zbych_77
20.02.15, 21:02
wiem, wiem, wiem...nudny temat...nikt nie chce o nim pisać ale wszyscy o nim przy każdej okazji piszą...
wszystko jednak kręci się wokół pieniądza ... czy tego chcemy czy nie...
i tak sobie pomyślałem, że założę wątek na temat alimentów
jeśli macie ochotę dopiszcie swoje a moje wygląda tak:
Warszawa, jedno dziecko, 1900 zł/mc, zarobki: bardzo nieregularne - działalność gospodarcza; sąd wziął pod uwagę wydatki m-czne na dziecko (oszacował je wg. głównie byłej zeznań na 2800) i przede wszystkim moje możliwości wykształcenie, doświadczenie zawodowe, znajomości itp itd)
Zarobki byłej sąd nie obchodziły specjalnie - liczyło się głównie na co mnie stać....
I pomimo, że już prawie 2 lata po czuje się jak bankomat i były spermodawca
Moja rola została ograniczona do alimentów i "utrzymywania kontaktów z dzieckiem".
Nie mam realnego wpływu na wychowanie dziecka, widując je od czasu do czasu.
Czy alimenty są dobrym rozwiązaniem? czy przypadkiem nie obciążają jednej strony jednocześnie pozbawiając jej wszystkich innych obowiązków i odwrotnie - dają drugiej stornie cash, zwalniając ją z funkcji zarobkowych - ekonomicznych?
Nurtuje mnie to od dawna - niestety coraz częściej dochodzę do wniosku, że z alimentami jest jest jak z zasiłkami - każdy chce brać a i narzeka, że za mało i nic w zakresie zmian nic nie robi ...
Poza tym czy nie kojarzy się wam to ze sceną z filmu MIŚ: przyjechał Pan chudszy o kilka kg mniej z zagranicy; o kilka kg mniej obywatela; to co ja mam zrobić; 25 za każdy brakujący kg; a wykształcenie?; wyższe; a....to po 75....