tricolour
27.09.05, 20:04
... to dość popularne zdanie na temat relacji z eksem.
Facet po rozwodzie (lub tylko rozstaniu) zabiera wszystko, choć wszystko nie
jest jego. Wszystko jest wspólne, a po rozstaniu da się podzielić. Facet nie
chce, a kobieta w imię "świętego spokoju" zostawia swoją część.
Niby jest OK, ale tylko pozory bo:
1. Dziecko, które najczęściej zostaje przy matce, nie ma należnej mu części
mieszkania, pieniędzy, opieki itp.
2. Mama musi więcej pracować, bo tatuś kasy nie daje. Ma zatem mniej czasu na
wychowanie dziecka.
3. Tatuś uczy się, że rzeczywiście wszystko jest jego, bo nikt się o swoją
część nie upomina - stąd wniosek prosty, ale niesłuszny, że wszystko jest faceta.
I tak w imię "świętego spokoju" dziecko ma gorzej materialnie i gorszą opiekę,
matka jest zapracowana, zmęczona, ma mało czasu dla siebie i traci na
atrakcyjności - będzie problem ze znalezieniem faceta.
Widać, że w imię "świętego spokoju" wyrządza się głównie ZŁO.