Dodaj do ulubionych

się rozwiodłam...

17.11.05, 01:13
... w końcu! Pan mąż ma nowe dzieci, a mnie kamień spadł z serca. Mówcie co
chcecie, boli jak cholera i jest trudne. Ale ulga.... to doznanie warte jest
de facto tego całego smrodu przed orzeczeniem. I te żyjące cudzym życiem
kobietony po drugiej stronie lady w sali rozpraw... Jezu! Że im zycia nie
szkoda na grzebanie w pościeli, w której nigdy nie spały!
Nie jest łatwo, ale idzie przeżyć, jak się mawia na południu. Jestem sama,
nie wyobrażam sobie dzisiaj jakiegokolwiek faceta obok siebie, i jest mi z
tym dobrze. A o to akurat w ogóle siebie nie podejrzewałam.
Obserwuj wątek
    • kasia9873 Re: się rozwiodłam... 17.11.05, 16:58
      Witamy w klubie kobiet i mężczyzn wyzwolonych spod jarzma byłych eksiów.
      Jesteś wolna i na razie się z tym oswajaj, a jak się już oswoisz to wyrusz na
      łowy. Być może trafisz na kogoś godnego twojego zaufania.
      I tego z całego serca Ci życzę.

      Kasia
      • bezecnymen Re: się rozwiodłam... 17.11.05, 17:44
        i ja teżbig_grin
        • joasia69 Re: się rozwiodłam... 17.11.05, 20:01
          z tymi łowami wcale nie jest tak łatwo.....niestety
          ja nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale łatwiej jest się rozwieść, niż
          zakochać na nowo. No a na łowy chyba po to należało by wyruszuć.
          Ale....szczęscia (na razie) w samotności życzę smile
          mnie tam jakieś jesienne doły dopadły.....znowu nie wiem dlaczego
          • kasia9873 Re: się rozwiodłam... 17.11.05, 22:10
            No niestety późna jesień to chyba najsmutniejsza część roku. Wszystko takie
            szare i senne.
            Ale dzisiaj, gdy zaczął prószyć śnieg, to zrobiło się tak......bajkowo. I
            chociaż szybko stopniał, to pomyslałam, że może już niedługo świat pokryje
            snieżnobiała pierzynka i zrobi się pięknie. I przestanie nam być smutno. I
            wcale nie będzie przeszkadzało nam zimno. I zamiast się dołować pójdziesz z
            dziećmi na sanki. A kto wie, kto jeszcze będzie zjezdżał z tej górki?
            Joasia! Głowa do góry!
            Zamiast zakopywać się w dole, warto trochę pomarzyć.
            • joasia69 Re: się rozwiodłam... 17.11.05, 22:28
              sanki z piwnicy muszę wykopać. Ale najpierw jakiś usłużny mężczynza musi mi
              kłódkę odpiłować....klucz się złamał, czy wykrzywił i nijak wejść tam nie można
              A śnieg widziałam!!
              Malutko go było, ale juz był. Uwielbiam zimę!
              TAk na prawdę to juz na Mikołaja czekam smile

              A marzenia....są
              A doły same przychodzą...czasami sad
            • thomaspawel Re: się rozwiodłam... 17.11.05, 22:33
              jarzmo esiów? a przez pomyłkę ktoś zapomniał dodać palpitacje po esiowych(?)
              po rozwodzie człowiek się pociesza i obiecuje sobie nowe rozdziłały w życiu...
              Wszystko fajnie, tylko że ex-podłości "pracują" na inne rozdziały życia
              niezależnie od nastawienia. Chyba że ktoś ma krótką pamięć i nie przejmuje sie
              za bardzo niepowodzeniami.
              • kasia9873 Re: się rozwiodłam... 17.11.05, 22:51
                Trzeba pracować nad tym, aby ex-podłości posłać w siną dal wraz z eksem czy
                eksią.
                A własnie pozytywne nastawienie do siebie, do nowej rzeczywistości i
                pogrzebanie przeszłości jest gwarantem naszej lepszej przyszłości. To nie
                przychodzi od razu.To zabrzmi jak banał, ale nad tym trzeba pracować.
                Na początku jest ciężko, wiem to po sobie. Po dwóch latach płaczu i przy braku
                wiary, że coś się zmieni obudzenie się i powiedzenie sobie "zaczynam nowe
                życie" wydaje się niemożliwe.
                Trzeba dużej determinacji, żeby to zmienić, ale to jest możliwe i wcale nie mam
                krótkiej pamięci i duch eksia mnie nie nęka.
              • akacjax Re: się rozwiodłam... 17.11.05, 23:27
                Wydaje mi się, że na tym forum zebrały się osoby, które czują się pokrzywdzone. Niezależnie, czy są winne rozpadu, czy nie.
                To jedno.
                Drugie (jestem takim przypadkiem) moje małżeństwo dokładnie się wypaliło zanim podjęłam kroki prawne. Więcej ja się uwolniłam od pewnego stresu..choć mam inny-zwany singlowatością. Teraz jest mi z tym dobrze, ale czy to znaczy, że zawsze tak będzie?

                Niemniej jednak trzeba zamknąć przeszłość, przepracować, przeboleć, odbyć żałobę..bo nie można żyć czasem minionym. Ten garb miałby tendeencje rozrostowe.
                Moje małżeństwo nie przetrwało, ale nie uważam, że było niepowodzeniem zupełnym, widzę, co dało dobrego...choć za wysoką cenęsad
                Powiem, że szkoda mi, że się nie dało przetrwać, bo były ku temu przesłanki, ale trudno...

                • thomaspawel Re: się rozwiodłam... 17.11.05, 23:52
                  jak się człowiek czuje pokrzywdzony to i szuka odpowiedzi dlaczego. Więc i nie
                  ma się czemu dziwić że tu więcej skryzwdzonych jak uszczęśliwionych. Szczęśliwi
                  czasu nie liczą i nie potrzebują rad za dużo
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka