imprezy pracowniczej na której piję piwo z kolezankami z pracy oki jestesmy tam pijane i to były "dowody" na pijaństwo.
                            Wiem, że to nie jest takie proste.
                            A
                            • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 16:04
                              Aniu, ja się sądu nie boję, rozwiodłam się w pół roku z jego wyłącznej winy. Fikał, fikał a w sądzie uszy po sobie i przyznał się do wszystkiego. Zrozum, jego działania doprowadzą do tego, że będę musiała zlikwidować działalność i iść albo na zasiłek dla bezrobotnych, albo do pracy za 1200 zł a nie mogę do tego dopuścić, bo to nie wystarczy nawet na rachunki, a wtedy stanie się to czego on mi życzy, poza alkoholizmem. Zadłużę mieszkanie i inne rzeczy. Czy mam na to pozwolić w imię świętego spokoju? Tyle, że nawet jeśli uda mu się sprowadzić mnie na dno finansowe to i tak nie odpuści, a ja tylko podam na tacy dowód na to co mówił.
                      • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:28
                        alinawk napisała:


                        > No tak, w sytuacji gdybym nie miała na czynsz i opłaty tudzież jedzenie dla dzi
                        > ecka to by mnie faktycznie baaaardzo pocieszyło tongue_out

                        W takiej sytuacji poszłabym na rozmowę do pracodawcy w cztery oczy i powiedziała w czym rzecz. Jak to normalny człowiek to dałby pewnie szansę.
                        Walka w sądzie uwiarygodni niejako te kalumie. Kto potem będzie pamietał jaki był wyrok? Za to wszyscy zapamiętają, że Olgucha to pijaczka.
                        >
                      • lampka_witoszowska Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:53
                        Alinka, naprawdę chciałabyś pracowac dla kogoś, kto wierzy w plotki? przeciez to tak naprawdę cholerny obciach nie zatrudnić kogoś, bo ktoś szepnął złe słowo.

                        Ale jeśli byś chciała, bo jest tylko jedna, jedyna praca na świecie i bez tej akurat umrzesz śmiercią głodową - to rozumiem. I współczuję.
            • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 13:59
              blue_ania37 napisała:


              > Nie przejmować się, pierś do przodu i tak jak mi kiedyś poradzono zrobić sobie
              > fotkę na tle półki sklepowej z alkoholami i wysłać do eksa abym mial w końcu DO
              > WÓDsmile

              I to jest super radasmile Szlag go trafi, że się nie przejmuje i ma dystans.
              Siłą plotki jest robienie na nas wrażenia, dopiekanie nam.
            • koronka2012 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 20:21
              blue_ania37 napisała:

              > Będzie wesoło, bo ja nie wyglądam jak pijaczka.

              Wiesz, ale jak takie rewelacje dotrą do potencjalnego pracodawcy, to on w ogóle z tobą gadać nie będzie i organoleptycznie tego nie sprawdzi. Po prostu nie będzie chciał ryzykować.
              Bo ludzie mają przekonanie, że w każdej plotce jest jakieś źdźbło prawdy.

              Można się odcinać do woli, ale jeśli eks odciąć się nie chce i bruździ nadal to już nie da się tego olać. Mam takiego delikwenta w rodzinie, który po 30 latach od rozwodu nie przepuścił okazji, żeby narobić kłopotów byłej żonie.
    • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 13:01
      Dziewczyny, ja doskonale rozumiem o czym mówicie, ale... Trzy lata olewałam, licząc, że mu się znudzi, jak widać nie znudziło się i przybiera na sile. Na terapii, psycholog kładł mi do głowy, że przez tyle lat byłam ofiarą, podwijałam ogon pod siebie i dlatego miałam to co miałam, ale nadszedł czas, że muszę powiedzieć stop przemocy, bo to nic innego jak ciąg dalszy przemocy, która była w małżeństwie. Chyba nadszedł czas trzasnąć exa w dziób i to solidnie. Nie mogę dłużej tolerować jego chamstwa, pomówień i robienia mi koło pióra, może w końcu nadszedł czas pokazać swoją siłę, a nie tłumić to w sobie.
      • sonia_30 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 13:21
        No i jak zamierzasz "trzasnąć exa w dziób i to solidnie"?
      • molly_wither Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 13:43
        Zawsze ktos czuje sie bardziej poszkodowany. Moim zdaniem ex nie jest w obecnym zwiazku szczesliwy i musi odreagowac. Moze nawet uwaza,ze to Twoja wina, ze BYL ZMUSZONY poszukac szczescia w innym zwiazku, a tu tez okazalo sie jest nielekko...
        trzymam z Toba, bo z reguly staram sie trzymac strone kobiet w takich sytuacjach, ja Twoja, jednak nie rozumiem, dlaczego syn przyjal Twoje nazwisko panienskie? Chocbym nie wiem jak znienawidzila meza po latach, to jednak jest on ojcem mojego jedynego syna i noisil jego nazwisko od urodzenia. Uwazam tez, ze to wszytko,co dzieje sie miedzy Twoim synem i jego ojcem ostatecznie zle odbije sie na synu w przyszlosi. Bedzie mial problem z okresleniem w zwiazku z kobieta swojej roli, a byc moze i problemy z wyrazaniem ojcostwa.
        • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 13:57
          Syn jest dorosły, o fakcie zmiany nazwiska, dowiedziałam się już po fakcie, kiedy przyszedł do domu z nowym dowodem osobistym. Było to rok po odejściu jego ojca. Kiedy go zapytałam dlaczego to zrobił, usłyszałam, że po tylu latach kiedy dusił w sobie nienawiść do ojca za przemoc, nie chce mieć z nim nic do czynienia. Syn przez wiele lat chorował na nerwicę lękową, a ja durna matka nie kojarzyłam tego faktu z jego ojcem. Kiedy ex odszedł, terapia syna ruszyła z ogromną siłą do przodu. Od dwóch lat funkcjonuje bez leków i oby tak dalej. Nazwisko mojego ex jest rzadkie, a w świecie mediów znane bardzo dobrze. Kiedy poszedł na studia, które związane są również z pracą w mediach, często był pytany... Czy ty jesteś rodziną pana T...? Nie chciał być kojarzony z ojcem Nie miałam na to wpływu, ja swoje nazwisko zmieniłam w zeszłym roku, trochę z lenistwa, a trochę z powodu, że przerażało mnie zmienianie wszystkich dokumentów dotyczących działalności gospodarczej. Tak więc decyzja o zmianie nazwiska przez syna, była tylko i wyłącznie jego decyzją, nie prowokowaną w żaden sposób przeze mnie.
          • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:02
            Olgucha, jak on jest znany to odradzam stanowczo sąd i upublicznianie sprawy. Wyjdziesz na wariatkę, porzuconą, mściwą jędzę co to żyć eksowi nie daje.
          • molly_wither Re: Zaraz mnie rozerwie... 11.07.13, 17:05
            A dlaczego "to" zrobilas synowi, nie odchodzac od meza-oprawcy? Tez z lenistwa?
            Przepraszam,ale swoja bierna postawa przyczynilas sie do cierpienia syna.

            olgucha_3 napisała:

            > Syn jest dorosły, o fakcie zmiany nazwiska, dowiedziałam się już po fakcie, kie
            > dy przyszedł do domu z nowym dowodem osobistym. Było to rok po odejściu jego oj
            > ca. Kiedy go zapytałam dlaczego to zrobił, usłyszałam, że po tylu latach kiedy
            > dusił w sobie nienawiść do ojca za przemoc, nie chce mieć z nim nic do czynieni
            > a. Syn przez wiele lat chorował na nerwicę lękową, a ja durna matka nie kojarzy
            > łam tego faktu z jego ojcem. Kiedy ex odszedł, terapia syna ruszyła z ogromną s
            > iłą do przodu. Od dwóch lat funkcjonuje bez leków i oby tak dalej. Nazwisko moj
            > ego ex jest rzadkie, a w świecie mediów znane bardzo dobrze. Kiedy poszedł na
            > studia, które związane są również z pracą w mediach, często był pytany... Czy t
            > y jesteś rodziną pana T...? Nie chciał być kojarzony z ojcem Nie miałam na to w
            > pływu, ja swoje nazwisko zmieniłam w zeszłym roku, trochę z lenistwa, a trochę
            > z powodu, że przerażało mnie zmienianie wszystkich dokumentów dotyczących dział
            > alności gospodarczej. Tak więc decyzja o zmianie nazwiska przez syna, była tylk
            > o i wyłącznie jego decyzją, nie prowokowaną w żaden sposób przeze mnie.
    • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:15
      Tyle, że ja już nie mogę biernie się temu przyglądać, trzy lata to zbyt długo i jak już wcześniej pisałam, przeczekanie i olanie nic nie daje, bo jego pomysłowość przybiera na sile, a ja muszę pracować, bo żyć trzeba. Nie mam luksusów, mam maleńkie 29 metrowe mieszkanie, ale w Warszawie sam czynsz za nie, to 550 zł miesięcznie, a przecież są też inne opłaty i jeść też trzeba, nie dostanę zlecenia, nie mam na rachunki, nie wspominając o jedzeniu. Na całe szczęście ex jest znany w środowisku w którym pracuję, ale nie jest i nie będzie celebrytą, więc nie napiszą o mnie na pudlu w kategorii... Kolejna harpia domaga się sprawiedliwości... Mam świadków, którzy zeznają w sądzie na moją korzyść, jest też film nakręcony na jakiejś imprezie, na której pijany ex wygłasza toast z obietnicą zniszczenia mnie. Jeśli nie zrobię nic, to będzie robił to dalej, bo ten typ tak ma.
      • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:25
        Wiesz, i w tym momencie to staje się dla mnie obrzydliwe. Poniżej mojej godności było by upublicznianie, posiadanie nawet, takich nagrań. Masz ochotę popluskać się z eksem w tym błotku to rób to. Po co w ogóle ten wątek, jak jesteś zdecydowana? Błogosławieństwa mamy udzielić?
        Olgucha, moim zdaniem, skoro wchodzisz w tę walkę to także nadal się od eksa nie uwolniłaś. Masz potrzebę wojowania z nim, a wystarczyło by w środowisku prasowym pośmiać się z plotek eksa i tym samym go zdyskredytować jako źródło informacji na swój temat, i skupić na budowaniu pozytywnego obrazu siebie jako pracownika.
        • alinawk Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 14:42
          No niestety to jest w tym wszystkim najsmutniejsze, że taki osobnik praktycznie jest bezkarny a kobieta która chce z tym coś zrobić jest atakowana przez inne kobiety na forum, bo ' chce walczyć'. Tak, chce walczyć o swoją godność, bo nie każdego śmieszy jak go wyzywają od alkoholików, złodziei, k...rew itp.
          No ale nie ma siły, jesteś kobietą to musisz cierpieć w milczeniu, stać w kąciku cierpliwie tam gdzie twoje miejsce i wylewać łzy żeby nikt nie widział. No kto to widział panie dzieju żeby kobieta po sądach sie włóczyła? Toć wstyd i obraza boska.
          A jakby coś takiego spotkało twoją córkę?
          • nowel1 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 15:15
            Zupełnie nie o to chodzi.
            I nie zauważyłam, żeby ją tu ktokolwiek atakował.
            Pytanie po prostu, czy taka "walka" się opłaci, czy nie pochłonie więcej sił, niż jest warta.
            Sąd, zbieranie świadków, zderzanie się z zeznaniami swiadków pozwanego, bez żadnej gwarancji efektów takiej walki - i po co? Żeby udowodnić, że nie jest się wielbłądem?
            To nie ma nic wspólnego ze staniem w kąciku, to jest po prostu ignorowanie palanta.
            • anbale Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 15:35
              Z tego co autorka wątku pisze- ignor w tym przypadku nic nie daje.
              Niektórzy ignorujące zachowanie traktują jak przyzwolenie dla eskalowania swoich harców.
              Czasem trzeba zareagować, żeby coś się skończyło- pytanie tylko, jaka reakcja będzie skuteczna.
          • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 15:19
            alinawk napisała:

            a kobieta która chce z tym coś zrobić jest atakowana przez inne
            > kobiety na forum, bo ' chce walczyć'. Tak, chce walczyć o swoją godność, bo nie
            > każdego śmieszy jak go wyzywają od alkoholików, złodziei, k...rew itp.
            > No ale nie ma siły, jesteś kobietą to musisz cierpieć w milczeniu, stać w kącik
            > u cierpliwie tam gdzie twoje miejsce i wylewać łzy żeby nikt nie widział. No kt
            > o to widział panie dzieju żeby kobieta po sądach sie włóczyła? Toć wstyd i obra
            > za boska.
            > A jakby coś takiego spotkało twoją córkę?

            To nie spotkało mojej córki tylko mnie.
            Swoją godność odzyskam jak założę mojemu eksowi sprawę o wyzywanie od k.....rew, suk i meneli?
            Nie śmieszyło mnie nigdy wyzywanie, a uwierz mam prawie 10 letnie doświadczenie w wysłuchiwaniu obelg.
            Ale to nie droga na odzyskanie godności, szacunku do siebie itp.
            To buduję każdego dnia, swoim zachowaniem, tym co robię, jak się prowadzę itp...
            Wyrok, że wyzywał i pomawiał nie przywraca wiary w świat, i nie powoduję, że dzięki temu nikt mnie już nie będzie wyzywał.
            To mogę zrobić tylko JA i to ja stawiam granice do których pozwalam dojść drugiemu człowiekowi.
            Nie namawiam na stanie w kąciku i płakanie, raczej odcięcie się od przeszłości i otaczaniem się ludżmi którzy nie wyzywają i nie pomawiają.
            Można uciekac od przemocowca do przodu z każdym kolejnym dniem odzyskiwać siebie, ale tez można zbierać dowody, i babrać się w "gównie" do usranej śmierci.
            Tylko co to da?
            Wyłącznie stracone zycie na "walce" z wiatrakami i o "mojszą prawdę".

