Dodaj do ulubionych

Co radzicie?

24.01.14, 21:36
Piszę w imieniu mojej koleżanki, bo ona sama nie umie się odważyć. Musi niebawem podjąć decyzję, ale mocno sie waha i myślę, że przydałaby się jej rada.

Mąż ją opuścił ponad 20 lat temu. Wcześniej zdradzał, poniżał, znęcał się psychicznie, oszukiwał. Rwało się to małżenstwo, rwało, aż w końcu odszedł. Ona wpadła w depresję, ale dzięki pomocy rodziny i przyjaciół jakoś się podniosła. Radziła sobie jak umiała, pracowała mocno poniżej swoich możliwości, bo przede wszystkim chciał mieć pracę stałą, pewną, taką, żeby nikt się jej nie czepiał, że dziecko jej choruje albo potrzebuje dodatkowy urlop. O rozwód nie wystąpiła, bo nie widziała takiej potrzeby - rozdzielność majątkową załatwiła już wcześniej, kiedy okazało się, że jej mąż bierze bez jej wiedzy jakieś grube pożyczki. On też rozwodu nie żądał, zmieniał partnerki dość często, nie planował nowego małżeństwa.
I teraz, po tych 20 latach wystąpił o rozwód. Prawdopodobnie uznał, że na starość potrzebuje już jakiejś pewnej partnerki.
Koleżanka zastanawia się, czy powinna "lekką ręką" mu ten rozwód dać, czy starać się orzeczenia o jego winie. Z jednej strony chce mieć przynajmniej taką satysfakcję, z drugiej boi się odgrzewania wszystkich tych wspomnień, które przez lata były jej udręką. Jest dość słaba psychicznie, łatwo się zadręcza, dołuje. Boi się, że takie wywlekanie przeszłości ją dobije. Z drugiej strony, jak mu odpuści, też poczuje się fatalnie, jak przegrana. Adwokaci mówią jej, że żeby dostać orzeczenie o winie, musi mieć dowody: jakieś zdjęcia, obdukcje lekarskie. Ona niczego takiego nie ma, bo fizycznie nad nią się nie znęcał, nie bił. Ona z kolei go nie śledziła, nie fotografowała, o zdradzie sam się wygadał. Jego finansowe machloje też nie wiadomo czy sa jeszcze do udowodnienia.
Co byście jej doradzili? Jak powinna postąpić?
Obserwuj wątek
    • zalosny.jestes Może powalczyć bo co ma do stracenia? 24.01.14, 21:43
      Do zyskania ma sporo. Ja raczej obstawiam, że będzie wina obopólna, bo chory kartoflany system prawny nie stopniuje winy. Wystarczy, że pani nie wkładała wystarczających chęci w podtrzymanie relacji i już jest 5% jej winy. Rozwód z winy obojga jest śliski ze względu na wzajemne zobowiązania i jak się kiedyś nie daj boże okaże, że pan doznał wylewu z paraliżem połowy ciała, to Twoja znajoma może jeszcze na niego płacić alimenty.
      Reasumując: albo z jego wyłącznej winy albo bez orzekania.
      • maria1110 Re: Może powalczyć bo co ma do stracenia? 25.01.14, 10:23
        Naczytałam się .że rozwod z obopolną winą ma takie same konsekwenje jak bez orzekania o winie.
        • zalosny.jestes Błąd. Udowodniłem to już kiedyś na tym forum. 25.01.14, 14:25
          Pozdrawiam.
          • maria1110 Re: Błąd. Udowodniłem to już kiedyś na tym forum. 25.01.14, 14:37
            W takim razie cos przegapiłam. Proszę daj namiar na wątek z dyskusją na ten temat. Chętnie poczytam. Pozdrawiam
            • maria1110 Re: Błąd. Udowodniłem to już kiedyś na tym forum. 26.01.14, 21:52
              Słyszeliscie o takim o rozwodzie bez orzekania o winie .że wyrok brzmi „rozwiązuje małżenstwo przez rozwod" ? I nic więcej. Zdarza się to przy rozwodach z psychicznie chorymi. Prawdopodobnie wowczas ani jedno. ani drugie nie jes zobowiązane do alimentacji w razie niedostatku. Może w przypadku tej Pani Sąd orzeknie własnie tak. Po tylu latach rozdzielnosci ...
    • piotrfm123 kult papierka 25.01.14, 13:04
      Zakladajac ze jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki owo orzeczenie o winie ex-a z ktorym rozstala sie 20 lat temu otrzyma, coz ona z tym papierkiem zrobi? Nad lozkiem powiesi? Bedzie go pokazywac na pierwszej randce z nowymi chlopami? Rodzina i przyjaciele ktorzy ja ponoc przez lata wspierali utwierdza sie w przekonaniu ze nie konfabulowala? To jest jakas dziecinada.

      Jedyny zysk to brak koniecznosci wspierania partnera ktory znajdzie sie w znacznym niedostatku materialnym, ale skoro przez 20lat zyla bez uporzadkowania tej sprawy a i teraz rozwod wydawal jej sie zbedny, i to ex wystepuje o przejscie z sytuacji w ktorej teoretycznie kolezanka ma go wspierac bo jest jego zona formalne, to jest to b.slaby powod.

      IMHO zero do zyskania a masa czasu, nerwow i $$$ do stracenia przez pakowanie sie w batalie o swistek. Dac sobie spokoj, na pozew odpowiedziec formulka:
      "nie zgadzam sie z wieloma przyczynami rozpadu zwiazku podanymi przez powoda w pozwie jednak potwierdzam calkowity i nienaprawialny rozpad malzenstwa" zamiast sporzadzac liste grzechow z przeszlosci. Wynajac adwokata aby pismo sprawdzil i reprezentowal nas w sadzie jakby cos ex-owi naraz odpalilo. Oraz nie pojawiac sie osobiscie w sadzie aby nerwow sobie nie szarpac, bo przy tak dlugim rozstaniu rozwod to formalnosc.

    • foringee Re: Co radzicie? 26.01.14, 11:12
      Myślę, że koleżanka powinna przede wszystkim nadal leczyć się u psychologa/psychiatry jeśli fakt formalnego rozwodu z mężem po 20 latach od rozstania wywołuje takie jej reakcje.
      Co znaczy, że " jak mu odpuści, też poczuje się fatalnie, jak przegrana" ? Miała ponad 20 lat na to by iść do sądu i walczyć o swoje "wygranie". Wiedząc, że mąż przemocowy wolała nadal być sobie jego żoną. Nie dociera do niej, że gdyby w trakcie tego czasu mąż się obłożnie rozchorował to zostałby odesłany do niej by się nim zajmowała jako żona? A gdyby opiekował się nim ktoś inny to ona by mogła być zmuszona do płacenia alimentów na utrzymanie męża?
      Jeśli po tych 20paru latach ona nadal żyje pragnieniem zemsty i odegrania się to jest zwyczajnie osobą poważnie zaburzoną i powinna być pod stałą terapią psychologiczną.
      Do tej pory jest uzależniona od męża i fakt, że się przez taki czas z nim nie rozwiodła, również to potwierdza, że czerpała z tego faktu przypisania do męża jakieś swoje chore emocjonalne korzyści.
      Była w stanie przeprowadzić rozdzielnośc majątkową a nie umiała rozwodu? ?
      No kto w to uwierzy.....
      Niech się w końcu odpępowi od tego męża i da mu spokój. Niech przestanie być emocjonalnie do niego przyssana i zajmie się sobą. Powinna mu podziękować, że się na rozwód zdecydował i zapewne będzie chciał to szybko przeprowadzić.
      Gdyby mąż zmarł w trakcie tych 20lat rozstania to też by formalnie nie udowodniła , że "to on winny!". Co wtedy by zrobiła by "mu nie odpuścić"? chodziłaby na jego grób i pluła ?

      ps. Albo niech kobieta zmieni doradczynie, bo każda normalna by stwierdziłą "ocipiałaś Kaśka żeby po tylu latach się o udowadnianie winy chcieć szarpać".


      • na_chwile_1 Re: Co radzicie? 26.01.14, 14:30
        co prawda, to prawda...
        niektórzy lubią się zadręczać i dopierniczać innym. Sens życia w tym mają, rzekłabym.
    • altz Re: Co radzicie? 26.01.14, 15:09
      teodozja_z napisała:
      > Co byście jej doradzili? Jak powinna postąpić?

      Powinna pogratulować panu nowego związku i zdecydowania się na nowy ślub! smile
      Po czym obgadać, jak mają zrobić, żeby szybko skończyć ten cyrk po 20 latach dziwnej gry.
    • velluto Re: Co radzicie? 26.01.14, 16:57
      Żeby przejść przez orzekanie o winie trzeba mieć żelazną odporność psychiczną. To potrafi rozłożyć na łopatki nawet najwieksze twardzielki, a ty piszesz że koleżanka jest słaba psychicznie.

      Odradź jej ten pomysł, to będzie trauma, w dodatku zupełnie niepotrzebna. Jeśli on faktycznie ma plan się ożenić to nowa żona zdejmie z niej jakiekolwiek zobowiązania finansowe. Aha - i współmałżonek jest zobowiązany do alimentów przed dziećmi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka