Nie, nie ten ktory od razu na mysl przychodzi
chodzi mi o to, kiedy po raz pierwszy przyszla Wam do glowy mysl,
ze cos w Waszym zwiazku nie tak? Ze moze to nawet poczatek konca,
jakis punkt zwrotny? Bo przeciez nie zaczyna sie zyc obok siebie
z dnia na dzien. Ze z dnia na dzien stajemy sie obcymi ludzmi.
Najpierw jest jakas kropelka, potem nastepne,
i zazwyczaj ten kielich napelnia sie powolutku.
Chyba ze to bylo uderzenie pioruna i wszystko splonelo od razu