Dodaj do ulubionych

Proszę o pomoc!

24.05.06, 01:08
Przepraszam, może nie zabrzmi to dobrze, ale czytając Wasze posty czuję, że
nie tylko ja mam taki problem i... jest mi raźniej.Jestem pierwszy raz na tym
forum i nigdy nie myślałam, że ten problem mnie też będzie dotyczył, choć
trzy lata temu mój mąż zakochał się w koleżance, co jednak się nie rozwinęło
w głębszy romans i dalej potrafiliśmy z sobą żyć.
Jestem w piątym miesiącu ciąży i mam 15-miesięcznego synka. Mój mąż trzy
miesiące temu ogłosił mi, że już mnie nie kocha i nic nie czuje do mnie oraz
do drugiego dziecka. Jest mu żal synka, ale niestety nie ma już dalej
ochoty.Rozmowa ta była zainicjowana przeze mnie,gdyż od początku roku
widziałam jak bardzo się zmienił, jak stał się obcy i nieczuły.Przyparłam go
do muru, bo pytany wcześniej twierdził,że wszystko jest ok i mam obsesję, on
taki jest zmęczony i nie chodzi o mnie.Planowaliśmy drugie dziecko w
przyszłości, choć może nie tak szybko. Po zajściu w ciążę troszkę byłam
załamana, ale mąż bardzo się cieszył i widział same plusy. Zaczęłam mieć
chwilowe problemy z utrzymaniem ciąży,które jednak dość szybko minęły.
Potem przyszedł jakiś kryzys i w końcu mąż przyznał się do tego co napisałam
na początku. Zarzekał się, że nie stoi za tym żadna kobieta,że to jego
osobiste refleksje, że przemyślał, że jest mu przykro, że żałuje iż wogóle
się ze mną ożenił i nam obojgu zniszczył życie. Jednak zrozumiał to za późno
i teraz jest zmuszony być ze mną ze względu na dzieci.
Po pierwszym szoku, łzach i strasznym załamaniu zaczęłam jakoś się zbierać w
sobie, chciałam być inna, lepsza, winiłam tylko siebie za ten stan rzeczy.
Widziałam mnóstwo rzeczy, które zaniedbałam teraz i w przeszłości. Niestety,
mąż oddalał się ode mnie coraz bardziej, choć ja na nic nie nalegałam,
byliśmy dla siebie obojętni, bo on o to prosił.
Myślałam, że w końcu jakoś się upora ze swoimi uczuciami i znowu mnie
pokocha, tymczasem zupełnie zmnieniłam swoje zachowanie, przestałam zrzędzić,
marudzić, zajęłam się swoimi sprawami, jednocześnie dbając o niego i nic nie
narzucając.
Wczoraj szukałam na komputerze swojego listu, który napisałam dzień wcześniej
do przyjaciółki i miałam wysłać mailem. Przez zupełny przypadek otworzyłam
list, zaczęłam czytać i początkowo myślałam, że jest skierowany do mnie od
męża, a po chwili zrozumiałam, że jest napisany przez niego do innej kobiety.
Wyznawał w nim szaleńczą, jedyną i odnalezioną miłość, żałował, że mógł być
bardziej stanowczy, by nie odeszła, marzył by z nią być na jawie i we śnie.
To co odczułam, możecie sobie wyobrazić.
Wpadłam w straszną histerię, przyznaję i jak tylko mąż przyszedł do domu
zrobiłam awanturę, płakałam, krzyczałam. On spokojnie przyznał się do
kochanki. Stwierdził, że kocha ją, ale nie może z nią być, bo ona po kilku
miesiącach (raz mówił o pół roku,raz o miesiącu trwania)romansu kiedy
dodatkowo dowiedziała się o mojej ciąży szlachetnie skorzystała z oferty
pracy w innym mieście i przestała umawiać się z moim mężem na skutek wyrzutów
sumienia(była w naszym mieście na stażu w pracy mojego męża).
Powiedział, że kocha ją bo jest cudowna, dała mu to, czego ja nigdy mu nie
dałam i nie dam i nie czuje żadnych wyrzutów sumienia. Miał nadzieję, że
poronię i wtedy by się rozwiódł i został z tamtą, ale ta ciąża zepsuła mu te
plany.On wie, że ona jest idealna, że to dziewczyna, z którą byłby nareszcie
szczęśliwy, że to "ta jedyna", dla której chce mu się śpiewać, żyć, pisać
wiersze, czego o mnie nie można powiedzieć. Współczuje mi, ale to wszystko co
ma mi do zaoferowania.
Na dodatek oznajmił, że zaplanował samobójstwo, bo żyć ze mną dalej nie
potrafi, nie chce też się rozwieść, bo wszyscy by go negatywnie osądzili,
nikogo by już nie znalazł i boi się samotności. Ma poza tym problemy w pracy,
nie widzi sensu i motywacji do życia, napisał już listy pożegnalne, wszystko
już jest naszykowane. Ja, sama już nie mając siły do życia namówiłam go na
wizytę u psychologa. Wyszedł z niej z takim samym postanowieniem jak i wszedł.
Rozmawiam z nim od wczoraj cały czas na spokojnie, tłumaczę, że rozumiem, że
dziecko, że kocham, że wybaczyłam i jest dla nas nadzieja. Że już bardzo się
zmieniłam, zrozumiałam, że jeszcze naprawimy to co nas kiedyś łączyło. On
twierdzi, że nigdy przy mnie nie czuł tej miłości, którą czuje do niej, że w
skrócie mówiąc byłam pomyłką i błędem życiowym za który teraz płaci.
Zgodził się, by jutro jeszcze pogadać. Myślę jak mu pomóc i jak ratować
rodzinę.
Jest mi bardzo, bardzo źle, ale nie popadam w rozpacz. Zrozumiałam swoje
winy, zroumiałam jego, nie wiem, czy dalej chcę z nim być, ale nie mogę
dopuścić, by się zabił.On mówi,że za kilka dni go już nie będzie. Teraz nie
wiem, czy po tym wszystkim co mi zrobił go kocham,ale wiem, że mogłabym
pokochać, bo choć teraz zachowuje się jak s...syn to nigdy nie był typem
zdobywcy i podrywacza. Z drugiej strony bardzo mnie skrzywdził kłamstwami i
zdradą. Wiem też,że nie doszłoby do tego, gdybym inaczej się zachowywała.Zbyt
mocno skupiłam się na sobie i dziecku, mając żal do niego o nieokazywanie
uczuć.
Na koniec dodam tylko, że powiedział mi, że nawet gdy wrócimy do siebie to on
znowu mnie zdradzi, bo nie ma we mnie tego, czego on szuka u drugiej osoby.
Przepraszam za chaotyczny i długi list i gratuluję tym,którzy dali radę go
przeczytać. Jestem teraz na środkach uspokajających i mam problemy z
koncentracją.
Proszę napiszcie co robić.
Obserwuj wątek
    • kurka_wodna2 Proszę o pomoc! 24.05.06, 06:54
      Aniołku smile
      Nie ma w tym Twojej winy,to musisz sobie uzmysłowić.To najważniejsze.
      Poczytaj tysiące wypowiedzi zdradzonych-zrzucanie winy na partnera przez
      zdradzającego jest podstawową wymówką,standardem takich zachowań.

      Po drugie-zakochana nie zauważyłaż 3lata temu pierwszego sygnału ewkuuacji Twego
      meża z Waszego związku.
      Po trzecie-budowałaś ten zamek,swoją ostoję ,planowałaś dzieci na
      lodzie-wystarczyło trochę gorących namiętnych spojrzeń w pracy-zadarł ogon i
      popędził.
      Przyjmij do wiadomości,że Tobie też mogło to się zdarzyć.Odkochanie,zanik uczuć
      to coś potwornego i skutkuje obojętnością dla wszystkich wokoło.
      Musisz przez to przejść-to się stało,nie szarp się i nie rozpaczaj.
      Przyjmij to do wiadomości jak rozbite lustro.Normalnym etapem będzie żałoba.Nie
      pogodzisz się nigdy z taką niesprawiedliwościa.
      Ale natychmiast zwróć się o pomoc do specjalisty.Twoje dziecko teraz buduje swój
      system nerwowy,jego tkanka jest albo nie jest prawidłowa.Musisz chronić swoje
      emocje aby chronić dziecko.

      Wierz mi,wiem dobrze co czujesz.
      Czujemy to wszyscy których zdradzono.
      Zdrada jest pochodną zaniku uczuć.
      Pozdrawiam Cię,przykro mi bardzo,ale nic nie zrobisz na brak uczuć.Tego nie
      zmienisz...

      Kto kocha nie zdradza.
      • afryka75 Re: Proszę o pomoc! 24.05.06, 08:06
        Pierwsze, co mi się nasuwa, to myśl: "niech ten facet faktycznie
        się zabije, a dzieci przynajmniej będą mieć po nim rentę"...
        Pomimo, ze- jak piszesz- Twój przypadek nie odbiega od ogólnego
        standardu, zawsze od nowa szokuje mnie taka postawa, jaką
        prezentuje Twój mąż.
        On jest strasznym egoistą, widać to w kazdym jego czynie i słowie-
        nawet samobójstwo chce popełnić z tego powodu, że nikogo sobie nie
        znajdzie po tym co zrobił. To po prostu szok.
        Ostatnianioł- rozumiem Twoją postawę- że szukasz winy w sobie,
        tego, jakie błędy popełniłaś, co mozesz zrobić, zeby było lepiej.
        Tez tak robiłam, tygodniami lezałam w nocy bezsennie i dumałam, w
        czym zawiniłam. Teraz dopiero wiem, że to nie ma sensu- wina
        naprawdę nie jest po Twojej stronie- on to wszystko zrobił nie z
        powodu tych kilu drobnych Twoich wad. Musisz zrozumieć, ze to był
        jego wybór- najpierw to zakochanie kilka lat wcześniej, a teraz
        kochanka i potajemne zdradzanie. To coś, co tkwiło w nim, jego i
        tylko jego skrajna nieuczciwosć. Jego zapatrzenie w siebie i w
        swoją wygodę. Ty, chcoćbyś nie wiem, jakim aniołem się stała, nie
        miałabyś i tak wpływu na jego postepowanie.
        Dlatego mam jedna radę, bardzo wazną- nie szukaj winy w sobie, i
        nie myśl w tej sytuacji, co mogłabyś zmienić w sobie. Piszesz, ze
        zrozumiałaś swoje winy, i to, ze chcesz z nim być. Ale zauważ,z e on nie widzi
        żadnej winy w sobie, i nic nie mówi na temat tego, że chciałby spróbować do
        Ciebie wrócić, lub cokolwiek naprawić. A z samych Twoich chęci i starań nie
        odbudujesz zwiazku, bo do tego trzeba działań dwóch osób.
        Przemawia przeze mnie teraz to, ze już jestem po tych wszystkich rozterkach,
        które teraz przeżywasz, i dlatego umiem spojrzeć na to wszystko już z dystansem-
        (co nie znaczy, że nie przechodziłam przez dokładnie te same etapy, co TY).
        Uważam, że w tym momencie powinnaś skupić się tylko i wyłacznie na sobie i
        dzieciach. Nie martwić się tym, co on czuje, co on przeżywa, itd- zauwaz, że on
        się o Was wcale nie martwi, widzi tylko siebie. MUsisz teraz robić wszystko
        tak, zeby chronić siebie.
        Przytulam Cię mocno, trzymam kciuki za to, zebyś przeszła przez to wszystko jak
        najmniej cierpiąc...


      • ladyhawke12 Re: Proszę o pomoc! 24.05.06, 08:12
        Nie zazywaj lekow, to niebezpieczne dla dziecka, takiego goscia ja bym nie
        zatrzymywala, bo nie dosc ze Cie nie kocha to jeszcze szantarzuje, i to w Twoim
        stanie, zwariowal zupelnie, chyba ze chce abys to dziecko naprawde stracila
        wtedy droga wolna jak sam to powiedzial, brzydze sie takimi ludzmi
    • akacjax Re: Proszę o pomoc! 24.05.06, 08:50
      Kto w realu wspiera Cię w Twich problemach, czy wie o tym rodzina, przyjaciele?
      najważniejsze, byś nie była teraz sama.
      A co do Twojego m. ktoś kto mówi o samobojstewi jest albo manipulatorem najniższego rzędu, albo ma poważny problem psychiczny.
      Być może powinnaś jego słowa powiedzieć jego rodzinie, nie możesz pozwolić, by wszystko spadało tylko na Ciebie.


      • brzoza75 Re: Proszę o pomoc! 24.05.06, 09:23
        czasem ale tylko czasem ciesze się, że sama odeszłam i że odeszłam ze względu
        na przemoc...,
        naprawdę powinnaś pomyśleć o jakiejś pomocy przyjaciół, rodziców, psychologa
    • alabama8 Re: Proszę o pomoc! 24.05.06, 09:32
      Dziewczyny mają rację,
      po pierwsze poszukaj wsparcia u rodziny. Sytuacja w jakiej się znalazlaś to
      żaden wstyd, rodzina wprawdzie nie może naklonić męża do zmiany zachowania - i
      nie powinna, bo dalsze pogrążanie się w związku z takim czlowiekiem nie ma
      sensu, ale rodzina zawsze cię wyslucha, zawsze wesprze.
      Pewnie nie przekonasz go do powrotu, a nawet jeśli to wróci na kilka miesięcy
      zanim nie znajdzie kolejnej babki. To przedlużanie agonii tak naprawdę.
      Ale zaraz pojawi się drugie dziecko, tu zaczyna się problem. Będziesz
      potrzebować pomocy, czy jest ktoś na kogo możesz liczyć, ktoś będzie się musial
      zająć starszym w czasie twojego porodu i po.
      Nie napisalaś w jakim stopniu mąż sprawuje opiekę nad waszym dzieckiem, czy
      jest dobrym ojcem. Jeśli nie to nie ma o co walczyć.
      Masz prawo być zla, musisz przestać winić siebie, przestań mu prać, prasować i
      sortować skarpetki, gotować obiad i tak dalej, skoro on mysli tylko o sobie to
      pozwól mu również samemu o siebie zadbać.
      • ostatnianiol Re: Proszę o pomoc! 24.05.06, 09:51
        Naprawdę, to ogromna ulga móc przeczytać Wasze posty. Wreszcie się otworzyłam i
        napisałam to wszystko i to już dało mi dużo.
        Cały czas biłam się z myślami co robić. Po tych kilku miesiącach w końcu
        dzisias w nocy postanowiłam odejść bez szarpaniny i kłótni. Uchylę mu jeszcze
        furtkę, by mieć czyste sumienie, choć szczerze mówiąc już nie wierzę w nas.
        Mam brata, który chce i może mi pomóc, mieszka w innym mieście. Powiedziałam
        też teściowej o wszystkim, nie oskarżając bynajmniej męża o całe zło. Może
        nasze stosunki z nią nigdy nie były wspaniałe i idealne, ale to bardzo dobra i
        mądra kobieta. Powiedziałam jej, ponieważ ona bardzo kocha wnuczka, by nas
        odwiedzała, by dalej utrzymywała z nim stosunki. Chce też przyjechać do nas,
        gdy będę rodziła i pomóc mi w domu i przy dziecku. Cieszę się, bo to dla mnie
        będzie ogromna pomoc. Powiedziałam jej o chęci zabicia się jej syna i mam
        nadzieję, że uda jej się go od tego zamiaru odwieść. Napisałam mu prosty i
        serdeczny list, bez żalu i utyskiwań. Zapewniłam go, że ta sytuacja nie
        oznacza, że straci dziecko, że jak najbardziej będzie mógł go odwiedzać,
        zabierać etc. Będę mu pisała o rozwoju synka i wysyłała maile ze zdjęciami.
        To jest bardzo dobry, zakochany w dziecku ojciec.
        Szkoda, że nam nie wyszło. Osiągnęłam już takie dno psychiczne, że teraz może
        być tylko lepiej. Cieszę się, że mam mądre i zdrowe dziecko, to najważniejsze.
        Zrobię wszystko, by mały jak najmniej na tym ucierpiał.
        Chcę, by mąż był i żył. Nie musi być ze mną, niech ułoży sobie z kimś nowe
        zycie, czego gorąco mu życzę. Wiem, że jeszcze przede mną trudne chwile, będę
        tutaj wpadać,bo w tej chwili czytanie Waszych postów daje mi nadzieję, że da
        się to wytrzymać i przeżyć, choćby człowiek był w najgorszej rozpaczy.
        Muszę jeszcze załatwić tu kilka spraw i wyjadę,już umówiłam się z bratem.
        Dziękuję.
        • ladyhawke12 Re: Proszę o pomoc! 24.05.06, 09:58
          Trzymam kciuki, odstaw leki prosze, i trzymaj sie
        • ak70 Re: Proszę o pomoc! 24.05.06, 13:28
          Dziewczyno... podziwiam Cię! Podjęłaś bardzo mądrą decyzję i mam nadzieje, że
          znajdziesz w sobie tyle siły, aby przy niej wytrwać. Nie mam słów dla Twojego
          męża... ale chyba miał w sobie "coś" skoro go wybrałaś... szkoda, że okazał sie
          kompletnie nieodpowiedzialnym egoistycznym draniem.
          Dobrze, że masz kogoś, kto Ci pomoże i zaopiekuje sie Toba i dzieckiem. Życzę
          Ci zdrowego drugiego dzidziusia, odnalezienia siły, którą w sobie masz i
          spotkania na swojej drodze kogoś, kto okaże sie Ciebie wart i razem stworzycie
          prawdziwy, ciepły dom. Powodzenia, ściskam!!
        • swieta_1 Re: Proszę o pomoc! 03.06.06, 19:35
          Jesteś mądrą, dzielną KOBIETĄ. Znajdziesz i Ty swoje szczęście. Trzymam mocno kciuki za Ciebie, Twoje mądre decyzje i Twoje dzieciaczki. Bądź dalej tak wspaniałą kobietą i Mamą.
    • pieknahelena70 Re: Proszę o pomoc! 24.05.06, 15:35
      Jestem w podobnej sytuacji. Też jestem w ciąży i też mam dziecko (3 latka). Mój
      co prawda zarzeka się, że nie ma romansu, ale ja to wiem. Zdradza mnie już 4
      raz. Chociaż wszyscy postrzegaj mnie jako kobietę nowoczesną,ładna itd.
      zostawałąm z nim za każdym razem. No i mój nie ma ochoty odbierać sobie życia.
      Ale wiesz co nie warto z takimi typkami się zadawać. Wczoraj byłam na dniu mamy
      w przedszkolu i wierz mi tych kilka chwil, te ciepłe rączki zarzucone na
      szyjkę, całusy, dlatego warto żyć. Dla tych kilku chwil. Wiem, że cięzko jest
      Ci ciężko, mnie też jest, ale jak myślę o ciągłym życiu ze świadomością, że on
      może mnie znowu zdradzić, to od razu znikają wątpliwości. Przeżywać to kolejny
      raz. NIE. Ja powiedyiaam sobie NIE. Jak to mowia tego kwiatu, to polswiatu.
      Poydrawiam
      • ostatnianiol Re: Proszę o pomoc! 25.05.06, 08:17
        Dziękuję za wszystkie posty. Jest mi niezwykle ciężko.Mam ochotę obudzić się i
        uświadomić,że to był tylko zły sen. Nie mam już sił do życia. Codziennie
        rozmawiam z nim i mówię,że musi żyć dla synka.Ale jak widzę jak mnie traktuje,
        że jedynym problemem jaki widzi jest to, że po rozwodzie zniszczą go ludzie i
        wyrzuty sumienia,że zostawił rodzinę, to nie mam już siły. Ja jeszcze naprawdę
        go kocham,ale nie wyobrażam sobie życia z nim po tym co robił,świadomie i z
        premedytacją. Najgorsze jest to,że nieczego nie żałuje,żałuje tylko,że nie
        sprawił,by ona została. No i w końcu tego, że mógł mnie wcześniej zostawić i
        nie byłoby zdrady. Nie wyobraża sobie rozwodu, ale życia ze mną również, bo
        choć kochał mnie kiedyś mocno, to nie jestem w stanie dać mu takiego szczęścia,
        jakie tamta dałamu mu przez miesiąc. Wiem,że popełnia błąd, że jest na
        zakochaniowym haju. Dodam tylko, że nasze małżeństwo nie było nigdy bardzo
        spokojne i stateczne, byliśmy zwariowaną parą dzieciaków, którzy się pobrali,
        ale kłócili, niezgadzali, a jednocześnie było u nas dużo miłości. Teraz
        widzę,że chyba tylko z mojej strony, on mi za bardzo tego nie okazywał.
        Jak mi powiedział teraz, wtedy nie potrafił, teraz-jej-potrafił.
        Te rozmowy o tym,że on sobie nikogo już nie znajdzie,że nie wyobraża sobie
        samotności spowodowały we mnie również panikę. Co ja tak naprawdę zrobię sama z
        dwójką maleńkich dzieci? Nie wyobrażam sobie tego,całe dorosłe życie byłam z
        nim, nie wyobrażam sobie nikogo innego. Jego po tym co się stało już też. Też
        mam już myśli samobójcze, ale wiem,po prostu wiem,że nie mogę tego zrobić, bo
        dzieci. Mam już jednak dość życia,nie widzę sensu,wszystko jest nie tak,nigdy
        nikogo już nie pokocham,a mężowi,nawet gdyby przeprosił i obiecał poprawę (co
        jest niemożliwe) nigdy nie zaufam. Nie ze względu za zdradę,ale to,że jak
        powiedział zawsze będzie zdradzał,bo ja to nie jest "ta wyśniona".On wierzy,że
        na świecie jest gdzieś ta połówka jabłka,która na niego czeka.Nie mam już na
        nic siły,chcę zasnąć i nigdy się już nie obudzić.
        Wyjeżdżam za kilka dni.Ale boję się jechać,bo on może to zrobić.
        • maheda Re: Proszę o pomoc! 25.05.06, 09:17
          Rozmawiałaś z jego rodziną? To BARDZO ważne, im szybciej, tym lepiej.
          Może niech pojedzie na tydzień na urlop do swojej mamy, sam, bez Was?
          Co do rozwodu - zawsze możesz zrobić tak, że to Ty wniesiesz pozew o rozwód
          (więc to Ty będziesz ta zła i niedobra), bez orzekania o winie.
          A Twoim mężem powinien zająć się psychiatra, choćby po to, żeby określić, czy
          faktycznie chce popełnić samobójstwo (bo wszak może mieć problemy psychiczne),
          czy tylko Tobą wstrętnie manipuluje.
          • crazysoma Re: Proszę o pomoc! 25.05.06, 09:59
            Aniolku...
            Jak czytam co piszesz staje mi przed oczami moje zycie sprzed dwoch i pol lat.
            Brrrr. Tez w zaawansowanej ciazy myslalam jak tu skonczyc ze soba - gaz...
            prochy... okno odpadalo - nie wgramolilabym sie na krzeslo smile Do dzis nikt nie
            wierzy ze naprawde to chcialam zrobic... i niech tak zostanie. Moj eks "nie
            chce go znac" nie mial zadnych wyrzutow sumienia, dzis tez takowych nie
            posiada. Nawet przepraszam nie powiedzial bo niby za co??? uwaza ze skoro
            trafil na kobiete swego zycia (niejedna z nas moglaby sie uczyc od niej
            bezczelnosci, tupetu, i zadufania w sobie identycznego jak u mojego eks) to
            absolutnie moze zostawic rodzine. pod pewnymi wzgledami jego totalny brak serca
            i ludzkich odruchow np wzgledem starszej corki (nie wyobrazam sobie ze mozna
            tak wprost dziecku nadwrazliwemu powiedziec kocham inna odchodze)przypomina
            mi... hitlerowcow. I to wcale nie jest smieszne.
            Aniolku niejedna z osob tu piszacych doskonale wie jak Ci zle. A moze nawet
            wszyscy. I jak Ci powiem ze to mija i tak nie uwierzysz. Niektore rzeczy chyba
            zostaja w nas juz na zawsze ale z czasem i one bledna.
            Ale mysle sobie tak
            - koniecznie musisz isc do jakiegos psychologa - nie wiem gdzie mieszkasz mam
            nadzieje ze w poblizu Twojego miejsca zamieszkania sa jacys darmowi terapeuci,
            psychodzy, ktokolwiek przed kim moglabys sie wygadac, wyplakac kto dalby Ci
            nadzieje na zobaczenie swiatelka na koncu czarnego tunelu.
            - jak nie psycholog to kolezanka, rodzina, ktos bliski zebys nie czula sie taka
            sama
            - zapewne chcesz pomoc mezowi ale mysle teraz to TY potrzebujesz pomocy. Wiesz
            co wspolczuje Mu (jesli faktycznie nie manipuluje Toba z tym samobojstwem) bo
            pewnie jest mu niefajnie ale to nie zmienia faktu ze jest niedojrzaly i
            egoistyczny
            - nie mysl o zadnych rozwodach, podziale majtku itp nie czas na to
            - znajdz miejsce gdzie w spokoju jako takim dotrwasz do porodu.
            - nie miej wyrzutow ze czujesz sie tak jak czujesz trudno zeby bylo inaczej w
            tej sytuacji ale pomysl ze to naprawde nie koniec swiata
            - zobaczysz jakie fajne dziecko bedziesz miala - jak powiedzial moj pan
            ginekolog z trudnych ciaz sa niesamowite dzieci (w moim przypadku sie zgadza
            choc nie powiem ze bylo latwo przez pierwsze dwa lata, nerwusek okropny) to
            chyba jakas rekompensata czy co?
            - i chyba najwazniejsze "daj czasowi czas"...

            pozdrawiam trzymaj sie najmocniej jak potrafisz

        • alabama8 Re: Proszę o pomoc! 25.05.06, 09:27
          > Nie wyobrażam sobie tego,całe dorosłe życie byłam z
          nim, nie wyobrażam sobie nikogo innego.<
          To chwilowe, zapewniam. Poczytaj co tu dziewczyny piszą, po uwolnieniu się z
          nieszcześliwego związku 80% z nich nie wyobraża sobie mieszkania z kolejnym
          chlopem.
          U mnie nagle okazalo się że jestem swoim wlasnym przyjacielem, że robię co
          chcę, że nie muszę się użerać, że jest spokój, że mogę polegać tylko na sobie i
          mi to odpowiada. Że nie ma klutni, że nikt nie rozrzuca ubrań po chalupie, że
          nikt nie wyżera ostatniej kromki chleba w niedzielę rano, że panuję w końcu nad
          swoim życiem i nie muszę się z niczym liczyć oprócz dziecka. Blogostan, prawda?
          • kiejbi1 Re: Proszę o pomoc! 25.05.06, 10:01
            Aniołku!czytając Twój list płakałam jak bóbr.ja odeszłm od męza bo molestował
            mnie psychicznie i fizycznie,o wielu rzeczach nikomu nie powiedziałam choć
            mineło już 7 lat a ja mam drugiego meża i tym bardziej ciebie podziwiam ze
            znalazłas w sobie tyle siły by sie otworzyc,ja boję sie ludzi choc dzięki forum
            coraz mniej.poza tym nie wiesz jakim skarbem jest rodzina ,ode mnie sie
            odwrócili,bo odeszłam od faceta który pływał w kasie nie liczyło sie to ze mnie
            zadreczal.poza tym kiedy ktos mowi ze chce popelnic samobójstwo to nie popełnia
            go a jego gadanie wynika z jego egoizmu i checi zastraszenia ciebie.błagam cie
            tak jak reszta forumowiczow,uważaj na siebie i dziecko,teraz wy jestescie
            najważniejsi.mam nadzieje ze twoja inicjatywa by wysyłac zdjecia dziecka nie
            skonczy sie fiaskiem i nie obroci sie przeciwko tobie,tak jak to bylo w moim
            przypadku.trzymam za ciebie mocno kciuki ,daj znac jak ci sie uklada.nie bedzie
            łatwo ,ale wiedz ze juz teraz masz tu ludzi ktorzy sa z toba całym sercem i
            wspieraja was dobrymi mysłami.pozdrawiam.
          • afryka75 Re: Proszę o pomoc! 25.05.06, 10:24
            Aniołku, wyjedź spokojnie- tak jak pisałam wcześniej: musisz myśleć teraz
            przede wszystkim o sobie i dzieciach, a nie o nim.
            Nie wierzę w to jego samobójstwo- gdyby naprawdę chciał to zrobić, to by nie
            trąbił o tym wszem i wobec. To typowie użalanie się nad sobą samym. Niezwykle
            żałosne- najpierw nabroił, a jak mu nie wyszło z kochanką, to teraz popadł w
            depresję. Ciekawe, czy miałby podobne wyrzuty sumienia, gdyby ochanka go nie
            zostawiła?

            Odnośnie poczucia, ze mogłabym być tylko z moim ex i na pewno nikogo już nie
            pokocham, to miałam to samo- dla pocieszenia powiem Ci, że kiedy obiekt usuwa
            się sprzed oczu, to troszkę takie myślenie mija.
            Trzymaj się.
        • 1madzia Re: Twój mąż to Twoje trzecie dziecko 25.05.06, 11:23
          Człowiek, który mówi o tym, że chce popełnić samobójstwo, czyni to, żeby skupić
          na sobie uwagę i Twojemu mężowi - jak widać - udaje się to doskonale.
          Prawdziwi samobójcy nie mówią o tym, tylko podejmują próby samobójcze, często
          udane za pierwszym razem. Twój mąż, zbyt kocha siebie, żeby to zrobił.
          Psycholog w takich sytuacjach radzi, aby na takowe stwierdzenie delikwenta
          odpowiedzieć: "no, to zrób to. Ulżysz innym" (nie myśl, że żartuję Aniele).
          Stwierdzenie, że będzie Cię zdradzał, bo nie jesteś jego "wyśnioną" a
          jednocześnie nie chce bez Was żyć, należałoby odczytać: "Nie kocham Cię, ale
          boję się samotności, przyszłości, trudu układania sobie życia na nowo, kłopotów
          związanych z przeprowadzaniem rozwodu...i etc." W konsekwencji prowadzi to
          właściwie do kolejnych poszukiwań kochanki, do której gwałtowne uczucie da mu
          siłę do pozostawienia obecnej rodziny.
          Może to zabrzmiało okrutnie z mojej strony, ale czytam Twoje wypowiedzi "na
          zimno", jako osoba niezaangażowana emocjonalnie w Wasze sprawy.
          Ty, troszczysz się teraz o dzieci i o niego. On w tej sytuacji jest teraz
          najważniejszy ? Kto troszczy się O Ciebie?


          Rozumiem Twoje postępowanie i zachowanie wobec niego. Po pierwsze - kochasz go
          a po drugie - jakiekolwiek rozwiązanie Twojej sytuacji będzie trudne i będzie
          bolało.

          Życzę Ci dużo siły i wiele rozwagi w podejmowaniu decyzji a w szeczególności
          dystansu bez miary wobec jego zachowań i słów, tak charakterystycznych dla
          osobników niedojrzałych emocjonalnie.

          Gorąco pozdrawiam smile))))
          • misbaskerwill Re: Twój mąż to Twoje trzecie dziecko 25.05.06, 13:59
            Potwierdzam.
            Człowiek, który naprawdę chce popełnić samobójstwo - robi to, często nawet
            zapomina pozostawić listu pożegnalnego...
            Jeśli komukolwiek o tym mówi, jeśli chce rozmawiać - znaczy, że chce żyć, jest
            potwornym tchurzem, chce, żeby ktoś go pogładził po głowce i powiedział "jesteś
            dobry".

            A jest gównianym egoistą!!!!
            ___________________________________
            Samobójstwo = egoistycznie ukierunkowane spowodowanie bezterminowej dysfunkcji
            • misbaskerwill Re: wpadka 25.05.06, 14:00
              Ale się zdenerwowałem - TCHÓRZ przez "o z kreską"...
              Ale zabrakło mi TCHU by to poprawić przed wysłaniemsmile)))
              • kurka_wodna2 Aniołku 25.05.06, 14:57
                > Nie wyobrażam sobie tego,całe dorosłe życie byłam z
                nim, nie wyobrażam sobie nikogo innego.<
                To chwilowe, zapewniam. Poczytaj co tu dziewczyny piszą, po uwolnieniu się z
                nieszcześliwego związku 80% z nich nie wyobraża sobie mieszkania z kolejnym
                chlopem.
                U mnie nagle okazalo się że jestem swoim wlasnym przyjacielem, że robię co
                chcę, że nie muszę się użerać, że jest spokój, że mogę polegać tylko na sobie i
                mi to odpowiada. Że nie ma klutni, że nikt nie rozrzuca ubrań po chalupie, że
                nikt nie wyżera ostatniej kromki chleba w niedzielę rano, że panuję w końcu nad
                swoim życiem i nie muszę się z niczym liczyć oprócz dziecka. Blogostan, prawda?
                • brzoza75 Aniołku 25.05.06, 15:19
                  ja się podpisuję pod tym co wszyscy napisaliście i powiem wam więcej,
                  chodząc na grupę dla kobiet doświadczających przemocy wielokrotnie słyszałam
                  opowieści jak to panowie straszyli swoje żony, że popełnią samobójstwo , zawsze
                  primo zostawiając sobie furtkę: "jak wócić z zaświatów" secundo jak taką żonę
                  do znęcania się nad nią zatrzymać , własnie tym groźbą że sobie coś zrobią
                  kuriozalne, prawda? czy działało ? oczywiście że tak to zawsze działa bo tu są
                  uczucia jeszcze..., ale spojrzenie na to od strony kurcze facet tylko straszysz
                  i zostawienie go z tym mam sens.
                  • kurka_wodna2 Szantaż emocjonalny 25.05.06, 15:57
                    Dziewczyny,w sieci krążą różne książki,on-line;

                    KTO MA " SZANTAŻ EMOCJONALNY" ?
                  • tk_s Re: Aniołku 25.05.06, 21:33
                    Niestety Twój mąż to a) świr, b) tchórz, c) egoista. Dobrze czynisz przecinając
                    to wszystko. Koleżanki słusznie radzą psychologa. Zaglądanie tutaj (jak wiesz)
                    też może trochę pomóc. Wyrazy współczucia. Ciesz się z dobrego brata i dzieci.
                    --------------------------------------------------------
                    Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
                    Carter)
                    --------------------------------------------------------
    • nangaparbat3 Re: Proszę o pomoc! 26.05.06, 00:41
      Aniołku,
      sadząc po tym, co Twoj maż wygaduje, emocjonalnie jest na poziomie (głupawego)
      czternastolatka. To niech sie nim zajmie rodzina, dziewczyny slusznie radzą.
      Nie wiem, czy to pocieszenie, ale doswiadczenie mi mowi, że ktoś, kto tak
      traktuje swoją kobietę, bedzie podobnie traktował następną, i następną.
      To oczywiście musi trochę potrwać, ale masz jak w banku - mam jednak nadzieję,
      że kiedy juz tak będzie, nie bedzie Cię to ani trochę interesować.
      Pozdrawiam Cie serdecznie i zyczę duzo szczęścia na nowej, samodzielnej drodze.
      Naprawdę, nie jest ona taka zła smile))
    • marcepanna Re: Proszę o pomoc! 03.06.06, 12:46
      Niekoniecznie twoj maz jest na poziomie 14-latka, ale jesli zrobi to, tzn
      zabije sie, tym czynem ukarze takze ciebie.
      Samobojstwo nie jest dla samobojcy ale dla tych ktorzy zostaja, to oni do konca
      zycia beda ukarani.
      W tym wypadku wymowa jego grozb jest taka: ukarac zone za to ze jestem z nia
      nieszczesliwy!

      Albo druga opcja: histeryzuje chcac odwrocic uwage od zdrady i dazyc do zgody
      jednak.Taka taktyka.

      Nie wiem jak bym postapila, to trudne
      Raczej nie powinnas go zostawiac samego, bo jesli sie powiesi to bedziesz miec
      z tym wiekszy problem niz masz teraz z jego zdrada.
      Dlaczego nie wyjechaliscie razem ? O kurcze, napisz koniecznie co sie dzieje,
      jak wrocisz

      • marcepanna POWIADOMIC POLICJE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 03.06.06, 12:50
        Zreszta o ile sie nie myle czlowiek ktory odgraza sie samobojstwem MUSI BYC
        przesluchany przez policje, o tym jest obowiazek powiadomienia policji, tak
        mnie sie wydaje ze takie jest prawo

        JA bym wlasnie tak zrobila, powiadomilabym policje a ta zawiezie delikwenta do
        psychiatryka, tam sie zajma nim specjalisci

        Mozesz miec jeszcze powazne problemy z prawem jesli on sie zabije
        • hayet1 samobójstwo? niezły wybieg 03.06.06, 16:27
          Mojej znajomej mąz, po tym jak wydała sie jego zdrada tez straszyl
          samobójstwem.jakie szopki facet odwalał to w pale sie nie miesci.nie stawial
          sie w pracy po nieobecnosci calonocnej w domu i zaczynaly sie poszukiwania.W
          garazu na suficie powieszony stryczek i krzesło pod spodem , ale jego
          brak.Dalsze poszukiwania, dzwonienie po znajomych, wreszcie na policje.A on co
          zrobil??? Uchlał sie , zeżarł pare pigułek i sam pojechal do szpitala!!!!! Na
          domiar złego nigdy romansu nie zakończyl i nie wiadomo do dzis o co mu biega.W
          koncu wywalili go z pracy, wyjechal za granice , zonie mowi ze nie ma kasy ,
          ale kochanke sponsoruje o czym dokladnie wie jego rodzina.Wielu facetów to
          debile, twoj mąz także.
    • farrukh2 Re: Proszę o pomoc! 05.06.06, 12:08
      Wiesz co, az mi kolana sie ugiely. Jestes niezwykle silna kobieta. Ale nie daj
      sie. Twoj maz jest niedojrzalym gowni....m . Jest na dobra sprawe bardziej jak
      Twoje dziecko. Napewno nie jako partner zyciowy. Uwazam, ze nie zmieni sie.
      Jego slowa, postepowanie w sytuacji, gdy jestes w ciazy, swiadcza o totalnym
      braku odpowiedzialnosci za drugiego czlowieka. Wiecej nie napisze, bo i tak sie
      rozpedzilam.
      Dasz sobie rade bez niego, napradwe bedzie lepiej, niz skazywac sie na takiego
      faceta.
      • ostatnianiol Re: Proszę o pomoc! 05.06.06, 23:42
        Ostatnie wiadomości.Mąż w końcu dał się namówić i poszedł do psychiatry,bierze
        antydepresanty.Zaczął tez chodzić do psychologa.Ja też byłam u innego
        psychologa,który doradził mi wstrzymać się z decyzją o wyjeździe i zapytał mnie
        czy chcę ratować to małżeństwo.Chcę,mimo,że boli strasznie.Poczekam aż wszystko
        się uspokoi.Mąż przestał bredzić o samobójstwie,chyba nie jest już taki
        załamany.Gdy leki zaczną działać i depresja minie pogadamy o przyszłości,bo
        teraz on wszystko widzi w czarnych barwach.Nie wiem,co mu się stało,czy nagle
        dopadł go kryzys wieku średniego,czy rzeczywiście nigdy mnie nie kochał,jak
        twierdzi?Wydaje mi się,że był ze mną szczęśliwy,to raczej ja miałam kiedyś
        wrażenie, że jemu bardziej pasuje ten związek niż mnie.
        Mam strasznie zmienne nastroje,raz chcę natychmiast to kończyć,a za chwilę
        odbudowywać.Dlatego poczekam aż wszystkie emocje opadną i na zimno podejmę
        decyzję.Ogromnie Wam dziękuję za tyle wsparcia,za mądre i ciepłe komentarze.
        • marcepanna Re: Proszę o pomoc! 06.06.06, 20:33
          Ja tez tak mysle jak Ty, byl z Toba szczesliwy ale wplatal sie z ciekawosci w
          romans, moze nie mial dosc sily aby sie oprzec pokusie?
          Teraz przemyslal i tak naprawde chce wrocic odwracajac uwage od zdrady

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka