magdalenkaaa78
09.08.05, 09:58
To miała być miłość na całe życie, miłość, która miała wszystko
przezwyciężyć. A dziś, kiedy staję przed lustrem, widzę dziewczynę, którą
zawiódł ktoś najbliższy i najbardziej ukochany. Zapłaciłam za naiwność
miesiącami życia w związku pozbawionym ciepła, bezpieczeństwa, zaufania….
Historia taka jak wszystkie, z banałem w środku i bez morału na końcu… Taka
jak każda z Was a jednocześnie jak wszystkie wyjątkowa i jedyna…
4 lata temu wyszłam za maż. Byłam pewna: to ON. Inteligentny, zaradny, dobrze
zarabiający, czuły…. Ideał. To dla niego rzuciłam chłopaka, z którym byłam 5
długich lat. Dla niego wyprowadziłam się z mojego ukochanego miasta. Byłam
zakochana i taka szczęśliwa…. Dość szybko okazało się, że jednak nie jest tak
różowo. Ja – domatorka, zakochana w książkach i typowa humanistka. On – dusza
towarzystwa, informatyk o typowo analitycznym umyśle. Ale myślałam, że się
dotrzemy, przecież tak bardzo się kochaliśmy…. Niecały rok po ślubie zaszłam
w ciążę. Była planowana przeze mnie i przez niego ( tak mi się wtedy
wydawało). Ciążę przechodziłam źle – dwa razy na patologii ciąży. Bez żadnego
wsparcia z jego strony – stałam się kłopotliwym balastem. Kubuś urodził się
zdrowy – dumny tatuś chwalił się wszystkim znajomym. Potem na 2 miesiące
pojechałam z synkiem do mojej mamy – w ciągle obcym mieście, bez żadnej
kobiecej pomocy nie radziłam sobie z dzieckiem. Mąż przyjeżdżał, co tydzień
nie wykazując specjalnego zainteresowania swoją kruszynką.
W końcu wróciłam – w międzyczasie wynajęliśmy większe mieszkanie, mąż zmienił
pracę. Zarabiał więcej, ale pracował po 13 godz. na dobę. Oddalaliśmy się od
siebie. Seks wciąż po porodzie był bolesny, nie miałam ochoty na żadne
łóżkowe zabawy. Na dodatek karmiłam piersią, wiecznie chodziłam niewyspana.
Zaczęły się kłopoty ze zdrowiem Kubusia – podejrzewano chorobę Hirsprunga,
był pod opieką neurologa dziecięcego…. Całe dnie spędziłam w Centrum Zdrowia
Dziecka. Na szczęście wszystko jest w porządku. Mąż odsunął się od nas
zupełnie – do szpitala wozili nas znajomi mojego taty. A mój tylko
stwierdził; Bo ty masz fanaberie jeździć samochodem. Pewnie – zima, niespełna
półroczny człowieczek, do szpitala 120 km, – ale to ja mam fanaberie…. Dodam,
że mieliśmy wtedy wielki samochód… Prawie ze sobą nie rozmawialiśmy, płakałam
cicho w poduszkę, kiedy on już spał….
Minęło prawie półtora roku od urodzin Kubusia. Pojechałam na działkę na
wakacje z synkiem i moją mamą. On prawie nie dzwonił, ograniczał się do
telefonu na tydzień. I tam się dowiedziałam. Od prawie roku miał kochankę.
Babę starszą ode mnie o 10 lat, brzydką i wulgarną. Co ja się naprzeżywałam….
Dwie doby uciekły mi z pamięci, wyłam…. Powiedziałam mu, że wiem. Ten
natychmiast zadzwonił do kochanki. Biedulka popłakała się, że się więcej nie
zobaczą. Przyjechał po mnie. Obiecał, że z nią zerwie, że to tylko seks, ze
nie zaangażował się uczuciowo, chociaż ona tak, że chce ratować nasze
małżeństwo. Ja też chciałam. W swojej naiwności myślałam, że to moja wina. Że
w natłoku codziennych spraw i kłopotów z synkiem śmiałam o nim zapomnieć. Że
to wszystko uda się naprawić. Marzenia skołowanej kretynki. Naiwnej idiotki.
Następny rok ( ! ) to był horror. Oczywiście wcale z nią nie zerwał. Drżały
mi ręce, gdy słyszała jak dochodzą do niego kolejne smsy – w nocy, rano, w
dzień. Dziesiątki dziennie. Jak to ona go kocha i jakim on jest bogiem seksu.
Zadzwoniłam nawet do niej, że rujnuje mi małżeństwo, że zabiera ojca mojemu
dziecku. Ale k…..śmiejąc się perfidnie odparła, że nie ma czasu na takie
filozoficzne dywagacje…. Schudłam 10 kg wcale się nie odchudzając. Baba
wysyłała sms do mnie klnąc w nich bez przerwy. Albo próbowała się ze mną
zaprzyjaźnić. Jednocześnie namawiała mojego żeby ode mnie odszedł, bo ja
jestem wredną głupią „ku(r)wą domową”. Ile razy on już prawie się pakował a
ja ryczałam…. Ile razy obiecywał, że z nią zerwie i po kilku dniach okazywał
się, że to tylko obietnice. Bo podobno ją kochał. Podobno ja mu poprzez całe
życie nie dałam tyle szczęścia, co ona w godzinę. Dodam, że w ciągu tych
miesięcy, co się znali spotkali się jakieś 6 razy. I to, kiedy…. Jak ja byłam
z Kubą u mamy to on do nas przyjeżdżał…a ona mieszka 2 km dalej, więc przy
okazji… Co ja się nadowiadywałam jaką boginią seksu ona jest i jakie ona ma
oczy…. Co wiecej – okazano się ze mój mąż jest zboczony. Wiedziałam o tym
wcześniej, ale nie sądziłam, że aż tak, wydawało mi się to niegroźne, raczej
lekko pikantne…. Ale przy babie się wyedukował…. Bił ją kablem do krwi,
babnusem, szpicrutą. Podłączał ją do prądu, bawili się w listing, przypalanie
paioerosami…, Bo ona tak lubi a jemu się to bicie spodobało. I inny seks już
go nie interesuje i nie podnieca. Dobry Boże, znalazłam jego ogłoszenia na
Internecie, bo poszukiwali partnerki do łóżka…. On chodził jak w amoku. Ja
ciągle ryczałam, dałam się nawet zbić tym cholernym bambusem, tydzień nie
siedziałam na tyłku, kable nie dała rady, zresztą nie bawi mnie to, nie
umiem, nie mogę, obrzydliwe…. Jednocześnie zbliżył się do Kuby, wydawało mi
się się ze naprawdę go pokochał….Zresztą ciągle powtarzał, że zostaje ze mną
nie dla mnie, bo ja jestem śmieć i „generator kosztów”, ale dla Kuby. Baba do
mnie pisała, żebym im oddała Kubę, ona go chętnie z moim wychowa ( sama ma
już 15 – letnią córkę i mieszka z jakimś gachem nie-mężem) Pisała mi także,
że jestem uległą szmatą i sąd przy rozwodzie zabierze mi dziecko….. Moja mama
odcięła się ode mnie mówiąc, że widziały gały, co brały i że do domu do niej
wrócić nie mogę. Nie pracowałam, nic nie było moje. Do tego kolejne problemy
z Kubą – podejrzenie, że nie słyszy ( słyszy), teraz jest podejrzewany o
autyzm – Kuba nie mówi, mimo że ma już 2, 5 lat. W lipcu poszłam do pracy –
to był warunek męża, że wtedy z nią zerwie. Kuba poszedł do żłobka, gdzie
kompletnie sobie nie radzi. Teraz żłobek jest zamknięty a mój mąż siedzi z
nim w domu, bo ma dwa tygodnie urlopu. A – Kuby już ni lubi ( cytat), bo to
imbecyl, autek i nie daje się ubrać. Z baba chyba faktycznie zerwał. Od dwóch
miesięcy jest spokój. Nawet jakiś czuły się zrobił i już go nie irytuję…. Za
to dla Kuby… potwór….. Tak sobie myślę,…. Skoro został bo kocha Kubę, to
teraz, skoro go nie kocha, to czemu nie odejdzie? Skoro baba wg niego pewnie
czeka, skoro połączyła ich taka wielka miłość to czemu on jeszcze tu jest?
Jak można nie kochać takiego małego szkraba i wydzierać się do niego???? I
jak ja mam żyć? Nie pozbierałam się jeszcze ,nadal drżą mi ręce gdy widzę, że
przychodzą do niego smsy, mimo że są od znajomych…. Nie daję sobie rady, nie
mam gdzie pójść i sama nie wiem, czy jeszcze chcę być z nim. Chyba chcę,
skoro tak walczyłam o niego…..