misbaskerwill
12.01.07, 20:04
"Może to wszystko musiało się tak skończyć; może nie było żadnej innej
możliwości, żadnego innego wyjścia. Może należało rozsupłać to, co zostało
zasupłane, dokończyć to, co zostało rozpoczęte."
M. Houellebecq
Jest nadzieja. Myślałem, że spaliłem wszystkie mosty, rozpocząłem wojnę
stuletnią... Zmieniłem treść pozwu - z prośbą o orzeczenie wyłącznej winy
małżonki oraz odpowiednim materiałem dowodowym.
Skutek - minął chyba zaledwie tydzień, a jest kompromis. I ogromna nadzieja.
Może nawet większa, niż pół roku temu.
Trzymajcie za mnie kciuki. Wiem prawie o wszystkich pułapkach, wiem, że po
rozwodzie sprawy bynajmniej nie będą proste i łatwe.
Ale i tak by nie były.
I tak napisałem więcej niż chciałem.
Ale cóż - może Tri miał rację - Ludzie radzą, często bardzo mądrze i trafnie,
a my i tak robimy swoje.
I znowu przypomniał mi się "cymbał brzęczący".
Oby dla cymbałów również to był szczęśliwy rok pod siódemką.
Miś