postanowiłam założyć osobny wątek, aby się nie wcinać cottonce.
sytuacja jest taka: ojciec mieszka w innym mieście, oddalonym od nas o 350 km.
odwiedza córkę mniej więcej co 2 tygodnie. przyjeżdża w sobotę rano, a odjeżdża około 18.00.
na ogół spędzają tych kilka godzin sami, na mieście. chodzą do kina, zaczęli chodzić na basen, zjadają jakiś obiad i wracają. czasem niestety spędzają trochę czasu w domu - bo mała chce z nim pograć, pokazać mu nowe zabawki, porysować wspólnie, powściekać się.
zgadzam się na to - choć oczywiście jego widok nie jest dla mnie miły. jednak rozstaliśmy się kulturalnie i jak do tej pory dogadujemy w kwestiach dziecka.
problem leży gdzie indziej. oboje ustaliliśmy, że w przyszłym roku mała (jeśli będzie chciała - a pewnie będzie) pojedzie do niego na jakiś czas w odwiedziny. może na święta Wielkanocne, albo na wakacje - nie wiem.
i tu pojawia się problem: nie mam do niego zaufania. nigdy nie zajmował się córką. wiecznie był w pracy i dzieckiem zajmowałam się ja. on nie ma pojęcia, co robić, gdy mała zachoruje, jak ją ubierać (w sensie stosownie do pogody - wczoraj np. siedziała przez kilka godzin w centrum handlowym w chustce na szyi...). jak dać mu dziecko na dłuższy okres czasu?
i kolejna rzecz: jestem pewna na 99%, że jeśli mała pojedzie do niego - będą się nią głównie zajmowali dziadkowie. będzie u nich prawdopodobnie spała, jadła - a ojciec będzie do niej wpadał na chwilę

dziadkowie niestety nie są odpowiedzialni. w zeszłym roku o mały włos, a nie dali dziecku aspiryny, jak gorączkowało. różne nieciekawe sytuacje się wydarzały. znam ich i wiem, jacy są. bezmyślni niestety.
ja nie utrzymuję z nimi kontaktów. na sam koniec, przed naszym wyjazdem, pokazali swoje prawdziwe oblicze. nie mają wstępu do mnie do domu.
jak dać dziecko osobom nieodpowiedzialnym? powiedzcie - co zrobić w tej sytuacji...? ja się po prostu boję, że młoda wróci stamtąd chora i Bóg wie, jaka jeszcze - bo to naprawdę dziwni ludzie są.
nie wiem, co zrobić. naprawdę.