jak to wygląda od strony formalnej:
nie mam ustalonych sądownie spotkań z dziećmi, utarło się tak że m.in. co drugi weekend ich biorę do siebie
ale wczoraj, stara dała mi ich już w czwartek i ruszyła na bal

powiedziała że wyjeżdża i wraca w niedzielę wieczorem
żeby nie męczyć dzieci w swojej garsonierze przywiozłem ich do ich miejsca zamieszkania (przy matce) bo tu jest ciepło, konsola, tv, koledzy w domach obok itp.
stosunki własnościowe są takie, że ja nie mam już praw do tego mieszkania, stara mnie spłaciła
no i dzisiaj wpadła tam a ja siedzę z młodym na xboxie, na co ona że nie życzy sobie żebym tam pomieszkiwał itp.
z jednej strony ma rację, też to dla mnie nie jest superkomfortowa sytuacja, z tym że ja też mam dużo argumentów które przemawiają że lepiej jest im tam gdzie mieszkają, a nie tam co ja wynajmuję.
najchętniej bym zrobił tak - uregulowałbym dokładnie pory odwiedzin, niech będzie że u mnie te weekendy i wieczory, i wakacje, ale kosztem obniżenia alimentów.
co zrobić - iść do sądu rejonowego i składać pozew o co? o ustalenie czasu opieki i wysokości alimentów?
jeszcze jest jedna sprawa która mnie strasznie rani - mój syn (7) wygląda na zestresowanego kiedy musi wrócić ode mnie do matki. kilka razy powiedział coś takiego że nienawidzi wracać do mamy (wiadomo, jak dziecko dobiera słowa, ale jednak...), kilka razy się rozpłakał jak się okazało że to już.
najchętniej bym zakombinował coś takiego żeby on mógł mieszkać ze mną, na co stara w życiu się nie zgodzi bo by jej wyschło źródełko, a ja jeszcze nie mam warunków lokalowych jakie są potrzebne.
a więc jakaś dłuższa akcja z tego pewnie będzie w przyszłości, w jakim wieku dziecko może już samodzielnie podejmować taką decyzję?