Dodaj do ulubionych

Jak gdyby nigdy nic....

10.10.06, 11:44
Ja bardzo prosze o poradę bo już nie daję siły...
Staram się, na prawdę staram się, ale przecież nie tylko ja mam się starać!

Mój mąż przychopdząc do domu ( przypominam że wyprowadził isę 2 tygodnie
temu) zachowuje się jak gdyby nigdy nic...
Owszem spędza czas z dzieckiem, bawi się itp, ale:
- zabiera się za gotowanie w kuchni pt. jakieś tam drobiazgi
- robi zakupy o które go nie proszę,
- wstawia zmywarkę vel. ją 'rozpakowuje'
- jak dziecko śpi w ciągu dnia w weekend- włącza sobie film na DVD.
- krząta się po mieszkaniu .. jak gdyby nigdy nic
- proponuje wspólne zakupy ciuchowe pod pretekstem zakupów dla dziecka
- mówi śpijcie słodko jak wychodzi

Do tego wszystkiego, nie spotyka się z naszym,i wspólnymi znajomymi - w ogóle.
Po tym jak wychodzi wieczorem od nas to do mamusi dociera po około godzinie (
nie zawsze, ale raz jak zadzwoniła teściowa tuż po jego wyjściu to gadałyśmy
przez godzinę a on nie dojechał do niej - póxniej się tłumaczył że siedział w
samochodzie i rozmyślał)

Nadal żadnych deklaracji, .. interesuje się moją pracą, zdrowiem, ale na ile
jest to praca w celu "powrotu do siebie" a ułożenie sobie normalnych kontaków
pomimo rozstania to nie wiem.

Jeżeli ktoś z was miał podobną sytuację prosze poradźcie, co ja mam teraz
zrobić?

Czekac cały czas, aż jaśnie królewicz się zdecyduje?
Zdecydować za niego?
Wystawić resztę rzeczy przed drzwi?

Nadal ma klucze, którymi otwiera sobie drzwi. Nie mam odwagi poprosić go
oddanie.
Nie mam odwagi wstawić nowego zamka.

W ogóle nie mam na nic odwagi!!!!!!!
W niedzielę chciałam podejści się przytulić, tyle tylko że już we mnie nie ma
tej spontaniczności, zastanawiam się jak to zropbić, jak on zareaguje, a jak
mnie odrzuci, lub jak nie odda przytulenia???

Sto pytań bez odpowiedzi.
Zastaniwam się co do niego czuję, bo nie wiem czuy ja też się zapętliłam jak
on, czy po prostu .... aż boje się napisać....
Obserwuj wątek
    • misbaskerwill Re: Jak gdyby nigdy nic.... 10.10.06, 12:06
      Idź do psychologa (rodzinnego?). Sama. Nie, nie obrażam Cię.
      Może psycholog pozwoli Ci zrozumieć, czego sama naprawdę chcesz. Ja wymiękam.

      Ale to Twoje życie i chyba nie warto czekać, żeby mąż samodzielnie podjął
      wszystkie decyzje. Oczywiście - wtedy to będzie wszystko JEGO wina, a jedynie
      Twoje zaniechanie.
      • phokara Re: Jak gdyby nigdy nic.... 10.10.06, 12:21
        Wroc do swoich poprzednich postow i przeczytaj je uwaznie, bo jesli je nawet wczesniej
        zrozumialas, to nie zrobilas nic z tej wiedzy.
      • libra22 Re: Jak gdyby nigdy nic.... 10.10.06, 12:22
        Jeździ po Tobie i robi co chce, bo mu tak wygodnie. Sorry za może ostre słowa.
        Mój też odchodził podobnie, a ja też nie umiałam postawić granic - z
        perspektywy tego żałuję.
        I zgadzam się z Miskiem - idź sama ze sobą do psychologa. To naprawdę pomaga.
        Bo nie wiem, czy skorzystasz z porad, które tu padają, skoro sama nie wiesz
        czego chcesz, a to Twoje życie.
        Powodzenia Aneto
    • sinsi Re: Jak gdyby nigdy nic.... 10.10.06, 12:27
      Hmm..
      1. zastanów się czego TY chcesz
      2. komunikuj to mężowi

      jeśli nie odpowiada Ci, ze mąż zachowuje się tak jak się zachowuje,
      to POWIEDZ TO JEMU.

      możliwe, że w sytuacji którą sobie stworzyliście, zawieszenia obojga w próżni,
      oboje się wykańczacie.
      może Ty czekasz na jego decyzję, on na Twoją, a związek zdycha w tej atmosferze,
      w której pozornie jemu/tobie jest "wygodnie".

      MÓW mężowi co ci przeszkadza, czego sobie nie życzysz a czego oczekujesz od
      niego. Odważ się raz pierwszy i drugi, na słowa i na gesty które chcesz uczynić
      , bez strachu, zobaczysz, że potem będzie łatwiej i lżej układać resztę.
      Po co gryźć się domysłami jeśli mozna wiedzieć. Ty nie wiesz na czym stoisz, ale
      może Twój mąż też nie, jeśli mu nie komunikujesz swoich uczuć i potrzeb i nie
      odnosisz się w żaden konstruktywny sposób do jego zachowań...
    • crazysoma Re: Jak gdyby nigdy nic.... 10.10.06, 12:44
      > Zastaniwam się co do niego czuję, bo nie wiem czuy ja też się zapętliłam jak
      > on, czy po prostu .... aż boje się napisać....

      ... boisz sie sama przyznac przed soba, ze tak naprawde to lepiej Ci bez niego?
      Ze tak pod skora (czyli tam, gdzie wlasciwie sa odpowiedzi na wszystkie nasze
      watpliwosci i pytania) czujesz, ze juz nie chcesz z nim byc?
      • anetazw Re: Jak gdyby nigdy nic.... 10.10.06, 13:11
        chyba trafnie określiłaś to co teraz czuję.
        boję sie tego że jeśli nam się ułoży to nie będę potrafiła zapomnieć... że
        zabraknie tej sklerozy... zbawiennej dla związku.
        Owszem źle mi jest samej wieczorami w domu, ale nie wiem czy będzie mi lepiej
        jak wróci.
        Czy będziemy się jeszcze kiedyś spontanicznie przytulać, kochać czy chodzić na
        spacer z dzieckiem trzymając się za rękę.

        Jestem zwierzęciem stadnym, kochliwym.. boję się że nie dam sobie rady z tym
        wszystkim.......


        • anja_pl Re: Jak gdyby nigdy nic.... 10.10.06, 15:41
          anetazw napisała:

          każdy z nas jest, a przynajmniej zdecydowana większość,
          idź do psycholga ze sobą, a jemu powiedz, żeby dał Ci odpocząć i zastanawić się
          nad sytuacją i niech nie urzęduje w twojej kuchni,

          terminu nie określaj, tylko pracuj nad sobą, może to zajmie miesiąc, może rok,
          może... ale nie bój sie stanąć twarzą w twarz ze sobą, czasami to co poznasz
          może cie zaskoczyć i to w obie strony, ale warto...

          i tak jak radziła Pho: przyczytaj swój wątek, koniecznie, tak ze dwa razy...
          • alexolo HEJJ 10.10.06, 17:08
            zgadzam się z dziewczynami... byłam w takiej sytuacji... mój mąż nawet
            planował wspólną przyszłość !!! " będę naprawiał... itp" poszukajmy
            ziemi...postawimy dom...

            ale słuchaj ...o ile pamiętam .w postach wcześniejszych pisałaś żę ..nie
            byłaś aniołem dla niego..możę ponieś ta statnią ofiarę ...zaryzykuj..przytul
            się ...nie krzycz ,nie bucz..przytul się ...powiedz mu co czujesz że nie
            wytrzymasz tej sytuacji... że tak nie możę być ...żę mimo wszystko kochasz..i
            chcesz być razem( bo ty chcesz .....nie oszukuj się )podejmij tą ostatnia
            próbe ... i po tym i w prawo lub w lewo...
            kobito zrób coś bo się wykończysz.

            mi nie wyszło ale może tobie się uda.. jeśli nie zobaczysz pozytywnych
            reakcji u męża...rzuć go w cholerę..zmień zamki... urwij kontakt...(
            ograniczając do widzeń z dzieckiem) niech gość poczuje ... żę nie tylko on
            chce zmian w swoim życiu!!!!!!odwagii..kobito zrób coś bo zwariujesz...
            • sinsi Re: HEJJ 11.10.06, 10:05
              pomoc psychologa to dobry pomysl, zeby obiektywnie okreslic swoje
              uczucia-zachowania a przede wszystkim zobaczyc rożnicę między rozmową a kłótnią
              i między podejmowaniem decyzji a negatywnym nakręcaniem się... Czasem trudno
              samemu "stanąć obok samego siebie". Sprobuj..
    • hicksowa Re: Jak gdyby nigdy nic.... 11.10.06, 10:51
      Jak ja dobrze wiem co czujesz...
      Takie wahanie jest koszmarne.
      Wszyscy piszecie, że psycholog pomoże. Może macie jakieś namiary na fajną
      kobitkę (chyba trudno by mi było zwierzać się facetowi)?
      No i... jak zacząć rozmowę? Czy lepiej poczekać z wizytą dopóki przestanie się
      płakać na samą myśl o rozmowie na temat rozpadającego się małżeństwa?
    • citri Re: Jak gdyby nigdy nic.... 12.10.06, 14:13
      A moze trzeba nim "potrząsnąć" taka "terapia wstrząsowa" ale w wielkości jaką
      akceptujesz i w zależnosci co jesteś wstanie zaakceptować np:

      - zmiana zamka o którym pisałaś
      - spokanie z znajomm tak by poczuł sie zazdrosny

      Czasem to pozwala otworzyc oczka drugiej osobie na to co ma!
      _______________________________________

      Jesteśmy małżeństwem od...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka