Dodaj do ulubionych

9 lipca 1998 roku

07.07.06, 18:17
W tym dniu urodziła się moja Nisiasmile była taką małą kruszynkąsmile

o matko!! jak ten czas szybko leci.....
a teraz to juz wielka kobitkasmile)

hmm czyli czeka mnie w niedzielę trudny dzień..
bedzie MÓJ Wielce Szanowny Mąż, teściowa i teściu, dziadek który nawet nie
raczył się widzieć z wnuczką od roku ( mieszka baaaardzo blisko)


będę sie musiała powstrzymyać od komentarzy...
będzie także "lekcja pokazowa" jak ją mimo wszystko kochają...tylko tak jakos
nie maja czasu się z nią spotkać..

ech...

ale przeżyjęsmile



Obserwuj wątek
    • meyo1974 Re: 9 lipca 1998 roku 07.07.06, 20:20
      gratulacje, też mam tego dnia urodziny 32.
      1998 też w tym roku urodziła się moja córka.
    • brzoza75 Re: 9 lipca 1998 roku 08.07.06, 18:46
      Madii trzymaj się będzie ok i nie daj się sprowokować
      • screen Re: 9 lipca 1998 roku 08.07.06, 18:53
        mój synek urodził się 10 lipca 1999smile
        Tatusia nie będzie, bo za granicą, ex teściowie nie żyją, więc to mam z głowy.
        Dzisiaj przyszła paczka od tatusia. Nie powiem żeby się popisał.
        Lego+ słodycze+ kilka za dużych ciuchów i buty. Tatusiowi się wydaje, że synek
        rośnie jak na drożdżach.... chyba za te zaległe alimenty od grudnia!wink
    • joasia69 Re: 9 lipca 1998 roku 08.07.06, 19:51
      moja mała też z 1998 r., ale z listopada
      z 15 lipca, ale za to 5 lata wcześniej jest mój duzy syn smile
    • der1974 Re: 9 lipca 1998 roku 08.07.06, 20:39
      Moja się w 1999 roku urodziła. I byłem przy tym. Niesamowite wrażenie.
      • madii77 Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 20:25
        wróciłam z urodzin, (moja córcia jest teraz u babci poza Wawką)
        hmm.. tak jak przypuszczałam byla to lekcja pokazowa..jacy to oni kochani
        dziadkowie....
        owszem prezenty były bardzo trafione, ale nie w tym rzecz...
        po imprezie miała być rozmowa z Moim Wielce Szanownym Mężem...do której nie
        doszło...sad mianowicie miałam powiedzić co mnie boli .. jak wyobraża sobie i
        czy chce dalej spotykac się z córką..
        powstrzymywałam sie od komentarzy odnośnie relacji drugich dziadków z jedyną
        wnuczka...

        a to tylko dlatego ,że MWSzM pomaga mi finansowo , usłyszłam od swoich
        rodziców: "musisz byc miła dla niego, bo pomaga Ci finansowo",
        oczekiwałam od moich rodziców tego ,ze będą "stali murem za mną " wespra mnie
        i podtrzymają na duchu w trudnych chwilach dla mnie ,jak rodzice MWSzM za nim
        wiedząc jaki to zimny i wyrachowany drań...
        Moi rodzice utrzymymuja poprawne relacje z teściami i padało dziś kolejne
        zdanie " nie psuj nam relacji , bo już zepsułas swoje małżeństwo"...
        a to ja byłam ta osobą, która chciała trwać w tym "chorym związku", bo jest
        córka, to ja próbowałam ratowac , to ja chciałam... ale nic nie zrobie jesli
        druga strona nie chcę, nie widzi sensu ...i nie chce być dalej w tym związku
        (na miesiąc przed slubem zrobił liste "za i Przeciw" ...pokazał mi ją...
        wiecie... było więcej przeciw niź za, bo co to znaczy jak Cie kocham ale na
        swój sposób"... dlaczego ja wtedy nie otworzyłam oczu na to co on mówi i
        wyprawia??
        nie ma znaczenia, że użył przemocy wobec mnie...tak szybko poszło to w
        niepamięć?? ja nie moge powstrzymac sie od tego pamętam to..i stąd zaczyna sie
        powoli toczyć wojna..
        milczeć, bo on mi pomaga finansowo?? on nadal dyktyje mi warunki, ( zarabiam
        mało aby się utrzymać finansowo w Wawie.. jestem nauczycielka w wynajetym małym
        mieszkaniu, moja pensja idzie na wynajem..

        mam już tego dość!! miotam sie z myślami, powiedziął mi dziś , ze jesli nadal
        będę "podskakiwać" przestanie mi pomagac finansowo...

        nie wiem co robić..

        ksiązke moge napisać..

        spójrzcie na to?? co myślicie??




        głupia slepa miłość....
        • 374.4w Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 20:34
          a co Twojego małżeństwa, Twoich decyzji mają wzajemne relacje tesciów???, to
          żaden argument;
          nie daj sie szantażować;
          staraj sie podejmowac decyzje dobre dla siebie
          • madii77 Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 20:49
            czuje się szantażowna...
            a najgorsze jest to ,ze ciagle to ja jestem "ta zła"...

            a moje decyzje są widziane zwsze źle przez moich rodziców...

            nieważne ,że jestem tu w Wawie sama z córka i daje radę i chce byc silna i
            staram sie układac na nowo zycie, ale jak słysze od rodziców.. drugie
            małżeństwo, drugi związek będzie do niczego itp. podobne komentarze..
            a moje i tylko moje decyzje sa złe, oni zrobiliby co innego na moim miejscu..

            ech

            brak mi słów..
            • 374.4w Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 21:02
              ciężko cokolwiek radzić, oczekujesz od rodziców zrozumienia, wsparcia, a oni
              zawodzą na całej linii;
              nie jesteś zła, mam nadzieję, że jeszcze im nie uwierzyłaś;
              trzymaj sie dziewczyno, idź do celu
            • daleko_do_siebie Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 21:08
              Przecież nie jestes dzieckiem!
              Twoi rodzice maja swoje życie, ale jesteś dorosła i masz swoje.
              Przypominaj twardo jak było i dlaczego odeszłaś. W końcu dotrze. Mów o tym, że
              oczekiwałaś od nich wsparcia. W końcu dotrze. Jeżeli chca się spotykać z
              reściami - ich, nie Twoja sprawa. I mów o tym, że on nie Tobie pomaga - bo tak
              nie jest. Łoży na SWOJE dziecko, zgodnie z umową, wyrokiem sądu czy co tam
              macie. Gdybyś była sam poradziłabyś sobie bez niego - nawet z nauczycielskiej
              pensji i w Warszawie. Pieniądze są Ci potrzebe żeby DZIECKU zapewnić jakkie
              takie warunki
              I przestań przepraszać, że żyjesz... To Twoje życie i to Ty za nie odpowiadasz.
            • kruszynka301 Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 21:13
              Madii, ale właściwie dlaczego wogóle chcesz z nim rozmawiać? Macie jeszcze jakieś niewyjaśnione sprawy? Jeśli jesteście po rozwodzie, masz alimenty, to o czego jeszcze od niego chcesz?
              Ja nie rozmawiam z eksem, bo nie mamy już wspólnych tematów. Córeczka jest przy mnie, i ja ja wychowuję.
              Nie bardzo wiem, jak jeszcze możesz "podskakiwać" i z jakiego powodu czujesz się szantażowana. Masz swoje życie, swoją pracę, córeczkę - jesteś samodzielna i niezależna.

              Inną sprawą jest czarnowidztwo Twoich rodziców - ja sobie poradziłam z własną mamą, która zaczęła mi mówić, że już sobie życia nie ułożę, wyrzucając ją za drzwi. Wiem, że to drastyczne, ale później jej wytłumaczyłam na spokojnie, co czuję, jak dla mnie jest ważne podnoszenie na duchu i wsparcie - podziałało. Już nigdy więcej nie usłyszałam dołujących scenariuszy.
              • madii77 Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 21:21
                jestem jeszcze przed rozwodem...
                a ta rozmowa, no własnie.. teraz na spokojnie sie zastanawiam jaki był jej
                cel.. chyba takie wyrzucenie swoich żalów..

                alimentów nie mam jeszcze zasądzonych ( to jest ugoda między nim a mną -
                notarialnie tylko potwierdzona)na taka się umówilismy i zgodzilismy

                byc moze trwam nadal dziwnie w tym związku niezwiązku
                dziwne sie teraz czuje..
                • daleko_do_siebie Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 21:43
                  Wyrzucanie żalów ma sens przed rozstaniem, wtedy kiedy się jeszcze rozmawia o
                  szansach. Potem już nie. I szkoda nerwów i nie ma sensu.
                  Czy liczysz jeszcze na zmianę z jego strony??? Czy chciałabys powrotu?
                  Jeśli nie - zamknij to. W trosce o siebie.
                  Jesli się wahasz - nie czas na żale, a na poważną rozmowę. Czy i pod jakimi
                  warunkami.
                  • madii77 Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 21:47
                    o powrocie nie ma mowy!!

                    własnie nie ma mnie ciałem ale czasami duszą jestem w tym chorym związku

                    musze coś w z tym zrobić , bo mam dla kogo żyć: córci i nie tylkosmile
                    • screen Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 22:08
                      Mój ex zadzwonił dzisiaj do synka i pytał kiedy właściwie te jego urodzinysmile))
                      Które to chyba już wstydził się zapytaćwink
                • kruszynka301 Re: 9 lipca 1998 roku.... relacja 09.07.06, 21:46
                  acha, teraz rozumiem.
                  Przechodzisz okres przejściowy, pełen wątpliwości.
                  Ale skoro wynajęłaś mieszkanie, starasz się żyć samodzielnie, to raczej nie jest już związek.
                  Wiem, że dziwnie się czujesz, to normalne, każda z nas przez to przechodziła - ale z czasem uwierz, że będziesz miała coraz mniej spraw wspólnych z eksem, i coraz mniejszą chęć do rozmowy.

                  Najważniejsze, że następne urodziny dopiero za rok, masz już to za sobą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka