Dodaj do ulubionych

Wolę spokój...

27.09.05, 20:04
... to dość popularne zdanie na temat relacji z eksem.

Facet po rozwodzie (lub tylko rozstaniu) zabiera wszystko, choć wszystko nie
jest jego. Wszystko jest wspólne, a po rozstaniu da się podzielić. Facet nie
chce, a kobieta w imię "świętego spokoju" zostawia swoją część.

Niby jest OK, ale tylko pozory bo:

1. Dziecko, które najczęściej zostaje przy matce, nie ma należnej mu części
mieszkania, pieniędzy, opieki itp.
2. Mama musi więcej pracować, bo tatuś kasy nie daje. Ma zatem mniej czasu na
wychowanie dziecka.
3. Tatuś uczy się, że rzeczywiście wszystko jest jego, bo nikt się o swoją
część nie upomina - stąd wniosek prosty, ale niesłuszny, że wszystko jest faceta.

I tak w imię "świętego spokoju" dziecko ma gorzej materialnie i gorszą opiekę,
matka jest zapracowana, zmęczona, ma mało czasu dla siebie i traci na
atrakcyjności - będzie problem ze znalezieniem faceta.

Widać, że w imię "świętego spokoju" wyrządza się głównie ZŁO.
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: Wolę spokój... 27.09.05, 20:18
      Tri jak zwykle lekko brutalny, ale konkretnysmile masz rację tak właśnie jest
      najczęściejsad
      zastanawiam się dlaczego i wychodzi mi coś takiego:
      układ w ktorym to on jest strona dominująco-decydującą nie daje kobiecie zbyt
      wielkich szans na skorzystanie z jej praw, lata całe przekonywania się, że jest
      się gorszą on niego, głupszą itp. wyrabiaja poczucie niższości i braku pewności
      siebie, myslenie typu: on mnie zniszczy i dzieci tez ucierpią, to już lepiej
      niech będzie jak on chce to może coś sie uda zachować, a w przyszłości.... on
      przeciez kocha dzieci, to nie będzie sie wykręcał od opieki i wydatków... tym
      sposobem pewnego pieknego dnia zgadza się ona na rozwód bez orzekania winy,
      polubowny podział wspólnego!!! do ciężkiej cholery majątku odając jego lwia
      część exowi, który rad wielce z sukcesu na dowidzenia jeszcze coś wysmaży....
      • tricolour No właśnie !!! 27.09.05, 21:15
        Lata całe babka była dołowana, ale się zebrała w sobie i rozwiodła.

        Teraz - wolna już - zamiast korzystać ze swojej wolności i być w końcu PARTNEREM
        w relacjach z eksem - znów dołuje sama siebie, zasłaniając się "świętym spokojem"

        Partnerstwo dotyczy tylko sprawy utrzymania i wychowania dzieci. Kobieta
        rezygnująca z doprowadzenia faceta do pionu szkodzi głównie dzieciom, o czym w
        poście tytułowym.
        No i żale tu wylewa na forum...

        Albo rybka albo pipka, czyli:
        - porada prawna, wygrany proces, odpowiednie alimenty, albo
        - "święty spokój" rozumiany jako: mniej pieniędzy, poczucie niesprawiedliwości,
        zapracowanie, złe nawyki wychowawcze, bezkarność faceta.
        • beata407 Re: No właśnie !!! 27.09.05, 21:46
          Powiem tak, ja to rozumiem. Jeszcze nie eks zabrał samochód, część mebli,
          pralkę, video,część wyposażenia mieszkania, trudno powiedzieć"zabrał" o
          mieszkaniu jego Rodziców wykupionym przez nas, ale skoro nie będziemy z niego
          wspólnie korzystać to można chyba tak powiedzieć, nie płaci zasądzonych
          pieniędzy tzw. kosztów utrzymania rodziny, ja jestem na rencie - mam 400 parę
          złotych, na utrzymaniu nastoletnią córkę i na nią 150 zł. alimentów (50
          bieżących i 100 zaległych), teraz podjęłam pracę za najniższą krajową i jak
          twierdzi moja lekarka nie jest to dla mnie korzystne(to bardzo delikatne
          określenie tego co od niej usłyszałam), ale z całą stanowczością na jaką mnie
          stać stwierdzam, że wolę mieć święty spokój niż się z nim ponownie procesować o
          podział majątku. Mam tylko zamiar oddać sprawę do komornika, ale zbieram się z
          tym od paru miesięcy i jakoś tak schodzi. Ale mój spokój i brak nerwów jest dla
          mnie ważniejszy, mogę zjeść mniej (i tak nie mam apetytu, to pozostałość po
          utracie na pewien okres smaku - wszystko smakowało jak papier), nie kupować
          nowych ciuchów - schudłam mocno i wchodzę w stare, na szczęście niewyrzucone
          ciuchy, czasem dostanę coś od znajomych, mam wielu przyjaciół, którzy mnie
          wspierają w różny sposób i to jest dla mnie ważne, zawsze wolałam być niż mieć,
          teraz mogę to stosować w praktyce wink)). Jeśli czegoś mi brakuje to możliwości
          kupowania książek, ciężko mi przejść obojętnie koło księgarni...I szczerze
          mówiąc, nie liczę nawet na to, że będzie miał wyrzuty sumienia, że tak postąpił.
          Ja sobie poradzę, może okupię to jakimiś kosztami, ale tak jak mówię mój spokój
          i brak stresu jest ważniejszy.
        • berek_76 Re: No właśnie !!! 27.09.05, 21:52
          Tri - niby masz rację. Dlatego ja zacisnęłam zęby i walczę. na przykład o to,
          żeby nie musiec dorabiać po nocach - bo na tym też, kurna, ucierpią dzieci, dla
          których będę nieprzytomna i zła. Albo zawalę doktorat i będe musiała zwracać
          kasę...

          Ale nie masz racji:

          > Albo rybka albo pipka, czyli:
          > - porada prawna, wygrany proces, odpowiednie alimenty, albo
          > - "święty spokój" rozumiany jako: mniej pieniędzy, poczucie
          niesprawiedliwości,
          > zapracowanie, złe nawyki wychowawcze, bezkarność faceta.

          Bo są jeszcze dwie opcje:
          - proces przegrany mimo porady prawnej (nie każdego stac na dobrego prawnika) -
          zszargane zdrowie i nerwy i nadal pustki w kieszeni
          - proces wygrany, ale ozór na brodę oraz brak kontaktu dzieci z ojcem, który
          się obraził

          Ja wiem, że ojca, kóry obraża się na dzieci za to, że musiał im dać, co im się
          należało, to nie jest ojciec tylko $&(&^*&% , ale generalnie kontakt ojca z
          dziećmi jest rzeczą pożądaną. I czasem trudno jest ocenić, która skórka jest
          warta wyprawki, a która nie.

          Natomiast zgadzam się, że na ogół i najczęściej rzeczony spokój, jest tylko
          spokojem możliwości nie zaprzątania sobie głowy tym, jak walczyć.

          Weź Ty jednak, Tri, pod uwagę że masz fałszywy ogląda frakcji ex wink - na tym
          forum wypowiadają się głównie ci, co myślą. jest jednak na świecie frakcja
          sukinsynów - takich, co to rzeczywiście lepiej ich nie tykać narzędziem na
          długim drągu i już lepiej odpuścić, niż wystawić im się na kolejne ciosy.
          Rozwód, wbrew pozorom, niekoniecnzie musi dodać sił i stanowić samą radość i
          źródło energii.

          Chociaż może, taką mam egoistyczną nadzieję tongue_out


          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

          You've got to kick a little
          • tricolour Fakt. 27.09.05, 22:00
            Można przegrać procesy. Można też je wygrać, ale nic nie ugrać - to prawda. Są
            też sukinsyny.

            Warto jednak zastanowić się nad swoją konkretną sytuacją i przemysleć, czy
            odpuszczanie jest nalepszym wyjściem. Bo zwykle bierność nie jest dobrym, ale
            tylko przewidywalnym, rozwiązaniem.
            Wysiłek w walce o swoje może sie nie udać, może sie obrócić przeciw, ale może
            też sie zwyczajnie udać... warto przemysleć i próbować.

            Próbujesz! Życzę wytrwałości.
            smile)
            • akacjax Re: Fakt. 28.09.05, 08:01
              Wybieram spokój na chwile dzisiejszą-dzis potrzebuję spokoju w sądzie
              (trzymajcie za mnie). Moim nadrzędnym celem jest obecnie pozbycie się m. z
              mojego mieszkania, nawet za cenę części samochodu(nietaniego), kasy z konta i
              innych domowych sprzętów. Jego obecność utrudnia życie, a on nie ma nawet
              jednego zwykłego słowa dla synów.
              Myślę, że dość łatwo wygrałabym sprawę z orzekaniem winy, ale po co...to może
              być ważne, gdy on nie chciałby bez orzekania lub gdybym ja była w nędzy-by
              dostać na siebie alimenty.
              Być może kiedyś powalczę o to, co on ew. zabierze-jeżeli się wyniesie.
              Ale rzeczywistość skuteczności takiej walki, polskie sądy, egzekucja wyroku i
              koszty z tym związane-to przeraża i hamuje.
              Uważam, że polskie prawo utrudnia proste załatwienie sprawy.
              A mogłoby być jak w Ameryce-zanim! rozwód musi być podział majatku.

              Chciałabym dziś uniknąć w sądzie wszystkiego, co niepotrzebne, tylko czy
              wytrwam prowokowana przez tracącego grunt pod nogami m. Bo on uważa, że musi
              wytłumaczyć dlaczego nie chce opieki nad synem(choć nikt o to pewnie go nie
              zapyta, on wygłosi swoją mowę...)a ja będę musiała to przetrzymać.
              Bardzo chciałabym by dziś był wyrok, czy dane będzie mi to?
              • anja_pl Re: Fakt. 28.09.05, 08:56
                trzymam kciuki
                niech Wam - Tobie i dzieciom się dziś poszczęści
                • gotyma Re: Fakt. 28.09.05, 09:18
                  rozumiem, co tri chcial nam babom przekazac i wielkie dzieki tri za te slowa.
                  rowniez nalezalam, do osob i to calkiem niedawno, ktore jedynie chcialy spokoju
                  i myslalam , ze po drugiej stronie jest osoba co tez tego chce.
                  jednak po ostatnich numerach exa (co o poniektorych pisalam), po poradzie u
                  adwokata jestem zmuszona wniesc sprawe do sadu o molestowanie psychiczne i
                  fizyczne, aby miec spokoj. moze to apanuje zapal exa do ciaglego
                  zainteresowania moja osoba i ingerowanie w moje zycie. wlasnie dotarlo do mnie,
                  ze ex zbiera sily. zaraz uderzy i wiem nawet jak, co pozwoli mi na obrone.

                  tak tri musze walczyc. tylko, ze wcale nie jestem z tego zadowolona... wolala
                  bym zamiast wydawac pieniadze na adwokata, przeznaczyc je na wycieczke z
                  dziecmi, bo juz za te pieniadze moglabym chyba na miesiac pojechac do chin.
                  a o czasie poswieconym na bieganie do awokatow, a nawet na same myslenie o tym,
                  szkoda wspominac. czyz nie lepiej by bylo wtedy np. siedziec przy lampce wina i
                  bujac w oblokach? gdy sie marzy i realizuje swoje marzenia swiat jest
                  piekniejszy. ja naprawde jestem po stronie tych co wola spokoj i tezx go chce.
              • hela74 Re: Fakt. 28.09.05, 21:14
                akacjo, miałaś na pewno cięzki dzień. Jak jestes po to postaraj sie jakoś
                odprężyć( może kąpiel z olejkami iświeczkami zapachowymi) Mam nadzieję, że
                poszło po Twojej myśli
    • anja_pl zgadzam się z Tobą 28.09.05, 10:15
      dlatego jestem za tym, aby rozwód był zawsze z orzekaniem o winie. Wiem,
      publiczne pranie brudów nie jest przyjemne, ale po wielkim praniu jest czysto.
      Wiadomo o co poszło i dlaczego. Nie ma żadnych wątpliwości, które w przyszłości
      mogą budzić jakieś niepokoje. Sprawa o alimenty ułatwia egzekwowanie należnyego
      współudziału w kosztach utrzymania dzieci. Jesli małżonek nie płaci, to można,
      do komornika, do jego rodziców. Są sposoby prawne na wyegzekwowanie zasądzonych
      alimentów. Jeśli u mnie by doszło do rozwodu, to tylko z orzekaniem o winie i
      zasądzenie alimentów na dzieci, żadne dogadywanie się. Jeśli będzie chciał
      płacic więcej, to super, ale jak życie uczy raczej mniej, to zasądzone przed
      sąd są pewnikiem, który mozna doliczyc do domowego budżetu.
      Niestety z każdym dniem obietnice blakną i staja się coraz bardziej mgliste, az
      sie rozpływają.
      Konkrety ustalone przez sąd to jest to.

      Dziewczyny i chłopaki, czy tez Panie i Panowie, walczcie o swoje. Nie ma co
      wierzyć w obietnice. Jak mawia Tri, nowa rodzina, nowe potrzeby, wy i wasze
      dzieci staniecie się nieważni.

      "Święty spokój" jest wtedy, gdy sie już swoje wywalczyło.
    • pchelka Re: Wolę spokój... 28.09.05, 11:54
      Hm...
      Dwa razy rozstałam sie na warunkach "dla świętego spokoju".
      Odeszłam tak jak stałam, z dorobku, jakby nie było wspólnego.
      I to obaj panowie na poczatku naszych zwiazków nie mieli za bardzo własnego
      kata, a "po" kazdy został ze sporym domkiem.
      Zgotowałam przez to dość "atrakcyjne" dzieciństwo swoim dzieciom i dosć ciekawe
      zycie sobie.
      Mam spory stres, czy dam radę, ale nie wiem, czy gdybym powalczyła, to czułabym
      się lepiej.
      Przynajmniej od znajomych, którzy znają moją historię mam pare propozycji
      matrymonialnych, szczególnie od tych, co się chcą budować wink
    • scriptus Re: Wolę spokój... 28.09.05, 16:28
      To "wolę spokój" było w jakimś sensie tez do mnie. Też nie mam woli
      nawet "kiwnąć palcem" w "walce o swoje" z odchodzącą żoną. Niech odchodząc
      zabiera wszystko, co może i potrafi...
      Tyle, że ja nie jestem kobietą, jestem w stanie wyżywić rodzinę, z mojego
      punktu widzenia, w razie rozpadu rodziny odchodzi wprawdzie jedna osoba do
      zarabiania, ale też i do nielichego wydawania pieniędzy, bilans na pewno zamyka
      się dodatnią liczbą, ale po prawej stronie. Dlatego ja mogę sobie pozwolić na
      święty spokój kosztem niehandryczenia sie o alimenty, majątek, itd. i utrzymać
      standart życia na poprzednim, lub nawet lepszym poziomie. Nie muszę ewentualnie
      więcej pracować, zatem mam czas na zajmowanie się dzieckiem...
      Jakieś alimenty na dziecko, nawet zasądzone przez sąd, z których z pełną
      premedytacją bym zrezygnował, to kwota, którą mogę "wyciąć" z osobistych
      wydatków, np. wstrzymać się ze zmianą samochodu, czy inne tego rodzaju
      modyfikacje budżetu. Na pewno powinienem jeszcze jej wypłacić alimenty, żeby
      nie straciła... ;P Zatem to, o czym Tri pisze, że rezygnacja z "walki o
      swoje", to okradanie własnych dzieci, to przynajmniej w odniesieniu do
      części "porzuconych" mężczyzn nieprawda.

      Tylko co to za życie, bez kochanej kobiety ?? sad
      Ale to już bajka na inny temat sad
      • buba77 Re: Wolę spokój... 28.09.05, 20:47
        Jestem jednak za mądrą walką o swoje (choć sama nie potrafie, wydaje mi sie ze
        nie musze, ale to chyba złudzenie), bo to wzbudza szacunek i może zmienić druga
        strone. A i przykład dla dzieci, zeby nie uczyły się jak byc ofiarą. Wcześniej
        czy później przyjdzie rozżalenie i zgorzknienie. Tylko trzeba to robic z
        wyczuciem, o które na pewno trudno, zwlaszcza w emocjach, w stosunku do
        bliskiej jeszcze do niedawna osoby, w poczuciu krzywdy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka