ann233
18.11.06, 13:39
Mam 23 i roczne dziecko. Byłam z mężem 6 lat, całą młodość.Wzięliśmy ślub 1,5
roku temu i już stoimy przed decyzją o rozwodzie.
Na palcach jednej ręki mogę policzyć dni kiedy byłam szczęśliwa w
małżeństwie. W okresie ciąży mąż nie troszczył się o mnie,czułam się jak
trędowata, kiedy patrzył na ruszające się w brzuchu dzieciątko. Po porodzie
wyprowadził się z sypialni, twierdząc, że musi się wysypiać do pracy. Nie
było ważne to, że 3 tyg. po porodzie wracam na dzienne studia, ja nie
musiałam być wyspana?Pomijam już fakt, że miesiąc po porodzie miałam krwotok
w następstwie komplikacji po porodzie. Nie mogłam liczyć na wsparcie i
czułość męża. Jak syn miał 3 miesiące wyprowadziliśmy się od
mamy .Myślałam,że będzie inaczej. Niestety, przez pół roku mąż nie spędził ze
mną ani jednego weekendu,więc później już sama jeździłam do mamy, o co teraz
ma pretensje. Utrzymywałam dom ze stypendium, musiałam prosić go o każde 100
zł, choć mąż zarabia 2500. Ustalaliśmy, że będzie mi płacił 1000mcznie, ale
nigdy w pełni się nie wywiązał. W międzyczasie kupił samochód za 30.000, z
czego 20.000 z naszych pieniędzy ślubnych,choć byłam przeciwna. Dodam,że nie
chciał ze mną nigdzie bywać, nie pomagał mi w ogóle przy dziecku, w domu.Syn
ma rok, on nigdy nie wsał do niego w nocy a i nad ranem musiał się wyspać, bo
do 2 siedział w necie. W czasie egzaminów też nie mogłam na niego liczyć.
Wyjeżdżał samochodem gdzie chciał, flirtował w necie. W lipcu kazałam mu się
wyprowadzić. Od tego czasu płaci na dziecko 300zł. Jestem na 5 roku studiów.
Na początku liczyłam,że terapia wstrzącowa coś pomoże, ale jak mi powiedział,
ze nie wie czy mnie kocha we wrześniu wniosam sprawę o alimenty na rodzinę.
Od października zmienił zdanie, uważa,że chce spróbować. Sprawa 5 grudnia.
Nie wiem czy prawdziwym powodem nie jest chęć namówienia mnie na wycofanie
sprawy z sądu. Równocześnie nie pomaga mi, nadal jeździ gdzie chce, korzysta
z życia,że ma samochód, który mi się z resztą nie należy, bo ja NIC NIE
ROBIŁAM PRZEZ CAŁY ROK.proszę o opinię