            >
            • anbale Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 15:38
              Moim zdaniem piszesz o czymś innym- o poczuciu własnej godności.
              Olgucha z tą swoim poczuciem godności chyba nie ma problemu, tu chodzi już o konkretne straty materialne itp. z powodu czyjegoś świadomego działania na szkodę.
              Może sobie robić zdjęcia w monopolowym dla jaj, jasne, tylko, że ostatecznie na obiad ich sobie nie ugotuje.
        • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 15:39
          A gdzie ja napisałam, że mam zamiar latać z tym nagraniem? Nagranie ma posłużyć jako dowód w sądzie, to co on tam mówi, jest przez prawo jasno określane jako groźby karalne i nie trzeba być prawnikiem by to wiedzieć.
          • krokodil123 Re: Zaraz mnie rozerwie... 11.07.13, 10:57
            Nie wiem czy ktoś poniżej się pytał,

            " Nagranie ma posłużyć
            > jako dowód w sądzie, to co on tam mówi, jest przez prawo jasno określane jako
            > groźby karalne i nie trzeba być prawnikiem by to wiedzieć."

            Masz nagrania, masz dowody, ale......czego oczekujesz od sądu?
            Jaki wymiar kary by cię usatysfakcjonował?
            • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 11.07.13, 22:15
              krokodil123 napisała:
              >
              > Masz nagrania, masz dowody, ale......czego oczekujesz od sądu?
              > Jaki wymiar kary by cię usatysfakcjonował?

              I to jest zajefajnie ważne pytanie.
              Bo sąd nie przywraca wiary i jego wyroki nie muszą być satysfakcjonujące.....
              A
              • anbale Re: Zaraz mnie rozerwie... 11.07.13, 23:13
                Być może odzyska spokój, koniec szkodzenia i pomówień, to chyba wystarczy autorce...
                Nie rozumiem- jaka wiara miałaby się w tym przypadku przywrócić? W co?
                • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 08:30
                  anbale napisała:

                  > Być może odzyska spokój, koniec szkodzenia i pomówień, to chyba wystarczy autor
                  > ce...
                  Myślę, ze pan tak łatwo nie zaprzestanie tej propagandy. Zawsze pałeczkę może przejąc nowa żona, teściowa czy ktoś inny z otoczenia, a życzliwy.
                  A alimenty od niego mogłyby być wymierną i stałą rekompensatą za utratę zleceń.
                  • anbale Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 09:18
                    mayenna napisała:

                    > Myślę, ze pan tak łatwo nie zaprzestanie tej propagandy. Zawsze pałeczkę może p
                    > rzejąc nowa żona, teściowa czy ktoś inny z otoczenia, a życzliwy.

                    Czyli sytuacja bez wyjścia, matnia...smile
                    A ja wiem z autopsji, że takie "szkodniki" bardzo często są okropnie tchórzliwe, jedyne co ich nakręca, to poczucie bezkarności- a przestraszone, nawet byle czym, siedzą jak trusie w kącie.
                    Dlatego warto podjąć rękawicę.


                    > A alimenty od niego mogłyby być wymierną i stałą rekompensatą za utratę zleceń.

                    No przecież alimenty są dla syna, bez przesady.
                    • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 18:22
                      Dlatego też anbale myśmy z Anią doradzały budowanie swoje pozycji zawodowcze, referencje, powtarzanie metodą zdartej płyty to co Altz proponuje. Te czynności dadzą efekt bardziej wymierny niż proces.
                      Ona ma orzeczenie winy pana więc może starać się o alimenty na siebie.
                • krokodil123 Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 08:44
                  Ale to że sąd umorzy postępowania dlatego że powiedzmy nie ma przesłanki do zagrożenia życia lub mu dadzą karę w wysokości 200 zł nie oznacza że facet zaprzestanie swoje działania i nastąpi spokój i sielanka.

                  Jak ktoś przekracza dozwoloną prędkość na drodze i dostanie mandat za to, wcale nie dzieje się tak że późnej jedzie przepisowo na drodze-tam gdzie 60 to 60, a jak 40 to max 39 km na godzinie.
                  • anbale Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 09:33
                    Nie znam się na sądach, ale chyba nie może umorzyć, jeżeli Olgucha będzie miała twarde dowody działalności na szkodę, w końcu są na to paragrafy.
                    Jak facet nie zaprzestanie działań to trzeba będzie pewnie pomyśleć co dalej. Nikt nie twierdzi, że będzie łatwo
                    • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 10:07
                      anbale napisała:

                      > Nie znam się na sądach, ale chyba nie może umorzyć, jeżeli Olgucha będzie miała
                      > twarde dowody działalności na szkodę, w końcu są na to paragrafy.
                      > Jak facet nie zaprzestanie działań to trzeba będzie pewnie pomyśleć co dalej. N
                      > ikt nie twierdzi, że będzie łatwo

                      Jakby człowiek dostawał wyrok skazujący za to, że była żona przyniosła nagranie jak facet mówi na imprezie że ją zniszczy, to w Polsce prawie wszyscy by chodzili z wyrokami.
                      Jeśli dojdzie do sprawy i jeśli Olga napisała że ma to nagranie + jakieś odpowiedzi w sprawie zleceń że robi jej koło pióra były mąż to nie wiem czy sąd go uzna winnym.
                      Olga i jej były mąż stracą znajomego który wkłada rączki gdzie nie powinnien.
                      Nie przyjda potencjalni pracodawcy Olgi do sądu i raczej nie powiedzą, że przez to, że ten pan powiedział że ona jest psychiczna nie dali jej zleceń.
                      Była teściowa, też nie będzie zeznawać, że olga nie nadużywa alkoholu, raczej powie, że zawsze widziała ją podpitą.
                      Sąd nie da Oldze ani zleceń, ani nie przywróci jej wiary w dobro człowieka.
                      Tam się idzie po wyrok który nie zawsze jest słuszny i sprawiedliwy.
                      Olga zamiast wydawać pieniądze na adwokata i "walkę" z byłym mężem w sądzie, powinna wymyślać coś aby poszło mu w pięty i jej się już nie tykał.
                      A tak nawet może mieć wyrok i ploty będzie rozsiewać neksia męża, co wtedy znów sąd?
                      Sąd jej nie da zleceń ani pewności, że nikt nigdy nie powie na nią że jest leniwa i pijaczka.
                      A
                    • nowel1 Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 10:17
                      No więc właśnie: jakie to mogą być twarde dowody?
                      Moim zdaniem pracodawca potencjalny nie zezna w sądzie, że nie zatrudnił Olguchy, bo nasłuchał się plotek.
                      Ale, oczywiście, moge się mylić.
                      • krokodil123 Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 10:48
                        Już ci piszę-znajomej mąż się awanturował, wyganiał z domu wspólnego, wzywana była nie jednokrotnie policja, nogę i złamał podczas awantur etc.
                        Sprawa o nękanie i przemoc, iluś tam posiedzeń i świadków-umorzona.

                        Druga sprawa, były mąż wyprawiał szopki, mało tego-pobył neksia tak że jest złamane żebra, pęknięcia czaszki, hospitalizacja, operacja ratująca oko (stabilizacja oka)+ dostawianie brakującej kości oczodołu etc.....sprawa umorzona w tej chwili jest odwołanie do sądu wyższej instancji.

                        Trzecia sprawa-moja znajoma nęka 3 lata 2 rodziny, piszę maile, dzwoni i sms-uje.
                        Grozi i nęka, pisze kłamliwe donosy na poszkodowanego do pracodawcy, pomawia o kradzież z firmy i inne "przestępstwa". Na wszystko są dowody.
                        Zakładają i sprawę po pól roku grozi i upomnienie i grzywna w wysokości 80 zł, a ona walczy dlatego że "jest niewinna".
    • tricolour Ile Ty masz alimentów? 10.07.13, 16:09
      Skoro nie ma w nich ani ubrań, ani wakacji?
      • olgucha_3 Re: Ile Ty masz alimentów? 10.07.13, 16:11
        300 zł, to dużo?
        • tricolour Trzy razy za mało... 10.07.13, 18:20
          ... więc zamiast iśc do sądu po wątpliwą wygraną o zniesławienie lepiej gościa ścignąć finansowo.
    • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 16:09
      Sprawcę można skutecznie pociągnąć do odpowiedzialności karnej, jeśli udowodnimy, że jego zachowanie wypełnia wszystkie znamiona przestępstwa określone w art. 212 K.k., a mianowicie:

      Sprawca naruszył dobro prawne chronione przez art. 212 K.k., czyli dobre imię pokrzywdzonego poprzez zarzucenie mu negatywnych właściwości, np. lenistwa, niekompetencji, uzależnienia od alkoholu czy innych środków odurzających, brak przyzwoitości.
      Sprawca pomówił pokrzywdzonego o jakieś negatywne cechy, niesłusznie zarzucił coś pokrzywdzonemu, oskarżył go o coś, posądził; zniesławienie może być dokonane w każdej formie, np. werbalnie, za pomocą pisma, wizerunkiem, karykaturą, gestem.
      Powyższe uczynił w obecności osoby trzeciej, tak że osoba trzecia te obelgi usłyszała (przy czym pomówienie nie musi mieć wcale charakteru publicznego, wystarczy że choć jeszcze jedna osoba poza pokrzywdzonym była świadkiem jego pomówienia – zwykła postać przestępstwa), bądź przy pomocy środków masowego komunikowania się (kwalifikowana postać przestępstwa).
      Powyższe mogło przynajmniej obiektywnie wywołać skutek w postaci poniżenia pokrzywdzonego, narażenia do na utratę zaufania potrzebnego do zajmowanego przez niego stanowiska. Dla przypisania odpowiedzialności sprawcy nie jest jednak konieczne, by te skutki rzeczywiście nastąpiły. Wystarczy, że zachowanie sprawcy stworzyło prawdopodobieństwo wystąpienia takich skutków w odczuciu społecznym.
      Sprawca działał umyślnie, tzn. chciał pomówić daną osobę.
      • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 16:16
        Olga przepisy przepisami, a zycie sobie.
        Jeżeli czujesz potrzebę takiej walki to idź do sądu.
        Nie znam twojego męża i nie wiem co na niego działa a co nie.
        A
        • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 16:27
          Jeszcze coś mi przyszło do głowy.
          Ja świadomie nie utrzymuję kontaktów z ludźmi którzy utrzymują kontakty z nim.
          Nie mamy na ten moment wspólnych znajomych,teściowej nie widuję nie kontaktuję się.
          Ostatnia nasza rozmowa odbyła się z półtora roku temu, gdzie poznałam jej zdanie na swój temat.
          Nie mam możliwości ale bardziej chęci i ciekawości aby interesować się tym co mówią o mnie.
          To nagranie które masz, tak mi się wydaje wskazuję, że jakoś ciagle ten eks jest w waszym zyciu.
          Bo ktoś musiał to nagrać ktoś musiał tobie o tym powiedzieć.
          Może to nie są osoby tobie życzliwe?
          Bo po co to robią?
          Jezeli pracujesz z eksem w jednej branży to może warto przy poznawaniu kolejnych ewentualnych pracodawców w jakiś śmieszny sposób powiedzieć, że łączyło cię kiedyś coś z tym panem, i że panu nei w smak, że nadal pracujesz w tej branży więc za zachowania i słowa byłego meża nie bierzesz odpowiedzialności?
          A
          • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 16:40
            Aniu, ja nie mam z nim kontaktu żadnego, natomiast mamy wspólnych znajomych. Czy myślisz, że ja do tej pory poza olewaniem go nic nie robiłam? Robiłam owszem, ale jak widać to nie przyniosło skutku. Nagranie kiedy mi grozi zniszczeniem, dostałam od naszego wspólnego znajomego. Te jego groźby, nastąpiły po tym jak złożyłam ofertę na wykonanie danej pracy i uprzedziłam zleceniodawcę o możliwości szkalowania mnie przez ex. Pracę dostałam, a zleceniodawca poinformował mojego ex, kiedy ten się zjawił u niego z rewelacjami o mnie, że go to nie interesuje. Niestety nie każdy taki jest i wiele moich ofert zostało odrzuconych bez podania przyczyny. Zleceniodawca nie ma obowiązku tłumaczyć mi się, dlaczego moja oferta nie została przyjęta. Czasem mówią wprost, że doszły do nich sygnały o mojej chorobie psychicznej, alkoholiźmie czy złodziejstwie, najczęściej jednak słyszę, że ktoś złożył lepszą ofertę, a zleceniodawca mówiąc mi to podziwia pajęczyny na suficie, bo jakoś ciężko mu spojrzeć w oczy. Z resztą skończmy już temat. Napisałam tu jasno, wszelkie olewania ex i próba przeczekania nie przyniosły skutku, a jedynie spotęgowały jego chęć zniszczenia mnie. Gdyby gadał sobie i nie szkodziłoby mi to w żaden sposób, to niech sobie gada, ale on próbuje mnie odciąć od możliwości zarobku, a tego już nie mogę przemilczeć.
            • blue_ania37 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 16:48
              To nie jest dobry kumpel, który idzie do swojego kumpla aby nagrać go i przynieść nagranie jego byłej żonie.
              Jessu broń mnie przed takimi kumplami.
              Eks ci szkodzi w branży to zmień nazwę firmy poważnie mówię.
              Niektórzy mogą odmawiać zleceń bo naprawdę znależli np tańszą, szybszą.
              Naprawdę uważasz że eks ma takie mozliwości aby wszystkim mozliwym firmom z którymi możesz współpracować powiedział, że jesteś chora i pijaczka?
              Przecież ci ludzie rozmawiaja z Tobą i chybą słyszą, widzą, żeś normalna a nie z chorobą psychiczną?
              Szkodzi Ci w twoim mieście poszukaj firm w innym rejonie Polski.
              A
              • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 17:12
                Aniu, nie chcę się uzewnętrzniać co robię, bo nie. Pracuję w specyficznym środowisku i nic na to już nie poradzę. To że dostałam film od kolego nie świadczy o niczym. Był na tej firmowej imprezie po zakończonym zleceniu, w którym uczestniczył mój ex i nagrywał różne rzeczy, a trafił się między innymi fragment z groźbami ex. Przyniósł mi to i powiedział, że jak kiedyś trzeba będzie zeznać to zezna, że nie raz był swiadkiem kiedy ex mi groził publicznie. Dlaczego mam unikać takich ludzi? Wiele osób namawiało mnie już dawno do utarcia nosa exowi. Ja mówiłam eee tam poczekam i tak czekałam trzy lata. Co do mojej pracy nie radź mi co mam zrobić, bo nie wiesz gdzie pracuję i jak wyglądają zlecenia. Pracuję w całej Polsce, ale jak podkreślam w bardzo hermetycznym środowisku. Z resztą skończmy już temat jak prosiłam bo jak widać, według Waszych rad mam zamknąć dziób i siedziec cicho, albo śmiać mu się w twarz, tyle, ze mi wcale nie jest do śmiechu, mając w perspektywie życie na zasiłku dla bezrobotnych.
            • altz Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 17:05
              olgucha_3 napisała:
              > Czasem mówią wprost, że doszły do nich sygnały o mojej chorobie psychicznej,
              > alkoholiźmie czy złodziejstwie, najczęściej jednak słyszę, że ktoś złożył lepszą ofertę,
              > a zleceniodawca mówiąc mi to podziwia pajęczyny na suficie, bo jakoś ciężko
              > mu spojrzeć w oczy.

              Tak się zastanawiam, że nie powinnaś się dać prowokować, ale też nie powinnaś być obojętna.
              Metodą zdartej płyty bym powtarzał, że były mąż nie potrafi się pogodzić z rozwodem i stara się, żebyś o nim nie zapomniała. Szczęśliwie, nic was nie łączy i nie musicie ze sobą pracować.
              A jakby się ktoś chciał czegoś dopytać, to można powiedzieć, że się nie znasz na takich przypadkach, że to już zadanie dla specjalisty.

              Jak będziesz tak powtarzać, to się utrwali w środowisku.
              Ludzie zobaczą, że jesteś zrównoważona, a były partner - nie.
      • nowel1 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 16:20
        Ależ rób, co uważasz za słuszne.
        Mnie się wydawało, że prosisz o opinie - otrzymałaś je, w większości odradzające kopanie sie z koniem.
        Skoro jednak chcesz to robic, to przecież absolutnie nie musisz się nikomu z nas tłumaczyć.
      • sonia_30 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 16:39
        Olgucha, a masz pewność że nie przywlecze ze sobą świadków, którzy zeznają podobnie, ale o Tobie? Wszystkie te jego działania, choć przykre, zostaną wg mnie wrzucone do worka pt. "niska szkodliwość czynu". Utrata zlecenia? A niedoszły zleceniodawca zezna w sądzie, że nie podpisał z Tobą umowy, bo opinie go zniechęciły? Przemyśl.. stracisz czas, zaangażujesz emocje, a jeśli sprawa w sądzie skończy się niczym, ex jedynie się umocni i będzie fikał ze zdwojoną energią.
    • esteraj Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 19:27
      Uważam, że nie należy biernie patrzeć na wyrządzaną nam krzywdę.

      W pierwszej kolejności porozmawiałabym z ex. Co chce zyskać takim zachowaniem (zniesławianiem itp.) Jaki jest powód jego działania na szkodę Olguchy?
      Jeśli jest to czysta i świadoma złośliwość, przedstawiłabym wszystkie konsekwencje jego działania, czyli: sprawa w sądzie i ujawnienie jego prawdziwej twarzy.
      Przygotowałabym się do tej rozmowy solidnie, by przeciwnik (ex) miał klarowne możliwości wyboru.
      Tak naprawdę to do niego będzie należała decyzja, czy jego postępowanie znajdzie się na drodze sądowej...

      Osobiście nigdy nie wchodzę na ścieżkę wojenną bez uprzedniej próby ugody i dogadania się.
      Uczciwie jest pozostawić wybór drugiej stronie poprzez przedstawienie konsekwencji i swoich zamiarów.
      • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 19:45
        Podjęłam taką próbę w styczniu, kiedy dotarł do mnie film z imprezy, na którym mi grozi. Zadzwoniłam, by umówić się z nim na spotkanie. Po moim dzień dobry, usłyszałam... wal się śmieciu i rozłączył się. Wysłałam sms-a z propozycją spotkania. Odpowiedzi nie dostałam do dziś. Jakiś tydzień po tym "wal się", skontaktował się z nim mój adwokat. Ponowił próbę spotkania, usłyszał w odpowiedzi, że ex nie ma czasu, został poinformowany, że jeśli nie zaprzestanie szkalowania mnie w koło, to spotkamy się w sądzie. Odpowiedź exa... Niech mnie pan nie straszy, bo to są groźby karalne i że złoży skargę do Izby Adwokackiej.. Hmm poinformowanie go, że sprawa trafi do sądu, są według exa groźbami karalnymi, ale mnie wyzywanie od najgorszych nie jest. Jak widzisz, sąd to dla mnie ostateczność, olewanie nic nie dało, próba kontaktu skończyła się, tak jak się skończyła. Czy dalej mam pozwolić pluć sobie centralnie w twarz?
        • esteraj Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 20:53
          Skoro odmawia spotkania, wyślij pismo za potwierdzeniem odbioru. Zrób kopię. Napisz w tonie ugodowym a nie grożącym. Myślę, że to jest wszystko co możesz zrobić.
          Ważne jest, byś miała dowód na chęć ugodowego załatwienia sprawy.

          Po takim ostrzeżeniu wybrałabym się do sądu.
          Myślę Olgucho, że masz właściwy tok myślenia.
          Nie robienie nic w takiej sytuacji byłoby grzechem zaniechania.
          • chalsia Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 22:18
            > Skoro odmawia spotkania, wyślij pismo za potwierdzeniem odbioru. Zrób kopię. Na
            > pisz w tonie ugodowym a nie grożącym. Myślę, że to jest wszystko co możesz zrob
            > ić.
            > Ważne jest, byś miała dowód na chęć ugodowego załatwienia sprawy.

            ona tego nie musi już robić i dowód na chęć ugodowego załatwienia sprawy ma - adwokata

            w tym przypadku zgodzę się z poniższym
            "Nie dyskutuj z nim i nie uprzedzaj o swoich posunięciach, bo z chamem się nie dyskutuje. Chamów się batoży."

            aaaaa, w ramach zadośćuczynienia za pomówienia i grożby karalne autorka powinna w pozwie wezwać eksa do publicznych przeprosin imiennych na łamach prasy branżowej (branża autorki)

            co jak wiemy ma przykładzie JMRokity jest konkretną wartością finansową, którą można komorniczo weygzekwowac
        • molly_wither Re: Zaraz mnie rozerwie... 11.07.13, 17:11
          Trzeba bylo wlaczyc dyktafon w komorce w trakcie rozmowy. Zrob tak nastepnym razem.
          olgucha_3 napisała:

          > Podjęłam taką próbę w styczniu, kiedy dotarł do mnie film z imprezy, na którym
          > mi grozi. Zadzwoniłam, by umówić się z nim na spotkanie. Po moim dzień dobry, u
          > słyszałam... wal się śmieciu i rozłączył się. Wysłałam sms-a z propozycją spotk
          > ania. Odpowiedzi nie dostałam do dziś. Jakiś tydzień po tym "wal się", skontakt
          > ował się z nim mój adwokat. Ponowił próbę spotkania, usłyszał w odpowiedzi, że
          > ex nie ma czasu, został poinformowany, że jeśli nie zaprzestanie szkalowania mn
          > ie w koło, to spotkamy się w sądzie. Odpowiedź exa... Niech mnie pan nie strasz
          > y, bo to są groźby karalne i że złoży skargę do Izby Adwokackiej.. Hmm poinform
          > owanie go, że sprawa trafi do sądu, są według exa groźbami karalnymi, ale mnie
          > wyzywanie od najgorszych nie jest. Jak widzisz, sąd to dla mnie ostateczność,
          > olewanie nic nie dało, próba kontaktu skończyła się, tak jak się skończyła. Czy
          > dalej mam pozwolić pluć sobie centralnie w twarz?
    • potwor_z_piccadilly Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 21:58
      olgucha_3 napisała:

      > Dlaczego ten człowiek, który wybrał życie z inną kobietą tak mnie nadal kopie,
      > choć ja nie robię nic żeby miał ku temu powody?

      Kiedyś moja babcia powiedziała mi,
      "Pamiętaj, że na swojej życiowej drodze spotkasz chamów, a jeśli ktoś ci będzie wmawiał, że chamów nie ma, że wszyscy są równi, to nie wierz im, bo chamy są, a ty strzeż się ich, bo to podły i mściwy gatunek".
      Ty widocznie na taki egzemplarz miałaś nieszczęście trafić, a dlaczego on ci dokucza ?
      Następna opowiastka.
      Pewien gość zwierzył mi się, że jest rozwiedziony.
      Na moje pytanie, no i jak ?
      Odpowiedział.
      Żebym wiedział, to nigdy bym się nie rozwodził.
      I teraz w podobnej do Twojej i gościa - powyżej, sytuacji :
      a - normalny człowiek, przełknie ślinę, popluje sobie w brodę i szlus.
      b - cham zacznie po swojemu działać i wierz mi, nie odpuści.
      Dlatego ty musisz koniecznie działać. Działać zdecydowanie i mądrze. Co rozumiem pod pojęciem mądrze ?
      Nie dyskutuj z nim i nie uprzedzaj o swoich posunięciach, bo z chamem się nie dyskutuje. Chamów się batoży.
      Pozdrawiam.
      • esteraj Re: Zaraz mnie rozerwie... 10.07.13, 23:49
        Dla mnie "chamstwo" i zachowanie typu męża Olguchy wynika z jakiejś słabości, niedowartościowania, poczucia winy i chęci jej zagłuszenia... przekonania innych, że samemu coś się znaczy, bo własne przekonanie jest mocno niestabilne... wynika z fałszywej pewności siebie...
        Cóż... chamstwo czasami może wzbudzać współczucie...
        Ja tam wolę dać przeciwnikowi możliwość wyboru przez uświadomienie konsekwencji.
        Zamiast lecieć na skargę do sądu, próbowałabym dojść do jakiegokolwiek konsensusu. Gdy wszelkie metody zawodzą, wtedy należy odnieść się do ostateczności.
        To moje skromne zdanie.
        • potwor_z_piccadilly Re: Zaraz mnie rozerwie... 11.07.13, 00:59
          esteraj napisała:

          > Dla mnie "chamstwo" i zachowanie typu męża Olguchy wynika z jakiejś słabości, n
          > iedowartościowania, poczucia winy i chęci jej zagłuszenia... przekonania innych
          > , że samemu coś się znaczy, bo własne przekonanie jest mocno niestabilne... wyn
          > ika z fałszywej pewności siebie...

          Wszystko to prawda, tyle że ta chęć zagłuszenia swojej winy, u chama przejawia się :
          a - głębokim przeświadczeniem o winie innych
          b - wewnętrzną potrzebą, którą da się zawrzeć w "muszę k.... komuś przylać".

          > Ja tam wolę dać przeciwnikowi możliwość wyboru przez uświadomienie konsekwencji
          > .
          > Zamiast lecieć na skargę do sądu, próbowałabym dojść do jakiegokolwiek konsensu
          > su.

          Dlatego w tym przypadku zalecam postępowanie oparte o powiedzenie.
          "Nie dyskutuj z idiotą (tu czytaj, z chamem), bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pobije doświadczeniem".
          Pozdrawiam.

    • noname2002 Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 11:13
      Przekazałabym byłemu(przez kogoś, skoro z Tobą nie chce rozmawiać), że jeśli nie zaprzestanie Cię oczerniać, to wystąpisz o alimenty na siebie(w końcu jak stracisz zleceniodawców, to pogorszy Ci się sytuacja finansowa).
      • tricolour Żartujesz? 12.07.13, 14:07
        O alimenty można wystąpić gdy sytuacja pogarsza się w wyniku rozwodu, a nie że traci się zleceniodawców.
        • sonia_30 Re: Żartujesz? 12.07.13, 14:34
          Pogorszyła się przecież w wyniku rozwodu.. ex Olguchy nie mógł pogodzić się z okrutnym orzeczeniem, w związku z czym postanowił byłej żonie życie utrudnić, doprowadzając do utraty pracy wink Grunt to kreatywność
        • noname2002 Re: Żartujesz? 12.07.13, 15:11
          Jeśli był to rozwód bez orzekania o winie, to do 5 lat po rozwodzie można się ubiegać o alimenty.
          • sonia_30 Re: Żartujesz? 12.07.13, 15:48
            Rozwód był z orzekaniem, ubiegać się zatem można dożywotnio, chyba że się zmieni stan skupienia.. znaczy cywilny. Nie znaczy to jednak, że się alimenty dostanie.
            • tautschinsky Re: Żartujesz? 12.07.13, 18:57
              sonia_30 napisała:

              > Rozwód był z orzekaniem, ubiegać się zatem można dożywotnio, chyba że się zmien i stan skupienia.. znaczy cywilny. Nie znaczy to jednak, że się alimenty dostanie.

              Jeśli choć w połowie jest prawdą, co autorka pisze o swoim byłm,
              to po takim zagraniu facet nie powinien dać jej żyć. I wystarczy, że pójdzie po rozum do głowy i zacznie robić jej sajgon z życia z głową, czyli tak, by żaden sąd mu nic nie mógł zrobić albo udowodnienie tego byłoby ze wszech miar trudne, a olgucha pożałuje swojego 'odwetu' przez żądanie na siebie kasy. Mówię wam: każdego dnia będzie go szlag trafił i krew zalewała, że ma jej płacić, a z każdą kroplą tej krwi będzie knuł, jak jej obrzydzić życie. Wet za wet, do upadłego a i wtedy będzie za mało. Jeśli olgucha umrze przed nim, pójdzie na jej grób, by zbezcześcić pamięć o niej, do tego czasu jednak nie powinien jej popuścić. Nawet kiedy jakimś cudem zasądzono by od niego alimenty, a inny wyrok zniósłby z niego ten obowiązek, pieniądze, które wyjęła mu tym sposobem z portfela będą paliwem napędowym jego nienawiści do niej, której efektem będą jego działanie przeciw niej.
              • mayenna Re: Żartujesz? 12.07.13, 19:09
                tautschinsky napisał:


                > Jeśli choć w połowie jest prawdą, co autorka pisze o swoim byłm,
                > to po takim zagraniu facet nie powinien dać jej żyć. I wystarczy, że pójdzie po
                > rozum do głowy i zacznie robić jej sajgon z życia z głową, czyli tak, by żaden
                > sąd mu nic nie mógł zrobić albo udowodnienie tego byłoby ze wszech miar trudne
                > , a olgucha pożałuje swojego 'odwetu' przez żądanie na siebie kasy. Mówię wam:
                > każdego dnia będzie go szlag trafił i krew zalewała, że ma jej płacić, a z każd
                > ą kroplą tej krwi będzie knuł, jak jej obrzydzić życie.

                Masz w tym doświadczenie? Robisz już tak swojej byłej?
              • blue_ania37 Re: Żartujesz? 12.07.13, 20:10
                tautschinsky napisał:
                . Jeśli olgucha umrze przed nim, pójdzie na jej grób,
                > by zbezcześcić pamięć o niej, do tego czasu jednak nie powinien jej popuścić. N
                > awet kiedy jakimś cudem zasądzono by od niego alimenty, a inny wyrok zniósłby z
                > niego ten obowiązek, pieniądze, które wyjęła mu tym sposobem z portfela będą p
                > aliwem napędowym jego nienawiści do niej, której efektem będą jego działanie pr
                > zeciw niej


                Ta nienawiść jest chora, człowiek powinien zacząć żyć dla siebie, a nie być ciągle jedną nogą w starym życiu.
                Rozwód jest zakończeniem jakiegoś etapu życia, gorszego,lepszego, to ocenia pan czas.
                Ale żywienie się nienawiścią i chęcią zemsty jest cholernie płytkie.
                Chociaż, nie doszłam w swych myślach do grobu Olguchy ale jeśli zaczną walczyć to na długie lata.
                >
                >
                >
      • lesnik5 Re: Zaraz mnie rozerwie... 12.07.13, 15:42
        noname2002 napisała:

        > Przekazałabym byłemu(przez kogoś, skoro z Tobą nie chce rozmawiać), że jeśli ni
        > e zaprzestanie Cię oczerniać, to wystąpisz o alimenty na siebie(w końcu jak str
        > acisz zleceniodawców, to pogorszy Ci się sytuacja finansowa).

        Albo niech może przekaże, że jak były natychmiast nie przestanie to..., to..., To Zobaczy !
    • zolza42 Olgucha_3 15.07.13, 15:57
      Oddaj sprawę jak naszybciej do sądu i weź bardzo dobrego i bardzo drogiego adwokata. Na ten cel warto się nawet zapożyczyć, bo i tak wniesiesz o wszelkie koszty powództwa i sądowe.
      Zażądaj odszkodowania w wysokości co najmniej rocznych przychodów (nie dochodów) oraz przeprosin w mediach.

      Nie masz innego wyjścia, bo za chwilę ten facet zmiecie Cię z rynku.
      Nie radź się w tych sprawach na forum, bo tu nikt nie zrozumie, że Twój wizerunek jest PODSTAWĄ Twojej egzystencji i Twojego sukcesu.

      I walcz do końca tak zawzięcie, jak tylko dasz radę.
      Stracić swój dobry wizerunek można bardzo szybko, ale odbudowanie go jest bardzo trudne, a najczęściej niemożliwe.
      Osobiście znam kogoś niegdyś bardzo wysoko postawionego, kogo zwykły śmieć oszkalował. Pan się nie bronił, bo był ponad to - i dziś stracił WSZYSTKO i musi zaczynać od początku.
      A nie da się już odzyskać większości z tego, co utracił.

      Nie pozwól NIKOMU szargać swojego dobrego wizerunku!
      • nowel1 Re: Olgucha_3 15.07.13, 16:18
        zolza42 napisała:

        > Oddaj sprawę jak naszybciej do sądu i weź bardzo dobrego i bardzo drogiego adwo
        > kata. Na ten cel warto się nawet zapożyczyć, bo i tak wniesiesz o wszelkie kosz
        > ty powództwa i sądowe.
        > Zażądaj odszkodowania w wysokości co najmniej rocznych przychodów (nie dochodów
        > ) oraz przeprosin w mediach.
        >
        > Nie masz innego wyjścia, bo za chwilę ten facet zmiecie Cię z rynku.
        > Nie radź się w tych sprawach na forum, bo tu nikt nie zrozumie, że Twój wizerun
        > ek jest PODSTAWĄ Twojej egzystencji i Twojego sukcesu.
        >
        > I walcz do końca tak zawzięcie, jak tylko dasz radę.


        1. Co będzie, Twoim zdaniem, tym "końcem"?
        2.Oczywiście, że tu nikt nie rozumie, bo tu same szaraczki, które w ogóle nie posiadają wizerunku, który ewentualnie mógłby zostać zszargany, ale - jaka jest szansa na to, że ona wygra to, co jej radzisz, i odzyska włozone w "bardzo dobrego i bardzo drogiego adwokata" pieniądze?
      • sonia_30 Re: Olgucha_3 15.07.13, 19:58
        Powinnaś pisać powieści fantasy. Zanim się wywali kasę na adwokata bardzo bardzo, warto byłoby zdać sobie sprawę na czym się stoi i jakie atuty ma się w ręku. Z tego co Olgucha napisała wynika, że dowodów w ręku nie ma żadnych.
      • ingryd Re: Olgucha_3 15.07.13, 23:16
        (((
        jestem za, a nawet przeciw...
        ja bym jeszcze" radzila" wziac syna jako zeranta kredytu do splacenia kosztow sadowych,
        ale co tam,
        jak sie kocha, tfu, nienawidzi,
        to sie nie liczy....
        exitus acta probat
        • zolza42 Re: Olgucha_3 16.07.13, 08:25
          Od razu wiadać, że pojęcia NIE MACIE w tej sprawie.
          Olguchna pieniądze odzyska w locie, facet zapłaci i do końca życia zapamięta.
          Tak. Jesteście szaraczki.
          • ingryd Re: Olgucha_3 16.07.13, 13:00
            oooooo sobie wypraszam,
            przeciez widzielismy tu juz na przykladzie kobieta-000, jak pieknie mozna wygrac WSZYSTKO w sadzie,
            i jaka sie ma z tego pozniej satysfakcje !!!!!!!!
            wiec widzialy galy,
            wiec mozna walczyc do smierci (swojej lub jego)
            ku uciesze bractwa mecenasowego, kredytodawcow i komornikow,
            w zdrowiu psychicznym wlasnym i progenitury
            (lata pracy dla psychoanalizy rowniez zapewnione, co najmniej na 3 pokolenia)

            same dodatnie plusy co to zaslonia te ujemne... plusy
            • to.ja.kas Re: Olgucha_3 23.09.13, 20:56
              Przepraszam, ale facet prywatnie do kumpli, nawet z branży wspólnej z eks może opowiadać sobie co chce i żaden sąd go nie skaże tak jak i nie udowodni, że utrata zleceń jest wynikiem działań eksa a nie innych czynników - to raz.
              Dwa - jak w tym hermetycznym środowisku dowiedzą się, że jakikolwiek kontakt z Olguchą i złożenie przez nią oferty kończy się świadkowaniem w sądzie i innym bałaganem, to ona zlecenia nie dostanie nawet jak będzie konkurencyjna najbardziej w Polsce.
              Bo NIKT nie chce mieć problemów, zwłaszcza prowadząc biznesy.

              Olać eksa, pracować na własne nazwisko a wtedy żadne gadanie kogokolwiek krzywdy nie zrobi.

              Inna sprawa, że Olgucha chyba od początku wie co chce zrobić.

              Acha, straszenie alimentami na siebie jest śmieszne w świetle tego jak wysokie alimenty sąd zasądził synowi. To jak pójdzie na udry to pewnie na siebie Olgucha z całe 150 złociszy dostanie wink.
              • zolza42 Re: Olgucha_3 26.09.13, 11:38
                A GUZIK PRAWDA.
                W niektórych branżach wizerunek własny jest BEZCENNY i przekłada się na ilość zamówień.
                • to.ja.kas Re: Olgucha_3 05.10.13, 21:03
                  W mediach robiłam kilkanaście lat. Coś o tym wiem. I wiem, że na bank wizerunek osoby, która ciąga po sądach i oczekuje świadczenia odstraszy każdego. Bez względu na branżę.
                  • zmeczona100 Re: Olgucha_3 05.10.13, 22:17
                    No popatrz. A są tacy, którzy uważają, że jak ktoś nie reaguje, to znaczy, że to prawda.
    • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 27.09.13, 00:16
      Widzę, że wątek został odgrzebany, więc ok, napiszę parę słów. Pierwsza rozprawa 30 X. Pan osmarkał się ze strachu na widok pozwu. Ponieważ nie ma ze mną kontaktu, bo zmieniłam nr telefonu, maila, została mu jedynie tradycyjna droga listowna. Dwa tyg temu, otrzymałam list, w którym mnie przeprasza i przyrzeka na wszystkie świętości, że już mi nigdy nie zrobi koło pióra i żebym wycofała pozew, bo on ma okropne problemy i proces może mu bardzo zaszkodzi. Pozwu nie wycofam, w nosie mam jego problemy, a jak się nawarzyło piwa to trzeba je wypić. Tyle w temacie, co będzie dalej czas pokaże.
      • zolza42 Re: Zaraz mnie rozerwie... 27.09.13, 14:25
        I BARDZO DOBRZE.
        Pamiętaj, aby żądać od pana odszkodowania. Należy Ci się co najmniej 35 tys. - taki standard.
        Dołóż mu datek w wysokości 25 tys. na szczytny cel.
        Trzymam kciuki.
        Gocha
        • to.ja.kas Re: Zaraz mnie rozerwie... 05.10.13, 21:05
          Tiaaaaa. Milion. Najpierw trzeba sprawę wygrać, udowodnić, że jego gadanie spowodowało straty finansowe. I takie tam. Historia jak z taniego, mediowego melodramatu i pewnie z życia wzięta wink.
          • zmeczona100 Re: Zaraz mnie rozerwie... 05.10.13, 22:17
            Najpierw trzeba sprawę wygrać, udowodnić, że jego gadanie spow
            > odowało straty finansowe.

            A można udowodnić inne?
      • mayenna Re: Zaraz mnie rozerwie... 11.11.13, 08:34
        Olgucha jak poszło?
    • irmina51 Re: Zaraz mnie rozerwie... 11.11.13, 01:01
      Ja wiem co powinnas zrobic,na takich chamow jest tylko jedno wyjscie.Ale musialabym ci napisac na prive.
    • magdulka26 Re: Zaraz mnie rozerwie... 11.11.13, 13:00
      Przekopałam się przez ogromny gąszcz wpisów.Olgo jestem z Tobą i trzymam mocno kciuki za Ciebie,walcz jak lwica i nie poddawaj się ex,teraz przeprasza? chyba troszkę za późno,wie wierz w jego czułe słówka i idź za głosem serca.Życzę Ci wszystkiego dobrego i wreszcie świętego spokoju.Za długo milczałaś teraz Ty ciąg za sznurki smile
      pozdrawiam Magda.
    • olgucha_3 Re: Zaraz mnie rozerwie... 13.11.13, 10:31
      Witam Was
      Miałam już nie pisać w tym wątku, bo wywołał burzę i zarzucano mi chciwość i takie tam. Ok, pierwsza rozprawa za mną, ex się przyznał, ze tak mi robił, bo... no właśnie, bo mi zazdrościł, że sobie poradziłam bez niego, bo stanęłam na nogi, bo zaczęłam zarabiać, bo... Dużo było tych bo, czym wprawił w osłupienie Wysoki Sąd, złożony z samych mężczyzn. Sąd dopuścił jako dowód film z imprezy, na którym ex wygłasza, że mnie zniszczy. Kolejna rozprawa 17 grudnia, na której będą przesłuchani dwaj moi świadkowie, w tym jeden niedoszły zleceniodawca. Ex generalnie przyznał się do winy i wyraził chęć poddania się karze, w postaci wypłacenia mi, uwaga! - 3000 zł za poniesione straty. Sądzę że w grudniu sprawa się zakończy. Pozdrawiam. Olga
      • argentusa Re: Zaraz mnie rozerwie... 13.11.13, 20:30
        I cieszymy się, że mimo zaangażowania sądu, udaje się Państwu choć trochę dogadać.
        Ar.
        • magdulka26 Re: Zaraz mnie rozerwie... 18.11.13, 10:16
          Fajnie że się odezwałaś wink nie przejmuj się tym co mówią inni,jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził,trzymaj się cieplutko i odezwij się czasem...
      • budziaka Re: Zaraz mnie rozerwie... 24.01.15, 00:14
        Olgo, trzymam za Ciebie kciuki i gratuluję!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka