12.01.07, 20:04
"Może to wszystko musiało się tak skończyć; może nie było żadnej innej
możliwości, żadnego innego wyjścia. Może należało rozsupłać to, co zostało
zasupłane, dokończyć to, co zostało rozpoczęte."

M. Houellebecq


Jest nadzieja. Myślałem, że spaliłem wszystkie mosty, rozpocząłem wojnę
stuletnią... Zmieniłem treść pozwu - z prośbą o orzeczenie wyłącznej winy
małżonki oraz odpowiednim materiałem dowodowym.
Skutek - minął chyba zaledwie tydzień, a jest kompromis. I ogromna nadzieja.
Może nawet większa, niż pół roku temu.
Trzymajcie za mnie kciuki. Wiem prawie o wszystkich pułapkach, wiem, że po
rozwodzie sprawy bynajmniej nie będą proste i łatwe.
Ale i tak by nie były.
I tak napisałem więcej niż chciałem.
Ale cóż - może Tri miał rację - Ludzie radzą, często bardzo mądrze i trafnie,
a my i tak robimy swoje.
I znowu przypomniał mi się "cymbał brzęczący".
Oby dla cymbałów również to był szczęśliwy rok pod siódemką.

Miś
Obserwuj wątek
    • tricolour Chcesz powiedzieć, że... 12.01.07, 20:07
      ... wywlokłeś armatę i podsypałes prochu, a w nieprzyjacielskich okopach ruch
      się zrobił? To dobrze.

      Ale lontu nie gaś...

      smile)
      • misbaskerwill Re: :)) 12.01.07, 20:12
        Cóż... na razie armata będzie stała i się nudziła
        (przecież kompromitujących małżonki materiałów z sądu już nie wyniosęwink ).

        A już za kilka tygodni wszystko będzie jasne.
        Dlatego prośba o kciuki.
        Z drugiej strony - liczę na to, że tym razem się uda, bo lont jest dość krótki i
        odpalić można w każdej chwili.
        Jak się okazuje - wbrew pozorom jednak nie walczę z kamikadze.
        • tricolour Może zobaczyła w Tobie partnera? 12.01.07, 20:15
          Kciuki trzymam, bo lubię napięcie wynikające z zasad.
    • gastaira Cenić siebie, wymagać od siebie, i od innych. 12.01.07, 20:31
      Dostałam dodatkową pracę.
      Szef mówi- powiedz ile kasy za to będziesz chciała.
      Dumam pare dni, robie rozeznanie na rynku, bo nieznoszę się targować, za bardzo
      nie wiem jakie teraz tego ceny, a ja taka jestem, że o swoje się nie umiem
      upomnieć, pracuje latami charytatywnie, takie wychowanie "siec w kącie a znajda
      cie" do zycia juz nie pasujące...
      Wyszło mi, że minimum 300zł powinnam wziąć...
      Ale za tylko tyle kasy aż tyle pracy...? :0'
      przeciez wiem, ze przy tym szefie będę miała więcej pracy bo on ciagle czegos
      chce.
      Więc myślę, o 100zł więcej powiem.
      Aż o 100 zł wiecej.

      Ale rozmawiam jeszcze z znajoma znaną ze swojego tupetu i cenienia się. Ta to
      ma pracę w której sie nie przemęczy, kawał swiata zwiedzi w ramach delegacji i
      jeszcze sporo odłozy na koncie.
      Ale nie zna mojej branzy, mimo to mówi od razu- "głupia jesteś! zazycz sobie
      900zł! Co Ci zależy! Najwyżej się potargujesz!"

      Szef pyta nastepnego dnia - to ile chcesz?

      Zżymam się strasznie, taki ból, takie to trudne, nie chce przejść przez gardło,
      myslę "jak ja mogę byc taka chciwa na szefa kasę! no takie wymagania mieć! jak
      to wypada, jak ja śmiem az tyle żadać! "...
      zamykam oczy, biorę wdech, i mówię nieśmiało - "szefie, może byc 800zł..."???

      a szef na to...

      "800???!"

      ja bledne, pot na czole....


      a szef dalej mówi

      "ale to mało chyba. więcej trzeba.
      dam ci 1000zł
      - na początek"



      Rany- jak bym wypaliła z tym 300zł o którym myslałam na poczatku, to ze wstydu
      teraz bym pod stół spadła.


      Rozumiesz?!

      smile

      Powodzenia!
      Ceń się i ODWAGI!!!!


      • tricolour Jeden z moich dalekich znajomych... 12.01.07, 20:38
        ... szef wrocławskiego biura amerykańskiej firmy robił nabór. Opowiadał mi
        potem, że skreślał niektórych kandydatów na stanowisko, którzy chcieli mniej niż
        3000 zł. Powód: nie cenią siebie, to nie będa cenić firmy.

        smile
      • misbaskerwill gastaira;))) 12.01.07, 20:44
        > Powodzenia!
        > Ceń się i ODWAGI!!!!

        Ale fajny post!

        Cóż... trafiony-zatopionywink.
        Tym razem nie chciałem słuchać innych głosów, nawet się nie pytałem...
        W sumie - jak dobrze pójdzie, osiągnę to, co chciałem. Zapewne mógłbym mieć
        jeszcze więcej, ale po co - przecież ten "przeciwnik" może zostanie kiedyś
        sprzymierzeńcem w wychowaniu dziecka (hmmm, raczej głównym wychowawcąwink ).
        Przede wszystkim - zawsze będzie matką naszego dziecka.

        Nie czuję potrzeby upokarzać "przeciwnika". Czuję zaś, że szybko dostanę i tak
        więcej, bo małżonka chyba zaczyna rozumieć, że częste kontakty ex-a z dzieckiem
        mogą być źródłem sporych oszczędności, choćby na opiekunce i różnych przejazdachwink.
    • crazyrabbit Re: przełom? 12.01.07, 21:20
      I tak Misiu trzymaj...
      A ja chociaż kciuki potrzymam za... chyba za Twój wewnętrzny spokój...
    • kurka_wodna2 Re: przełom? 12.01.07, 21:28
      Miśku,chyba po kryjomu wyciągnąłeś i zaostrzyłeś pazur/ek/ ?


      Kazde dziecko jest warte najbardziej zażartej bitwy
      • nangaparbat3 Re: przełom? 12.01.07, 22:34
        Trzyma te kciuki, Misiu, trzymam z calych sił smile))))
    • der1974 Re: przełom? 13.01.07, 00:33
      Misiek będzie dobrze! Trzymam kciuki. Cały czas uważam, że pragmatyczną postawę
      prezentujesz.
    • markus_wak Re: przełom? 13.01.07, 09:23
      Trzymam kciuki Mis, zaostrzenie kursu w moim przypadku też pomogło.
    • 13monique_n Re: przełom? 13.01.07, 11:27
      Misiu, będzie dobrze. Też trzymam kciuki i kibicuję wytrwale.
      Tri ma rację, lontu nie gaś, a właściwie nie odsuwaj od niego zapłonu. Wszystko
      się ułoży, a to, co robisz i tak zawsze musi być w zgodzie z Tobą, a nie z
      niczymi nawet najmądrzejszymi radami. smile Trzymaj się ciepło
      • pudeleczko_75 Re: przełom? 13.01.07, 11:30
        Misiu super, czasem trzeba zawalczyć metodami, które nie do końca pochwalamy,
        po to by osiagąc cos wazniejszegosmile
        kciuki i trzymaj się ciepłosmile)
        • czekolada72 Re: przełom? 13.01.07, 13:08
          Trzymam kciuki!!!

          Czasem warto posluchac rad, chociaz z poczatku ich zalozenia sa dla nas nie do
          przyjecia!
    • crazysoma Re: przełom? 13.01.07, 15:00
      Misiek. Usmiecham sie do Ciebie cieplo i waniliowo. I nic nie mowie. A kciuki
      zaczynam juz trzymac.
      • phokara Re: przełom? 13.01.07, 16:19
        Od tej wanilii to go moze zabic...
    • misbaskerwill Re: koszmar... 13.01.07, 16:31

      Dziękuję za bardzo pozytywny odzew. Zaskakująco pozytywny.
      Pół roku temu dokładnie opisywałem, jak zostałem "zrobiony w ciula" przez małżonkę.
      Najpierw przy kontaktach z dzieckiem, potem w sądzie - na pierwszej i drugiej
      rozprawie...
      Ktoś mi zadał mądre pytanie: czy kiedykolwiek ona powiedziała mi prawdę???

      Cóż ... nie mogę sobie przypomnieć.

      I to jest mój koszmar. Wiem, że mam szansę szybko skończyć tę sprawę. Małżonka
      chyba poczuła, że mogę mieć przewagę, nawet jak ona będzie mądrze kłamać.
      Ale kończąc tę sprawę szybko - topię własne dziecko, bo automatycznie przyznaję
      że jest kaleką... A mam wątpliwości, podparte pewnymi okolicznościami...

      Topię też siebie - żona po uprawomocnieniu wyroku żąda alimentów na siebie, sąd
      rejonowy mając niezakwestionowane "papiery" od ex zgadza się bez mrugnięcia
      okiem. A jeśli pojawią się wątpliwości - ex wyrobi jeszcze dla siebie orzeczenie
      o niepełnosprawności. Ostatnio zajęło jej to ledwie miesiąc.

      Oczywiście, żona przekazała mi, że "nigdy w życiu nie przyzna się do winy".
      Co najwyżej do błęduwink. W końcu to ona czuje się bardzo poszkodowana...

      Mogę wszystko poświęcić, by mieć z łaski ex kontakty z dzieckiem... ale jej się
      mogą szybko odwidzieć pewne zobowiązania, gdy tylko dostanie upragniony świstek.

      Pytanie - czy ja również tak pragnę tego świstka? Po przemyśleniu tego, co
      wczoraj usłyszałem od małżonki, mam jednak złe przeczucia...
      Planowana terapia dziecka za 3000/miesiąc i zapewnienie, że "jakoś tę kasę
      załatwi" - chyba powinienem mieć się na baczności...
      Pewne jest tylko "chyba".
      Jednak cymbał.
      • 13monique_n Re: koszmar... 13.01.07, 18:27
        Misiu,
        wiesz dobrze, że cokolwiek byśmy Ci nie powiedzieli tutaj, to każda decyzja jest
        tylko w Twoich rękach. Jeśli masz wątpliwości, a są ludzie, którym ufasz, poproś
        ich o radę. Ze świadomością, że Ty musisz mieć pełne przekonanie, co do tego, co
        miałbyś zrobić. Kciuki trzymam nadal mocno zaciśnięte. I pewnie wszyscy tutaj.
      • marek_gazeta Re: koszmar... 13.01.07, 19:26
        Misiek, kciuki trzymam, ale jakby Ci ręka zadrżała, lont podpalić pomogę.

        Coś mi się zdaje, że miażdżenie złych kobiet to może być fajna zabawa, zwłaszcza jak to nie są moje (eks-) kobiety. smile
        • z_mazur Re: koszmar... 13.01.07, 20:04
          > Coś mi się zdaje, że miażdżenie złych kobiet to może być fajna zabawa, zwłaszcz
          > a jak to nie są moje (eks-) kobiety. smile

          Ok Marku, jakby co, to trzymam za słowo i zgłoszę się po wsparcie.
          • der1974 Re: koszmar... 14.01.07, 07:07
            Nie chłopaki to nie jest fajna zabawa. Jakoś mi się przytrafiło w czwartek
            wieczorem i nie wspominam tego miło.

            Misiek jak Ty nie wiesz co zrobić to Ty olej tę sprawę i każ sobie odroczyć,
            może akurat chory jesteś?
            • jarkoni Re: koszmar... 14.01.07, 23:42
              Mis, przeczytałem i jakoś mi nijako...
              Ja nie zapaliłem lontu, nawet go nie przygotowałem, schowałem głowę w
              piaseczek, bałem się rozpraw i nie byłem na 3, i poległem na kłamstwach żony...
              Na zasadzie: nieobecni nie mają racji..
              Nie popełniaj mojego błędu..
            • z_mazur Re: koszmar... 15.01.07, 00:03
              > Nie chłopaki to nie jest fajna zabawa. Jakoś mi się przytrafiło w czwartek
              > wieczorem i nie wspominam tego miło.

              Jak to pisałem to byłem z deczka rozgoryczony. Miałem nieprzyjemną rozmowę w środę z jeszcze żoną. Ona potrafi we mnie obudzić mordercze instynkty.
              • julka1800 Re: koszmar... 15.01.07, 09:37
                pierwszy raz spotykam sie z taką osobą jaka nam tu opisujesz Misek, z Twoja
                zoną.
                I mysle ze porada Dera jest jak najbardziej ok, odroczyc sprawe, wtedy bedzie
                czas na przemyslenie raz jeszcze strategii
      • ak70 Re: koszmar... 15.01.07, 11:43
        Misiu... trzymam kciuki... aż mi kostki pobielały smile)
        Jeśli prawda jest co napisałeś (punkt widzenia zależy jednak od punktu
        siedzenia) to WALCZ i nie daj się!
        Co prawda ponoc na tym świecie nie ma sprawiedliwości, ale Ktoś tam na górze
        trzyma ręke na pulsie... będzie dobrze, zobaczysz!
        smile)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka