Dodaj do ulubionych

moj pierwszy raz

15.05.05, 15:06
Nie, nie ten ktory od razu na mysl przychodzi wink

chodzi mi o to, kiedy po raz pierwszy przyszla Wam do glowy mysl,
ze cos w Waszym zwiazku nie tak? Ze moze to nawet poczatek konca,
jakis punkt zwrotny? Bo przeciez nie zaczyna sie zyc obok siebie
z dnia na dzien. Ze z dnia na dzien stajemy sie obcymi ludzmi.
Najpierw jest jakas kropelka, potem nastepne,
i zazwyczaj ten kielich napelnia sie powolutku.

Chyba ze to bylo uderzenie pioruna i wszystko splonelo od razu wink
Obserwuj wątek
    • tricolour Moj pierwszy raz... 15.05.05, 15:44
      ... był na ok. dwa lata przed rozwodem. Słuchałem Lipnickiej z jej "Ona ma
      siłę..." i wtedy pomyslałem, że może tak sie stać, że żona mnie zostawi, bo ma
      na tyle siły, by to zrobić.
      Standardowo zmiąłem tą myśl w głowie i więcej do tego nie wracałem...
      • scriptus Re: Moj pierwszy raz... 15.05.05, 16:18
        crying( chyba jeszcze przed ślubem...
        Ale wtedy tego nie potraktowałem poważnie, ot, młoda panienka z temperamentem.
        I alej to tak traktuję, chociaż coraz mi z tym trudniej...
        • czekolada72 Re: Moj pierwszy raz... 15.05.05, 18:54
          dokladnie tak - jeszcze hoho przed slubem

          wlasciwie to byly takie dwa "pierwsze razy" - jeden - na samym poczatku,
          sprzeczka ze stosunkowo błachego powodu, i taka mysl, ze skoro taka błachostka
          prowadzi do awantury - moze skonczyc znajomosc? drugi raz byl na doslownie 2-3
          dni przed slubem - tez sprzeczka, pod plebania, gdzie mielismy zlozyc ostatnie
          zaswiadczenie po naukach...

          I jezeli te sprzeczki przedmalzenskie puszczam w niepamiec, to to drugie -
          dziesiatki razy nachodzila mnie taka mysl, ze jednak wchodzac i dopelniajac
          formalnosci nawazylam sobie piwa calkiem swiadomie, nikt pistoletu mi wtedy nie
          przystawil do glowy...
      • anybody1 Re: Moj pierwszy raz... 16.05.05, 09:58
        ja też pierwszy raz pomyślałam że coś może być nie halo słuchając Lipnickiej smile
        ale to były słowa:
        "i jak to być mogło że ona i on razem przez tyle lat,
        żyli ze sobą lecz całkiem obok..."
        niestety było to jeszcze przed ślubem i szybko to wyrzuciłam z głowy...
        • tricolour Cholerna Lipnicka! 16.05.05, 23:24
          Teraz omotała Portera i chłopina pewnie sczeźnie.
    • bursztynowe Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 19:00
      Uśmiejesz się... podczas podróży poślubnej... hehehe
      i kto mi powie, że przyczyną rozwodu nie jest małżeństwo... no kto?
      • znowu.od.zera Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 19:56
        bursztynowe napisał:

        > Uśmiejesz się... podczas podróży poślubnej... hehehe
        > i kto mi powie, że przyczyną rozwodu nie jest małżeństwo... no kto?

        A ja nie napisalam o swoim "pierwszym razie" bo sie balam, ze mnie
        wysmiejecie! Bo to bylo dwa dni przed slubem i wtedy nagle przeszyla
        mnie pewnosc, ze on mnie nie kocha! I zdusilam ja w sobie mysla, ze to
        pewnie taki matrimoniofiber (od reisefiberwink
      • india8 Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 23:00
        bursztynowe, to tak jak u mnie
        ale wcale mnie to nie śmieszy a sad
    • kruszynka301 Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 20:10
      Pewnie się narażę niektórym bywalcomwink, ale dla mnie pierwszy (i ostatni) raz, kiedy dowiedziałam się, że coś w naszym związku nie tak, to moment, kiedy eks powiedział mi o kochance, no i że się strasznie zakochał.
      • bezecnymen Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 21:00
        nie wiem co w tym takiego niezwykłego kruszynko...ex musiał być dobrym aktoremsmile
        • amws Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 21:22
          hmmmmmm tez tak jakos przed slubem,ze to nie to chyba, ale przeciea skoro on
          tak pieknie mowił o przyszłosci, miłosci, wiernosci (sic!!!!) i ze skor sam nie
          miał normalnego domu, to na pwno nam sie uda :o) szczegolnie z ta wiernoscia :o)
          a drugi raz tak bardzo powaznie w dniu slubu, tuz przed błogosławieństwem i tuz
          po, wyszłam na balkon i plakałam, i nawet myslałam zeby si ewycofac, ale
          stwierdziłam, ze pewnie za waritke i histeryczke by mnie wzieto, no i jaki
          wstyd "uciekajaca/rezygnujaca/tchórząca panna młoda" , oj, czemu nie miałam
          wtedy odwagi.....
        • marta.sama Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 21:26
          Taa... wiem coś o tym, on chyba grał w telenoweli przez 15 lat.

          Może by sprawdzić procedury nominowania do Oskara? ;-P
        • kruszynka301 Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 21:26
          Bezecny, eks nawet grać nie musiał: kiedyś mi się zwierzył, że najszczęśliwszy był mając kochającą żonę w domu i kochającą kochankę w pracywink. Później tylko my dwie popsułyśmy mu ten sielankowy układ, domagając się wybrania jednej z nas. Na szczęście dla mnie, wybrał kochankęwink)).
          • gotyma Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 22:19
            pokazcie mi takiego co nie mial watpliwosci!
            ale czy te watpliwosci sa przeczuciem przyszlosci czy strachem przed nieznanaym
            czy czyms innym? oczywiscie dowiadujemy sie dlugo, dluuuuuuugo pozniej,
            zazwyczaj po czasie, gdy jeszcze mozemy salwowac sie ucieczka
            smile
            • anybody1 Re: moj pierwszy raz 16.05.05, 10:04
              oczywiście że strach przed nieznanym. przecież trzeba zaryzykować, porzucić
              bezpieczne "miejsce w fotelu", a jak nie wyjdzie? kto bedzie robił pranie?
              mój ex powiedział mi "kocham ciebie, kocham ją, potrzebuję czasu", no i
              wybierał tak przez trzy miesiące, twierdząc że nie spotyka się z tą panną. aż
              stwierdziłam że nie mam czego żałować i wybrałam za niego smile
          • bezecnymen Re: moj pierwszy raz 16.05.05, 11:13
            no tak te baby potrafią wszystko popsuć
            big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
      • anybody1 Re: moj pierwszy raz 16.05.05, 10:12
        teoretycznie dla mnie to też tak wyglądało smile na zewnątrz sielanka i nagle...
        tylko jak już się stało, to nagle okazało się że wcale nie byłam taka
        szczęśliwa, że wmawiałam sobie że jestem szczęśliwa. wyprowadził się i...
        zaczęłam żyć. cieszę się że już nie jestem z tym facetem. gdyby nie jego skok w
        bok, może męczyłabym sie z nim do końca świata, może obudziłabym się któregos
        dnia i pomyślała " co ja tu robię?", albo może to ja bym wszystko zepsuła?
    • akacjax Re: moj pierwszy raz 15.05.05, 22:21
      Teraz wiem, że przed ślubem, przez moment pomyślałam, że nie chcę tak. On się
      uparł na swoje, zaraz został skarcony przez los, a ja leczyłam jego rany. Druga
      myśl była taka: no kobieto przesadzasz, to drobiazg....a to była intuicja i
      trzeba było jej zaufać.
      Tylko, że to nie tak, że potem nie było dobrze, że nic dobrego mnie nie
      spotkało, że nie zmieniło mnie na lepsze...tylko, że całkiem niedługo potem
      tyle zła.
      I ciągle pod tym samym dachem facet, który otwiera drzwi swoimi kluczami i nie
      umie powiedzieć nawet dzień dobry.
    • bursztynowe Re: moj pierwszy raz 16.05.05, 13:50
      Ale ale dzieciaczki...

      Po co my sie tu tak katujemy?
      Po co wracać do przeszłości, szczególnie w taki sposób?
      Czy aby nie jesteśmy urodzonymi masochistami/tkami (przypomnę "masochizm polega
      na zadawaniu sobie bólu i czerpanie z tego przyjemności")

      Rozdrapywanie ran, zadręczanie się nic już nie da.

      Pewien adwokat w czasie sprawy rozwodowej powiedział mi coś, czego później sam
      doświadczyłem podczas rozwodu, a widzę że i tu to zjawisko jest wszechobecne.
      Mainowicie, kobiety mają tendencję do nieustannego patrzenia w przeszłość, co
      utrudnia im otrząśniecie się i racjonalna ocenę rzeczywistości. Ciągłe wracanie
      do przykrych wspomnień jest niejako samobiczowaniem... Faceci z kolei bardziej
      koncentrują się na przyszłości, wyrzucając bądź marginalizując w świadomości
      przeszłe zdarzenia...

      Dlatego proponuję zaniechanie ciągłego odwracania głowy, zaglądania pod
      kamienie, które się już dawno minęło w swojej podróży - gwrantuję wam, na pewno
      znajdziecie tam syf i robactwo. Popatrzmy przed siebie, na horyznot. Dookoła...
      I pod nogi, by znów się nie potykać...
      I idźmy dalej...

      smile
      • india8 Re: moj pierwszy raz 16.05.05, 13:58
        ja w imieniu swoim, ale może inne tez tak myślą
        to patrzenie w przeszłość to próba zrozumienia sytuacji - może po to, żeby sie
        nie powtórzyła...
        kiedy wędrujesz i mijasz te kamienie to chcesz wiedzieć co mijałeś, prawda?
        patrzysz na to, nie odwracasz głowy

        o to chodzi - chce się wiedziec co to jest to tutaj, żeby móc spokojnie iść
        dalej
        • znowu.od.zera Re: moj pierwszy raz 16.05.05, 14:03
          india8 napisała:

          > ja w imieniu swoim, ale może inne tez tak myślą
          > to patrzenie w przeszłość to próba zrozumienia sytuacji - może po to, żeby
          > sie nie powtórzyła...

          Wlasnie tak - dokladnie tak samo i ja mysle! smile

          Samemu trudno spojrzec z boku.
        • anybody1 Re: moj pierwszy raz 16.05.05, 14:08
          z jednej strony tak. to nie chodzi o życie przeszłością i rozpamiętywanie, ale
          o analizowanie sytuacji. żeby zrozumieć.
          ale z drugiej strony... to co jest złe w jednym związku, w drugim takie być nie
          musi. może, z uwagi na przeszłość, odrzucamy pewne rzeczy "na wszelki wypadek",
          bo wydaje nam się że wiemy do czego prowadzą? a w uczuciach nie ma logiki.
          • india8 Re: moj pierwszy raz 16.05.05, 14:11
            niby tak, ale własnie dlatego, że w uczuciach logiki niet, próbujemy się
            zabezpieczać ze wszystkich możliwych stron

            z tej strony już się sparzyliśmy, więc wiemy, że trzeba na nią bardziej uważać
            wiemy, jak boli...
            • bursztynowe Każda miłośc jest pierwsza 16.05.05, 14:17
              Ależ dziewczyny, zwrócićie uwagę, że wyciąganie wniosków z błędów przeszłości
              polega na czymś innym niż bezproduktywne jej rozpamiętywanie. A to co w
              większości tutaj uprawiamy z wyciąganiem wniosków zwykle nie ma nic wspólnego.

              Trzeba uwolnić się od przeszłości. Ona już się zdarzyła, czas przeszły dokonany.
              Trzeba zaakceptować to co się zdarzyło, nawet (a może przede wszystkim) to co
              bolesne i przykre. Trzeba porzucić wreszcie demony przeszłości, a nie je
              wiecznie pielęgnować, dokarmiać.
              • india8 Re: Każda miłośc jest pierwsza 16.05.05, 14:18
                racja

                ale co, pomarudzić sobie nie wolno...
                ;DDD
              • anybody1 Re: Każda miłośc jest pierwsza 16.05.05, 14:20
                masz rację smile
              • bursztynowe Re: Każda miłośc jest pierwsza 16.05.05, 14:20
                Ktoś powiedział:
                "gdy śmiejesz się, śmieje się wraz z tobą cały świat, ale gdy płaczesz, płaczesz
                w samotności"

                Może zacznijmy od tego by pokochać siebie samych, takimi jacy jesteśmy, z
                naszymi wadami, zaletami, pieprzykami, fałdkami tego i owego, ale też zaletami,
                umięjętnościami, sukcesami...
                • india8 Re: Każda miłośc jest pierwsza 16.05.05, 14:22
                  potrafisz?
                  próbowałeś?
              • znowu.od.zera Re: Każda miłośc jest pierwsza 16.05.05, 14:24
                bursztynowe napisał:

                > Trzeba zaakceptować to co się zdarzyło, nawet (a może przede wszystkim) to co
                > bolesne i przykre. Trzeba porzucić wreszcie demony przeszłości, a nie je
                > wiecznie pielęgnować, dokarmiać.

                No ale kazdy w swoim tempie!
                Jesli dla Ciebie zbyt wolno - to wrzuc piatke i gaz do dechy wink
                Ale nie kazdy jedzie jakims porszakiem czy innym ferrari - ja na ten
                przyklad na piechote, a w najlepszym razie na rowerze wink
                • india8 Re: Każda miłośc jest pierwsza 16.05.05, 14:25
                  a ja siedzę w rowie przydrożnym i od czasu do czasu podbieguję
                  szybko, ale zrywami

                  big_grinDD
                  • anybody1 Re: Każda miłośc jest pierwsza 16.05.05, 14:40
                    a ja już na szczęście na odwrót, biegnę dosyć szybko, tylko czasem mnie do rowu
                    znosi smile
                • bursztynowe Re: Każda miłośc jest pierwsza 17.05.05, 14:52
                  Im dłużej będziesz siedzieć i użalać się nad sobą tym dłużej będziesz cierpieć.
                  Nie jest to zbyt odkrywcza myśl...
                  Wiem, że niektórzy z nas maja zakodowane bycia ofiarą. I chodzi mi tylko o to by
                  przerwac ten absurd, im szybciej tym lepiej.

                  Czasami komus wystarczy słowo, życzliwy gest, innemu trzeba przywalić z liścia
                  by się opamiętał... Ale zawsze chodzi o to samo - by żyć, życ pełnią życia, a
                  nie wspomnieniami, urazami, żalami do obecnych i nieobecnych...
                  Tyle jeszcze przed nami...

                  Wiele z nas trafia tu bo jest zagubiona, zdezorientowana, pogrążona nierzadko w
                  depresji... To co możemy sobie dać to własnie słowa otuchy, garść pozytywnej
                  energii... Ale najgorsze co możemy robić w naszej sytuacji to biadolić i
                  biadolić bez końca. To tylko utrwala poczucie nieszczęscia, utrudnia wychodzenie
                  z doła. Na wszystko jest w życiu czas, na łzy i żale także. Ale życie nie
                  powinno zmienić się taki bezustanny żalnik, tylko dlatego że wypadliśmy na
                  pobocze. Trzeba wezwać pomoć drogową i jechac dalej!

                  Bo inaczej szmat zabraknie by zbierać łzy z podłogi i wszyscy utoniemy...

                  smile
                  • znowu.od.zera Re: Każda miłośc jest pierwsza 17.05.05, 15:20
                    bursztynowe napisał:

                    > Im dłużej będziesz siedzieć i użalać się nad sobą tym dłużej będziesz
                    cierpieć.

                    Masz racje, Bursztynowooki smile
                    Sek w tym, ze nie o racje tu chodzi, a o mozliwosc pouzalania sie wlasnie.
                    I o "wirtualne przytulenie" a nie klaps towarzyszacy niecierpliwym slowom:
                    "przestan sie mazac, juz dosc - idz i zyj bez cierpienia"

                    Przeciez ci "uzalajacy sie nad soba" ludzie zazwyczaj nie siedza z wzrokiem
                    utkwionym w sufit, tylko pracuja, opiekuja sie dziecmi, zyja prawie normalnie.
                    I tylko czasem chca sie podzielic tym, co w srodku siedzi.

                    Przynajmniej ze mna tak jest.
              • julka1800 Re: Każda miłośc jest pierwsza 17.05.05, 16:41
                Bursztynowe napisał:
                Trzeba uwolnić się od przeszłości. Ona już się zdarzyła, czas przeszły dokonany
                Trzeba zaakceptować to co się zdarzyło, nawet (a może przede wszystkim) to co
                bolesne i przykre. Trzeba porzucić wreszcie demony przeszłości, a nie je
                wiecznie pielęgnować, dokarmiać.

                Bursztynowe, to prawda, tylko na to potrzeba CZASU.
                Ile z osób tu obecnych jest w trakcie, na początku, w srodku, czy u końca drogi
                rozwodowej.
                Mój rozwód odbył sie /już w latach/ kilka lat temu i dopiero teraz jestem w
                stanie powiedzieć:
                POKONAŁAM DEMONY, odrzuciłam przeszłość.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka