29.01.07, 22:49
czy nasze szczęście po rozwodzie musi wiązać się z poznaniem drugiego
partnera?
czy nie możemy sami żyć nadal, pełni radości i życzliwości?
czy tylko drugi człowiek, "przykuty do kaloryfera" jest gwarancją odbudowania
własnego "ja", poczucia wartości ?

rozumiem, że rozwodnikom, z dziećmi czy bez, jest trudniej, że zawsze jakas
tam "łatka" zostaje przyszpilona, ale dlaczego o naszyn szczęsciu, dla
niektórych: po odzyskaniu wolności, dla innych po traumie, depresji, czy dla
następnych po zakończeniu przemocy, ma decydować drugi człowiek,
człowiek o którym nic nie wiemy, którego tak bardzo wielu z nas pragnie, a
jednocześnie sie tak bardzo obawia,

ja jak na razie podjęłam decyzję życia samotnej z dziećmi, nie szukam i nie
zamierzam szukać,
nie chcę, aby moje szczęście, poczucie bezpieczeństwa, radość zależały
od "wyczekiwania" kogoś,
chcę sie cieszyc życiem, niezależnie od tego czy jest ktoś koło mnie, czy to
dzieci, czy tylko zwierzaki,

nie uzalezniajmy naszego życia od istnienia drugiej osoby,
jak jest to fajnie, a jak nie ma to co? rozpacz?
już to przechodziliśmy (lub przechodzimy)
nauczmy sie żyć dla siebie, cieszyć się z małych rzeczy

tak myślę, że wtedy nam będzie lepiej,
a gdy się komuś coś trafi... to życzenia wyślę wink))
Obserwuj wątek
    • pudeleczko_75 Re: co dalej? 29.01.07, 22:52
      anja
      masz racje.
      nic na siłę, bo na siłę to tylko kaloryfer.
      jak bedziemy nasze spełnienie czerpać z siebie i swoich spraw a nie z
      posiadania drugiego czlowieka, to i nam i ewentualnemu przyszłemu partnerowi
      wyjdzie to tylko na dobre.

      a jak się trafi, to pozostanie tylko gratulowac badx się cieszyćsmile
    • phimamdosc dokładnie 29.01.07, 22:56
      zgadzam się z całego serca z postem i kompletnie nie mam nic do dodania smile
      żyję, cieszę się drobiazgami i dobrze się bawię

      śnijcie pięknie, dobrej nocy

      zmykam grzać nogi w psie i w kominku, chłonąc słowa i gorącą kawę.
      i słysząc spokojne oddechy śpiących dzieci smile
      i .. czując się bezpiecznie

    • blue_a2 Zapytam prosto z mostu: 29.01.07, 22:59
      Nie jesteśmy dziećmi.

      A co z seksem?

      Osobiście nie jestem istotą aseksualną i jeśli
      nawet seks sensu stricte nie jest najistotniejszy,
      ale bliskość, intymność, ciepło, to - chociaż nie
      zamierzam nikogo na siłę szukać, w miasto chyba już
      też nie umiem pójść, znam swoje "interwały" między
      jednym ważnym związkiem a drugim i wynoszą merrde
      około 3 lata,

      to...

      nie chcę być do końca życia sama.

      Jestem Całością, jasne, kobiecie mężczyzna
      potrzebny jest jak rybie rower, ale
      patrz cały akapit pierwszy.

      Przemyślane dziś w mroźnym powietrzu.

      Jeszcze o myślach. Komuś muszę je sprzedawać.
      Przyjaciel nie wystarczy. Kupować od kogoś myśli
      też chcę. Chcę pisać (tak, moje marzenie) i potrzebny
      jest mi Muza smile Chcę być potrzebna i potrzebować.
      I kochać. Dobranoc.



      • nanga.nanga odpowiem prosto z mostu: 30.01.07, 22:09
        blue_a2 napisała:

        > Nie jesteśmy dziećmi.
        >
        No nie.
        > A co z seksem?
        >
        Źle.
        > Osobiście nie jestem istotą aseksualną i jeśli
        > nawet seks sensu stricte nie jest najistotniejszy,
        > ale bliskość, intymność, ciepło
        Dokładnie tak - przynajmniej jesli o mnie chodzi.

        to - chociaż nie
        > zamierzam nikogo na siłę szukać, w miasto chyba już
        > też nie umiem pójść, znam swoje "interwały" między
        > jednym ważnym związkiem a drugim i wynoszą merrde
        > około 3 lata,
        >
        > to...
        >
        To nico. Coś za coś.
        Nie wiem, czy warto czekać.
        Ale chyba wiem, ze nie warto nie czekać. Mozna narobić bidy, niekoniecznie
        sobie.

        > nie chcę być do końca życia sama.
        >


        Pewnie nikt nie chce. Ale czasem to sie zdarza. Ja na przykład spokojnie mylę o
        tym ze moze mi sie zdarzy. Choc nie jestem wcale pewna, czy podswiadomie tez
        tak spokojnie do tego podchodzę. Nie wiem.
        > Jestem Całością, jasne, kobiecie mężczyzna
        > potrzebny jest jak rybie rower, ale
        > patrz cały akapit pierwszy.
        >
        > Przemyślane dziś w mroźnym powietrzu.
        >
        > Jeszcze o myślach. Komuś muszę je sprzedawać.
        > Przyjaciel nie wystarczy. Kupować od kogoś myśli
        > też chcę. Chcę pisać (tak, moje marzenie) i potrzebny
        > jest mi Muza smile
        a nie pamietasz takiej cudnej piosenki o tym, ze "aby wzbudzic geniusz trzeba
        dziewicy, ktora wie, kiedy poecie szepnać >nie<"?
        A potem było o Krasińskim, ze tylko dla symetrii trzeci wieszcz, a to dlatego,
        ze Delfina - tak, i tak, i ak...

        Chcę być potrzebna i potrzebować.
        > I kochać. Dobranoc.

        Dobrze czuc sie potrzebnym. Nawet potrzeba seksu sie wtedy - jakos - sublimuje.
        Życie przynosi naprawde wiele mozliwości kochania. Nie tylko tego jedynego w
        krawacie i skarpetkach.
        >
        >
        >
        • blue_a2 Bądź pochwalona, nanga.nanga ;-) 30.01.07, 22:15
          I tak będę w kontrze. A potrzeby bliskości, intymności wysublimować się
          nie da. Czytałam tongue_out Wiem...

          No dobrze, ufam i mam nadzieję, że za jakiś czas Ktoś i Coś.
          Wierzę w to.
          Tri ujął to trochę podobnie - nie może się potencjał marnować.

          (miłość do moich ptaków ma wystarczać? o nie smile
          dzięki
      • ines43 Re: Zapytam prosto z mostu: 01.02.07, 22:58
        no właśnie a co z seksem?
        To prawda, uważam ,że zanim człowiek po przejsciach zacznie szukac kogoś
        innego, powinien przejsc przez "żałobę" po poprzednim związku,żeby zastanowić
        się nad wszystkim już bez emocji i wyciągnąć wnioski, bo umówmy się wina leży
        pośrodku......chociaz ciężko to przyznać.
        Ale po jakims czasie kiedy juz człowiek może znowu trzeźwo myśleć, odbuduje
        codzienne życie i ustawi wszystko na nowo, ma sie ochote być z kimś przytulić,
        kochac się itd.......
    • amflandia Re: co dalej? 29.01.07, 22:59
      Echchch, tylko po kilku latach, jak już przekonasz się, że możesz, umiesz,
      potrafisz sama,zachłyśniesz się niezależnością, samostanowieniem, wolnością,
      spokojem, przewidywalnością najbliższego tygodnia, miesiąca, zatęsknisz za kimś
      obok, a jednocześnie będziesz się obawiać, czy na pewno tego chcesz, bo nowy
      zburzy ustalony przez ciebie porządek bo zakłóci spokój, i tak będzisz chcieć i
      wahać się, chcieć i wahać się ... Przynajmniej ja tak mam smile).
      • sonrisa3 Re: co dalej? 29.01.07, 23:19
        No własnie amflandia. Pewnie, że najlepsze jest podejście "Nic na siłę".
        Potwierdzam, że człowiek przyzwyczaja się do tych dobrych stron samotności. Bo
        one wbrew pozorom ISTNIEJĄ. Ale prawda jest też taka, że jednak brakuje kogoś
        bliskiego. Są takie chwile, że się o tym nie myśli, ale w niektórych momentach
        odczuwa się tę samotność dość dotkliwie. Przynajmniej ja tak mam. A z drugiej
        strony, trudno by mi się było po tych trzech samotnych latach przyzwyczajać do
        bycia z kimś.
        Zobaczymy co przyszłość przyniesie. Akurat w tym temacie nie ma sensu niczego
        kalkulować, planować itd.
    • bursztynowe Re: co dalej? 29.01.07, 23:05
      Chyba najzdrowsze podejście polega na "nie nastawianiu się". Nie "Będę sam", ani
      "desperacko szukam"

      To prawda, że nie można uzależniać swojego poczucia szczęści od obecności
      drugiego człowieka, bo to najprostsza droga do różnych patologii, skrzywień, z
      toksycznym relacjami włącznie.

      Dlatego tyle się tu mówi o samorealizacji, o robieniu TERAZ rzeczy, które gdzieś
      tam umykały, których robić nie mogliśmy, niezależnie od przyczyn.

      Poczucie własnej wartości nigdy nie powinno wynikać z tego, że obok jest lub nie
      ma jakaś inna osoba. To jest uczucie wypływające z wnętrza i nic zewnętrznego
      nie jest w stanie tego deficytu zastąpić. Co najwyżej chwilowo. Dziura
      pozostaje. I dlatego trzeba pracowicie ją wypełniać.

      Wydaje mi się, łatwo się wpędzić w pułapkę rzekomo samodzielnie wybranej
      samotności jako ucieczkę przez bliskością. "Jest mi dobrze, ba najlepiej
      samej/samemu i już", podczas gdy naprawdę wynika to głębokiego lęku, z lęku
      przed zranieniem.

      Człowiek ze swojej natury jest istotą społeczną, a bliskość, prawdziwe relacje
      oparte na zaufaniu, lojalności, akceptacji są naturalną potrzebą.

      Wiec trzeba iść do przodu i oczu nie zamykać.
      • brzoza75 Re: co dalej? 30.01.07, 08:49
        To prawda, że nie można uzależniać swojego poczucia szczęści od obecności
        drugiego człowieka, bo to najprostsza droga do różnych patologii, skrzywień, z
        toksycznym relacjami włącznie.

        Bursztynowe gdybym nie była mocno przeziębiona to bym tam przez te zaspy
        potruchtała do Ciebie i bym Ci nawet kwiatek kupiła wiesz?smile
        • pudeleczko_75 brzoza 30.01.07, 08:53
          Ty lepiej ten kwiatek to mojemu sasiadowi kup, kochanasmile)))
          • brzoza75 ja brzoza 30.01.07, 08:59
            słuchaj , serio nie skłamię , cieszyłam się wczoraj jak norka do jakiejś 23:00-
            24:00 nie mogłam zasnąć no, cierpliwy ten sąsiad jest ale niezbyt dyskretny
            żeby tak z grubej rury i od razu , no poznawac to się trzeba powoli a nie tak
            wiesz, na pół windy tak? smile
            • pudeleczko_75 Re: ja brzoza 30.01.07, 09:12
              a tam pół windy, przy MAMUSI!!!!!!!!!!!!!!!!
              • brzoza75 Re: ja brzoza 30.01.07, 09:22
                smile))))))))))))))))))))
    • panda_zielona Re: co dalej? 29.01.07, 23:21
      czy nasze szczęście po rozwodzie musi wiązać się z poznaniem drugiego
      > partnera?
      > czy nie możemy sami żyć nadal, pełni radości i życzliwości?
      > czy tylko drugi człowiek, "przykuty do kaloryfera" jest gwarancją odbudowania
      > własnego "ja", poczucia wartości ?
      Nie musi,nic na siłę.Ja po rozwodzie przez 6 lat nie myślałam w ogóle o tym,ze
      moglabym się z kimś związać.Zbyt mocno wszystko we mnie siedziało.Potem
      powolutku zaczęłam dostrzegać płeć przeciwną,ale jakoś nie odważyłam się
      wpuścić na dłużej do swojego życia.I tak mi już zostało do dzisiaj.Ale jestem
      pełna radości i życzliwości.
    • brzoza75 Re: co dalej? 30.01.07, 10:24
      Anju

      Co dalej ...

      Myślę, że nasze dalsze szczęście nie musi być uzależnione od poznania partnera,
      może być kolejnym etapem, ale już z przeświadczeniem, że jestem szczęśliwa i
      gotowa
      na przyjęcie kogoś w moim życiu, szukanie po omacku będąc w dole kogoś
      bliskiego może okazać się próbą nieudaną, rzutem na oślep, na taśmę.
      Ja tak nie chcę chciałabym i wiem, że każdy z nas ma prawo do prób, nie można
      być pewnym od razu, dopóki się nie spróbuje być z kimś, do błędu też mamy
      prawo, rozwód nie oznacza, że teraz będziemy nieomylni tyle tylko, że może
      bardziej wyczuleni na drugą osobę, bardziej potrafimy określić nasze potrzeby i
      oczekiwania, mamy większą świadomość samej siebie , potrafimy wyciągać wnioski,
      dbać o siebie i zaufać , zaufanie jest podstawą.
      Każdy z nas dostał po rozwodzie pracę domową do odrobienia i tu nie chodzi o
      ocenę tylko o to czy uczciwie ją odrobił samemu. Jeśli nie to klapa. Anju
      przyjdzie taki czas, że i ja Tobie
      wyślę kartkę nie internetową tylko odręcznie napisaną , zobaczysz każdy z nas
      dostanie tę drugą szansę , some day some how...
    • zebranapasach1 Re: co dalej? 30.01.07, 10:31
      zgadzam się w z wiekszością, lepiej nie zakładać niczego z góry: chęć bycia z
      kimś sama przyjdzie, wcześniej czy później, a jak nie - to tez będzie dobrze.
      przez cztery lata po rozstaniu z mężem (bez rozwodu) byłam sama - znaczy się
      bez męzczyzny bliskiego sercu - wychowywałam dziecko, podróżowałam, nie
      odczuwałam potrzeby miłości, bliskości. Potem koleżanka siłą wypchnęła mnie na
      randkę - i bach! zaskoczyło, i teraz nie wyobrażam sobie bycia samej, samotnego
      zasypiania i budzenia się, jestem szczęsliwa z moim nowym mężczyzną. Na
      wszystko przychodzi kolej i nic nie da się przyspieszyć.
    • tricolour Też byłem sam i było dobrze... 30.01.07, 10:35
      ... potem nagle pojawiło sie poczucie marnowanego potencjału. Że nie skorzystam
      z tego, co sam potrafie wymyslic i zrobić. Nawet nie chciało mi sie nic robić,
      bo dla siebie?
      Dla siebie przestało mi wystarczać i wtedy pojawiło sie to o "marnowanym
      potencjale".

      • z_mazur Re: Też byłem sam i było dobrze... 30.01.07, 10:38
        > Dla siebie przestało mi wystarczać i wtedy pojawiło sie to o "marnowanym
        > potencjale".

        Hmmm, zawsze można zrobić wtedy coś dla ludzkości. smile
        • sbelatka Re: Też byłem sam i było dobrze... 30.01.07, 14:47
          Z konieczności zapewne- niestety - będę szczęsliwa będąc samotna...

          ale WIEM ze od srodka poczuje szczęście gdy pojawi sie w moim żcyiu ktoś kto
          sprawi, ze znów poczuje ze kocham...

          jasne, dzieci, pies, praca, pzryjaciele... nie uzaleznione od nikogo poczucie
          wlasnego szczescia...

          mozliwe, ze do uzykasnia możliwe...

          Poki co ( ale jestem rozchwiana, to moze bredzę) obawiam sie jednak, ze moge
          byc spokojna, bezpieczna, usatysfakcjonowana, wyciszona... bez milości w moim
          zyciu.

          ale czy szczęśliwa??????

          • bursztynowe Re: Też byłem sam i było dobrze... 30.01.07, 15:36
            A czym jest szczęście jak nie spokojem ducha...
          • maza15 Re: Też byłem sam i było dobrze... 30.01.07, 21:49
            Sbelatko-można byc szczęśliwym bez miłości mezczyzny!Daj sobie trochę
            czasu,poukładaj życie bez niego,poczuj niezależność,podejmij nowe
            wyzwania,zacznij nowe życie a zobaczysz,że nie jest tak zle.Te "rozchwiania"są
            chyba normalne,bo też mnie dopadają,ale coraz rzadziej.Podjęłam się tylu nowych
            zajęć,że nie mam czasu rozmyślać/za wiele/o ex.Czuję,że znowu zaczynam żyć,coś
            się dzieje,są efekty mojej pracy,nauki,wraca energia.Wytrzymaj jeszcze trochę i
            mysl o sobie,zrób coś dla siebie.Pozdrawiam.
            • blue_a2 ludzie... 30.01.07, 21:54
              ale co z seksem...
              ja to muszę wiedzieć smile
              można zapomnieć? na 10 lat?
              odmowa smile
              • maza15 Re: ludzie... 30.01.07, 22:19
                blu-czy Tobie chodzi o seks /tu chyba nie ma dużego problemu/,czy o
                miłość,której ukoronowaniem jest seks?
                • blue_a2 dobre pytanie 30.01.07, 22:22
                  i ja na nie nie odpowiem, przepraszam
        • nanga.nanga Re: Też byłem sam i było dobrze... 30.01.07, 22:22
          z_mazur napisał:

          > > Dla siebie przestało mi wystarczać i wtedy pojawiło sie to o "marnowanym
          > > potencjale".
          >
          > Hmmm, zawsze można zrobić wtedy coś dla ludzkości. smile
          >
          No własnie. Ja o marnowanym potencjale myslalam jak jeszcze bylismy razem, a
          juz bylo bardzo źle. Że marnuje potencjał, a ludzkość traci. Że zamiast zajać
          sie czymś pozytecznym, zuzywam energie na przepychamki z kimś, kto po prostu
          nie chce ze mna mieszkać.
          I przez ostatnie samotne 7 lat zrobilam wiecej niz przez całe zycie, i wreszcie
          czuje sie sobą. i dość mocno stoję na nogach.
          Choć -
          C. d. do Blue powyzej
    • akacjax Re: co dalej? 30.01.07, 14:53
      Myślę, że realizujemy się lepiej w związku, ale nie znaczy, że to przymus.
      Zanim zdarzy się nastepna osoba obok, warto jednak(zwłaszcza gdy wychodzi się z jednej trumy rozsatnia) przejść takie katharsis. Dla mnie ma to postać bycia samej, tak rzeczywiście, nie z myślami: muszę z kimś być, bez rzucania się na pojawiające się propozycje.
      Dla kobiet to bywa trudne(choć dzisiejszy świat singli już wiele ułatwia). Nie każda potrafi wyjść sama do kina, knajpki, pubu.

      Co dalej? Nawet gdy już osiagnie sie taką samotną stabilizację ciag dalszy i tak zależy od podstawowego założenia-czy chcę natepnego związku i w jakiej formie, a potem kwestia kandydatawink
    • fiducia_32 Samotnosc 30.01.07, 22:16
      Kiedys, dawno temu jak przymierzalam sie do decyzji rozwodowej, przeczytalam
      piekny artykul o samotnosci. Ze trzeba sie z nia zaprzyjaznic, pozwolic jej
      zagoscic u nas, poznac ja, przestac sie jej bac. Jak do tego dojdzie,ona sie
      nami znudzi i odejdzie do kogos innego..smile
      Niestety balam sie jej za bardzo, nie zaprzyjaznilam sie z nia po rozwodzie.
      Zaluje..
    • nanga.nanga Anju kochana 30.01.07, 22:26
      Masz wiadomość!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka