maheda
23.11.05, 12:08
Oto ja w wieku 24-25 lat.
Piąty rok studiów, na naszym roku 12 kobiet i 120 mężczyzn. A ja nikogo nie
mam i boję się, że zostanę starą panną, a do tego zaczynają mi świrować
hormony - chcę mieć rodzinę i dziecko, dziecko, dziecko! Cały organizm mi woła
o dziecko.
Z tej całej masy chłopów oczywiście znajduje się kilku takich, którym się
podobam, za jednego z nich rok później wychodzę.
Od początku wiadomo, że będzie to trudny związek - jesteśmy wychowani w
różnych kościołach, rodzinom obojga się to nie podoba. Do tego ja chcę mieć
dziecko, On nie, ale wiadomo, że Panowie dojrzewają do dzieci później, więc
się nie przejmuję, bo ostatecznie nie muszę rodzić dziecka już teraz, może to
być za parę lat. Na co dzień "okazuje się", że mamy całkowicie różne sposoby
na życie i całkiem odmienne oczekiwania, wartości, priorytety.
On uwielbia siedzieć sam ze mną w domu - ja uwielbiam gości.
On jest w gruncie rzeczy ateistą - ja jestem silnie związana z kościołem.
Mam Przyjaciółkę, której On serdecznie nie znosi. Zresztą z wzajemnością.
Moi Rodzice wychowali mnie "wolnościowo" i nie wtrącają się do tego, jak żyję
- służąc w razie prośby pomocą. Jego Rodzice uważają, że naturalnym jest,
jeśli wiedzą o stanie naszego konta, o częstotliwości i jakości naszego
"pożycia małżeńskiego" i tymi samymi informacjami obdarzają mojego Męża, który
potem przekazuje to mnie. Nie wspomnę o wtrącaniu się w drobniejsze rzeczy,
typu wystrój mieszkania ("kto to widział, żeby wszystko było na kremowo z
czarnymi dodatkami?! To trzeba ożywić kolorystycznie!" - moja Teściowa).
Dla Niego słowo "bezpieczeństwo" oznacza wysoki status majątkowy - mi nigdy na
pieniądzach nie zależało - uważam, że można być szczęśliwym, żyjąc miesiąc w
miesiąc od pierwszego do pierwszego.
Oczywiście jesteśmy z mężem w sobie zakochani i uważamy, że to są wszystko
nieistotne drobiazgi, które jakoś da się dotrzeć. Docieramy głównie seksem -
oboje młodzi i niewyżyci. Na ulicy chodzimy trzymając się za ręce, patrząc
sobie w oczy. "Dorabiamy się" kociaka i szczeniaka - taki erzac dziecka.
Samodzielne - służbowe - mieszkanko, meblowanie go, urządzanie na nasze potrzeby.
Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku - przecież wiadomo, że ludzie
nie są idealni i zawsze jakieś różnice są. Prawda?