Dodaj do ulubionych

brak mi siły...

21.09.06, 19:28
Witam wszystkich dopiero sie tu pojawiłam i powiem Wam ze nie wiem juz co ze
soba zrobic..Moj maz mnie zdradził trwało to dosyc długo..mam dowody poznalam
ta dziewczyne i nawet z Nia potrafie normalnie rozmawiac.Ja chce rozwodu a On
sie nie zgadza tłumaczy ze mnie kocha ze przeciez to nie tylko Jego wina bo
nic nie dzieje sie bez przyczyny a idealna zona nie jestem.Tak naprawde
sprawa bylaby bardzo jasna gdyby nie Nasz synek -3 latek który bardzo kocha i
potrzebuje tatusia...On tez ma z nim bardzo dobry kontakt.Druga sprawa jest
to ze zajmujemy mieszkanie kwaterunkowe i oboje jestesmy głownymi
najemcami..Nie mam pojecia jak to rozwiazac brak mi zdecydowania a cała
sytuacja mnie dobija...
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: brak mi siły... 21.09.06, 19:45
      Jakos wyjatkowo wredne wydaje mi się twierdzenie, ze Ty jesteś winna jego
      zdradzie.
      Mimo to - i wbrew opinii wiekszości (zaraz zobaczysz) - nie uważam, ze skutkiem
      zdrady musi być rozwod.
      Co więcej uważam, ze rzeczywiście mozna zdradzać kogoś, kogo się kocha.

      Kiedy sie o tym wszystkim dowiedzialaś? I czy mąż jest dla Ciebie wiarygodny,
      kiedy mowi, że kocha? A Ty - czy kochasz jego?
      • pudeleczko_75 Re: brak mi siły... 21.09.06, 19:49
        mozna zdradzić kogos kogo się kocha.
        musisz zadać sobie pytanie i odpowiedzieć na nie szczerze czy potrafisz z nim
        nadal być, tworzyć rodzinę i związek po tym wszystkim co się stało. Czy jestes
        w stanie przebaczyć i zapomnieć, albo chociaż przebaczyć i zaufac na nowo. czy
        jest co odbudowywać?
        zastanów się co dla Ciebie jest najwazniejsze i czy Ty chcesz nadal być jego
        żoną. Czy go nadal kochasz i czy to wystarczy?
        u mnie nie.....
        • majka262 Re: brak mi siły... 21.09.06, 21:11
          Tylko ze w tym wszystkim cała ta zdrada to tylko gwódz do trumny...Ja juz sama
          nie wiem czy go kocham...Chce tego rozwodu ale boje sie o dziecko...nie wiem
          jak rozwiazac sytuacje z mieszkaniem poza tym jestem pewna ze to bedzie takie
          pranie publiczne brudow...Nie wiem czy archiwum z gg moze byc dowodem maile...
          i bardzo Wam dziekuje za pomoc zawsze to miło usłyszec ze nie jest sie samym
          • a.niech.to Re: brak mi siły... 21.09.06, 21:14
            A gdybyś szła przez rozwód bez orzekania o winie? Sposób rozwiązania małżeństwa
            nie ma nic do podziału majątku.
            • majka262 Re: brak mi siły... 21.09.06, 21:43
              Ja własnie bym tak chciała bo udowodnienie jego winy w niczym mi nie pomoze
              tylko ze On mowi ze jak bedzie rozwod to wynajmnie najlepszego adwokata i zrobi
              wszystko zeby udowodnic moja wine...bo w koncu jak mnie zdradził to miał powod!
              Nie docieraja do Niego argumenty ze przeciez i tak bedziemy musieli sie widywac
              bo to ze On bedzie sie widywał z synkiem jest oczywiste a ja nie chce zeby te
              relacje były na zasadzie skakania sobie do oczu.
              • tricolour Może ona ma rację i to Ty jesteś winna... 21.09.06, 21:49
                ... wszystkiemu.

                Zastanawiem się czy rzeczywiście uważasz, że można nająć "dobrego adwokata",
                który udowodni nieprawdę? A Ty bedziesz siediała cicho i nie przeszkadzała w
                dowodzie.

                Ty naprawdę uważasz, że bedziecie "musieli" sie widywać ze względu na dziecko?

                Wiesz... albo jesteś wyjątkowo cichą i spokojna osobą, która dotąd żyła jakoś
                izolowana od świata i stąd stan błogiej naiwności, albo zwyczajnie trollujesz.
                • majka262 Re: Może ona ma rację i to Ty jesteś winna... 21.09.06, 22:29
                  Jestem raczej normalna osoba i do cichych nie naleze ale to nie ma znaczenia ja
                  napisałam tylko co On mówi jak rozmawiamy na ten temat-pewnie ze az tak naiwna
                  to ja nie jestem i mojej winy nie jest w stanie udowodnic bo nawet jakbym
                  poszła teraz z kims do łozka a on by sie dowiedział to rozwod tez skonczyłby
                  sie za porozumieniem.Chodzi mi tylko o to ze ja bede miała duzo wieksza
                  satysfakcje jesli On sie dowie ode mnie o tych dowodach jesli sama mu je
                  pokaze...a nie chce przy obcych ludziach opowiadac jaka to ja nieszczesliwa i
                  pokrzywdzona bo z mojego meza kawał s....a ja sierota nie potrafie sie
                  odnalezc.Chce tylko sie go pozbyc z mieszkania.
                  Jezeli chodzi o dziecko to wiem ze pewne kwestie bedziemy omawiali bo nasz
                  synek ma spore problemy zdrowotne i tutaj uwazam ze Jego zdanie tez bedzie
                  istotne.Podsumowujac to chodzi o to czy jest jakies wyjscie zeby On ie zgodził
                  na ten rozwod czy tylko walka ktora pewnie znajac zycie sie odbedzie bo wiem
                  jedno ze dluzej ciagnac tego nie chce...
                  • misbaskerwill Re: Może ona ma rację i to Ty jesteś winna... 21.09.06, 22:40
                    W przypadku chorego syna macie ważniejsze problemy, niż niszczyć sobie życie
                    rozwodem.
                    Mi się nie udało dotrzeć do małżonki - ale naprawdę próbowałem na wiele
                    sposobów... Może jednak Tobie się uda.
                    Przecież Twój Mąż też kocha dziecko i może w spokojnej rozmowie wbijesz mu do
                    głowy, że tak będzie lepiej (o ile będzie).
                    Żeby dla dobra dziecka zgodził się na spokojny rozwód itp. Może on ma jakieś
                    wyrzuty sumienia - przepisze na Ciebie mieszkanie i zgodzi się na intercyzę?
                    No musisz z nim mądrze POROZMAWIAĆ, dla dziecka trzeba próbować wszystkiego...

                    Jeśli facet jest twardy - poproś adwokata (nawet takiego "jednorazowego"), by mu
                    uświadomił jak ciężka jest jego sytuacja - że będzie jeszcze Tobie płacił do
                    końca życia prócz alimentów na dziecko, itp.

                    Podobno do niektórych panów dopiero wtedy dociera.
                    • majka262 Re: Może ona ma rację i to Ty jesteś winna... 21.09.06, 23:21
                      a jak to wygladało u Ciebie?

                      Mieszkanie jest tu dosyc istone bo to kwaterunek przyznany tylko dlatego ze
                      mieszkanie w ktorym mieszkalam z rodzicami poszło do rozbiorki i z racji tego
                      ze ja byłam juz w ciazy i po slubie to dostalismy kawalerke-niestety musiałam
                      go wpisac jako głownego najemce razem ze mna.
                      • misbaskerwill Re: Może ona ma rację i to Ty jesteś winna... 22.09.06, 00:29
                        U mnie to jest tak:
                        mieszkanie jest własnością moich rodziców, żona w pisemnej ugodzie zgodziła się
                        przeprowadzić do wynajętego mieszkania (które sam znalazłem i wyremontowałem, bo
                        wbrew obietnicom, niczego szukać nie zamierzała).
                        Pomimo to, i tak w sądzie wystąpiła o przyznanie połowy mieszkania do
                        zamieszkiwania. Na razie jeszcze do tej kwestii Sąd nie dotarł - bo moja sprawa
                        rozbiła się o kontakt z dzieckiem.

                        Widzisz - są kłopoty, nawet gdy człowiek jest tylko zameldowany, lecz upartysmile
                        A jak jesteście głównymi najemcami - przy rozwodzie w sądzie dowolne z Was
                        prosić co najwyżej o podział użytkowania mieszkania (typu "dla mnie lewa połowa
                        pokoju, łazienka i kuchnia wspólna").
                        Nie jestem prawnikiem, nie powiem Ci, czy i jak można sobie z tym poradzić. Ale
                        moim zdaniem z tym akurat może być ciężko. Albo mąż dobrowolnie zrzeknie się
                        prawa najmu, albo... wybacz, tego nie wiem - ale jest nadzieja, że ktoś bardziej
                        doświadczony odpowie.
                        Załóż oddzielny wątek z tym pytaniem, to nie zginiesmile

                        • majka262 Re: Może ona ma rację i to Ty jesteś winna... 22.09.06, 13:06
                          bardzo dziekuje smile))

                          Opieka nad dzieckiem to kolejny etap jednej wielkiej niewiadomej bo wiadomo ze
                          dziecko zostaje najczesciej przy matce a moj maz bedzie walczył o przyznanie
                          opieki stałej-nie ma na to szans ale wszystko to bedzie przesuwało sie ciagle w
                          czasie..
                          Pozdrowienia i zycze powodzenia
              • a.niech.to Re: brak mi siły... 21.09.06, 22:13
                majka262 napisała:

                > On mowi ze jak bedzie rozwod to wynajmnie najlepszego adwokata i zrobi
                >
                > wszystko zeby udowodnic moja wine...bo w koncu jak mnie zdradził to miał
                powod!
                Może tylko straszy?
              • bazylissa Re: brak mi siły... 22.09.06, 21:20
                I co? Znajdze świadków, że nie umyłaś szklanek? Ja dałam się w ten sposób
                zawlec w maliny przez adwokata, do którego zwróciłam się o pomoc. Żałuję
                bardzo, że nie powalczyłam.
    • semillla Re: brak mi siły... 21.09.06, 19:56
      Witaj, ja też tu jestem od dziś, pewnie bardziej doświadczeni więcej Ci poradzą.
      Najważniejsze to chyba, żebyś była pewna, że chcesz rozwodu i nie działała pod
      wpływem złości i żalu. Kiedy podjęłaś decyzję o rozwodzie?
      Zdrada to poważna rzecz, ale pytanie czy chcesz i potrafiłabyś wybaczyć? Skoro
      mąż nie chce rozwodu to znaczy, że nie chce odejśc do tamtej.
      Najbardziej zawsze cierpią dzieci, ale po rozwodzie przecież nadal Twój synek
      może mieć dwoje kochających go rodziców.
      Życzę wytrwałości i siły.


    • misbaskerwill Re: brak mi siły... 21.09.06, 22:08
      z tym, że jego adwokat udowodni Twoją winę - to blef.
      Zbierz jak najwięcej materiałów jego winy, idź po poradę do adwokata - i
      usłyszysz, że orzekanie o winie męża jest wręcz "bankowe", choć nieprzyjemne i
      będzie trwało dłużej.
      Gdyby było inaczej - moja żona walczyłaby o orzeczenie mojej winy - na 100%.
      Ale jedyne z czym się zgodziła - to brak orzekania o winie i niech się teraz boi
      - bo Sąd może orzec o winie nawet z urzędu w przypadku tak JEDNOZNACZNEJ
      sytuacji, jak zdrada (nie zrobi tego, bo zarzekałem się, że nie chcę, ale
      teoretycznie może).

      I do męża ostro - skoro on się nie zgadza - musisz udowodnić jego winę w sądzie,
      bo takie jest polskie prawo. To jest kij - no i taka jest kodeksowa prawdasmile

      A marchewka - jak będzie grzeczny i się zgodzi na Twoje warunki - darujesz mu
      orzekanie o winie. I tyle na razie wiem.
      • a.niech.to Re: brak mi siły... 21.09.06, 22:16
        misbaskerwill napisał:


        > I do męża ostro - skoro on się nie zgadza - musisz udowodnić jego winę w
        sądzie
        > ,
        > bo takie jest polskie prawo. To jest kij - no i taka jest kodeksowa prawdasmile
        >
        > A marchewka - jak będzie grzeczny i się zgodzi na Twoje warunki - darujesz mu
        > orzekanie o winie.
        Gdyby nie ten chwyt musiałabym zostać wdową.
        • nangaparbat3 Re: brak mi siły... 21.09.06, 22:24
          a.niech.to napisała:

          >> Gdyby nie ten chwyt musiałabym zostać wdową.

          Zawsze wiedziałam, ze dzielna z Ciebie kobieta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka