Dodaj do ulubionych

nie chce tego rozwodu!!!!

18.07.05, 13:24
nie chcę iść jutro do sądu, nie chcę kończyć, nie chcę się rozwodzić!!!!
wariuję!!!sad(((
Obserwuj wątek
    • phokara Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 13:36
      A czego chcesz?
      Nie wiesz, czego. I tu jest problem. Zyciowy - nie rozwodowy.

      I ja Ci nie umiem pomoc. A jesli ktos napisze, ze umie, bedzie klamal.
      • scriptus Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 16:48
        A ja Ci poradzę, rób co chcesz, jak nie wiesz co chcesz, nie rób nic
        Jak nie chcesz rozwodu, po prostu powiedz to swojemu jeszcze mężowi przed
        rozprawą, albo nawet przed sądem. Nie wiem, czy to pomoże, ale jak tego nie
        zrobisz, na pewno nie pomoże. Ja tak zrobiłem i popatrz, jeszcze nie było
        rozwodu, ani nawet sprawy, choć już był w sądzie złożony przez żonę wniosek.
        Czy jestem szczęśliwy? Nie. Ale to zupełnie inna sprawa. Czy byłbym szczęśliwy,
        gdyby rozwód jednak miał miejsce? Też zapewne nie. Jeżeli celem miałoby być
        osiągnięcie szczęścia, przeprowadzanie rozwodu jest niepotrzebnym marnowaniem
        energii i czasu, w moim wypadku.
    • hela74 Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 16:42
      Mindsailor, a czego ty chcesz? Przecież tak nie można, każdy dokonuje w życiu
      wyborów i trzeba ponosić ich konsekwencje, tymbardziej, jeżeli wybory dotyczą
      także życia osób trzecich.
      Pozdrawiam Cię
      • mindsailor Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 18:33
        właśnie tego nie wiem. nie wiem, czego chcęsad mój obecny mnie trochę uspokoiła
        wyciszyłam się. ja panikuje przed rozwodem. i jeszcze wkurzył mnie mąż, bo nie
        chce dyskutować o finansach. ma byc wg niego i koniec. ja bym nawet machnęła na
        to ręką, ale on nie chce nawet rozmawiać o kompromisie. gdyby zgodził się na
        jakieś ustępstwo, oddałabym mu resztę pieniędzy, zostawiłabym wszytko. a tak?
        jestem tak rozwścieczona, że w piatek (mam wtedy przyjechać po rzeczy) zabieram
        mu z domu wszystko, co do ostatniego talerza. zabiorę nawet zupełnie
        niepotrzebne mi rzeczy. zrobieęto na złość, będzie to zagrywka poniżej pasa,
        ale nie popuszczę! zabieram też auto, będzie stało u mnie pod domem, ale jemu
        nie zostawię. taka jestem wrednasad( ciekawe, co powie mi dziś prawnik? może po
        przelewach uda się dociec, od kogo pochodzą pieniądze. opowiem jutro, może ta
        wiedza przyda sie też komus w przyszłoścismile
        za to nauczyłam się jednego - zaufanie zaufaniem, związek i partnerstwo swoją
        drogą, ale pieniądze niech będą udokumentowane. i naprawdę nie dziwię się
        mojemu M., że niechętnie rozmawia ze mną na temat wspólnego mieszkania i
        wspólnych pieniędzy, serio.
        pozdrawiam wszystkichsmile))
        prosze trzymać za mnie jutro kciuki, aby mnie szlag nie trafił w tym sądzie!!!

        --
        wszyscy jesteśmy wariatami
        • scriptus Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 19:04
          Mindie, przestałaś mi sie podobać. Nie lubię robienia na złość.

          Zapanuj nad emocjami, sprawy majątkowe załatwia się chłodno i rzeczowo.
          Jak się będziesz wściekać, przegrasz.
          • mindsailor Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 19:16
            sobie tez przestałam się podobać. wiem, że to podłe z mojej strony, ale
            dlaczego on nie chce iść na kompromis? chociaz mały, malutki, symboliczny? nie
            bo nie? więc ja zrobię tak samo.
            myslałam, że uda się wyjść z tego z podniesioną głową, a tymczasem oboje
            będziemy tarzac się w bagnie złośliwości!
            wiem, że nie uda mi się naprawić jego krzywd. starałam się chociaz w ten
            sposób, chociaz nie kłócic sie o pieniadze, auto, rzeczy.wiem, że nie mozna
            przeliczac jego krzywdy na pieniądze. ale chociaż mały kompromis... a tu nicsad
          • hela74 Re: nie chce tego rozwodu!!!! 18.07.05, 19:33
            święta racja
        • clio11 Nie chcesz? 18.07.05, 19:06

          To po co zabierzesz WSZYSTKO?

          Gdybym się wyprowadzała i zostawiała w pustym mieszkaniu psa-postawiłabym mu
          choć miskę z wodą...Chcesz Ex-owi dokuczyć i pewnie dokuczysz. Zrobi Ci się od
          tego lepiej?

          Emocje nie są dobrym doradcą.

          • mindsailor Re: Nie chcesz? 18.07.05, 19:12
            bo chce mu zrobic na złość. tak jak on mi. wiem, że to podłe i normlanie bym
            się tak nie zachowała, gdyby choc troche ustapił. ale skoro nie, to nie. też
            zostawie poczucie dobrego smaku i przyzwoitości w domu i będe się z nim żreć do
            ostatniej łyżki. jestem wsciekła. wiem, że mąż rekompensuje sobie rozwód, to,
            że odeszłam do innego pieniędzmi, ale gdyby choc trochę spauzował...
            nie będzie mi od tego lepiej, pewnie wręcz przeciwnie - poczuję się jak
            ostatnia świnai i podły człowiek (juz się tak czuję, kiedy o tym myslę), ale
            nie popuszczę!!! trudno. może jeszcze jutro mi się uda dogadać z mężem
            • clio11 Re: Nie chcesz? 18.07.05, 19:30
              Mindie, nie będę Ci prawić morałów, bo wiem jakie to są emocje. Dodam jako
              przerywnik, że o mały włos z tej wściekłości (mojej) nie wpakowałam nas obojga
              (mnie i Ex-a) do przydrożnego rowu, jadąc autem. Ludzie pod wpływem emocji
              zdolni są do bardzo głupich, wręcz idiotycznych posunięć.
              A skoro sama juz teraz wiesz, że będziesz się czuć parszywie...

            • hela74 Re: Nie chcesz? 18.07.05, 19:31
              Mogę o coś spytać, najwyżej nie odpowiesz, jak nie będziesz chciała. Czy pozew
              był o rozwód z Twojej winy?
              • mindsailor Re: Nie chcesz? 18.07.05, 20:20
                tak, Helu. pisałam o tym pod koniec maja albo na poczatku czerwca, przed
                pierwsza sprawą. możesz znaleźć mój wątek w wyszukiwarce.
                rozwód jest z mojej winy, bo odeszłam do innego. zakochałam sie jak wariatka. i
                teraz są schodysad
    • tricolour Niestety... 18.07.05, 20:19
      ... nie będę trzymał kciuków za Ciebie.

      Nie wiesz czego chcesz, a wytaczasz komuś sprawę w sądzie. Jesteś mściwa i
      życzysz źle ludziom kiedyś bliskim...

      Nie podoba mi sie takie zachowanie, a może nawet postawa, bo zachowanie z czegoś
      wynika.
      • mindsailor Re: Niestety... 18.07.05, 20:24
        nie życzę nikomu źle, Tri! a jestem mściwa, teraz jestem mściwa. to prawdasad
        wiem i wstyd mi za to. a moje zachowanie wcale mi się nbie podoba, nie jestem z
        tego dumna.
        i nie ja wytaczam komuś sprawę, tylko ktos mi. a rozwód to kwestia czasu. nie
        chcę go, bo się boję, ale wiem, że to konieczność, że i tak będe musiała przez
        to przejść. a lepiej teraz niż to odwlekac w nieskończonośc. to jak przeciąć
        żyły i czekać.
        postaram się dac sobie radę bez Twoich kciukówsmile
        • clio11 Re: Niestety... 18.07.05, 20:27
          Mindie, kieruj się rozumem. Nie nakręcaj się. Tyle mam do powiedzenia. Trzymam
          kciuki za osiągnięcie consensusu.

          • mindsailor Re: Niestety... 18.07.05, 20:30
            Clio, właśnie o to chodzi - troszkę dobrej woli z drugiej strony. nic wiecej.
            mam nadzieję, mimo wszystko, że jutro pogadam sensownie z mężem i unikniemy
            szarpania w sądzie i wydzierania sobie talerzy, które mi nie są do niczego
            potrzebne. chyba, że do porzucania w przypływie złościsad
            dzieki, trzymaj - przyda sięsmile
            • tricolour Chciałem cos napisać, ale mi sie odechciało... 18.07.05, 20:51
              "troszkę dobrej woli z drugiej strony. nic wiecej" - to jeden z najbardziej
              zakłamanych fragmentów, jakie tutaj w ogóle czytałem.

              Szkoda gadać. Bądź szczęśliwa...
              • mindsailor źle napisałam 18.07.05, 20:58
                może nie dobrej woli, źle napisałam. trochę pójścia na kompromis, o to chodziło.
                • tricolour A czy Ty poszłabys na kompromis... 18.07.05, 21:11
                  ... gdyby facet zostawił Cię, a jedynym argumentem do porzucenia byłby "bo sie
                  zakochałem w innej"?

                  Nie, że jestes niedobrą żoną, pijesz, kłamiesz... itp. Nic z tych rzeczy. Jestes
                  w porządku, ale "zakochałem się" więc pa pa.

                  O jakim Ty kompromisie marzysz?
                  Mąż jest w stanie udowodnić Ci wine bez problemu, jak tylko bedzie chciał. Ma do
                  tego pełne prawo. Jak Ci winę udowodni, to leżysz przez wiele lat i to nie
                  bedzie zemsta, ale konsekwencja porzucenia męża.
                  Jutro przed Toba godzina prawdy: masz odwagę wziąć winę na siebie, a potem
                  konsekwencje?

                  To mnie ciekawi.
                  • mindsailor Tri, 18.07.05, 21:18
                    co Ty pitolisz, za przeproszeniem??? przecież pisałam, że wina jest moja, nie
                    wypieram się niczego! w sadzie, na pierwszej sprawie powiedziałam wyraźnie, że
                    wina jest moja - małżeństwo układało się super a ja zawaliłam sprawę! i nie
                    mówiłam "zakochałam się", nie wiem, skąd to wytrzasnąłeś. pisałam tak, ale nie
                    był to argument do rozpadu małżeństwa!!! mąż nie musi mi niczego udowadniać, bo
                    ja się zgadzam z jego pozwem!!! sąd zaproponował nawet rozwód bez winy, skoro
                    obie strony się zgadzają, ale mąz zaoponował, bo chce się zabezpieczyć ew.
                    alimentami w przyszłości (sędzina go douczyła, że to nie takie proste).
                    a konsekwencje ponoszę i poniosę. chciałabym tylko kompromisu z jego strony, bo
                    to nie moje pieniądze, ale mojej mamy - tego też nie doczytałeś??? jakby były
                    moje-nie śmiałabym się nawet zająknąć o cokolwiek!
                    • berek_76 Re: Tri, 24.07.05, 12:46
                      Cześć,
                      jestem tu nowa. I jestem w tej sytuacji, co Twój już niedługo ex (przynajmniej
                      optycznie w tej samej). Mój szanowny (kiedy byłam w ciąży z naszym drugim
                      dzieckiem sad ) znalazł sobie inną, a kiedy córka miąła 2 miesiące, zadecydował,
                      że nie umie zrezygnować z tamtej pani.

                      I też cały czas to słyszę - że tylko stawiam żądania, że nie wykazuję żadnej
                      dobrej woli, że wykazuję wyłącznie złą, że się nie staram. Bóg jeden wie, jak
                      się staram - to, co mój mąz odbiera jako brak starań, to nędzne resztki tego,
                      co mogłoby przeciec przez baaaaardzo silne zasieki mojej dobrej woli.

                      I tak sobie myślę, że może i u Was tak jest? Bo właściwie na jakiej podstawie w
                      ogóle oczekujesz dobrej woli od męża? Jakiejkolwiek? Czy nie jest tak, że
                      wymagasz od niego dobrej woli, żeby uratować chociaż trochę swojego poczucia
                      bycia przyzwoitym człowiekiem? Żeby on Ci tak chociaż trochę "wybaczył"? A on
                      nie chce. Nie może. Nie może teraz i jeszcze długo nie będzie mógł, jesli
                      zajmowałaś w jego życiu takie miejsce, jakie mój mąż zajmował w moim.

                      A wszystko, co mu zostało, to zaparcie się przy głupich materialnych sprawach,
                      zabezpieczenie się przed niepewnością finansową czy jakąś tam inną. Bo to -
                      wiesz? - pozwala mieć poczucie, że panuje sięnad swoim życiem, które ktoś nagle
                      dla swojego widzimisię wyrzucił na śmietnik. Więc przynajmniej ta kasa. te
                      detale. Żeby mieć poczucie, że przynajmniej tu się wygrało.

                      Jeśli mogę Cię prosić... Odpowiedz na konkretne pytanie, kóre tu już padło:
                      DLACZEGO Twój mąz miałby iśc na jakikolwiek kompromis po tym, jak dla własnego
                      szczęścia położyłaś na szali jego szczęście? Dlaczego uważasz, że masz prawo
                      tego oczekiwać? I dlaczego chcesz się na nim mścić za to, że go skrzywdziłaś, a
                      on nie umie tego znieść?

                      Nie pytam złośliwie. Pytam, bo może wtedy zrozumiem swojego męża.

                      I jeszcze raz napiszę - myślę, że "całkowity" brak kompromisu ze strony twojego
                      męża to tylko Twoje odczucie. Że po prostu nie wiesz, ile złej woli zdołał
                      opanować. A że czegoś nie zdołał? Dziwisz mu się? Co Ty opanowałaś dla jego
                      dobra?
                      -----------------------
                      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                      You've got to kick a little
                      • bezecnymen Re: Tri, 24.07.05, 13:01
                        dawno nie czytałem tutaj tak rozsądnego tekstu... brawo bereksmile to się nazywa
                        konkretne postawienie sprawy zamiast lamentu....
                      • hela74 Re: Tri, 24.07.05, 13:30
                        Pokazałaś problem widziany oczyma drugiej strony
                        • berek_76 Re: Tri, 24.07.05, 13:54
                          > Pokazałaś problem widziany oczyma drugiej strony

                          A tak, oglądam go codziennie uncertain Nie jest to najmilszy widok na dzień dobry sad

                          -----------------------
                          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                          You've got to kick a little
                          • hela74 Re: Tri, 24.07.05, 13:58
                            Pewnie, niewiele Ci to może, jak powiem, że wyobrażam sobie, jakie to bolesne
                            dla Ciebie...
                      • akacjax Hej, witaj! 24.07.05, 19:49
                        Czy pieniądze wynagrodzą to, co straciłaś?
                        Myślę, że można pozwolić osobie, którą się kocha naprawdę, odejść, by była
                        szczęśliwa-ale taka postawa to piekna bajka.
                        Poza tym jest wielka różnica między Tobą a mindi. Ona nie ma dzieci, a to już
                        wszystko zmienia.
                        • berek_76 Re: Hej, witaj! 24.07.05, 22:21
                          Akacja - ale to nie chodzi o wynagrodzenie pieniędzmi. Chodzi o poczucie, że
                          nad czymkolwiek jeszcze się ma kontrolę. Że coś jeszcze od Ciebie zależy. Bo
                          jeśli ktoś skopał Ci Twoją przyszłość i nie masz na to żadnego wpływu, to
                          czujesz się jak na ruchomych piaskach i łapiesz się czegokolwiek, byleby poczuć
                          grunt pod nogami. Pewnie, że jeśli przy okazji zrobił to dzieciom, tym trudniej
                          jest.

                          Ale pomijając różnice w sytuacji mojej i męża mindsailor - to nie ma nic do
                          rzeczy. bardziej zastanawia mnie oczekiwanie w takiej sytuacji wyrozumiałości
                          od strony zdradzonej. Jakim prawem wymaga się od niej tej wyrozumiałości, a
                          kiedy jej nie ma, wpada się we wściekłość? Jakim prawem ma się jeszcze
                          jakiekolwiek wymagania? Tego nie rozumiem.

                          Pozwolić odejść osobie, którą się kocha... A co tu ma do rzeczy pozwolenie? Mój
                          mąz nie pytał o pozwolenie - po prostu odszedł I to właśnie tak strasznie boli.
                          Przecież mąz mindsailor tez nie zakazuje jej odejść - on jej tylko nie chce na
                          tę drogę wyposażyć. Może to nie jest szczyt altruizmu, ale nie mamy prawa tego
                          altruizmu od niego wymagać. A jego żona - to już najmniej.
                          -----------------------
                          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                          You've got to kick a little
                          • akacjax Re: Hej, witaj! 24.07.05, 22:38
                            Pozwolić odejść-oczywiście w znaczeniu akceptacji faktów. Mimo, że boli,
                            złosci, wkurza...

                            Poczucie kontroli?

                            Jakim prawem wymaga się od niej tej wyrozumiałości, a
                            > kiedy jej nie ma, wpada się we wściekłość?

                            Nie wyczuwam, że mindsailor chce wyrozumiałości od ex

                            Jakim prawem ma się jeszcze
                            > jakiekolwiek wymagania? Tego nie rozumiem.

                            Zwykłym ludzkim prawem, uczucia uczuciami, a pieniadze, pieniędzmi.
                            • berek_76 Re: Hej, witaj! 24.07.05, 23:05
                              > > Jakim prawem ma się jeszcze
                              > > jakiekolwiek wymagania? Tego nie rozumiem.
                              >
                              > Zwykłym ludzkim prawem, uczucia uczuciami, a pieniadze, pieniędzmi.

                              No tak - to by było pięknie. Wprawdzie ja cię zdradziłem/am i porzuciłem/am,
                              ale to nie powinno mieć wpływu na nasze rozliczenia... uncertain To jest ludzkie? Nie,
                              to jest nieludzkie.


                              > Nie wyczuwam, że mindsailor chce wyrozumiałości od ex

                              A ja właśnie to wyczuwam. Bo skoro ex nie chce ani odrobinę ustąpić - to się
                              zemścić, pokazać mu, niech ma, drań jeden - i w tym wszystkim gdzieś gubi się
                              fakt, że to ex został skrzywdzony i nawet jeśli byłoby ładnie ustąpić w czymś
                              tam, to on ustępować nie musi i ma prawo nie chcieć.

                              Wiesz, akacja, ja się z tym spotykam na co dzień - z oskarżeniami, że się
                              brzydko zachowuję wobec mojego męża. przypominam - tego samego, który znalazł
                              kochankę, kiedy ja w 8 miesiącu ciąży przestałam móc chodzi, tego samego, który
                              dzwonił do tej kobiety 15 minut po wyjściu z porodówki, który zostawił mnie dla
                              tej kobiety, zanim nasze dziecko skończyło dwa miesiące. I ten człowiek mi co
                              chwila zarzuca, że:
                              - jestem nieuprzejma
                              - stawiam żądania
                              - nie okazuję dobrej woli.

                              A dlaczego bym miała okazywać? Gdzie on, przepraszam bardzo, okazał dobrą wolę?
                              Bo mógł zariezać i nie zariezał? No to faktycznie, powinnam go po rękach
                              całować.

                              tak, byłoby pięknie, gdyby każdy zawsze zachowywał się milutko i kulturalnie.
                              Ale uważam, ze wymaganie milutkiego zachowania i kultury ze strony zdradzonego
                              małżonka to lekka przesada. Zwłaszcza, ze zdrada generalnie szczytem kultury
                              nie jest.
                              -----------------------
                              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                              You've got to kick a little
                              • bezecnymen Re: Hej, witaj! 24.07.05, 23:13
                                ja się z Tobą Berku zgadzam...boże! jak zona urodziła syna i zobaczyłem ich
                                przez szybkę to zapomnialem że obiecałem kolegom pępkowe postawić i orbitowałem
                                wkoło szpitala, a ten s..... sad masz rację, żadne uprzejmości z twojej strony
                                mu się nie należą
                              • akacjax Re: Hej, witaj! 24.07.05, 23:27
                                A ja sobie myślę, że nawet jeżeli nie należą się winnemu uprzejmości, to
                                nieuprzejmości też się nie należą. Obojetność jest najmocnieszą bronią, nie
                                zniżającą nas do poziomu winnego.

                                A wracając do Twojej historii: przerażają mnie sytuacje, gdy w takich ważnych i
                                łączących małzonków chwilach dochodzi do zdrady.

                                > Ale uważam, ze wymaganie milutkiego zachowania i kultury ze strony
                                zdradzonego
                                > małżonka to lekka przesada

                                Ja swoją kulturą i spokojnym zachowaniem zabijam jeszcze-m. I nie chcę być
                                inną.

                                Jesteś już po rozwodzie?
                                • berek_76 Re: Hej, witaj! 25.07.05, 14:25
                                  > A ja sobie myślę, że nawet jeżeli nie należą się winnemu uprzejmości, to
                                  > nieuprzejmości też się nie należą. Obojetność jest najmocnieszą bronią, nie
                                  > zniżającą nas do poziomu winnego.

                                  Z pewnością masz rację. Ale: a) nie mówimy tu, o ile zrozumiałam, o
                                  nieuprzejmości (np. wyzwiskach, zamykaniu drzwi przed nosem, czort wie czym
                                  jeszcze) tylko właśnie o braku uprzejmości, o nie pójściu na rękę. b) Pewnie,
                                  że byłoby dobrze, gdyby zdradzony mąż zachował stoicki spokój i wykazał się
                                  altruizmem świętego, ale nie można tego od niego wymagać, a tym bardziej nie
                                  może tego wymagać żona, która go zdradziła. IMHO, oczywiście.

                                  Poza tym jednak nie demonizujmy, nawet nieuprzejmość wobec małżonka, kóry cię
                                  zdradził, nie stawia cię w jednym rzędzie z nim. Zdrada to jest jednak świństwo
                                  kalibru, któremu trudno dorównać.

                                  O tak, ja wiem, to dla zdradzającego małżonka doskonała wymówka "Wprawdzie ja
                                  cię zdradziłem, okłamałem i wystawiłem do wiatru, a teraz odchodzę, ale za to
                                  ty jesteś nieuprzejma, a raz nawet powiedziałaś "kurwa" przy dzieciach". A wy
                                  to Murzynów męczycie uncertain

                                  > Ja swoją kulturą i spokojnym zachowaniem zabijam jeszcze-m. I nie chcę być
                                  > inną.
                                  >
                                  > Jesteś już po rozwodzie?


                                  A po jakim tam rozwodzie uncertain Tajemnica szanownego małżonka wyszła na jaw na
                                  początku maja, wybrał ostatecznie tamta panią po niecałym miesiącu. Na rozwód
                                  jeszcze za wcześnie, poza tym mam skromne wrażenie, że szanownemu się nie
                                  spieszy, bo traci na tym interesie mieszkanie i kupę kasy. Moim zdaniem on ma
                                  nadzieję, że pobryka sobie, pobryka, sprawdzi, jak mu jest na wolności, a jeśli
                                  nie wyjdzie, to przyjdzie do mnie, powie, że zrozumiał swój błąd i ja wtedy
                                  powinnam go przyjąc z otwartymi ramionami.

                                  Nic błędszego, jak mawiał jeden nauczyciel.

                                  Ja też jestem porażająco miła (zwłaszcza jak na siebie suspicious ) i radzę sobie
                                  coraz lepiej. Ale nie każdy ma tyle siły, nie każdy umie, a uważam, że jeśli
                                  już kiedykolwiek można usprawiedliwić czyjeś niepiękne zachowanie, to właśnie
                                  jeśli objawia się ono u osoby zdradzonej. no nic na to nie poradzę, dla mnie to
                                  jedna z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić człowiekowi.

                                  -----------------------
                                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                                  You've got to kick a little
            • phokara Re: Niestety... 18.07.05, 21:08
              > Clio, właśnie o to chodzi - troszkę dobrej woli z drugiej strony. nic wiecej.

              Dlaczego Twoj maz ma wykazywac dobra wole? Wola jest wolna - przymusom nie
              podlega. I skad niby ten facet ma brac jeszcze "dobra" wole. Moze nie ma sily,
              moze jedyne co mu pozostalo to cholerny pancerz z kolcami, bo wydaje mu sie
              ze to jedyny sposob na ocalenie twarzy?
              Po co Ci talerze? W kogo chcesz nimi rzucac - w nowego amanta? To ma byc metoda
              na nowa ajlawke? A co to niby ma byc - serial o wloskiej rodzinie?

              Wez sie opanuj kobieto, bo to nie jest dobry moment na histerie i sceny.

              Ja bede trzymac kciuki za to, zebys wyszla z tego bagna z odrobina godnosci. I
              za Twojego meza, zeby talerze zrekompensowaly mu jej brak. Choc wiem, ze to
              niemozliwe.

              A jak nie wiesz, co zrobic z rozpierajaca Cie energia, moze powinnas wiecej
              emocji poswiecic swojemu nowemu mezczyznie. Serio. Nie wiem, jak on to
              wytrzymuje, bo ja juz dawno bym uciekla w sina dal. Wnioskuje wiec, ze Cie
              kocha. Postaraj sie tego nie spieprzyc.

              Bo jak to ktos madry powiedzial:
              "Milosc jest wieczna, zmieniaja sie tylko partnerzy"

              Ty zmienilas partnera sama. Wiec nie dziw sie, ze tak "niemilo" sie zachowuje.
              To pierwsza wada, jaka u niego zlokalizowalam. Moze to Cie jakos pocieszy.

              • phokara Re: Niestety... 18.07.05, 21:15
                Psia mac! ja sie tu nadwyrezam, a okazuje sie ze przepisuje post kolegi, co sie
                wepchal li tylko z tego wzgledu, ze ja mam zamiast sieci slimaka, co sie
                slimaczy. Zdenerwowalam sie.
              • mindsailor Re: Niestety... 18.07.05, 21:28
                masz racje, tez myślę, że jedyne co mu zostało to pancerz i kolce, aby nikt, a
                w szczególności ja, nie zrobił mu krzywdysad
                o dobrej woli pisałam do Tri - chodzi o kompromis, o to, że to pieniadze mojej
                mamy, a nie moje.
                • phokara Re: Niestety... 18.07.05, 22:12
                  Tak, ja wiem, o czym mowisz, ale zeby dojsc do kompromisu, to sie trzeba
                  naprawde niezle nachodzic. Chyba nie macie tyle sily.

                  A dla meza mysle nie ma zadnego znaczenia, czy to Twoja kasa czy Twojej matki.
                  jesli bierzesz sobie kogos za meza/zone z calym dobrodziejstwem inwentarza, to
                  rozwodzisz sie tez po calosci. taka zasada.
    • mindsailor muszę kończyć, bo mi bateria siada 18.07.05, 21:34
      a nie mam kablasad
      • plathess Powalasz mnie 23.07.05, 18:48
        Naprawdę, powalasz. Znalazłaś sobie kochasia, z męża zrobiłaś jelenia,
        wystąpiłaś o rozwód - fakt, honorowo wzięłaś na siebie winę (choć jakoś wahasz
        się, jak widzę- ta sędzina co uświadamia twojemu mężowi, że to nie tak łatwo...
        mówiłaś coś honorze mężczyzny, że nie wypada?), teraz on jakiś niechętny
        kompromisowi. Ty chcesz większość kaski dla siebie - nie że tak dla siebie, ale
        dlatego, że pieniądze twojej mamy. Kurde, ale to żałosne. O matko
        przenajświętsza, trzymaj!
        Pieniądze są wasze wspólne małżeńskie - jeśli nie ma darowizny na jedną ze
        stron, więc nie kombinuj przed oczami mając KASĘ. Ale przyznaj się, że masz
        frajera gdzieś, drobina twojego poczucia winy względem niego ci przeszła, i
        teraz chcesz wszystko wyszarpać tak jakby to on cię ZNISZCZYŁ, nie ty jego.




        I po co nam się było żenić? Powiedźcie...
        • bezecnymen Re: Powalasz mnie 23.07.05, 19:58
          brzmi znajomosmile stary dobry plathnesssmile
          • hela74 Re: Powalasz mnie 23.07.05, 20:02
            plathness, nie doczytał dokładnie ...
            • viillemo Re: Powalasz mnie 23.07.05, 22:06
              ogólnie mówiac jesteście wredni, tak, przeczytałam wszystkie posty i
              stwierdziłam, ze chyba co niektórzy mieli zły dzień, przykro mi, niepodoba mi
              się takie traktowanie kogoś, nawet jeśli zawinił...echhhhsad
              • bezecnymen Re: Powalasz mnie 23.07.05, 22:08
                ja jestem wredny na okrągło, nie wiem czemu cię to dziwi?
                • viillemo Re: Powalasz mnie 23.07.05, 22:10
                  a mnie wcale nie o twoją wredotę bezecny chodziło, twoja wredota jest czasami
                  bardzo miłasmile))
                  • bezecnymen Re: Powalasz mnie 23.07.05, 22:17
                    szkoda że tylko czasamitongue_out
                  • hela74 Re: Powalasz mnie 24.07.05, 00:44
                    czy ta uwaga mnie sie tyczyła, bo jakoś się nie poczuwam ...
                    • viillemo Re: Powalasz mnie 24.07.05, 10:42
                      ależ skądwink
    • movisz Re: nie chce tego rozwodu!!!! 24.07.05, 15:22
      Tak dobrze zaczal sie dzien i po co weszlam na to forum. Wkurzylam sie niezle.
      Zaczne od tego, ze skoro niby to pieniadze twojej mamy (bo przez lata on nic
      nie wniosl - tralala) to moze spytaj sie mamy co o tym sadzi. Czy popiera
      bezwzgledna coreczke czy ziecia? Moze ona chce zostawic jemu te talerze z
      przeproszeniem za coreczke, ktorej nie wpoila dosc dobrych zasad traktowania
      drugiego czlowieka.
      Jemu sie nie dziwie, ze tak obstaje za swoim. Na jego miejscu wogole bym nie
      polemizowala z toba jedynie poprzez swojego adwokata.
      Troche wiecej godnosci i honoru. Dosyc, ze stlamsilas go swoim odejsciem to
      oczekujesz jeszcze by z toba szedl na kompromis. Uwazam, ze dla niego lepiej
      jakbys walczyla o te talerze bo to pomogloby mu calkowicie stracic jakikolwiek
      szacunek do ciebie jezeli jeszcze jakis ma. Ta walka was oboje napedza obecnie
      do zycia ale po rozwodzie bedziecie tak wypaleni, ze predzej czy pozniej odbije
      sie wam to na zdrowiu czy na pozytywnej relacji z nowym partnerem czego ci
      zycze.
      Zycie to jak powracajaca fala. Predzej czy pozniej wroci do ciebie zlo, ktore
      komus sie wyrzadzilo. I to nie jest cytat. To jest fakt.
      • bezecnymen Re: nie chce tego rozwodu!!!! 24.07.05, 16:47
        czy to się aby kiedyś nie nazywało materializm dialektyczny?tongue_out
        gdy moja exia pakowała swoje rzeczy zabrała wszystko co mogło jej się
        przydać...chyba.... bo do dziś nie wiem, dlaczego wzięła niektóre prezenty ode
        mnie a zostawiła obrączkę i zaręczynowy pierścionek... wydawało mi się, że nie
        chciała zabierać symboli naszego małżeństwa,ale po co brała książki, w których
        wpisałem ''kochanej...'' i wszystkie zdjęcia, na których bylismy razem?
        no fakt:p pierwsze strony można wyrwać, a zdjęcia pociąć nożyczkami względnie
        użyc do praktyk voodoobig_grin ale mniejsza o to.... w życiu bym się nie poniżył do
        walki o jakies duperele, sztućce czy garnki, jaka jest tego wartość gdy
        rozpierdziela się całe dotychczasowe życie?
        przysłowie powiada, że nie czas żałować róż gdy płonie las... niektórzy
        widocznie dochodzą do wniosku, że skoro las i tak już się pali to może warto
        uratować z pożogi te kilka róż?
        • movisz Re: nie chce tego rozwodu!!!! 24.07.05, 19:26
          Cos takiego jak obraczka i pierscionek zareczynowy to slusznie zauwazyles sa
          symbolami malzenstwa zatem po rozwodzie maja jedynie wartosc zlomu bo nie nosi
          sie ich. Natomiast ksiazki i zdjecia to po prostu pamiatki z ilus tam lat,
          ktore przeciez nie wykresli sie z zyciorysu i sa czescia historii. I po paru
          latach calkowicie bez emocji i zadnych uczuc pozytywnych czy negatywnych milo
          jest powspominac. A prawda jest taka, ze nawet jak jest wpis dla kochanej....od
          kachajacego Iksa to zdarza sie chwila zastanowienia, ktory to? I to wlasnie
          jest zycie i dlatego nie przeszkadza wziac ze soba pamiatki po bylym czy bylej.
          Podzial majatku to najczesciej ostatni moment jaki pamietamy zwiazany z ta
          osoba takze tak jak sie wtedy zachowuja duzo swiadczy o ich obojgu i ich
          wspomnieniach o sobie.
          Ide znowu na darmowa terapie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka