w tym calym wirze codziennych spraw,gonitwie miedzy poradniami,nauczaniem
indywidualnym i calym swiatem zwiazanym z moimi dziecmi zylam tylko nadzieja
ze nadejdzie dlugi weekend i moi najukochansi chlopcy w koncy spedza czas
poza domem ( najmniejszy w towarzystwie tatusia a reszta na obozie
harcerskim ).Mialam ta nadzieje do wczoraj ...kiedy nagly wrzask najstarszego
syna nie przerwal tych marzen,zabawa wymknela im sie spod kontroli i jeden
drugiemu strzelil malenka plastikowa kuleczka prosto w oko z odleglosci 1
metra.Uroki nocnych wycieczek do szpitala w innym miescie moze lepiej
zostawie sobie do nastepnych wspomnien,jednak slowa lekarza ktory stwierdza
ze stan oka jest na tyle powazny ze trzeba syna natychmiast hospitalizowac
poniewaz w kazdej chwili moze odkleic sie siatkowka ,wzrosnac cisnienie i
itd.DLACZEGO TO ZNOWU MI NIEBO SPADLO NA GLOWE..tak bardzo sie cieszylam na
te kilka dni a teraz...z niepokojem wchodze do szpitala oczekujac najnowszych
wiadomosci a konsekwencje swojej zabawy odczuwaja juz nei tylko dzieci...Nie
mam sily ,to juz ponad moje mozliwosci

((