Dodaj do ulubionych

Muszę się pożalić

01.08.17, 10:43
Już nie wiem, co mam robić ze swoim małżeństwem.
Problemów jest kilka, ale dla mnie najważniejszy to brak współżycia. Jak już coś się zdarzy to ja mu własciwie wskakuje do łóżka, ale jak on nie wykazuje żadnej ochoty w międzyczasie, to teraz też mi się odechciewa. Zauważyłam, że tak od dwóch lat coś mu się odechciało i jak zaczynam rozmowę by czegoś sie dowiedzieć, to po prostu milczy. Innej raczej nie ma, przynajmniej nie obecnie, bo nie dba o siebie itp.
Dla nie nie jest normalne, żeby małżeństwo ok .35-latków sypiało ze sobią raz na pól roku. Czy on nie ma potrzeb? Bo ja mam i nie ukrywam, że musze sobie sama radzić.

Poza tym ostatnio nakryłam go na kilku oszustwach względem mojej osoby - drobnych, ale jednak. Przekonuje się, że nie można mu ufać.

Są też problemy z finansami. Musiał zmienić pracę i teraz mniej zarabia.
Moje myślenie - ok, przeaanalizujmy wydatki, zrezygnujemy z czego możemy.
No więc ja sprzedaję swój samochód, by spłacić pożyczkę z pracy na niego i nie wydawać na paliwo. Po sprzedaży będzie ok 500 zł więcej do domowego budżetu.
Nie mamy teraz za dużo kasy, to ograniczam wydatki, tym bardziej, że zaraz wrzesień i synka 9-letniego trzeba do szkoły wyprawić. W związku z tym mimo, że mój samochód jeszcze jest , to nie jeżdże nim by nie tracić kasy na paliwo. Teraz wstaje o 5:25 by jechać 20 kilometrów do pracy do innego miasta. Tracę na to godzinę w jedną i drugą stronę.
Synek jest na wakacjach u babci, to jem głównie kanapki by przyoszczędzić. Chciałabym odświeżyć fryzurę, ale szkoda mi kasy. Ciuchy mi sie poniszczyły, mam właściwie 3,4 bluzki na krzyż, które noszę do pracy i przydałybysie nowe, ale ... szkoda mi kasy. To samo np. z płynem do soczewek kontaktowych, który kosztuje 25zł - leje najmniej jak mogę do pojemnika byleby na jak najdłużej starczył, bo te 25 zł wydaje mi się obecnie odczuwalnym wydatkiem. No i tak możnaby wymieniać w kółko.
A mój mąż co? ZERO poświęceń. Ma teraz prace tymczasową (w oczekiwaniu na nową w połowie sierpnia) w naszym mieście. Ma 2 może 3 kilometry do niej i co? Wozi dupę swoim samochodem! Mówię, przecież skrótami w 15 minut byłbyś na miejscu, nogi Ci nie odpadną, jak kilka razy pójdziesz piechotą. Ale nie - panisko musi sie wozić.
Wczoraj wydało się, że znowu pali papierosy (3 lata był na epapierosie, którego juz prawie odstawił; twierdzi, że stres związny z utratą pracy nakłonił go do powrotu do nałogu). Czyli codziennie kupuje sobie fajki.
I wiecie - dostałam olśnienia - to dlatego, jak zawsze szedł do sklepu z karta do mojego konta bankowego, to takie duże rachunki były. Niby kupował te swoje 3 piwa i chleb dla nas, a w histroii płatności było codzienne po 25 czy nawet 35 zł. Ja tu odmawiam sobie chociażby warzyw i owoców, czy konretnego pożywnego posiłku, a on sobie fajki kupuje ...

Poza tym oczywiście piwo - no musi wypic codzienne ze 3. Mmówię mu - ok, pij sobie w piątek i nawet w sobote, ale chociaż w tygodniu daj sobie spokój. Już nawet pomijając wydatki - brzuch ma ogromny od tych pustych kalorii, choćby dla własnego zdrowia mógłby to ograniczyć, ale przeciez nic tak nie gasi pragnienia jak piwo ...

I jeszcze taki myk - w piątek miałam urodziny. Nie kupił mi nic. Myślę, ok. nie ma swojej kasy. W sumie mi nigdy nie zależało na prezentach. Ale jak pomyślałam, że na fajki i piwa to mojego konta ciągnął, to mógł też głupią czekolade kupić prawda?
To mnie mocno poruszyło, jak zdałam sobie z tego sprawę.
Co więcej - musiałam się upomnieć by dostac buziaka (wówczas pierwszy raz wyczułam, że znowu pali; zapytany oczywiście zaprzeczył).

Dziś w nocy nie mogłam spać, bo ciągle o tym wszystkim myślałam, a on chrapał jak gdyby nigdy nic (oczywiście jak syna nie ma to śpimy w osobnych pokojach) mimo, że powiedziałam mu w wiekszości, to co mnie boli w naszej aktualnej sytuacji.

Jest kilka takich przykładów, że jet kompletnym dupkiem i egoistą. O, np. jeszcze wracając do mojego samochodu. Jak mu oznajmiłam, ze podjęłam decyzję o sprzedaży, to on nie chciał się zgodzić. Powiedział, że niech sobie stoi pod mieszkaniem, a dlaczego? Żeby, jak sie jego zapsuje, to żeby miał czym jeździć. Ręce i nogi mi opadły. Nie ważne, że ja musze kombinowac, żeby mieć na ubezpieczenie tych samochdów, na naprawy itp., bo zawsze wypadają w najgorszym momencie.
To zawsze idzie z moich premii i nagród z pracy, on juz do tego przywykł, że ja pieniądze skąś wykombinuję, a jak on kiedys miał dodatką kasę, to sam pojechał do galerii handlowej i nakupował sobie markowych ciuchów. Ani synowi ani mi nie kupił NIC.
Tylko jego wygoda i nic więcej. W obecnej sytuacji jeteśmy przez niego. Stracił prace na własne życzenie uważając się za niewiadomo kogo (obawiam się, żeby w kolejnym miejscu znowu tak nie zrobił - już się o to pokłócilismy raz).
Ja staję na głowie, żeby na wszystko starczało, a on ma brzydko mówiąc 'wy***ane'.

Sprawa też jest o tyle trudna, że on juz jest po jednym rozwodzie. Płaci tez ogromne alimenty na dziecko z pierwszego małżeństwa.
Ja sama ze swojej pensji, z tymi naszymi kredytami (w tym 1100zł samego hipotecznego) nie będę w stanie się utrzymać i chyba tylko to mnie hamuje przed podjęciem ostatecznej decyzji. Wiem, ze to słabe - lasce zalezy tylko na kasie, ale mi tu bardziej chodzi o synka, bo ja sobie odmówię, ale on ma swoje 'potrzeby'.

No i nie wiem, co robić. Już ze dwa tygodnie temu powiedziałam mu, że jak dla mnie może się wyprowadzić, czego oczywiście nie zrobi, bo nie ma gdzie (mieszkanie z kredytem jest na mnie).
Nie mówię, że ciągle jest źle. Zazwyczaj jest fajnie itp. ale to chyba głównie dzięki mnie, bo to ja przychodze do niego pogadać, podpytac, pokazać mu coś, zaroponowac grę na boxie itp. On to by siedział z piwem i tv oglądał. Ostatnio wymiękłam i teraz nie dość, że śpimy w oddzielnych pokojach, to i po prostu siedzimy osobno (ponownie zaznaczam - nie ma syna w domu). Równie dobrze moglibyśmy dla siebie nie istnieć.
Czasami mam wrażenie, że on jest z nami tylko dlatego, że niemiałby gdzie pójść. Ja go najwidoczniej nie pociągam, a syn czym starszy tym bardziej jest mu obojętny (o córce z pierwszego małżeństwa to pamięta tylko, jak ma alimenty płacić i tu chyba dążymy do tego samego).

Nie potrafię mu tego też wszystkiego powiedzieć na spokojnie prosto w oczy, bo zaraz płaczę i umoszę głos, co on odbiera jako atak i wówczas oznajmia, że ze mną nie da sie rozmawiać. No to jak np. wczoraj mówię - porozmawiajmy, to ja gadam co mnie boli, a on się gapi w TV ...

No poprostu musiałam sie wygadać ...
Obserwuj wątek
    • m.a.l.a_syrenka Re: Muszę się pożalić 03.08.17, 07:43
      Chcesz, żeby syn solidnie nauczył się od ojca takiej postawy życiowej? Rób wszystko za wszystkich.
      Idź lepiej do psychologa, może nawet znajdź terapeutę uzależnień jako osoba współuzależniona. Może on jest na początku takiej drogi, ale ty już dobijasz do finiszu.
      W kwestii kasy - przecież radzisz sobie sama i za dwoje, troje. Potrzebny ci ten garb?
      • marikax1970 Re: Muszę się pożalić 03.08.17, 10:01
        swiete słowa mojej przedmówczyni smile jesteś mloda znajdz kogos wartościowego smile
    • koronka2012 Re: Muszę się pożalić 03.08.17, 22:14
      Nie, to wszystko jest chore, zarówno brak seksu jak i podejście do życia.

      Powiedz mi tylko dlaczego wpadłaś na to, żeby sprzedać SWÓJ samochód? dlaczego ty czujesz presję, żeby oszczędzać na sobie w takiej sytuacji? To są jego długi - niech on się martwi. Egzekwuj wkład w rachunki i wychowanie dziecka, nie matkuj dorosłemu gościowi i nie usuwaj mu pyłków spod stóp, bo on nie widzi powodu, zeby się wysilać.

      Twój mąż jest alkoholikiem - tak, chodzi o przymus picia a nie o ilość czy moc alkoholu.
      Piszesz, że sama się nie utrzymasz - ale przecież twój mąż generuje więcej kosztów! ile on zarabia, że po zapłaceniu wysokich alimentów i wydatkach na siebie coś ci z tego jeszcze zostaje?

      Co do waszej relacji - wiesz, z sąsiadem też można fajnie pogadać, nie trzeba do tego kosztogennego trutnia w domu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka