No właśnie. Z jednym z wątków padło takie pytanie z_mazura.
Uważam, że jesteśmy na świecie po to, aby być szczęśliwym - bo po cóż innego? Nie jestem na świecie po to, aby uszczęśliwiać, czy służyć innym!!!
Ale - czy taka hedonistyczna postawa jest zła i komukolwiek szkodzi??
A teraz moje konsekwencje takiego, a nie innego postępowania:
- bezproblemowy rozwód (celem nadrzędnym było moje szczęście, więc nie zgadzanie się na rozwód z czystej złośliwości nie leżało u podstaw mojej filozofii)
- poprzez nieutrudnianie stosunki z eksem nigdy nie były wrogie, nie mam problemów ani z alimentami, ani z odwiedzinami u córeczki, córeczka ma doskonałe stosunki zarówno z eksem, jego żoną, nie mówiąc już o jej przyrodnich braciach,
- liczy się moje szczęście, więc prawie bez oglądania się do tyłu, rok po rozstaniu z eksem szybko znalazłam swoją połówkę, po kilku latach nadal jestem bardzo szczęliwa, córeczka ma tatusia domowego (miała roczek, kiedy się do nas wprowadził, więc nawet nie pamięta, że mieszkałyśmy same).
Mogę z całą stanowczością powiedzieć, że zarówno ja, moja połówka, moja córeczka, i mam nadzieję, że w przyszłym roku następny potomek

jesteśmy i będziemy szczęśliwi.
Ponawiam pytanie:
A po co Wy jesteście na świecie?
I czy jesteście szczęśliwi?