Kochanka mojego męża

09.08.05, 09:58
To miała być miłość na całe życie, miłość, która miała wszystko
przezwyciężyć. A dziś, kiedy staję przed lustrem, widzę dziewczynę, którą
zawiódł ktoś najbliższy i najbardziej ukochany. Zapłaciłam za naiwność
miesiącami życia w związku pozbawionym ciepła, bezpieczeństwa, zaufania….
Historia taka jak wszystkie, z banałem w środku i bez morału na końcu… Taka
jak każda z Was a jednocześnie jak wszystkie wyjątkowa i jedyna…
4 lata temu wyszłam za maż. Byłam pewna: to ON. Inteligentny, zaradny, dobrze
zarabiający, czuły…. Ideał. To dla niego rzuciłam chłopaka, z którym byłam 5
długich lat. Dla niego wyprowadziłam się z mojego ukochanego miasta. Byłam
zakochana i taka szczęśliwa…. Dość szybko okazało się, że jednak nie jest tak
różowo. Ja – domatorka, zakochana w książkach i typowa humanistka. On – dusza
towarzystwa, informatyk o typowo analitycznym umyśle. Ale myślałam, że się
dotrzemy, przecież tak bardzo się kochaliśmy…. Niecały rok po ślubie zaszłam
w ciążę. Była planowana przeze mnie i przez niego ( tak mi się wtedy
wydawało). Ciążę przechodziłam źle – dwa razy na patologii ciąży. Bez żadnego
wsparcia z jego strony – stałam się kłopotliwym balastem. Kubuś urodził się
zdrowy – dumny tatuś chwalił się wszystkim znajomym. Potem na 2 miesiące
pojechałam z synkiem do mojej mamy – w ciągle obcym mieście, bez żadnej
kobiecej pomocy nie radziłam sobie z dzieckiem. Mąż przyjeżdżał, co tydzień
nie wykazując specjalnego zainteresowania swoją kruszynką.
W końcu wróciłam – w międzyczasie wynajęliśmy większe mieszkanie, mąż zmienił
pracę. Zarabiał więcej, ale pracował po 13 godz. na dobę. Oddalaliśmy się od
siebie. Seks wciąż po porodzie był bolesny, nie miałam ochoty na żadne
łóżkowe zabawy. Na dodatek karmiłam piersią, wiecznie chodziłam niewyspana.
Zaczęły się kłopoty ze zdrowiem Kubusia – podejrzewano chorobę Hirsprunga,
był pod opieką neurologa dziecięcego…. Całe dnie spędziłam w Centrum Zdrowia
Dziecka. Na szczęście wszystko jest w porządku. Mąż odsunął się od nas
zupełnie – do szpitala wozili nas znajomi mojego taty. A mój tylko
stwierdził; Bo ty masz fanaberie jeździć samochodem. Pewnie – zima, niespełna
półroczny człowieczek, do szpitala 120 km, – ale to ja mam fanaberie…. Dodam,
że mieliśmy wtedy wielki samochód… Prawie ze sobą nie rozmawialiśmy, płakałam
cicho w poduszkę, kiedy on już spał….
Minęło prawie półtora roku od urodzin Kubusia. Pojechałam na działkę na
wakacje z synkiem i moją mamą. On prawie nie dzwonił, ograniczał się do
telefonu na tydzień. I tam się dowiedziałam. Od prawie roku miał kochankę.
Babę starszą ode mnie o 10 lat, brzydką i wulgarną. Co ja się naprzeżywałam….
Dwie doby uciekły mi z pamięci, wyłam…. Powiedziałam mu, że wiem. Ten
natychmiast zadzwonił do kochanki. Biedulka popłakała się, że się więcej nie
zobaczą. Przyjechał po mnie. Obiecał, że z nią zerwie, że to tylko seks, ze
nie zaangażował się uczuciowo, chociaż ona tak, że chce ratować nasze
małżeństwo. Ja też chciałam. W swojej naiwności myślałam, że to moja wina. Że
w natłoku codziennych spraw i kłopotów z synkiem śmiałam o nim zapomnieć. Że
to wszystko uda się naprawić. Marzenia skołowanej kretynki. Naiwnej idiotki.
Następny rok ( ! ) to był horror. Oczywiście wcale z nią nie zerwał. Drżały
mi ręce, gdy słyszała jak dochodzą do niego kolejne smsy – w nocy, rano, w
dzień. Dziesiątki dziennie. Jak to ona go kocha i jakim on jest bogiem seksu.
Zadzwoniłam nawet do niej, że rujnuje mi małżeństwo, że zabiera ojca mojemu
dziecku. Ale k…..śmiejąc się perfidnie odparła, że nie ma czasu na takie
filozoficzne dywagacje…. Schudłam 10 kg wcale się nie odchudzając. Baba
wysyłała sms do mnie klnąc w nich bez przerwy. Albo próbowała się ze mną
zaprzyjaźnić. Jednocześnie namawiała mojego żeby ode mnie odszedł, bo ja
jestem wredną głupią „ku(r)wą domową”. Ile razy on już prawie się pakował a
ja ryczałam…. Ile razy obiecywał, że z nią zerwie i po kilku dniach okazywał
się, że to tylko obietnice. Bo podobno ją kochał. Podobno ja mu poprzez całe
życie nie dałam tyle szczęścia, co ona w godzinę. Dodam, że w ciągu tych
miesięcy, co się znali spotkali się jakieś 6 razy. I to, kiedy…. Jak ja byłam
z Kubą u mamy to on do nas przyjeżdżał…a ona mieszka 2 km dalej, więc przy
okazji… Co ja się nadowiadywałam jaką boginią seksu ona jest i jakie ona ma
oczy…. Co wiecej – okazano się ze mój mąż jest zboczony. Wiedziałam o tym
wcześniej, ale nie sądziłam, że aż tak, wydawało mi się to niegroźne, raczej
lekko pikantne…. Ale przy babie się wyedukował…. Bił ją kablem do krwi,
babnusem, szpicrutą. Podłączał ją do prądu, bawili się w listing, przypalanie
paioerosami…, Bo ona tak lubi a jemu się to bicie spodobało. I inny seks już
go nie interesuje i nie podnieca. Dobry Boże, znalazłam jego ogłoszenia na
Internecie, bo poszukiwali partnerki do łóżka…. On chodził jak w amoku. Ja
ciągle ryczałam, dałam się nawet zbić tym cholernym bambusem, tydzień nie
siedziałam na tyłku, kable nie dała rady, zresztą nie bawi mnie to, nie
umiem, nie mogę, obrzydliwe…. Jednocześnie zbliżył się do Kuby, wydawało mi
się się ze naprawdę go pokochał….Zresztą ciągle powtarzał, że zostaje ze mną
nie dla mnie, bo ja jestem śmieć i „generator kosztów”, ale dla Kuby. Baba do
mnie pisała, żebym im oddała Kubę, ona go chętnie z moim wychowa ( sama ma
już 15 – letnią córkę i mieszka z jakimś gachem nie-mężem) Pisała mi także,
że jestem uległą szmatą i sąd przy rozwodzie zabierze mi dziecko….. Moja mama
odcięła się ode mnie mówiąc, że widziały gały, co brały i że do domu do niej
wrócić nie mogę. Nie pracowałam, nic nie było moje. Do tego kolejne problemy
z Kubą – podejrzenie, że nie słyszy ( słyszy), teraz jest podejrzewany o
autyzm – Kuba nie mówi, mimo że ma już 2, 5 lat. W lipcu poszłam do pracy –
to był warunek męża, że wtedy z nią zerwie. Kuba poszedł do żłobka, gdzie
kompletnie sobie nie radzi. Teraz żłobek jest zamknięty a mój mąż siedzi z
nim w domu, bo ma dwa tygodnie urlopu. A – Kuby już ni lubi ( cytat), bo to
imbecyl, autek i nie daje się ubrać. Z baba chyba faktycznie zerwał. Od dwóch
miesięcy jest spokój. Nawet jakiś czuły się zrobił i już go nie irytuję…. Za
to dla Kuby… potwór….. Tak sobie myślę,…. Skoro został bo kocha Kubę, to
teraz, skoro go nie kocha, to czemu nie odejdzie? Skoro baba wg niego pewnie
czeka, skoro połączyła ich taka wielka miłość to czemu on jeszcze tu jest?
Jak można nie kochać takiego małego szkraba i wydzierać się do niego???? I
jak ja mam żyć? Nie pozbierałam się jeszcze ,nadal drżą mi ręce gdy widzę, że
przychodzą do niego smsy, mimo że są od znajomych…. Nie daję sobie rady, nie
mam gdzie pójść i sama nie wiem, czy jeszcze chcę być z nim. Chyba chcę,
skoro tak walczyłam o niego…..

    • clio11 Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 10:22
      Magda, odnoszę wrażenie, że walczyłaś, ale o szczęście Twojego dziecka.
      Potrafię zrozumieć czyjeś uczucie, ale w Twoim przypadku jest mi trudno. Nie
      jestem upowazniona do dawania Ci rad, powiem tylko jak starałabym się z tym
      uporać-przede wszystkim starałabym się odciąć od takiego toksycznego partnera.
      Im szybciej, tym byłoby dla mnie (i mojego dziecka) mniej. Facet
      najprawdopodobniej dostał kopa i regeneruje siły albo coś knuje. Zdaję sobie
      sprawę, że to co opisujesz jest Twoim subiektywnym widzeniem sytuacji,
      ale...idź do psychologa, do poradni rodzinnej, do kogokolwiek, ale nie zostawaj
      z tym sama. Bardzo poruszył mnie Twój list. Z pewnością nie mnie jedną.
      • bezecnymen Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 10:32
        clio ma zupełna rację....poszukaj porady specjalistów, wbrew pozorom łatwo ich
        znaleźć w każdym większym mieście... z tego co piszesz wynika, że na
        naprawienie związku szanse są bliskie zeru, a te marne kilka procent powyżej to
        moja niepewnośc co do jego intencji... mężem jak widać jest do niczego, ojcem
        jeszcze gorszym, więc po co to ciągnąć?
    • magdalenkaaa78 Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 10:47
      Ha, jakiś czas temu przy okazji badań Kubusia wylądowałam u psychiatry. Owszem,
      powinnam pójśc na terapię. Wbrew pozorom w mieście , w ktorym mieszkam obecnie
      ( kiedyś nawet wojewódzkie ) nie umiem znaleść bezpłatnego terapeuty a na
      płatnego mnie nie stać, zresztą nie mam nawet czasu, wszędzie chodzę z Kubą,
      nie mam go z kim zostawć. Teść mi powiedział, ze to ja jestem
      niereformowalna.... Może i jestem. Dowiedziałam się od psychiatry, że mam
      zaburzone relacje z mamą i z męzem ( ajakbym nie wie wiedziała ) i że nasz
      rozwód odbije się najgorzej na Kubusiu i że jesli widzę szanse na ratowanie
      małżeństwa to powinnam walczyć.... Zresztą nie mam gdzie odejść, żałosna jestem
      taka i boję się zamienić jedno piekiełko w trzech pokojach gdzie mąż bywa spać
      na piekło Domu Samotnej Matki, bez pracy ( bo praca u znajomych męża i tylko
      dlatego pracuję ) bez alimentow ( bo zanim je wywalczę to się zestarzeję ) Tak
      sobie myslę, ze to wszystko moja wina... gdybym mogła zepchnąc odpowiedzialnośc
      na pogodę, na brak możliwości, na kogoś tzreciego, pewnie byłóby mi lepiej, ale
      wina lezy we mnie samej, tylko tu...
      • e.mes Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 11:01
        Magdo - jedyne, o co powinnaś walczyć, to o swoje szczęście. Nie walczyłabym o
        takiego faceta; wydaje mi się, że jemu zależy tylko i wyłącznie na sobie.
      • bursztynowe Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 11:11
        I od tego powinnaś chyba zacząć!
        Od Twojej winy! Sama sobie to wmówiłaś czy ktoś Ci w tym pomagał???
        Dziecko...

        To co piszesz jest horrendalne! Koniecznie idź do specjalisty, ale to
        koniecznie! Dla siebie przede wszystkim...

        Myślę, że powinnaś zacząć od stawania na nogi i poleganiu na sobie (nie na
        rodzinie, nie na znajomych męża). I przede wszystkim uwierzenia w siebie!!!

        W obecnej sytuacji Forum niewiele Ci pomoże, idź do poradni rodzinnej czy
        czegoś takiego. I to jak najprędzej!

        I wyrzuć ze słownika "nie umiem", "nie dam rady", "nie mogę" i "moja wina, moja
        wina, moja bardzo wielka wina" raz na zawsze!!!

        Bo jeśli nie Ty to kto da radę?


        Trzymaj się i nie puszczaj!
        • anybody1 Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 11:17
          bursztynowe, przyznaję Ci całkowitą rację!

          tylko że... ona jest SAMA z dzieckiem, nie może liczyć na NIKOGO, do pracy nikt
          oprócz znajomych jej nie przyjmie, bo nigdy nie pracowała. a nawet jeśli, to z
          kim zostawi dziecko?? na matkę liczyć nie może, a na opiekunkę jej nie stać. a
          mąż będzie jej tylko utrudniał życie, z czystej złośliwości. wyobrażasz sobie
          taki horror??
          • bursztynowe Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 11:32
            Nie wyobrażam sobie.
            Ale musi, po prostu MUSI sobie poradzić. I jest właśnie bohaterstwo, a nie
            jacyśtam w oliwkowych panterkach, przepełnieni testosteronem i frazeasmi,
            ganiający po pustyni...

            Kurna...

            Wnerwiłem siem sorry
    • scriptus Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 11:55
      To okropne, o czym piszesz, Przemoc, to powazne przestepstwo, przemoc w
      rodzinie, to horror najwiekszego kalibru.
      Agresja wobec dziecka jest w ogole niedopuszczalna, nie orientuje sie, ale
      chyba sa jakies prawne mozliwosci zapobiegania czamus takiemu, kuratorzy, itp.
      Trzymaj sie i rob cos, chron dziecko przede wszystkim!!
    • akacjax Zadbaj o swoją, nie jego wygodę 09.08.05, 12:16
      1. Alimenty dostaniesz bez problemu, być może także na siebie.
      Występujesz do Sądu rejonowego.
      2. Porady darmowej prawnej i psychologicznej możesz szukać w Ośrodkach
      Interwencji Kryzysowej. Poszukaj na stronach swojego miasta, przez MOPS lub
      zadzwoń na niebieską linię. Podlegasz na pewno przemocy psychicznej.
      3. Ważna jest sprawa mieszkania, czy Wasze, czy wynajęte, być może tu będzie
      problem, ale domy samotnej matki są czasem rozwiązaniem wcale nie takim złym.
      4. Ostatnią rzeczą w jaka powinnas wierzyć, to opinia, że lepszy zły ojciec niz
      jego brak. To jest największa bzdura świata. Wszystko odbija się na dzieciach,
      a hustawki emocjonalne w domu między rodzicami najbardziej!

      Na pewno dasz sobie radę, powoli, to trudne, ale możliwe!
    • magdalenkaaa78 Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 12:17
      Nigdy nie patrzyłam na to jak na pzremoc domową. Być może cienka jest granica
      między katowaniem dziecka a klapsem, ale nie ywdaje mi się, by tu było
      zagrożenie. Aż tak w męża wpatrzona nie jestem i pewnie bym mu coś zrobiła nie
      bacząc na konsekwencje, gdybym uznała, że nasze dziecko jest zagrożone. Prawdą
      jest, że on czasem trzepnie Kubusia po łapkach czy da klapsa gdy ten sięga po
      coś z biurka. Ale Kuba z reguły nawet nie miałknie, rączka nawet nie jest
      czerwona, a jak na pupie jest pappers to Kuba klapsa traktuje jak powietrze.
      Zreszta, Kuba to bardzo ruchliwe stworzenie i wszystko musi dostać się w jego
      łapki więc i mnie czasem aż korci zeby dać mu w pupę jak nic inego nie
      skutkuje. Mój na niego krzyczy. Fakt. Doprowadza mnie to do łez a jednoczesnie
      do furii. I tłumaczę jak krowie na miedzy że to, iż Kuba nie mówi nie oznacz,
      ze nie rozumie. I że mu na pewno przykro. Nawet czasami do tego glupiego łba
      coś dociera i zreflektuje się. Może go usprawiedliwiam, ale wydaje mi się, że
      moj mąz, ktory nigdy nie zaznał czułości i miłości rodziców ( sa po rozwodzie,
      matka wyjątkowo oziębła zgorzkniała kobieta, ojciec zamkniety w sobie odludek )
      nie umie poradzić sobie. Nikt go nigdy nie nauczył co to autentyczna troska o
      drugą osobę. Myślę że on wykrzykuje te głupoty żeby po prostu odreagować i nie
      zdaje sobie sprawy z tego, jak to bardzo rani. On do dziś nie zrozumiał, jak
      wielką krzywdę mi zrobił...jemu się wydaje, że skoro nie pije i nie bije, skoro
      wraca na noc i oddaje wszystkie pieniądze to ja nie mam powodu do płaczu. Ha,
      może to on jest autystyczny. W każdym razie widze, że Kuba jest bardzo z nim
      zwiazany. Czeka,aż tata przyjdzie z pracy, nawet mu kapcie zaklada smile ( mąż
      wcale go tego nie uczył i absolutnie nie wymaga ),widzę jak się kotłują na
      łózku, jak podrzuca małego a ten cieszy się w nieboglosy, jak ostatnio byliśmy
      w CZD to był z nami, interesował się, martwił. Może sytuacja go przerasta,
      szkoda że ja nie mogę na kogoś chociaż w części zrzucić swojego bagażu.
      • bezecnymen Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 12:27
        to może przekonaj męża byście razem poszukali specjalisty dla was obojga? może
        się uda?
      • akacjax przemoc 09.08.05, 12:44
        Dla specjalistów przemoc zaczyna sie od podniesionego głosu, od krzyku..
        Gdy czyjeś zachowanie Cie boli, irytuje, to już można mówić o przemocy
        psychicznej.
        Nie bądź rodziną zastępczą dla dorosłego faceta jakim jest mąż.
        Albo terapia razem, albo sama, ale musisz coś zrobić, dla siebie i dla dobra
        dziecka.
        I dorosły nie powinien odreagowywać stersów na dziecku.
        Poza tym istnieje teoria, że wszyscy mężczyźni mają mniejszy lub wiekszy ułamek
        autyzmu w sobie.
        Poza tym sytuacja z chorym dzieckiem często przerasta ojców, zbyt często by
        tego nie brać pod uwagę.
        Musisz być silna za dwoje? To za dużo, bądź silna za siebie.
        • bezecnymen Re: przemoc 10.08.05, 08:49
          Poza tym istnieje teoria, że wszyscy mężczyźni mają mniejszy lub wiekszy ułamek
          >
          > autyzmu w sobie.
          dzięki akacjo, to bardzo jasno tłumaczy. dlaczego On nic nie mówi, gdy mówi
          Ona...
    • pchelka Re: Kochanka mojego męża 09.08.05, 12:40
      Przerażające,

      Magdalenka, czasami coś, co uważamy za miłość jest chorobliwym uzależnieniem.
      Niszczącym na maxa.
      Samemu jest prawie niemozliwe się w tym zorientować.
      Wiem, z własnego doświadczenia...
    • magdacan Re: Kochanka mojego męża 10.08.05, 05:36
      Boze ! Magdalenka jak Cie czytam to tak jakbym widziala swojego bylego meza.
      Tylko po pierwszej kochance byla druga, trzecia ...itd. Potem przestalam
      liczyc. Kochalam go bardzo i tez nie mialam gdzie pojsc. Tylko, ze on wszystkie
      swoje problemy odreagowywal na mnie. Z zewnatrz elegancki kulturalny mezczyzna
      nikt by nie uwierzyl w to co dzialo sie u nas w domu. Odeszlam kiedy nie
      wystarczylo mu katowanie mnie.Zabral sie za corke.Miala wtedy 8lat. Wiedzialam,
      ze musze odejsc dla jej dobra (paradoks) bo inaczej ona nie bedzie normalna po
      tym co sie dzieje. I wiesz co? Odeszlam. Podalam go do sadu o alimenty i o
      podzial majatku. Balam sie go bardzo ale wiedzialam, ze musze ze wzgledu na
      dziecko. Zaczelam pracowac i ...udalo sie.Wiem, ze najtrudniej zdecydowac,
      zeby odejsc.Od tego czasu minelo 13 lat i zastanawiam sie dlaczego tak dlugo z
      tym zwlekalam. Nie namawiam Cie do odejscia.To musi byc Twoja decyzja.Chcialam
      tyko,zebys wiedziala, ze z czasem moze (ale nie musi) byc jeszcze gorzej. Wez
      to pod uwage.Trzymaj sie.
      • buba77 Re: Kochanka mojego męża 11.08.05, 10:03
        Magdalenka, też jestem przerażona jak czytam Twoje posty. Potrzebna Ci pomoc,
        abyś zaczęła stawiać granice. Im wcześniej tym lepiej. Usprawiedliwiając
        swojego męza dajesz mu pozwolenie na robienie tego, co instynktownie (i
        słusznie ) czujesz, że nie powinno mieć miejsca. U mnie było podobnie, choc nie
        w takim stopniu. Ja widze tu przemoc przede wszystkim wobec Ciebie, chociazby
        wtedy, gdy sie godzilaś na rzeczy, które byly wbrew Tobie. Jedyne wyjście, to
        zacząć dbać o siebie (i to nie jest egoizm, bo tylko wtedy będziesz szczęśliwa
        i dasz szczęście innym). Dopiero wtedy, widząc zmiany w Tobie (gdy np. nie
        będziesz sie godzić na różne rzeczy) zmienić się moze (ale nie musi, nie licz
        na to z góry) Twój mąż. Tak to dziala. Tego nauczyłam sie na terapii.
        Moim zdaniem Wam potrzebna jest terapia oddzielnie. Dopiero wtedy coś Wam sie
        może udać. Ale nie namawiaj go, on sam musi do tego dojść. Zacznij od siebie,
        to najlepsze, co mozesz dla WAS zrobić.
        I przede wszystkim nie bądź z tym sama. Koniecznie znajdź osoby Ci przyjazne,
        które Cie\zrozumieją i zaakceptuja wszystkko co zrobisz. Dziwie sie bardzo
        reakcji Twojej mamy. Czy naprawde nie możesz na nia\liczyc? Może można by z nia
        \szczerze porozmawiac?
    • kasiar74 Re: Kochanka mojego męża 11.08.05, 10:40
      Dobrze wiesz że musisz odejść. Twoje dziecko być może nie mówi b w domu jest
      taka a nie inna atmosfera. Zaryczana matka. Ty zwyczajnie poczułaś się w
      potrzasku. Mąż pozbawiał cię poczucia własnej wartości i ciężko ci jest
      wyobrazić sobie że ty naprawdę dasz sobie rade sama. Pamiętaj że alimenty
      dostaniesz i nikt łaski ci nie robi i jako samotnej matce tez przysługuje ci
      zasiłek. Nie mam pojęcia gdzie ale może ktoś na forum się odezwie, ale sa
      organizacje które mogłyby ci pomóc. Są domy samotnych matek. Nie jesteś
      skazana, z tej sytuacji jest wyjście. Skoro tu napiasałas to masz jeszcze
      nadzieję. Więc walcz, uwierz w siebie i walcz o siebie i walcz o przyszłość
      swojego dziecka
Pełna wersja