Dodaj do ulubionych

Wpływ życia rodziców na dzieci

25.08.05, 15:10
Na skutek dyskusji w innym wątku o podejściu do rodziców, którzy byli złymi
rodzicami i powielaniu być może nieświadomie ich błędów, chciałam sie
podzielić z Wami swoimi spostrzeżeniami...
Mam kumelę, ponad 30letnia kobieta. Jej ojciec to były alkoholik (częste
wizyty policji, spanie po piwnicach, bicie, awantury itd.-jak jeszcze była
dzieckiem). Matka nigdy nie zdecydowała się na rozwód i odejście, bo nie miał
jej kto pomóc, bo sie bała, bo była zależna...
Jakie są efekty?
Ojciec teraz ze względów zdrowotnych już nie pije, matka znerwicowana, po
zawale, syn nie skończył żadnej szkoły, nie pracuje, pije, a koleżanka jako
jedna z rodziny pracowała ze wszystkich sił, by skończyć szkołę, poszła na
studia (ile ta dziewczyna z siebie dawała, jak bardzo sie starała!)Ukończyła
wymarzone studia, ma fajną pracę, ale jest sama, z wyboru, ze strachu, ma
silną nerwicę, bardzo niskie poczucie własnej wartości i panicznie boi się
mężczyzn-nigdy żadnego związku, bo jak mówi "wolę być sama niż, by mnie ktos
bił albo miał pić itd".
Tak się zastanawiam, czy gdyby jej matka zdecydowała się wcześniej na rozwód
(ojciec nie chciał podjąć leczenia) nie wyszłoby to tej rodzine na lepsze...:-
(
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:24
      Wszem i wobec głoszę, że gdy się źle dzieje w związku, a już nie wspomnę gdy to
      dotyczy alkoholu, przemocy itd. to lepiej jest dla dzieci odejść gdy są
      młodsze, niż narazić je na traumę.

      Byc może wtedy dzieci alkoholików unikną syndromu DDA, choć nie będą mieli tak
      komfortowego życia jak w normalnej rodzinie, bo będą DDRR(dorosłe dzieci
      rodziców rozwiedzionych). Był o tym dobry artykuł w Charakterach.
      • hela74 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:29
        ale zobacz, takie samo zachowanie rodziców w stosunku do obojga dzieci
        (patologia), a tak różne podejście dzieci do życia, choć oboje (syn i córka)
        zostali trwale okaleczeni ...sad
        • akacjax Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:38
          To oczywiście zależy od wielu czynników: Strarszeństwa i wieku w ogóle,
          relacji pierwotnych z ojcem, charakteru, byc może nawet płci itp.
          Mam dwóch synów, starszy-otwarty, w dzieciństwie oczko w głowie ojca-
          pierworodny.
          Młodszy był raczej dla niego wesołkiem, maminsynkiem (do 12 roku życia ciągle
          blisko mnie), a to, że ojciec nie miał dla nich czasu najbardziej odbiło się na
          młodszym. Słabo się uczy, choć zdecydowanie zdolniejszy od starszego, zamknięty
          (to po ojcu wybitnie), a starszy, choć ojciec tak go teraz niszczy-zupełnie
          inna osobowość.

          Żałuję, że gdy było źle wiele lat temu nie nie zdobyłam się na rozwód, tylko
          tkwiliśmy w tych pozorach rodziny. Uwielbiałam wakacje bo nie miałam tylu spraw
          na głowie i urlop, bo m. miał czas dla rodziny.
      • kocur.czarny Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:30
        Mysle, ze mozne byc jeszcze DDRN - dorosle dzieci rodzicow nieszczesliwych.
        • akacjax Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:31
          Jest jeszcze DDRD-dor. dz. rodzin dysfunkcyjnych
          • hela74 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:35
            Słuchajcie, to mamy DDA, DDRR, DDRN, DDRD. Czy będą jeszcze jakieś „normalne”
            osoby w pokoleniu naszych dzieci?...
            • scriptus Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:39
              hela74 napisała:

              > Słuchajcie, to mamy DDA, DDRR, DDRN, DDRD. Czy będą jeszcze jakieś „norma
              > lne”
              > osoby w pokoleniu naszych dzieci?...


              DDRK, Dorosle Dzieci Rodzicow Kochajacych sad
              • hela74 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:42
                ile procent ich będzie, scriptus? Bo ja to kiepsko widzę..sad
                • scriptus Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:44
                  hela74 napisała:

                  > ile procent ich będzie, scriptus? Bo ja to kiepsko widzę..sad

                  Nie mam pojecia, moze sie zmiesci w kategoriach bledu statystycznego sad
                • mindsailor Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:44
                  bo jesteśmy na takim forum, gdzie w większości są albo DDRN albo DDRRsad(( mówię
                  o waszym dzieciach. tak jak na forum o poronieniu - czasem wydaje się, że
                  donosić ciążę to cud!
            • nangaparbat3 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:41
              hela74 napisała:

              > Słuchajcie, to mamy DDA, DDRR, DDRN, DDRD. Czy będą jeszcze jakieś „norma
              > lne”
              > osoby w pokoleniu naszych dzieci?...

              A wielu znasz "normalnych" dorosłych w naszym pokoleniu?
              W mojej bramie mieszka dziesięć rodzin, z tego co najmniej 6 to ludzie z
              wyzszym wykształceniem, nawet tytułami naukowymi. Na te 10 rodzin mamy 3
              alkoholików i 6 rodzin rozbitych. Tylko jedna para z problemem alkoholowym sie
              rozwiodła. Zresztą - sami porządni ludzie.

              • scriptus Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:47
                Czyli - rozpad rodziny juz zafunkcjonowal w naszym pokoleniu?? Ja mialem
                normalna rodzine, niepatologiczna, moja zona tez ... a my normalni juz nie
                jestesmy... koniec swiata sie zbliza sad
                • akacjax Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:52
                  Gdyby w Waszych rodzinach nie było tak normalnie, nie tkwilibyście tak z uporem
                  w tym związku. A może w Waszej przeszłości pozory tylko były, a nie szczęśliwa
                  rodzina?
                  Przepraszam, gdy to zbyt ostre.
                  • scriptus Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 16:02
                    akacjax napisała:

                    > Gdyby w Waszych rodzinach nie było tak normalnie, nie tkwilibyście tak z
                    uporem
                    >
                    > w tym związku. A może w Waszej przeszłości pozory tylko były, a nie
                    szczęśliwa
                    > rodzina?
                    > Przepraszam, gdy to zbyt ostre.

                    Moze...
                    Ale to przeczy tezie, ze wychowanie w nrmalnej rodzinie sprzyja wychowaniu
                    normalnych ludzi, a tak chyba nie jest ... sad

                    Nie przepraszaj, dyskutujemy, co do szczescia w mojej rodzinie, z radoscia
                    odwiedzam moich staruszkow, chyba im dobrze ze soba... co do rodziny mojej
                    zony, trudno mi sie wypowiadac...
                    • akacjax Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 16:16
                      Moi na zewnątrz byli normalni, ale trauma matki z jej młodości, niedawno
                      wyznała mi, że jej ojciec, a mój ukochany dziadek miał przez pewien czas
                      romans, który się rozwiał z czasem, spowodowała odległe skutki. Ale i tak ich
                      relacje kiedyś były fajniejsze niż teraz.
                      • hela74 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 16:22
                        w mojej rodzinie wszystko było pod dyktando taty (dominująca osoba), mama
                        bardzo uległa i bojaźliwa (aż do przesady), rodzice mojego męża w wieloletniej
                        sepracji (teściu z kochanką, tesciowa nie godzi sie na rozwód)
                • nangaparbat3 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 26.08.05, 15:24
                  scriptus napisał:

                  > Czyli - rozpad rodziny juz zafunkcjonowal w naszym pokoleniu?? Ja mialem
                  > normalna rodzine, niepatologiczna, moja zona tez ... a my normalni juz nie
                  > jestesmy... koniec swiata sie zbliza sad


                  Ha!
                  Ja ma rodzine patologiczną, tatę furiata urządzajacego awantury i pijacego (ale
                  zacząl po 40., jak ja juz wyjechalam na studia)i mame, ktora to wszystko znosi,
                  i go kocha (on zreszta ją też, i to bardzo), ale znosi, pewnie dlatego ze
                  dziadka zabili w czasie wojny i babcia wciaż jeczała, jak to samotnej kobiecie
                  źle (a zaradna byla jak 10 facetow). U mnie zawsze byly klotnie i zawsze
                  wiedziałam, ze to jakaś patologia.
                  U Exa tez byy awantury (podobny tatuś), ale jeszcze mamusia NIE OKAZUJACA
                  WPROST ZADNYCH UCZUĆ, za to wbijajaca noż w plecy. Na przykład przy kazdej
                  okazji składała byłemu mojemu takie zyczenia: żeby zona była z ciebie
                  zadowolona. Ale on nie uważa, zeby w jego rodzinie było cos nie tak,
                  przeciwnie, sądzi ze jego rodzice to świetne małżeństwo, a matka - ideał
                  kobiety.
                  Moze ci Wasi rodzice tez nie byli tacy doskonali, tylko nie pamietacie, a na
                  starość, teraz, przestali już z soba walczyc i lączy ich taka zażyłość, którą
                  widać w wielu starych malżeństwach, i którą ja bardzo cenię?
        • mindsailor Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:35
          a czym się takie dzieci charakteryzują?
          • scriptus Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:40
            Dobre pytanie, czym sie takie dzieci charakteryzuja? - DDRN sad
            • mindsailor Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:42
              pytam, bo ja w takim razie zaliczam sie do DDRN. może się czegoś dowiem?
              • akacjax DDRN 25.08.05, 15:50
                wymyślił kocur-niech się tłumaczysmile
                • scriptus Re: DDRN 25.08.05, 15:55
                  wink))))) no, dawaj, Kocurze
                  • mindsailor Re: DDRN 25.08.05, 15:57
                    zwiałcrying(
          • akacjax Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:43
            Konkretnie które?
            DDRR:
            polecam: kiosk.onet.pl/charaktery/1228664,1250,artykul.html
            Cechy DDA:
            zgadują co jest normalne
            mają trudności z przeprowadzeniem swoich zamiarów od początku do końca
            kłamią, gdy równie dobrze mogłyby powiedzieć prawdę
            osądzają siebie bezlitośnie
            mają kłopoty z przeżywaniem radości i z zabawą
            traktują siebie bardzo poważnie
            mają trudności z nawiązywaniem bliskich kontaktów
            przesadnie reagują na zmiany, na które nie mają wpływu
            bezustannie poszukują potwierdzenia i uznania
            myślą, że różnią się od wszystkich innych
            są albo nadmiernie odpowiedzialne albo całkowicie nieodpowiedzialne
            są niezwykle lojalne, nawet w obliczu dowodów, że druga strona na to nie
            zasługuje
            ulegają impulsom
            czują się winne stając w obronie własnych potrzeb i często ustępują innym
            czują strach przed ludźmi, a zwłaszcza przed wszelkiego rodzaju władzą i
            zwierzchnikami
            czują strach przed cudzym gniewem i awanturami
            lubią zachowywać się jak ofiary
            bardzo boją się porzucenia i utraty
            obawiają się ukazywania swoich uczuć
            łatwo popadają w uzależnienia albo znajdują uzależnionych partnerów
            są impulsywne. Mają tendencję do zamykania się w raz obranym kierunku
            działania bez poważnego rozpatrzenia innych możliwości postępowania i
            prawdopodobnych konsekwencji podjętych działań. Ta impulsywność prowadzi DDA
            do zamieszania, nienawiści do samych siebie i utraty kontroli nad otoczeniem;
            w dodatku potem zużywają przesadną ilość energii na oczyszczenie sytuacji.


            • hela74 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:50
              wydaje mi się, że z tego artykułu o dzieciach rodziców rozwiedzionych można
              wysnuć wniosek, że z punktu widzenia wychowania dziecka, lepiej by rodzic,
              który ma nad dzieckiem opiekę zwiazał się po raz drugi, by stworzyć rodzinę i w
              ten sposób spróbował przekazać dziecku wzorce zachowań w rodzinie, oczywiście
              pozytywne wzorce.
              • scriptus Zalaczam artykul, bo pewnie zrodlo zniknie za mome 25.08.05, 15:52
                I chcą, i boją się


                Każdego roku w Polsce sądy orzekają ponad czterdzieści tysięcy rozwodów. W
                rozbitych rodzinach wychowuje się ponad dwa miliony dzieci.


                Kuba Jabłoński



                Jakie skutki pozostawia rozwód rodziców w psychice dziecka i jak wpływa na jego
                dorosłe życie? Co łączy dorosłe osoby wywodzące się z rozbitych rodzin?

                W marcu rozpoczęliśmy cykl poświęcony Dorosłym Dzieciom Rozwiedzionych Rodziców
                (DDRR). Pisaliśmy wtedy, w jaki sposób skłóceni małżonkowie wykorzystują
                dziecko w rozgrywkach między sobą. W kwietniu przybliżaliśmy emocje DDRR. W tym
                numerze piszemy o tym, jak rozwód rodziców wpływa na relacje Dorosłych Dzieci
                Rozwiedzionych Rodziców z partnerami. W czerwcu podpowiemy, jak DDRR mogą sobie
                pomóc.

                Czekamy na Wasze listy. Najciekawsze opublikujemy.

                Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców doświadczają wielu problemów w bliskich
                relacjach z płcią przeciwną. Z trudem nawiązują nowe znajomości, nie potrafią
                uwodzić i flirtować. Do każdej randki podchodzą niezwykle poważnie i w efekcie
                przeżywają duże napięcie i niepewność. Po dwóch, trzech spotkaniach traktują
                nowo poznaną osobę tak, jakby to już była niemal żona, prawie mąż. Wybiegają 10
                lat w przód i wyobrażają sobie, jak będzie wyglądało ich małżeństwo z tą osobą,
                w otoczeniu gromady dzieci. Rodzi to w nich poczucie nieodwracalności, ogromnej
                odpowiedzialności i zobowiązania. W efekcie zakochanie się i wszystko, co mu
                towarzyszy, ciąży i przytłacza. „Chodzenie z kimś to poważna sprawa” – myślą
                DDRR i zamiast spontanicznie cieszyć się nową znajomością, dźwigają ciężar
                powinności i lęku.

                Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców pragną być ważne dla kogoś, ale zarazem
                odczuwają ogromny lęk przed odrzuceniem. W relacji z partnerem czują się
                zagubione i niepewne. „Zakocham się, a on mnie zostawi” – ta myśl nie daje im
                spokoju. Próbują zabezpieczyć się przed taką ewentualnością, chcą od razu
                wszystko wiedzieć o ukochanym czy ukochanej. Wierzą, że w ten sposób uchronią
                się przed cierpieniem i odrzuceniem. Zadają sobie i partnerowi mnóstwo pytań,
                rozpamiętują i analizują do bólu każdą reakcję drugiej osoby. Aby kogoś poznać,
                trzeba czasu i przełamania obaw. DDRR są jednak niecierpliwi, nie potrafią
                poczekać, nie są w stanie pozbyć się lęku. Zamiast próbować poznać ukochaną
                osobę, często ulegają iluzji na jej temat, widzą ją taką, jaką pragną ją
                widzieć – i w efekcie bywają rozczarowani.

                DDRR miewają kłopoty z podjęciem decyzji o małżeństwie. Odwlekają datę ślubu
                często „do granic wytrzymałości”. Znajdują ku temu wiele powodów, mniej bądź
                bardziej uzasadnionych. Najczęściej jednak kryje się pod nimi silny lęk przed
                powtórzeniem tego, co zrobili rodzice. Noszą bowiem w sobie przekonanie-obawę,
                że „zrobią coś takiego”, co doprowadzi do rozpadu małżeństwa i spowodowanego
                nim cierpienia dzieci. A oni tego bardzo nie chcą.

                Kiedy już DDRR kogoś poślubią, dosyć szybko zaczynają się czuć zagubieni w roli
                małżonka i rodzica. Brak im wzorców tych ról, wyniesionych z domu. W różnych
                momentach życia rodzinnego zadają sobie pytanie: „A jak w tej sytuacji
                zachowałby się mój ojciec, jak zachowałaby się matka?”, i często nie znajdują
                jednoznacznej odpowiedzi. Ich przekazy i wzorce rodzinne są ukryte, niejasne,
                wyparte ze świadomości lub nie nadają się do powielenia. DDRR łatwiej
                powiedzieć, jakim mężem czy rodzicem nie chcą być. Na bieżąco próbują tworzyć
                własny model bycia mężem/żoną, mężczyzną/kobietą, ojcem/matką. Czują się
                odcięci od swoich korzeni. Opierają się na wzorcach podpatrzonych u innych
                ludzi, czerpanych z książek lub filmów. Próbują naśladować te nierzeczywiste
                wzorce z poczuciem, że nie są to ich własne sposoby reagowania. Stąd poczucie
                zagubienia.
                • scriptus cd 25.08.05, 15:53
                  ...ciąg dalszy

                  Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców silnie przeżywają każdy konflikt w
                  małżeństwie. Kłótnie są dla nich „synonimem” rozstania, porzucenia, końca
                  świata. DDRR uważają, że to właśnie z powodu kłótni rozeszli się rodzice.
                  Dzieciństwo pamiętają jako pasmo konfliktów. Z doświadczenia wiedzą, że nie da
                  się ich rozwiązać. Nie znają kłótni, która kończy się zgodą, rozładowaniem
                  napięcia i rozwiązaniem problemu, kompromisem i zbliżeniem. Słyszeli, że tak
                  może być, ale nie wierzą w to, bo w ich domach było całkiem inaczej. W sytuacji
                  kłótni DDRR albo wycofują się, ulegają, dla świętego spokoju rezygnują ze
                  swoich potrzeb i interesów, albo atakują partnera w obawie, że on zaatakuje,
                  zada im ból, poniży.

                  Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców ostrzejszą wymianę zdań lub krótkie
                  spięcie traktują jako katastrofę, która zniszczy wszystko. Kiedy jest już po
                  wszystkim i nic się nie „zniszczyło”, a partner nie zamierza pakować walizek,
                  tylko proponuje herbatę, DDRR dziwią się ogromnie: „Jak to, po tym, co się
                  stało, chcesz jeszcze ze mną być?”. Nie wierzą, że dla swoich żon czy mężów są
                  znacznie ważniejsi niż jakaś kłótnia czy przykrość.

                  DDRR nie radzą sobie z konfliktami, ponieważ mają problem z przeżywaniem
                  złości. Boją się złości czyjejś i swojej, której jest w nich bardzo dużo.
                  Złoszczą się i często bywają agresywni, gdy sprawy nie idą po ich myśli.
                  Złoszcząc się, mają zarazem poczucie, że nie panują nad sobą. Nauczyli się w
                  swoich rodzinnych domach, że ujawnianie złości w stosunku do innych jest
                  związane z ranieniem, bólem i upokorzeniem. Dlatego są przekonani, że nie
                  istnieją żadne korzyści z jej pojawiania się, że nigdy nie prowadzi ona do
                  rozwiązania konfliktu. Starają się więc unikać złości albo, kiedy się w nich
                  pojawi, bywają okrutni, gotowi zerwać każdą więź.

                  Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców tłumią więc pojawiającą się w nich
                  złość. W efekcie uczucie to gromadzi się w nich, aż w pewnym momencie dochodzi
                  do wybuchu. Wtedy DDRR mają poczucie winy i jeszcze bardziej próbują tłumić
                  swoją złość. Jednak na dłuższą metę nie da się jej stłumić i znów następuje
                  wybuch. Dlatego charakterystyczne dla DDRR jest to, że żyją od jednego wybuchu
                  do kolejnego. To negatywnie wpływa na ich poczucie własnej wartości.

                  Kuba Jabłoński jest psychologiem i psychoterapeutą. Prowadzi terapię nerwic i
                  problemów małżeńskich. Pracuje w Ośrodku Pomocy i Edukacji
                  Psychologicznej „Intra”. Napisał książkę „Rozwód. Jak go przeżyć?”.
                  • kathariss czy aby o rozwod chodzi?? 25.08.05, 16:55
                    moi rodzice sie nie rozwiedli.
                    zyli i zyja ze sobą.
                    jak pies z kotem.
                    ciagle kłotnie, wytykanie sobie wad, pretensje i nienawisc przepojona wzajemnymi
                    zalami, ale sie NIE ROZWIEDLI.
                    nie bylo zadnej patologi.
                    ot, dwoje ludzi ktorzy sie od poczatku nie dogadywali ale byli malzenstwem i
                    plodzili dzieciaki ktore nalezalo "wychowac"

                    wiec dlaczego mam wszystkie te symptomy??

                    dlaczego z pięciorga rodzieństwa (wszyscy juz 30-pare 40-pare letni) jedno -TAK
                    JEDNO - z odwazylo sie zalozyc rodzine? siostra ktora wyszla za maz za 20lat
                    starszego pana.
                    reszta nie umie sobie poradzic w zadnych emocjonalnych relacjach z plcia
                    przeciwna? a kazdy dluzszy zwiazek konczy sie porazka?

                    gdyby sie rodzice rozwiedli- skladalabym to wszystko na rozwod. ale w ty,m
                    przypadku na co mam złożyc? na brak rozwodu?

                    formalnosci niewiele maja do rzeczy gdy w chorych emocjonalnie relacjach
                    wychowuje sie dzieci.
                    • akacjax Re: czy aby o rozwod chodzi?? 25.08.05, 17:06
                      Może tak jak u mnie-w sumie żyli jakby się mieli rozwieść, a jednak wychowanie,
                      tradycja, czasy...spowodowały, że się nie rozwiedli.
                      Ja- wiadomo jaki etap, siostra niby jeszcze wszystko ok , brat jak kiedyś
                      wspomniałam stary(34) kawaler.
    • kvinna1 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:54
      Hela,

      Największemu wrogowi nie zyczylabym tego co mnie spotkało w dziecinstwie,
      ojciec alkoholik ze sklonnosciami do przemocy. A jednak udało mi sie "wyjsc na
      ludzi". Chyba nie przesadze, jak powiem, ze stworzylismy z mezem przez te 15
      lat naprawde dobry dom dla nas i dzieci - choc brzmi to jak ironia w
      dzisiejszych okolicznościach. Mysle ze nie tylko okoliczności nasz kształtują,
      choc pewnie maja bardzo duzy wpływ. Ja musiałam byc odpowiedzialna i chciałam
      byc inna niz ojciec i chyba mi sie udało. Mysle, ze zle doświadczenia z
      dziecinstwa tylko uświadomily mi jakie pieklo mozna sobie i dieciom zgotowac.
      Pewnie niestety pozostało mi zbyt duze poczucie odpowiedzialnosći, brak
      spontaniczności i jak to ujął pan terapeuta, mój wewnętrzny (samo)krytyk ma
      mnie we wladaniu. Zle sie czuje w towarystwie ludzi "wylewnych", nie mam wielu
      kolegów i koleżanek, więc trdno mi zawierac nowe znajomości. To chyba tyle co
      mi pozostało, ale wcakle nie jestem pewna, czy gdyby rodzice sie rozstali
      wczeniej bylabym inna, choc matka zdecydowanie za długo cierpiała w tym
      związku.
      • hela74 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 15:59
        w dużej mierze pokrywa się to z tym, jaka jest moja koleżanka: odpowiedzialna,
        zero spontaniczności, duże trudności w zawieraniu znajomości i okazywaniu
        uczuć sad
        • kocur.czarny Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 16:31
          Sa tez dokladnie tacy pochodzacy z nierozbitych malzenstw. Wiec im przylepimy
          metke DDRN? Nie ma sensu. Mindsailor ma ladne haselko pasujace do sytuacji.
          • kocur.czarny Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 16:36
            Chodzi mi o to ze dokladnie takie same objawy moga wynikac z wielu innych
            przyczyn, niekoniecznie DDRN, DDA, DDR.
            • hela74 Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 16:41
              też tak sądzę
              • kocur.czarny Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 16:46
                To o hasle Mindsailor?
            • akacjax Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 16:48
              A znasz rodzinę, w której są zdrowe relacje, by ich dzieciom plątało się życie,
              o ile związali się z osobą z rodziny również "zdrowej".
              To może wpływ środowiska albo szatana.

              Nie zostawiacie nadziei, że może być normalnie.

              A drugie związki, często są lepsze niż pierwsze.
              • kocur.czarny Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 17:00
                Znam takie rodziny. Platanie zycia nalezy do naszej natury, bo niestety
                myslimy, mamy emocje, uczucia. A teraz jest trudniej hamowac niz kiedys, bo
                wszechobecny obraz szczesliwosci generowany przez media nas dopada i jezeli jej
                nie znajdujemy to sie magafrustrujemy i placzemy (zapetlamy aby nie mieszac ze
                lzami).
                Co do drugich zwiazkow to mam nadzieje - tylko kiedy to bedzie?
                • scriptus Re: Wpływ życia rodziców na dzieci 25.08.05, 21:08
                  Przykład - moja rodzina, oboje pochodzimy z normalnych, pełnych, kochających
                  rodzin, a pieprzymy sobie życie równo ;-(
    • akacjax Zostawmy patologię w cięższej postaci 25.08.05, 17:21
      A czy rozwód, gdy dzieci małe(np. on odchodzi do innej) nie ma mniejszego
      wpływu na dzieci niż ten sam przypadek gdy dzieci nastoletnie?
      • scriptus Re: Zostawmy patologię w cięższej postaci 26.08.05, 14:10
        Kazdy rozwod ma wplyw na dzieci

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka