Dodaj do ulubionych

I co dalej?

20.10.05, 19:42
Witam! Pewnie jestem jedną ze starszych czytelniczek tego forum. Nie wiem,czy
oczekuję rady, bo sama wiem,co powinnam zrobić. Co z tego, kiedy brak mi
odwagi. To przez ten brak odwagi moje małżeństwo przetrwało 30 lat, z czego 20
niepotrzebnie.Teraz mam dorosłe dzieci, które wyprowadziły się z domu a ja
poczucie zmarnowanego życia i beznadziei. Jako młoda mężatka miałam ambicję
bycia najlepszą żoną i matką. Mój mąż o bardzo patriarchalnych poglądach,
skwapliwie korzystał z mojego oddania i uległości, było mu z tym wygodnie, a w
opinii otoczenia uchodziliśmy za idealną parę. Kiedy zaszłam w ciążę z
trzecim dzieckiem, mąż nawiązał romans z koleżanką z pracy.Nie chcę pisać jak
mnie wtedy traktował, bo jest to zbyt przykre, nawet po tylu latach.Po
urodzeniu dziecka, chciałam odejść, ale zabrakło mi odwagi. Potem firma męża
się rozpadła,romans też. On został bez pracy, ona wyjechała z kraju a ja
ciągnęłam dwa etaty, a po powrocie z pracy czekał na mnie głodny mąż(nadal nie
przyszło mu do głowy,że w tej sytuacji powinien zająć się domem), i to był ten
moment,kiedy zdałam sobie sprawę,ze ten facet nic mnie już nie obchodzi.
Poczułam ulgę,ale nie mogłam odejść, bo był bez pracy. Czułabym się podle.
Potem był pomysł na własną firmę, którą od strony formalno- prewnej
tworzyłam,jednocześnie pracując i zajmując się całym domem. On był od spraw
technicznych. Firma była strzałem w 10. I tak minęło 15lat.Jesteśmy zamożni.
Zyjemy odzielnie. Lączy nas tylko firma i kasa.Nie sypiamy ze sobą od
kilkunastu lat, nie mamy wspólnych zainteresowań,różny światopogląd.Nie
spędzamy razem czasu, telewizję oglądamy w innych pokojach.Zgodziliśmy się,że
razem prowadzimy tylko firmę. Nie obchodzi mnie więc, co robi mój mąż, ale on
uważa,że ma na mnie akt własności. Tak się składa ( opinia osób postronnych),
że się nie zestarzałam. Pewnie takie geny,ale mam wygląd nastolatki(przy synu
jestem brana za jego żonę, przy córce za siostrę). Zdarza się,że w obecności
męża przystojni i młodsi faceci prawią mi komplementy ( wygląd,
przedsiębiorczość)a on się wścieka i okazuje zazdrość. Pies ogrodnika po
prostu.Jest chamski i wulgarny.Posunął się nawet do rękoczynów. Wtedy coś we
mnie pękło. Poznałam mężczyznę i zdradziłam. Kiedy się dowiedział,jego reakcja
była nieoczekiwana. Uznał,że to jego wina ,bo ja przecież zawsze taka z
zasadami,przyznał że był niedobry, pierwszy raz w życiu przyniósł bukiet
kwiatów i to on mnie przepraszał. Oczywiście twierdzi,że mnie kocha (
akurat) i nie wyobraza sobie życia beze mnie. Powołuje się na dobro dzieci, a
ja znowu nie mam odwagi powiedzieć,ze odchodzę.Tylko co dalej? Następne być
moze 20 lat oddzielnie, bo nawet do posiłków nie siadamy razem i wiem że tego
nie pokonam.No i oczywiście areszt domowy, bo z nim już nigdzie nie wychodzę
od lat i zresztą nie chcę, a samej mi nie wolno.
Obserwuj wątek
    • phokara Re: I co dalej? 20.10.05, 21:58
      Dawno nie czytalam tutaj historii, ktora mna tak wstrzasnela.
      Od razu zaznacze - jest mi ona obca, nie rozumiem jej, nie potrafilabym tak
      zyc. Zyc? Nie wiem, jak to nazwac.

      30 lat. Powiedz mi kobieto, dlaczego? Dlaczego tkwisz w takim kokonie? Po co?
      Z czego to sie bierze... strach? Przed czym? Ze moze byc inaczej? Ze jest cos
      wiecej? Bardziej barwnego, cieplego, bliskiego.
      Dzieci dorosle, maja wlasne zycie. Gdzie jest Twoje? W tym pustym zamku, u boku
      ksiecia, ktory okazal sie ropuchem? I nawet nie masz juz zludzen, ze mozna go
      odczarowac... Po co wiec?
      Ja... ja nie wiem, co napisac. Nie chce wydawac kategorycznych sadow, to jest w
      koncu Twoje zycie. Ale niech to bedzie zycie. Sprobuj. Zrob cos. Po prostu cos
      zrob.

      Laczy Was tylko firma. Ze strony meza chamstwo, rekoczyny... coz jeszcze. A
      moze po prostu masz charakter cierpietniecy? Nie obraz sie, po prostu szukam tu
      jakiegos punktu zaczepienia, bo mnie zamurowalo.

      Nie wolno Ci samej wychodzic??? Kobieto, w jakiej epoce Ty zyjesz, no blagam.
      Chcesz tak nastepne 20 lat (moze mniej, moze wiecej). Samotne posilki, samotna
      poduszka, samotne poranki i wieczory i wszystko... Dlaczego?
      Wiesz co, wolalabym zeby mi jutro cegla spadla na glowe. Zawsze mozna sie
      ludzic, ze jest jakies zycie po zyciu, czy reinkarnacja czy cos tam.

      Ale jest tez zycie. Tu i teraz. Tylko trzeba otworzyc oczy. Tego Ci zycze, choc
      gdybym miala calkiem szczerze, to z wielka checia kopnelabym Cie w dupe.
      Z czystego humanitaryzmu.

      pozdrawiam

      • bursztynowe Co dalej? Bądź szczęśliwa! Zrób to!!! 21.10.05, 09:10
        Przyłączam się do Pho ze wszystkich sił.

        Masz w sobie wiele siły, odwagi.
        Rób coś dla siebie - zrobiłaś wystarczająco dużo dla innych.
        Zrzuć z siebie ten bluszcz...
        Nie pozwól manipulować sobą, grać na poczuciu winy ("jak ja sobie dam rade bez
        ciebie" itp) i innych takich tanich sztuczkach. Przecież jesteście dorośli. Nie
        wszycy? To już nic na to nie poradzisz. Jeśli ktoś nie zdąrzył dorosnąć przez
        50 lat, to już mu się chyba to nie uda...

        I nie jest Twoją winą że eks (bo takie są fakty) boi się. Boi się samotności (a
        co ma teraz?). To jest JEGO strach, niczyj inny, sam go sobie zafundował.
        Że docenił Cię, gdy zrozumiał jak łatwo może Cię stracić.
        To nie jest już Twój problem (i zresztą nigdy nie był). I wbrew pozorom nie
        jest to egoizm.

        Twoją winą, jedyna winą było to że go tolerowałaś. Długo. Bardzo.
        Moża za długo?

        A błędy warto i należy naprawiać.


        Nigdy nie jest za późno!

        Pozdrawiam serdecznie
        • 13monique_n Re: Co dalej? Bądź szczęśliwa! Zrób to!!! 21.10.05, 10:18
          Ja tez moge sie tylko podpisac pod tym, co napisala, a wlasciwie, co radzi Pho i
          Bursztynowe. Wiesz dlaczego? Dlatego, ze ja bylam na prostej drodze do takiego
          zycia, a teraz drobnymi krokami (wiem, ile kosztuja, znam te dziwna, glupia i
          beznadziejna obawe przed...? wlasnie, czego sie balam?) doprowadzilam do
          sytuacji, ze moj maz zazyczyl sobie rozwodu. Nauczyl mnie tego, ze jesli on
          czegos chce, przeprowadza to szybko i bezwzglednie, a ja bym miala skrupuly...
          Wiec, kiedy odzyskalam siebie, podjelam decyzje i drobne kroki.
          Pho ma racje, przydaje sie ktos do "kopniecia w dupe" i tez ktos, kto wesprze,
          kiedy oslabniesz. Nigdy nie jest za pozno na zmiany, ale nie trac juz ani
          chwili!!! Pozdrawiam bardzo goraco. I dziekuje. Wiem dzieki takim wpisom, ze mam
          racje.
          • mar58 Re: Co dalej? Bądź szczęśliwa! Zrób to!!! 21.10.05, 11:08
            Dzięki za zainteresowanie i życzliwe rady.Zgadzam się z nimi całkowicie. Zreszta
            sama takich rad bym udzieliła komuś innemu w takiej sytuacji. Rozwód- to słowo
            padło już wiele razy równiez z jego strony. Dokładnie " załatw rozwód"- bo w
            naszym związku wszystko zawsze miał podane na tacy, więc dlaczego z rozwodem
            miałoby być inaczej. Tylko,ze mnie rozwód do niczego nie jest potrzebny, tak jak
            akt slubu nie zapewnił mi szczęśliwego życia. Nie ma materialnych przeszkód,żeby
            odejść i życ oddzielnie,ale firma jest na mnie, chociaż prowadzimy ją
            wspólnie,to ja ją reprezentuję i za nią odpowiadam. Poza tym on teraz kreuje się
            na ofiarę przed dziećmi, no bo teraz bardzo się stara,ale ja nie chcę. Tak
            naprawdę to nie chcę tez prowadzić firmy - wypaliłam się.Nie jest mi potrzebna ,
            bo i my i nasze dzieci mamy zabezpieczoną przyszłość. Dzieci firmą nie są
            zainteresowane. Ja nigdy nie przerwałam pracy,więc od roku korzystam z
            przywileju wcześniejszej emeryturzy, poza tym mogę dostatnio żyć z odcinania
            kuponów. To mąż jest przerażony,ze nie będzie miał zajęcia(chodzi o zajęcie a
            nie środki do życia,bo te ma zapewnione) a wiem że to go dowartościowuje. Jest
            za młody na emeryturę, a coś robić musi. Oczywiście zaproponowałam mu przejęcie
            firmy, ale on się tego boi, bo tak naprawdę to spodnie w tym domu zawsze nosiłam
            ja. Dlatego uzgodniliśmy,że razam prowadzimy firmę,ale jesteśm sobie obcy. Ja
            byłam konsekwentna i nie interesuje się co on robi, z kim się spotyka. Natomiast
            on zareagował jak zazdrosny mąz na wiadomość,że z kimś się spotykałam. Oczekuje
            ode mnie tego,czego mu dać nie mogę, bo tego nie mam. Nie mam uczucia.
            • scriptus Re: Co dalej? Bądź szczęśliwa! Zrób to!!! 21.10.05, 13:53
              Czy taka jest moja przyszłość za lat kilka ??
              sad

              Mar, ja też już usłyszałem "załatw rozwód"... też skwitowałem, że mi nie jest
              potrzebny... jeśli chce rozwodu, niech załatwia sama...
              Z tym, że ja jeszcze ją kocham, jednak nie wiem, jak to będzie za kilka lat.
              Otrzymałem już wielokrotnie radę, żebym się rozwiódł, jednak, nie mam
              motywacji. Nie jestem szczęśliwy, jednak rozwód wcale mnie nie uszczęśliwi. A
              przynajmniej nie widzę, jak by mnie mógł uszczęśliwić. Rozumiem, że rozwodzić
              się chcą kobiety maltretowane przez mężów, jednak mnie nikt nie bije. Rozumiem,
              że rozwieść się potrzebują mężczyźni planujący nowy związek, nie planuję...

              Ze smutkiem i zadumą czytam takie historie i myślę, ludzie, co się z nami
              dzieje, przecież pobieramy się na ogół z miłości... dlaczego po kilku,
              kilkunastu latach ta miłość gdzieś znika? sad
              • bezecnymen Scriptusie! 22.10.05, 09:08
                że rozwieść się potrzebują mężczyźni planujący nowy związek, nie planuję...
                >
                to chyba zbyt duże uogólnienie...ja rozwodząc się absolutnie nie miałem ochoty
                na nowy związek, można nawet powiedzieć, że na żeńską populację patrzyłem z
                obrzydzeniemtongue_out
                gdy się rozwodzilismy nadal kochałem...chyba....moją żonę, chyba bo teraz nie
                jestem już tego taki pewiensmile
                Mar, jestesmy w tym samym wieku, a skoro to ty ,,nosisz spodnie,, po ureguluj
                ta sytuację formalnie, niczego bowiem dobrego w tym związku już nie przeżyjesz,
                a przecież w okolicy gdzies tam obok na pewno jest facet godny twojego uczucia,
                może potrafi rozpalić Twoje serduszko na nowo? warto spróbować, naprawdę wartobig_grin
            • ak70 Re: Co dalej? Bądź szczęśliwa! Zrób to!!! 21.10.05, 14:20
              CHoć oczywiście podpisuję sie pod radami dziewczyn (kobiet smile) powyżej to muszę
              dodać coś jeszcze: jesteś WYJĄTKOWA! Narawde tak uważam, masz w sobie dużo siły
              i samozaparcia, wewnętrznej dyscypliny i zasad, które dzisiaj są bardzo często
              łamane lub omijane z powodu tysiąca ważnych wymówek. Podziwiam Cię i marzę aby
              w sobie znaleźć równie dużo siły i dumy, aby potrafić znieść to co mnie czeka.
              Pozdrawiam gorąco!
    • akacjax Re: I co dalej? 21.10.05, 20:07
      Jesteś uzależnioną ofiarą zachowań swojego męża. Jeżeli chcesz z tego wyjść poszukaj dobrego! psychologa. Mimo finansowej niezależności-taki układ? Obawiam się, ze sama nie dasz rady-choć zrobiłaś pierwszy krok-podzieliłaś się z nami swoimi problemami.
      Życzę Ci wielu sił, wytrwania, przełamania schematów i szczęścia-możesz po nie sięgnąć. Myśl o sobie-nie o m.
      Pozdrawiam

      • mar58 Re: I co dalej? 21.10.05, 20:56
        Wiem,że jego obecna zmiana wynika z panicznego strachu, że zostanie sam. Dla
        dzieci będzie zawsze ojcem (ostatnio nachalnie i na pokaz demonstruje
        zainteresowanie dziećmi), chociaż dzieci zawsze doradzały mi odejscie od niego,
        ale czy nie zaczną mnie obwiniać, gdy będzie wzbudzać ich żal? Nie myslę więc
        tylko o mężu.Poza tym są jeszcze ludzie, których zatrudniam. Zamknięcie firmy to
        pozbawieie tych ludzi pracy. Te wszystko kołacze mi się po głowie, a ja tkwię w
        miejscu i wciąż odwlekam ostateczne rozwiązanie.Nie wiem,czy jest mi potrzebny
        psycholog,ale jestem wdzięczna, że znalazły się na tym forum osoby, które nie
        zlekceważyły mojego problemu, są bezinteresownie życzliwe i jak na razie nikt
        nie wyraził opinii,że jestem egoistką.Ja bardzo długo wahałam się przed
        napisaniem tego postu. Teraz wiem,że dobrze zrobiłam,bo nie czuję sie już taka
        sama. Dziękuję wszystkim i pozdrawiam.
        • anja_pl Re: I co dalej? 21.10.05, 22:26
          mar58 napisała:

          > Nie wiem,czy jest mi potrzebny
          > psycholog,ale jestem wdzięczna, że znalazły się na tym forum osoby, które nie
          > zlekceważyły mojego problemu, są bezinteresownie życzliwe i jak na razie nikt
          > nie wyraził opinii,że jestem egoistką.Ja bardzo długo wahałam się przed
          > napisaniem tego postu. Teraz wiem,że dobrze zrobiłam,bo nie czuję sie już taka
          > sama. Dziękuję wszystkim i pozdrawiam.

          pisz, zawsze Cie przeczytamy, może nie od razu odpowiemy, bo nikt nie jest
          jasnowidzem i nikt z nas nie ma recepty na szczęście,
          ale na pewno Twój post nie zostanie zignorowany,

          czasami jest tak, że po przeczytaniu niektórych postów, mam ochotę wziąć
          sprawy " w swoje ręce" i mały lincz by mi wtedy pasował,
          albo jak to robił imć pan Kmicić: batożkiem po śniegu....
        • phokara Re: I co dalej? 22.10.05, 00:57
          Posluchaj mnie, kobieto.

          Nie wiem, po prostu nie wiem, o jakim EGOIZMIE piszesz. Kto Ci to wmowil? No
          kto?
          Moze ja napisze tak. Strach Twojego meza (egoisty cholernego) to jest jego
          wlasny strach i proponuje, zebys sie nim przestala straszyc sama. Wystarczajaco
          dlugo nosilas tego osla na barana.

          Martwi sie ze zostanie sam? To typowe.
          Wiekszosc facetow (tu sie narazam na wylanie mi na leb kubla wody przez panow
          forumowych, ale jakos przezyje) NIE POTRAFI byc sama. W mysl zasady, ze kazdy
          mezczyzna jest zajmujacy, pod warunkiem, ze sie nim ktos zajmie, wpadaja w
          troskliwe lapki kolejnych dam, ktore sie i nich zatroszcza i w ogole. I potem i
          tak jest im zle, bo cos ta pani nie taka, jak powinna. Niewazne.

          Zamkniecie firmy. Po co ja zamykac? Niech sobie zdolny maz ja prowadzi. Ale
          SAM. A co.

          Moj Ex firme sprzedal, jak sie skochankowil i postanowil wyniesc z domu. Bo
          wiedzial, ze nie bede w niej dluzej zasuwac (no, madrala, rzeczywiscie). Teraz,
          jak przepuscil czesc szmalu i (co wazniejsze) nowa dama do kopnela w tylek, to
          on usilnie chce wrocic, bo mnie bardzo kocha (ha!) i ja jego tez (bo on wie
          przeciez lepiej). I zaraz zostane wredna egoistka, bo nie chce zagubionej
          sierotki z powrotem i coz to w ogole jest. Skandal. A sierotka nie bardzo ma
          pomysl na siebie/zycie i na przyszlosc, bo skad. Do normalnej pracy przeciez
          nie pojdzie (tu cytat) bo sie przyzwyczail byc prezesem. Rety.,..

          A ja juz po prostu nie chce wiecej tracic zycia na schizy. Szkoda mi kazdej
          chwili. Bez wzgledu na to, co bedzie dalej. To jest tylko MOJE zycie. Bardzo
          dlugo zajmowalam sie niezidentyfikowanymi paranojami mojego mezczyzny i
          wystarczy. Nigdy wiecej. Powiem Ci cos. Zajmowanie sie WLASNYM zyciem (tak, tak
          - egoizm!) jest DOBRE. Jest potrzebne. Jest podstawa wszystkiego, kontaktow z
          druga osoba tez.

          Wiec sprobuj ... sprobowac. W koncu - co Ty masz, kobieto do stracenia, no co?

          • akacjax Re: I co dalej? 22.10.05, 07:32
            I nie zasłaniaj się dziećmi.Na nich sytuacja dobrze nie działa, nawet jeżeli tatuś teraz jest ok, to tylko na chwilkę, gdy zostawisz go-powie im, już nie będę ok, ale to nie moja wina, tylko mamy.
            A dzieci wolą zdrowe sytuacje. Co prawda u mnie wygląda, że ja rozstaję się z ojcem dzieci mych, a on przy okazji rozstania ze mną rozstał się z dziećmi, ale to po prostu wyszło na jaw jego prawdziwe podejście do potomstwa.
            Powodzenia!
          • bezecnymen Re: I co dalej? 22.10.05, 09:21
            Phokaro! nie mam kubła w zasięgutongue_out
            u mnie minęlo 6 lat od rozstania z exią i o mały włos bym tak zasmakował w
            samotnym życiu, że jeszcze teraz delektowałbym się samotnym bytemsmile nie
            szukałem goraczkowo praczko/kucharko/sprzątaczko/kochanki (kolejność można
            zmieniać dowolnie zaleznie od dnia tygodnia , pory roku i pogody) za to nader
            chętnie staję się ponownie POTRZEBNY i to tego właśnie brakowało mi po
            rozwodziesmile
            byc może Twój exio jest normalnie przeciętnym okazem faceta, a ja bezecnie
            normalnym inaczej, ale to uogólnienie mnie deczko wnerwiło....
            cholwra, gdzie mój kubeł? ech te kobiety, ciągle bałagan zostawiajątongue_outtongue_outtongue_out
            • phokara Re: I co dalej? 24.10.05, 13:41
              > byc moz˙e Twój exio jest normalnie przecie˛tnym okazem faceta, a ja bezecnie
              > normalnym inaczej, ale to uogólnienie mnie deczko wnerwi?o....
              > cholwra, gdzie mój kube?? ech te kobiety, cia˛gle ba?agan zostawiaja˛tongue_outtongue_outtongue_out

              Bezecny!
              Nie Ciebie mialam na mysli... Ty jestes wyjatkowy...

              Moj Exio ooooo, tez jest wyjatkowy...

              W ogole faceci sa wyjatkowi!

              Hmmm... dobrze, ze zgubilam kubel.
              • bezecnymen Re: I co dalej? 24.10.05, 14:17
                ja już swój odnalazłem, ale z użyciem zaczekam na inną okazję, bo mam tylko
                jedenbig_grin
                • phokara Re: I co dalej? 24.10.05, 15:42
                  zgadzam sie.
                  szkoda kubla na tak subtelne wypowiedzi.
                  Szkoda, ze nie masz dwoch.

                  Jeden bym zgubila, a drugi zepsula.
                  • bezecnymen Re: I co dalej? 24.10.05, 17:55
                    no tak.... a stan wielbłądów Ci się zgadza?
          • tricolour Samotność facetów... 22.10.05, 10:39
            ... jest do zniesienia.

            Tylko po co cokolwiek znosić gdy można cos zaradzić. Kobiet samotnych i
            szukających ciepła, troskliwości, bliskości (i innych świństw, które z uporem w
            nas szukacie) jest sporo więc jest w czym "przebierać".

            Natomiast zgadzam sie w całej swojej rozciągłości ze zdaniem, że faceta dobrze
            jest czasem kopnąć w zadek od czego rozumum mu przybywa.

            A od przybytku głowa nie boli więc, drogie Panie, do dzieła!
        • bezecnymen Re: I co dalej? 22.10.05, 09:10
          dzieci juz masz dorosłe..może przestań już zajmować się nimi....teraz chodzi o
          Twoje życiesmile
    • cytryneczka23 Prośba!! 22.10.05, 11:04
      Witam serdecznie!

      Piszę pracę magisterską na temat rozwodów, a głównie o wpływie rozwodu na
      osobowość dziecka. Chciałabym przeprowadzić badania na ten temat, jednak nie
      znam osób, które dotknęło to okrutne zjawisko. Zalezy mi na osobach, które
      przezyły rozwód rodziców będąc dzieckiem. Jeśli przeczytasz mój tekst i
      chciałbys się podzielic ze mna swoim problemem to proszę napisz do mnie na
      adres- martencja@wp.pl. Wiem,że to nie jest łatwy temat do dyskusji i bardzo
      ciężko jest rozmawiac o czymś, co się tak bardzo przeżyło, jednak gdyby
      znalazła się taka osoba byłabym bardzo, bardzo wdzięczna. Pozdrawiam!
      • tricolour Stanowczo odmawiam. 22.10.05, 11:19
        I nie chodzi o to, że to trudny temat.

        Chodzi o to, że z tym pytaniem najlepiej pójśc do specjalisty-psychologa
        dziecięcego, który wie, co powiedzieć, jak to sie nazywa i czy to ważne dla
        dziecka. Rodzice podchodzą emocjonalnie, a nie rzeczowo.

        Jakakolwiek "dyskusja" wcale nie wchodzi w rachubę z racji Twojego młodego wieku
        i braku doświadczeń. Będzie to raczej monolog, z którego chcesz zwyczajnie
        skorzystać.
        Dodatkowo sygnalizuję, że za badania sie płaci - szczególnie duzo, gdy
        przedmiotem badan jest człowiek.

        Pozdrawiam.
        • akacjax Re: Stanowczo odmawiam. 22.10.05, 15:09
          Przeczytaj uważnie-nie chodzi o opinie rodziców o wpływie ich rozwodu, ale z punktu widzenia dziecka,które taki rozwód przeżyło i jest już dorosłe(zapewne ze skutkami ubocznymi).
          Nie bądź aż takim materialistą, dla dobra nauki czasem można sie poświęcićsmile
          Moi rodzice się nie rozwiedli, ale w cyklu artykułów w Charakterach o takich dzieciach często wydawało mi się, że mnie to dotyczysad
          • tricolour O to właśnie chodzi. 22.10.05, 15:38
            Jak sie już jest dorosłym, to nie ma się już punktu widzenia dziecka. To, co
            widziało i czuło dziecko to sprawy sprzed lat i zakłócone przez lata życia.

            Jak bardzo potrafią być zakłócone... opisujesz sama. Piszesz, że Twoi rodzice
            sie NIE rozwiedli, ale w artykułach mogłaś wyczytać, że ROZWÓD dotyczy i Ciebie.
            Widać z artykułu można było WSZYSTKO wyczytać.

            Co do tych opłat, to nie wynikaja one z materializmu.
            Otóż uczelnia powinna mieć środki na prowadzenie badań, z których powstają prace
            naukowe (praca magisterska jest pracą NAUKOWĄ). Nie wolno kosztami badań
            obarczać studentów, bo powstanie gniot wątpliwej jakości - jak ten artykuł.

            PS. Kiedy pisałem swoją pracę magisterską, to miałem odpowiednie finansowanie ze
            strony instytutu. Nie widziałem tych pieniedzy na oczy, ale zgłaszałem potrzebę,
            ktos to weryfikował i dostawałem, co chciałem.
            • bezecnymen Re: O to właśnie chodzi. 22.10.05, 15:40
              ja natomiast funduszów nie miałem więc korzystałem z mego niewątpliwego wdzięku
              i docierałem bez problemów do źródełtongue_out
          • bezecnymen Re: Stanowczo odmawiam. 22.10.05, 15:38
            a z tego wynikać może równie dobrze, że brak rozwodu rodziców nie ma wpływu na
            rozwód ich dziecitongue_out taka to i naukatongue_outtongue_outtongue_out
            • tricolour Z ust mi to wyjąłeś... 22.10.05, 15:42
              ... ale biorąc pod uwagę, żeś facet... pominę resztę milczeniem.

              tongue_out
            • akacjax Re: Stanowczo odmawiam. 22.10.05, 18:19
              A czy było założenie, że rozwód ma wpływ na rozwód dzieci?
              Może to, że prośba padła na tym forum?

              Moi rodzice się nie rozwiedli, a sądzę, że byliby sie rozwiedli gdyby żyli w innych warunkach, w innym świecie. Podobnież w życiu moich dziadków też było na krawędzi rozwodu. Może to jednak wpłynęło na mnie, na moje wybory itd?

              Zapewne rozwód rodziców ułatwia dzieciom rozwód własny, a na pewno zmniejsza stres w relacjach.
              Ale dziś weekend i nie ma co o takich cięzkich tematach prawićsmile
    • pan_incognito <kopniak> 24.10.05, 14:15
      Mar58, Ty dobrze wiesz co masz zrobić. Brakuje Ci tylko solidnego kopniaka żeby
      TO zrobić. Pobudka! Życie biegnie, może i czeka Cię następne na niebieskich
      połoninach, ale to nie powód żeby obecne przesypiać. Specjalnie bym nie liczył
      na to, że jak się teraz wyśpisz to potem wypoczęta będziesz mogła poszaleć na
      tych niebieskich połoninach.

      Czuj się (wirtualnie) kopnięta przeze mnie. Nie dziękuj, możesz mi się
      odwdzięczyć tym samym.
      • mar58 Re: <kopniak> 24.10.05, 18:55
        Na niebieskie połoniny przestałam liczyć gdzies około 14 roku życia. To jeszcze
        jedna rozbieżność w moim,pożal się boże, małżeństwie. Jestem ateistką a mój mąż
        to katolik,chociaż tak naprawdę to nie wie o co w tym wszystkim chodzi,a jego
        wiara jest całkowicie bezrefleksyjna. Ot otrzymał coś w gotowym opakowaniu w
        dzieciństwie i tak już pozostało. Wiem,że istnieję tu i teraz i nie jestem
        niczym więcej niż mikrozlepkiem wegla,wdoru,tlenu i azotu plus świadomość, a
        moje obawy wynikają z jedynej zasady moralnej, jaką uznaję: nie wyrządzać
        świadomie nikomu krzywdy. A nie wiem,czy nie będzie krzywdą dla dzieci,że nie
        będą miały tego azylu,jakim zawsze był dla nich dom rodzinny,gdzie moja wnuczka
        mogła bez palika wybiegać na trawę, gdzie zawsze mogli przyjechać wraz z
        przyjaciółmi, a mama czekała z obiadem i domowym ciastem. Myślę,że na razie
        wybiorę rozwiązanie połowiczne. Właśnie kupiłam i urządzam mieszkanie mojej
        najmłodszej córce,świeżo upieczonej studentce. Jest duże,więc możemy tam razem
        póki co mieszkać a na rozwiązania ostateczne zawsze będzie jeszcze czas. A
        kopniak pewnie jest potrzebny i wiem, kto go najskuteczniej wymierzy.Moj mąż w
        swym nawróceniu na ideał długo nie wytrwa - natura jest niezmienna.
        • hanuka50 Re: <kopniak> 24.10.05, 19:20
          mar58 napisała:

          A nie wiem,czy nie będzie krzywdą dla dzieci,że nie
          > będą miały tego azylu,jakim zawsze był dla nich dom rodzinny,gdzie moja wnuczka
          > mogła bez palika wybiegać na trawę, gdzie zawsze mogli przyjechać wraz z
          > przyjaciółmi, a mama czekała z obiadem i domowym ciastem. Myślę,że na razie
          > wybiorę rozwiązanie połowiczne. Właśnie kupiłam i urządzam mieszkanie mojej
          > najmłodszej córce,świeżo upieczonej studentce. Jest duże,więc możemy tam razem
          > póki co mieszkać a na rozwiązania ostateczne zawsze będzie jeszcze czas. A
          > kopniak pewnie jest potrzebny i wiem, kto go najskuteczniej wymierzy.Moj mąż w
          > swym nawróceniu na ideał długo nie wytrwa - natura jest niezmienna.

          mar.. czytam jakis czas twoje wypowiedzi..ja mam troszke podobny problem..bo ja
          nie chce sie rozwodzic..nie umiem postawic takich granic jak ty.. teraz masz
          luksusowa sytuacje..mozesz mieszkac z córka i to są pozory normalnosci..
          ja teraz mieszkam sama juz 4 lata.. nauczyłam sie ze to jest cudne zycie..
          niedługo sie moze skonczyc i zaluje tej wolnosci.. ale tez wiem ze dłuzej tak
          nie moze byc.. bo albo zaczne nowe zycie albo sprzedam swoja dusze..)) tzn jeli
          wejde miedzy wrony.. maz oczekuje ze bede taka jak byłam a ja juz nie umiem taka
          byc juz nie umiem mu sie podporzadkowywac..kazde moje działanie jest złe..poki
          co unikamy siebie, to nie znaczy ze swoich razów i tak nie odbiore.. chocby
          telefonicznie.. a to jest i tak luksus bo zawsze moge sie rozłączyc..) ale z
          rozłączaniem dopiero niedawno sie nauczyłam..dopiero niedawno sie nauczyłam ze
          mam prawo nieakceptowac jego zachowan i ze mam prawo do swojego zycia..
          dlaczego teraz sie wpisuje?
          bo piszesz o wnuczce..i dzieciach ze masz azyl dla nich.. i ja tez myslałam ze
          z moim domem tak bedzie.. ale rozlatuje sie w drobny mak..mowiłam na terapii ze
          nie chce dzielic tego co zbudowalismy.. bo i przywiazałam sie do tego przeciez
          tez..ze chce tylko te granice.. nie udaje sie to..pewno niedługo i ja nie bede
          miała azylu.. ogrodu.. kwiatów.. i tych wszystkich marzeń..dokonałam
          wyboru..postawiłam granice.. teraz za nie pokutuje
          i jesli byłabym pokorna.. to tylko od czasu do czasu dowiadywałabym sie kim to
          jestem.. a tak mam to na talerzu codziennie...ty taka...itd i to, ze ja mu
          zmarnowałam zycie..sic!...
          • mar58 Re: <kopniak> 25.10.05, 09:58
            hanuka - tak mi się jakoś skojarzyło:
            Jeśli kochasz swoja budę
            To pokochaj łańcuch swój
            Pachnie gnojem twój ogródek?
            Przecież to twój własny gnój.
            i jeszcze:
            Gdy zapomnisz już żeś w pola
            Jął pod płotem tunel ryć
            Wtedy ile tylo wola
            Będziesz wyć mógł,wyć i wyć.
            Chyba warto się nad tym zastanowić.
            • bezecnymen Re: <kopniak> 25.10.05, 14:21
              autor autor autor!!!!!
              • pan_incognito Re: <kopniak> 25.10.05, 14:32
                bezecnymen napisał:

                > autor autor autor!!!!!

                już na połoninach niebieskich (chyba że był tylko zlepkiem wegla, wodoru itd)
            • hanuka50 Re: <kopniak> 25.10.05, 21:20
              mar58 napisała:

              > Jeśli kochasz swoja budę
              > To pokochaj łańcuch swój
              > Pachnie gnojem twój ogródek?
              > Przecież to twój własny gnój.

              zastanawiam sie własnie.. czy nie lepiej pokochac łancuch i nie próbowac go
              przegryzac..wiele razy sie nad tym zastanawiałam co mi dała terapia.. tam
              dowiedziałam sie o sobie wiele.. tam nauczyłam sie siebie ..odnalazłam sie.. ale
              to mi przysporzyło tylko kłopotów.. z mezem.. w wszystkim innym mam sukcesy..
              czy nie lepiej tak, ze jesli wchodzisz w małzenstwo to przyjmujesz swoja role..
              i jak sama dobrze wiesz, te sa w miare stabilne gdzie jedna strona
              podporzadkowuje sie drugiej,w tym panstwie nie moze byc dwoch władców..)
              czy mam załowac, ze odmieniłam swoje zycie i chce jeszcze? nie! nie załuje
              tego.. zastanawiam sie tylko do czego mnie to doprowadzi
              czy bede dumna, ze jestem sama i radze sobie ..czy bede nieszczesliwa, ze
              jednak zrezygnowałam z granic..
              i teraz druga czesc powiastki

              > Gdy zapomnisz już żeś w pola
              > Jął pod płotem tunel ryć
              > Wtedy ile tylo wola
              > Będziesz wyć mógł,wyć i wyć.

              jesli zrezygnuje ze stawiania granic.. to bede wyła, ze cos liznełam.. ze cos
              doswiadczyłam..poznałam.. i w czasie samotnych nocy w łozku bede mogła gryźć
              palce.. i zastanawiac sie dalej... po co mi to było..
              czy nie lepiej na starosc chołubic to co sie ma.. dbac..
              ale dlaczego nie było we mnie zgody na los jaki mi naszykowało zycie?..
              lepiej zgrzeszyc i potem załowac..u mnie inaczej..smile
              nawet jesli mi nie wypali to o co walcze..to i tak nie bede załowac ze
              próbowałam...przynajmniej probowałam...

        • pan_incognito Re: <kopniak> 25.10.05, 12:21
          Zdumiewające jak czasem inteligencja, mądrość, zaradność niewiele pomagają.
          Czytam Ciebie i widzę mądrą kobietę, która umie sobie radzić w zyciu, a mimo to
          jest niepewna w sytuacji, która z dystansu wygląda na oczywistą. Szkoda, że nie
          można spojrzeć z takiego dystansu na swoje życie. Łatwiej by było.

          Mały skok w bok: Skąd wiesz, że istniejesz tu i teraz i nie jesteś niczym
          więcej niż mikrozlepkiem wegla, wodoru, tlenu i azotu plus świadomość???? Ja
          się nad tym cały czas zastanawiam i mam mnóstwo wątpliwości. Jeżeli masz jakieś
          gorące newsy z pierwszej ręki to koniecznie pisz.
          • akacjax Re: <kopniak> 25.10.05, 19:10
            Mnie bardziej zastanowiło skąd ona wie, czy to czego boi się w imię niekrzywdzenia, przez trwanie w tym już nie jest krzywdą.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka