Dodaj do ulubionych

a pojutrze

01.09.06, 19:43
mielibysmy 18 rocznicę ślubu

nie mieszka z nami dwa lata. a ciągle boli jak....
nie moge się wyrażać, przykładem jako admin trza świecić...
Obserwuj wątek
    • a.niech.to Re: a pojutrze 01.09.06, 19:54
      Boję się tego bólu, który dopiero się do mnie wybiera. Trza to będzie
      przetrzymać, choć trzęsę d..ą jak jasna ch..a. Jestem sama kilka miesięcy i
      gdyby nie imponderabilia, byłoby świetnie, a przynajmniej o wiele lepiej niż z
      exem.
    • majkel01 Re: a pojutrze 01.09.06, 20:00
      kiedys spotkalem sie ze sprawa kiedy rozwod zostal orzeczony dokladnie w
      rocznice slubu. Bodajze pierwsza. Ale na szczescie rozstali sie pogodnie i nawet
      sobie z tego zartowali.
      • pudeleczko_75 Re: a pojutrze 01.09.06, 20:07
        anja trzymaj sie dzielnie. rocznice sa przykre, ale z drugiej strony zobacz ile
        Miś zyczeń dostał w watku poniżejsmile
        sciskam.
        • scriptus Re: a pojutrze 01.09.06, 20:11
          Aniu, trzymaj się i nie łam się. Bądź zawsze pogodna. Masz wspaniałe dzieci, a
          to na pewno się liczy najbardziej.
          • libra22 Re: a pojutrze 01.09.06, 20:43
            Anju- życzę Ci, aby życie przyniesło Ci coś, co pozwoli zapomnieć o rocznicach
            z eksemsmile
            najlepiej najszybciej
          • a.niech.to Re: a pojutrze 01.09.06, 21:04
            scriptus napisał:

            > Masz wspaniałe dzieci, a
            > to na pewno się liczy najbardziej.
            Wskazałabym na różne uwarunkowania owych najwyższych wartości. Przede mną ktoś
            wspominał o punkcie siedzenia/leżenia i to nie bez racji.
            • scriptus Re: a pojutrze 01.09.06, 23:42
              Spokoju nie zaznam, kobieta kwestionuje wartość dzieci ?!?!?!
              • havana06 Re: a pojutrze 02.09.06, 00:46
                Chyba żle odczytałeś, albo ona jest...
                Dzieci są NASZE !!!
                • a.niech.to Re: a pojutrze 02.09.06, 08:12
                  havana06 napisała:

                  > Dzieci są NASZE !!!
                  Tak, exa i moje.
              • tricolour A jaka jest wartość dzieci? 02.09.06, 01:16
                Przecież to nic nie znaczy, tak samo jak stwierdzenie, że dzieci są
                najważniejsze. Bo nie są...
                • nangaparbat3 Re: A jaka jest wartość dzieci? 02.09.06, 01:28
                  Zalezy. Dla jednych są, dla innych nie. Dla mnie są.
                  • a.niech.to Re: A jaka jest wartość dzieci? 02.09.06, 08:28
                    Nanaga, orientujesz się, że na tym punkcie mam co nieco hopla. Może się
                    domyślasz, komu się tak robi. Moje dzieciątka wręcz nie życzyłyby sobie, żebym
                    na pierwszym miejscu stawiała ich szanowne osoby. Chcą być wolne i mieć prawo
                    do własnych wyborów. Mogę im towarzyszyć tak dalece, jak mnie wpuszczą, zresztą
                    nie pcham się dalej. Nie robię zresztą tego wobec nikogo. Może to i źle, bo to
                    wygląda na brak zainteresowania a nie wyraz szacunku. Wydaje mi się, że
                    obowiązujue tu znaczna wzajemność. Był moment, że to ja dla nich byłam
                    najważniejsza. Nie musimy codziennie siusiać do jednego dołka lub recytować
                    listę marzeń od A do Z.
                    To się nazywa przyjaźń.
                    Gdyby mi się udało, to powiem, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie,
                    choć ciut nie do końca. Nie zaprzeczę, bo zbyt dobrze mnie znasz, żebym Cię
                    bujała. Nie można mieć wszystkiego. Takie życie.
                    • nangaparbat3 :))) 02.09.06, 10:34
                      Po prostu to co napisalam mozna bardzo roznie rozumieć.
                      Córka jest najwazniejsza, bo gdyby pojawiła sie taka potrzeba, wszystko pójdzie
                      na bok.
                      ale na co dzień na pewno nie jestem zbyt opiekunczą matką, sama potrzebuje
                      duzo swobody i niezalezności, więc też łatwo mi przychodzi uznanie takich
                      potrzeb innych osób.
                      ale był taki moment (chyba przed trzenma laty), ze musialam (chcialam,
                      zdecydowałam się) zrezygnowac z dodatkowej pracy, pracy o której marzyłam od
                      dziecka, dla ktorej przez 5 lat robiłam drugie studia - bo ona zaczęła się
                      sypać, nie wyrabiała mojego wiecznego pospiechu, zestresowania, nieobecnosci w
                      domu.
                      Wtedy decyzje podjełam natychmiast, kiedy zorientowalam się, co sie dzieje, bez
                      wahania i bez zalu, nie mając w najmniejszym stopniu poczucia, że sie
                      poswięcam.
                      Paradoksalnie zawodowo tamta decyzja wyszla mi na dobre, odkryłam nowe rejony,
                      w których mogę coś sensownego zrobić, dla mnie samej bardziej atrakcyjne,
                      bardziej rozwijajace - to taka niespodzianka smile
                      Żeby dojść do jakiejś konkluzji: córka jest dla mnie najwazniejsza, ale ani jej
                      za bardzo nie kontroluję (bo jestem za leniwa na to), ani specjalnie o nia nie
                      dbam (podobnie), ale gdyby było trzeba, wszystko zostawie, zeby jej pomóc.



                      I myslę, A.niech.to, ze w sumie za bardzo sie nie różnimy smile))

                • a.niech.to Re: A jaka jest wartość dzieci? 02.09.06, 08:13
                  tricolour napisał:

                  > dzieci są
                  > najważniejsze. Bo nie są...
                  Jeśli rzecz się rozbija o ich dobro, to z pewnością są. Wskazują na to
                  wszystkie procesy decyzyjne opisywane na forum.
                  • tricolour A ja w to nie wierzę... 02.09.06, 09:41
                    ... no chyba, że masz na mysli tak małe dziecko, że ono samo jeszcze nie
                    podejmuje własnych decyzji.

                    Przykład 1: co zrobisz jak córka (tak jak moja) zechce sobie zrobic tatuaż,
                    który ja uważam za głupotę i tępie? Bo ja "pozwoliłem" na takią fanaberię, ale
                    zaznaczyłem, że traktuję lekce osoby, które mają tak pstro w głowie...

                    Przykład 2: co zrobisz jak córka zechce wyjśc za mąż za faceta, który (Twoim
                    zdaniem wynikającym z doświadczenia) nie nadaje sie na partnera życiowego i
                    zwyczajnie obawiasz się o przyszłość dziecka? Zabronisz? Bo ja pozwolę licząc
                    się z porażką.

                    Przykład 3: Scriptus w jednym zdaniu pisze, że dzieci są najważniejsze, a dalej,
                    że widzi przerażone oczy dziecka, które nie rozumie, co się dzieje z małżeństwem
                    Scriptusa. I to jest działanie (polegające na bierności i apatii) dla dobra
                    dziecka, kurcza mać?

                    O jakich WSZYSTKICH procesach decyzyjnych mówiłaś?

                    Moim zdaniem rodzice mogą nie wiedzieć (bo i skąd) jakie sa rzeczy "dobre" dla
                    dziecka. A jak nie wiedzą, to nie mogą decydować. Mówienie, że kieruję sie
                    dobrem dziecka jest naduzyciem, ograniczaniem dziecka i pierwszym krokiem do
                    bycia toksycznym.

                    • akacjax Re: A ja w to nie wierzę... 02.09.06, 10:02
                      Ad.1. Byłam badana przez dziecię na okoliczność pomysłu z tatuażem..zanim skończył 18 lat nieustannie odpowiadałam-jak ktos ci to zrobi bez mojego pozowlenia-to będzie miał sprawę sądową...(teraz gdy syn juz skończył 18-na razie nie widzę by się oznaczył...ale na decyzje dorosłego nie mam wpływu zbyt wielkiego).
                      Ad.2. Dorosłość powinna = odpowiedzialność, ale trzeba zauważyć, że należy pozwolić dziecku na ową odpowiedzialność
                      (Tri, a może zostawic sobie trochę ułudy, że nawet źle zapowiadający się związek może się ładnie rozwinąć? u mnie było dobrze, a tak sie marnie skończyłowink
                      Ad.3. Wszystko zależy jak się owo dobro dziecka rozumie-ja też byłam w błędzie, że lepszy ojciec byle jaki niż żaden, ale to już tylko mea culpasad((


                      Cała sztuka polega na tym, by dziecko jako sens życia-tworzące rodzinę, nie stało się podmiotem naszego życia, bo trzeba zauważyć, że ono też ma swoje życie... Obecnie pracuje nad tym, by pozowlić synom żyć swoim życiem, choć jeszcze tak wiele nas łączy-ja ich utrzymuję(+niewilkie alimenty), mieszkają ze mną...
                      Bo gdyby się wyprowadzili-byłoby o wiele łatwiej-choć są wytrwali rodzice, którzy nawet na odległość potrafią w życiu dorosłych dzieci zarządzić i zamieszać.
                      • tricolour To z Twojego postu wynika... 02.09.06, 10:07
                        ... a także z mojego, że pojęcie "dziecko jest najważniejsze" nic zwyczajnie nie
                        znaczy. Ma ono jakies odniesienie do ogólnego "kierunku", koncentrowania
                        działań, planowania celów, ale w ogólnym znaczeniu NIC NIE ZNACZY.

                        PS. Moja córka, która chce studiować politologię doszła do wniosku, że tatuaż na
                        powaznej osobie, to kretynizm... i ma rację. Jak jej ojciec...
                        • akacjax Re: To z Twojego postu wynika... 02.09.06, 10:13
                          Oczywiście nie chodzi o to by lekceważyć dzieci, ale dzieci wychodzą z domu, dorastają...a "niezadbany" wcześniej związek (ta część rodziny i relacji-tylko na linii m.-ż.) rozsypuje się wtedy jak domek z kart.
                          czyli tworząc związek trzeba najpierw być Dorosłym, by przez przyjęcie Dziecka stać się Rodzicem i stworzyć prawidłową relacje na lini małżeńskiej oraz w uładzie Rodzcie Dziecko, po to by ten ostatni układ dał możliwość Dziecku przekształcenie się w Dorosłego.
                        • a.niech.to Re: To z Twojego postu wynika... 02.09.06, 10:59
                          tricolour napisał:

                          > pojęcie "dziecko jest najważniejsze" nic zwyczajnie ni
                          > e
                          > znaczy. Ma ono jakies odniesienie do ogólnego "kierunku", koncentrowania
                          > działań, planowania celów, ale w ogólnym znaczeniu NIC NIE ZNACZY.
                          Ma bardzo wymierny sens: jak najmniej kosztem dziecka, jak najwięcej dla jego
                          dobra, ale tu już zaczyna się nakreślony w innym Twoim poście dylemat.

                    • a.niech.to Re: A ja w to nie wierzę... 02.09.06, 10:55
                      tricolour napisał:

                      > ... no chyba, że masz na mysli tak małe dziecko, że ono samo jeszcze nie
                      > podejmuje własnych decyzji.
                      >
                      > Przykład 1: co zrobisz jak córka (tak jak moja) zechce sobie zrobic tatuaż,
                      > który ja uważam za głupotę i tępie? Bo ja "pozwoliłem" na takią fanaberię, ale
                      > zaznaczyłem, że traktuję lekce osoby, które mają tak pstro w głowie...
                      Jesteś starym zgredem. Poinformowałeś córkę, że zrobiła coś
                      nagannego.Negatywnie oceniłeś jej osobę. Co do mnie - pewnie wybrałabym ze
                      smarkatą wzorek i miejsce rysunku. Przemyciłabym swoje, odwołując się do
                      logicznej argumentacji i sprowadziła rzecz do_suwerennej_ decyzji córci.
                      > Przykład 2: co zrobisz jak córka zechce wyjśc za mąż za faceta, który (Twoim
                      > zdaniem wynikającym z doświadczenia) nie nadaje sie na partnera życiowego i
                      > zwyczajnie obawiasz się o przyszłość dziecka? Zabronisz? Bo ja pozwolę licząc
                      > się z porażką.
                      Stanę do krwawego boju o los dwojga dzieci. Jeśli to nic nie da, skapituluję,
                      powiększy mi się rodzina.
                      > Przykład 3: Scriptus w jednym zdaniu pisze, że dzieci są najważniejsze, a
                      dalej
                      > ,
                      > że widzi przerażone oczy dziecka, które nie rozumie, co się dzieje z
                      małżeństwe
                      > m
                      > Scriptusa. I to jest działanie (polegające na bierności i apatii) dla dobra
                      > dziecka, kurcza mać?
                      Chroni przed cierpieniem w taki sposob, jaki uważa za najwłaściwszy.
                      > O jakich WSZYSTKICH procesach decyzyjnych mówiłaś?
                      O wszystkich, które poniżej określasz jako chybione z powodu braku
                      rodzicielskiego rozeznania. Rzadko miłość jest mądra. Nie zawsze jest dobrem.
                      Nie ma takiego uniwersytetu, który wydałby dyplom dobrego (czyt. mądrego)
                      rodzica. Trzeba liczyć się z błędami i je sobie odpuszczać. Jestem tylko
                      człowiekiem, hmm..
                      > Moim zdaniem rodzice mogą nie wiedzieć (bo i skąd) jakie sa rzeczy "dobre" dla
                      > dziecka. A jak nie wiedzą, to nie mogą decydować.
                      Często jednak mają niezłe rozeznanie, co wpłynie pozytywnie na los
                      dorastającego pod ich okiem człowieka.
                      > Mówienie, że kieruję sie
                      > dobrem dziecka jest naduzyciem, ograniczaniem dziecka i pierwszym krokiem do
                      > bycia toksycznym.
                      Albo Cię dalej nie rozumiem, albo popadasz w przesadę. Pewnie, że owo dobro nie
                      może być traktowane jak lokata bankowa, bo byłaby to zbrodnia zniewolenia.
                      • tricolour Nie rozumiesz mnie... 03.09.06, 02:48
                        ... a właściwie, to nie rozumiemy siebie nawzajem... i niech tak zostanie. Widac
                        róznimy się...

                        Zreszta to jest widoczne... Tobie wolno "przemycić" SWOJE w zakresie rysunku, a
                        mnie nie wolno miec zdania na temat tego tatuażu... którego córka nigdy nie
                        zrobiła, a Ty wyczytałaś, że zrobiła...

                        No i dobrze...
                        • a.niech.to Re: Nie rozumiesz mnie... 03.09.06, 07:46
                          tricolour napisał:

                          > Tobie wolno "przemycić" SWOJE w zakresie rysunku, a
                          > mnie nie wolno miec zdania na temat tego tatuażu... którego córka nigdy nie
                          > zrobiła, a Ty wyczytałaś, że zrobiła...
                          Ty ją zmanipulowałeś, odwołująć się do ojcowskiego srutu - tutu, na który
                          nabierają się podlotki. Ja wykorzystałam wyobrażenie o dobrym smaku, guście
                          związanym z tzw.kobiecością. Solidarnie sięgnęliśmy po osobisty rodzicielski
                          autorytet. Niech sobie przylepi albo narysuje! Musi się zaraz szpecić na całe
                          życie, do jasnej ch..y!? No, jeszcze trzeba mieć po co sięgać. Ja teoretyzuję,
                          bo nigdy nie miałam takiego zgryzu z mymi dzieciątkami.
                          Dodatkowo masz odpowiedź, dlaczego tak lubię Twoje posty.
                          Dorzucam uwagę, że pomimu wyboru takiej samej drogi, Ty łatwiej trafisz do
                          syna, mnie bliżej do córki. Tri, wracaj do żony w interesie dziecka.
                          Przestaniesz być zgryźliwy i dobrze będzie. Uwierz mi.
                          • tricolour Nigdzie nie wróce... 03.09.06, 10:52
                            ... do żadnej byłej zony i interes dziecka w tym przypadku guzik mnie obchodzi.
                            Powrót do jakiejś byłej żony może byc tylko w moim własnym interesie, a ten
                            związany jest z inna kobietą. Zreszta jak Ci tak łatwo przychodzi "rada"
                            powrotu, to sama wracaj... proszę bardzo. W interesie dziecka...

                            I nikogo nie zmanipulowałem. Zapytany odpowiedziałem, co myslę na temat tatuażu
                            i wytłumaczyłem skąd moje pomysły. Nie traktuję dziecka inaczej niż innych ludzi
                            i zaznaczyłem, że tatuaz wywodzi się ze środowisk kryminalnych, że oznaczano nim
                            więźniów, a "panowie" też tak sygnowali swoje dziwki, by wiadomo było, w której
                            stajni chodzą.
                            To nie jest manipulacja? Nie - to jest jasne stanowisko w sprawie, mające
                            podstawy, dobitnie wyrażone. Mogłem oczywiście mówic o kobiecości, guście i
                            dobrym smaku, ale jestem inny niż Ty. Zresztą ona pytała ojca, faceta i nie
                            odwoływała się do mojego poczucia kobiecości..
                            • akacjax hihihi 03.09.06, 11:30
                              Pamietacie skecz "Sęk" z kabaretu Starszych Panów? Rzuca się słówko, przykład.. i cała rozmowa schodzi z głównego tematu na bzdurę...
                              I rzucił Tri tatuażemsmile)))))

                              Jego założenie było-że tego nie popiera w ogóle. (a. niech to. miała inne założenie-albo poszła dalej-co zrobić, gdy czuje się, że to nieodwołalnie nastąpi...)

                              A skutek taki, że Tri usłyszał, że powinien wrócić do ex. hihihi
                              Tak to bywa, jak pisze się na forum latami i nikt nie myśli opowiadać swoich historii, co tydzień, co miesiąc-jak tylko forum pojawi się na czołówce i nowi napłynąwink))
                            • a.niech.to Re: Nigdzie nie wróce... 03.09.06, 12:30
                              tricolour napisał:

                              > Powrót do jakiejś byłej żony może byc tylko w moim własnym interesie, a ten
                              > związany jest z inna kobietą. Zreszta jak Ci tak łatwo przychodzi "rada"
                              > powrotu, to sama wracaj... proszę bardzo. W interesie dziecka...
                              Wiem, Tri, tylko żartowałam. Nawet gdybym chciała powrócić do dawnego domu, nie
                              byłoby dokąd. Moje łóżeczko jest zajęte przez tę nową panią. Jakoś na trójkowy
                              układ brakuje mi poczucia humoru.
                  • nangaparbat3 siatka w cyrku 02.09.06, 10:44
                    Kiedys słyszałam takie porownanie, ze nastoletnie dzieci to jak akrobaci, a
                    rodzice powinni być tą siatką, ktora je uratuje, gdyby spadły.
                    Na "Samodzielnej" jest teraz watek bobiety, ktorej ktoś zrobił dziecko, po czym
                    zaproponował aborcję. Ona wpadla w rozpacz, ale kiedy opowiedziała o wszystkim
                    swojej matce, ta powiedziala, ze jest szczęśliwa, że bedzie miała wnuczkę, i
                    teraz swoją niezameżną ciężarna córke wspiera i pociesza.
                    Myslę, ze rodzice są od tego, by człowiek miał pewność, że jesli zdarzy mu się
                    coś złego, ktos mu pomoże. Nie to, zeby zddejmowac z niego odpowiedzialność i
                    chronic przed ponoszeniem konsekwencji. Ale ze doda sił, by tę odpowiedzilność
                    podjąć, konsekwencje ponieść.
                    • a.niech.to Re: siatka w cyrku 02.09.06, 11:06
                      nangaparbat3 napisała:

                      > Myslę, ze rodzice są od tego, by człowiek miał pewność, że jesli zdarzy mu
                      się
                      > coś złego, ktos mu pomoże. Nie to, zeby zddejmowac z niego odpowiedzialność i
                      > chronic przed ponoszeniem konsekwencji. Ale ze doda sił, by tę
                      odpowiedzilność
                      > podjąć, konsekwencje ponieść.
                      Jeśli nawet nic nie da się zrobić wymiernego, zawsze można kochać. Nie jest
                      takie naturalne jakby się mogło wydawać.
                      • akacjax Re: siatka w cyrku 02.09.06, 11:20
                        I wierzyć, ze kiedyś dzieci zobaczą, że to była miłość, a nie próba ingerencji w ich życie.

                        Trzeba kierować się mądrą miłością-a ta niesie w sobie przemyślenia, trudne decyzje, przewagę rozsądku nad odruchem.
              • a.niech.to Re: a pojutrze 02.09.06, 08:11
                Czy mam Ci przesłać gustowny berecik? Masz syna, przecież w pracach przy żonie
                nie wyręczał Cię we wszystkim.
    • misbaskerwill Re: a pojutrze 03.09.06, 12:50
      Droga Aniu!
      Życzę Ci, abyś jak najszybciej przestała Sobie zaprzątać głowę tą rocznicą,
      natomiast z pompą obchodziła wiele innych - radosnych.
      Jak mawia O. Dyrektor - Alleluja i do przodu!smile
    • sandrina1 Re: a pojutrze 03.09.06, 22:44
      Cześc. Ja za miesiąc będę obchodziła 9 rocznicę ślubu, chyba sama. Przez cały
      ten okres nie mieszkałam z mężem. Zaraz po ślubie stwierdził że ja będę
      mieszkała u swoich rodziców on u swojej matki, będziemy spotykać się w
      weekendy. Mówił tak że to dla naszego dobra , że zaoszczędzimy na własne M. Po
      paru latach kupiliśmy własne M ale mój mąż się do mnie nie przeprowadził.
      Przychodził po pracy a wieczorem wracał do mamusi. Bylejaki pretekst jest dobry
      do tego by nie przyszedł wogóle. teraz jest własnie taka sytuacja, mojego
      kochanego męża już nie widziałam 2 miesiące. Ale ta samotnośc mnie dobija. Chce
      mi się wyć z bólu. boje się tylko że ten ryk obudzi moje córeczki
      • libra22 Re: a pojutrze 03.09.06, 23:35
        Bardzo dziwny układ. Współczuję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka