No to jestem na tym forum, bo czeka mnie rozwód. Co czuję? - strach, obawę
przed przyszłością, to, że uż sobie nie ułoże życia, wiem, że jestem młoda
mam 26 lat, ale co zrobić- tak myślę. Małżeństwo moje rozpało się po 8
miesiacach!!!! z wielkim hukiem,. Może dlatego jestem w takim szkou, nie
wiem, w czym szkuać ukojeniia. straciłam człowieka, którego kochałam, ale z
ktorym życie było niemożliwe, bo on wypełniał tylko rozkazy mamuni, poza tym
poróżniło nas praktycznie wszytsko - życie. I teraz jak patrzę na to, co on
mi zrobił- wyrzucił, ma mnie w dupie, co sie ze ną dziej, jeszce dzowni i
robi kłótnie o rzeczy, wyzwiksa itp. - jezu, czy ja byłam ślepa , że
wczesniej przez te 4 lata nie widziałam jak podłe ma cechy, jakie ma
skłonności, ja bym w życiu tego najgorszemu wrogowi nie zrobiła!!! a on
jeszcze obwiniał mnie, że to ja go sprowokowałam, bo się kłóciłam.
teraz mam zaczynać życie, ale nie wiem, od czego się wziąć. Poza tym czuje
przeogromną pustkę , nie ma się do kogo przytulić, nie ma oparcia. Tak z dnia
na dzień nie ma nic, nie ma świata którym się żyło przez te ostatnie kilka
lat.

(((
Piszę - nawet nie weim, chyba prosiłabbym o kilka pocieszajacych słów. od
tych, co to takie coś przeszli. Co wyszli z toksycznego związku i dobrze się
już czuję.... n