wiecie czego mi brak?
tego poczucia ważności, rytuału zasiadania z żoną i dzieckiem do obiadu... od
wielu lat jadam w wekendy samotnie, coś tam upichcę na poczekaniu i wchłaniam
bezmyślnie..
mimo wszystko lepsze to niż przełykanie zupy w towarzystwie uwagi typu:
dobrze jak ktoś sie urobi po pachy żeby Panu pod ryj podstawić koryto...
smacznego