Dodaj do ulubionych

Alimenty na dzieci

16.11.06, 11:31
Dzieci mamy dwoje (8 i 5,5 lat),mieszkam w dużym mieście(pow.500 tys.
mieszkańców), wydatki z tego tytułu mam spore, mam też problem w kwestii
porozumienia się w tej sprawie z mężem, który od pewnego czasu dobrze zarabia.
Dobrowolnie płaci mi na dzieci w sumie 800 złotych, nie jest to rewelacja, sam
czynsz bez energii elektr. kosztuje mnie 400 zł. Rozmawiałam z adwokatką na
ten temat, ale niestety nic sensownego mi nie doradziła, raczej opowiadała o
tym , jak to się mężczyźni przed alimentami bronią. Proszę napiszcie z
własnego doświadczenia, jak wyglądało tzw. "dochodzenie się" z mężem o
alimenty przed sądem, czy są to raczej negocjacje w stylu: ja mówię 2500 na
dwoje dzieci w sumie, on mówi 800, a sąd uśrednia na 1400? Czy lepiej od razu
podać satysfakcjonującą mnie kwotę, czy targować się jak na arabskim bazarze?
Jedno jest pewne, ugody z mężem w tej kwestii nie będzie. We wszystkich innych
sprawach porozumiewamy się mniej wiecej na 3+,czasem 4, czasem 5, ale w
sprawie pieniędzy impas zupełny.
Z góry dziękuję i pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • mja-1 Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 12:46
      witam,
      tak, pracuję.
      Zarabiam nie najgorzej,rzecz jednak w tym,że dzieci są wspólne. Poza tym-
      wiadomo jak to dzisiaj jest, pracę łatwo stracić, a poszukiwanie nowej może
      chwilę potrwać.
      • z_mazur Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 13:18
        Tak jak powiedziała brzoza, dochody męża to jedna sprawa, uzasadnione potrzeby
        dzieci to druga. IMHO trudno byłoby wykazać, że wydajesz na dzieci taką kwotę
        pieniędzy średniomiesięcznie. Znam osobiście przypadek gdy sąd zasądził na
        dwójkę dzieci (trochę młodszych od Twoich) 400 zł. W tym kontekście kwota 800
        zł wydaje się całkiem spora.
        • chalsia Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 13:39
          > dzieci to druga. IMHO trudno byłoby wykazać, że wydajesz na dzieci taką kwotę
          > pieniędzy średniomiesięcznie

          A niby czemu?? A może utrzymanie JEJ dzieci kosztuje więcej?
          Utrzymanie mojego dziecka kosztuje dużo więcej.
          Chalsia
          • z_mazur Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 13:45
            > A niby czemu?? A może utrzymanie JEJ dzieci kosztuje więcej?
            > Utrzymanie mojego dziecka kosztuje dużo więcej.
            > Chalsia


            Ok wyraziłem się nieprecyzyjnie. Jasne, że na dziecko można wydać dowolną kwotę
            pieniędzy, ale w sądzie trzeba to jednak udokumentować, że się tyle wydawało i
            że te wydatki są UZASADNIONE. Np. dodatkowy kurs z języka angielskiego może być
            uzasadniony, ale wyjazd na obóz żeglarski do Chorwacji już niekoniecznie.
            Niestety panuje w sądach spora dowolność w interpretacji tej zasadności.
          • tricolour Juz po raz kolejny piszesz... 16.11.06, 18:32
            ... jakie to drogie dziecko masz i ile ono miesięcznie kosztuje. Książę jakowyś
            musi być.

            tongue_outP
            • chalsia Re: Juz po raz kolejny piszesz... 16.11.06, 19:12
              po raz kolejny piszę, bo jak widać często się ludziom wydaje, że niemożliwe by
              utrzymanie dziecka kosztowało więcej niż X.

              Akurat w moim przypadku sąd po zapoznaniu sie z zestawieniem kosztów utrzymania
              dziecka odrzucił tylko jeden wydatek (czyli całą resztę uznał za UZASADNIONĄ) -
              mianowicie opłatę za przechowywanie krwi pępowinowej w banku krwi. Co dla mnie
              akurat było zupełnie niezrozumiałe, bo decyzję o tym, że przez naście lat takie
              koszty będą ponoszone, podjęliśmy wspólnie z jeszcze-wtedy-mężem i on TEGO
              kosztu nigdy nie kwestionował. No ale argument sądu był taki, że jest to
              podobne do dobrowolnego ubezpieczenia, a takoweż uzasadnionym i niezbędnym
              kosztem utrzymania dziecka nie jest.

              A, nie jest prawdą, że koszty utrzymania dziecka zawsze dzielą się po połowie.
              W związku z czym fakt, że jakiś ojciec płaci X alimentów, nie znaczy, ze koszty
              utrzymania jego dziecka wynoszą 2X.
              Chalsia
              • tricolour Szczerze Ci współczuję, że masz chore dziecko. 16.11.06, 19:16
                Jasne jest, że NIE ZAWSZE koszty utrzymania dziecka dzieli sie po połowie. Ale
                najczęściej jednak dzieli sie je po połowie i tym sie najczęściej zajmujemy...

              • nangaparbat3 Re: Juz po raz kolejny piszesz... 16.11.06, 20:42
                Zbaranialam. Czy sad ma prawo kwestionować wydatki uznane przez oboje rodzicow?
                • chalsia Re: Juz po raz kolejny piszesz... 16.11.06, 22:46
                  no jak widzisz - może.
                  Zapewne podstawą tegoż jest iż w przypadku sprawy sądowej wysokość alimentów
                  ustala SĄD na podstawie możliwości zarobkowych rodziców oraz UZASADNIONYCH
                  potrzeb dziecka. A bank krwi pępowinowej to nie jest potrzeba
                  tylko "zabezpieczenie się na wypadek choroby".
                  Chalsia
        • mja-1 Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 14:06
          Witam!
          A zatem przystępuję do liczenia:
          mieszkanie+ prąd- ok. 470 PLN (czyli procentowo dzieci z tej kwoty 2/3, czyli:
          313 zł.
          przedszkole: 300 zł, kółka zainteresowań w Młodzierzowym Domu Kultury: 30 zł,
          pływanie 90 zł, obiad w szkole od 100- do 127-obiad =5,50 zł razy ilość dni
          roboczych w miesiącu. Czyli w sumie miesięcznie 833-860 zł. na dzień dobry. No
          to zostaje jeszcze do rozdysponowania 746 zł. miesięcznie, czyli dniówka na
          dziecko (przy założeniu, że miesiąc ma 31 dni) wynosi 12 zł. Na dniówkę, lub
          raczej na sumę tychże dniówek składać się powinny wydatki na wyżywienie oraz
          ubrania,buty, książki, zeszyty, art.piśmiennicze,czasopisma dziecięce, wyjścia
          kulturalne typu teatrzyk, muzeum, wycieczka, kino, fryzjer od czasu do czasu,
          lekarstwa,gdy małe są chore, zakup jakichś środków czystości i higieny, raz na
          parę lat jakiś rower albo mebel do ich pokoju. No a jeśli dodatkowo moi mili
          wożę te swoje kochane maluchy samochodem na te ich teatrzyki i kółka
          zainteresowań, to benzyna mi się też tak jakby niechcący spala. Jak jedziemy
          pociągiem albo autobusem to zły konduktor albo kanarek żądają jakichś biletów,
          niecnoty jedne. Albo jeśli w ich sprawach "wykonuję telefony", to czy mogę ci ja
          na to liczyć, że oddadzą mamie te przysługi w naturze za x lat poprzez podanie
          mnie, trzęsacej się staruszce szklanki wody? A moze zapisywać wszystko, doliczać
          procenty rocznie i
          wręczyć im zaraz po rozdaniu dyplomów?
          Wybaczcie sarkazm, ale dniówka 12 zł mnie dobija...To moze być stawka żywieniowa
          młodego rozwijajacego się organizmu, ale co z całą resztą???
          Proszę o odpowiedź.
          • mja-1 Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 14:09
            oczywiście Młodzieżowym Domu Kultury. Wybaczcie, to wzburzenie...
          • z_mazur Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 14:15
            Gwoli ścisłości to skoro liczysz już obiady to pozostaje na pozostałe 12 zł
            czyli na śniadania, kolacje i podwieczorki. Wydatków na basen sąd może nie
            uznać za uzasadnione. I w tym momencie całe wyliczenie zaczyna mieć sens.
            Bo zostaje Ci miesięcznie poza wyżywieniem ok 400 zł na to co wymieniłaś.
            BTW jeśli chodzi o kulturę i inne przyjemności to ojcu nie zdarza się zabrać
            gdzieś dzieci od czasu do czasu??? Dajesz mu w tym momencie na to pieniądze z
            tej puli??
            • mja-1 Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 15:04
              Witaj Z_Mazur,
              od razu widać , ześ szczęśliwe dzieciństwo miał i obiadów w szkole jadać nie
              musiał. To są posiłki na zasadzie "nie umrzeć z głodu" do tej 17.00, ani
              wartościowe, ani pożywne. No najwyżej czasem kaloryczne... Jeśliś zainteresowany
              przefaksuję Ci menu.
              A jeśli chodzi o ten nieszczęsny basen, to rozumiem, że w opinii sądu siedzenie
              przed telewizorem w domu jest lepszą formą dbałości o tężyznę fizyczną młodego
              pokolenia bo tańszą? Czy to znaczy, że w przyszłości Twoje wysportowane dzieci
              będą płacić większą składkę na ZUS, po to by z ich składek leczyć choroby
              cywilizacyjne, jak miażdzyca na przykład i wady postawy moich niewysportowanych
              latorośli? No a majtki, rajtuzy i kapcie domowe, to wprawdzie nie grube zakupy
              typu kurtka zimowa i kozaki, ale niestety częstsze.
              I tym optymistycznym akcentem kończę listę pytań do Ciebie.
              Nie myśl o mnie źle, ale ja- gdybym oddała dzieci w dobre ręce byłabym gotowa
              płacić co najmniej połowę swego dochodu netto, uważam że to sprawiedliwe, przy
              słabszym dochodzie człowiek ma czas po normalnej pracy dorobić popołudniami...
              Poza tym chciałabym, żeby te dobre ręce nie gryzły się finansowo i nie musiały
              wybierać w sklepie najtańszych rzeczy żeby związać koniec z końcem. Żeby te
              dobre ręce miały w miarę wygodne życie,finansowo stabilne, wiadomo, samo samotne
              wychowanie dwójki dzieci to już niełatwe zadanie.
              PRZYSIęGAM RóWNIEż UROCZYśCIE, żE Z PIENIęDZY NA DZIECI NIE ZAMIERZAM BRAć I
              WYDAWAć NA SIEBIE.
              • z_mazur Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 18:08
                Ok jeśli już mamy się tak licytować to powiem Ci, że jestem w stanie za 5 zł
                (średnio) zrobić pożywny posiłek dla dwójki dzieci. Wynikałoby, że lepiej sobie
                podarować te obiady a dzieciom po prostu do szkoły dawać pożywne drugie
                śniadanie i napewno dziecko nie umrze z głodu do 17.

                Co do basenu to jest wiele innych form aktywności fizycznej które nie kosztują
                za miesiąc nawet połowy tej kwoty i napewno uchronią dzieci od
                konsekwencji "chorób cywilizacyjnych".
                Nie myślę o Tobie źle, tylko zdroworozsądkowo uważam, że kwota alimentów w
                wysokości 800 zł jest całkiem ok, a jeśli dodatkowo ojciec wykazuje się
                aktywnością w kontaktach z dziećmi (tzn zabierze je od czasu do czasu gdzieś i
                np. raz do roku na jakiś wyjazd) to na prawdę nie powinnaś narzekać.
                Przypuszczam z tonu Twojego postu, że wasze rozstanie było inicjatywą męża i
                częściowo obwiniasz go za zmianę Twojego standardu życia. Niestety po rozstaniu
                nic już nie będzie takie jak było.
            • nangaparbat3 Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 16:25
              Słuchj, zapominasz o jednym - przy dzieciach w tym wieku jakiekolwiek wyjscie
              matki z domu po godzinach szkolno-przedszkolnych oznacza konieczność
              zatrudnienia kogoś, kto sie dziećmi zajmie. To sa niezle koszty.
              Poza tym słyszalam, ze skoro dzieci mieszkaja z matka i na niej spoczywa niemal
              w calości ciężar opiekowania sie nimi, wcale nie musi lozyc na dzieci polowy,
              moze mniej.
    • marek_gazeta Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 15:41
      No to ja jestem właśnie na etapie uzgadniania smile - widok z drugiej strony.

      Wydaje się, że decydować powinny rzeczywiste, udokumentowane wydatki na dziecko. Szkoła, przedszkole, zajęcia, ubrania, jedzenie, zabawki itp. Nie ma zatem satysfakcjonującej kwoty, tylko oszacowanie kosztów. Ponadto, weź pod uwagę, że eks też od czasu do czasu coś kupi, za coś zapłaci - ma do Ciebie przybiegać z rachunkami? Wg mnie dobrze by było ustalić, że ojciec pokrywa część kosztów wychowania dzieci - np. część zajęć pozalekcyjnych, ferie itp. i to odpowiednio uwzględnić.

      Jeśli pozostaje jakaś sporna kwota - np. mąż twierdzi, że dałby więcej, ale nie jest przekonany, czy kasa rzeczywiście idzie na dzieci, a nie na Twoje wydatki, jest jeszcze jeden możliwy kompromis - wpłacanie różnicy dziecku na jakiś fundusz.

      Namawiam do rozmowy - rzetelnej, spokojnej, popartej wyliczeniami i faktami. Umówcie się w neutralnym miejscu i w momencie, gdy oboje będziecie w stanie rozmawiać bez emocji. Nie jest to łatwe - sytuacja materialna po rozwodzie zmienia się z reguły na minus; stres, depresja, obawa o przyszłość itp. Jeśli facet odchodzi, zostawia wszystko i musi nagle wynająć mieszkanie i kupić masę rzeczy, które do tej pory miał w domu, to rzeczywiście zaczyna się obawa o kasę. Nagle ze stosunkowo dobrych zarobków robi się niewiarygodnie mało kasy. Ja to rozumiem, sam jestem w takiej sytuacji. Potrzeba trochę dobrej woli. Kiedyś się kochaliście, macie dzieci, trzeba rozmawiać.

      Chciałem nadmienić, iż osobiście uważam uchylanie się od płacenia alimentów na własne dzieci za haniebne i godne najwyższej pogardy. Oczywiście w normalnej sytuacji, bywają patologiczne.
      • marek_gazeta Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 15:46
        Głupio odpowiadać na własny post, ale właśnie przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł - może założyć oddzielne konto alimentacyjne? Matka pobierałaby pieniądze i rozliczałaby się z wydatków, powiedzmy raz na miesiąc. Uniknęłoby się "mieszania" pieniędzy na dzieci z resztą kasy. Dla wydatków "rozmytych" (np. jedzenie) trzeba by było jakąś kwotę ustalić. Może to jakiś pomysł dla rodziców, którzy nie mogą się w tych sprawach dogadać?
        • nangaparbat3 Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 16:29
          Wiesz co, marek, Ty sie puknij. Moze jeszcze matka ma Ci przedstawiac faktury,
          a Ty sobie przygotujesz liste wydatkow refundowanych - nie ma na liscie, nie
          uwzglednię. Tak jej nie ufasz? Bylo sie nie zenić.
        • tricolour Jak widzisz, Marku... 16.11.06, 18:19
          ... nawet Nangę można wyprowadzić z równowagi pomysłem, że może sie rozliczyć z
          wydatków. Byłej zonie po rozwodzie trzeba ufać, a jak sie nie ufa, to było sie
          nie żenić - "logiczne".

          W sprawie alimentów jest wieczna wojna i wiekszość kobiet po rowododzie uznaje
          koniecznośc "podsumowania" dziecka za rzecz wręcz uwłaczającą ich godności.
          Facet ma płacić, ale nigdy nie wiadomo ile. Najlepiej tyle, by wystarczyło nawet
          ma takie rzeczy, jakie dziecko nie miało w szczęśliwym małżeństwie plus
          odpowiednie "zabezpieczenie" matki na okolicznośc utraty pracy (ojca utrata
          pracy nie dotyczy) i innych zmian...
          • 13monique_n Re: Jak widzisz, Marku... 16.11.06, 18:49
            Nie wrzucaj, Tri, wszystkich do jednego worka. Proszę.
            Jednym z moich pomysłów byla propozycja do exa, że założę specjalne konto na
            alimenty na dzieci i będę mu przedstawiała rachunki, a wyciągi będzie mógł
            generowac sam. A on się upiera przy osobistym przekazywaniu pieniędzy.
            Z drugiej strony, kiedy w zeszłym roku oddawałam mu kartę do wspólnego konta,
            prosiłam, by mi cofnął pełnomocnictwa i zmienił hasło do bankowości
            internetowej. On mi wtedy odparł, że mi ufa i nie widzi takiej potrzeby. - I to
            jest najjasniejszy punkt w okresie, kiedy się rozstawaliśmy - troszkę mnie
            jednak poznał.
            I myślę, że o to chodzi nandze, że ona jednak życiem wspólnym miała możliwość
            dowieść, że będzie dbała o interesy dzieci. Tak mi się zwyczajnie wydaje.
            • tricolour OK. Ty pozstaniesz poza tym workiem, do którego.. 16.11.06, 18:56
              ... powsadzam całą resztę.

              Wiesz - ja też nie mam najmniejszej ochoty sprawdzać żony na co wydaje
              pieniądze, co jest zajęciem nudnym i mało pozytecznym. Nie chce żadnego wglądu w
              konta i generowania wydruków - wolę kliknąć na przelew i zapomniec o
              pieniądzach. Dobrze rozumiem Twojego exa.

              A Nanga taka zawsze spokojna i wyważona mówi "puknij się". Jak ktoś sie tak
              nagle podnieci, to mnie to intryguje...
          • marek_gazeta Re: Jak widzisz, Marku... 16.11.06, 23:29
            > ... nawet Nangę można wyprowadzić z równowagi pomysłem, że może sie rozliczyć z
            > wydatków. Byłej zonie po rozwodzie trzeba ufać, a jak sie nie ufa, to było sie
            > nie żenić - "logiczne".

            Eee tam. Zapytałem, dlaczego tyle, odpowiedź żony - no nie wiem, adwokatka powiedziała, że "tak się pisze" (uwzględniając zarobki). To jest w końcu moja kasa, o jakim zaufaniu mówisz? Ja jej ufam o tyle, że jak stwierdzi konieczność kupowania kurtki dziecku 3 razy do roku, tzn. że tyle razy będzie trzeba kurtkę kupić, że nie wyda pieniędzy na swoje kosmetyki. Jeśli nie starczy, będziemy rozmawiać. Ale nie rozumiem, dlaczego nie wolno mi wymagać oszacowania kosztów?
          • nexi3 Re: Jak widzisz, Marku... 22.11.06, 15:56
            Ni i kolko sie zamknelo, bo kiedy napisalam jakis czas temu, zeby eksie zaczely
            zarabiac na siebie to wywolalam llawine atakow. Nawet panowie twierdzili, ze
            placic trzeba, bo ........... trzeba i juz. A teraz ci sami panowie burza sie w
            temacie nieograniczonych potrzeb swoich do momentu rozwodu, calkiem
            przecietnych pod wzgledem kosztow pociech. Ja sama "pobieram" alimenty i moj
            obecny maz jest takze "dawca" alimentow dla..... No wlasnie tu powstaje pytanie
            dla kogo. Bo za 1600 PLN 10-latka powinna jezdzic do szkoly taksowka, a nie
            posuwac sama autobusem. Czasem w tych alimentach ukryte jest
            takze "odszkodowanie" za zdrade i zlamane serce. Ja nie zdradzalam i zdradzana
            nie bylam, zlamanego serca nie mam i nikomu mu nie zlamalam. Moze dlatego
            alimenty ida w calosci na konto z ktorego moj syn bedzie mogl skorzystac kiedy
            bedzie na tyle rozsadny, ze oceni wlasciwie wartosc takich pieniedzy. A eksia
            bierze wszystko jak leci i wola "malo!" A malo bo pracuje na pol etatu, jest
            masazystka, kazda wzmianka o tym zeby rzucila prace w NFZ i zajela sie wlasna
            dzialalnoscia, skutkuje tylko restrykcjami w postaci ograniczeniami widzen
            dziecka (jest chora, mamy inne plany, ona sie z Toba nudzi etc.). Natomiast
            kiedy chce wyjechac na weekend wtedy nie maznaczenia, ze jeszcze tydzien
            wczesniej "nie miala co do garnka wlozyc", bo teraz ten wyjazd za 300 PLN "to
            prawdziwa okazja", a dzieckiem niech zajmie sie tata, mimo, ze przeciez wlasnie
            jest chora i wolalaby w domu zostac. no ale coz, pewnie powiecie - wiedzialy
            galy co braly. Moje nie wiedzialy bo takiego stwora przedtem nigdy nie
            widzialy. A kazdy sadzi po sobie, wiec moze dlatego niektorym z was latwiej
            jest zrozumiec pobudki manipulantek
      • 0lana Re: Alimenty na dzieci 17.11.06, 16:37
        Chciałem nadmienić, iż osobiście uważam uchylanie się od płacenia alimentów na
        > własne dzieci za haniebne i godne najwyższej pogardy.
        Ja tez tak uwazam i pewnie wiele osob ,ale co z tego?Nic nie mozna z tym
        zrobic,nie ma na to kary dla tatusiow-nygusow,a zycie plynie.Dzieci trzeba
        nakarmic ubrac,wyksztalcic...,o rozrywce typu kino,teatr,zajecia dodatkowe u
        mnie nie ma juz mowy.Starszy syn potrzebuje korepetycji,ale nie stac mnie na to
        i zaczynam bac sie ,czy skonczy 6 klase.Jedyna rozrywka jest telewizja
        satelitarna,z ktorej wlasnie musialam zrezygnowac,bo 100zl m-cznie,to musze
        wydac na lekarstwa,czasem trzy razy tyle,bo mam dzieci alergiczne i z
        astma.KARYGODNE jest uchylanie sie od utrzymywania wlasnych dzieci i nie biore
        tu pod uwage nic ponad podstawy egzystencji.Co mozna zrobic,jak TATUS korzystal
        tylko z praw,a zapomnial o obowiazkach wynikajacych z zalozenia rodziny???
        Pozdrawiam ,moze znasz jakis sposob?
        pozdrawiam
        • chalsia Re: Alimenty na dzieci 17.11.06, 16:44
          no tylko takie jak:
          - komornik
          - alimenty od innych członków rodziny ojca
          a potem
          - odebranie prawa jazdy (ponoć calkiem niźle działa)
          na koniec
          - sprawa karna i więzienie.
          Niestety nic z powyższego nie podziała, jesli ktoś się uchyla od alimentów
          programowo.
          Chalsia
          • 0lana Re: Alimenty na dzieci 17.11.06, 17:56
            chalsia napisała
            > - komornik,a dziala za granica?W Polsce zabierze cos z naszego wspolnego
            majatku,a za granica moj maz ma podobno samochod,ktory kupil zreszta za
            pierwsze zarobione tam pieniadze...mial czelnosc chwalic sie tym
            dzieciom,zamiast wyslac je na kolonie latem.
            > - alimenty od innych członków rodziny ojca
            Jest tesc i brat ,ktory musi utrzymac wlasna rodzine...To nie
            sprawiedliwe,dlaczego maja placic ?Przeciez to nie oni sa winni.A to poczucie
            ze ja moge chciec od nich tego...brrr,jestesmy rodzina,a to oznaczaloby dla
            mnie koniec dobrych stosunkow.
            > - odebranie prawa jazdy ...
            I to bylby chyba najlepszy sposob,najbardziej odczuwalny,w koncu jakas kara,ale
            pewnie procedury sa baaaaaaaardzo dlugie.
            > - sprawa karna i więzienie...
            A po co skrzywdzonym dzieciom jeszcze swiadomosc,ze maja ojca w wiezieniu?...To
            straszne.Kochamy go mimo wszystko...

            • chalsia Re: Alimenty na dzieci 17.11.06, 18:04
              i tak żeby ruszyć kwestię prawa jazdy musisz najpierw skierować sprawę do
              komornika.
              Komornicy są w kazdym kraju a teraz jestesmy w EU. Znajomej eks alimenciarz
              siedzi w Niemczech i jakoś tam go niemiecki komornik dopadł (szczegółów nie
              znam).
              Albo coś chcesz zrobić rzeczywiście, albo tylko sobie ponarzekać.
              Chalsia
          • 0lana Re:ILE KASY? 17.11.06, 18:37
            Chalsiu,dzieki serdecznie.Ja bym chciala bez sadu znalezc sposob na mojego
            meza,bo z urzedu to bedzie juz koniec naszego zwiazku,nawet jesli lacza nas
            tylko dzieci...choc trudno mi w to uwierzyc.Boje sie ,ze jak rusze do sadu to i
            tak nic nie wskuram i nie moge pozbyc sie poczucia,ze zrobie cos
            zlego...przeciez to czlowiek,z ktorym chcialam spedzic moje zycie,byc na dobre
            i na zle...Przez kilkanascie lat malzenstwa nie raz brakowalo nam kasy,ale
            bylismy razem,opiekowalismy sie dziecmi razem i nie wazne bylo ,ze dzis na cos
            nie ma ,bo wiadomo,ze po burzy jest zawsze slonce...Zazdroszcze osobom,ktorym
            udalo sie porozumiec w sprawie pieniedzy DLA DZIECI...,bez sadu,bez ingerencji
            obcych osob,przeciez wszyscy wiemy ,ze dzieci kosztuja i to duzo...pomijajac
            juz fakt,ze nasze zycie jest podporzadkowane im...
            Czytalam wiele watkow o alimentach szukajac potwierdzenia moich skromnych
            wyliczen i doszlam do wniosku,ze 700zl na jedno dziecko to niewygorowana
            kwota.U mnie oznacza to 700zl x 3 dzieci=2100!!!!!! Ja zarabiam na reke
            950zl,chyba ze oddam 16miesiecznego synka pod dluzsza opieke,niz tylko do
            babci...moze zarobie wiecej,a co zarobie oddam opiekunce,wiec nie widze w tym
            sensu.Decyzje o posiadaniu dzieci byly wspolne i gdyby nie wybryk mojego meza
            bylabym teraz,zreszta po raz pierwszy,na urlopie wychowawczym i dwojka
            starszych dzieci(13i11lat)mialaby normalny dom.Gdybym wczesniej zdawala sobie
            sprawe,ze cos az tak niedobrego dzieje sie z moim mezem,pewnie nie
            zdecydowalabym sie na trzecie dziecko,mysle tak czasem jak nie mam juz na nic
            sily.Ale potem dziekuje Bogu,ze jednak bylam w tej nieswiadomosci naszej
            sytuacji,bo nie mialabym juz tego skarbu jakim jest moj Dziubasek.Ale co teraz
            poczac,jak utrzymac ta gromadke i uczyc ich jeszcze,ze dobro zawsze
            zwycieza??????

            • marek_gazeta Re:ILE KASY? 17.11.06, 19:03
              Tak, 700 złotych/dziecko ok, ja się zgodziłem na 750, ale obawiam się, że wydatki będą większe.
              • 0lana Re:ILE KASY? 17.11.06, 19:21
                marek_gazeta napisał:
                > Tak, 700 złotych/dziecko ok, ja się zgodziłem na 750, ale obawiam się, że
                wydat
                > ki będą większe.

                Gratuluje poczucia odpowiedzialnosci i zdrowego rozsadku!Szkoda ,ze nie moge
                myslec tak rowniez o moim mezu.Olewa mnie ,ale czemu dzieci maja na tym
                cierpiec?Juz i tak czuja sie przez niego odrzucone(mysla,ze sa niedobre skoro
                tatus bedzie mial nowego dzidziusia,a dopiero u nas sie urodzil),moglby chociaz
                dbac o nie finansowo.
                pozdrawiam i zycze powodzenia na nowej drodze zycia...jesli juz tak trzeba
                bylo...

          • marek_gazeta Re: Alimenty na dzieci 17.11.06, 18:48
            Swietne pomysły! Może się zwrócić do dziadków? Jeśli nie chcą dać kasy do ręki, może po prostu coś opłacą, kupią?
            Pozostaje jeszcze terroryzm, czyli groźba powiadomienia sąsiadów (jakieś ogłoszenia itp.) lub współpracowników w firmie.
            Z autopsji wiem, że tatuś odnajduje się w chwili, gdy znów można być dumnym z syna - kończy 18 lat, idzie na studia itp.
    • chalsia Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 18:28
      no ja akurat znam na gazecie jedną mamę, która jednakowoż jest w swietnych
      układach z eksem (a i oboje finansowo mają się dobrze) i robią tak, że mniej
      więcej ustalili jakie są koszty utrzymania dziecka i oboje na osobne konto
      wpłacają co miesiąc ustalone kwoty od każdego z nich. Oboje mają karty do tego
      konta i kupują/płacą co potrzeba. Jak zabraknie w jakimś miesiącu - to obydowje
      dokładają, jak zostanie - w nastepnym miesiącu wpłacają mniej.
      Ale to wyjątek od reguły jest.
      Chalsia
    • tricolour Do Mja-1. 16.11.06, 18:29
      Oczywiście możesz zażądać na dziecko kwoty 2500zł, ale pewnie sąd zażąda od
      Ciebie stosownego wyliczenia, że dzieci kosztują 5000 miesięcznie.

      Jeżeli chodzi o moje doświadczenia, to są one proste: Suma wydatków na dziecko
      stanowi podstawę do dyskusji (przecież nie zrobie przelewu wpisując w rubryce
      kwota "aby starczyło").
      Ostatnio ex chciała podwyższenia alimentów, a na moje pytanie "ILE" odparała
      "Nie wiem, bo nie znam twoich możliwości". Odparłem, że nie pozna moich
      możliwości, bo jestem dla niej obcym facetem i guzik ją powinienem obchodzić w
      całości, a finansowo w szczególności. W związku z tym, że umiem gadać z kobiecym
      mózgiem zapatrzonym w cudzy portfel, sam zaproponowałem 200 zeta podwyżki, co
      zastało łaskawie przyjęte.
      Pikanterii zajściu dodaje fakt, że w tym samym czasie dostała ponad 1000zł
      podwyżki...
      • mja-1 Re: Do Mja-1. 16.11.06, 19:51
        A teraz wielka odsłonawink)
        To ja poprosiłam męża, żeby się wyprowadził. Pikanterii niechaj doda fakt,że
        nadal go kocham i że oboje nie mamy innych partnerów. Mąż też nadal mnie kocha
        (tak mówi, nie mam powodów, by mu nie wierzyć).
        Jednakże wykłócanie się ze mną o pieniądze w jakiś sposób dowodzi mi, że dzieci
        postrzega on jako obciążenie finansowe, jakieś przykre zobowiązanie, ponury
        finansowy obowiązek...
        A zatem rokowania na przyszłość kiepściutkie...
        A w sprawie finansowych bolączek, to dziś po południu, gdy tak sobie
        kontemplowałam wypowiedź Z_Mazur doszłam do wniosku, że najlepiej wziąć sprawy w
        swoje ręce: poszukam sobie dodatkowej pracy popołudniami i wieczorami, a dzieci
        przecie może mi telewizornia wychowywać, albo niech "se" siedzą pod blokiem,
        albo- bo ja wiem, może jakaś świetlica środowiskowa dla zaniedbywanych przez
        rodziców dzieci???
        Z_Mazur, jeśli faktycznie tak sprawnie gotujesz to mam dwie propozycje (obie
        serio i bez cienia ironii). Gdzie mieszkasz? Może byś mnie czasem czymś pożywnym
        poratował (odwdzięczę się). Masz jakieś fajne, sprawdzone przepisy?
        Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za wypowiedzi, piszcie dalejwink))
        • z_mazur Re: Do Mja-1. 17.11.06, 11:23
          > A teraz wielka odsłonawink)
          > To ja poprosiłam męża, żeby się wyprowadził. Pikanterii niechaj doda fakt,że
          > nadal go kocham i że oboje nie mamy innych partnerów. Mąż też nadal mnie kocha
          > (tak mówi, nie mam powodów, by mu nie wierzyć).

          Więc może zamiast wykłócać się o alimenty lepiej zająć się naprawą waszych
          relacji. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić dwoje kochających się ludzi, którzy
          nie potrafię się dogadać. Może dobrze byłoby pomyśleć o terapii małżeńskiej.


          > Jednakże wykłócanie się ze mną o pieniądze w jakiś sposób dowodzi mi, że
          dzieci
          > postrzega on jako obciążenie finansowe, jakieś przykre zobowiązanie, ponury
          > finansowy obowiązek...
          > A zatem rokowania na przyszłość kiepściutkie...

          Kiedy mężczyzna nie mieszka z dziećmi, to to obciązenie zaczyna traktować jako
          przykry obowiązek. Przecież niby wiesz, że podatki idą na same szczytne i
          potrzebne cele, a lubisz je płacić???


          > A w sprawie finansowych bolączek, to dziś po południu, gdy tak sobie
          > kontemplowałam wypowiedź Z_Mazur doszłam do wniosku, że najlepiej wziąć
          sprawy
          > w
          > swoje ręce: poszukam sobie dodatkowej pracy popołudniami i wieczorami, a
          dzieci
          > przecie może mi telewizornia wychowywać, albo niech "se" siedzą pod blokiem,
          > albo- bo ja wiem, może jakaś świetlica środowiskowa dla zaniedbywanych przez
          > rodziców dzieci???

          Moja córka chodziła do domu kultury na zajęcia z tańca dwa razy w tygodniu za
          które płaciła kilka złotych miesięcznie. Jest też aktywnie działającą harcerką
          co kosztuje ok 12 zł na rok. Nigdy nie wysiadywała pod blokiem, i nie wiem czy
          dom kultury można nazwać świetlicą środowiskową. Za telewizją nigdy nie
          przepadała, jeśli już to raczej komputer. A tak kontempluję Twoją wypowiedź, to
          jeśli znajdziesz dodatkową pracę, to będziesz mogła opłacić przecież dzieciom
          dodatkowe zajęcia. Sarkazm też wymaga logiki.


          > Z_Mazur, jeśli faktycznie tak sprawnie gotujesz to mam dwie propozycje (obie
          > serio i bez cienia ironii). Gdzie mieszkasz? Może byś mnie czasem czymś
          pożywny
          > m
          > poratował (odwdzięczę się). Masz jakieś fajne, sprawdzone przepisy?
          > Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za wypowiedzi, piszcie dalejwink))

          Polecam kuchnię śródziemnomorską. Wiele włoskich past to dania które można
          zrobić prawie z niczego i zamknąć sie w kwocie 5 zł na dwie osoby. Dodatkowo w
          przeciwieństwie do tradycyjnej polskiej kuchni przygotowuje się je o wiele
          szybciej. Polecam również częstsze korzystanie z nabiału i np. soi zamiast
          mięsa z pożytkiem dla zdrowia i portfela. Przykład: naleśniki z farszem jak do
          pierogów ruskich. Jeśli się zostawi ziemniaki z poprzedniego dnia to można
          takie danie zrobić w 30 minut, też zamykając się w kwocie 5 zł. Zresztą
          naleśniki mają tyle wariacji... Nawet pizza na 3 osoby zrobiona samemu to
          wydatek ok 8 zł, tylko jednak wymaga trochę zabawy.
      • majkel01 Re: Do Mja-1. 17.11.06, 21:32
        > Oczywiście możesz zażądać na dziecko kwoty 2500zł, ale pewnie sąd zażąda od
        > Ciebie stosownego wyliczenia, że dzieci kosztują 5000 miesięcznie.

        nigdzie nie jest napisane ze alimenty musza wynosic polowe wydatkow na dziecko.
        Sad z pewnoscia przy ustalaniu wysokosci alimentow wezmie orzecznictwo Sadu
        Najwyzszegoz ktorego wynika iz dzieci maja prawo zyc na tym samym poziomie co
        osoba zobowiazana. Skoro wiec zobowiazany zarabia duzo wiecej niz np. matka
        dziecka to bedzoe placic duzo wiecej niz polowe uzasadnionych potrzeb dzieci.
        • tricolour A jeżeli jest odwrotnie? 17.11.06, 21:44
          Jeżeli matka zarabia znacznie więcej niż ojciec, to jaki jest podział?

          Pisałeś też, że sąd pod uwagę bierze możliwości rodziców. Jeśli ojciec
          wykorzystuje swe możliwości i zarabia dużo, a matka nie wykorzystuje (z jakiegos
          powodu), to co wtedy? Czy sąd bedzie popierał leniwą matkę?

          To takie teoretyczne pytania...
          • chalsia Re: A jeżeli jest odwrotnie? 17.11.06, 22:01
            wykorzystuje swe możliwości i zarabia dużo, a matka nie wykorzystuje (z jakiego
            > s
            > powodu), to co wtedy? Czy sąd bedzie popierał leniwą matkę?

            Matka opiekująca się dzieckiem najczęściej z tego własnie powodu iz się
            dzieckiem opiekuje (co ostatnio b. dokładnie opisała Nanga) NIE MA MOŻLIWOŚCI
            by wykorzystać w pełni swoje mozliwości/potencjał zarobkowy. Nie jest to wtedy
            kwestia lenistwa. (oczywiście bywają też i takie matki, które programowo nie
            zamierzają pracować w ogóle albo tylko za minimum płacy by dostać ZUS).
            Ja np. musiałam zrezygnować ze swojego poprzedniego stanowiska (lepiej
            płatnego) bo sie rozrosło na tyle, że musiałabym dużo wyjeżdżać (włącznie z
            noclegami). A nie chciałam by dziecko było chowane przez nianię w tak dużym
            zakresie z jakim by się to wiązało przy moich wyjazdach. Opieka ojca w czasie
            wyjazdów moich nie wchodziła w rachubę bo w praktyce oznaczałoby dla dziecka w
            wieku przed/wczesnoprzedszkolnym opiekę naprzemienną, którą uważam za zły
            pomysł, zwłaszcza jak się mieszka kilkadziesiąt km od siebie.
            Podobna sytuacja moze być też, gdy dziecko jest chorowite, wymaga specjalnej
            opieki, etc.

            > Jeżeli matka zarabia znacznie więcej niż ojciec, to jaki jest podział?
            >

            Dokładnie odwrotny. Mam właśnie taką sytuację, że sąd uznał moje możliwości za
            wyższe niż eksa i od jakiegoś czasu alimenty ojca stanowią niecałe 30% kosztów
            utrzymania dziecka. A ja na dodatek wnoszę praktycznie 100% opieki
            bezpośredniej, bo ojca kontakt z dzieckiem ogranicza się do maks. dwóch
            weekendów w miesiącu. Czyli też niesprawiedliwie, bo na mnie de facto spoczywa
            olbrzymia większość wysiłków (i materialnych i nie) związanych z faktem, że
            mamy dziecko.

            Chalsia
            • tricolour Kurcze... 17.11.06, 22:10
              ... jeszcze kilka rozsądnych kobiecych postów, a zmienię zdanie...

              smile)
              • chalsia nie będę Cię przekabacać :-)) 17.11.06, 22:32
                i dla wyjaśnienia dodam, że niedługo odbędzie się apelacja, bo ja się akurat z
                takim, jak opisałam, podziałem nie zgadzam.
                Na dodatek ojciec dziecka też nie (również apelował) - ponieważ chce by jego
                wkład w utrzymanie dziecka wynosił 10% (niecałe zresztą).
                Chalsia
                • chalsia Re: nie będę Cię przekabacać :-)) 18.11.06, 22:25
                  > i dla wyjaśnienia dodam, że niedługo odbędzie się apelacja, bo ja się akurat
                  z
                  > takim, jak opisałam, podziałem nie zgadzam.

                  zapomniałam dopisać, że podważam również twierdzenie o aktualnie niższych niż
                  moich możliwościach zarobkowych/majątkowych eksa.
                  Chalsia
      • wiewiorka29 Re: Do Mja-1. 18.11.06, 15:24
        tricolour napisał:

        > Ostatnio ex chciała podwyższenia alimentów, a na moje pytanie "ILE" odparała
        > "Nie wiem, bo nie znam twoich możliwości". Odparłem, że nie pozna moich
        > możliwości, bo jestem dla niej obcym facetem i guzik ją powinienem obchodzić w
        > całości, a finansowo w szczególności. W związku z tym, że umiem gadać z
        kobiecy> mózgiem zapatrzonym w cudzy portfel, sam zaproponowałem 200 zeta
        podwyżk, co> zastało łaskawie przyjęte.> Pikanterii zajściu dodaje fakt, że w
        tym samym czasie dostała ponad 1000zł> podwyżki...


        ?????????? Sorrry.... Ale zatkało mnie.... Ty się w ten s posob zwracasz do
        niej i tak się wyrażasz o Ex żonie z którą się rozwiodleś 10-lat temu (!!!) i
        zostawiłeś pod jej wyłączną opieką wqasze wspolne dzieci dla których nadal
        powinieneś być ojcem????
        Wybaczcie porownanie, ale jakby moj ex-kochanek tak się wyrażał o swojej
        małżonce i matce swoich dzieci to dostałby ode mnie kopa w d... błyskawicznie.
        Jeśli ta zona jest tak beznadziejnym babskiem to mogłes sam dzieci przez lata
        wychowywać i świecic im przykładem sZacunku do innych ludzi i
        niematerialistycznego podejscia do świata. Bardzo prosto krytykować zonę gdy
        samemu sie jedynie wypisuje czeki.
        • tricolour A co sie dziwisz? 18.11.06, 15:30
          Moja żona jest dla mnie obcym człowiekiem i nie obchodzi mnie nawet czy ma co
          jeść. Panuje miedzy nami symetria i ona ma podobne zdanie o mnie.

          To dlatego tak mnie zdziwiło nagłe jej zainteresowanie moimi możliwościami
          finansowymi. Potrzeby dziecka wynikają z potrzeb dziecka i te łatwo policzyć, a
          mój kontrakt wystrczy na ich pokrycie bez większych ceregieli.

          Trzeba tylko powiedzieć ile sie chce, a nie zachodzic od zachrystii.
          • wiewiorka29 Re: A co sie dziwisz? 18.11.06, 15:33
            Czyli dzieci płodziłeś pijany z jakąś przygodną obcą pańcią?
            • tricolour Jasne, że nie. 18.11.06, 15:35
              Dziecko było owocem naszej miłości (ale poczekaj cierpliwie - może Twoje bedzie
              płodzone z jakś pańcią w opisanych przez Ciebie okolicznościach).
              • wiewiorka29 Re: Jasne, że nie. 18.11.06, 15:47
                Przeraża mnie to co piszesz i jak piszesz. Milosci w tym nie czuc... Nawet
                pewnie nie wiesz jak cierpią dzieci które muszą patrzeć na takie wzajemne
                relacje rodziców, pogarda , psychiczne poniżanie i ewidentny brak szacunku
                miedzy ojcem (niestety!) i matką, i jak trudno takim dzieciom potem jest
                normalnie zyć.
                co cie to obchodzi jak wazniejsze od corki i jej potzreby bycia kochaną i
                wychowywania sie w wtmosferze zyczliwosci jest sprowadzenie do parteru ex-zony
                w dowolnej konfiguracji, byle twoje bylo na wierzchu sad. (dla dziecka to musi
                być straszny dramat a dorosłych to nie obchodzi bo zajęci sa wsajemnym
                udupianiem się). Dramat, dramat, dramat.
                • tricolour Czy tą pogardę, psychiczne poniżanie... 18.11.06, 15:55
                  ... i ewidentny brak szacunku wyniosłas ze swojego domu?

                  Bo na jakiej racjonalnej podstawie piszesz o moim? Nie ma takiej podstawy i
                  uzywasz ewentualnie idealistycznej wyobraźni "jak powinno być".

                  A jedyne, co powinno Cie interesować, to jak powinno być u Ciebie (kiedy już
                  założysz rodzinę), a nie wyrokować jak było u mnie.
                  • wiewiorka29 Re: Czy tą pogardę, psychiczne poniżanie... 18.11.06, 16:12
                    Tak. Wynoisłam to z domu. Bardzo przypominasz mojego ojca w tym co, jak i o
                    czym mówisz i z odnoszenia sie do innych... Nie wiem jak bylo u Ciebi, wiem
                    tyle ile odbieram z Twoich wypowiedzi na forum i to mnie przeraża bo na powne
                    rzeczy jestem szczegolnie wyczulona.

                    Wychodzejuż, wiec nie napise wiecej, jest mi strasznie smutno, że po tylu
                    latach od rozwodu rodzice nie chca sie przestac nienawidzic i zapominaja, że
                    oni moga odgrywac obxych wobec siebie, ale dla dobra dziecka powinni ulozyc
                    poprawnie i z choc odrobina zacunku swoje relacje. Czytam inne osoby na tym
                    forum, osoby dla mnie wrecz bohaterskie, które inicjują z wyjątkowo lewym i
                    agresywnym exM spokojne rozmowy i porozumienie, bo dla dobra wspolnycgh dzieci
                    i przyszlosci to ważniejsze niż walka. Na etapie rozstania zawsze sa zle
                    emocje, sama je przerabialam, nie przypyszczalam /ze ktoz je zostawil w sobie
                    na 10 lat. To bardzo bardzo smutne. To tyle.
                    (przepraszam za literówki mam fatalną klawiature)
                    • tricolour Odbiór w realu jest inny niż w Necie. 18.11.06, 16:19
                      Opisywanie własnego bohaterstwa czasem mija sie z tym, czego nie napiszą inni.

                      Zresztą to nie jest ważne. Ważne jest to jak bardzo relacje między rodzicami
                      przenosze sie na dzieci. I w moim przypadku mogło być tak, że nasze toksyczne
                      relacje w życiu trzeba było zerwać i pozostać przy obojętności - dla dobra
                      wszystkich.

                      I podejź dojrzale do mojej wypowiedzi, że nie intersuje mnie, co je moja ex. Nie
                      interesuje mnie też, co Ty jesz - a z tego nie wymikają żadne negatywne uczucia,
                      pozytywne też nie. Czy źle Ci z tym? Nie - jest normalnie.
                      • wiewiorka29 Re: Odbiór w realu jest inny niż w Necie. 19.11.06, 18:16
                        Moj ojciec nie dopuszcz do siebie< ze mógl być złym ojcem> może dlatego<z
                        zupelnie nie wie co to jest BYC ojcem
                        • tricolour A co z Tobą? 19.11.06, 18:26
                          Dlaczego ciągle piszesz o innych? Dla Ciebie, to Ty stoisz w centrum świata.
    • crazysoma Dorzuce swoje "trzy grosze" 16.11.06, 19:40
      Robie co miesiac kalkulacje, (z wyprzedzeniem), ile bedzie mnie kosztowac
      dziecko - to starsze, bo z mlodszym, to zupelnie inna sprawa, uwzgledniajac
      mniej wiecej takie rzeczy, jak podreczniki we wrzesniu, plus szkolne oplaty,
      karta miejska, zajecia dodatkowe, imieniny kolegow i kolezanek, nowy ciuch z
      powodu zmiany pory roku lub wyrosniecia z dotychczaswocyh itd. itp. Nie da sie
      przewidziec wszystkich wydatkow, np. niespodziewanych, ale naprawde mozna je
      zaplanowac. I wiem, ze mozna w ten sposob funkcjonowac i co wiecej wydaje mi
      sie, ze to jest sensowne funkcjonowanie bez wzgledu na to, ile pieniedzy ma sie
      na zycie swoje plus dzieci. I wiem nawet ile kosztuje tygodniowe utrzymanie
      13, 5 letniego dziecka - to podstawowe czyli sniadanie i obiady. Mysle, ze
      tygodniowa kalkulacja zywieniowa jest bardziej sensowna i blizsza
      rzeczywistosci niz dzienna. Ale zeby dojsc do takich wnioskow, musialam
      codziennie, przez 4 m-ce zapisywac KAZDA wydana zlotowke, na kazda czekoladke i
      soczek. Ktos powie, ze to glupie lub niepotrzebne. A ja mowie - nie, poniewaz
      teraz wiem na pewno, ze jestem w porzadku jesli chodzi o wydawanie alimentow na
      potrzeby dzieci. I nie uwazam, ze to jakas ujma, zeby ojciec dzieci co jakis
      czas dostawal wyliczenie na co wydalam pieniadze. Jesli nie ma ograniczonych
      praw, a "moj" eks nie ma, ma prawo wiedziec na co ida pieniadze, ktore ON
      zarabia. I nawet jesli ojca moich dzieci nie szanuje, to informuje go jesli np.
      mam zamiar (tak bylo ostatnio) poslac Mloda na rysunek za 300 zl "miesiecznie"
      bo uwazam, ze to spora suma i on powienien rowniez zadecydowac, czy jest taka
      potrzeba, zeby placic tyle, czy moze jednak uwaza, ze to ekstrawagancja i
      powinna chodzic gdzies indziej, za mniejsza kwote.
      Kwestie alimentow sa zawsze drazliwe, ale mam wrazenie, ze jesli dostanie sie
      je od razu na tyle wysokie, ze naprawde mozna zapewnic dziecku zycie na
      odpowiednim poziomie (zblizonym do takiego jakie mialo, kiedy byla pelna
      rodzina) to nawet jesli nie wykorzystuje sie calej sumy, to mozna dziecku
      odkladac na konto - DZIECKA konto jako zabezpieczenie przyszlosci.
      I jeszcze jedno, potrzeby dzieci sie zmieniaja, nie jest tak, ze kazde dziecko
      musi chodzic na jezyk, tenis, tance i nie wiadomo co jeszcze. Bo moze okazac,
      ze w szkole ma jezyk na takim poziomie, ze jej na razie wystarcza i za sume
      wydana na jezyk rok temu w tym roku chodzi na inne zajecia. A poza tym dzieci
      tez musza miec jakies marzenia, bo jesli dostana wszystko od razu to nie do
      konca docenia jakie to fajne. smile
      • tricolour Bardzo fajny post. 16.11.06, 19:50
        Chocby w zestawieniu z przerażeniam mojej ex, że "bedzie musiała wszystko
        policzyć" gdy zadałem pytanie "Ile tej podwyżki ma być". Zupełnie dwa różne światy.

        Nie wszytskie dzieci musza chodzic na tenisa, francuski, gimnastykę, tańce, a
        wakacje spedzać w Marakeszu? Dobrze, że mi o tym powiedziałaś - dzieki.
        • libra22 Re: Bardzo fajny post. 16.11.06, 20:38
          No cóż, ja to pewnie wredna jestem i złośliwa, skoro uważam, ze wspólnie
          chcieliśmy mieć dziecko, że jego wychowanie miało się opierać na wspólnych
          zarobkach, z czego jego były zawsze większe, moje mniejsze, za to ja dawałam
          przeważający wkład w sprawy domowych prac oraz czasu spędzanego z dzieckiem, a
          teraz ja nadal robię wszystko przy małym i spędzam z nim czas, za to dochody
          nasze (moje i syna) zmnieszyły się diametrialnie, wraz z odejściem męża i że
          nie jest tak, że "po równo" mamy dawać w tej sytuacji. Uważam za zasadne, że on
          daje "stosownie" do swoich zarobków, a nie do moich.
          A co do dawania "dodatkowo" - owszem, obiecywał odchodząc, że będzie płacił za
          dodatkowe zajęcia, że bedzie brał i zywił w tygodniu i w co drugi weekend,
          tylko, ze coraz mniej z tych obietnic zostaje. A alimenty tak.
          Choć ja akurat się nie skarżę, bo dostaję od niego dużo. W tym względzie eks
          jest w porządku.
        • crazysoma Re: Bardzo fajny post. 16.11.06, 20:47
          > Nie wszytskie dzieci musza chodzic na tenisa, francuski, gimnastykę, tańce, a
          > wakacje spedzać w Marakeszu? Dobrze, że mi o tym powiedziałaś - dzieki.

          Prosze smile Nie, nie wszystkie. Moja Mloda chodzila np. na tance, ale teraz MUSI
          chodzic na basen na zajecia rehabilitacyjne, bo dwa najblizsze lata moga
          zawazyc bardzo na jej wygladzie. Skonczyly sie tance plus inne rzeczy, zaczelo
          sie to co najwazniejsze. I tak chyba powinno byc. W pewnym momencie dziecko
          musi sobie uswiadomic co jest dla niego wazne (a nie tylko fajne), bo pomoze mu
          wejsc w dorosle zycie, z konkretnymi umiejetnosciami tak, zeby sobie potrafilo
          poradzic w roznych sytuacjach. Co z tego, ze bedzie umialo grac w tenisa i
          tanczyc salse, jesli nie przyniesie to wymiernych korzysci? Moja Mloda chodzila
          na rozne zajecia, rowniez takie mocno "abstrakcyjne", bo byly fajne, w ogole
          mozna powiedziec, ze dlugo zylam w rozpuscie finansowej, az dostalam po tylku i
          musialam zaczac myslec smile i liczyc... I to uwazam za najwieksza korzysc z
          rozwodu. Bardzo przydatna umiejetnosc. Serio.
          A co do wakacji w Marakeszu - mam brata, starszego. Ma rodzine. 17 lat temu
          pojechali ostatni raz na wakacje nad polskie morze, gdzie zmarzli i
          wydali "fortune" na fladry -) i postanowili "nigdy wiecej". W ciagu 17 lat
          przejechali (oni i dzieci) cala Europe wzdluz, wszerz, na polnoc i poludnie,
          docierajac nawet do Marakeszu. Moj brat siada sobie w okolicach stycznia, przed
          komputerem i robi kosztorys gdzie i za ile moga pojechac i gdzie jeszcze nie
          byli. Spia na campingach - i co z tego? Za to ich dzieci zobaczyly 100 razy
          wiecej niz inne dzieci, ktore jezdza na wypasione wakacje za kupe kasy. Moj
          Brat i Jego Zona, oboje sa pracownikami naukowymi, ale zawsze mnie zadziwie, ze
          ich dzieci znaja po 2 jezyki, w stopniu uprawniajacym do uczenia w liceum,
          oboje beda miec zawody, dzieki ktorym nie zginą w zyciu, (zgodne z ich
          zainteresowaniami) a kiedy starszy syn wyjezdzal na studia, zrobili szybka
          kalkulacje i wyszlo im, ze bardziej im sie oplaca kupic mieszkanie w Krakowie
          niz wynajmowac najpierw Jemu, potem Jej. Patrze na ich zycie od lat i
          stwierdzam, ze naprawde, nawet przy ograniczonych mozliwosciach finansowych da
          sie zrobic wiele. Tylko trzeba pomyslec (co tez staram sie stosowac w swoim
          zyciu, bo do tej pory to roznie bywalo...)
          dzieki smile
        • chalsia bo to jest przerażające :-)))) 16.11.06, 22:54
          gdy nagle staje się przed tego typu upierdliwym zadaniem wymagającym
          zaangażowania, konsekwencji i na dodatek gdy się ma to zrobić pierwszy raz w
          życiu.
          Na samodzielnej mamie postów w tym temacie jest bez liku.
          Mnóstwo (większość ???) ludzi nie ma zwyczaju/nawyku/chęci do kontrolowania
          każdego wydanego grosza, na dodatek w takiej sytuacji bardzo często rodzic
          opiekujący się dzieckiem nie wie CO wliczyć w koszty utrzymania dziecka.
          Przecież i tutaj były dyskusje na ten temat.
          Chalsia

          ps. ja dość dobrze wiem ile kosztuje moje dziecko, bo mam zwyczaj (od lat)
          zbierania rachunków i ich analizy przynajmniej raz do roku.
          • mja-1 Re: bo to jest przerażające :-)))) 17.11.06, 12:58
            Hmmm, tuś mnie Z_Mazur staranował doszczętnie...
            Porównywanie płacenia alimentów z płaceniem podatków to tak jak w tej reklamie:
            "prawie" robi wielką różnicę...
            Poza tym, jak ktoś zauważył wcześniej- inne (pozafinansowe) obowiązki dzieliły
            się kiedyś na dwoje dorosłych ludzi, a teraz spoczywają na jednym człowieku.
            Idąc dalej - sama sobie jestem winna: tylko głupia, nieodpowiedzialna,
            niedojrzała,chorobliwie optymistyczna kobieta wychodzi za mąż (a nawet się
            rozmnaża) z mężczyzną, który jest nieodpowiedni. Wszak każdy jest kowalem swego
            losu, nieprawdaż? A kto głupi, to niechaj się leczy, a jeśli na głupotę
            lekarstwa brak, to niechaj dobrowolnie i bez żalu uwolni świat i otaczających go
            ludzi od siebie i zwłaszcza skutków swojej głupoty.
            Tak oto zrozumiałam, że na mnie już najwyraźniej pora wink)))) Najwyższy czas
            przywdziać trupięgi wink)))))
            A co do małżeńskiego "terapeucenia się" to wydaje mi się, że oboje muszą chcieć,
            a nie jeden chce, a drugi do żadnych "debili" chadzał nie będzie.
            • z_mazur Re: bo to jest przerażające :-)))) 17.11.06, 13:30
              > Hmmm, tuś mnie Z_Mazur staranował doszczętnie...

              Sorry trochę się czasem zapędzam w polemice, może dlatego, że jednak jestem z
              drugiej strony.


              > Porównywanie płacenia alimentów z płaceniem podatków to tak jak w tej
              reklamie:
              > "prawie" robi wielką różnicę...

              IMHO porównanie jest bardzo trafne. To przykry obowiązek dawać komuś swoje
              pieniądze, które teoretycznie ten ktoś wydaje na szczytne cele, ale to nie my
              mamy wplyw na to na jakie.


              > Poza tym, jak ktoś zauważył wcześniej- inne (pozafinansowe) obowiązki dzieliły
              > się kiedyś na dwoje dorosłych ludzi, a teraz spoczywają na jednym człowieku.
              > Idąc dalej - sama sobie jestem winna: tylko głupia, nieodpowiedzialna,
              > niedojrzała,chorobliwie optymistyczna kobieta wychodzi za mąż (a nawet się
              > rozmnaża) z mężczyzną, który jest nieodpowiedni. Wszak każdy jest kowalem
              swego
              > losu, nieprawdaż?

              Może nie do końca tak, ale jednak jako dorośli ludzie ponosimy konsekwencje
              naszych życiowych wyborów. Samo życie.

              > A kto głupi, to niechaj się leczy, a jeśli na głupotę
              > lekarstwa brak, to niechaj dobrowolnie i bez żalu uwolni świat i otaczających
              g
              > o
              > ludzi od siebie i zwłaszcza skutków swojej głupoty.
              > Tak oto zrozumiałam, że na mnie już najwyraźniej pora wink)))) Najwyższy czas
              > przywdziać trupięgi wink)))))

              Bez przesady, jak już pisałem po prostu życie. Ja też bym wolał mieć zamiast
              obciążenia w postaci alimentów szczęśliwą rodzinę. Niestety dokonałem kiedyś
              określonego życiowego wyboru i teraz ponoszę jego konsekwencje.



              > A co do małżeńskiego "terapeucenia się" to wydaje mi się, że oboje muszą
              chcieć
              > ,
              > a nie jeden chce, a drugi do żadnych "debili" chadzał nie będzie.

              A teraz na zgodę.
              Nie napisałaś nic o tym jak płacone alimenty mają się do dochodów męża. Dla
              niektórych 800 zł to majątek dla innych drobiazg. Jeśli u Ciebie zachodzi ten
              drugi przypadek to sąd z pewnością weźmie to pod uwagę i zasądzi wyższe
              alimenty.
              • beatag1972 Re: bo to jest przerażające :-)))) 17.11.06, 19:36
                no niestety sąd wezmie pod uwagę koszty REALNE utrzymania dzieci i podzieli je
                na dwoje rodziców.z doświadczenia wiem że są to mniejsze sumy na dwójkę więc
                ciesz się z tych 800 zł bo naprawdę suma ok.jeśli jeszcze dogadasz się z mężem
                to nie musicie walczyć w sądzie bo może być też tak że na sprawie on sie nie
                zgodzi na te 800 zł i sąd orzecze mniejszą kwotę.
                • gaballa Re: bo to jest przerażające :-)))) 18.11.06, 16:34
                  Beatag, masz tylko częściowo rację.
                  Rzecz jasna dzieci utrzymują oboje rodzice, ale zwykle sąd większy wkład w
                  wychowanie przyznaje rodzicowi, króry dziecko wychowuje.I bardzo słusznie.
                  Do tego bezwzgłędnie ważną sprawą jest wysokość zarobków płacącego alimenty.
                  Nie macie pojęcie jak indywidualnie sądy do tego podchodzą!
                  Mój kuzyn n.p. płaci 1500pln na jedno 11letnie dziecko, na szczęście zdrowe.
                  K. zarabia przyzwoicie, ale jego b.żona ma duże potrzeby i dom na utrzymaniu.
                  W rezultacie jej powodzi się d.lepiej jak jemu.
                  Ale, to już nie na temat...
                  Chodziło mi tylko o to, abyście nie mówili, że 8oo złotych na dwoje kilkulatków
                  to dużo.
                  Wysokość, alimentów feruje wysoki sąd wg. sobie tylko znanych zasad!
                  Więc najlepiej się porozumieć w tej sprawie, dla dobra dzieci i własnego.

                  P.S. dodam tylko, iż ex mojego kuzyna nie jest bezrobotna.
                  Wręcz przeciwnie jest bizneswoomen.
                  • gaballa Re: bo to jest przerażające :-)))) 18.11.06, 19:56
                    I co, odzewu nie ma??
                    Niestwty prawda jest taka , jaką opisałam.
                    Sprawa o a. miała miejsce 15 listopada b.r.I nie wiadomo wcale , czy ex nie
                    miałby racji, gdyby się np. odwołała , ponieważ kuzyn moj pracuj za granicą już
                    na stałe.
                    A wogóle, co tu jest ważne?
                    Wiem jedno- dzieci najważniejsze, ale mam też należy sprawdzać.

                    Dodranoc.
                  • majkel01 Re: bo to jest przerażające :-)))) 18.11.06, 23:16
                    > Wysokość, alimentów feruje wysoki sąd wg. sobie tylko znanych zasad!

                    te zasady sa powszechnie znane. Chodzi o mozliwosci zarobkowe zobowiazanego i
                    uzasadnione potrzeby maloletnich. Sad musi to wszystko wywazyc. Wiadomo ze nie
                    ma jednego wzoru a i jedna sprawa jest inna od drugiej wiec nie da sie
                    zastosowac okreslonego wzoru by po podstawieniu odpowiednich cyfr uzyskac
                    odpowiedni wynik.
                    • chalsia Re: bo to jest przerażające :-)))) 19.11.06, 00:14
                      wiesz co Majkel, poczytaj sobie trochę na samodzielnej mamie, to zobaczysz
                      niestety że często tak nie jest. Jakaś mama właśnie pisała, że sąd nie zaliczył
                      do kosztów utrzymania dziecka wydatków związanych z mieszkaniem (nie chodzi o
                      remont) czy opłatami za prąd (i nie chodziło o kwotę), a inna o tym, że sąd
                      odrzucił w całości zestawienie kosztów utrzymania dziecka opartych o wydatki
                      całoroczne i kazał zrobic nowe - bieżące. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni co
                      to znaczy bieżące - za ostatni miesiąc???? Jeśli na takiej podstawie sąd
                      określi alimenty to bzdura, bo matka będzie się musiała prosić ojca o pieniądze
                      w ptzypadku np. zakupu leków albo kurtki zimowej.
                      Chalsia
                      • tricolour Ja bym sie temu nie dziwił... 19.11.06, 00:21
                        ... bo koszty mieszkania nieznacznie zależą od ilości domowników. Śmieci, winda
                        zależą od tej ilości, ale to są drobne kwoty, bo główny udział ma ogrzewanie i
                        sprawy np. gruntu.
                        Podobnie jest z prądem, gdzie (łatwo policzyć) lodówka z pralką pożerają z
                        połowę kosztów...

                        U mnie (sprawdziłem) lodówka i komputery zżerają 80% domowego prądu.
                      • tricolour Chciałem przez to powiedzieć... 19.11.06, 00:31
                        ... że koszty "domowe" są mało zależne od dzieci. Czynsz i prąd mało zależą od
                        dzieci.
                        • chalsia Tri, niekoniecznie 20.11.06, 01:10
                          oczywiście bywa różnie, ale w znanych mi przypadkach kobiety przy niskich
                          zarobkach , gdyby nie były matkami (samodzielnymi), zdecydowałyby się na
                          wynajem/kupno MNIEJSZEGO mieszkania, co wiąże się z mniejszymi kosztami
                          czynszu/wynajmu.
                          Bardzo często kobieta po rozwodzie zostaje z dzieckiem w mieszkaniu dorobkowym
                          małżeńskim, które NA NIĄ SAMĄ byłoby za duże (=za drogie).
                          W skrócie - dziecko= dodatkowy pokój. A to kosztuje.

                          A co do innych opłat - gazu, prądu i wody zużywa się przy dziecku dużo więcej
                          niz gdy mieszka się samemu/samej - np. lampka w nocy przy łóżku dziecka bo się
                          boi ciemności, częste pranie bo z racji szybkiego rośniecia dziecka nie warto
                          kupować dużej ilości ciuchów, gotowanie dla dziecka (nikt nie podważa, że
                          dziecko musi jeść i to kosztuje ale i przygotowanie tego jedzenia - gaz,
                          woda,prąd - i potem posprzątanie TEŻ kosztuje - woda, środki czystości).

                          A kąpiel dziecka - toż to DRUGA wanna ciepłej wody dziennie ! I proszę mi tu
                          nie pisać, że można się na szybcika na stojąco poprysznicować - skoro rodzic
                          bierze normalnie kąpiel na leżąco, to nie ma powodu, by nagle zaczął robić
                          inaczej BO MA DZIECKO tylko po to by zmniejszyć koszty utrzymania aby ojciec
                          płacił niższe alimenty (zwłaszcza jeśli sam ojciec też lubi się w wannie
                          wylegiwać). A jeśli jeszcze ma sie własny piec grzewczy - to i inne koszty w
                          związku z tą kapielą idą w górę.

                          Dziecko ogląda swoje programy w TV czy filmy na DVD/video, słucha swoich
                          dziecięcych kaset, etc - to też jest dodatkowy prąd, bo robi to w godzinach gdy
                          rodzice są np w pracy (czyli oni sami by tego prądu wtedy nie zuzyli) albo
                          jeśli rodzice są w domu i sami chcą coś obejrzeć/posłuchać, to włączają inne
                          odbiorniki (a bez dziecka by nie musieli tego robić).

                          Z własnego podwórka - będąc bezdzietną tygodniowo w domu jadałabym tylko
                          śniadania, jeden obiad i 1-2 kolacje. Mam dziecko = wszystkie posiłki i
                          gotowanie dla niego plus więcej posiłków również dla mnie.
                          W związku z dzieckiem dwukrotnie zwiększyła sie ilość śmieci = koszt (na
                          początku w związku z pampersami - nawet trzykrotnie). A ja płacę za każdy
                          pojemnik śmieci osobno.

                          Tylko o tych wszystkich sprawach rodzice będacy razem w związku w ogóle nie
                          myślą, bo nie muszą.

                          Tak więc Tri nie zgadzam się z Twoim zdaniem w temacie kosztów tzw. stałych.
                          Chalsia
                          • 0lana Re: Koszt stabilizacji... 20.11.06, 11:20
                            Podobno wazne jest,zeby po rozstaniu rodzicow,dzieci dalej chodzily do tej
                            samej szkoly,mialy tych samych przyjaciol,znajomych...zeby nie burzyc im calego
                            swiata.Jak to zrobic skoro sytuacja finansowa wlasnie zmusza czesto samotne
                            matki do zmiany mieszkania.Mamy duzy dom,ktorego utrzymanie wcale sie nie
                            zmniejszylo po wyprowadzce pana domu.Doszly nawet koszty za uslugi fachowcow za
                            prace,ktore pan m.wykonywal sam.Np.elektryk za wywiercenie kilku dziurek i
                            podlaczenie 4 lamp(1 godz.)wzial 100zl,oddanie kosiarki spalinowej na
                            warsztat,bo ulamala sie swieca i z tym juz nie umialam sobie poradzic-kolejne
                            100zl,moglabym tu wypisywac setki takich sytuacji.
                            chalsia napisała:
                            > Tylko o tych wszystkich sprawach rodzice będacy razem w związku w ogóle nie
                            > myślą, bo nie muszą.
                            Kupilismy dom z mysla o dzieciach,zeby mialy wlasne pokoje,wlasne
                            podworko,trawke.swierze powietrze(mieszkamy za miastem),a teraz okazuje sie,ze
                            musze ten dom sprzedac,bo zwyczajnie nie stac mnie na niego,a i organizacja
                            zycia bardzo sie zmienila.Jedna dorosla osoba przy trojce dzieci to za
                            malo.Wszedzie trzeba samochodem,do sklepow daleko,cokolwiek chce zalatwic musze
                            targac ze soba malutkie dziecko,starsze dzieci tez trzeba wszedzie wozic,bo
                            polaczenie autobusowe jest beznadziejne.Jestem zmuszona sprzedac dom z przyczyn
                            ekonomicznych i technicznych,z czym wiaze sie zmiana naszego dotychczasowego
                            zycia.Nie jest to jednak takie proste- sprzedac...a rachunki trzeba placic,bo
                            moga w koncu wylaczyc gaz albo prad i zrobi sie zimno i ciemno...
                          • tricolour No i prezentujesz typowe kobiece myślenie... 20.11.06, 19:23
                            ... którego wynikiem był post na pół godziny pisania, a z którego nic nie
                            wynika. Ten post powinien zakonczyć się wyliczeniem finansowym, a nie wyliczanką
                            słowną.

                            Jakoś trudno Wam zrozumieć, że przelewy bankowe robi się wpisując w odpowiednią
                            rubrykę liczbę, a nie wklejając długi post.

                            tongue_outP
                            • 0lana Re: typowe kobiece myślenie...??? 20.11.06, 21:31
                              tricolour napisał:
                              przelewy bankowe robi się wpisując w odpowiednią
                              > rubrykę liczbę, a nie wklejając długi post.
                              Doskonale wiem jaka kwote i w jaka rubryke wpisalabym w przelewie,klopot w
                              tym,ze brak na nim podpisu placacego.Podalam tylko przyklady z mojego
                              zycia,ktore skladaja sie na koszt utrzymania dzieci,a wyliczanie finansowe
                              uznalam za niekonieczne.Moj maz wie ile kosztuja nasze dzieci i co z tego,jak i
                              tak ja musze zastanawiac sie codziennie,czy jutro kupic jedzenie,czy zaplacic
                              rachunek,co zaplacic karta kredytowa,a na co pozyczyc od rodzicow.
                              Wcale nie czuje,ze mysle jak kobieta,raczej,jak matka,ktora musi myslec i robic
                              rowniez za ojca.(To glownie facet powinien myslec skad wziac kase,a kobieta
                              moglaby pilnowac ogniska.)Nieodpowiada mi ta rola,czasem zastanawiam sie czy
                              jeszcze kiedykolwiek poczuje sie kobieta...
                            • chalsia To do mnie czy do Olanej? (n/txt) 20.11.06, 21:46
                              • 0lana Re: To do mnie czy do Olanej? (n/txt) 21.11.06, 10:41
                                Chalsiu,ja tez zastanawialam sie nad tym.Mysle,ze do nas obu,bo
                                obie "zastosowalysmy"wyliczanke slowna zamiast sprawozdania finansowego.Tyle
                                juz zyje na tym swiecie,a ciagle nie wiem jak trzeba rozmawiac z facetami.Jak
                                zadasz z gory to sie buntuja,ze im rozkazujesz,a jak tlumaczysz delikatnie cos
                                sugerujac i liczysz,ze sami sie domysla,czego od nich oczekujesz...tez
                                pudlo,ale to juz temat na inny watek.
                                Pozdrawiam cieplo.
                                • tricolour To było do Chalsii, ale może być też i do Ciebie. 21.11.06, 16:28
                                  Delikatnie sugerować można swojemu facetowi i liczyć, że coś zrozumie sam.
                                  Nie sądzę, by taki sposób postępowania był skuteczny wobec byłych facetów,
                                  którzy - gdy nie kochają - posługują się tylko racjonalizmem.

                                  smile
                                  • chalsia To od Chalsi 21.11.06, 19:40
                                    po pierwsze w necie nie bede podawala dokladnego sprawozdania finansowego ze
                                    swoich wydatkow.
                                    Po drugie - pisalam do Ciebie, Tri, a nie do SWOJEGO eksa (chyba ze Ty nim
                                    jestes wink))) - w co watpie.
                                    po trzecie - nie mam fizycznej mozliwosci rozparcelowania dodatkowych kosztow w
                                    taki sposob by jasno pokazac ze np. lampka nocna w nocy miesiecznie = x zlotych.
                                    Eks wie jakie sa koszty utrzymania dziecka podane przeze mnie lacznie z
                                    wyszczegolnieniem roznych pozycji. Ale poniewaz stara sie o obnizenie alimentow
                                    to jego adwokat podwaza pewne pozycje (np. to ze dziecko zjada miesiecznie 5 kg
                                    bananow).

                                    Chalsia
                      • majkel01 Re: bo to jest przerażające :-)))) 19.11.06, 10:15
                        Sady sa najrozniejsze, czasem asesorzy popelniaja mase bledow gdyz zbyt sztywno
                        patrza sie na sprawy. Na szczescie zawsze mozna sie odwolac od orzeczenia
                        konczacego. Trudno powiedziec czemu zaistnialy wymienione przez Ciebie
                        przypadki, byc moze jakies tam podstawy ku temu byly. Nalezy pamietac jednak ze
                        sad przey wydawaniu orzeczen kieruje sie zasada "swobodnej oceny materialu
                        dowodowego". Ta "swoboda" oznacza m.in to ze kilka skladow sedziowskich przy tym
                        samym materiale dowodowym moze wydac rozne orzeczenia.
                        • 0lana Re: bo to jest przerażające :-)))) 19.11.06, 13:10
                          To straszne!!!Jestem przed zlozeniem pozwu o alimenty i juz nic nie wiem.Czy to
                          znaczy ,ze sad moze nie uznac kosztow ogrzewania,bo sa niezalezne od ilosci
                          osob zamieszkujacych???Przeciez to bzdura!!!Chyba,ze 4 osoby maja mieszkac na
                          jednym pokoju,to sie zgodze.Zabierzmy dzieciom ich wlasne pokoje,bo tatus ma je
                          w d...,wtedy rzeczywiscie zmiescimy sie w kosztach dot.tylko mamusi.To paranoja!
                          Do czego sprowadza cala ta wyliczanka...krzywda dziecka ciag dalszy...Przeciez
                          matka wychowujac dziecko dzien i noc powinna chociaz miec pewnosc,ze mimo
                          wszystko nie zostala z tym sama i chociaz finansowanie wspolnych przeciez
                          dzieci nie powinno byc tylko jej sprawa.Boje sie tej sprawy
                          alimentacyjnej...,ale teraz juz wiem,ze musze ruszyc do sadu ,bo na
                          dobrowolnosc mojego meza liczyc nie moge,chociaz bardziej okreslilabym to jako
                          brak honoru...Gdybym mogla sama zapewnic utrzymanie moim dzieciom(3) olalabym
                          ten caly system,to tatus sam powinien byc w porzadku w stosunku do swoich dzieci
                          • tricolour Mniej emocjonalnie. 19.11.06, 13:19
                            Ostudź troche emoje.

                            Sąd sam niczego nie uzna, bo sądu wcale nie interesuje Twój los. Jeżeli uważasz,
                            że wszelkie koszty utrzymania domu powinny znaleźć się w alimentach, to musisz
                            to tak napisać, by sąd do tego PRZEKONAĆ. Bo to Ty idziesz do sądu (a nie
                            odwrotnie) z żądaniami i masz wykazać, że żądasz to, do czego masz prawo.
                            Żeby sąd przekonać, to trzeba (niestety) zrobić wylicznkę i to z głową, bo
                            Majkel już pisał, że sąd może ją odrzucić i kazać sporządzić nową.

                            Z sądem jest tak jak z każdą inną sprawą: jeśli czegoś chcesz, to mówisz czego
                            chcesz, a nie liczysz, że ktoś coś Ci da z dobrego serca...
                            • beatag1972 Re: Mniej emocjonalnie. 19.11.06, 17:12
                              ą od żądanej ale satysfakcjonującą na koniec sędzina powiedziała że on nie jest
                              ani ojcem ani mężczyzną bo męski honor nie pozwoliłby mu na to aby matka sama
                              dzwigała ciężar utrzymania i wychowania dziecka.i tak jest niestety w wielu
                              przypadkach facet sobie zawsze poradzi nie ma juz codziennych obciążeń jak
                              pracująca samotna mama ma czas aby zająć sie sobą i swoimi potrzebami a
                              najgorsze jest to że wielu facetów dorabia sobie legędę jakimi są dobrymi
                              tatusiami raz w tyg.zupę dzieciom ugotujcie,zróbcie z nimi lekcję,odciążcie
                              trochę swoje byłe partnerki czasami bo to że sie rozstaliście to nie powod aby
                              dzieci cierpiały.oczywiscie uogólniam bo nie wszyscy są tacy ale większość to
                              polski standard.
                              • beatag1972 Re: Mniej emocjonalnie. 19.11.06, 17:13
                                urwało mi pół wątka ale nie bede juz powtarzac
                                • beatag1972 Re: Mniej emocjonalnie. 19.11.06, 17:16
                                  a podsumowując niestety w sądzie nie ten ma raje kto ją ma tylko ten kto lepiej
                                  gada
                                  • tricolour Ale głupie uproszczenie.... 19.11.06, 17:25
                                    ... a najlepiej i mieć rację, i umieć ją przedstawić.

                                    Jezuuu...
                                    • chochlinka Dołączę do rozmowy jesli można 21.11.06, 16:41
                                      Przykuł moją uwagę temat bo jest mi nader nieobcy. Pierwsze lata po rozwodzie
                                      były własnie szarpaniną o kasę,o byleco.Ex odliczał od alimentów nawet bilety
                                      na kino czy McDonalda,każdą pierdołę jaką kupował dzieciom.I do łez
                                      doprowadzało mnie,że nigdy nie wiedziałam ile i kiedy dostane kasy.
                                      Ale nie ma racji ktoś kto mowi,że podział finansoey powinien być rowny,bo są
                                      rzeczy niewymierne.
                                      To ja wstaję rano i odprowadzam dzieci do przedszkola,potem szkoły,ja piorę im
                                      i prasuję,gotuję,chodzę na wywiadowki,biegam po lekarzach,zarywam noce nad
                                      chorym dzieckiem,umieram ze strachu jak późno nie wracają,to też ma swoją cenę.
                                      Na szczęście czas sam nauczył mojego exa i dziś nie mam problemow.Może nie
                                      dostaję majątku na dzieci ale ja tyle nie zarabiam co mam alimentow.
                                      I dzieki tym ukladom,spokojnej sytuacji dziś jesteśmy z exem w dobrych
                                      relacjach,wręcz bardzo dobrych.
                                      To też jest cena nie do określenia-spokój.
                                      Ja dbam o dzieci,mają wszystko co potrafię im dać,on finansuje większą część bo
                                      inaczej to nie ja tylko one by ucierpiały.A że dorobił sie jeszcze dziecka i
                                      następnej rodziny to już naprawdę jego problem....był świadomybczym to grozi ;-
                                      )).Ja go nawet teraz naprawdę lubięsmile)
                                      • 0lana Re: Dołączę do rozmowy jesli można 21.11.06, 17:41
                                        chochlinka napisała:
                                        > Na szczęście czas sam nauczył mojego exa i dziś nie mam problemow.
                                        Moze tylko czas i spokoj moga cos zmienic,bo prosby i klotnie nie dzialaja?
                                        Twoja historia jest podobna do mojej.
                                      • nangaparbat3 Iscie po kobiecemu 21.11.06, 17:43
                                        >>.Ale nie ma racji ktoś kto mowi,że podział finansoey powinien być rowny,bo są
                                        rzeczy niewymierne.
                                        To ja wstaję rano i odprowadzam dzieci do przedszkola,potem szkoły,ja piorę im
                                        i prasuję,gotuję,chodzę na wywiadowki,biegam po lekarzach,zarywam noce nad
                                        chorym dzieckiem,umieram ze strachu jak późno nie wracają,to też ma swoją cenę.


                                        Och, Chochlinko, iscie po kobiecemu upraszczasz, po kobiecemu gmatwasz, po
                                        kobiecemu histeryzujesz i przesadzasz.
                                        Powinno być po rowno, sprawiedliwie.
                                        • 0lana Re: Iscie po kobiecemu 21.11.06, 18:03
                                          nangaparbat3 napisała:
                                          > Powinno być po rowno, sprawiedliwie.
                                          Rowno i sprawiedliwie jest,gdy rodzice wspolnie wychowuja dzieci i dziela sie
                                          obowiazkami tak,ze zadne nie czuje sie wykorzystywane.W momencie,gdy tatus
                                          odchodzi swoje obowiazki zrzuca glownie na matke,to chociaz finansowo moglby
                                          tak ja wspierac,ze zamiast ciagle myslec skad wziac kase moglaby zasypiac ze
                                          spokojem,a budzic sie z radoscia w sercu,ze nastal kolejny dzien,ktory poswieci
                                          dzieciom.Bo taka jest prawda...zycie matek jest podporzadkowane dzieciom,a
                                          facet ma duzo czasu dla siebie..
                                      • tricolour Chochlinko... 21.11.06, 18:22
                                        ... to też jest normalne (taką mam nadzieję), że upływ czasu porządkuje relacje
                                        exów, które przekładają się na alimenty. Faceci nabierają dystansu do swojego
                                        skąpstwa lub wręcz zakładają rodziny i nagle widzą ile kosztują dzieci. Bardzo
                                        dobrze.

                                        Mnie w tym wątku chodziło o to, że nie dowiedziałem sie ile mam płacić tylko sam
                                        musiałem zaproponować, bo ex "nie znała moich możliwości". Potraktowałem to
                                        dosłownie (a jak mam traktować?) i stąd moje posty. Tylko tyle.

                                        Co do równego podziału finansowego, to masz rację, że kobiety są bardziej
                                        zaabsorbowane przy wychowaniu.

                                        A na sam koniec, to dziecko Twojego exa nie jest problemem tylko szczęściem...
    • marek_gazeta Re: Alimenty na dzieci 16.11.06, 23:21
      Nie napisałem, że ja tego wymagam. Napisałem, że ojciec może tego wymagać - w końcu to są jego pieniądze. Nie chodzi o wszystkie faktury, tylko o główne wydatki. Nie interesuje mnie ustalanie wysokości wydatków z dokładnością do 30 złotych, ale wolałbym wiedzieć, czy dziecko kosztuje 1000 czy 1500 złotych miesięcznie.
    • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 22.11.06, 16:05
      Ni i kolko sie zamknelo, bo kiedy napisalam jakis czas temu, zeby eksie zaczely
      zarabiac na siebie to wywolalam llawine atakow. Nawet panowie twierdzili, ze
      placic trzeba, bo ........... trzeba i juz. A teraz ci sami panowie burza sie w
      temacie nieograniczonych potrzeb swoich do momentu rozwodu, calkiem
      przecietnych pod wzgledem kosztow pociech. Ja sama "pobieram" alimenty i moj
      obecny maz jest takze "dawca" alimentow dla..... No wlasnie tu powstaje pytanie
      dla kogo. Bo za 1600 PLN 10-latka powinna jezdzic do szkoly taksowka, a nie
      posuwac sama autobusem. Czasem w tych alimentach ukryte jest
      takze "odszkodowanie" za zdrade i zlamane serce. Ja nie zdradzalam i zdradzana
      nie bylam, zlamanego serca nie mam i nikomu mu nie zlamalam. Moze dlatego
      alimenty ida w calosci na konto z ktorego moj syn bedzie mogl skorzystac kiedy
      bedzie na tyle rozsadny, ze oceni wlasciwie wartosc takich pieniedzy. A eksia
      bierze wszystko jak leci i wola "malo!" A malo bo pracuje na pol etatu, jest
      masazystka, kazda wzmianka o tym zeby rzucila prace w NFZ i zajela sie wlasna
      dzialalnoscia, skutkuje tylko restrykcjami w postaci ograniczeniami widzen
      dziecka (jest chora, mamy inne plany, ona sie z Toba nudzi etc.). Natomiast
      kiedy chce wyjechac na weekend wtedy nie maznaczenia, ze jeszcze tydzien
      wczesniej "nie miala co do garnka wlozyc", bo teraz ten wyjazd za 300 PLN "to
      prawdziwa okazja", a dzieckiem niech zajmie sie tata, mimo, ze przeciez wlasnie
      jest chora i wolalaby w domu zostac. no ale coz, pewnie powiecie - wiedzialy
      galy co braly. Moje nie wiedzialy bo takiego stwora przedtem nigdy nie
      widzialy. A kazdy sadzi po sobie, wiec moze dlatego niektorym z was latwiej
      jest zrozumiec pobudki manipulantek
      • weekenda Re: Alimenty na dzieci 22.11.06, 16:50
        Każdy widzi swoje podwórko i swój ogonek chwali...

        Mój ex nie płaci na naszego syna bo (cytuję): "matka mojego syna nieźle
        zarabia, syn ma zaspokojone podstawowe potrzeby a ja mam trudną sytuację więc
        nie muszę" (cytat z sądu). Więc widzisz. A ostatnio się dowiedziałam, że
        prawnik, który mi pomagał od 5 lat w tej sprawie, "pomagał" również exowi
        informując go odpowiednio o moich zamiarach i ruchach... Ja płaciłam "tylko"
        150 zł za poradę a ex 300 więc...?

        A poza tym szlag mnie trafia jak słyszę przeliczanie utrzymania dziecka na
        złotówki... Wiem, że "coś" trzeba wyliczyć, ale jak wyliczyć extra zdarzenia i
        przewidzieć co się stanie za miesiąc, rok... Zdarzenia typu znów zgubił klucze,
        plecak z książkami, znów podarł nowiutkie spodnie, zakochał się i musi
        zapraszać kolejną miłość tu i tam bo chce się pokazać, zepsuł dvd itd itp... a
        alimenty są stałe i przyznawane raz na x-czas.

        A co z praniem, sprzątaniem, gotowaniem i całodobową obsługą pociechy? to już
        tylko obowiązek matki tak? Nie twierdzę, że ojciec powinien płacić matce jego
        dziecka za obsługę jego dziecka aczkolwiek... skoro sam tego nie robi więc
        niechby chociaż kurcze blade bombonierkę raz w roku przysłał... czy kartke z
        kwiatkiem i jednym zdaniem: "dziekuję za opiekę nad moim dzieckiem". Za to, że
        za kilkanaście lat będzie mógł z córą czy synem do knajpy pójść i chwalić się z
        dumą wszem i wobec: to moja córa, to mój syn! Ktoś mu tę progeniturę odchował...

        Więc jak słyszę, że jakiś tatuś się buntuje i wścieka bo dziecko go kosztuje
        ten nawet 1.600 PLN to mam tylko jedno do powiedzenia: dziecko się samo na
        świat nie przyniosło. Ktoś mu w tym wybitnie pomógł i śmiem twierdzić, że w
        większości wypadków to jednak tatuś był inicjatorem tego przyjścia na świat
        jego - jak by nie było - potomka.

        A potrzeby dzieciaka są większe jak dorosłego: bo rośnie, bo niszczy, bo się
        uczy (ja nie muszę już języka on a jakże), bo ferie, bo wakacje, bo nowe
        zainteresowania, bo koledzy mają itd itp.

        A wierz mi, każda matka, każda normalna matka, odda każdy pieniądz na
        dzieciaka. Sobie nie kupi, do mieszkania nic nie kupi, pożyczy od sąsiadów,
        rodziny ale dziecku kupi.

        Więc nie narzekaj. Jak Twoja exa nie ma innego wyjścia to ucieka się do
        szantażu czy innych manipulacji. Nie żebym to pochwalała! żadne takie. Ale
        spytałeś się kiedyś czy czegoś małej extra nie potrzeba? czy w czymś matce
        Twojego dziecka nie pomóc? wnieść czy zrobić jakieś zakupy Małej? sam sobie
        odpowiedz na to pytanie. Mnie nie musisz odpowiadać.

        Pozdrawiam Cię!

        ;/
        • weekenda Re: Alimenty na dzieci 22.11.06, 16:55
          Nexi - chyba potraktowałam Cię jako faceta... SORY!!!

          Ale z powodu mojej sytuacji "nie-alimentacyjnej" jestem rozrżalona, zła,
          WŚCIEKŁA i w ogóle sad
          • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 23.11.06, 09:04
            Witam,
            Nic nie szkodzi. Faceci jak i kobiety tez sa rozni. To co napisalas to prawda.
            Ja tez wychowuje dziecko, przez jakis czas samotnie. I nie wkurzam sie wcale o
            te 1600 PLN tak bardzo jak o to, ze to nie wystarcza. I nie wystarczaloby
            pewnie 2600 PLN, bo ta moja eksia traktuje to jako glowne i podstawowe zrodlo
            utrzymania dla siebie. Pytanie: czy cos kupilam, czy pomoglam. Owszem. Mala
            regularnie dostaje ciuchy, ksiazki. Zapewniamy jej wyjscia do kina, na besen.
            Jezeli chce chodzi sama z tata - nie jestem oredowniczka tworzenia "wielkiej
            rodziny", bo dopoki wszyscy tego nie beda chcieli (czytaj MALA) to chocbym na
            uszach stanela i tak nic z tego nie wyjdzie, a zal pozostanie. Doskonale
            rozumiem pobudki samotnych mam drzacych o prace i o to czy uda sie pogodzic 12
            godzin w niej spedznych z wychowaniem. Ja chyba jestem typem, ktory organicznie
            nie lubi naciagactwa. Wiec jezeli ma sie mozliwosci - bycie masazystka stwarza
            ich wiele, praca moze byc wykonywana w godzinach i zakresie jakim sie chce - to
            dlaczego trzeba do cholery ciagle rozumiec i byc wyrozumiala z pozycji matki
            spedzajacej w pracy ca 10 h/dobe? Ich dziecko jest starsze moglabym szukajac
            dla siebie usprawiedliwienia powiedziec, wiec potrzebuje mniej opieki i mniej
            czasu. Ale nie jest to moim argumentem, natomiast jest nim fakt, ze bycie
            leniwa ignorantka i w dodatku manipulntka to zabojcza mieszanka nawet dla
            najbardziej odpornych. Ponadto zastanawiam sie jak to bedzie, kiedy skonczy sie
            obowiazek alimentacyjny (mysle o eksi nie o Malej, bo ona mam nadzieje da sobie
            w zyciu rade nie jadac okrakiem na innych). Skad wtedy wezmie pieniadze na
            mieszkanie, jedzenie, ciuchy, wyjazdy? Mam nadzieje, ze do tego czasu pojawi
            sie jednak ktos kto jej to zapewni, bo obawiam sie, ze w innym przypadku trzeba
            bedzie ja ubezpieczyc w 3 filarze.
            Ja tez jestem rozzalona. Chcialabym jej pomoc. Tyle, ze pomoc w jej rozumieniu
            to dodatkowe pieniadze na jej koncie, a nie stworzenie mozliwosci
            usamodzielnienia sie.
            Zarzucacie mi stronniczosc. Olana ma nawet nadzieje, ze kiedys zostane eksia.
            Nie wykluczm powtorki w moim zyciorysie, ale moje nastepne dziecko nie bedzie
            stanowilo dla mnie polisy na zabezpieczenie zycia. Czytajac niektore watki mam
            wrazenie, ze czasami tak wlasnie jest. Ze gdyby nie te dzieci, to nie
            utrzymalybyscie sie same na powierzchni. Oczywiscie nie wszystkie. Nie
            generalizuje, bo sama nie podlegam tym schematom.
            Zaczynajac tutaj swoje wypowiedzi mialam nadzieje na wymiane pogladow i
            doswiadczen. Prowokujacy nick "nexi" wystarczyl, zeby u niektorych wlaczyl sie
            alarm "WROG U BRAM!!!!!!". Nie moi drodzy, nie wrog. Czasami jestem w wiekszym
            potrzasku niz wy. Z racji zajmowanegop miejsca nie moge sie rozlozyc i beczec,
            ze jestem biedna (mam prace), samotna (mam meza) i "taka mala", bo nikt mi w to
            nie uwierzy. I moze dobrze.
            Staram sie znalezc tylko sposob na rozmowe z moja eksia. Myslala, ze mnie tego
            nauczycie. Niestety w wiekszosci widze tylko lustrzane odcbicie
            mojego "domowego" chochlika zwanego byla zona mojego obecnego meza.
            • z_mazur Re: Alimenty na dzieci 23.11.06, 09:09
              Ok w tym poście piszesz z sensem i nawet trafia do mnie Twoja argumentacja. Co
              nie zmienia faktu, że wchodząc na nasze forum zrobiłaś celową prowokację co nie
              jest tutaj mile widziane i stąd chłodne, i niechętne przyjęcie.
              • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 23.11.06, 09:31
                Witaj,
                Nie chodzi mi o entujastyczne i mile przyjecie. Chodzi o to, ze celowo tworzone
                sa "obozy". MY i ONI. W czasie rozwodu przeszlam gehenne: straszenie porwaniem,
                wyzwiska, sledzenie itp I wiesz co po trzech latach opadla zee mnie skorupa.
                Dopiero teraz sie uwolnilam, bo naprawde moge z moim eks rozmawiac. I nawet sie
                nie wkurzam, chociaz niewiele sie zmienilo w kanonach jego postepowania od
                tamtego czasu. Zrozumialam, ze kazda moje emocja w stosunku do niego stanowi
                tylko pozywke. Skutkuje rewelacyjnie, wyglodzony potwor opada z sil i coraz
                rzadziej podnosi leb. Moze tez dlatego, ze zalozyl rodzine, spodziewaja sie
                dziecka, a moj syn strasznie sie cieszy z braciszka. Dalekie to wszystko jest
                od sielanki pomimo otoczki, ale z cala pewnoscia nie dam sie nigdy i nikomu
                uwiklac w podobne gierki. Tymbardziej mojej eksiarze.
                Naprawde chcialabym zeby jej tez sie udalo, bez zlosliwosci. Kazdy zasluguje na
                szczescie. Tylko jesli wokol siebie tworzy sie otoczke wampira energetycznego,
                ktory swoimi zalami potrafi zatruc naweyt wlasne dziecko, to co dopiero mowic o
                doroslym mezczyznie, ktory mialby sie swiadomie zdecydowac na zycie u boku
                takiej osoby.
                Trzeba pojsc dalej, naprawde nie mozna sie zamykac w swoim zalu. W przyrodzie
                nic nie ginie. Zwracane nam jest to co dajemy. Ludzie otworzcie sie.
                Wyplaczcie, wykrzyczcie i pozwolcie tez innym. Nie tworzmy na sile wrogich
                obozow. Kazdy z nas moze byc eks albo next. Wszyscy sie starzejemy, dzieci nam
                dorastaja. Trzeba byc silnym, slabym moze czasami latwiej, ale jak sie urywa
                strumyczek to pozostaniecie na pustyni. A zaczynac walczyc o siebie, kiedy
                dzieci sa dorosle i zyja wlasnym zyciem jest 100x trudniej niz wtedy kiedy
                mowia nam codziennie "Kocham Cie mama/tato" nie szukajmy usprawiedliwienia dla
                wlasnego lenistwa i niezaradnosci w czasie spedzanym na przmysleniach i lzach.
                Dzieci patrza. Zyja naszym zyciem. Zeby byly szczesliwe to przedewszystkim my
                musimy stac sie szczesliwi.
                Smiejcie sie i uprawiajcie nade mna nawet egzorcyzmy, ale i tak tu wroce. A
                poki co szukam chetnych do wymiany pogladow spoza barykady. Reszta nie musi
                czytac a nawet sie przylaczac.
                CZUJ DUCH!
            • weekenda Re: Alimenty na dzieci 23.11.06, 09:49
              oki doki. Spodobało mi się to co teraz napisałaś smile

              Jasne, że nie ma złotego środka i jednego lekarstwa na wszystkie choroby. Ale
              przyznasz, że jednak więcej jest przypadków, że to tatuś wypina się na pociechę
              niż, że matka pociechy oszukuje czy kombinuje.

              Weź jeszcze jedno pod uwagę. Tworząc związek i rodzinę obie strony mniej czy
              bardziej świadomie ale przyjęły jakiś sposób na życie. Z reguły (podkreślam - z
              reguły) jest tak, że to mężczyna przejmuje na siebie ciężar zarabiania mamony a
              kobieta kieruje się w stronę domu i progenitury. Znaczy, nie zarabia kasy ale
              opiera, gotuje, sprzatą i inne stanie standardy. A poza tym chce być piękna,
              wypoczęta itd. często dla faceta bo on tego chce (z różnych powodów). Inaczej -
              nie poświęca większości swoich sił na robienie kariery poza domem. Karieruje
              się "w domowych pieleszach".

              I potem rozwód - zakładam (zakładam!), że to pan mąż zmienił upodobania. Więc
              zapytuję się: dlaczego pani już ex-żona ma zaczynać karierować się poza domem
              skoro obowiązków domowych jej w sumie nie ubyło? Myślisz, że po paru latach
              jakiegoś standardu życia łatwo jest zacząć życie od nowa na zupełnie innych
              warunkach? Nie każdą na to stać. Nie każda potrafi. Tym bardziej, że to nie jej
              standard. Ona chciała i wypracowała inny sposób na życie. W porozumieniu z
              mężem...

              Wiem wiem. Różnie w życiu bywa i człowiek powinien umieć sobie poradzić, bo np.
              co jeśli mąż umiera itd ale to już inna bajka.

              A jak jeszcze dołożymy do tego wszystkiego złość, rozgoryczenie, rozpacz i
              cierpienie, że mąż ją zostawił, to nie ma co się dziwić, że co poniektóre exie
              chwytają się różnych sposobów aby uprzykrzyć życie exowi i wyciągnąć co i ile
              się da. Ludzie są różni, że wspomnę różnice pomiędzy np. taką Alexis czy
              Crystal z Dynastii... ale mi się przypomniało! smile))

              Dziwisz się? Że jedna ucieka zostawiając wszystko (jak ja) a inna będzie robiła
              chocki klocki i wymyślała różne durnoty aby dokopać exowi?
        • crazysoma Re: Alimenty na dzieci 22.11.06, 17:14
          > skoro sam tego nie robi więc
          niechby chociaż kurcze blade bombonierkę raz w roku przysłał... czy kartke z
          kwiatkiem i jednym zdaniem: "dziekuję za opiekę nad moim dzieckiem".

          Gdybym dostala od eksa taka kartke, to natychmiast zaczelabym sie zastanawiac,
          czego ode mnie chce. Byc moze nawet spedzilabym 2 bezsenne noce, myslac, z
          ktorej strony mnie zaatakuje. Wiec niech lepiej nie mowi nawet dziekuje, ale
          choc raz na miesiac pomysli, bez zadnych emocji, obiektywnie, co zostawil
          mi "na glowie". Weekendo, przerabialam przez kilka spotkan u pan psycholozek
          temat odpowiedzialnosci za dzieci, i jak mniej wiecej powinno sie dzielic
          obowiazki, po rozwodzie. Ja ryczalam ze zlosci i bezsilnosci, one probowaly
          mnie uspokoic, on siedzial z drwiaca mina i smial mi sie prosto w twarz.
          Probowaly rozmawiac z nim sam na sam, kiedy zobaczyly, ze razem nie mozemy
          chodzic na te spotkania. Rozmawialy z nim i Starsza. Nic. Zero. Null. Beton.
          Down i autyzm. Do dzis sie zaczynam denerwowac kiedy sobie to przypomne. Z
          niektorymi nie da sie rozmawiac. Ja juz to wiem. (Ale dopuszczam do siebie mysl
          i serio, coraz bardziej sie w tej mysli upewniam, ze moj eks jest uposledzony i
          to on bardziej powinien chodzic na jakas terapie).
          I co? Odpuscic i zyc dalej, kombinujac codziennie jak zrobic, zeby bylo dobrze,
          czy przez x nastepnych lat dochodzic swoich racji?
          • weekenda Re: Alimenty na dzieci 22.11.06, 17:23
            Wiem Crazy, że z niektórymi nie da się, NIE DA SIĘ rozmawiać... wiem. Ale kurde
            balans jestem zła. Nic dziwnego, że dziołchy nie chcą się rozmnażać, nic
            dziwnego, że coraz więcej małżeństw się rozpada, nic dziwnego, że coraz więcej
            frustracji na tym świecie, że agresja siedzi w dzieciach itd itp...

            Byłam u tej "Twojej" Crazy pani prawnik i od niej wiem o tych rewelacjach o
            moim ex od alimentów...

            ech świecie kochany jak to jest, że stworzyłeś dla siebie dwie płcie, które
            nijak nie mogą się ze sobą dogadać... wiem, ze uogólniam ale...

            Idę do domu sad
    • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 23.11.06, 09:47
      Ok. Mam roszczenowa postawe wobec zycia. roszcze sobie prawo do zabierania
      glosu i wyrazania opinii. Nie roszcze natomiast pretensji wobec kobiet takich
      jak Ty. I nie prowokuje takich jak Ty takze. Mam pelne zrozumienie dla takich
      jak Twoja sytuacji i tymbardziej uwazam, ze skoro Sady dzialaja na podstawie
      usrednionych wynikow to oznacza i dla mnie i dla Ciebie tylko tyle, ze nie
      dostajesz nic, albo malo, a inni tyle ze nawet nie musza pracowac. Kiedys ktos
      poddal na jakims forum pomysl, ze w koncu potrzeby wszystkich dzieci sa rowne,
      tak wiec i alimenty powinny byc rowne i tylko od rzeczywistego statusu rodzicow
      powinno zalezec jaka bedzie "doplata" na rzeczy ekstra za ktore osobiscie
      uwazam wszelkiego rodzaju zajecia dodatkowe wysoko odplatne -indywidualna nauka
      jezyka, tenisa, plywania itd. Dzieci jedza i niszcza ubrania podobnie. Dlaczego
      wiec moje dziecko zostalo wycenione na 1/3 tego co ich dziecko? Dlatego, ze w
      sadzi nie plakalam i na kolanach nie lamentowalam, ze umre z glodu a maz bez
      skrupulow mowil, ze na wyjazdach sluzbowych zywi sie glownie grejfrutami bo
      tylko na tyle mu wystarcza, a samochod jest pozyczony od przyjaciela, a wyjazd
      na Kanary w czasie swiat byl sluzbowy.
    • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 23.11.06, 09:53
      Aha, jeszcze jedno. Mam taki feler genetyczny, ze nigdy na kolana nie padam i
      ofiary z siebie nie robie i robic nie pozwalam. A czasami komentarze, ktore
      tutaj sie pojawiaja sugeruje, ze powinnam byc glupia, garbata i z pryszczem na
      nosie - jak przystalo na macoche. To schemat, ja nie lubie schematow i szukam
      sposobu na ich przelamanie nie tylko w sobie, ale takze. I dlatego chce poznac
      samotne mamy, ktorych byli mezowie maja inne zycie. Nie chce popasc w szablon o
      tym, ze moja eksia jest "miarodajna proba" dla calej populacji.
      Wszystkich obrazonych przepraszam.
      • chochlinka Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 09:03
        Do nangaparbat3. No więc ja własnie uważam,że po równo powinno być.Tylko,że ty
        męskim sposobem uważasz rowno kasę a nie wklad pracy.Otóż jesli rowno to równo.
        Moja praca z dziecmi jest warta naprawdę dużo. O dziecku exa nie mówię"kłopot"
        tylko o sytuacji.Mały jest super,tak jak pisałam mamy z exem dobry kontakt.To
        że były inne chwile to też prawda.
        Mnie boli jak ktoś mowi o kobietach takich jak my,chcących zapewnić swoim
        dzieciom jakiś ludzki żywot:manipulantki,histeryczki,chcące z dziecka uczynić
        polisę na życie. Gdyby tak było,to dziś nie żyłabym w sytuacji materialnej o
        połowę gorszej niż ex i jego rodzina.Mam rozwód z orzekaniem o winie męża i
        mogłabym uzyskać takie alimenty,że sytuacja byłaby odwrotna.
        Pracuję i to na 1,5 etatu.Dorabiam jak mogę bo potrzeby nastolatków nie są
        małe.To nie z alimentów mają wyjazdy na narty,wycieczki za granicę,lepsze
        ciuchy.Ze względu na chorobę córki zdarza mi się wydać na jej leczenie moją
        miesięczną wypłatę.Planowaliśmy życie w jakiś sposób,wyobrażaliśmy sobie kim
        bedą nasze dzieci,pozwalaliśmy im się rozwijać,więc z powodu naszego
        rozwodu,głupoty naszej i braku porozumienia nie można im teraz nagle
        wszystkiego zabrać i powiedzieć:mamusia i tatus już się nie kochają więc kilku
        rzeczy już miec nie będziecie.koniec z jazdą konną,koniec z trenerem
        pływackim,koniec lekcji gry? No nie róbmy sobie jaj.
        Ja jako matka z którą mieszkają dzieci wkladam wszystko co mogę w ich
        wychowanie.Zanim na nowo ułożyłam sobie życie najpierw zadbalam o nie. Zawsze
        są na pierwszym miejscu.Na szczęście mój ex nie uważa tak jak kliku tu obecnych
        facetów,że równo to jest dać tyle kasy ile daje matka na dzieci i koniec.
        Ja kurcze wiedziałam co biorę i co oddaję dalej wink) A ze ślubną mojego ex też
        nie mam żadnych problemow ani ona ze mną.No chyba,że by jej przeszkadzało,że
        się z exem kumplujemy,że jak ma problem to dzwoni czasem najpierw do mnie.W
        zeszłym roku zrobilam dla exa barszcz na wigilię bo on najbardziej lubi ten co
        ja robię.Po czytactwie postów innych exów postanawiam:w tym roku dostanie
        podwójną porcję barszczu i jeszcze stertę uszek .Howk!
        • z_mazur Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 09:19
          Ok poczułem się po raz kolejny wywołany do tablicy.

          Uważam, że jeśli ojciec ma wysokie dochody to powinien płacić alimenty
          proporcjonalnie do tych dochodów. Taka jest zresztą wykładnia przepisów.

          Ja odnoszę się akurat konkretnie do swojej sytuacji. Moja eks zarabia
          porównywalnie ze mną, nawet chyba w tej chwili odrobinę więcej.
          To ona podjęła decyzję o rozstaniu bo wdała się w romans.

          Oczywiście po rozstaniu jej sytuacja finansowa ogólnie uległa pogorszeniu, ale
          ja nie czuję się w tym momencie jakoś specjalnie zobowiązany do robienia
          czegokolwiek w tym kierunku żeby to zmienić. I nie trafia do mnie argument o
          tym, że ona ponosi większy wkład w tej chwili w wychowanie dziecka. To była jej
          świadoma decyzja i będzie ponosiła jej konsekwencje tym bardziej, że ja zawsze
          deklarowałem, że jestem gotów zająć się opieką nad dzieckiem jeśli dla niej
          stanowi to jakiś ciężar. W takiej sytuacji i w przypadku porównywalnych
          dochodów nie czuję się zobowiązany do ponoszenia jakichś wyższych kosztów niż
          umowna połowa wydatków na dziecko. Tym bardziej, że utrzymywanie kontaktów z
          córką wiąże się dla mnie z ponoszeniem dodatkowych kosztów, co nie było moim
          życiowym wyborem.
          • 0lana Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 09:53
            z_mazur napisał:
            > To ona podjęła decyzję o rozstaniu bo wdała się w romans.
            To była jej świadoma decyzja i będzie ponosiła jej konsekwencje tym bardziej,
            że ja zawsze
            > deklarowałem, że jestem gotów zająć się opieką nad dzieckiem jeśli dla niej
            > stanowi to jakiś ciężar.
            Tak,to rozumiem,ale gdy facet odchodzi zostawia z reguly zaskoczona kobiete z
            dziecmi i wszystkimi problemami sama,a o kasie nie wspomne...Twoja zona zanim
            zdecydowala o rozstaniu z Toba,poukladala sobie w glowie(i nie tylko)jak bedzie
            zyla po rozstaniu,a na dodatek trafila na porzadnego faceta i ojca(czyli
            Ciebie),ktory mimo,ze zostal"na lodzie" pomaga jej i dba oswoje dziecko ,i
            finansowo i wychowawczo.Ona ma rowniez"swoje"zycie,a nie tylko jest matka,gdy z
            zasady nie ma juz czasu na nic dla siebie,bo wszystko kreci sie wokol
            nich.Gdyby moj maz zajmowal sie naszymy dziecmi,to mialabym takze jakies swoje
            zycie.W sytuacji,gdy facet nie wyrecza matki powinien dawac tyle kasy,zeby
            mogla wynajac za niego opiekunke,aby zlapala troche oddechu...

            Pozdrowko smile
          • chochlinka Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 10:07
            z_mazur napisał:
            To ona podjęła decyzję o rozstaniu bo wdała się w romans.
            >
            No właśnie,każdy ponosi konsekwencję swoich czynów. Ja naprawdę nie jestem
            kobietą,która uważa,że facet to świnia a mamuśki są święte. też odnoszę się do
            swojej sytuacji i doświadzceń.
            Mój ex wdał się w romans,mnie to bolało,nie udało nam się bezkonfliktowo z tego
            wyjść.Chcialam zgody do ostatniego dnia rozwodu. Był uparty jak wół.Myślę,że
            dziś oboje byśmy postąpili inaczej. Wciąż łatwo nam się rozmawia,jakoś mamy
            taką swobodę jak stare małżeństwo. Wczoraj ileś godzin spędziliśmy na gorącej
            linii telefonicznej z powodu ciężkiej choroby byłego teścia.
            Po tych latach wiem,że jedno się sprawdza,i w małżeństwie i już po nim,że wciąż
            zgoda buduje a niezgoda rujnuje. Umiemy się dogadać i chyba dzieki temu już nie
            mamy problemow.Owszem,były wtedy gdy górę brały emocje. Jego i moje.Był czas,że
            się wściekal o byle co,że od kasy odliczal nawet lody i kino,że wywiezienie
            dzieci na 2 tyg do teściów znaczyło nie dostać alimentow. Pierdoły takie.Mnie
            szlag trafiał,że nagle to co było dla niego ważne takim byc przestało.
            Emocje,emocje,emocje.
            Dziś jest tak:dostaję na dzieci po 600 zl i dostaję to bez względu na wszystko.
            Jesli mam większy wydatek to konsultuje to z exem czy jest w stanie mi coś
            dołożyć np. do nowego roweru. Ex się śmieje,że balsamem na nasze żale stał się
            mój aktualny.No i może coś w tym jest.Nawet mu piwo podeslał przez dzieci.
            Jesli mam jakieś zabawki,filmy czy książki po dzieciach to proponuję moim
            młodym przekazać to bratu.
            Po rozwodzie też można być dla siebie czułym,dostrzegać uczucia drugiej strony
            a tego chyba najbardziej brakuje byłym żonom obciążonym opieką nad dziećmi i
            poczuciem odpowiedzialności za cale zło świata.
        • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 09:34
          Patrze na te posty i widze, ze chyba jestesmy wszyscy w porownywalnym
          przedziale wieku, bo i problemy podobne. Ja z mojego punktu siedzenia i
          widzenia twierdze, ze to ja mam lepiej niz ex bo syn jest ze mna. I dlatego nie
          wymagam od niego dodatkowych sum, bo ja sie z tego ciesze. Maly chodzi na
          zajecia dodatkowe, place zabaw, kino, basen i wszystko to robimy razem.
          Naprawde nie czuje sie z tego powodu wykorzystana. Gdyby tak bylo wolalabym
          zeby byl przy ojcu. Nie czuje takze ze trace na to czas , ktory moglabym
          sporzytkowac lepiej. Ni moglabym, dla mnie to frajda i dobrze mi z regula, ze
          to ja jestem adresatka Mikolajowych i Gwaizdorowych (w Poznaniu mamy Gwiazdory)
          list zyczen. Moze dlatego, ze dziecko moje jest rozsadne i raczej nie oczekuje
          na Mikolaja nowego komputera. Tak wiec to ja go wychowuje, mam glowny wplyw na
          to jakim bedzie czlowiuekiem i dobrze mi z tym. Od eksa oczekuje jedynie, ze
          bedzie dla niego ojcem w tych chwilach, ktore spedzaja razem. Nie oczekuje
          nartomiast pomocy w wychowaniu dziecka, bo gdyby jego wzorce wychowania mi
          odpowiadaly to bym sie z nim w zyciu nie rozwiodla. I tyle.
          Tak wiec z mojego punktu widzenia oczekiwanie od nieobecnych ojcow bycia ojcem
          w 100% tego slowa znaczeniu to jakis blad logiczny. Rozwodza sie dorosli i to
          dorosli ponosza konsekwencje tych decyzji. A gdybym miala do wyboru dodatkowe
          godziny ptracy zeby syn mogl pojezdzic konno, to wybralabym wspolna jazde na
          rowerze w czasie zoszczedzonym dzieki nie podjeciu tej pracy.
          I nadal uwazam, ze to ja mam lepiej. I nie zamierzam wolac "daj", bo w
          przyszlosci i moje dziecko moze sobie zaczac wyobrazac, ze pieniadze rosna na
          drzewach i tylko nalezy je zrywac. Bylaby to dla mnie porazka wychowawcza.
          • akacjax Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 11:07
            Czytam Twoje posty i widze ile żalu w Tobie jest i goryczy. Smutne to, ale wybór nexia z exią taką a nie inną to Twój wybór.

            W sumie to zastanawiam się, czy on za dużo nie mówi Ci o tej sytuacji. W końcu to jego dziecko, jego exia, jego decyzje(dobre lub złe wybory prawno-sądowe).
            Gdybym doszła do etapu nexa-nie chciałabym by swoje problemy finansowe z ew. exią rozwiązywał angażując w to mnie choćby tylko emocjonalnie.
            • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 11:14
              Jasne, ze tez bym tak wolala. Tyle tylko, ze my mieszkamy razem i prowadzimy
              wspolne gosspodarstwo, a kiedy calosc albo wieksza czesc utrzymania spada na
              mnie to pytam wtedy "dlaczego"? I uwierz mi nie jestem malostkowa nie chodzi
              tutaj o zakup dodatkowych butow czy kurtki, tylko o utrzymanie dwoch domow. A
              to nawet przy b. dobrych zarobkach nie jest latwe.
              Goryczy nie mam tylko przykro mi kiedy dowiaduje sie za posrednictwem ich
              dziecka o "skrajnej biedzie" i o tym, ze musiala na komputer czekac az pol roku.
              • weekenda Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 11:29
                nexi3 napisała:

                > Jasne, ze tez bym tak wolala. Tyle tylko, ze my mieszkamy razem i prowadzimy
                > wspolne gosspodarstwo, a kiedy calosc albo wieksza czesc utrzymania spada na
                > mnie to pytam wtedy "dlaczego"? I uwierz mi nie jestem malostkowa nie chodzi
                > tutaj o zakup dodatkowych butow czy kurtki, tylko o utrzymanie dwoch domow. A
                > to nawet przy b. dobrych zarobkach nie jest latwe.

                Pytasz dlaczego? Już Ci mówię. Bo wiążąc się z rozwiedzionym partnerem/ką
                bierzemy sobie na głowę jej/jego exię/exa wraz z dotychczasowym przychówkiem i
                a tym całym bagażem.

                To tak jak z rodziną męża/żony. Pamiętam jakim ciężkim dla mnie przeżyciem
                było, jak "chwilę" po związaniu się z już teraz z exem, dotarło do mnie, że
                związałam się tak naprawdę z: jego matką (upiorne dla mnie przeżycie), braćmi,
                siostrami, ciotkami, wujkami a przede wszystkim z jego exą i jego dziećmi...
                Nie MY sami, tylko cała chmara ludzi nie koniecznie mi życzliwa... i daj tu
                sobie człeku radę.

                I ileż to razy miałam dziwne wrażenie, że nie rozmawiam z (wtedy) mężem ale z
                jego matką, dziećmi, siostrami, braćmi i hu nołs z kim jeszcze...

                Nie żyjemy w próżni...
              • wiewiorka29 Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 11:31
                Obawiam się, że nie zrobisz porządku w życiu Twojego obecnego faceta tylko Twoim
                wysiłkiem. Exia jest jaka jest i pewnie taka była zanim Ty przyszłaś. Wiążąc się
                z facetem nie wiedziałaś jaką ma exie i czym to grozi? A co robi z tym Twój
                Next-obecny...? Jeśli sam tego nie poukladał przez lata tak, żeby hulało jak
                trzeba, to cienko widzę szansę, żebyś Ty z nią za niego poukładała będęc nexią
                jej exa.
                • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 12:04
                  No i racja. A eksi nie znalam. Mimo, ze moja znajomosc z M trwala (ale zupelnie
                  inaczej niz to czasem staracie sie sobie wyobrazic) od czasu kieddy mialam lat
                  18, to nigdy sie z nia nie pokazywal nigdzie. M zna mojego eks, i problemu z
                  tym nie ma. Fakt, gdybym znala skale problemu, moze, napewno nie bylibysmy
                  razem.
                  Mozecie mi wierzyc lub nie, ale jak juz wczesniej napisalam "kazdy sadzi po
                  sobie" wiec do glowy mi nie przyszlo, ze to co sie dzieje wtedy to
                  sytuacja "for good" a nie przypadek "okolorozwodowy".
                  Wiem, ze niczego sama nie rozwiaze. To jasne. Szukam tylko metody moze na to. I
                  przyznam, ze mam tez "poczucie misji". Bo o ile w moim przypadku zrobic raczej
                  nic nie moge, to chcialabym namowic inne eksie, eksio-nexie i nexie na to, zeby
                  starc sie rozwiazywac swoje problemy w miare mozliwosci samodzielnie i starac
                  sie widziec raczej dobre strony w kazdej sytuacji. Ja widze je tez: kocham i
                  jestem kochana. Moj syn ma spokojny dom i wiecej niz przecietne dziecko ludzi,
                  ktorzy go kochaja i w razie potrzeby sa sklonni pomoc (rodzice M traktuja go
                  jak wnuka, ma tez w jego rodzinie wujkow i ciocie. Co nie oznacza straty
                  swojej "rodzonej" rodziny czyli dziadkow, wujkow i cioc ze strony taty). W
                  przypadku corki M, zostala ona wykluczona przez mame z grona "bylej rodziny" i
                  powoli zapominaja o sobie kuzynowie, bo dziadkowie nigdy. A mama rodziny duzej
                  nie ma wiec i krag bezwzglednie przychylnych i pomocnych osob zbyt duzy nie
                  jest.
                  Pewnie to tez nie moja sprawa z waszego punktu widzenia. Ale moze spojrzcie na
                  taka sytuacje stawiajac siebie w miejscu neksi (jezeli jest oczywiscie warta
                  czegokolwiek oprocz spluniecia wink)Moje zycie jest zwiazane z tym jak Mala
                  sobie poradzi w przyszlosci, zalezy mi wiec bardziej na tym zeby skonczyla
                  szkole, poszla na studia i miala udane zycie niz wam na powodzeniu dzieci
                  sasiadki. Nie mozna zakrywac kocem prawdy, ze w takich ukladach wszyscy
                  stanowimy system naczyn poloczonych tak jak w ......... "rodzinie?". Wlasnie,
                  bo dzieci rodzina pozostaja do konca zycia i trzeba im na to pozwolic, pomimo
                  ze zal do faceta o to ze o nas nie walczy jest pewnie wielki.
                  Kazdy rozwod to porazka. Pomimo, ze wylizalam juz rany po swoim nadal uwazam,
                  ze to jest niechlubna karta w moim zyciorysie. I dlatego tymbardziej nie staram
                  sie wpajac mojemu dziecku przkonania o tym, ze jest inne. Bo nie jest ani
                  gorsze ani lepsze. I zasluguje na tyle co inne dzieci. Nie na mniej i nie na
                  wiecej - proporcjonalnie do mozliwosci. Wynagradzanie za pomoca pieniedzy
                  czegokolwiek, komukolwiek nie jest w mojej opinii postawa dojrzala.
                  A poza tym uwazam takze, ze nie ma tematu o ktorym nie mozna by bylo
                  porozmawiac w sposob pzwalajacy kazdej ze stron przedstawic swoje stanowisko i
                  wypracowac ..... kompromis?
                  • wiewiorka29 Re: Alimenty na dzieci 24.11.06, 13:00
                    Nie rozumiem dlaczego uważasz, ze wszystkie exie oprócz Ciebie są
                    niesamodzielne, leniwe i roszczeniowe wobec exa i należy im wskazać jedyną
                    słuszną (Twoją) drogę do wiecznej szczęśliwości.


                    > Mozecie mi wierzyc lub nie, ale jak juz wczesniej napisalam "kazdy sadzi po
                    > sobie" wiec do glowy mi nie przyszlo, ze to co sie dzieje wtedy to
                    > sytuacja "for good" a nie przypadek "okolorozwodowy".

                    myślę, że jeszcze o wielu rzeczach "sądząc po sobie" możesz nie mieć pojęcia...


                    > przyznam, ze mam tez "poczucie misji".

                    właśnie...
                    a może lekarzu ulecz się sam zanim zaczniesz diagnozować inne przypadki i
                    wszystkim po równo przepisywac biseptol.
                    Może najpierw poczytaj troche forum zanim zaczniesz realizowac tu swoją misję...




    • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 23.11.06, 10:13
      No dobrze, niefortunnie zaczelam. Ale i tak doszlismy do punktu w ktorym
      rozmawiamy i to najwazniejsze. Wiesz, tak naprawde to juz olewam to ile zostalo
      komu zasadzone, bo prace mam i nie narzekam moj syn tez nie. Natomiast szukam
      sposobu na to zeby moze ONA tez poszla dalej. Tkwi w tym samy miejscu od 4 lat.
      Pomimo, ze maz (w orzeczeniu sadu zostalo to zapisane) dobrowolnie zobowiazal
      sie o splaty kredytu (on 2/3 ona 1/3) za mieszkanie i w zwiazku z tym nie
      wystepowal nawet o podzial majatku - wyszedl z torba. Ona nie potrafila
      przeznaczyc 500 PLN na splate swojej czesci i po jakims czasie bank zajal
      mieszkanie przedtem zajmujac za posrednictwem komornika czesc pensji mojego
      meza. Mieszkanie zostalo sprzedane, pozostale pieniadze dostala eksia. Wynajela
      inne. I tylko u mnie w glowie jest pytanie, co bedzie jak znowu przeje cala
      pozostala pule? Jest dziecko, M bardzo jest z nia zwiazany a eksia wychowala ja
      na swoj obraz i podobienstwo - nalezy misie bo nie mam taty. Na litosc boska
      ojca ma, bardziej niz dzieci, ktore z nim mieszkaja. Czasem mi sie "ulewa".
      Wiem, ze cala sprawa powinna zostac przecieta przez M, ale co z MALA? Wtedy z
      cala pewnoscia nie beda mialy gdzie mieszkac, a ja w komunie tez nie chce.
      POMOC dla niej jak? Przeciez oprocz wyzwisk nie uslyszalam przez telefon (zanim
      nie zmienilam i zastrzeglam numer) nic. No owszem moge sprobowac, ale mam obawy
      czy to nie spowoduje odwetu via dziecko. Jet w tym szalenstwie pewien schemat,
      ktorego przerwanie spowodowaloby zmiane na lepsze dla wszystkich. Tylko gdzie
      jest to ogniwo?
    • nexi3 Re: Alimenty na dzieci 23.11.06, 10:38
      A wiesz jak jemu jest trudno! I w dodatku widuja sie tylko podczs zabierania
      Malej, wiec zrozumiale, ze wtedy najmniej mu zalezy na konfrontacji. Telefon
      sprytne urzadzenie - konczysz rozmowe kiedy chcesz, niekoniecznie chec ta jest
      zbiezna z intencja drugiej strony. Nie wiem czy bedzie jakis samoistny koniec
      tego, po trzech latach mam watpliwosci.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka