mar58
20.10.05, 19:42
Witam! Pewnie jestem jedną ze starszych czytelniczek tego forum. Nie wiem,czy
oczekuję rady, bo sama wiem,co powinnam zrobić. Co z tego, kiedy brak mi
odwagi. To przez ten brak odwagi moje małżeństwo przetrwało 30 lat, z czego 20
niepotrzebnie.Teraz mam dorosłe dzieci, które wyprowadziły się z domu a ja
poczucie zmarnowanego życia i beznadziei. Jako młoda mężatka miałam ambicję
bycia najlepszą żoną i matką. Mój mąż o bardzo patriarchalnych poglądach,
skwapliwie korzystał z mojego oddania i uległości, było mu z tym wygodnie, a w
opinii otoczenia uchodziliśmy za idealną parę. Kiedy zaszłam w ciążę z
trzecim dzieckiem, mąż nawiązał romans z koleżanką z pracy.Nie chcę pisać jak
mnie wtedy traktował, bo jest to zbyt przykre, nawet po tylu latach.Po
urodzeniu dziecka, chciałam odejść, ale zabrakło mi odwagi. Potem firma męża
się rozpadła,romans też. On został bez pracy, ona wyjechała z kraju a ja
ciągnęłam dwa etaty, a po powrocie z pracy czekał na mnie głodny mąż(nadal nie
przyszło mu do głowy,że w tej sytuacji powinien zająć się domem), i to był ten
moment,kiedy zdałam sobie sprawę,ze ten facet nic mnie już nie obchodzi.
Poczułam ulgę,ale nie mogłam odejść, bo był bez pracy. Czułabym się podle.
Potem był pomysł na własną firmę, którą od strony formalno- prewnej
tworzyłam,jednocześnie pracując i zajmując się całym domem. On był od spraw
technicznych. Firma była strzałem w 10. I tak minęło 15lat.Jesteśmy zamożni.
Zyjemy odzielnie. Lączy nas tylko firma i kasa.Nie sypiamy ze sobą od
kilkunastu lat, nie mamy wspólnych zainteresowań,różny światopogląd.Nie
spędzamy razem czasu, telewizję oglądamy w innych pokojach.Zgodziliśmy się,że
razem prowadzimy tylko firmę. Nie obchodzi mnie więc, co robi mój mąż, ale on
uważa,że ma na mnie akt własności. Tak się składa ( opinia osób postronnych),
że się nie zestarzałam. Pewnie takie geny,ale mam wygląd nastolatki(przy synu
jestem brana za jego żonę, przy córce za siostrę). Zdarza się,że w obecności
męża przystojni i młodsi faceci prawią mi komplementy ( wygląd,
przedsiębiorczość)a on się wścieka i okazuje zazdrość. Pies ogrodnika po
prostu.Jest chamski i wulgarny.Posunął się nawet do rękoczynów. Wtedy coś we
mnie pękło. Poznałam mężczyznę i zdradziłam. Kiedy się dowiedział,jego reakcja
była nieoczekiwana. Uznał,że to jego wina ,bo ja przecież zawsze taka z
zasadami,przyznał że był niedobry, pierwszy raz w życiu przyniósł bukiet
kwiatów i to on mnie przepraszał. Oczywiście twierdzi,że mnie kocha (
akurat) i nie wyobraza sobie życia beze mnie. Powołuje się na dobro dzieci, a
ja znowu nie mam odwagi powiedzieć,ze odchodzę.Tylko co dalej? Następne być
moze 20 lat oddzielnie, bo nawet do posiłków nie siadamy razem i wiem że tego
nie pokonam.No i oczywiście areszt domowy, bo z nim już nigdzie nie wychodzę
od lat i zresztą nie chcę, a samej mi nie wolno.