Dodaj do ulubionych

do scriptusa

21.07.05, 13:12
czytam od kilku tygodni to forum i widzę że się czarujesz,
że się łudzisz, a po prostu brakuje ci sił na podjęcie nieuchronnej decyzji.
A czemu? Bo czasami najtrudniej jest przyznać się przed sobą, że nie wyszło.
Związek dwojga ludzi to nie jest samotna walka. Do tanga potrzeba dwojga.
Boisz się zmian i tylko to cię trzyma bo normalny facet juz dawno by coś
zrobił. Wmawiasz sobie wielką miłość, ale przecież żeby ona trwała trzeba o
nią dbać ze wzajemnością, więc twoja miłość to imaginacja. Tkwisz w tym
błędnym kole bo się do tego przyzwyczaiłeś, czasem niudany związek to też
sposób na życie. Twoja misja brzmi: przekonać żonę żeby się zmieniła. Ale
ludzi się nie zmienia i do uczuć nie da się nikogo zmusić. Nic nie zdziałasz
na siłe.
Obserwuj wątek
    • bursztynowe Re: do scriptusa 21.07.05, 13:14
      O co chodzi autorowi/autorce tego wątku, czemu ma służyć???
      • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:16
        powiedziała/powiedział swoje zdanie na temat związku Scriptusa
        • bursztynowe Re: do scriptusa 21.07.05, 13:18
          no dobrze, ale po co?
          • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:19
            bo po to jest to forum?
          • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:21
            może chciał/chciała po prostu mu doradzićsmile
            • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:25
              jak już pisałam wcześniej, we mnie też sytuacja Scriptusa budzi emocje.
              czasem tez miałabym ochotę nim potrząsnąć smile
              • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:26
                mam tak samo.
                z jednej srtony mi go szkoda i się rozczulam nad jego historią, a z drugiej mam
                ochotę go trzasnąć czyms ciężkim w łeb, aby sie ocknął i coś zrobił!!! raz-dwa
                męska decyzja!!!
                • scriptus Re: do scriptusa 21.07.05, 13:28
                  Mindie, nie trzeba mnie walic po lbie, ja zrobie wszystko, co uznam za madre i
                  prowadzace do sensownego status quo. Tylko...nie wiem co mam robic, podpowiedz
                  prosze
                  • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:30
                    a co czujesz??? czy jest sens walczyć z wiatrakami??? trudno komuś radzić w
                    takiej sytuacji, powinieneś sam czuć, co robić. bo się wyniszczysz człowieku,
                    zostanie w Tobie tylko żal i smutek. szkoda życia.
                    ile to już trwa?
                    • scriptus Re: do scriptusa 21.07.05, 13:33
                      Jesli chodzi o wiatraki, mozna z nimi zrobic wiele rzeczy, ja znam dwie,
                      walczyc, albo nie walczyc... Jak sie z nimi walczy, to sie ma poczucie sensu,
                      a tak tylko patrzec na te cholery zal i smutek
                      • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:35
                        Scriptus, zapytaj po prostu: czego ona chce? czy chce rozwodu czy chce być z
                        Tobą. musisz wiedziec na czym stoisz!
                      • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:37
                        a czy nie lepiej nie patrzeć i ukoic żal, a nie zbierać go w sobie i patrzeć
                        jak narasta z każdym dniem? czy nie lepiej podjąć wreszcie tą decyzję i żyć, a
                        nie udawać, że się żyje? Scriptus, przemyśl to i działaj!!! czasem po prostu
                        trzeba odejść. z dwojga złego wybrać mniejsze zło. nie możesz zmusić Twojej
                        zony, aby Cie kochała. przykre to, ale niestety prawdziwe. taka samotność we
                        dwoje jest chyba najgorszasad
                        • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:40
                          no tak, tylko czy to juz ten czas żeby odejść?
                          nie wiemy co siedzi w głowie żony Scriptusa. on sie tego MUSI dowiedzieć, żeby
                          podjąć decyzję o odejściu.
                          • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:41
                            a ile można tak trwac bez sensu i celu? przecież widać, że ona go olewa. ale
                            ok, niech zapyta dla jasności swojej sytuacji. a jak ona powie, że jej wszystko
                            jedno?
                            • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:43
                              nie może jej być wszystko jedno, jeśli tak powie, to znaczy że nie chce z nim
                              być.
                              • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:44
                                dlaczego? może. może jest jej tak wygodnie - ona nie cierpi, żyje sobie, a po
                                co jej rozwody, sądy, podział majątku?
                                • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:46
                                  może i tak... i tak juz mu powiedziała że może robić co chce...
                                  bez sensu...
                                  ale spytać i tak trzeba. nie ma nic gorszego niż niewyjaśnione sytuacje. potem
                                  przez całe życie zastanawiasz się, a co jeśli się pomyliłem.
                                  • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:48
                                    święta racjasmile
                                    zapytaj ją, Scriptus!!!
                            • scriptus Re: do scriptusa 21.07.05, 21:06
                              Czy bycie w związku małżeńskim jest bez sensu i celu?
                              Przecież małżeństwo zawieramy na dobre i złe... Właśnie trwa to złe, możże dobre
                              będzie jeszcze?
                              • anja_pl Re: do scriptusa 22.07.05, 08:47
                                mądre słowa scriptusie,
                                wielu z nas uważa, że małżeństwo to tylko wtedy, gdy dobrze, a jak zaczynaja
                                sie problemy to w długą...

                                a małżeństwo jest na dobre i na złe, to nie bal, gdzie można zmienić partnera
                                do tańca, gdy aktualny depcze po palcach...
                                • mindsailor Re: do scriptusa 22.07.05, 08:50
                                  to nie tak, ze jak jest źle to trzeba się spakowac i uciec!!! tylko czasem
                                  dochodzi się do momentu, że juz nie ma o co walczyć. o małżeństwo na papierze?
                                  nie ma sensu trzymać na siłę czegos, o i tak umarłosad tak myslę
                • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:32
                  no właśnie o to chodzi: żeby coś zrobił! a nie sie z Nią cackał i siedział
                  cichutko. jakieś ultimatum, czy coś, przecież ma prawo wymagać żeby traktowała
                  go serio!
                  albo niech ona podejmie decyzję, dlaczego on ma to robić? to w końcu ona go
                  odrzuca...

                  przepraszam, Scriptus, że tak w trzeciej osobie.
                  • scriptus Re: do scriptusa 21.07.05, 13:34
                    Ultimatum musi miec warunek, co proponujesz?
                    • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:38
                      choćby wizyta u specjalisty.
                      żyłam w takiej niepewności przez 3 miesiące i nawet nie chcę sobie wyobrażać
                      jak Ty się czujesz po takim czasie. spróbuj porozmawiać, ale nie spokojnie i
                      logicznie, żadnych logicznych argumentów, żadnego przekonywania, tylko pytanie:
                      czego ona chce i jak sobie wyobraża Wasze dalsze zycie. jak będziesz wiedział
                      na czym stoisz, bedziesz wiedział co robić.
                  • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:39
                    a dlaczego ultimatum? niech zapyta, to nigdy nie zaszkodzi. ale przeciez widać,
                    że ona nie chce z nim być. po co Go lekceważy, po co unika???
                    Scriptus, powiedz jej, że Ty już tak dłużej nie możesz i zróbcie cos z tym!
                    albo rozwód, albo starajcie sie ale RAZEM! sam nic nie zwalczysz, wymęczysz sie
                    tylko!!!
                    • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:41
                      tylko dlaczego nie odejdzie od niego w takim razie??
                      • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:42
                        może jest jej tak wygodnie, może nie ma gdzie, może nie czuje, że to nie ma
                        sensu i tylko Go niszczy?
                        • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:43
                          może. a może (wiem, to brutalne), czeka na jakąś motywację żeby odejść (czytaj:
                          na to aż sie pojawi inny facet).
                          • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:45
                            eee, to bez sensu. juz były takie hipotezy, że może kogos masad (przepraszam
                            Scriptus, ale o ile pamietam było to juz dyskutowane) - brutalne, ale może być
                            prawdziwesad
                            • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:47
                              tylko jakby kogos miała, to raczej chciałaby rozwodu...
                              • mindsailor Re: do scriptusa 21.07.05, 13:49
                                niekoniecznie. może nie chce/nie może sie z tamtym wiązać
                                • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:51
                                  ech, te kobiety... kto je zrozumie... smile)
          • anja_pl Re: do scriptusa 21.07.05, 13:54
            może jest zainteresowana scriptusem wink
      • neutralny_nick Re: do scriptusa 21.07.05, 15:47
        to jest moje stanowisko dotyczące zwiazku scriptusa. Ostatecznie po to pisze
        tutaj aby mu ktoś powiedzialł co o tym myśli, o jego sytacji. A mimo wielu
        zalet i wrazliwosci ten facet normalnie marudzi tutaj zamiast zacząć działać w
        rzeczywistości
    • anybody1 Re: do scriptusa 21.07.05, 13:14
      dobrze napisane. zgadzam się całkowicie.
    • scriptus Re: do scriptusa 21.07.05, 13:17
      Moze masz racje, zatem... what action is needed , jakie dzialania mam podjac,
      twoim zdaniem, oczywiscie
    • scriptus Re: do scriptusa 21.07.05, 13:26
      To znaczy, szczegolowo, jaka to ma byc decyzja, jakie dalsze kroki?

      Moja droga, doskonale widze, ze nie wychodzi, ze chce widziec, czego nie ma, ,
      ze misja "przekonac zone" bladzi po manowcach zamiast do celu. Przyznaje to
      przed soba i przed innymi.

      Zatem, jaka decyzje mam podjac, o zaprzestaniu jakiegokolwiek dzialania, czy
      tez masz cos innego na mysli?
      • neutralny_nick Re: do scriptusa 21.07.05, 15:33
        to ty musisz podjąć decyzję co dalej.Pojść w jedną albo druga stronę. Nikt tego
        nie zrobi za ciebie. Będziesz to musiał przejść bo przecież ta sytuacja
        wyraźnie cię przerasta
        • tricolour Dziekujemy... 21.07.05, 20:47
          ... Nauczycielu i Wyrocznio, bo sami nie wiemy co robić i tylko Twoje mądre
          słowa nas mogą uratować. Łup na kolana!

          Neutralny nicku!
          Jak jesteś rodzicem, to porad udzielaj dziecku. Jak nie jestes rodzicem, to nie
          masz komu udzielać rad.

          Pozdrawiam.
    • eevita Re: do scriptusa 21.07.05, 13:39
      Co prawda moja kolezanka( dwukrotna rozwódka ) mówi to o męzczyznach, ale
      mysle,ze to mozna powiedzieć o wszystkich... Cytuje: "bo facet to ma byc
      facet , a nie troki od kalesonów " A teraz tłumaczę: Jesli sytuacja dojrzewa do
      jakichś rozwiazań, to należy podjąc decyzję..i juzsmile
      Wiem,że to najtrudniejsze..podjąć decyzję ( jakąkolwiek, nawet o zachowaniu
      status quo ), ale potem jest juz z górki..smile
    • scriptus Re: do scriptusa 21.07.05, 16:05
      Przepraszam, mam teraz troszke pracy, odpisze wieczorkiem wink
    • kuragan Re: do scriptusa 21.07.05, 17:23
      Przyklad wlasny: ja w takiej sytuacji powiedzialam czego chce (zwiazku i prob
      wspolnego jego naprawiania). Nie bylo reakcji pozytywnej, nie bylo slow "kocham
      cie, ale jest ten i ten problem", wiec sie wyprowadzilam. teraz jeszcze placze
      ale mi przejdzie i bede zyc dalej.
      Nie wiem czy to scriptusowi pomoze, kazdy musi podjac decyzje sam, ale trzeba
      zawsze zachowac dla siebie szacunek. Nie moge byc z kims kto mnie nie kocha.
      Mozna miec watpliwosci, problemy, ale musi byc jasno postawione, ze sie chce
      cos jeszcze zrobic, z obu stron. Chociazby slowa: nie odchodz...
      • akacjax Re: do wszystkich 21.07.05, 17:36
        Tak jakoś się zrobiło, że gro osób popiera scriptusa w jego kurczowym trzymaniu
        się związku, który jest jego wielkim niezaspokojeniem.
        Generalnie kobitki chciałyby mu pomóc, bo poczciwy facet wyłazi z niego,
        chociaż swoje pazurki ma czasem.
        Część chciałby mu otworzyć oczy, może problem jest większy niż długotrwała
        obraza majestatu żony, bez lub z powodu nam tutaj nieznanego.
        A czy Ty Scriptusie zgadzasz się na to, że tak gdybamy na temat Twojego związku?
        Z jednej strony wydaje mi się, że szukasz pomysłów, ale my nie zrealizujemy ich
        za Ciebie. Z drugiej wydaje się, że nie przyjmujesz porad do siebie, a może
        nawet rozkładasz się ze śmiechu czytając niektóre? smile
        • scriptus Re: do wszystkich 21.07.05, 21:04
          Nie składam się ze śmiechu, doceniam rady dawane z serca.

          Nie jest prawdą, że nie podejmuję decyzji. Przecież fakt, że odmawiam
          doprowadzenia do rozwodu, to jest decyzja. że nie odchodzę, tez jest decyzją
          że nie obojętnieję i myślę, co naprawić, to też jakaś wola i decyzja. Nie pytam
          dla żartu o pomysły, co robić, wśród takiej ilości ludzi na pewno są tacy, co
          mają podobne doświadczenia
          • tricolour Eeee, bracie... 21.07.05, 21:07
            ... chcesz mnie przekonać, że podjąłeś decyzje, by nic nie robic?

            To nie jest decyzja, to jest BRAK DECYZJI.

            smile))
            • scriptus Re: Eeee, bracie... 21.07.05, 23:11
              To nie jest decyzja, żeby nic nie robić, czy też brak decyzji.
              Byłoby mi łatwiej nic nie robić. Wynieść się gdzie indziej, ograniczyć się do
              wysyłania pieniędzy, najlepiej przelewem, zeby jej nie widywać, na utrzymanie
              żony. Miałbym święty spokój, a po roku, czy trzech, może zagoiłyby się rany na
              duszy. Widzę, że wielu mężczyzn traci wolę działania, wynosi się z domu i już.
              Nie honor uciec od problemów, honorem jest stawić im czoła.
              Moją decyzją jest to, że wracam codziennie do domu, do syna i żony, do kwaśnej
              atmosfery. Nie chce mi się, ale wracam. Codziennie podejmuję taką decyzję, bo
              nie musiałbym. mógłbym od tego uciec, co mi kto zrobi?. Mam poczucie obowiązku
              wobec mojej rodziny. Mam inne mieszkanie, mógłbym tam zamieszkać, nie miałbym
              połowy tych problemów, które mam.
      • scriptus Re: do scriptusa 21.07.05, 23:35
        Mam dla siebie wystarczający szacunek, żeby nie wykonać prostego polecenia -
        wyprowadź się i załatw rozwód ze swojej winy.
        Stwierdziłem po prostu, nie mam czasu, jak chcesz , to sama załatwiaj. Przecież
        ty chcesz rozwodu, załatw to sobie, mi to do niczego niepotrzebne.
        Na następne proste pytanie - czy zgodzisz się na rozwód, jak sąd zapyta?
        odpowiedziałem po prostu, nie.

        Kiedy dwa lata temu żona pierwszy raz powiedziala o rozwodzie, nie potraktowałem
        tego poważnie, Potraktował to poważnie syn i się rozpłakał. Obiecałem mu
        wówczas, że nie dopuszczę do rozpadu jego rodziny. Tata go nie opuści, cokolwiek
        by się nie działao i mama też. Ma kolegów z rozbitych małżeństw, przeważnie bez
        tatusiów.
        Wie na czym to polega...
        Zatem, czy podjąłem decyzję, czy nie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka