mindsailor 18.07.05, 13:24 nie chcę iść jutro do sądu, nie chcę kończyć, nie chcę się rozwodzić!!!! wariuję!!!((( Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
phokara Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 13:36 A czego chcesz? Nie wiesz, czego. I tu jest problem. Zyciowy - nie rozwodowy. I ja Ci nie umiem pomoc. A jesli ktos napisze, ze umie, bedzie klamal. Odpowiedz Link
scriptus Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 16:48 A ja Ci poradzę, rób co chcesz, jak nie wiesz co chcesz, nie rób nic Jak nie chcesz rozwodu, po prostu powiedz to swojemu jeszcze mężowi przed rozprawą, albo nawet przed sądem. Nie wiem, czy to pomoże, ale jak tego nie zrobisz, na pewno nie pomoże. Ja tak zrobiłem i popatrz, jeszcze nie było rozwodu, ani nawet sprawy, choć już był w sądzie złożony przez żonę wniosek. Czy jestem szczęśliwy? Nie. Ale to zupełnie inna sprawa. Czy byłbym szczęśliwy, gdyby rozwód jednak miał miejsce? Też zapewne nie. Jeżeli celem miałoby być osiągnięcie szczęścia, przeprowadzanie rozwodu jest niepotrzebnym marnowaniem energii i czasu, w moim wypadku. Odpowiedz Link
hela74 Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 16:42 Mindsailor, a czego ty chcesz? Przecież tak nie można, każdy dokonuje w życiu wyborów i trzeba ponosić ich konsekwencje, tymbardziej, jeżeli wybory dotyczą także życia osób trzecich. Pozdrawiam Cię Odpowiedz Link
mindsailor Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 18:33 właśnie tego nie wiem. nie wiem, czego chcę mój obecny mnie trochę uspokoiła wyciszyłam się. ja panikuje przed rozwodem. i jeszcze wkurzył mnie mąż, bo nie chce dyskutować o finansach. ma byc wg niego i koniec. ja bym nawet machnęła na to ręką, ale on nie chce nawet rozmawiać o kompromisie. gdyby zgodził się na jakieś ustępstwo, oddałabym mu resztę pieniędzy, zostawiłabym wszytko. a tak? jestem tak rozwścieczona, że w piatek (mam wtedy przyjechać po rzeczy) zabieram mu z domu wszystko, co do ostatniego talerza. zabiorę nawet zupełnie niepotrzebne mi rzeczy. zrobieęto na złość, będzie to zagrywka poniżej pasa, ale nie popuszczę! zabieram też auto, będzie stało u mnie pod domem, ale jemu nie zostawię. taka jestem wredna( ciekawe, co powie mi dziś prawnik? może po przelewach uda się dociec, od kogo pochodzą pieniądze. opowiem jutro, może ta wiedza przyda sie też komus w przyszłości za to nauczyłam się jednego - zaufanie zaufaniem, związek i partnerstwo swoją drogą, ale pieniądze niech będą udokumentowane. i naprawdę nie dziwię się mojemu M., że niechętnie rozmawia ze mną na temat wspólnego mieszkania i wspólnych pieniędzy, serio. pozdrawiam wszystkich)) prosze trzymać za mnie jutro kciuki, aby mnie szlag nie trafił w tym sądzie!!! -- wszyscy jesteśmy wariatami Odpowiedz Link
scriptus Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 19:04 Mindie, przestałaś mi sie podobać. Nie lubię robienia na złość. Zapanuj nad emocjami, sprawy majątkowe załatwia się chłodno i rzeczowo. Jak się będziesz wściekać, przegrasz. Odpowiedz Link
mindsailor Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 19:16 sobie tez przestałam się podobać. wiem, że to podłe z mojej strony, ale dlaczego on nie chce iść na kompromis? chociaz mały, malutki, symboliczny? nie bo nie? więc ja zrobię tak samo. myslałam, że uda się wyjść z tego z podniesioną głową, a tymczasem oboje będziemy tarzac się w bagnie złośliwości! wiem, że nie uda mi się naprawić jego krzywd. starałam się chociaz w ten sposób, chociaz nie kłócic sie o pieniadze, auto, rzeczy.wiem, że nie mozna przeliczac jego krzywdy na pieniądze. ale chociaż mały kompromis... a tu nic Odpowiedz Link
clio11 Nie chcesz? 18.07.05, 19:06 To po co zabierzesz WSZYSTKO? Gdybym się wyprowadzała i zostawiała w pustym mieszkaniu psa-postawiłabym mu choć miskę z wodą...Chcesz Ex-owi dokuczyć i pewnie dokuczysz. Zrobi Ci się od tego lepiej? Emocje nie są dobrym doradcą. Odpowiedz Link
mindsailor Re: Nie chcesz? 18.07.05, 19:12 bo chce mu zrobic na złość. tak jak on mi. wiem, że to podłe i normlanie bym się tak nie zachowała, gdyby choc troche ustapił. ale skoro nie, to nie. też zostawie poczucie dobrego smaku i przyzwoitości w domu i będe się z nim żreć do ostatniej łyżki. jestem wsciekła. wiem, że mąż rekompensuje sobie rozwód, to, że odeszłam do innego pieniędzmi, ale gdyby choc trochę spauzował... nie będzie mi od tego lepiej, pewnie wręcz przeciwnie - poczuję się jak ostatnia świnai i podły człowiek (juz się tak czuję, kiedy o tym myslę), ale nie popuszczę!!! trudno. może jeszcze jutro mi się uda dogadać z mężem Odpowiedz Link
clio11 Re: Nie chcesz? 18.07.05, 19:30 Mindie, nie będę Ci prawić morałów, bo wiem jakie to są emocje. Dodam jako przerywnik, że o mały włos z tej wściekłości (mojej) nie wpakowałam nas obojga (mnie i Ex-a) do przydrożnego rowu, jadąc autem. Ludzie pod wpływem emocji zdolni są do bardzo głupich, wręcz idiotycznych posunięć. A skoro sama juz teraz wiesz, że będziesz się czuć parszywie... Odpowiedz Link
hela74 Re: Nie chcesz? 18.07.05, 19:31 Mogę o coś spytać, najwyżej nie odpowiesz, jak nie będziesz chciała. Czy pozew był o rozwód z Twojej winy? Odpowiedz Link
mindsailor Re: Nie chcesz? 18.07.05, 20:20 tak, Helu. pisałam o tym pod koniec maja albo na poczatku czerwca, przed pierwsza sprawą. możesz znaleźć mój wątek w wyszukiwarce. rozwód jest z mojej winy, bo odeszłam do innego. zakochałam sie jak wariatka. i teraz są schody Odpowiedz Link
tricolour Niestety... 18.07.05, 20:19 ... nie będę trzymał kciuków za Ciebie. Nie wiesz czego chcesz, a wytaczasz komuś sprawę w sądzie. Jesteś mściwa i życzysz źle ludziom kiedyś bliskim... Nie podoba mi sie takie zachowanie, a może nawet postawa, bo zachowanie z czegoś wynika. Odpowiedz Link
mindsailor Re: Niestety... 18.07.05, 20:24 nie życzę nikomu źle, Tri! a jestem mściwa, teraz jestem mściwa. to prawda wiem i wstyd mi za to. a moje zachowanie wcale mi się nbie podoba, nie jestem z tego dumna. i nie ja wytaczam komuś sprawę, tylko ktos mi. a rozwód to kwestia czasu. nie chcę go, bo się boję, ale wiem, że to konieczność, że i tak będe musiała przez to przejść. a lepiej teraz niż to odwlekac w nieskończonośc. to jak przeciąć żyły i czekać. postaram się dac sobie radę bez Twoich kciuków Odpowiedz Link
clio11 Re: Niestety... 18.07.05, 20:27 Mindie, kieruj się rozumem. Nie nakręcaj się. Tyle mam do powiedzenia. Trzymam kciuki za osiągnięcie consensusu. Odpowiedz Link
mindsailor Re: Niestety... 18.07.05, 20:30 Clio, właśnie o to chodzi - troszkę dobrej woli z drugiej strony. nic wiecej. mam nadzieję, mimo wszystko, że jutro pogadam sensownie z mężem i unikniemy szarpania w sądzie i wydzierania sobie talerzy, które mi nie są do niczego potrzebne. chyba, że do porzucania w przypływie złości dzieki, trzymaj - przyda się Odpowiedz Link
tricolour Chciałem cos napisać, ale mi sie odechciało... 18.07.05, 20:51 "troszkę dobrej woli z drugiej strony. nic wiecej" - to jeden z najbardziej zakłamanych fragmentów, jakie tutaj w ogóle czytałem. Szkoda gadać. Bądź szczęśliwa... Odpowiedz Link
mindsailor źle napisałam 18.07.05, 20:58 może nie dobrej woli, źle napisałam. trochę pójścia na kompromis, o to chodziło. Odpowiedz Link
tricolour A czy Ty poszłabys na kompromis... 18.07.05, 21:11 ... gdyby facet zostawił Cię, a jedynym argumentem do porzucenia byłby "bo sie zakochałem w innej"? Nie, że jestes niedobrą żoną, pijesz, kłamiesz... itp. Nic z tych rzeczy. Jestes w porządku, ale "zakochałem się" więc pa pa. O jakim Ty kompromisie marzysz? Mąż jest w stanie udowodnić Ci wine bez problemu, jak tylko bedzie chciał. Ma do tego pełne prawo. Jak Ci winę udowodni, to leżysz przez wiele lat i to nie bedzie zemsta, ale konsekwencja porzucenia męża. Jutro przed Toba godzina prawdy: masz odwagę wziąć winę na siebie, a potem konsekwencje? To mnie ciekawi. Odpowiedz Link
mindsailor Tri, 18.07.05, 21:18 co Ty pitolisz, za przeproszeniem??? przecież pisałam, że wina jest moja, nie wypieram się niczego! w sadzie, na pierwszej sprawie powiedziałam wyraźnie, że wina jest moja - małżeństwo układało się super a ja zawaliłam sprawę! i nie mówiłam "zakochałam się", nie wiem, skąd to wytrzasnąłeś. pisałam tak, ale nie był to argument do rozpadu małżeństwa!!! mąż nie musi mi niczego udowadniać, bo ja się zgadzam z jego pozwem!!! sąd zaproponował nawet rozwód bez winy, skoro obie strony się zgadzają, ale mąz zaoponował, bo chce się zabezpieczyć ew. alimentami w przyszłości (sędzina go douczyła, że to nie takie proste). a konsekwencje ponoszę i poniosę. chciałabym tylko kompromisu z jego strony, bo to nie moje pieniądze, ale mojej mamy - tego też nie doczytałeś??? jakby były moje-nie śmiałabym się nawet zająknąć o cokolwiek! Odpowiedz Link
berek_76 Re: Tri, 24.07.05, 12:46 Cześć, jestem tu nowa. I jestem w tej sytuacji, co Twój już niedługo ex (przynajmniej optycznie w tej samej). Mój szanowny (kiedy byłam w ciąży z naszym drugim dzieckiem ) znalazł sobie inną, a kiedy córka miąła 2 miesiące, zadecydował, że nie umie zrezygnować z tamtej pani. I też cały czas to słyszę - że tylko stawiam żądania, że nie wykazuję żadnej dobrej woli, że wykazuję wyłącznie złą, że się nie staram. Bóg jeden wie, jak się staram - to, co mój mąz odbiera jako brak starań, to nędzne resztki tego, co mogłoby przeciec przez baaaaardzo silne zasieki mojej dobrej woli. I tak sobie myślę, że może i u Was tak jest? Bo właściwie na jakiej podstawie w ogóle oczekujesz dobrej woli od męża? Jakiejkolwiek? Czy nie jest tak, że wymagasz od niego dobrej woli, żeby uratować chociaż trochę swojego poczucia bycia przyzwoitym człowiekiem? Żeby on Ci tak chociaż trochę "wybaczył"? A on nie chce. Nie może. Nie może teraz i jeszcze długo nie będzie mógł, jesli zajmowałaś w jego życiu takie miejsce, jakie mój mąż zajmował w moim. A wszystko, co mu zostało, to zaparcie się przy głupich materialnych sprawach, zabezpieczenie się przed niepewnością finansową czy jakąś tam inną. Bo to - wiesz? - pozwala mieć poczucie, że panuje sięnad swoim życiem, które ktoś nagle dla swojego widzimisię wyrzucił na śmietnik. Więc przynajmniej ta kasa. te detale. Żeby mieć poczucie, że przynajmniej tu się wygrało. Jeśli mogę Cię prosić... Odpowiedz na konkretne pytanie, kóre tu już padło: DLACZEGO Twój mąz miałby iśc na jakikolwiek kompromis po tym, jak dla własnego szczęścia położyłaś na szali jego szczęście? Dlaczego uważasz, że masz prawo tego oczekiwać? I dlaczego chcesz się na nim mścić za to, że go skrzywdziłaś, a on nie umie tego znieść? Nie pytam złośliwie. Pytam, bo może wtedy zrozumiem swojego męża. I jeszcze raz napiszę - myślę, że "całkowity" brak kompromisu ze strony twojego męża to tylko Twoje odczucie. Że po prostu nie wiesz, ile złej woli zdołał opanować. A że czegoś nie zdołał? Dziwisz mu się? Co Ty opanowałaś dla jego dobra? ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) You've got to kick a little Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Tri, 24.07.05, 13:01 dawno nie czytałem tutaj tak rozsądnego tekstu... brawo berek to się nazywa konkretne postawienie sprawy zamiast lamentu.... Odpowiedz Link
berek_76 Re: Tri, 24.07.05, 13:54 > Pokazałaś problem widziany oczyma drugiej strony A tak, oglądam go codziennie Nie jest to najmilszy widok na dzień dobry ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) You've got to kick a little Odpowiedz Link
hela74 Re: Tri, 24.07.05, 13:58 Pewnie, niewiele Ci to może, jak powiem, że wyobrażam sobie, jakie to bolesne dla Ciebie... Odpowiedz Link
akacjax Hej, witaj! 24.07.05, 19:49 Czy pieniądze wynagrodzą to, co straciłaś? Myślę, że można pozwolić osobie, którą się kocha naprawdę, odejść, by była szczęśliwa-ale taka postawa to piekna bajka. Poza tym jest wielka różnica między Tobą a mindi. Ona nie ma dzieci, a to już wszystko zmienia. Odpowiedz Link
berek_76 Re: Hej, witaj! 24.07.05, 22:21 Akacja - ale to nie chodzi o wynagrodzenie pieniędzmi. Chodzi o poczucie, że nad czymkolwiek jeszcze się ma kontrolę. Że coś jeszcze od Ciebie zależy. Bo jeśli ktoś skopał Ci Twoją przyszłość i nie masz na to żadnego wpływu, to czujesz się jak na ruchomych piaskach i łapiesz się czegokolwiek, byleby poczuć grunt pod nogami. Pewnie, że jeśli przy okazji zrobił to dzieciom, tym trudniej jest. Ale pomijając różnice w sytuacji mojej i męża mindsailor - to nie ma nic do rzeczy. bardziej zastanawia mnie oczekiwanie w takiej sytuacji wyrozumiałości od strony zdradzonej. Jakim prawem wymaga się od niej tej wyrozumiałości, a kiedy jej nie ma, wpada się we wściekłość? Jakim prawem ma się jeszcze jakiekolwiek wymagania? Tego nie rozumiem. Pozwolić odejść osobie, którą się kocha... A co tu ma do rzeczy pozwolenie? Mój mąz nie pytał o pozwolenie - po prostu odszedł I to właśnie tak strasznie boli. Przecież mąz mindsailor tez nie zakazuje jej odejść - on jej tylko nie chce na tę drogę wyposażyć. Może to nie jest szczyt altruizmu, ale nie mamy prawa tego altruizmu od niego wymagać. A jego żona - to już najmniej. ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) You've got to kick a little Odpowiedz Link
akacjax Re: Hej, witaj! 24.07.05, 22:38 Pozwolić odejść-oczywiście w znaczeniu akceptacji faktów. Mimo, że boli, złosci, wkurza... Poczucie kontroli? Jakim prawem wymaga się od niej tej wyrozumiałości, a > kiedy jej nie ma, wpada się we wściekłość? Nie wyczuwam, że mindsailor chce wyrozumiałości od ex Jakim prawem ma się jeszcze > jakiekolwiek wymagania? Tego nie rozumiem. Zwykłym ludzkim prawem, uczucia uczuciami, a pieniadze, pieniędzmi. Odpowiedz Link
berek_76 Re: Hej, witaj! 24.07.05, 23:05 > > Jakim prawem ma się jeszcze > > jakiekolwiek wymagania? Tego nie rozumiem. > > Zwykłym ludzkim prawem, uczucia uczuciami, a pieniadze, pieniędzmi. No tak - to by było pięknie. Wprawdzie ja cię zdradziłem/am i porzuciłem/am, ale to nie powinno mieć wpływu na nasze rozliczenia... To jest ludzkie? Nie, to jest nieludzkie. > Nie wyczuwam, że mindsailor chce wyrozumiałości od ex A ja właśnie to wyczuwam. Bo skoro ex nie chce ani odrobinę ustąpić - to się zemścić, pokazać mu, niech ma, drań jeden - i w tym wszystkim gdzieś gubi się fakt, że to ex został skrzywdzony i nawet jeśli byłoby ładnie ustąpić w czymś tam, to on ustępować nie musi i ma prawo nie chcieć. Wiesz, akacja, ja się z tym spotykam na co dzień - z oskarżeniami, że się brzydko zachowuję wobec mojego męża. przypominam - tego samego, który znalazł kochankę, kiedy ja w 8 miesiącu ciąży przestałam móc chodzi, tego samego, który dzwonił do tej kobiety 15 minut po wyjściu z porodówki, który zostawił mnie dla tej kobiety, zanim nasze dziecko skończyło dwa miesiące. I ten człowiek mi co chwila zarzuca, że: - jestem nieuprzejma - stawiam żądania - nie okazuję dobrej woli. A dlaczego bym miała okazywać? Gdzie on, przepraszam bardzo, okazał dobrą wolę? Bo mógł zariezać i nie zariezał? No to faktycznie, powinnam go po rękach całować. tak, byłoby pięknie, gdyby każdy zawsze zachowywał się milutko i kulturalnie. Ale uważam, ze wymaganie milutkiego zachowania i kultury ze strony zdradzonego małżonka to lekka przesada. Zwłaszcza, ze zdrada generalnie szczytem kultury nie jest. ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) You've got to kick a little Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Hej, witaj! 24.07.05, 23:13 ja się z Tobą Berku zgadzam...boże! jak zona urodziła syna i zobaczyłem ich przez szybkę to zapomnialem że obiecałem kolegom pępkowe postawić i orbitowałem wkoło szpitala, a ten s..... masz rację, żadne uprzejmości z twojej strony mu się nie należą Odpowiedz Link
akacjax Re: Hej, witaj! 24.07.05, 23:27 A ja sobie myślę, że nawet jeżeli nie należą się winnemu uprzejmości, to nieuprzejmości też się nie należą. Obojetność jest najmocnieszą bronią, nie zniżającą nas do poziomu winnego. A wracając do Twojej historii: przerażają mnie sytuacje, gdy w takich ważnych i łączących małzonków chwilach dochodzi do zdrady. > Ale uważam, ze wymaganie milutkiego zachowania i kultury ze strony zdradzonego > małżonka to lekka przesada Ja swoją kulturą i spokojnym zachowaniem zabijam jeszcze-m. I nie chcę być inną. Jesteś już po rozwodzie? Odpowiedz Link
berek_76 Re: Hej, witaj! 25.07.05, 14:25 > A ja sobie myślę, że nawet jeżeli nie należą się winnemu uprzejmości, to > nieuprzejmości też się nie należą. Obojetność jest najmocnieszą bronią, nie > zniżającą nas do poziomu winnego. Z pewnością masz rację. Ale: a) nie mówimy tu, o ile zrozumiałam, o nieuprzejmości (np. wyzwiskach, zamykaniu drzwi przed nosem, czort wie czym jeszcze) tylko właśnie o braku uprzejmości, o nie pójściu na rękę. b) Pewnie, że byłoby dobrze, gdyby zdradzony mąż zachował stoicki spokój i wykazał się altruizmem świętego, ale nie można tego od niego wymagać, a tym bardziej nie może tego wymagać żona, która go zdradziła. IMHO, oczywiście. Poza tym jednak nie demonizujmy, nawet nieuprzejmość wobec małżonka, kóry cię zdradził, nie stawia cię w jednym rzędzie z nim. Zdrada to jest jednak świństwo kalibru, któremu trudno dorównać. O tak, ja wiem, to dla zdradzającego małżonka doskonała wymówka "Wprawdzie ja cię zdradziłem, okłamałem i wystawiłem do wiatru, a teraz odchodzę, ale za to ty jesteś nieuprzejma, a raz nawet powiedziałaś "kurwa" przy dzieciach". A wy to Murzynów męczycie > Ja swoją kulturą i spokojnym zachowaniem zabijam jeszcze-m. I nie chcę być > inną. > > Jesteś już po rozwodzie? A po jakim tam rozwodzie Tajemnica szanownego małżonka wyszła na jaw na początku maja, wybrał ostatecznie tamta panią po niecałym miesiącu. Na rozwód jeszcze za wcześnie, poza tym mam skromne wrażenie, że szanownemu się nie spieszy, bo traci na tym interesie mieszkanie i kupę kasy. Moim zdaniem on ma nadzieję, że pobryka sobie, pobryka, sprawdzi, jak mu jest na wolności, a jeśli nie wyjdzie, to przyjdzie do mnie, powie, że zrozumiał swój błąd i ja wtedy powinnam go przyjąc z otwartymi ramionami. Nic błędszego, jak mawiał jeden nauczyciel. Ja też jestem porażająco miła (zwłaszcza jak na siebie ) i radzę sobie coraz lepiej. Ale nie każdy ma tyle siły, nie każdy umie, a uważam, że jeśli już kiedykolwiek można usprawiedliwić czyjeś niepiękne zachowanie, to właśnie jeśli objawia się ono u osoby zdradzonej. no nic na to nie poradzę, dla mnie to jedna z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić człowiekowi. ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) You've got to kick a little Odpowiedz Link
phokara Re: Niestety... 18.07.05, 21:08 > Clio, właśnie o to chodzi - troszkę dobrej woli z drugiej strony. nic wiecej. Dlaczego Twoj maz ma wykazywac dobra wole? Wola jest wolna - przymusom nie podlega. I skad niby ten facet ma brac jeszcze "dobra" wole. Moze nie ma sily, moze jedyne co mu pozostalo to cholerny pancerz z kolcami, bo wydaje mu sie ze to jedyny sposob na ocalenie twarzy? Po co Ci talerze? W kogo chcesz nimi rzucac - w nowego amanta? To ma byc metoda na nowa ajlawke? A co to niby ma byc - serial o wloskiej rodzinie? Wez sie opanuj kobieto, bo to nie jest dobry moment na histerie i sceny. Ja bede trzymac kciuki za to, zebys wyszla z tego bagna z odrobina godnosci. I za Twojego meza, zeby talerze zrekompensowaly mu jej brak. Choc wiem, ze to niemozliwe. A jak nie wiesz, co zrobic z rozpierajaca Cie energia, moze powinnas wiecej emocji poswiecic swojemu nowemu mezczyznie. Serio. Nie wiem, jak on to wytrzymuje, bo ja juz dawno bym uciekla w sina dal. Wnioskuje wiec, ze Cie kocha. Postaraj sie tego nie spieprzyc. Bo jak to ktos madry powiedzial: "Milosc jest wieczna, zmieniaja sie tylko partnerzy" Ty zmienilas partnera sama. Wiec nie dziw sie, ze tak "niemilo" sie zachowuje. To pierwsza wada, jaka u niego zlokalizowalam. Moze to Cie jakos pocieszy. Odpowiedz Link
phokara Re: Niestety... 18.07.05, 21:15 Psia mac! ja sie tu nadwyrezam, a okazuje sie ze przepisuje post kolegi, co sie wepchal li tylko z tego wzgledu, ze ja mam zamiast sieci slimaka, co sie slimaczy. Zdenerwowalam sie. Odpowiedz Link
mindsailor Re: Niestety... 18.07.05, 21:28 masz racje, tez myślę, że jedyne co mu zostało to pancerz i kolce, aby nikt, a w szczególności ja, nie zrobił mu krzywdy o dobrej woli pisałam do Tri - chodzi o kompromis, o to, że to pieniadze mojej mamy, a nie moje. Odpowiedz Link
phokara Re: Niestety... 18.07.05, 22:12 Tak, ja wiem, o czym mowisz, ale zeby dojsc do kompromisu, to sie trzeba naprawde niezle nachodzic. Chyba nie macie tyle sily. A dla meza mysle nie ma zadnego znaczenia, czy to Twoja kasa czy Twojej matki. jesli bierzesz sobie kogos za meza/zone z calym dobrodziejstwem inwentarza, to rozwodzisz sie tez po calosci. taka zasada. Odpowiedz Link
plathess Powalasz mnie 23.07.05, 18:48 Naprawdę, powalasz. Znalazłaś sobie kochasia, z męża zrobiłaś jelenia, wystąpiłaś o rozwód - fakt, honorowo wzięłaś na siebie winę (choć jakoś wahasz się, jak widzę- ta sędzina co uświadamia twojemu mężowi, że to nie tak łatwo... mówiłaś coś honorze mężczyzny, że nie wypada?), teraz on jakiś niechętny kompromisowi. Ty chcesz większość kaski dla siebie - nie że tak dla siebie, ale dlatego, że pieniądze twojej mamy. Kurde, ale to żałosne. O matko przenajświętsza, trzymaj! Pieniądze są wasze wspólne małżeńskie - jeśli nie ma darowizny na jedną ze stron, więc nie kombinuj przed oczami mając KASĘ. Ale przyznaj się, że masz frajera gdzieś, drobina twojego poczucia winy względem niego ci przeszła, i teraz chcesz wszystko wyszarpać tak jakby to on cię ZNISZCZYŁ, nie ty jego. I po co nam się było żenić? Powiedźcie... Odpowiedz Link
viillemo Re: Powalasz mnie 23.07.05, 22:06 ogólnie mówiac jesteście wredni, tak, przeczytałam wszystkie posty i stwierdziłam, ze chyba co niektórzy mieli zły dzień, przykro mi, niepodoba mi się takie traktowanie kogoś, nawet jeśli zawinił...echhhh Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Powalasz mnie 23.07.05, 22:08 ja jestem wredny na okrągło, nie wiem czemu cię to dziwi? Odpowiedz Link
viillemo Re: Powalasz mnie 23.07.05, 22:10 a mnie wcale nie o twoją wredotę bezecny chodziło, twoja wredota jest czasami bardzo miła)) Odpowiedz Link
hela74 Re: Powalasz mnie 24.07.05, 00:44 czy ta uwaga mnie sie tyczyła, bo jakoś się nie poczuwam ... Odpowiedz Link
movisz Re: nie chce tego rozwodu!!!! 24.07.05, 15:22 Tak dobrze zaczal sie dzien i po co weszlam na to forum. Wkurzylam sie niezle. Zaczne od tego, ze skoro niby to pieniadze twojej mamy (bo przez lata on nic nie wniosl - tralala) to moze spytaj sie mamy co o tym sadzi. Czy popiera bezwzgledna coreczke czy ziecia? Moze ona chce zostawic jemu te talerze z przeproszeniem za coreczke, ktorej nie wpoila dosc dobrych zasad traktowania drugiego czlowieka. Jemu sie nie dziwie, ze tak obstaje za swoim. Na jego miejscu wogole bym nie polemizowala z toba jedynie poprzez swojego adwokata. Troche wiecej godnosci i honoru. Dosyc, ze stlamsilas go swoim odejsciem to oczekujesz jeszcze by z toba szedl na kompromis. Uwazam, ze dla niego lepiej jakbys walczyla o te talerze bo to pomogloby mu calkowicie stracic jakikolwiek szacunek do ciebie jezeli jeszcze jakis ma. Ta walka was oboje napedza obecnie do zycia ale po rozwodzie bedziecie tak wypaleni, ze predzej czy pozniej odbije sie wam to na zdrowiu czy na pozytywnej relacji z nowym partnerem czego ci zycze. Zycie to jak powracajaca fala. Predzej czy pozniej wroci do ciebie zlo, ktore komus sie wyrzadzilo. I to nie jest cytat. To jest fakt. Odpowiedz Link
bezecnymen Re: nie chce tego rozwodu!!!! 24.07.05, 16:47 czy to się aby kiedyś nie nazywało materializm dialektyczny? gdy moja exia pakowała swoje rzeczy zabrała wszystko co mogło jej się przydać...chyba.... bo do dziś nie wiem, dlaczego wzięła niektóre prezenty ode mnie a zostawiła obrączkę i zaręczynowy pierścionek... wydawało mi się, że nie chciała zabierać symboli naszego małżeństwa,ale po co brała książki, w których wpisałem ''kochanej...'' i wszystkie zdjęcia, na których bylismy razem? no fakt:p pierwsze strony można wyrwać, a zdjęcia pociąć nożyczkami względnie użyc do praktyk voodoo ale mniejsza o to.... w życiu bym się nie poniżył do walki o jakies duperele, sztućce czy garnki, jaka jest tego wartość gdy rozpierdziela się całe dotychczasowe życie? przysłowie powiada, że nie czas żałować róż gdy płonie las... niektórzy widocznie dochodzą do wniosku, że skoro las i tak już się pali to może warto uratować z pożogi te kilka róż? Odpowiedz Link
movisz Re: nie chce tego rozwodu!!!! 24.07.05, 19:26 Cos takiego jak obraczka i pierscionek zareczynowy to slusznie zauwazyles sa symbolami malzenstwa zatem po rozwodzie maja jedynie wartosc zlomu bo nie nosi sie ich. Natomiast ksiazki i zdjecia to po prostu pamiatki z ilus tam lat, ktore przeciez nie wykresli sie z zyciorysu i sa czescia historii. I po paru latach calkowicie bez emocji i zadnych uczuc pozytywnych czy negatywnych milo jest powspominac. A prawda jest taka, ze nawet jak jest wpis dla kochanej....od kachajacego Iksa to zdarza sie chwila zastanowienia, ktory to? I to wlasnie jest zycie i dlatego nie przeszkadza wziac ze soba pamiatki po bylym czy bylej. Podzial majatku to najczesciej ostatni moment jaki pamietamy zwiazany z ta osoba takze tak jak sie wtedy zachowuja duzo swiadczy o ich obojgu i ich wspomnieniach o sobie. Ide znowu na darmowa terapie. Odpowiedz Link