ostatnianiol
24.05.06, 01:08
Przepraszam, może nie zabrzmi to dobrze, ale czytając Wasze posty czuję, że
nie tylko ja mam taki problem i... jest mi raźniej.Jestem pierwszy raz na tym
forum i nigdy nie myślałam, że ten problem mnie też będzie dotyczył, choć
trzy lata temu mój mąż zakochał się w koleżance, co jednak się nie rozwinęło
w głębszy romans i dalej potrafiliśmy z sobą żyć.
Jestem w piątym miesiącu ciąży i mam 15-miesięcznego synka. Mój mąż trzy
miesiące temu ogłosił mi, że już mnie nie kocha i nic nie czuje do mnie oraz
do drugiego dziecka. Jest mu żal synka, ale niestety nie ma już dalej
ochoty.Rozmowa ta była zainicjowana przeze mnie,gdyż od początku roku
widziałam jak bardzo się zmienił, jak stał się obcy i nieczuły.Przyparłam go
do muru, bo pytany wcześniej twierdził,że wszystko jest ok i mam obsesję, on
taki jest zmęczony i nie chodzi o mnie.Planowaliśmy drugie dziecko w
przyszłości, choć może nie tak szybko. Po zajściu w ciążę troszkę byłam
załamana, ale mąż bardzo się cieszył i widział same plusy. Zaczęłam mieć
chwilowe problemy z utrzymaniem ciąży,które jednak dość szybko minęły.
Potem przyszedł jakiś kryzys i w końcu mąż przyznał się do tego co napisałam
na początku. Zarzekał się, że nie stoi za tym żadna kobieta,że to jego
osobiste refleksje, że przemyślał, że jest mu przykro, że żałuje iż wogóle
się ze mną ożenił i nam obojgu zniszczył życie. Jednak zrozumiał to za późno
i teraz jest zmuszony być ze mną ze względu na dzieci.
Po pierwszym szoku, łzach i strasznym załamaniu zaczęłam jakoś się zbierać w
sobie, chciałam być inna, lepsza, winiłam tylko siebie za ten stan rzeczy.
Widziałam mnóstwo rzeczy, które zaniedbałam teraz i w przeszłości. Niestety,
mąż oddalał się ode mnie coraz bardziej, choć ja na nic nie nalegałam,
byliśmy dla siebie obojętni, bo on o to prosił.
Myślałam, że w końcu jakoś się upora ze swoimi uczuciami i znowu mnie
pokocha, tymczasem zupełnie zmnieniłam swoje zachowanie, przestałam zrzędzić,
marudzić, zajęłam się swoimi sprawami, jednocześnie dbając o niego i nic nie
narzucając.
Wczoraj szukałam na komputerze swojego listu, który napisałam dzień wcześniej
do przyjaciółki i miałam wysłać mailem. Przez zupełny przypadek otworzyłam
list, zaczęłam czytać i początkowo myślałam, że jest skierowany do mnie od
męża, a po chwili zrozumiałam, że jest napisany przez niego do innej kobiety.
Wyznawał w nim szaleńczą, jedyną i odnalezioną miłość, żałował, że mógł być
bardziej stanowczy, by nie odeszła, marzył by z nią być na jawie i we śnie.
To co odczułam, możecie sobie wyobrazić.
Wpadłam w straszną histerię, przyznaję i jak tylko mąż przyszedł do domu
zrobiłam awanturę, płakałam, krzyczałam. On spokojnie przyznał się do
kochanki. Stwierdził, że kocha ją, ale nie może z nią być, bo ona po kilku
miesiącach (raz mówił o pół roku,raz o miesiącu trwania)romansu kiedy
dodatkowo dowiedziała się o mojej ciąży szlachetnie skorzystała z oferty
pracy w innym mieście i przestała umawiać się z moim mężem na skutek wyrzutów
sumienia(była w naszym mieście na stażu w pracy mojego męża).
Powiedział, że kocha ją bo jest cudowna, dała mu to, czego ja nigdy mu nie
dałam i nie dam i nie czuje żadnych wyrzutów sumienia. Miał nadzieję, że
poronię i wtedy by się rozwiódł i został z tamtą, ale ta ciąża zepsuła mu te
plany.On wie, że ona jest idealna, że to dziewczyna, z którą byłby nareszcie
szczęśliwy, że to "ta jedyna", dla której chce mu się śpiewać, żyć, pisać
wiersze, czego o mnie nie można powiedzieć. Współczuje mi, ale to wszystko co
ma mi do zaoferowania.
Na dodatek oznajmił, że zaplanował samobójstwo, bo żyć ze mną dalej nie
potrafi, nie chce też się rozwieść, bo wszyscy by go negatywnie osądzili,
nikogo by już nie znalazł i boi się samotności. Ma poza tym problemy w pracy,
nie widzi sensu i motywacji do życia, napisał już listy pożegnalne, wszystko
już jest naszykowane. Ja, sama już nie mając siły do życia namówiłam go na
wizytę u psychologa. Wyszedł z niej z takim samym postanowieniem jak i wszedł.
Rozmawiam z nim od wczoraj cały czas na spokojnie, tłumaczę, że rozumiem, że
dziecko, że kocham, że wybaczyłam i jest dla nas nadzieja. Że już bardzo się
zmieniłam, zrozumiałam, że jeszcze naprawimy to co nas kiedyś łączyło. On
twierdzi, że nigdy przy mnie nie czuł tej miłości, którą czuje do niej, że w
skrócie mówiąc byłam pomyłką i błędem życiowym za który teraz płaci.
Zgodził się, by jutro jeszcze pogadać. Myślę jak mu pomóc i jak ratować
rodzinę.
Jest mi bardzo, bardzo źle, ale nie popadam w rozpacz. Zrozumiałam swoje
winy, zroumiałam jego, nie wiem, czy dalej chcę z nim być, ale nie mogę
dopuścić, by się zabił.On mówi,że za kilka dni go już nie będzie. Teraz nie
wiem, czy po tym wszystkim co mi zrobił go kocham,ale wiem, że mogłabym
pokochać, bo choć teraz zachowuje się jak s...syn to nigdy nie był typem
zdobywcy i podrywacza. Z drugiej strony bardzo mnie skrzywdził kłamstwami i
zdradą. Wiem też,że nie doszłoby do tego, gdybym inaczej się zachowywała.Zbyt
mocno skupiłam się na sobie i dziecku, mając żal do niego o nieokazywanie
uczuć.
Na koniec dodam tylko, że powiedział mi, że nawet gdy wrócimy do siebie to on
znowu mnie zdradzi, bo nie ma we mnie tego, czego on szuka u drugiej osoby.
Przepraszam za chaotyczny i długi list i gratuluję tym,którzy dali radę go
przeczytać. Jestem teraz na środkach uspokajających i mam problemy z
koncentracją.
Proszę napiszcie co robić.