Dodaj do ulubionych

Witam - w depresji

06.11.06, 16:52
Cześć,

jestem tu nowy; trafiłem na forum dzięki z_mazur'owi (pozdrawiam!). Za 1,5 tygodnia mam rozprawę rozwodową (wniosła żona); dam jej rozwód (bez orzekania o winie), nie chcę awantur. Nasze małżeństwo (ponad 10 lat) już od paru lat miało problemy; ostatnie 2 to już zjazd w dół (żona chyba już wtedy myślała o rozwodzie), właściwie już wtedy nie byliśmy małżeństwem. Powód to chyba niedobranie charakterów, mój (dość trudny) charakter, różne oczekiwania od życia, błędy, które wspólnie popełniliśmy itp. Reszta faktów: dwoje dzieci (powiedzmy, pierwsze klasy podstawówki), 30-parę lat (raczej więcej niż mniej), totalna depresja po odebraniu pozwu. Okazuje się, że jednak ją kochałem. No i bardzo kocham dzieci. Nie dorobiłem się, życie zatoczyło krąg i wracam do punktu wyjścia.

Nie chciałbym być uznany za jakiegoś płaczliwego nieudacznika, ale chętnie się dowiem, jak sobie radzić w głębokiej depresji, kiedy nic się nie chce, jak się pozbierać, jak nie stracić pracy, jak odzyskać poczucie własnej wartości itp.? Zwłaszcza chętnie posłucham osób, które przez to przeszły. Wiem, że sobie poradzę, jeśli tylko psychicznie stanę na nogi.

Znajomi są praktycznie w komplecie żonaci/dzieciaci - i wyglądają na szczęśliwych. Czyli tu jakiegoś wsparcia/zrozumienia raczej nie będzie.

Pozdrawiam,

Marek
Obserwuj wątek
    • mamba234 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 16:55
      Witaj Marku na naszym forum wink

      pozdrawiam

      Mamba
      • pudeleczko_75 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 16:57
        Marku
        witamy serdecznie.
        kazdy z nas przez to przechodzi, łatwo nie jest, ba czasem jest strasznie
        ciezko. Ale da się, zobaczysz. Tylko trzeba znależc w sobie i w ludziach
        dookola siłe. Bo masz ją, a jak nie masz, to dostaniesz ją od innych.
        trzymaj się, a forum pomaga.
    • kasiar74 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 17:11
      witaj Marku ja jestem ostatnio mocno rozmarudzona więc bedziemy kompatybilni
      bo reszta to się juz tylko bawiwink
      jestes może ze ślaska?

      dojrzała miłość domaga się używania rozumu
      • pudeleczko_75 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 17:13
        kasia, ja jestem strasznie rozmarudzona, czasem mam dół jak rów mariański albo
        i głebszy, co nie przeszkadza sie bawić - przy okazji zamęczajac współbawiacych
        się moimi problemami......
        takie życie- trochę smieszno, trochę smutnosmile)
        • kasiar74 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 17:15
          masz rację pudełeczko, nie można się dać i trzeba się smiać i bawić to dobre
          wyjście do całej reszty
          • pudeleczko_75 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 17:18
            jak się nie bedziemy śmiać to co zostanie - płacz, przerażenie i brak sił na
            dalsze zycie, na to które jest teraz i które dopiero przed nami.
            czasem warto sprowadzić swój ból do absurdu - ja sie staram i raz się udaje raz
            nie...
            trzeba się jednak za kazdym razem podnosić.
            • crazysoma Re: Witam - w depresji 06.11.06, 17:25
              Witaj.
    • phokara Re: Witam - w depresji 06.11.06, 17:16
      Marek,
      w glebokiej depresji to sie czlowieka najczesciej sila odstawia do lekarza, bo sam nie ma nawet
      sily tam dojsc.
      Stan glebokiego dola, w ktorym jestes to zaliczyla wiekszosc z nas. Nie wiem czy ktos Ci
      napisze magiczna recepte, jak wyczolgiwac sie z niego w przyspieszonym tempie. Chyba sie
      nie da. Ale pocieszajace jest, ze kiedys jednak sie da - i na to masz zywe (no, wirtualne niby ale
      jednak) dowody. To bardzo duzo - zobaczenie, ze sa ludzie, ktorzy z tego wyszli i to nie z
      nosem wbitym w ziemie tylko uwaznie ogladajacy swiat, jakby widzieli go pierwszy raz na oczy.

      Co to znaczy, ze sie nie dorobiles, zycie zatoczylo krag i wracasz do punktu wyjscia? Nigdy sie
      nie wraca do punktu wyjscia. Nie ma takiej mozliwosci. A dorobiles sie dwojki dzieciakow, co
      wydaje mi sie takim bogactwem, ze nie ma co pisac reklamacji do losu.

      Teraz wydaje Ci sie, ze to wszystko to koniec swiata... ale koniec malzenstwa nigdy nim nie
      jest. Czasem bywa nawet nowym i lepszym poczatkiem. Tez trudno mi w to bylo kiedys
      uwierzyc... wszyscy (na forum tez) klepali tylko w kolko 'daj czasowi czas' i wkurzalo mnie to na
      potege. Kiedys. Wlasnie - kiedys.

    • libra22 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 17:41
      Wydaje mi się, że w tym wieku to na pewno (niestety) ktoś się rozwodzi z
      Twojego kręgu znajomych lub rodziny. Dobrze robi na doła pogadanie z kimś w
      podobnej sytuacji do twojej, a najlepiej jkaby już był po. Z tego co słyszałam
      lepszym słuchaczem-opowiadaczem jest kobieta niż mężczyzna.
      Jeśli mieszkasz w jakimś większym mieście są ośrodki terapii, w których można
      poszukać pomocy w ramach Funduszu (czyli bezpłatnie). Naprawdę pomaga!
      Dobrze jest nie dusić w sobie i wyrzucić, wyryczeć, "wyboleć". Oczywiście nie w
      pracy.
      I trzymaj sięsmile
      Mi w najgorszych momentach pomagały słowa koleżanki (już to pisałam, ale pewnie
      nie będziesz sie przekopywał przez wszystkie wątki): "pomyśl, że za rok nie
      będziesz już tego bólu czuła i będzie już pewnie całkiem fajnie".
      Sprawdziły się.
      • marek_gazeta Re: Witam - w depresji 07.11.06, 14:27
        Jakieś kontakty w Warszawie? Czy trzeba iść do lekarza? Pomoc psychoterapeuty prywatnie strasznie kosztuje, załamać się można.
    • maheda Re: Witam - w depresji 06.11.06, 17:48
      Witaj.
      Jak napisała Pho - z głęboką depresją to najlepiej do lekarza...
      Ja w czasie rozwodzenia się pracy dla odmiany szukałam, co było też ciężkie - po
      trzech latach siedzenia w domu przy dziecku.
      Dla mnie siłą była właśnie córka. To wtedy dla niej przemagałam się, by
      kolejnego dnia wstać i żyć. Dodatkowo - ponieważ zwaliłyśmy się na głowę mojej
      Mamie - była właśnie Mama, której nie chciałam pokazać, że się załamuję, która
      codziennie rano też zbierała się z niechęcią do kolejnego dnia, widziałam, jak
      zaciska pięści rano, żeby przemóc się, żeby dzień toczył się w miarę normalnym
      torem.
      Pamiętam, w tamtym czasie przeczytałam gdzieś, że mięśnie twarzy są tak
      sprzężone z naszym umysłem, że nie tylko dobry humor wywołuje uśmiech, ale
      również wykrzywianie mięśni na siłę w uśmiech - pamiętam, jak ćwiczyłam przed
      lustrem, bo mi za cholerę nie wychodziło, a i maska, którą widziałam w szklanej
      tafli, przypominała wszystko, tylko nie mnie. I próbowałam układać twarz w
      uśmiech codziennie przynajmniej kilka-kilkanaście razy, taki trening.
      Do tego powtarzałam sobie jak mantrę słowa mojego (nieżyjącego już wtedy) Taty
      "jeśli nie możesz czegoś przeskoczyć - spróbuj znaleźć w tym, lub obok tego,
      coś, z którego możesz się śmiać - jeśli nie znajdziesz, to najprawdopodobniej
      nie dasz sobie rady i oszalejesz". Powtarzałam, cieszyłam się na siłę ze
      wszystkiego, z czego można było... i znowu odjeżdżałam w płacz i poczucie
      beznadziei. I tak huśtawka w kółko. To nie jest proste.
      Trafiłeś między osoby, które wiedzą, co czujesz - bywaj tutaj, jeśli będziesz
      miał czas, to na pewno Ci pomoże.
      Ja osobiście bardzo żałuję, że nie trafiłam na takie towarzystwo w okresie
      mojego rozwodu, dałoby mi to dystans do wszystkiego i siłę, którą musiałam
      odnajdować wtedy w kilkorgu Przyjaciołach, którzy nie mieli bladego pojęcia, co
      czuję, acz robili wszystko, co w Ich siłach.
      Trzymaj się.
    • tricolour Najwyraźniej masz jakis problem... 06.11.06, 18:07
      ... to w takim razie dobrze trafiłaś na nasze forum.
      • misbaskerwill Re: Najwyraźniej masz jakis problem... 06.11.06, 18:42
        > ... to w takim razie dobrze trafiłaś na nasze forum.

        Tri, czy forum poszerza specjalizację? wink))

        Osobiście, wydaje mi się, że Marcepanna bierze się za rozwiązanie swojego
        problemu od d. strony. O ile wiem, rozwodnicy recept na staropanieństwo nie
        trzymają...
        • tricolour Ciiiicho, bracie... 06.11.06, 19:25
          ... bo ja tu prowokację uskuteczniam... Wyczułem syndrom niedopchnięcia i chcę
          się deczko popastwić...
          • marcepanna Re: Ciiiicho, bracie... 06.11.06, 20:52
            Panowie, myslcie raczej o swojej d... nie o mojej, moze sie to nie spodobac w
            Kolku Rozancowym
            • pudeleczko_75 Re: Ciiiicho, bracie... 06.11.06, 20:55
              kółko różańcowe faktycznie nie aprobuje przemiłych pań ze wskaznym wyżej
              syndromem, który jak powszechnie wiadomo odbija się na osobowości.
            • tricolour Skojarzyłaś syndrom niedopchnięcia... 06.11.06, 20:59
              ... z własną dupą? Nieźle...
    • pudeleczko_75 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 21:05
      > I tyle sie chlopie dowiedziales
      > Dwoch kolesi cos bredzi o d...marynie, panie kwila miedzy soba o duperelach
      > sproboj moze na psychologii

      takie zycie - całkiem fajnesmile
      moze Ty się na psychologię przenieś ew. do psychologa?
    • tricolour Pudło... 06.11.06, 21:05
      ...wcale nie jestem bokserem. Próbujesz dalej?
    • tricolour Ty zmieniasz... 06.11.06, 21:09
      ... ja nie. Proste.

      O to chodzi byś zmieniła forum, bo z takim ładunkiem drwin i niechęci nie jesteś
      tu potrzebna.
    • tricolour To łatwizna... 06.11.06, 21:17
      ... bo możesz zrobić więcej. Możesz zastanowic się nad tym, co Ci napisali
      forumowicze, zastanowić się, czy nie poczuli sie Twoimi postami dotknięci.
      Możesz zmienić swoje postepowanie. Możesz czytac i pisac na tym forum...

      Możesz też tylko wzruszyc ramionami.

      Twoja decyzja i konsekwencje.
    • kasiar74 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 21:32
      MArek jak zobaczy jakie tu schizy chodza (marcepanna) buehehehehe to zwieje w
      podskokach
    • julka1800 Re: Witam - w depresji 06.11.06, 22:51
      witam,
      przez chwile zastanawialam sie co ci napisac...
      Coż, depresja czy dół wszystko jedno, w takim momencie zycia popada sie w
      otchlan a zycie staje sie czarbo-biale i jakby nie nasze. Przed chwila fajne
      zycie, rodzina dzieci itd, a teraz ogromna pustka.
      Nie bylam w takiej sytuacji jak Ty, bo mialam przy sobie dzieci i to byc moze
      one pozwoliły mi przez to przejść. Zajeta codzinnymi sprawami nie mialam czasu
      na rozmyślania. Choc wiele razy siadalam w lazience sama i ryczalam to jednak
      zawsze wstawalam ocieralam twarz i wychodzilam, bo.. musialam.
      Kazdy z nas ma w sobie sile o ktorej nie wie, i ktora pozwala mu przetrwac w
      trudnych momentach zycia.
      To tak jak bieg na 3000 czy 5000 m . Myslisz "nie dobiegne nie dam rady" a
      jednak dobiegasz, resztkami sil ale jednak.

      I Ty tez dasz radę, musisz znalezc sile by przetrwać, utrzymac prace i powoli
      stworzyc swoj swiat na nowo.

      Czego Ci zyczę
    • z_mazur Re: Witam - w depresji 06.11.06, 23:09
      Witaj Marku na naszym forum. Jak widzisz jest tu wiele osób, które traumę
      rozwodu mają już za sobą. Nabrały już dystansu i zaczynają się cieszyć życiem
      po...
      Bo po rozwodzie tez jest życie, chociaż napewno w tym momencie trudno Ci w to
      uwierzyć.
      Zaglądaj tu do nas, jeśli masz ochotę to pisz o swoich problemach i emocjach
      które przeżywasz. Znajdziesz tu zrozumienie, czasem życzliwe poklepanie po
      plecach, a czasem przywracające do pionu szarpnięcie za ramiona.

      Niestety miałeś też okazję w swoim wątku przekonać się, że internet to medium
      demokratyczne. To forum jest otwarte, każdy może tu wejść i napisać co mu się
      pod palce nawinie. Czasem trafiają tu też osoby w rodzaju marcepanny, które
      karmią się czyimś smutkiem, jak gapie przyglądające się wypadkowi na ulicy, ot
      taka niezdrowa ciekawość. Oczywiście można by poprosić admina o usunięcie
      postów takiej osoby, ale to raczej bez sensu, skuteczniejsze jest ingnorowanie
      takich troli. Czasem wnoszą one swoim zachowaniem odrobinę niezamierzonego
      humoru na to forum, czasem trochę najątrzą, w każdym razie szybko znikają. Mam
      nadzieję, że Cię to do nas nie zrazi.
    • akacjax Re: Witam - 07.11.06, 06:52
      Oj naskładało się stresów...wygląda, że nie tylko rozwodowych. Bo te akurat świetnie leczy czas. A traumę trzeba przeżyć, przeżyć ból i swoistą żałobę po związku-bo to daje szansę na normalność-potem.smile

      A czy Twoja depresja jest aż taka, że grozi utratą pracy? Czy to inna bajka-choć realne zagrożenie?
      Pozdrawiam- życzę bycia ponad- spokojnego rozwodu, by dzieci nie czuły, że i z nimi ktoś się rozwodzi.
      • marek_gazeta Re: Witam - 07.11.06, 14:07
        Tak, żyłem byle jak. Gdybym mógł spojrzeć za siebie i stwierdzić - żyłem super, ale żona odchodzi z Harrisonem Fordem, to ok. Ale mam wrażenie, że mogłem ten związek uratować. Taki żal straconej szansy.

        Depresja głęboka - wszystko się stało obojętne. Nic mnie już nie obchodzi. Jak już wspomniałem, 2 ostatnie lata to totalny rozkład i życie obok siebie - a jednak się łudziłem, że może jakoś do siebie wrócimy, stąd taka reakcja.
        • phokara Re: Witam - 07.11.06, 14:23
          Zal straconej raz szansy pozwala docenic nastepna.
          (Taka mam nadzieje).

          Natomiast Twoj post pokazuje, ze zycie zludzeniami (taka nadzieja, z ktora sie nic nie robi) jest
          kompletna strata czasu i objawia sie byle jakim zyciem. Obok kogos, kto ma prawo sie na to nie
          zgadzac. I sile, zeby cos z tym zrobic.

          • scriptus Re: Witam - 07.11.06, 14:49
            Jasne, Marek, nie łam się.
            Jedni żyją złudzeniami dłużej (jak ja na ten przykład), inni krócej, kończy sie
            to depresją i/lub stanięciem na nogach, lub, .... w inny sposób. Wybór należy do
            Ciebie, ci Państwo płacą.
            Nie jest to łatwe i każdy, tak naprawdę musi sobie z tym poradzić sam. Jakieś
            moralne wsparcie życzliwych osób (znajdziesz tu takie na forum) pomaga, ale samo
            w sobie nic nie załatwia.
        • ann233 Re: Witam - 25.11.06, 17:56
          Nie jesteś sam Marek. Ja też mam doła, choć wszyscy mówią jesteś młoda, ułożysz
          sobie życie, lepiej,że teraz tak się stało, a nie za 10 lat np. Co z tego? Rano
          nie mam motywacji by wstać z łóżka, śpię czasem do 13 jak dziecko mi pozwoli.
          Gdyby nie studia mam wrażenie, że nigdy nie wyszłabym z domu. Chociaż moje
          problemy w niczym nie przypominają problemów zwykłych studentek, panienek, bez
          dzieci. Także też za bardzo nie mam co liczyć na pełne zrozumienie i empatię z
          ich strony-kwestia doświadczenia.Szukam terapii w Trójmieście.Oczywiście na
          książeczkę RUM, bo inaczej nie dam rady.Z uwagi na małe dziecko, najlepiej
          gdzieś blisko domu. Byłam u psychiatry, ale on tylko zapisał mi psychotropy.
          Zważywszy na to,że zbliżają się Swięta BN jest jeszcze trudniej...Trzymaj się
          cieplutko.Jestem z Tobą
          • cayssy Re: Witam - 02.12.06, 11:43
            Niestety 3miasto to prawie pustynia jeżeli chodzi o pomoc psychologiczną,
            szczególnie na RUM-a. Łatwiej w Gdańsku. W Gdyni chyba tylko Traugutta. Może
            psychiatra udzieli informacji gdzie i z kim rozmawiać. Pozostaje jeszcze NFZ -
            powinni wiedzieć z kim podpisali umowy.
    • weekenda Re: Witam - w depresji 07.11.06, 10:03
      Cześć Marku,

      wszystko jest do pokonania. Twój stan też się poprawi. Będzie dobrze zobaczysz.
      Gdybyś mnie "przeczytał" (teoretyzuję, gdyż nic wtedy nie pisałam) jeszcze
      kilka miesięcy temu to być zobaczył wrak kobiety. Nawet wyglądałam jak
      staruszka. Jestem po ciężkiej depresji, po kilkumiesięcznym leczeniu u
      psychoterapeuty. Bez tego się nie dało. I nikt mi nie powie, że jak jest w
      depresji to wyjdzie z tego sam... Sratata. Także jak jest Ci mocno nieciekawie -
      nie czekaj! wal do fachowca i już.

      Dasz radę! Na początku jest koniec świata, czarne chmury i w ogóle bagno i dno
      dna. Ale to przejdzie. Przekonasz się.

      Popatrz ilu z Nas to przeszło! Pewnie, że jakby człowiek wiedział, że się
      przewróci to by usiadł. Ale cóż. Bywa różnie.

      Trzymaj się i nie daj się!
      • scriptus Re: Witam - w depresji 07.11.06, 14:54
        Weekenda, nie wierzę, Ty, promienna kobieto, wyglądałaś, jak staruszka?
        Niemożliwe. To wymagałoby ciężkiej pracy charakteryzatorów, a i tak efekt
        wątpliwy. smile))
        • weekenda możliwe mozliwe :) 07.11.06, 15:34
          dzięki Skri za dobre słowo ale tak było smile mam to udokumentowane na fotce.
          Jednej bo jednej ale zawsze. U mnie jak u dziecka! co w duszy to na twarzy i
          wtedy na facjacie było wszystko: ból, cierpienie, żal, gorycz, brak nadzieji i
          STRACH... ech - szkoda do tego wracać!
          • scriptus Re: możliwe mozliwe :) 07.11.06, 17:25
            Dobrze, Weekie, że minęło, lepiej już nie cierp smile
            • weekenda Re: możliwe mozliwe :) 08.11.06, 09:17
              toż już nie cierpię!!! rili!!! smile zapomnieć nie zapomniałam bo się nie da ale
              przewartościowałam, zrozumiałam wiele i wiem, że wiele jeszcze zrozumiem. A
              wszystko dzięki Wam - mężczyznom, i Górom. Mam SYNA, dla którego zrobiłabym
              wszystko i pojawił się ON. Jak jeszcze będę tak zdrowa jak dotychczas to życie
              już zawsze będzie różowe smile))

              Tego Wszystkim życzę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! smile
    • soniaaa Re: Witam - w depresji 08.11.06, 10:08
      Witaj. A wlasciwie to wszyscy witajciesmile Marku, rozumiem doskonale. Moge
      jedynie poradzic wizyte u specjalisty, bo czas, ktory leczy, naprawde robi to u
      roznych ludzi z roznym skutkiem. Np. ja od roku nie potrafie sobie z tym
      poradzic. Wiem, co i jak, wszystko mam poukladane w glowie, ale jakas taka
      irracjonalna zlosc i zal tkwia we mnie... To naprawde trudne.
      Wa-wa, ul. Marianska - tel. 022-620-83-02 - bezplatnie (NFZ) - psycholog i
      psychiatra
      pozdrawiam
      • azb11 Re: Witam - w depresji 08.11.06, 14:46
        Hej,
        Przeszłam tak głęboką depresję ze mi samej trudno w to uwierzyc. Miałam
        skierowanie na leczenie zamknięte. Nie chciało mi sie żyć.
        Psychiatra, leki i pół roku intensywnej taerapii psychologicznej
        Dzis minęło 9 m-cy.Ciesze sie życiem jestem szczęśliwa i kochana.
        Czas załoby minął a ja zobaczyłam że można żyć inaczej jak w moim chorym
        związku o który tak bardzo walczyłam i który chciałam uratowac za wszelką cenę.
        Czas leczy rany- to prawda. Ale nie trzeba sie bać czasem mu pomóc.
        • alicjaaleksandra Re: Witam - w depresji 15.11.06, 19:47
          Mam pytanie do Ciebie azb11.Piszesz, ze bylas w takiej depresji - jak reagowal
          na to Twoj maz (eks?). Moj reaguje daje mi do zrozumienia ze nic kompletnie nie
          zrobil - mnie absolutnie swoim odejsciem (w nowy zwiazek) nie skrzywdzil,
          jedynie czuje sie winny ze wzgledu na syna. Poza tym wszystko jest ok.

          Co znaczy ze walczylas o zwiazek - czekalas ze wroci, ze bedzie jak dawniej, etc?

          • gotyma Re: Witam - w depresji 15.11.06, 23:54
            a ja chodzilam to tych lekarzy, bo mi ex wmowil, ze mam zaawansowana chorobe psychiczna,
            strasznie duzo kasy na to wydalam i nic nie pomoglo! dzis zaluje, ze tej kasy nie wydalam na
            dwutygodniowe nurkowanie w egipcie lub lezenie plackiem na plazy costa brava... z cala
            pewnoscia bylaby to lepsza terapia i kosztowalo by mniej big_grin tak naprawde to najwiecej dala mi
            rodzinka przyjaciele i ludziska w pracy. i powinnam im wszystkim podziekowac, ze tak dlugo i
            cierpliwie znosili moje uzalanie sie nad soba i niesprawiedliwoscia swiata. podziekowac za
            zawalenie mnie praca, tak bym nie miala czasu zjesc sniadania. podziekowac za zabieranie mnie
            na wszystkie imprezy na ktore kompletnie nie chcialo mi sie isc. no jest pare osob....

            tak, jakby mnie to spotkalo jeszcze kiedys w zyciu to lekarze byli by na koncu mojej listy.
    • inkaspinka1 Re: Witam - w depresji 01.12.06, 14:12
      słuchaj, dla kobiety pozew o rozwód do często wołanie (krzyk) o pomoc. Dla
      mężczyzny to ostateczność , decyzja nieodwołalna. Jeżeli żona wniosła o rozwód
      to może są szanse na uratownanie związku ? Czy chciałbyś tego ? Jeżeli
      przyczyny leżą w charakterze, to warto skorzystać z pomocy profesjonalisty.
      Inaczej każdy następny związek prędzej, czy później skończy się fiaskiem.
      Rozważ wszystko jeszcze raz. Z pewnością warto.
      • misbaskerwill Re: refleks szachisty... 01.12.06, 16:03
        > Rozważ wszystko jeszcze raz. Z pewnością warto.

        Nie lubię być złośliwy, ale Markowi chyba właśnie uprawomocnił się rozwód. Jest
        dorosły, więc zapewniam Cię, że sprawę przemyślał. A jak nie, to wbiłaś mu
        właśnie nóż w plecy. Hahahahaha.
        • marek_gazeta Re: refleks szachisty... 02.12.06, 11:32
          Taak... Jak czytam posty kobiet, które walczą o toksyczne związki (wielokrotne zdrady, rękoczyny, znęcanie się psychiczne, alkohol itp.) to autentycznie chce mi się płakać. Nie wiem, jak bardzo żona cierpiała przeze mnie przez te wszystkie lata, ale sprawę rozwodową rozegrała tak, aby nie było powrotu. Po prostu podjęła decyzję i koniec.

          Mam wrażenie, że oboje nie zrobiliśmy wszystkiego, aby uratować nasze małżeństwo i rodzinę.
          • julka1800 Re: refleks szachisty... 04.12.06, 22:55
            "Mam wrażenie, że oboje nie zrobiliśmy wszystkiego, aby uratować nasze
            małżeństwo i rodzinę."

            w pewiem sposob jest mi to bliskie

    • iskierkaola Re: Witam - w depresji 04.12.06, 15:24
      Witaj, ucze się forum, więc trafiłam też na twój list. Ja przez to przeszłam,
      ale pewnie już wiesz, jeśli pamiętasz mój opis. Wiesz nie da się chyba na
      początku z tym sobie poradzić. To trzeba przeżyć, bo zadne probowanie na sile,
      ze moge, dam rade,ze jest wszystko ok, jesli wiemy, ze nie jest, nic nie da.
      Trzeba swoje wycierpiec, pozwolic sobie na wszystkie etapy, zaczynajac od tak
      mialo byc, poprzez totalny bunt, potem rozpacz, trzeba wyplakac "morze" lez, az
      do nawet myslenia ze przeciez to jeszcze nie koniec i do myslenia ze to wszystko
      moja wina. Przede wszystkim, trzeba zalozyc ze nie wszystko da sie zrozumiec, bo
      w koncu o drugim czlowieku wiemy tylko tyle ile nam pozwoli sie o sobie
      dowiedziec. Taka najbardziej uderzajaca prawda dla mnie byla taka, ze ta druga
      strona JUZ NIE CHCE, smutne, ale prawdziwe.
      Jesli chodzi o sile, to na pewno ja masz, trzeba nauczyc sie myslec, ze jest
      jeszcze mozliwe szczescie, nauczyc sie cieszyc z drobiazgow. Dla mnie
      najtrudniejsze do tej pory jest myslenie o tym, ze moj synek nie bedzie z tata.
      Ta mysl mnie kompletnie rozwala, nawet teraz, kiedy juz sie rozwiodlam. Na mysl
      o tym, jak on bedzie cierpial robie sie zupelnie bezbronna i chce mi sie plakac.
      Albo na mysl o tym, ze nie mam juz rodziny. Z tym sobie zdecydowanie nie radze.
      Moze rozmowa tutaj, moze spotkanie z kims kto przez to przechodzi przeszedl
      bedzie przechodzil, to na pewno pomaga, byle by to bylo szczere. Nie nalezy
      wstydzic sie swoich uczuc - gniewu, zalu rozpaczy. Jak Ci pomoc??
      • marek_gazeta Re: Witam - w depresji 04.12.06, 18:02
        > Jak Ci pomoc??
        Szczerze? Pomodlić się.

        Z najgłębszego doła już chyba wyszedłem, przynajmniej potrafię iść po linii prostej, ale wczoraj czytałem dzieciom bajki przed snem (tym razem repertuar dla młodszego) i nieopatrznie wybrałem "Ołowianego żołnierza", a potem (chcieli jeszcze) "Dziewczynkę z zapałkami". Oba wybory świetne po prostu, ledwo dałem radę skończyć - kto pamięta, wie, dlaczego.
      • anikab Re: Witam - w depresji 04.12.06, 21:15
        Iskierko, przechodzę przez to samo. Najbardziej cierpię za dziecko, które nie
        jest świadome, że już nigdy nie będzie miało takiego życia jak dzieci z pełnych
        rodzin. Nie będzie mógł pobawić się z tatą, tata nie przyjdzie po niego do
        przedszkola itd... Ale czas, gdy płakałam na widok ojców z dziećmi w miejscach
        publicznych, mam za sobą. Wystarczy rok płaczu. Jakoś samo minęło. To nadal
        boli, i bedzie bolało. Jestem wściekła. Nigdy nie zdecydowałabym się świadomie
        na samotne wychowywanie dziecka, nie dlatego, ze mi będzie ciężko. Ale dlatego,
        że wiem, jak małemu spapraliśmy życie. Na szczęscie jest mały i nie wie co to
        znaczy mieć tatę, więc też nie wie, co traci. Bo co to za tata, którego widuje
        rzadziej niż ekspedientkę w sklepie? Mam ciężką głowę po dzisiejszej rozprawie -
        3 godziny opoznienia by uslyszec odroczenie z powodu przemęczenia wyższej
        instancji sad
        • marek_gazeta Re: Witam - w depresji 04.12.06, 23:07
          > rodzin. Nie będzie mógł pobawić się z tatą, tata nie przyjdzie po niego do
          > przedszkola itd...
          Wyrażam szczere zdumienie - dlaczegóżto mógł nie będzie?
          • anikab Re: Witam - w depresji 04.12.06, 23:54
            bo tata chce mieć nas jak najdalej od siebie, przyjezdza w co drugi weekend na
            kilka godzin, robi zdjęcia, zasypia na podłodze bawiac sie z dzieckiem, a potem
            opowiada w pracy i znajomym, jakim jest wspaniałym ojcem. Moze za kilka lat
            obudzą się w nim instynkta ojcowskie...do innego dziecka z lepszą żoną...
            • iskierkaola Re: Witam - w depresji 05.12.06, 10:19
              No u mnie to tata mojego synka akurat bardzo czesto u niego jest, czasem nawet
              za często - oczywiscie za często dla mnie, bo synek ma z tego radość. Ale mnie
              boli to, ze wiem, ze moj byly maz ma drugi dom a w nim kobiete i male dziecko,
              moj synek jedzie do nich, patrzy na szczesliwa rodzine, a potem wraca do mnie, i
              czuje roznice. To znaczy ja jestem wesola, przynajmniej staram sie, ale samej
              duzo trudniej zorganizowac sobie zycie, czasem trzeba tez wypelnic obowiazki
              (pranie, zmywanie, sprzatanie, robienie kolacji) no i wtedy trudno synkowi
              tlumaczyc dlaczego tata ma dla niego wiecej czasu. Strasznie smutne to wszystko,
              staram sie o tym nie myslec, bo rozwalam sie kompletnie. Jesli chodzi o to czy
              zrobilam wszystko, wydaje mi sie ze bardzo sie staralam. Tylko moj maz tak latwo
              z nas zrezygnowal, a mial nas nie opuscic az do smierci...
              • ivone7 Re: Witam - w depresji 07.12.06, 10:07
                iskierko jak czytalam twoj post, to zobaczylam siebie jeszcze z rok
                temu....niestety mnie tez bylo zal, ze w nasze weekendy ja musze sprzatac,
                gotowac, prac a mloda jadac do ojca ma pasmo nieciagnacych sie
                przyjemnosci...chcialam to nadrobic nie da sie..przestalam sie tym juz
                przejmowac...po prostu mamy swoje rytualy, jak jedzenie sniadania w lozku w
                sobotnie poranki, wspolne sprzatanie, zabawa i jest to cos innego niz to co
                robi z tata. Nigdy nie chcialam i nie chce zastepowac ojca corce, bo ona go ma
                i z nim ona szaleje na rowerze, a ze mna szyje ubranka dla lalek, u niego w
                domu widzi go z jego nowa partnerka a ze mna widzi ze samemu tez mozna sobie
                poradzic, widzi jak szanuje sie rodzicow, jaki kontakt trzeba miec z innymi
                ludzmy. Iskierko zawsze bedzie roznica, bo ty i twoj ex sie roznicie, jestescie
                inni czy to znaczy ze gorsi? NIE, NIE NIE, po prostu inni, po prostu teraz jest
                inaczej, ale staraj sie z tego zrobic zalete i pokazuj malemu te roznice, bo
                wtedy wychowasz go na madrego czlowieka...i rozmawiaj, tlumacz, pamietaj nie
                jestes niestety pierwsza i nie ostatnia...
                • iskierkaola Re: Witam - w depresji 08.12.06, 16:06
                  Ivone,
                  Wiem to wszystko, dziękuje Ci. Ale powiedz, nie brakuje Ci czasem tej drugiej
                  osoby, ktora by z Wami byla? Bo mi czasem wcale, ale czasem (częściej) bardzo. I
                  pewnie z tego wynikaja moje rozterki.
    • arachne31 Re: Witam - w depresji 05.12.06, 17:10
      marek_gazeta napisał:

      > Cześć,
      >
      > jestem tu nowy; trafiłem na forum dzięki z_mazur'owi (pozdrawiam!). Za 1,5
      tygo
      > dnia mam rozprawę rozwodową (wniosła żona); dam jej rozwód (bez orzekania o
      win
      > ie), nie chcę awantur. Nasze małżeństwo (ponad 10 lat) już od paru lat miało
      pr
      > oblemy; ostatnie 2 to już zjazd w dół (żona chyba już wtedy myślała o
      rozwodzie
      > ), właściwie już wtedy nie byliśmy małżeństwem. Powód to chyba niedobranie
      char
      > akterów, mój (dość trudny) charakter, różne oczekiwania od życia, błędy,
      które
      > wspólnie popełniliśmy itp. Reszta faktów: dwoje dzieci (powiedzmy, pierwsze
      kla
      > sy podstawówki), 30-parę lat (raczej więcej niż mniej), totalna depresja po
      ode
      > braniu pozwu. Okazuje się, że jednak ją kochałem. No i bardzo kocham dzieci.
      Ni
      > e dorobiłem się, życie zatoczyło krąg i wracam do punktu wyjścia.
      >
      > Nie chciałbym być uznany za jakiegoś płaczliwego nieudacznika, ale chętnie
      się
      > dowiem, jak sobie radzić w głębokiej depresji, kiedy nic się nie chce, jak
      się
      > pozbierać, jak nie stracić pracy, jak odzyskać poczucie własnej wartości
      itp.?
      > Zwłaszcza chętnie posłucham osób, które przez to przeszły. Wiem, że sobie
      porad
      > zę, jeśli tylko psychicznie stanę na nogi.
      >
      > Znajomi są praktycznie w komplecie żonaci/dzieciaci - i wyglądają na
      szczęśliwy
      > ch. Czyli tu jakiegoś wsparcia/zrozumienia raczej nie będzie.
      >
      > Pozdrawiam,
      >
      > Marek
      hello,
      Wniesienie pozwu o rozwód nie jest tożsame z rozwodem. Możecie jeszcze uratować
      wasz związek. Sąd w pierwszej kolejności będzie ustalał czy nastapił trwały i
      zupełny rozkład pozycia - zapyta was wprost kiedy przestaliście się kochać (w
      sensie fizycznym i duchowym jeśli tak to można określić). Wydaje mi się że
      twoja depresja jest przedwczesna. Porozmawiaj z żoną, poszukajcie mediatora.
      Jeśli jest tak jak piszesz, że dalej ją kochasz to walcz.
    • youfang Re: Witam - w depresji 07.12.06, 09:34
      Przede wszystkim witam wszystkich, tez jestem nowa na tym forum.
      Marku, przez chwile myslalam, ze to moj maz napisal ten post. U nas jest
      baaardzo podobna sytuacja. Jestesmy ze soba wiele lat, mamy dwoje dzieci i to
      ja zlozylam pozew.
      Nie chce sie w tym miejscu rozpisywac, co spowodowalo, ze zlozylam ten pozew.
      Chcialam napisac cos o depresji. Trzy lata temu bylam w bardzo zlym stanie
      (niestety maz sie do tego rowniez przyczynil) trafilam na kilka miesiecy do
      szpitala, na oddzial dzienny leczenia depresji. Pobyt bardzo mi pomogl,
      znalazlam tam przyjazn, ktora trwa do dzisiaj. Umow sie do lekarza, nie
      potrzeba skierowania, nie musisz robic tego prywatnie, odplatnie. W przychodni
      przyszpitalnej, na Sobieskiego jest kilkoro dobrych lekarzy.
      Depresja to straszna rzecz, zyc sie nie chce, ale mozna z tego wyjsc.
      Pozdrawiam i trzymaj sie.
      • anja_pl Re: Witam - w depresji 07.12.06, 13:05
        youfang napisała:

        [ciach]

        >W przychodni
        > przyszpitalnej, na Sobieskiego jest kilkoro dobrych lekarzy.

        we Wrocławiu? nie przypominam sobie...

        • youfang Re: Witam - w depresji 07.12.06, 17:50
          > we Wrocławiu? nie przypominam sobie...

          A dlaczego we Wroclawiu?smile W Warszawie...
          • anja_pl Re: Witam - w depresji 08.12.06, 11:57
            a dlaczego zakładasz, że wszyscy z Warszawy?
            • youfang Re: Witam - w depresji 08.12.06, 14:06
              a nie zakladam, ze wszyscy z Warszawy. Marek jest z Warszawy i do niego
              skierowany byl moj post.
    • marek_gazeta Re: Marku, 07.12.06, 10:56
      Różnie, ale w porównianiu do czasu, w którym wysłałem ten post, jest spory postęp. Zacząłem jakoś funkcjonować, na razie bez leków, ale zobaczymy, co będzie po wyprowadzce - pewnie kolejna "fala". Odstawiłem uspokajacze, bo mi się po nich robiło niedobrze i nie mogłem normalnie myśleć, a i tak spałem 2-4 godziny dziennie. Miałem taki ciekawy objaw - cholerne zimno w palcach nóg, nawet pod ciepłą kołdrą, nigdy czegoś takiego nie czułem.

      Teraz śpię tak do 5 godzin. Mam momenty euforii i doła (kołatanie serca, kłucie w klacie itp.). Staram się jakoś pracować, robić coś dla dzieci, dopóki jeszcze jestem z nimi, czytanie, zabawy, zakupy, wspólne wyjścia; jakieś drobne naprawy w domu itp. Nadal nie mam jasnej wizji kolejnych lat życia, ale staram się za bardzo o tym nie myśleć.

      Dzięki wszystkim za zainteresowanie i słowa otuchy; pewnie się zobaczymy na spotkaniu.
      • mirsz Re: Marku, 07.12.06, 13:28
        Zajrzyj na wątek: A dobro dziecka? Nie rozpisywałem się o przeżyciach. Też nie
        mogłem spać, zamknąłem się w 4 ścianach, a ryczałem jak baba. Niepotrzebnie!!
        Jeśli masz dzieci obok, to nie jest źle - patrząc na nie znajdziesz siłę.
        Trzymaj się!!!
    • wildheart2 Re: Witam - w depresji 07.12.06, 15:21
      witaj Marku, ja sam może jestem przed rozwodem, a może (jak Bog da coś tam
      zrosumiałem i w końcu postawię sobie za priorytet : uratowanie własnej rodziny,
      chociaż nie wiem czy żona mi jeszcze zawierzy, bo czasami sam sobie nie wierzę)
      ale do rzeczy.... widzę, że aktywnie piszesz na tym forum, hmmm sam nie jestem
      Alfa ani Omegą, ale wiesz najważnieszy , tak przynajmniej wg mnie jest kontakt
      z drugom człowiekiem, który miał i ma podobne ale nie identyczne problemy,
      wsłuchanie się w to co piszą do Ciebie i może zobaczenie tej sytuacji z innej
      perspektywy na spokojnie,... może łatwo mi tak pisać ale rzeczywiście m.in. i
      Ty mi też troche pomogłeś... jest tylko jeden warunek trzeba być otwarty (z tą
      otwartością u mnie na poczatku był problem ale zakładam, że my wszyscy trochę
      tak mamy)... co do Twojej sytuacji , każdy przypadek (brzydko jakość tak brzmi)
      jest inny więc : musisz na pewno nabrać dystansu tzn. rozmawiać z innymi i być
      bogatszy o ich doświadczenie, ale na pewno nie słuchać nas bezwarunkowo, bo jak
      napisałem na poczatku, każdy przypadek choć podobny jest jednak inny.... co do
      poprawy nastroju... spokojnie rozmawiaj z nami... proponowałbym zainteresować
      się nartami lub snowboardem, wyjazd w góry nawet jesli nie próbowałeś sport b.
      łatwy... na pewno zapytasz wyjazd z kim.... może jak damy ogłoszenie na
      forum... skompletujemy jakąś kamandę... co do żony, którą kochasz.... może nie
      wszystko stracone, uwierz sam wydawało mi się , że to ja walczę itd... a tak
      szczerze teraz patrze i widzę , że do końca tej "walki" Ona nie rozumiała i jej
      to nie pasowało, może było to raczej dla mnie ??..... wiem tylko , że nigdy z
      niej nie zrezygnuje nawet jeśli będzie dalej chciała rozwodu, nawet jeśli tak
      boleśnie jest czasami "dostawać" wiem, że tez wycierpiała się dużo ode mnie
      wtedy gdy nie zdawałem sobie lub nie robiłem sobie z tego żadnego
      wrażenia... ... nie wiem jak jest u Ciebie... ale może spróbowac inaczej na
      spokojnie, bez "jazdy po bandzie, bez extreme", mam na myśli (wiem , że to
      trudne, ale zdystansuj się od tego i próbuj) a przede wszystkim pójdź na
      terapię... u mnie w mieście jes taka dosyć fajna poradnia, chociaż z poczatku
      się bałem, byłem na paru spotkaniach z psychologiem (przez kilka tygodniu 1 x
      tygodniu) w końcu "narysował sobie mój profil" i zaproponował zajecia grupowe
      przez 3 miesiace czyli codziennie po 4 godziny od poniedziałku do piatku (mają
      nawet wspólne wyjścia do miasta itp, wszysko jest oczywiście bezpłatne a co
      najważniejsze możesz otrzymac zwolnienie z pracy) cały cel takich zajeć to
      dogłębne poznanie własnego ja i tez mysle uspokojenie się , jesli bedziesz
      spokojny.... na pewno pozytywnie wpłynie to na spotkania z dziećmi i z Żoną,
      może coś się zmieni na + w postrzeganiu Was przez Nią, u nas w mieście w tej
      poradni są 3 grupy : 2 w ciągu dnia wiec konieczne jest pójść na zwolnienie w
      pracy i 1 popołudniowa od 16 - 20, ale zakładam wtedy, że będziesz miał bardzo
      mało czasu dla dzieci i rodziny. Zakładam tez , że taka przychodnia
      psychologiczna współpracująca z NFZ jest w każdym dużym mieście, jesli byłbyś
      zainteresowany daj znać i sprawdzę.... a poza tym nasz przecież NAS na forum co
      prawda nie certyfikowani ale zawsze życiowi psychologowie.... dużo zdrowia i
      ciepła życzę i pozdrawiam .... aha i 3-mam za Ciebie kciuki....
      • agash4 Re: Witam - w depresji 07.12.06, 21:52
        wildheart, ciekawa nute poruszyl. Mysle, ze kobiety bywaja bardziej dojrzale do
        rodziny, obowiazkow rodzicielskich, mezczyzni zas czesto lekko traktuja zycie,
        rodzine a na dodatek sie szybko nudza monotonia, poddaja sie w trudnych
        chwilach, wybierajac jakies tam "plyniecie na tratwach, ktore sie akurat
        napatocza". Wild.. ciekawe to Twoje studium siebie, bo potwierdza ono moje
        paroletnie obserwacje, ze facet swietnie wie co powinien, ale tak jakos lekko
        daje sobie zwolnienie od tych swoich powinnosci i nawet uwaza, ze calkiem bez
        wysilku mogl postapic inaczej, a jednak cos go skusilo, zeby zlekcewazyc i
        odpuscic sobie. Kurcze pokazcie, ze nie jestescie wymieklymi slaboszczakami,
        ktorych zycie przeroslo i sobie nie radza w wielu rolach, jakie stawia przed
        nimi zycie: ojca, meza, brata, syna, przyjaciela. Latwo nie jest, ale sie da a
        satysfakcja wielka.
        • wildheart2 Re: Witam - w depresji 08.12.06, 01:00
          witaj.... wydaję mi się , że nie tyle boimy się i uciekamy, co jesteśmy
          niedojrzali no i oczywiści jesteśmy z Marsa a Wy z pięknej Wenus, Kobiety
          kieruja się sercem i są dużo bardziej uczuciowe niż my Mężczyźni, dodatkowo
          dla Was priorytetem jest rodzina i dzieci, dla nas zapewnienie dla rodziny jak
          na najlepszych warunków materialnych, często zapominając o najważniejszym o
          pielęgnowaniu uczucia, a jak cos jest nie tak to winna jest Żona, a to nie tak
          bo kto powiedział, że będzie łatwo, prosto i przyjemnie, tylko reklamy i prasa
          nas oszukuje .... wiec często mężczyzna idzie na "łatwiznę".... i zanim się
          obejrzy jest za późno, dobrze jak zrozumie co się stało, ja przynajmniej mam
          nadzieję, że należę do tych co zrozumieli.... pozdrawiam
      • marek_gazeta Re: Witam - w depresji 07.12.06, 22:55
        Zacząłeś pisać do rzeczy. W każdym razie przestań majaczyć o ucieczce za ocean.

        > witaj Marku, ja sam może jestem przed rozwodem, a może (jak Bog da coś tam
        > zrosumiałem i w końcu postawię sobie za priorytet : uratowanie własnej rodziny,
        >
        > chociaż nie wiem czy żona mi jeszcze zawierzy, bo czasami sam sobie nie wierzę)
        "W końcu postawię sobie za priorytet"... Co to za tekst? Chcesz czy nie chcesz? "W końcu" to wylądujesz na śmietniku. Masz jeszcze czas, wyrzuć swoje życie na śmietnik, bo jest do dupy, zanim ono Cię wyrzuci.

        Co jest najważniejsze w życiu dla faceta? Dzieci i kobieta, którą kocha. Dom. Rodzina. Rozumiesz to czy nie? Ale tak bezwarunkowo, bez żadnych "ale". Jeśli tak, to do roboty, obudź się jutro jako inny człowiek, zwrot o 180 stopni, cała wstecz. I walcz. Wstrząśnij kobietą, pokaż, że ją kochasz. Rzuć robotę, firma przez miesiąc nie splajtuje. Wyjedźcie gdzieś, nie wiem, zrób coś, czego nigdy nie robiłeś, nie wiem, co, nie znam Twojej żony. Nie odpuszczaj do końca. Rób wszystko odwrotnie, niż robiłeś do tej pory.

        NIE SPIEPRZ.
        • marek_gazeta Re: Witam - w depresji 07.12.06, 23:03
          > Rzuć robotę, firma przez miesiąc nie splajtuje.
          A nawet jak splajtuje, na ch.. Ci firma, jak nie masz domu.
          • wildheart2 Re: Witam - w depresji 08.12.06, 00:26
            Marku... spokojnie, tak zmieniło się wiele u mnie bo z Wami "porozmawiałem" ale
            nie tylko, przede wszystkim wczoraj rozmawiałem ze Swoją... nie, nikt na szyję
            nikomu się nie rzucał, ale wydaje mi się, że trochę zaczęłem Ją rozumieć a to
            najważniejsze... i wydaję mi się, ze mnie nie nienawidzi, po prostu głęboko ją
            zraniłem i już mi nie wierzy... co poniektórzy tu na Forum np. Tricolor widząc
            zmianę w moich wypowiedziach zastanawia się czy nie robię sobie żartów i całej
            swojej historii nie wymyśliłem, ale zapewniam jestem śmiertelnie poważny, a
            taka zmiana, bo może dopiero zacząłem widzieć i słyszeć..... piszę "spokojnie"
            bo "walczyć" już sie "nawalczyłem" dla siebie i mnie nie rozumiała, a teraz
            muszę każdy ruch i każde słowo przemyśleć przed by Jej nie skrzywdzić, by
            pomagać, by mi zaufała nie wiem czy mi się uda ale będę próbował, co do
            pracy.... wszystko z głową.... synowie muszą mieć jakąś przyszłość komu to
            robię jak nie im.... ale oczywiście jak mówią: "pracy nie przerobisz"....
    • wildheart2 Re: Witam - w depresji 08.12.06, 00:34
      Marku poja propozycja odnośnie poradni nadal aktualna, napisz tylko na
      skrzynkę, pzdr
      • marek_gazeta Re: Witam - w depresji 08.12.06, 10:29
        Napisałem, dzięki, chętnie się dowiem.

        Próbowałem zapisać się prywatnie, ale dałem sobie spokój. Miałem takie niejasne wrażenie, że jest to potężny biznes obliczony na wyciśnięcie kasy z ludzi na zakręcie.

        Na terapię indywidualną kazali mi czekać do 2 miesięcy. Super. Zapisałem się i czekam, ale stwierdziłem, że jak przeżyję 2 miesiące, to pewnie będę żył dalej. Koszt spotkania to 100-140 złotych. Oczywiście certyfikowani fachowcy, niektórzy z doktoratami.

        Z kolei terapia grupowa trwa pół roku, kosztuje grubo ponad 2 kawałki (80-100 złotych za spotkanie) i w dodatku nie można się wycofać (tak czy owak trzeba zapłacić całą kwotę), nie można pójść na spotkanie i zobaczyć, nic nie można. Jest jedynie darmowa konsultacja wstępna z prowadzącym, który mi powiedział, że efekty są bardzo różne i on niczego nie może zagwarantować. W dodatku rozlazły był jakiś, nie złapałem kontaktu. A skandalem był fakt, że grupa skupiała ludzi bardzo różnych, z bardzo różnymi problemami (ja - rozwód, a ktoś np. nie może się uwolnić spod wpływu mamy albo ma jakieś lęki). Dałem sobie spokój, nie lubię wyrzucać kasy w ciemno.

        Skoro jesteśmy przy cenach, to godzina mediacji (dwóch mediatorów, on i ona) kosztuje 160 złotych. W dodatku pierwsze 30 minut mediatorzy opowiadali głównie o sobie, czyli wymediowanie czegokolwiek na pewno wymaga kilku spotkań.
        • marekeska Re: Witam - w depresji 08.12.06, 18:20
          przypominasz mi siebie(chyba ją jeszcze kochasz), ja tak wariowałem 3 lata, nie
          opłaca sie, szkoda zdrowia, jaka terapia, jakbym słyszał swoją byłą tez
          nadawała mi o mediatorach i terapiach, kochałem ją i chodziłem na to ze 4
          razy, myślałem że zgłupieje, to nie jest dla prawdziwego faceta (mieszają w
          głowie), wg mnie recepta jest chamsko-prosta : wykorzystać na maksa szanse
          bycia razem (rozmowa we dwoje), nie da rady to trudno, trzeba popłynąc z nurtem
          życia
        • marekeska Re: Witam - w depresji 08.12.06, 18:20
          przypominasz mi siebie(chyba ją jeszcze kochasz), ja tak wariowałem 3 lata, nie
          opłaca sie, szkoda zdrowia, jaka terapia, jakbym słyszał swoją byłą tez
          nadawała mi o mediatorach i terapiach,
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka