Dodaj do ulubionych

Ile kosztuje dziecko ??

16.05.05, 22:10
Szkoda, że panie forumowiczki, które dzieci wychowują, nie określiły nawet
przyblizonej kwoty miesięcznego utrzymania dziecka. Postaram się to zrobić.
Szacunki będą grube i proszę każdego, który ma coś do powiedzenia w tej
sprawie o komentarz.
Nie ukrywam, że jeżeli okaże się, że moja płacenie (500 zeta) mocno odbiegnie
od naszych wspólnych wyliczeń, to normalnie podwyższę moje przelewy.
Moja córka ma 15 lat.

1. Przybory szkolne - 100
2. telefon komórkowy - 100
3. Ubranie, buty - 200
4. Jedzenie inne niż byłej żony (jakieś ekstrasy) - 100
5. Kieszonkowe - 200
6. Zwiększenie opłat z tytułu meldunku dodatkowej osoby, śmieci - 100
7. Kino, teatr, basen - 100
8. Hobby - 100

Co daje mi 1000 zł miesięcznie. Wiadomo, że do tego musza dojść jakieś
wydatki wakacyjne, ferie i inne nieprzewidziane sprawy. Nie wiadomo ile to
bedzie kosztowało - zakładam, że 2500 zł rocznie, czyli 200 miesięcznie.

Wynika z tego, że 1200 zł na dziecko jest kwotą przyzwoitą i zapewnia
utrzymanie i rozwój.
Mam też wrażenie, że z każdej mojej sugerowanej kwoty mozna uszczknąć kilka
złotych w celu nauki oszczędności, a da to kilkaset złotych rocznie
dodatkowych pieniędzy.

Czy mocno sie mylę w swoich obliczeniach? Proszę o komentarz.
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: Ile kosztuje dziecko ?? 16.05.05, 22:28
      Jeżeli rozumiem obliczyłeś, że dziecię kosztuje ok. 1200 sumarycznie. Ty posyłasz 500. Dobrze rozumiem?
      Ale jedzenie piszesz-extra, a normalne?

      Poza tym gdyby dziecię chciało lekcji dodatkowych, to średnio 35zł/godz a dwie na tydzień by się przydały tj. ok 280 na miesiąc...
      Poza tym:100 na telefon- sporo-
      Wiem, że chciałbyś uczyć oszczędzania córkę-masz pomysł jak?

      I weź poprawkę, że z wiekiem koszty rosnąsad




      I jeszcze: to co pisałam w jednych miesiącach dzieci kosztują więcej Wrzesień/październik-książki+ubrania na zimę się zaczynająsmile No i wakacje.
      • tricolour Oszczędania... 16.05.05, 23:11
        ... można nauczyć choćby na tym telefonie za stówkę. Gadam ile chcę, a 100
        przekraczam rzadko...

        Na ubranie 200 miesięcznie, to też nie jest mało...
        • burza4 Re: Oszczędania... 17.05.05, 16:37
          długo to można gadać jak się ma telefon z taryfą dla firm - wtedy faktycznie. A
          jak w grę wchodzi telefon na kartę, to impulsy są o wiele droższe i nie
          wystarcza na długosmile. Ja do komórki 30 zł (karta) doliczyłam impulsy z
          domowego - u mnie to widać, bo mam billing. Rachunek za stacjonarny to jakieś
          120 zł, 80-90% to połączenia córki.
    • marta.sama Re: Ile kosztuje dziecko ?? 16.05.05, 22:50
      Na przykład:

      kobiety.tvk.torun.pl/wyliczenie.html
      • tricolour O to, to to.. 16.05.05, 23:01
        ... bardzo dziekuję.
        • akacjax Re: O to, to to.. 16.05.05, 23:03
          tylko tu dziecko ma kilka lat...
          • tricolour Granicznym przypadkiem... 16.05.05, 23:06
            ... dziecka jestem ja.
            Prowadzę skrupulatne zapiski swoich wydatków dla celów statystycznych i wiem
            ile wydaje sie na jednego sporych rozmiarów ludzia.
            • akacjax Re: Granicznym przypadkiem... 16.05.05, 23:11
              Wiadomym ogólnie jest, że jedna osoba kosztuje wiecej niż wynika z wydatków na dwie osoby, podzielone przez dwa itd.

    • bezecnymen Re: Ile kosztuje dziecko ?? 16.05.05, 22:57
      ja już kiedyś o tym pisałem, ale skoro wątek nowy to przypomnę...na syna (za 3
      tygodnie 18latek mam zamiar opłacić mu kurs na prawo jazdy)) daje 1000pln
      miesięcznie nie licząc kieszonkowego, ubezpieczenia i komórki..
      kwota wydaje się taka sobie dla niektorych, ale proszę wziąć pod uwagę że jako
      belfer zarabiam poniżej 1800....gdybym nie bral korepetycji i zajęć w
      wieczorówce zdechłbym pod płotem ku uciesze exi.... w wyliczanie kosztów się
      nie bawię, daje tyle ile mogę
      • akacjax Re: Ile kosztuje dziecko ?? 16.05.05, 23:04
        Ciekawe co byś zrobił gdybyś miał dzieci dwojetongue_out
        • bezecnymen po co gdybać? 17.05.05, 06:16
          mam jedno....
      • tricolour Widzisz bracie... 16.05.05, 23:07
        ... nie za bardzo chcę finasować swoja byłą żonę, a nie chcę w żaden sposób
        oszczędzać na dziecku. Stąd pomysł na topik.
        • akacjax A jaki masz kontakt z córką? 16.05.05, 23:13
          Część kasy możeż wydać w tzw. wydatkach celowych. Nie tzreba dawać na telefon, można doładować zdalnie. Córa też może powiedzieć jakie wakacje jej opłacić.
          A alimenty grzecznie do rączki mamusi, na codzienne utrzymanie.
          • tricolour Do rączki, to mamusia nie dostaje... 16.05.05, 23:16
            ... dostaje córka na swoje bankowe konta. Żeby nie było bez śladu.

            Wydatki celowe są - jak najbardziej. Ostatni córa miała urodziny i podarowałem
            w prezencie zestaw grający. Bardzo ładny. Byscie widzieli te świecące oczy,
            kiedy wniosłem pudło!
            • akacjax Re: Do rączki, to mamusia nie dostaje... 16.05.05, 23:27
              Córka? Przecież ona niepełnoletnia? Tak ustalił sąd? A gdyby ex zapodała, że nie płacisz(o ile jest inaczej).
              O celowych wydatkach mówię w sensie zagospodarowania kasy dodatkowej, którą chcesz przeznaczyć.
              A prezenty-zwłaszcza urodzinowe, to prezenty.
              • tricolour Sprawa jest prosta. 16.05.05, 23:30
                Dziecko od 13 roku życia może mieć własne konto bankowe, ale pod opieką kogos
                dorosłego. W tym przypadku moja była tym sie opiekuje.

                Córka ma dwa konta - jedno ze swobodnym dostepem i swoją kartą płatniczą, na
                które wysyłam 200 zł. To konto traktuję jako kieszonkowe.
                Na drugie, z którego nie może korzystać samodzielnie, wysyłem 300 zł.

                Żaden sąd mi niczego nie zarzuci, bo przelewy są rejestrowane przez bank.
                • akacjax Re: Sprawa jest prosta. 16.05.05, 23:40
                  i na każdym piszesz alimenty dla...?
                  Czyli ex może decydować tylko o owych 300zł?
                  • tricolour Tak. 17.05.05, 00:08
                    Jeden przelew nazywa sie "Alimenty 200", a drugi "Alimenty 300". Żeby mi sie
                    nie pomyliło, gdy robię dyspozycje internetowe. Takie tytuły pojawiaja sie na
                    każdym przelewie.
                    Na dzień dzisiejszy oficjalnie ex może decydować rzeczywiście tylko o tych
                    300zł, ale wiem, że czasami anektuje też część z tych 200. Przecież ma ona też
                    swobodny dostęp do tych pieniędzy, jako osoba dorosła.
                    • akacjax no to nie rozumiem 17.05.05, 08:17
                      Po co to zamieszanie z tymi kontami, skoro exa i tak ma wszędzie dostęp?
                      Córka mogła mieć jedno konto, ograniczenie może być na karcie, chociaż to
                      trochę się rozmywa (część płatnicza i część gotówkowa). I ew. powinna mieć
                      takie drugie, na którym oszczędza, czyli sama robi z tamtego przelew. Sa takie
                      konta dla młodych, które wymagaja podpisu rodzica przy zakładaniu, a potem to
                      młody sam już operuje na koncie.
                      Wszystko zależy od tego na co córa wydaje te pieniądze(200) jeżeli tylko na
                      bzdury, to sporo. Ale jeżeli systematycznie płaci z tego np. bilet lub telefon,
                      to coś ją to nauczy.
                      Wiem na pewno, że gdyby mój młodszy miał sobie sam kupować bilet, to
                      ryzykowałby i jeździł na gapęsmile Póki nie skończy 18 bedę sama mu go kupować, bo
                      być może to dla mnie taniej w sumiesmile
                      Starszy dostaje przelew ode mnie, z którego ma mu wystarczyć na:przejazdy,
                      telefon, ubrania, kieszonkowe.
                      W ubiegłym roku latem dorabiał, ale prawdę mówiąc serce mi się krajało, jak
                      widziałam, jak młodzi są wykorzystywani.
                      Młodszy syn ma praktykę, na której jest zatrudniony jako młodociany, powinien
                      dostawać pieniadze-ale nie dostaje, bo w tej firmie miał taki warunek-praca
                      gratis. Zdecydował się na to, bo poprzednia była daleko i wykorzystywała go nie
                      do tego, czego miał się tam uczyć. Ot życie.
      • hela74 Re: Ile kosztuje dziecko ?? 17.05.05, 22:55
        tak na marginesie bezecny: nigdy nie przypuszczałabym, że jesteś belfrem, ale
        to tylko taka mała dygresja, bo przecież nie o tym to forum i ten topik
        Pozdrawiam smile
    • ninga Re: Ile kosztuje dziecko ?? 17.05.05, 12:07
      Oj chyba mocno się mylisz.:
      Z przedstawionych wyliczeń wynika, że matka ponosi w 100 % koszty utrzymania
      dziecka, a z tatą po połowie dzieli się wszystkimi "ekstra" wydatkami.
      Bo:
      - dziecko też zużywa: prąd, gaz, wodę, dzwoni z telefonu, korzysta z internetu -
      czyli przynajmniej 1/3 stałych opłat "nabijana" jest przez to, że matka nie
      mieszka sama. Wysokość tych opłat zależy od miejsca gdzie mieszka, ale
      gdziekolwiek by to nie było jest to dużo więcej niż 100 zł.
      - dziecko je, nie tylko frykasy - ekstrasy ale też chleb, masło, mięso itd.itd.
      - dziecko też niestety choruje, a nawet jak jest zdrowe to chodzi np. do
      dentysty.
      - w domu w którym mieszka korzysta m.in. z: żelazka, lodówki, pralki
      automatycznej itd. itd. i część z ww. sprzetów szybciej się zużywa przy dwóch
      osobach, a nie jednej.
      - do domu, w którym mieszka dziecko, trzeba kupić dla niego np. papier
      toaletowy, mydło, szampony itd. itd. (na marginesie 15 panna zużywa tego sporo).
      - dziecko chodzi na zajecia dodatkowe (najczęściej angielski)

      Z tym, że 15 letnie dziecko nie musi wydawać 100 zł na komórkę i 100 zł na
      hobby (na to jest chyba kieszonkowe).

      Gdyby mój ex przedstawił takie wyliczenie, to bym go po prostu wyśmiała.

      Pozdrawiam
      • tricolour No to zamiast mnie krytykować... 17.05.05, 20:21
        ... zapisz cos sensownego - najlepiej jakieś wyliczenie.
        Możesz się wspomagać własnymi doświadczeniami...

    • burza4 Re: Ile kosztuje dziecko ?? 17.05.05, 14:24
      Wiesz co - trudno ocenić twoje kalkulacje z kilku względów. Po pierwsze - o
      paru rzeczach zapomniałeś (kosmetyki dla nastolatki), parę jest zaniżonych -
      np. jedzenie za 100 zł miesięcznie to według mnie dużo za mało. Kieszonkowe 200
      zł - jakie wydatki ma obejmować? itd.

      Jeśli już chcesz liczyć, powinieneś podzielić te wydatki na miesięczne i
      okresowe - wiadomo, że podręczniki kupuje się raz w roku itd.

      Druga sprawa - ważne jest miejsce zamieszkania, ja w Warszawie za 1 zajęcia
      dodatkowe płacę ok. 100 zł na miesiąc, niby mozna nie płacić - ale jak?
      zrezygnować z angielskiego skoro cała klasa chodzi na konwersacje? Basen u mnie
      kosztuje 250 zł kwartalnie, bilet do kina 15 zł, bilet do teatru - 30 zł,
      książka - 30 zł itd. Tyle płacą tez niezamożni rodzice innych dzieci z klasy,
      w okolicy nie ma taniej! U ciebie te kwoty mogą być zupełnie różne.

      W wyliczeniu nie uzględniłeś w ogóle leków. Koszt średniego zestawu przy
      klasycznej infekcji to co najmniej 50-80 zł, a rzadko które dziecko w ogóle nie
      choruje. Za maści na trądzik które wystarcza na jakieś 1,5 miesiąca zapłaciłam
      120 zł. Zrobienie plomby kosztuje w Warszawie 100 zł.

      Hobby - zależy jakie. Inne są koszty, jesli to hobby to robienie na szydełku, a
      inne jesli jest to np. jazda na nartach - wtedy osprzęt kosztuje ok. 1,5
      tysiąca, a jesli dziecko rośnie, to co roku jest wymiana. Sam skipass kosztuje
      400-600 zl na tydzień, a w Polsce wcale nie taniej.

      Ciuchy - to kwestia indywidualna. Ja wydaję sporo, bo kupuję raczej nietanie
      rzeczy. Pozostawiam twojej ocenie, czy średnio 200 zl miesięcznie zadowala
      twoją córkęsmile. To samo z wyjazdami - jesli poprzenio (kiedy byliście rodziną)
      wakacje sprowadzaly się do wyjazdu na działkę, to ok. ale jeśli np. 3 razy do
      roku jeździliście po świecie, to 2500 zł rocznie jako kwota na ten cel to dość
      mało, wystarczy jak zerkniesz na koszty obozów w dobrym biurze.

      Wszystko zalezy od tego, jaki poziom życia prowadziliście jako rodzina? sam
      musisz to ocenić, bo 500 zł to niby duża kwota dla osób żyjących na przeciętnym
      poziomie. Dla kogoś kto np. opłaca prywatną szkołę za 1,5 tysiaca miesięcznie -
      ta kwota będzie groszowa...
      • clio11 Ile kosztuje....dziecko 17.05.05, 15:00
        Burza dobrze gada. Nie da się w formie algebraiczno-arytmetycznej dookreslić
        wyrażenia ILE. Można pokusić się o tezę, że nie jest to wartość constans, a
        raczej rachunek prawdopodobieństwa z wariacjami wink
        Jeśli chcesz dać? Daj! Nie licz jednak na specjalne peany pod Twoim adresem.
        Tak było kiedyś i nie piały chóry anielskie, więc skąd teraz by się miały wziąć?
        A że Exia korzysta z tych pieniędzy? Ja też dość często "pożyczam", ale możesz
        mi wierzyć, łożę na moje dzieci co najmniej dwukrotność alimentów na każde.
        Zresztą, nigdy nie przyszło by mi do głowy szacować ile jest warta
        moja "opieka", bo nie prowadzę ochronki ani schroniska, tylko wychowuję swoje
        potomstwo.
        Ktoś tu słusznie zauważył, że wielkość partycypowania w kosztach wychowania
        powinna być powiązana ze statusem majątkowym ojca. Co to byłoby gdyby np.
        mężczyzna zarabiający 1800 PLN płacił 1000 alimentów na jedno dziecko, prawda?
        Tak samo, jak gość o miesięcznych zarobkach rzędu 3-4 tys. płacący 200 zł na
        dziecko (ja tak mam)...
        • kruszynka301 Re: Ile kosztuje....dziecko 17.05.05, 20:29
          clio, dokładniewink.
          Można też rozpatrywać aliumenty pod kątem, ile zarabia matka i jej mąż - przecież wydatki też są uzależnione od zarobków opiekunów dziecka (np, wakacje można spędzić nad Bałtykiem, można na Karaibach, itp). Dlatego dyskusje "ile kosztuje dziecko" na ogół nie prowadzą donikąd.
          • tricolour Czyli można... 17.05.05, 20:31
            ... wedle uznania, tak?
            • kruszynka301 Re: Czyli można... 17.05.05, 20:36
              dzisiaj np wydaliśmy na córę 500 zł (2 kostiumy kąpielowe, butki na lato) - i co, mam się patrzeć ile alimentów dostaję, albo dyskutować z eksem konieczność zakupu???? Dlatego dyskusje na temat wydatków z kobietami nie mają sensu - ale za to mam radość, bo córa paraduje teraz dumnie we nowych ciuszkachwink)).
        • aisinom Re: Ile kosztuje....dziecko 21.05.05, 00:22
          Ja przepraszam, że się wtrącam, ale fakty są takie, że sama nie tak dawno
          należałam do grupy wiekowej pt. "dzieci". I wyglądało to mniej więcej tak:
          a) jak chciałam buty czy ciuchy to kupowałam je sobie za pieniądze, które
          dostałam w prezencie urodzinowym, w późniejszym czasie i za te, które sama
          zarobiłam, a zdarzało się i tak
          b) kosmetyki dla nastolatki? To chyba dlatego widzę w katalogach kremy
          naprawcze dla 25- latek...sad
          c) 100zł na telefon to aż za dużo, nawet, jeśli jest na kartę...
          d) przez grzeczność pominę 200zł kieszonkowego (gdybym takie dostawała, pewnie
          musiałoby wystarczyć i na ciuchy i na hobby, i na zajęcia pozaszkolne, o
          których też ktoś wspomniał...)
          e) nie będę wyliczać jedzenia, lekarstw, czy rachunków, bo to rzecz potwornie
          względna
          f) reasumując- nie biegałam co tydzień do kina, nie chodziłam na dodatkowy
          angielski, taniec, malowanie, rzeźbienie i sklejanie modeli (szkoła muzyczna na
          szczęście jest państwowa...), kiedy dostawałam pieniądze- chuchałam na nie i
          długo myślałam nad wydaniem ich... mogłabym tak długo, ale nie o to chodzi; a
          chodzi o to, że mimo tych wszystkich, jak się właśnie dowiedziałam, braków
          wyrosłam na ludzi i do tego jestem całkiem fajną i zadowoloną z życia osobą,
          która wiele wymaga, ale i umie cieszyć się z drobiazgów.
          Pozdrawiam
          • scriptus Re: Ile kosztuje....dziecko 21.05.05, 08:14
            I nawet Ty pewnie nie do końca rozumiesz męskie podejście do wydwania pieniędzy.

            > kiedy dostawałam pieniądze- chuchałam na nie i długo myślałam nad wydaniem ich...

            Właśnie, wy kobiety myślicie, jak wydać pieniądze, mężczyźni muszą myśleć o tym,
            jak ich nie wydać, bowiem trzeba kupić mieszkanie, samochód, a właściwie
            samochody, bo kobiety też potrzebują jeździć. Niektórzy potrzebują kupić jakieś
            narzędzia do pracy, środki produkcji, czy też zwiększyć ilość pieniędzy w
            obrocie (kiedy prowadzą jakąś działalność). Na "szastanie" przychodzi czas
            dopiero, gdy pieniędzy jest pod dostatkiem, wtedy można pojechać na wczasy, do
            drogiej knajpy, kupić żonie futra... Widać, że kobiety wolą starszych facetów,
            którzy już zbudowali swoje środki utrzymania, ci młodsi, na dorobku chyba nie
            powinni się żenić. Jak się ożenią młodo, to nic nie osiągną, będą całe życie
            spłacać mieszkanie, samochody i meble kupować na raty, itd. Kobieta widzi, że
            sąsiadka pojechała na wczasy, ma nowe meble, itd, to ona też musi, choć nie ma
            na to pieniędzy.

            Z drugiej strony, ludzie, którzy odmawiają wyłożenia środków na dzieci, to
            zwykli szmaciarze. Jednak po rozwodzie, jeżeli mężczyzna się wyprowadzi, jeżeli
            nie zwiększyły się jego zarobki, nie może dać tyle pieniędzy, co przed rozwodem,
            ma bowiem dodatkowe koszty. Kiedy mieszkali razem, nie musiał opłacać drugiego
            mieszkania, po rozejściu się oboje muszą wiele nowych rzeczy zakupić.
            Wystarczała im jedna pralka, teraz muszą mieć dwie... itd. To automatycznie
            oznacza spadek standartu życia ich wszystkich. Facet, choćby chciał, nie da na
            dzieci i żonę tyle, co wtedy, jak mieszkali razem, bo po prostu nie ma. Chyba,
            że zredukuje swoje nowe koszty do minimum, zacznie chodzić brudny w szmatach,
            mieszkać na dworcu kolejowym, ale wtedy straci dochody i znów nie da na dzieci
            tyle, co przedtem. Specjalnie piszę "tyle co przedtem", a nie "tyle, co
            trzeba", bo trzeba zawsze "więcej".
            • anja_pl Re: Ile kosztuje....dziecko 21.05.05, 08:25
              scriptus napisał:

              > tyle, co przedtem. Specjalnie piszę "tyle co przedtem", a nie "tyle, co
              > trzeba", bo trzeba zawsze "więcej".

              a to kolejny stereotyp, z którym się nie zgadzam
              a teraz z innej beczki:
              zakup pralki i innych rzeczy to zakupy jednorazowe a nie miesięczne, to
              dlaczego ma się cały czas poziom życia obniżać?
              • scriptus Re: Ile kosztuje....dziecko 21.05.05, 08:29
                nie cały czas, ale przez dłuższy okres, bowiem, w warunkach niedoboru w
                płynności finansowej, takie rzeczy kupuje sie na raty..
                • scriptus Re: Ile kosztuje....dziecko 21.05.05, 09:26
                  scriptus napisał:

                  > nie cały czas, ale przez dłuższy okres, bowiem, w warunkach niedoboru w
                  > płynności finansowej, takie rzeczy kupuje sie na raty..

                  I to oczywiscie, te rozłożone na raty koszty ponownego, niezależnego urządzenia
                  się, to tylko dodatek do innych kosztów, których przedtem nie było, jak koszt
                  wynajęcia drugiego mieszkania.

                  Stąd po rozwodzie, zwykle dochody nie wzrosły, a wzrosły wydatki rozbitego stadła...
            • aisinom Re: Ile kosztuje....dziecko 21.05.05, 11:08
              Chyba jednak jestem mało komunikatywna, bo nie udało mi się sprawić, żebyś nie
              przyczepiał się do pojedyńczego zdania, ale załapał meritum...
              Pozdrawiam
    • tricolour Worek bez dna... 17.05.05, 20:27
      Widzę, że Panie forumowiczki zakładają, że należy brać tyle ile się da... Mnie
      się to nie podoba i zakładam na wydatki tzw. BUDŻET.
      Oznacza to, że wydatki muszą być mniejsze niż wpływy. Bo ja niestety nie mogę
      zwrócić się po alimenty na droższe ciuszki i dodatkowe leki.

      Trzoszkę podkolorowałem myśl i wypowiedź... wink))

      Dzięki za informacje...
      • kruszynka301 Re: Worek bez dna... 17.05.05, 20:31
        tricolur, pewnie, że brać, ile się dawink)). Tylko eks jest zazdrosny o status majątkowy mojego męża, i 300 zł wydaje mu się bardzo dużą kwotą na córę....... Bo przecież my jesteśmy bogaciwink)).
        • tricolour To chociaż napisałas prawdę... 17.05.05, 20:33
          ... i fajnie, że tak wyraźnie. Właśnie myślałem, że tak jest - ile się da.
          • kruszynka301 Re: To chociaż napisałas prawdę... 17.05.05, 20:37
            tricolur, zero litości dla eksówwink))
          • anja_pl Re: To chociaż napisałas prawdę... 17.05.05, 21:03
            widzisz tri ja nie biore ile się da. Mąż sam określił sobie ile da na dzieci,
            bazując na tym, ile dostaje jego kochanka od swojego eks (mieszka w małum
            mieście i koszty utrzymania są niższe niż u mnie, ale co tam), płaci też połowę
            kosztów wyjazdów dzieci.
            Nie proszę go o więcej, bo uważam, że jeżeli ojciec nie widzi potrzeb dziecka
            to żadne tłumaczenie i proszenie nic nie da, przecież te pieniądze nie są na
            mnie tylko na dzieci.
            Mąż znając mnie wie o tym, że tych pieniędzy na siebie na pewno nie wydam.
            To jest jego obowiązek, jak się nie poczuwa , to trudno. Nie chcę zakładać
            sprawy o alimenty. Chcę żyć spokojnie, a nie szarpać sie o 50 zł., po co?
            Ja mam miłość moich dzieciaków, a to jest bezcenne.
            Pisaliście, że kłopoty z alimentami to forma zemsty eks, a ja pytam się za co?
            Chce mnie zmusić bym go prosiła? Nie dam się w to wrobić. Płacił kiedys 10,
            ostatnio przelał pieniądze tydzień później. Jak mu poprzednim razem zwróciłam
            uwagę, że już po terminie jaki sam sobie wyznaczył, to się chyba obraził.
            A ja sie zacięłam i postanowiłam go juz o nic nie prosić.
            Ja sobie dam radę, może nie będzie tak bezproblemowo jak kiedyś, ale jednak.
            Może wtedy z czegoś większego zrezygnujemy. A ty tri pisałeś, że dałbyś więcej,
            gdyby żona poprosiła, a dlaczego ma prosić? Przecież pisałes także, że teraz
            żona nie jest dla Ciebie ważna. Chcesz wyjść na łaskawcę, a Ją poniżyć?
            Przecież jest Ci obojętna. Dlaczego chesz byc proszony? Nie daje mi to spokoju.
            • tricolour Zaraz sprawdzę, czy... 18.05.05, 10:59
              ... uzyłem słowa "prosić". Mnie też nie daje to spokoju...
            • tricolour Niestety... 18.05.05, 11:11
              ... jakos trudno mi znaleźć właściwy post. Mam wrażenie, że nie uzyłem
              słowa "prosić", ale może byc inaczej...
              I wcale nie chodzi tu o poniżanie mojej ex ile o zawiadomienie mnie, że są
              DODATKOWE potrzeby finansowe.
              Jakoś sobie nie wyobrażam, że dzwonie co tydzień i pytam, czy może czegos nie
              potrzeba? A może mam dzwonić co drugi dzień? To śmieszne.
              Jak ktoś coś chce ode mnie, to mi tym mówi i to jest naprostsze rozwiązanie.
              Nie mam żadnego obowiązku, by domyslać się, czy ktoś ode mnie chce, co chce,
              ile, na co... itp. O swoich potrzebach się mówi.
              • mi110 ojciec z ciebie kiepski 18.05.05, 12:42

                "Ostatnio, po zachętach właśnie z naszego forum, zaproponowałem zwiększenie
                alimentów, bo może 500 zł na dziecko, to za mało. Usłyszałem, że "jak chcę,
                to moge płacic więcej, ale ona prosić nie będzie".
                Potraktowałem jej słowa serio. Jak będę chciał, to zrobie większy przelew. Na
                razie nie chcę." -to twoje slowa z innego watku.

                Jak nie chciałeś(i na razie nie chcesz) płacić to po jaką cholercie jej to
                proponowałeś? Chyba jednak chciałbys by się ponizała przed tobą.

                Wlaściwie powinieneś dopłacać żonie jak opiekunce, bonie i piastunce do
                dziecka. Jeśli nic nie wiesz o dziecka potrzebach, zostawiasz wszystko na żony
                głowie a jedynie ściśle notujesz, że alimenty juz wysłałeś i masz to z głowy to
                wybacz -ale wychodzi tak jak w tytule.
                Bycie ojcem to nie tylko rzucenie alimentów i kupienie prezentu od święta od
                którego się dziecku "oczy zaswiecą". O tym zresztą pisze Burza poniżej. Ale w
                wiekszosci panowie wolą być alimenciarzami niz ojcami a najbardziej ich frapuje
                czy aby żona sobie czegoś z marnych paru stówek alimentów nie uszczknęła dla
                siebie.

                • clio11 W tym największy jest ambaras, 18.05.05, 13:44
                  żeby dwoje (rodziców) chciało na raz (dogadać się i ustalić, czego potrzebuje
                  dziecko).
                  Tri próbował ustalić z Ex, czy nie należy zwiększyć alimentów. Kobieta podeszła
                  do tego honorowo zupełnie niepotrzebnie, bo chodzi tu o potrzeby DZIECKA, nie
                  jej. W takim przypadku TRZEBA ze sobą rozmawiać. Tak samo jak trzeba zdać
                  relację tej drugiej stronie właśnie o tym, czym dziecko się zajmuje, co je
                  aktualnie martwi a co daje radość. Gdzie chciałoby jechac na wakacje i czy nie
                  boli je ząb. Tylko do tego trzeba dwojga mądrych ludzi...
                  Myślę, że zupełny brak kontaktu między rodzicami to oznaka, że ktoś tu jest
                  niedojrzałym egoistą. Należy schować do kieszeni swoje anse, jeśli chodzi o
                  dziecko i tyle.
                  Takie sa moje refleksje.
                  • mi110 Re: W tym największy jest ambaras, 18.05.05, 13:54
                    > Myślę, że zupełny brak kontaktu między rodzicami to oznaka, że ktoś tu jest
                    > niedojrzałym egoistą.

                    Albo oboje.
                    • clio11 Re: W tym największy jest ambaras, 18.05.05, 14:20

                      Bingo, droga Mi, bingo!


                      Abstrahując, oczywiscie, od sytuacji Tri.
                      • mi110 :)) 18.05.05, 14:29
                        Oczywiście, jak najardziej. Abstrahując. Jakżeby inaczej.smile))))
                        • tricolour Nie musisz być złośliwa... 18.05.05, 21:43
                          ... ale możesz sie w ten sposób zachwywać.
                          Oczywiście bycie złosliwym na forum nie jest oznaką dojrzałości.
                          • mi110 To powiedz mi 19.05.05, 08:01
                            Jak wyglada ta dojrzałość w twoim wykonaniu?
                            • tricolour Proszę bardzo... 19.05.05, 10:26
                              ... zadałem pytanie o wysokość alimentów na dziecko.
                              Zamiast pisać mi, że jestem niedobrym ojcem możesz napisać mi, że sama dostajesz
                              2000 zł alimentów od swojego exa.
                              Jeżeli okaże się, że wszyscy faceci daje tak dużo, to dojdę do wniosku, że
                              straszne ze mnie skąpiradło, niedobry ojciec i przeleję też 2000 zeta.
                              • mi110 Re: Proszę bardzo... 19.05.05, 10:50
                                Albo nie umiesz czytac albo nie rozumiesz co czytasz.

                                Przeczytaj jeszcze raz wypowiedzi dziewczyn w tym wątku bo już ci wszystko
                                powiedziały. Ja nie wiem ile ty zarabiasz, na ile cie stać i na jakiej stopie
                                życiowej chcesz by rosło twoje dziecko. Bo nie o to chodzi, żeby zapłacić tyle
                                ile bezrobtny ex sąsiadki albo tyle ile dostaje na dziecko ex kochanka prezesa
                                Orlenu.
                                Ale tyle ile twoje dziecko potrzebuje i mniej więcej tyle ile bys musiał
                                wykładać gdybyście nadal byli rodziną.
                                • tricolour Chciałem mieć pogląd... 19.05.05, 10:58
                                  ... na sprawę. Nie udaje się... trudno.
                  • akacjax Re: W tym największy jest ambaras, 18.05.05, 17:07
                    clio11 napisała:

                    > Tri próbował ustalić z Ex, czy nie należy zwiększyć alimentów. Kobieta
                    podeszła
                    >
                    > do tego honorowo zupełnie niepotrzebnie, bo chodzi tu o potrzeby DZIECKA, nie
                    > jej. W takim przypadku TRZEBA ze sobą rozmawiać. Tak samo jak trzeba zdać
                    > relację tej drugiej stronie właśnie o tym, czym dziecko się zajmuje, co je
                    > aktualnie martwi a co daje radość. Gdzie chciałoby jechac na wakacje i czy
                    nie
                    > boli je ząb. Tylko do tego trzeba dwojga mądrych ludzi...

                    Ale jak exa Tri może z nim rozmawiać, jeżeli on zakłada, że ona nie dba o
                    dziecko, że żeruje na jego alimentach(vide-kombinacje z kontami, a przecież nie
                    chce mi się wierzyć, że sąd nie napisał w tytule wykonawczym: płatne do rąk
                    matki).
                    I jeszce jedno-to nie ma być zdawanie relacji matki, tylko zainteresowanie
                    niemieszkajacego wspólnie z dzieckiem. Bo wiem, że mozna wszystko wiedzieć
                    nierozmawiając z ex. (mam taki przykład po sąsiedzku-kobieta po rozwodzie,
                    synowie małoletni mieszkają z ojcem-a ona wie o ich życiu, szkole, zdrowiu,
                    miłościach itd. wiecej niż ojciec, z którym mieszkająsmile
                    • tricolour Kombinacje z kontami. 18.05.05, 21:52
                      Cholera mnie bierze, jak ktoś nie zrozumie moich słów i zarzuca mi kombinacje z
                      kontami.
                      Ja sie UMÓWIŁEM z ex, że pieniądze będą przelewane na dwa konta. Po to je
                      założono.
                      • akacjax Re: Kombinacje z kontami. 19.05.05, 00:29
                        Umówiłeś się? Tylko dlaczego wyraźnie pisałeś: "Do raczki to mamusia nie
                        dostaje"-to świadczy o czymś dziwnym. Z drugiej strony-nic nie wiesz o
                        wydatkach na dziecko-skoro szukałeś tych informacji na forum. Wydatki na Twoją
                        córę mogą być inne.
                        • tricolour Skoro masz własną... 19.05.05, 10:06
                          ... opinię na temat moich relacji, to dalszą dyskusje uważam za bezcelowową.
                • anja_pl dzięki mi110 18.05.05, 15:16
                  mi110 napisała:

                  >
                  > "Ostatnio, po zachętach właśnie z naszego forum, zaproponowałem zwiększenie
                  > alimentów, bo może 500 zł na dziecko, to za mało. Usłyszałem, że "jak chcę,
                  > to moge płacic więcej, ale ona prosić nie będzie".
                  > Potraktowałem jej słowa serio. Jak będę chciał, to zrobie większy przelew. Na
                  > razie nie chcę." -to twoje slowa z innego watku.
                  >

                  o te słowa mi chodziło, zaoszczędziłaś mi szukania smile))
                  • tricolour Aniu, dziewczyno! 18.05.05, 21:45
                    Czy Ty odróżnasz cytaty od moich wypowiedzi? To są słowa mojej ex, że "ona
                    prosić nie bedzie"
                    Wcale nie musi prosić. Wystarczy gdy powie, ale i to jest nadto...
                    • anja_pl Re: Aniu, dziewczyno! 18.05.05, 22:42
                      muszę wrócić do oryginału i przeczytać go jeszcze raz, hmm
                    • mi110 I powiedz mi wreszcie 19.05.05, 08:22
                      Dlaczego pokazalesa psu kość ale pies nie był grzeczny po twojej myśli to mu
                      tej kości nie dałeś? Może kiedyś mu dasz ale musi przyjść do ciebie po tę kość
                      i dać głos. Tak wygląda ta propozycja podwyższenia alimentów. Nie lubicie się z
                      żoną i ciągle prowadzicie wojny podjazdowe. I żadne nie chce ustąpić. Bo
                      dlaczego po słowacgh żony "ja prosić nie będę" nie drążyłeś dalej tematu
                      podając jakąś konkretną propozycję np"w tym miesiacu mogę dać jeszcze tyle a
                      tyle to może zapłace córce za kurs taki a taki, co o tym myślisz, czy to dobry
                      dla niej pomysł?". Jedni "dla dobra dziecka" tkwia w złych małżeństwach może
                      wy dla faktycznego dobra dziecka sprobójcie ze sobą rozmawiać i przełamać
                      niechęc, nie tylko kontrolować wydatki ale współuczestniczyć. Twojej ex tu nie
                      ma więc może ty spróbujesz być mądrzejszy w tym układzie?
                      • tricolour Pomysł jest dobry... 19.05.05, 10:11
                        ... tylko ja NIC nie wiem ani o dodatkowych kursach, ani o innych rzeczach. Moja
                        rola to dać pieniądze i niczym więcej się nie interesować. Jakiekolwiek pytania
                        trafiają w próżnię- nawet te o podwyższenie alimentów.
                        Zresztą temat stał się jakis dziwny...

                        Napisz mi110 - ile Ty dostajesz alimentów od swojego ex?
                • tricolour Do: mi110. 18.05.05, 21:40
                  Nie wiem, jaka z Ciebie matka, czy dobra, czy zła. Bardzo proszę, bys zdanie o
                  mnie wyrażała w taki sam sposób w jaki ja o Tobie.
                  Jeżeli tak bardzo emocjonalnie podchodzisz do moich słow, to znaczy, że pewnie
                  masz jakieś problemy...
                  Stąd takie słowa jak "alimenciarz". Nie jestem nim.
                  • mi110 Re: Do: mi110. 19.05.05, 07:59
                    Ja oceniam tylko to co napisałeś na forum. A czytając to co napisałes
                    stwierdzic moge to co już stwierdziłam.
                    Gdybym miała "problem" to zapewne założyłabym temat na forum, tak jak ty to
                    zrobiłeś. A jesli traktujesz to miejsce jako sztuke dla sztuki, czyli
                    opowiadasz o sobie, pytasz o zdanie, ale nikt nie ma prawa ci nic zarzucic, to
                    zastanow sie nad sensem zakladania jakichkolwiek watkow. Z tego co widzę,
                    zaczynasz każdego kto cie skrytykuje posądzasz o "emocjonalne podejście","
                    jakies problemy" itd. Najprostsza technika odbicia pileczki. Jesli w stosunku
                    do ex stosujesz taka sama to chyba zdiagnozowales wlasnie istote problemu ktora
                    staje na drodze prawidlowym kontaktom z dzieckiem.
                    • tricolour Dziękuję... Pani psycholog... 19.05.05, 10:08
                      .. za rzeczowe ujęcie caości, które nie wnosi nic nowego do tego topiku.
      • burza4 Re: Worek bez dna... 18.05.05, 10:19
        Tricolour - sęk w tym, że w różnych rodzinach różne wydatki są uzasadnione.
        Zajęcia dodatkowe - ja bym chciała otworzyć dziecku oczy na świat, zaszczepić
        potrzebę jakiejś pasji, aktywności - a to kosztuje. Niektórym ludziom nie
        przeszkadza być może że jedyną pasją ich dzieci jest plucie na odległość z
        osiedlowego trzepaka - i takie osoby będą oceniały taki wydatek jako całkowicie
        zbędny. W rodzinach na pewnym poziomie ludzie starają się rozwijać potrzeby
        kulturalne, tak żeby kiedyś miały szersze horyzonty niż oglądanie brazylijskich
        telenowel i czytanie "Faktu" - tam zajęcia dodatkowe to standard, nawet jeśli
        nie są zbyt zamożni. Inni czytanie książki uważają za stratę czasu itd.

        Pytanie do ciebie - czy znasz zainteresowania swojej córki i wiesz ile kosztują
        zajęcia tam gdzie ona mieszka? kiedy ostatnio byłeś z nią - u fryzjera, czy u
        lekarza? robicie dla niej zakupy razem? wiesz, co się jej podoba?

        Patrzę na to tak - buty mozna kupić zarówno za 50 zł jak i za 500, i teraz -
        jesli będąc rodziną kupowali buty za 50 zł, to nieracjonalne jest oczekiwanie,
        że w alimentach ujęte będą takie za 500. I vice versa - jesli przed rozwodem
        dziecku kupowało się buty za 500, to świństwem ze strony ojca jest stanowisko -
        alimenty jak najniższe, w końcu można się ubierać na wyprzedaży w Auchan... Nie
        wymagam od eksa, że będzie partycypował w wydatkach na poziomie ustalonym
        przeze mnie, skoro zarabia 4-krotnie mniej - ale gdyby było odwrotnie,
        oczekiwałabym, że podzieli się z DZIECKIEM tym co ma (tak, jak ja robię to
        teraz, bez ogladania się czy aby druga strona dołoży równo tyle samo) - chyba
        tak postępuje kochający rodzic?

        I wyjasnij proszę co to znaczy, że wydatki muszą być mniejsze niż wpływy?
        znaczy co - jak dziecko zachoruje, to powiesz - no trudno, w tym miesiacu już
        po kasie, do apteki pójdę w przyszłym? Ty możesz sobie planować - zapewniam
        cię, że matki nie mają takiego komfortu. Zakup ciuszka to można odłożyć na
        przyszły miesiąc, ale kolonii, wycieczki szkolnej, czy wizyty u dentysty już
        nie bardzo.

        • tricolour Już wyjaśniem... 18.05.05, 11:02
          ... Moje wydatki są mniejsze niż wpływy. Chyba u każdego tak jest... Oznacza
          to, że kupuje buty może nie za 50 zł, ale na pewno nie za 500. Tylko za tyle,
          by mi sie budżet zgodził, a buty były porządne.
          • burza4 Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 11:50
            Moje pytanie zmierzało raczej ku temu czy TY jesteś w stanie oszacować, ile
            kosztuje utrzymanie twojej córki na poziomie który dla ciebie jest standardem?
            wiesz na jakie zajęcia chodzi twoje dziecko, w jakich ciuchach gustuje, czy i
            na co się leczy, ile kosztuje zorganizowanie jej wakacji, jaki jest rachunek za
            telefon, ile kosztowały podręczniki, ile wydaje na fryzjera itd?
            Pytania z gatunku - co wiesz o swoim dzieckusmile? dodam, że mój eks choć mocno
            związany z córką, na 3/4 tych pytań nie umiałby odpowiedzieć...

            mam wrazenie, że te tematy są kompletnie przez ojców pomijane na
            zasadzie "zapłaciłem alimenty, więc co mnie obchodzi reszta" - czemu ojcowie
            czują się zwolnieni z obowiązku dowiadywania się jakie są potrzeby dziecka?
            czemu tak rzadki jest fakt zainteresowania się czy alimenty faktycznie
            wystarczają? pal sześć, czy dadzą na to kasę czy nie - ale czemu nawet nie
            wiecie ile kosztuje utrzymanie WASZEGO dziecka? przepraszam - wiecie - tylko
            według was jest to co najmniej 1/3 mniej niż naprawdę...
            • scriptus Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 15:11
              Wydatki musza byc mniejsze niz wplywy, bowiem raz na jakis czas przychodzi
              miesiac, ktory sie nie zamknie bilansem dodatnim. Wy, kobiety, serce macie
              dobre, pieniazki, jak sa, wydacie zawsze do ostatniego grosika. A jak potem
              jest jakas ekstra potrzeba, to jest mezu, no zrob cos, przeciez na to musza byc
              srodki. Wtedy, porzadny facet musi zaciagnac kredyt. Potem kredyt trzeba
              splacac, wiec pieniazkow w budzecie jest jakby mniej, a wlasciwie nie jakby
              mniej, tylko po prostu mniej. Wtedy zaczyna sie narzekanie, ze standart niski,
              bieda. I dalej, pieniazki wydane do ostatniego grosika. Znowu przychodzi ekstra
              potrzeba , nastepny kredyt i jeszcze wiekszy ubytek standartu zyciowego.
              Dlatego odpowiedzialny facet nie dopuszcza do takiej sytuacji i nawet narazajac
              sie na zarzut bycia sknera nie pozwala wydawac wszystkich pieniedzy...

              Kobiety za to powinny dostawac doktoraty ekonomiczne z wydawania pieniedzy, bez
              egzaminow, sa bowiem w tej dziedzinie ekspertami, zawsze znajda jakas pilna i
              niezbedna potrzebe, jakies nowe lustro do lazienki, nowe buty, czy
              najpiekniejsze na swiecie firanki, posciel w ladniejsze kwiatki, czy sweter dla
              meza, ktory w swetrach nie chodzi.... Zobacz jaki ladny sweter ci kupilam, nie
              masz jeszcze takiego.....
              Najpierw jest, no mamy jeszcze forse, kupmy to, tamto, owo... A potem jest pod
              koniec miesiaca np, zatankuj mi samochod.... zabraklo mi na wplate na karte....
              zawsze cos sie zepsuje, olej trzeba wymienic. Co miesiac tak jest, dostarczaja
              wszystko sliczne do sklepow w pierwszej dekadzie, a z kolei wszystko sie
              psuje, wlacznie z zebami w trzeciej dekadzie.
              Wolalbym, zeby to, co trzeba, zepsulo sie w pierwszej dekadzie, bowiem potem,
              jak juz nie ma pieniazkow, nie ma pokusy...
              • anja_pl Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 15:14
                big_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                • scriptus Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 15:19
                  big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                  • anja_pl Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 15:20
                    brakuje niewiele do 12 000 wink
              • anybody1 Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 15:38
                nie chcę od razu pisać że opowiadasz głupoty, na pewno masz swoje racje.
                zresztą we wszystkim trzeba zachować umiar.
                ale szlag mnie trafia jak mi jakiś facet mówi że wydaję za dużo pieniędzy. bo
                owszem, wydaję.
                tylko że siedzę cały dzień w pracy (dzisiaj znowu nie miałam czasu nic zjeść) i
                zarabiam. i na pewno nie po to żeby oglądać jaki mam fajny stan konta.
                jeśli trzeba kupić nowy telewizor, wymienić płytę glówną w komputerze albo,
                piąty raz w ciągu 3-ch miesięcy, nowy procesor, to jest to uzasadniony wydatek.
                ale nowe buty... to dopiero jest problem, bo przecież "masz już 20 w szafie".
                poza tym podejście minimalistyczne - kupować tylko to co jest niezbędne i to
                najtaniej jak się da. no bo przecież stare jest jeszcze dobre. oczywiście nie
                dotyczy "męskich zabawek", z którymi trzeba być stale na czasie.
                • scriptus Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 19:12
                  Nigdy nie mówię, że kobiety wydają za dużo pieniędzy. Na pewno wszystko, co
                  kupują, jest bardzo potrzebne. Jednak zasada wydawania pieniędzy jest jedna, nie
                  można wydawać pieniędzy , których nie ma. Obojętnie, czy ma się 800 zł na
                  miesiąc, czy 8000. Przy 800 zł nazywa się to sztuka przetrwania w ekstremalnych
                  warunkach i redukuje się wszelkie wydatki, które nie są niezbędne. Każda wpadka
                  może "kosztować utratę życia". Jeżeli jednak zabraknie pieniędzy przy powiedzmy
                  1000 złotych na osobe, a nie było żadnych "inwestycji", nie mam wątpliwości, że
                  wydatki mozna przyciąć.


                  Nie kwestionuję potrzeby kupna ubrań, ale jeżeli proporcja szaf w domu wynosi
                  5:1, to nie sądzę, żeby nie było się w co ubrać. Nie wydaje mi się, że trzeba
                  kupować np powłoczki na pościel, jeżeli w domu jest ze 30, to jest chyba ilość
                  wystarczająca do końca życia. A stan konta jest ważny, nie wiem, co będzie, jakw
                  wieku sześćdziesięciu paru lat stracimy zdolność do pracy, nie mając
                  oszczędności. Na emerytury raczej liczyć nie możemy, nasze pokolenie jest
                  "pomostowe", utrzymujemy starych emerytów i zbieramy na swoje emerytury. Czeka
                  nas jeszcze kompletna dewaluacja naszych zasobów finansowych i dochodów przy
                  zamianie na euro, jedyne, co jest realne i waloryzowane do poziomu średnich
                  zarobków, to pierwszy filar, którego wysokość na pewno nie wystarczy do
                  normalnego życia, o ile ZUS w ogóle nie zbankrutuje. Pozostałe "filary" to
                  łakomy kąsek, na którym już żerują urzędnicy i firmy, które zarządzają tymi
                  środkami. Zatem, jest powód, zeby móc oglądać ładny stan konta. Wystarczy sie
                  zastanowić, co się będzie robić w wieku 70 lat, mając powiedzmy z pierwszego
                  filaru 300 i z drugiego 300 złotych, nie mając pracy (kto da pracę takiemu
                  dziadkowi?), ani oszczędności, żeby nie mieć wątpliwości, że trzeba mieć
                  przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy oszczędności w momencie przejścia na
                  emeryturę. I przydałoby się też nie mieć zobowiązań w rodzaju - jakieś spłaty
                  samochodów.
                  Ciekaw jestem, jakie to "męskie zabawki" Ciebie wyprowadzają z równowagi wink)))
                  • anybody1 Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 19:28
                    spędziłam 10 lat z informatykiem smile komputer miał regularnie co 2 miesiące
                    wypruwane flaki i wkładane nowe, bo "przecież sprzęt komputerowy tak szybko się
                    starzeje". no i to jest oczywiście prawda, tym bardziej że nowe wersje Baldur's
                    Gate są wymagające sprzętowo, no i muszą hulać nawet jak się w tym samym czasie
                    ściąga 20 filmnów smile w dniu exowej wyprowadzki komputer był wart więcej niż
                    wszystkie graty jakie zdołalismy zgromadzić w czasie małżeństwa, a zdecydowanie
                    więcej niż wszystkie moje buty smile

                    p.s. nie mam nic do Baldurs Gate, uwielbiam tą grę, no ale co, pomarudzić nie
                    można?smile
                    • scriptus Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 22:47
                      E tam, ja domowych pieniędzy na komputery nie wydaję, a mimo to je mam, to
                      przecież tylko narzędzie pracy. Telewizora też nie mam i oglądam bardzo rzadko,
                      bowiem żona jest telewizoromanką i zawsze, jak chcemy porozmawiać , to
                      telewizor, a jakże , działa...
                      • anybody1 Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 22:56
                        powstał na tym formum postulat żeby pisać "mój facet" a nie "fececi", więc
                        pisałam o swoim (ex) smile na pewno masz coś takiego co jest kompletnie
                        niezrozumiałe dla większości kobiet a czego nie możesz sobie odmówić ?smile
                        • scriptus Re: Już wyjaśniem... 19.05.05, 07:13
                          Oczywiście, przepadam za pięknymi kobietami, nie mogę sobie odmówić, żeby je
                          podziwiać ;DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD W końcu one się upiększają dla
                          nas, mężczyzn. Zbrodnią byłoby nie podziwiać...

                          Nie jestem jednak taki, żeby o czynić w sposób natarczywy, lub w sposób
                          uwłaczający mojej żonie....
                          • anybody1 Re: Już wyjaśniem... 19.05.05, 09:00
                            i tu się mylisz smile kobiety upiększają się dla innych kobiet smile mężczyźni są
                            mało wymagający w porównaniu smile
                            • clio11 Mars i Wenus 19.05.05, 09:29
                              Jakkolwiek nie sposób odmówić słuszności założeniom psychologów, iż psychika
                              mężczyzny i kobiety jest skonstruowana ciut odmiennie, postuluję o unikanie
                              uogólnień typu "faceci to świnie", "kobiety lubią diamenty" itp.
                              Czytając parę wypowiedzi było mi po prostu przykro, że niektórzy patrząc przez
                              pryzmat swojego małżeństwa wypaczyli sobie po prostu ogląd rzeczywistości.
                              Nie wszystkie kobiety to utracjuszki, nie wszyscy faceci to Sqrug'e, tak jak
                              nie każda rozwódka to nieodpowiedzialna, swawolna kobieta a rozwodnik-drań i
                              dziwkarz unikający obowiązku alimentacyjnego.
                              Denerwują mnie własnie takie wypowiedzi. Mam tego przykład chociażby w pracy
                              czy wśród znajomych. Teksty "facet to nieodpowiedzialne, bezmózgie stworzenie"
                              czy dowcipy rysunkowe przedstawiające np schemat zakupów pary małżeńskiej w
                              centrum handlowym itp.
                              Nie jestem chyba materiałem na feministkę-szowinistkę. I cieszę się z tego. To
                              chyba znak, że życie nie potłukło mnie tak, by przehierarchizowac mi niektóre
                              wartości?
                              A wracając do wątku topiku-Tri, może nie czytam zbyt wnikliwie, ale nie wiem,
                              czy rozmawiałeś z córką na ten temat (alimenty). Może z nią porozmawiaj?
                            • scriptus Re: Już wyjaśniem... 22.05.05, 21:52
                              Może się i upiększają dla innych kobiet, ale na mężczyzn to działa..
              • burza4 Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 16:39
                scriptus napisał:

                > Wydatki musza byc mniejsze niz wplywy, bowiem raz na jakis czas przychodzi
                > miesiac, ktory sie nie zamknie bilansem dodatnim. Wy, kobiety, serce macie
                > dobre, pieniazki, jak sa, wydacie zawsze do ostatniego grosika.

                Scriptus - obśmiałam się, bo nawet w najcięzszych czasach nie wydawałam
                wszystkiego co do grosika, zawsze miałam jeszcze jakis zapasik. Jeśli uważasz,
                że kobiety powinny dostawać doktoraty ekonomiczne z wydawania pieniedzy, to
                spiknę cię z moim aktualnym - on jest w tym mistrzem światasmile i to ja go
                hamuję.

                Cholera, kończyłam ekonomię, z matmy tez byłam dobra i nijak nie mogę wyliczyć
                jakim to niby cudem mozna odłożyć jakikolwiek grosz na poczet przyszłych
                większych wydatków jeśli utrzymanie nastolatki - na przyzwoitym poziomie -
                szacunkowo wynosi 1000 zł miesięcznie a najczęstsze kwoty alimentów to 300-400
                zł?
                • akacjax Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 17:00
                  Opowiadanie jak kobiety wydają bez pojecia pieniadze jest śmieszne. Czy są
                  nieodpowiedzialne? Czy raczej w pewnych związkach są traktowane jak dzieci,
                  najpierw daje się im zabawki, nie mówi o rzeczywistości, udowadnia jakim się
                  jest bogato-szastajacym, a potem, gdy przychodzi kłopot to one winne.
                  A przecież teraz one nie zatrudniają ksiegowych, jak już zostały same.

                  Nie można wspólnie gospodarować? Mozna, tylko wtedy trzeba albo po równo
                  wkładać do kasy, albo być całkiem szczerym, wyrozumiałym albo wielkodusznym.
                  U mnie było tak: gdy mąż miał więcej pieniedzy-to lokował na niedostępne dla
                  mnie konta, a gdy ja miałam to zawsze była jakaś wielka, nagła i jedyna okazja.
                  On potrafił oszczędzać na nas, a ja musiałam sobie poradzić. Gdy bylismy w
                  sklepie razem nie myślał ile trzeba zapłacić przy kasie, a gdy to do niego
                  dotarło-dziwił się jak to się stało.

                  Ktoś kiedyś powiedział, że terapie małżeńskie zaczyna od pytania o wspólne
                  gospodarowanie. Jeżeli para nie może się w tym temacie dogadać(zaufać sobie)to
                  terapia nie ma sensu-z tego związku i tak nic nie będzie.

                  Nie twierdzę, że wszyscy są tacy jak mój jeszcze-mąż, ale jego słowa: odkąd
                  płaci alimenty nigdy tak mało nie wydawał na dziecisad
                  • anja_pl Re: Już wyjaśniem... 18.05.05, 22:48
                    akacjax napisała:

                    > Nie twierdzę, że wszyscy są tacy jak mój jeszcze-mąż, ale jego słowa: odkąd
                    > płaci alimenty nigdy tak mało nie wydawał na dziecisad

                    to bardzo boli...
                    • akacjax Chyba nie boli 19.05.05, 00:38
                      Raczej jest wspaniałym obrazem jego samego.
                      Bo gdy dawał wiecej to: za coś, tak by świat widział-patrzcie oto daję!,
                      dawał,a potem zbierał....starszy syn nie zwracał na to uwagi-prosił go dawniej
                      o pieniądze dodatkowe, młodszy, gdy widział jak to się odbywa-nic od niego nie
                      chciał.

                • tricolour 1000 zł na dziecko... 19.05.05, 10:13
                  ... to wychodzi po 500 na rodzica, prawda?

                  A może każde ma dać 1000? W takim razie proszę o rozliczenie wydania 2000zł
                  miesięcznie na jedną osobę.
                  • kruszynka301 Re: 1000 zł na dziecko... 21.05.05, 10:42
                    Tricolour, 2000 zł, nie jest jakąś straszną kwotą. Chociaż my tyle nie wydajemy (dla mnie jednak jest to przesada), to nasi najlepsi znajomi (zarabiamy mniej więcej podobnie), owszem.
                    Córeczka ich ma 2 latka:
                    - opiekunka - 800 zł
                    - wczasy, wypoczynek - 500 zł (nie korzystają z darmowych wakacji dla dzieci, płacą jak za dorosłego)
                    - jedzenie - 400 zł (córeczkę odżywiają bardzi zdrowo, typu króliczki, gołąbki, świeże ryby),
                    - ubranka - tylko firmowe - 400 zł
                    - zabawki - również tylko firmowe (atest bezpieczeństwa) - 200 zł
                    - lekarz, lekarstwa - wizyty domowe - 100 zł

                    Kwota ta znacznie wzrośnie, kiedy córeczka będzie chodzić do szkoły (prywatnej), dojdę pewnie dodatkowe lekcje, itp.
                    Oczywiście, znajomi narzekają, jakie dzieci są drogie, no i chyba poprzestaną na jedynaczcewink)).

                    Moi znajomi nie są jakimś skrajnym przypadkiem, takich par jest dużo więcej. I jeszcze raz kłania się zdrowy rozsądeksmile)).
                  • burza4 Re: 1000 zł na dziecko... 22.05.05, 18:26
                    tricolour napisał:

                    > ... to wychodzi po 500 na rodzica, prawda?
                    >
                    > A może każde ma dać 1000? W takim razie proszę o rozliczenie wydania 2000zł
                    > miesięcznie na jedną osobę.

                    znajomy za szkołę syna płaci miesięcznie 2,5 tysiącasmile, np. kurtkę kupuje się
                    dziecku za półtora, spodnie za 500... straszne kwoty? dla przeciętnego Polaka
                    może i tak, ale tenże znajomy będąc z synkiem na nartach musiał kupić dodatkowe
                    rajstopki, bo te które mieli się zmoczyły. I pani w sklepie dała mu takie
                    ładne, francusie - za 160 zł. Znajomego cena nie zdziwiła bo za swoje skarpetki
                    płaci 120, więc kupiłsmile. On swoje dziecko wysyła na obóz za 3,5 tysiąca, a nie
                    jak ja oszczędnościowo za 1500smile. Co dziwniejsze, on na 2 dzieci z własnej
                    nieprzymuszonej (bez sądu) daje 8 tysięcy i jakoś mu nie żal...

                    Nawiasem mówiąc - nigdzie nie jest zapisane, że oboje rodzice mają ponosić
                    koszty utrzymanie dziecka po RÓWNO. Osobiste starania (codzienna opieka) też są
                    brane pod uwagę. Niesprawiedliwe? częsciowo - przez parę lat nie awansowałam,
                    nie dostawałam podwyżek mimo że pracowałam tak samo jak koledzy czemu? "bo ty
                    masz dziecko, nie jesteś dyspozycyjna". Doprawdy??? tylko nikt jakoś kurza
                    twarz nie zwracał uwagi, że mam dziecko jak wychodziłam z biura o 23.30...
                    Jak coś się działo to nie mogłam liczyć na pomoc ojca, że się zwolni z pracy i
                    pomoże, skąd - "nie mogę". Ja nie miałam takiego komfortu - ja MUSIAŁAM coś
                    zorganizować.

                    Nawiasem mówiąc - Tricolour - jak to jest, że nie wiesz, na jakie zajęcia
                    chodzi/chciałaby chodzić twoja córka??? nie masz z nią kontaktu czy też mówiąc
                    wprost - nie przyszło ci do głowy żeby się tym zainteresować?
                    • tricolour Przyszło mi do głowy... 22.05.05, 23:18
                      ... i pytałem nie raz.
                      Nie potrafię Ci dac jednożnacznej odpowiedzi w jednym zdaniu...
                      Wyobraź sobie osoby (córka i ex), które są bierne. One niczego nie chcą -
                      poniekąd słusznie, nawet coraz mniej się dziwię.
                      Kiedy o cos zapytam, to dostane oględną odpowiedź. Taką prawie na odczepnego -
                      nie, nie zniechęcającą, ale emocjonalnie obojętną. To mnie mocno odpycha od
                      drążenia tamatu, uścislania itp.
                      Najzwyczajniej rezygnuję z dociekliwości...
                      • marta.sama Proszę 22.05.05, 23:43
                        nie rezygnuj...
                        nasze dzieci są warte tego, żeby nasz "honor" schować do kieszeni. Poszukaj na
                        forach wypowiedzi dzieci z niepełnych rodzin.
    • plathess Mimo założonego.... 20.05.05, 23:09
      Mimo założonego z góry żartu (patrz choćby kieszonkowe 200zł) jakoś mnie to nie
      bawi. A powiem szczerze, że szkoda - bo taka miła abstrakcja itd. Może bym się
      rozluźnił smile A tu nic. Tylko krew jakby napłynęła. A to dlatego że te nasze ex,
      rzekomo laski że hej!, chciałyby tyle i więcej.
      A tak w ogóle to świat jest popieprzony. Bo chyba popełniam jeden z większych
      błędów swojego życia. A zacząłem w dzień po przebudzeniu się z koszmaru,
      przedstawiającego moje przyszłe życie.
      Jakaś mroczna jama, brudne chamy wkoło - od których wkrótce mam być zależny.
      Moja obok... Tylko że ona zaraz wyjdzie, a ja będę musiał - jeśli mi się
      poszczęści - wracać. I tak całe życie.
      Dlatego takie dyrdymały mało mnie kręcą, mało pozytywnie uncertain
      • tricolour Moja córka... 21.05.05, 11:12
        ... dostaje kieszonkowego właśnie okrągłe 200 złotych.

        Jeśteś nieźle stuknięty. Fajny post napisałeś....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka