życzę sobie aby:
-ex nie traktowal naszego dziecka, jako narzedzia do pokazania mi,ze to
kolejna kwestia, z ktora sobie nie radze
-alimenty nie byly traktowane jako dobrowolna zapomoga na rzecz zaradnej
zony,ale jako moralny obowiazek do minimalnego wkladu do zaspokojenia
FIZYCZNYCH potrzeb naszego dziecka
-ex i moja ewentualna next nie spiskowali,ze jedynym mym strapieniem jest to,
czy im sie bedzie zyklo dobrze i czy ja ukladam w glowie liste nieszczesc do
nich zaadresowana
- aby ex nie traktowal domu, w ktorym teraz mieszkam ja sama z dzieckiem, jako
swego bylego zdobycznego, a teraz opuszczonego gniazda, w ktorym przestal juz
wygrzewac swe podkuprze

ale wciaz ma prawo czuc sie w nim,jak na swoich
wlosciach
-aby ex trzymal sie ustalen dot. wizyt dziecka u niego i ie wyskakiwal o
12.00, ze za godzine akurat wpadnie do mnie do domu (oczywiscie, gdy ja jestem
w pracy) i wezmie dziecko do siebie na tyle dni, ile mu sie bedzie chcialo.
-aby przestal mi sie snic!!!!!! niewazne- dobrze czy zle!
-aby jego matka i szacowny tesc nie mieli prawa tu dzwonic z grosbami, i aby
przy spotkaniach ze mna nie traktowali mnie w obecnosci dziecka, jako zla
koniecznego i Wydry wydrowatej nad Wydrami.
-aby w ogole z mej glowy zniknal ten guz w postaci exmeza i zyl sobie obok
gniezdzac sie w glowie kolejnej , naiwnej pani
-abym mogla realizowac z premedytacja wszelkie soje plany zawodowe, naukowe i
osobiste nie zderzajac sie prz tymz wyrzutem exa, ze oczywiscie ze szkoda dla
dziecka ja sobie wymyslam kolejne studia/zajecia/prace dorywcze (wiadomo,
chodzi mi o kase i przyszlosc dla mnie i syna)
To pisałam ja - Pomimo
prosze o ewentualne modyfikacje manifestu zainteresowanych