Dodaj do ulubionych

tak naprawde...

08.01.07, 10:41
to mi smutno

opadają mi co chwila ręce

opadają ze mnie sily, nadzieja, wiara

zal mi tego wszystkiego co bylo i juz nigdy nie wroci.

Ciagle jeszcze nie moge sobie wyobrazic jak to bedzie w moim NOWYM życiu.
bez codzinnej wspierajacej obecnosci męża...???

A jednak żal...
Obserwuj wątek
    • alone33 Re: tak naprawde... 08.01.07, 12:34
      Mną tez targaja takie nastroje. Mąż odszedł przed świętami i trudno mi to
      wszystko zaakceptować i przyzwyczaić się że nie widze go gdy wracam z pracy,
      budzę się rano. Straszna pustka ogarnęła mój dom, zostałam w nim tylko z moją
      córeczką.Staram się przy niej nie okazywać załamania, nie pokazywać łeż ale to
      jest chwilami nie do wytrzymania. Czasami jest nadzieja że moze jeszcze przyjdą
      dni pełne radości i miłości. Ten człowiek zrobił dużo złego w moim życiu,
      zdrada zadecydowała i przeważyła o tym że nie mogłam juz na to wszystko
      patrzeć. Teraz zastanawiam się czy może mogłam postapić inaczej, może udałoby
      się to przezwyciężyć, ale chyba to jest już niemożliwe. Pewnie "dobrze" by było
      do nastepnego razu. Musimy się trzymać cieplutko! Podobno jest na świecie
      sprawiedliwość i my też zasługujemy na miłość odpowiedniej osoby..
      • marek_gazeta Re: tak naprawde... 08.01.07, 12:50
        Właśnie chciałem spytać, czy to już na zawsze, czy nie widzisz szansy na jego powrót. Ale skoro zdradził dwa razy (jak można wnioskować z Twoich postów), to chyba jest taki typ po prostu i nie ma co się łudzić.
      • mauriti Re: tak naprawde... 08.01.07, 12:52
        Aja bym wiele dała, żeby mojego męża nie oglądać na oczy
        Za dużo kosztuje mnie każdy dzień z nim pod jednym dachem.
        Kiedy wiem że prawie co dzień mnie zdradza, mam do niego po prostu obrzydzenie
        Łajza!!!!!!!!!
        • pomidorowa5 Re: tak naprawde... 08.01.07, 13:01
          Widze,ze kazdym z nas targaja podobne emocje. Ja czulam to samo...doslownie. I
          zal i pustke, beznadzieje totalna.Dlugo nie moglam zrozumiec i pojac,ze to
          zrobil,dlaczego to zrobil,nie docieralo do mnie,ze juz nie kocha... okropny czas
          ,ale to mija .Powazniesmile Teraz potrafie sie usmiechacsmile Patrzec na to wszystko
          juz z ogromnym dystansem.Nie rozpamietywac i wiecie co? Wtedy myslalam,ze to
          niemozliwe a jednaksmile Nadejdzie lepszy czas zapeniam!
          Sbelatko moze pomysl o wizycie u psychologa. Mi pomogl przetrwac ten czas
          rozstania,zalu i bolu...
          • alexolo popieram 09.01.07, 01:05
            beatko juz ci pisałam co mysle o twoim ...męzu..
            patrz w przyszłość...ja byłam przekonana że szybciej umre niż sie z
            tym pogodze,,,,nie umarłam zyje!!!i jest co raz lepiej!!!
            czs goi rany!!!!!psycholog bbb mi pomugł..brałam tez coś lekkiego na
            podniesienie nastroju po miesiacu czasu...bbb pomogło!!!!!
            tłumiło ból i zal...a teraz tabletki nie są juz potrzebne!!!!
            czekam na kolejna sprawe...i mysle ..że bede robic to czego nie
            mogłam do tej pory...życie z tym człowiekiem juz nigdy nie bedzie
            takie same!!!!!! bedziesz bardziej samotna z nim niż bez niego!!!!!
    • julka1800 Re: tak naprawde... 08.01.07, 12:59
      tak mi smutno

      ale zal kiedys mija pamietaj o tym
    • 0lana Re: tak naprawde... 09.01.07, 00:59
      Napisałaśsuspicious Ciagle jeszcze nie moge sobie wyobrazic jak to bedzie w moim NOWYM życiu, bez codziennej wspierajacej obecnosci męża...???

      A jak on Cię wspiera?Co robi dla Ciebie?Odpowiedz sobie,ale szczerze.Nie tłumacz go,tylko ocen jego zachowanie.Bo jesli jest czuły i opiekuńczy,to dlaczego sie z nim rozstajesz? Odpowiedz moze być bolesna,ale to znaczy ,ze nie jestes juz po prostu zaślepiona...

      Ja tez tesknie za tym ,co bylo...,tez mi zal...,tez mi opadaja rece...,ciagle nie moge uwierzyc w to ,co sie wydarzyło...
      Czasem myślę,że jeszcze nie wszystko stracone...,ale zdaje sobie sprawe,że nawet jesli moje malzenstwo sie calkiem nie rozleci,nigdy nie bedzie juz tak ,jak dawniej...I tu zastanawiam sie ,czy nie lepiej zyc INNYM NOWYM ZYCIEM...,moze juz samotnym,ale takim bez ciaglych niepewnosci zwiazanych z wlasnym mezem - człowiekiem,który miał byc na dobre i na zle...

      > A jednak żal...

      Trzeba zyc dalej,a najlepiej inaczej...,cieszyc sie z tego dobrego,co mamy,bo moglibysmy miec mniej...i gorzej.

      Pozdrawiam ,Beatko trzymaj sie.
      • jarkoni Re: tak naprawde... 09.01.07, 17:42
        Zazwyczaj się okazuje, że to co PO, potrafi zgasić te najpiękniejsze
        wcześniejsze..Mam rację? Dlatego nie rozpamiętuj...
        PS. Oczywiście jak najbardziej wierzę w to, że ludzie potrafią się rozstać w
        zgodzie, pozostając przyjaciółmi, szczególnie jesli mają dzieci...I że sama
        sprawa rozwodowa opiera się na prawdzie i tylko prawdzie, a nie na całym tym
        innym błocie...
        No cóż, w bajki wszyscy kiedyś wierzyliśmy..
        Nie ma czarno-biało, jest szaro...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka