Dodaj do ulubionych

no i zabral...

19.08.05, 13:09
Ex zabral dzieci na wakacje. po raz pierwszy. wogole po raz pierwszy zabral
dzieci do siebie. bardzo mi jest na reke, bo mam mnostwo spraw do zalatwienia
i kaska po urlopie gdzies znikla. ale z drugiej strony jestem zazdrosna i
boje sie potwornie. a moze stwierdza, ze wola z tatusiem,bo juz w drzwiach
dostali ogromne prezenty, bo on ich zabiera na krete a ja moge zaoferowac
tylko namiot nad wigrami, bo tatus ich za nic karac nie bedzie, bo przeciez
to wakacje nie zycie codzienne. chooooooooolerka! martwie sie, ze mi ta
zazdrosc nie przejdzie sad siostra powiedziala mi, ze jestem glupia. chyba ma
racje sad
Obserwuj wątek
    • anja_pl Re: no i zabral... 19.08.05, 13:17
      mam to samo, też jestem zazdrosna i mam wrażenie, że kradnie mi dzieci,
      ale z drugiej strony, dzieciaki powinny mieć kontakt z tatą,

      ale na pocieszenie:
      wracaja zawsze stęknione i kochające, pierwsze noce śpimy razem w moim łóżku,
      teraz znad morza wrócili wcześniej niż powinni, bo dziei za mną tęskniły

      Syn mi kiedys powiedział, że chciałby być z Tatą, bo na kolacje dostanie
      gofry !!
      a ze mną, bo może sobie porozmawiać !!!!

      i ja zawsze mam dla Nich czas wink

      kocham Je bardzo big_grinbig_grinbig_grin
    • kasia9873 Re: no i zabral... 19.08.05, 13:33
      Widzicie, ja nie mam takiego problemu, bo mój były mąż wogóle nie interesuje
      się naszą córką. Nie widział Jej już 2,5 roku i nie odczuwa potrzeby, żeby ją
      zobaczyć. Ale pewnie gdybym była w Waszej sytuacji odczuwałabym to samo.
      Pomyslcie sobie tak.
      Za kilka lat, gdy dzieci będą większe same ocenią, co było wartościowsze.
      Wakacje na Krecie i drogie prezenty, czy miłość i zainteresowanie, które Wy
      dajecie im dzień po dniu.
      • anja_pl Re: no i zabral... 19.08.05, 13:37
        kasiu ja jestem spokojna, przecież woli ze mną rozmawiać, a na gofry możemy
        gdzieś pójść
        • scriptus Re: no i zabral... 19.08.05, 14:04
          Dzieci, to jak wiadomo, stworzenia przekupne, ale to działa na krótką metę. O
          gofrze dziecko zapomni na drugi dzień, o tym, kto je kochał, będzie pamiętało
          do końca życia
    • tricolour Byłoby fajnie... 20.08.05, 10:40
      ... nie traktować gofrów jako przekupstwa, a rozmów z mamą jako daru niebios.

      Tato oferuje jedno, a mama drugie. Tacie łatwiej kupić prezent na powitanie niż
      rozpoczynać rozmowę z dzieckiem od drzwi. Zresztą dzieci potrzebują i rozmów, i
      prezentów.
      Z zachowań dzieci (wyjazd z ojcem i tęsknota za mamą) widać jak bardzo
      potrzebują obojga.

      A zastanawianie się czy za lat kilka będą pamietać mamine kochanie bardziej niż
      ojcowe gofry?
      I co z tego?
      • anja_pl tri 20.08.05, 12:47
        że tak powiem nie rozumiem Twojej wypowiedzi...
        w czym problem?
        słowa niby tak, ale sensu zwłaszcza w końcówce jakoś nie, może to słońce mi sie
        mózg rzuciło

        przecież żadna z nas nie licytuje, tylko mówi o swoich uczuciach,
        przecież żadna z nas nie neguje obecności taty w życiu dzieci,
        nie czaję...
        • scriptus Re: tri 20.08.05, 22:16
          Ale ja rozumiem, o co chodzi Tri...
          To smutne zjawisko, ale chyba prawdziwe, w kiepskim, albo nieistniejącym
          małżeństwie, gdzie jednak oboje rodzice chcą pozostać rodzicami, tworzy się
          swoista rywalizacja o dzieci. Oboje kochają, ale "bogatszy" rodzic stara się,
          może nawet nieświadomie "przekupić" dzieci prezentami, możliwością naciągania
          na zakupach.... a ten, co jest z dzieckiem na codzień, ma po prostu lepszy
          kontakt. To nawet nie jest sprawa miłości do dzieci, kochają oboje, ale czasu,
          ten, kto ma więcej czasu dla dziecka, ma lepszy kontakt, ten, kto ma więcej
          pieniędzy do dyspozycji, może dawać prezenty, kupować lepsze, droższe rzeczy,
          niż kupiłby drugi rodzic.... W normalnym małżeństwie, gdzie środki są wspólne,
          wspólne wydatki, nie ma tego zjawiska...

          Buuu , Scriptus, w jakim ty świecie żyjesz sad
          • marta.sama Re: tri 20.08.05, 23:23
            a nie macie wrażenia, że chodzi o ten właśnie codzienny kontakt, który mógłby
            być, ale go nie ma bo cośtam - i zastępowany jest prezentami?
            Właśnie TO dzieci (kiedyś dorosłe) ocenią.
            Tatuś wybrał się na wakacje z dziećmi po kilku miesiącach nie oglądania ich.
            Super. Tatuś kupił prezenty. Super. Ale te dzieci dorosną szybciej niż nam się
            wydaje - i jako dorośli ocenią co było im bardziej potrzebne i dało "coś" na
            dalsze dorosłe życie (już na swój rachunek).
            • tricolour A dlaczego chcesz... 21.08.05, 21:26
              ... coś udowodnić kosztem dzieci?

              Kiedy dzieci dorosną, to zobaczą kto im dał więcej (w domyśle - Ty), a ojciec
              tylko byle prezenty kupował...
              Jeżeli zależy Ci na dzieciach, to nie wychowywuj skrzywionych ludzi, by coś
              udowadniac, tylko porozmaiwj z eksem i powiedz mu to, co nam.

              Słowo "super" nie brzmi radośnie.
        • tricolour Aniu! 21.08.05, 21:22
          Chodzi mi właśnie o ta rywalizację, o której pisze Scritus.

          Chodzi mi o to, że w Waszych wypowiedziach CZUĆ tą rywalizację i zazdrość, że
          tatus ma więcej pieniędzy (jeżeli ma - rzecz jasna).
          • anja_pl Tri 21.08.05, 21:54
            mi nie chodzi o rywalizację, nie po to mówię dzieciom, że Tatuś je kocha,
            i nie jest to zazdrość,że Tatuś ma więcej pieniędzy, bo nie wiem czy ma ...

            chodzi o to że czuję, jakby prezentami chciał ukraść mi dzieci, zreszta moją
            córcia powiedziała kiedyś, że: "Tatuś daje im prezenty jakby chciał nas kupić"
            i zrobiło mi się przykro,
            bo wolałabym, żeby był z Nimi częściej, a nie tylko kiedy jego sz... nie ma dla
            Niego czasu, albo się pokłócą,
            żeby z NImi rozmawiał, a nie tylko przez telefom dwa słowa: "co słychać?"
            boli mnie, że one przegrywają z nią,
            jak z nią nie jest, to wtedy ma czas dla dzieci i zabiera je nawet wtedy, kiedy
            nie jest Jego kolej, i zgadzam się na to, bo wiem ,ze dzieciaki Go potrzebują,
            ale razem z Nimi odchodzi moje szczęście, wraca, jak One wracają do domu,

          • gotyma Re: Aniu! 22.08.05, 09:55
            oj tri,
            zazwyczaj ma!
            a w moim przypadku: tatus nie zaplacil ani grosza alimentow! nie mysli o tym ze
            buty sie zdarly, ze ze spodni dziecko wyroslo, ze trzeba nowych majtasow, bo to
            tez sie zuzywa... itd. a mama 1/4 pensji na kredyt, 1/4 na oplaty, a reszta na
            dzieci. czasem cos dla siebie wyrwie i wtedy swieto! kiedys tu pisalam, ze
            tatus finansowo ustawiony i martwic sie o przyszlosc sie nie musze. ale zycie
            naprostowalo, ze martwic sie nie musze ale pod warunkiem, ze bede grzeczna i
            posluszna, caly czas pod kontrola. a ze na ten uklad nie poszlam: "to wypchaj
            sie stara, zobacz jakie jest zycie, beze mnie zginiesz".
            dlatego czuje zazdrosc, znow wrocily negatywne odczucia, ktorych myslalam, ze
            dawno sie wyzbylam.
    • kasiar74 Re: no i zabral... 20.08.05, 22:52
      a wiesz że zawsze z największym rorzewnieniem wspomina się te wczasy pod
      namiotem i bułką ze smalcemwink a wymuskane wczasy to tez atrakcja ale to nie to
      samo
      • anja_pl Re: no i zabral... 21.08.05, 12:38
        zgadzam sie z Tobą, wczasy pod namiotem, albo w drewnianych chatach, to było
        coś,
        a ośrodek wczasowy , jeszcze jeden, niczym nie różniący sie od innych sad
        w ośrodkach posiłki wg zegara, a "pod gruszą" wtedy, gdy było sie głodnym,

        ech, to były (w)czasy...
      • scriptus Re: no i zabral... 22.08.05, 10:30
        Ja do dzisiaj "organizuję" sobie czasami wyjazdy pod namiot, dzikie, tyle że
        nie miałem dotąd towarzystwa do takich "wczasów", teraz okazało się, że mam
        towarzysza - syna, który jasno stwierdził, że woli tak, niż wczasy z mamusią...
        Jedyna różnica w stosunku do dawnych czasów, to samochód. Podróżowanie
        pociągami pochłania zbyt wiele czasu... i wcale nie jest konkurencyjne, jeśli
        chodzi o koszty. Wiem, że z Warszawy do głównych miast nigdy nie dojedzie się w
        krótszym czasie samochodem, niz pociągiem, ale efektywnie do celu dociera się
        szybciej samochodem, którego nie obowiązują rozkłady jazdy i dociera dokładnie
        tam, gdzie trzeba.
    • e07 Re: no i zabral... 22.08.05, 10:22
      A moi wrócili w sobotę po południu! Dzieci stęsknione, a my mniej warczący na
      siebie (jeszcze mieszkamy razem). Prezenty oczywiście były, ale tego jakoś nie
      zazdroszczę, szczerze mówiąc cieszę się, tata kupił, to co chciały, a wiem, że
      ja bym im nie kupiła.
      Ale i tak przebiłam go na głowę (a jednak rywalizacja). Jak uparł sie na ten
      rozwód, to ja postanowiłam kupić dzieciom psa - ja zawsze chciałam, dzieci
      marzą od dawna, mąż się nie zgadzał. Jak złożył pozew i właściwie za chwilę się
      wyprowadzi, to powiedział dzieciom,że się zgadza na psa!!!!. Dzieci się
      nadziękowały kochanemu tatusiowi ( jeszcze nie wiedzą)!!!!
      Tyle, że ja tego psa faktycznie kupiłam, jak oni byli na wakacjach. No i to był
      świetny pomysł. Przechodzimy wszyscy coś w rodzaju dogoterapii. Takie różowe
      okulary dla każdego.
      • scriptus Re: no i zabral... 22.08.05, 10:33
        E07, podoba mi się ten pomysł z psem, chyba też kupię wink
        • e07 Re: no i zabral... 22.08.05, 13:04
          Polecam, ale pod warunkiem, że lubicie zwierzęta, bo to w sumie kłopot i to na
          dłuższy czas. Proponuję wziąć szczeniaka - najsłodsze są i najłatwiej je
          wyszkolić.
    • julka1800 Re: no i zabral... 22.08.05, 11:37
      Gotymo,
      biorąc pod uwage ze moj Ex malzonek nie bierze dzieci na weekendy ani na
      wakacje /cytat "bo nie, po prostu, nie muszę Ci sie tłumaczyć"/, nie płaci
      regularnie alimentów, racze sporadycznie, jak wrzasnę "Alimenty" - /tu moja
      subtelna natura znika/, czego zwykle nie robię
      to de facto jesteście w niezłj sytuacji wink

      a to ze zabrał dzieci na Kretę - ciesz sie, z Toba nie podają, bo nie stać Was,
      poza tym po co Tobie Kreta? wszak morze jest tak samo mokre nad naszym polskim
      Bałtykiem /za lekka ironię przepraszam/

      pozdrawiam gorąco
      smile))
      • gotyma Re: no i zabral... 22.08.05, 11:52
        wiem, wiem, julka...
        ale musze wystekac swoje i sie troszke najeczec, a potem mi przejdzie big_grin

        pozdrawiam wszystkich namiotowcow!!!

        wlasnie spedzilam weekend tylko z siostra i psami pod namiotem gdzies pod
        plockiem i bylo suuuuuper, nic i nikt od nas nie chcial! jak dawno tak nie
        mialam! ona tez big_grin
        • akacjax Re: no i zabral... 22.08.05, 11:57
          A ja myślę, że pojawiła się obawa, że dzieci wrócą i któregoś dnia będą się
          zwyczajnie domagały czegoś tam extra. Nie dostaną tego, więc wyrzucą złość
          prostymi słowami-a tata by nam kupił/ dał/ pozwolił... A takie zdanie może
          zaboleć. Dzieci mają inny punkt widzenia na życie. I nie przetłumaczysz im, że
          na chlebek trzeba.
          Na takie sytuacje musimy się uodpornić-ja chyba nie, bo oprócz alimentów dzieci
          od ojca nie dostają nic. I to ja kupuję drogie buty-bo wytrzymuja dłużej(tak
          sobie tłumaczęsmile, chociaż co do ubrań to się sprawdza, a co do butów niezbytsad
          To ja mówię o kupnie nowego kompa, a sobie planuję tylko tydzień w Rzymie
          (doczekam się i polecę tam!)zamiast miesiąca....
          I tak ciągle słyszę-ty nigdy nie masz pieniędzy, a dzieci niby duże i rozumieją
          co to opłaty itd. A co ciekawe, chyba dawniej podobny poziom życia prowadzili.
          Dla nich zmiana finansowa niewielka, raczej kwestia emocji.
        • julka1800 Re: no i zabral... 22.08.05, 12:00
          a stękaj kobieto do woli, od tego tu jestesmy by wsyłuchac wink))
          ja tez przeciez tak robie czasami, najczesciej w myslach, lub w poduszkę lub
          komus tam...

          Nie tak dawno znajomy poradził mi /znajomy-rozwodnik ze stazem 6 lat, córka 16
          letnia/, gdy pożaliłam sie:
          "Wiesz co, ty najlepiej zrobisz jak nic od niego /czytaj EX/ nie biedziesz
          chciała, i tak sobie ułozysz zycie codzienne by dac radę samej, bez jego łaski -
          bierze dzieci lub nie, kiedys one mu sie odwdzieczą, ALE alimenty - jak nie
          płaci - wniosek do Sadu o alimenty od dziadków, tego mu nie popuszczaj"

          Bez komentarza.
          • phokara Re: no i zabral... 22.08.05, 12:04
            A ja sie w weekend (wyjazdowy) zlapalam na tym, ze wlasciwie bez Exia jest mi teraz duzo
            lepiej. Powaga. Nikt mi nie jeczy, nie marudzi, nie wk...a mnie bez sensu (a on owe dary
            posiadal w nadmiarze).
            Swietnie sie bawilam, odpoczelam, robilam to, na co mialam ochote i juz. Pozytywnie sie
            zrenderowalam bez tego glupka.
          • akacjax racja! 22.08.05, 12:05
            Może rodzina nim potrzepie....bo niepłacenie alimentów to wyrzekanie się
            własnych dzieci, to szczyt draństwa. U mnie póki prawie-ex pracuje w konkretnej
            firmie jest nadzieja, że gdyby(odpukać) to się ściągnie, ale na innych polach
            działalności....tylko "bezrobotnego naprawdę" łatwiej wsadzić do więżienia za
            to niż tego, który ukrywa swoje dochody.
            • scrivo Re: racja! 22.08.05, 15:15

              od dawna zastanawiam sie, czy zazdrościć wam, dziewczyny z niepełnoletnim potomstwem,alimentów zasądzonych na dzieciaki.
              mój ex-cwaniak jak tylko wyczuł, ze kroi sie pozew i definitywne bye-bye,odszedł z firmy i poszedł...gdzie? na bezrobocie właśnie. wyczekał spokojnie do ostatniej rozprawy, która odbyła się tuż po ukończeniu przez syna 18 lat i teraz juz tylko "dorosły" potomek może ojca pozywać sobie, mnie nic do tego. nie wspomne ze na córkę-studentkę nie dawał grosza od lat. nie tylko grosza ale i dobrego słowa.
              i tak sobie zostałam, zosia-samosia, z dwójką uczących się "dorosłych".
              cholernie ciężko z belferską pensją, długami jeszcze wspólnymi, perspektywa wziecia kredytu by eksiowi spłacić udział w mieszkaniu.
              ale nic mi nie wynagrodziłoby poczucia niezależności.
              wiem, że do emerytury będę tylko w długach, ze nie raz zaklnę cicho lub głośno gdy przyjedzie zapłacic kolejną ratę i nie wystarczy na wakacje albo lekarza, ale...
              taka byc może bywa cena za spokój, wolność.
              • akacjax Re: racja! 22.08.05, 18:13
                Ja wiem, że dzieci honorowe i alimenty nie wystąpią...a to błąd. Mój jeden już
                dorosły i ja mówię do niego wprost, być może trzeba o podwyższenie wystąpić,
                ale to już ty sam...myślę, że można posłużyć się adwokatem(by nie spotkać się
                ew. w sądzie), nie wiem jak z innym pełnomocnictwem np. na matkę.
                Wolność ponad wszystko, ale czy to słuszne podejście dorosłych dzieci-zajechać
                finansowo matkę?
                Miałam kiedyś rozmowę z dorosłą dziewczyną, która nie chciała nigdy od ojca
                alimentów (bo ona nic od niego nie chciała), a ja sie pytam jej, czy to była
                miłość do matki? Dopiero gdy usamodzielniła się zrozumiała przez co przeszła
                matka, gdy ona studiowała..

                A ciekawa jestem, co powie gdy kiedyś ojciec wystąpi do niej o alimenty na
                siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka