Dodaj do ulubionych

Stało się

30.01.07, 11:17
witam,
i stało się to czego obawiałam się najbardziej!!! Mój mąż mnie uderzył- Boze
czy ja tak długo wytrzymam, mam wszystkiego dość. czy to się kiedyś skończy
ta udręka, męka czy będzie taki czas ze usiądę przy stole i nie będę się bała
obelg z jego strony?

podobno będzie lepiej
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: Stało się 30.01.07, 11:21
      Aniu nie kojarzę teraz Twojej historii, bo sporo nowych osób pojawiło się na
      forum i nie do końca jeszcze kojarzę who is who.
      Podejmij kroki w związku z tym, zgłoś się do Niebieskiej linii tam znajdziesz
      fachową pomoc i radę. Nie czekaj, bo sprawy będą przybierały coraz gorszy
      obrót, niestety to zawsze się eskaluje.
      • ania331 Re: Stało się 30.01.07, 11:26
        zrobił to pierwszy raz ale podobno jak się spróbuje raz to i będą następne
        razy.
    • tricolour To zgłos to na Policję... 30.01.07, 11:26
      ... przyda się.
      • brzoza75 Re: To zgłos to na Policję... 30.01.07, 12:04
        Aniu, kobieto,

        nikt Cie tu nie namawia do rozwodu tylko do tego abyś pomyślała o sobie,
        primo idź do dzielnicowego i zgłoś to, poproś o załozenie niebieskiej karty,
        secudno idź do Niebieskiej Linii, albo innego stowarzyszenia pomocy kobietom,
        tam nie tylko usłyszysz że to " nie podobno" tylko prawda, ale obala również
        inne stereotypy. Mi pomogli jak wielu kobietom, nie czekaj na to co będzie
        dalej tylko zaopiekuj się sobą.
        • jagoda4444 Re: To zgłos to na Policję... 30.01.07, 13:07
          Aniu brzoza ma całkowitą rację musisz to zgłosić. Brak reakcji z Twojej strony
          spowoduje eskalację zachowań przemocowych. Wiem, że to trudne ale musisz to
          zrobić dla siebie. Pozdrawiam cieplutko i działaj.
          • sbelatka Re: To zgłos to na Policję... 30.01.07, 14:29
            Aniu, nie wiem co napisać...

            przemoc -zarowno fizyczna jak i psychiczna - do mnie adresowana jest mi w
            zasadzie obca.

            Moze dlatego nie potrafie zrozumiec ani po co? ani dlazcego ? kobiety nie
            odchodza od takich facetów.

            znaczy, niby cos tam wiem..
            czytam, oglądam..
            raczej dlaczego niz po co? wiem...

            Ale PO CO????

            ja nie potrafie sobie akurat TEGO wyobrazic w moim życiu..

    • alabama8 Re: Stało się 30.01.07, 14:55
      Jest różnica pomiędzy "uderzył" i "pobił". Jeżeli pobiegniesz na policję ze
      skargą że cię mąż uderzył to cię wyśmieją. Jeżeli pobił to powinnaś zgłosić to
      na policję.
      Niebieska Karta jest dla tych notorycznie maltretowanych, więc z tym można
      poczekać.
      Najważniejsze co możesz zroić to NIE ukrywać tego faktu przed rodziną i
      znajomymi. Powiedź o tym swojej matce, teściowej, czy komukolwiek kogo zna twój
      mąż. Dopóki nikt nie wie - on czuje się bezkarny.
      Gdy przemoc w rodzinie dochodzi do patologicznych rozmiarów nagle się okazuje
      że nikt o niczym nie wiedział. MÓW głośno i to od samego początku.
      • pomimo1 Re: Stało się 30.01.07, 15:07
        wiecie co? krew sie we mnie zagotowala. pobił / uderzył... kopnał/ machnął nogą
        koło mnie, opluł/mówił nerwowo plujac.

        Dokladnie tych samych argumentów uzywal moj ex. jak mu przy decyzji o rozwodzie
        powiedzialam: bo mnie biles! to mnie niemal wysmial.
        ze niby jak mnie bil? te pare strzałow, rozcieta raz warga od wewnatrz, czy
        kopanie po plecach?
        sladów nigdy w postaci siniakow nie mialam. akcje teoretycznie sporadyczne
        (moze z 8-10 razy przez 13 lat znajomosci). Tylko dlaczego jak zaczynalismy sie
        klocic, to ja sie schylalam albo zaciskalam piesci bojac sie ,ze zaraz bede
        musiala sie bronic? dlaczego kazda impreza i jego picice to byl paniczny
        strach, co mi zrobi,jak wypije za duzo?
        Siniakow nie mialam,ale bylam uderzana (tak to wlasciwie brzmi?) co to za
        roznica? Bo nie byłam w szpitalu?
        • brzoza75 Pomimo 30.01.07, 15:32
          umówmy się ok? bo szkoda pary, osoby które nigdy nie doświadczyły przemocy ze
          strony najblizszej rodziny nie mają o tym pojęcia, nie wiedza co czujemy i
          jakie mamy prawa, najwazniejsze jest to że my to wiemy i wiemy jak sie bronić,
          nie bedziemy dyskutowac kto jak bił , jakie ślady były a jakich nie było,
          najgłupsze i tak określenie usłyszałam kiedyś , wiesz a po Tobie to nie było
          widać, nie no pewnie bo pokazuję wszystkim w około.
          • pomimo1 Re: Pomimo 30.01.07, 15:51
            no ten temat to naprawde moj konik. szlag mnie trafia, szczegolnie na wlasna
            glupote.
            Bo gdybym byla madrzejsza o te wiedze, ktora mam teraz, to wlasnie na twoim
            miejscu poszlabym na komisariat i robila,jak radzi Brzoza. jesli kiedys (czego
            ci nie zycze) stanie sprawa na ostrzu noza i zdazy sie rozwod, to masz asa w
            rekawie. ja takiego asa nie mialam i rozwod byl bez orzekania,a pozew zlozyl
            ex,bo tak sobie zazyczyl,by nie wyjsc na porzuconegosmile gdybym byla madrzejsza,
            to wina bylaby ewidentna, bo bylam uderzana, popychana nogami, rekami,
            szarpana, itd...a ex sie smial,jak mu usilowalam to przypomniec.
            • brzoza75 Pomimo 30.01.07, 15:58
              czuję to samo z tym co Cie trafia smile

              Mi sie udało, mam orzeczenie o winie , dzięki temu co radzę,
              a Tobie sie i tak udało bo jestes po tym koszmarze. Ona jest dopiero na
              początku tej drogi, a my dzielimy sie doświadczeniami, mi pomogła lektura forum
              o tej tematyce i NB, oby tylko nie było gorzej.
              • pomimo1 Re: Pomimo 30.01.07, 18:14
                wiecie co? ja tego po prostu nie rozumiem!!!!!? nie ogarniam swym prostym, małym
                rozumkiem, czymże jest róznica miedzy biciem,a uderzeniem. SB jak przesłuchiwało
                to też sladów nie zostawiali.
                Z tym ,ze jak tu sie obronic,jako kobieta, przed miesniami rozwscieczonego byka?
                Kurde, nie byłam nawalana z czestotliwoscia kukułki w zegarze, nie nosiłam
                siniaków, nie skarżyłam się mamie i tacie, a jednak, cholera, czuję się ofiarą
                przemocy domowej!!!! Kopał, popychał, wyrawał mi coś z rąk, rzucał we mnei
                przedmiotami, szarpał mnie, uderzył z siła taką, że lądowałam na przeciwległej
                ścianie domu. Spirala agresji nakreca sie sama. Podobno (nie przeczę, ale już
                nie pamiętam) sama pozniej sie na niego rzucałam w rekami,gdy mnie wyzywal jak
                smiecia, a ja czulam,ze wojna za chwile sie zacznie. Tyle, ze co ja moglam mu
                zrobić, gdy jednym ciosem zahaczalam o podloge! Kobieto, na co
                czekasz!!!!!!!???????????
      • brzoza75 Alabama 30.01.07, 15:26
        alez co Ty opowiadasz???????

        wlasnie dlatego powinna iść i zgłosić to, bo to ona zgłasza i ma do tego prawo
        i siedzieć tam na komendzie do tej pory az spiszą jej skargę!A oni mają
        obowiązek. Moze ja trafiłam na super komende i dzielnicowego ale nie ma różnicy
        i nikt jej nie wysmieje! Niebieska karta jest dla osób które doświadczają
        przemocy a przemoc to (zresztą wystarczy wejść na www.niebieskalinia.pl)
        Mówić głośno wszystkim a najbardziej tym którzy moge Cię ochronić, to teściowa
        się wyprze i wyśmieje potem w sadzie.
      • tricolour Co za kretynizm tym pobiciem? 30.01.07, 23:25
        To może na komendę można pójśc dopiero z nożem w plecach?

        Przemoc, to jest kurwa wtedy, kiedy się wobec kogoś zastosuje nawet wulgarne
        słowo. Jest to przemoc psychiczna (jak się czujesz, kiedy mówię Ci w oczy to
        piekne słowo?).
        Uderzenie jak najbardziej kwalifikuje sie do zgłoszenia na Policję, a oni mają
        OBOWIĄZEK przyjąc takie zgłoszenie.
        • phimamdosc mam ochotę wrzucić tu pewien tekst.. 31.01.07, 15:13
          ..o przemocy w rodzinie.
          ale długi, więc nie mam sumienia.
          w każdym razie Tri ma rację.

          Z ulotki Policyjnego Centrum do Walki z Przemocą w Rodzinie:

          "Czy zdarza się, że w Twojej rodzinie ktoś:
          obrzuca Cię obelgami i poniża
          traktuje w sposób, który Cię rani
          kontroluje wszystko co robisz, z kim się widujesz i gdzie chodzisz
          nie pozwala Ci widywać się i rozmawiać z przyjaciółmi i rodziną
          zabiera Ci pieniądze, każe o nie prosić lub odmawia ich dania
          zachowuje się tak, jakby przemoc nie była wielką sprawą, zaprzecza, że ją
          stosuje
          obwinia Cię za swe agresywne zachowanie
          niszczy Twoją własność
          popycha Cię, policzkuje, uderza, szarpie
          grozi, że wyrzuci lub zabije Twojego psa lub kota
          grozi, że Cię zabije lub zrani
          zmusza Cię do robienia rzeczy poniżających
          To są przykłady przemocy. Nikt nie ma prawa traktować Cię w ten sposób."
          "Przemoc fizyczna, seksualna, psychiczna czy ekonomiczna stosowana na szkodę
          osób najbliższych jest p r z e s t ę p s t w e m."

          tekst o którym mówię dotyczy mojej sytuacji. kiedyś.
          wrzucać?
    • fiducia_32 Zatkalo mnie.. 30.01.07, 18:30
      Zatkalo mnie, bo Tak to napisalas w kilku slowach. Tak napisalas, ze mnie
      zabolalo. Nigdy nie doswiadczylam przemocy fizycznej i nie wiem co w takiej
      sytuacji jak Twoja nalezy robic. Na pewno nie milczec, bo to ciche przyzwolenie
      na dalej. Kiedys moj tata uderzyl mame, przy nas z bratem, jeden jedyny raz,
      byl nietrzezwy..Mama nie milczala, powiedziala rodzicom i siostrze mimo
      ogromnego wstydu, ktory czula, chociaz to nie ona powinna sie wstydzic. Tato
      nigdy tego nie zrobil wiecej, jednak w nas wszystkich to siedzi. My z bratem
      mamy klopoty zeby o tym zapomniec, relacje w naszej rodzinie sie zepsuly na
      jakis czas. Nie wolno Ci siedziec i myslec przy stole, MUSISZ zadzialac.
      Posluchaj madrych rad kolezanek,ktore maja podobne doswiadczenia i cos zrob.
      Bron sie, nikomu nie wolno bic..
      • dona47 Re: Zatkalo mnie.. 30.01.07, 18:50
        Zapamietaj ,jezeli kiedykolwiek Cie uderzy wzywaj policje,maja obowiazek na
        miejscu zalozyc niebieska karte[tylko niektorym sie nie chce] i
        obdukcja.Najlepiej na pogotowie ,bo na rejonie placilam 50zl[dobre co? ,ofiara
        musi placic].Milczac ,dajesz przyzwolenie
        • alicja611 policja!? 31.01.07, 05:42
          bylam kiedys na policji (ex bral udzial w bojce i bylam jednym ze swiadkow) i
          widzialam taka oto scene:
          Przyszedl policjant do pokoju i mowi "mamy tu kobiete-maz ja pobil...", a pani
          policjantka zaczela sie smiac i powiedziala "he, he moze zasluzyla..."
          wiele lat minelo-pamietam te scene do dzis....
          • brzoza75 Re: policja!? 31.01.07, 08:25
            ja tez pamiętam jak uciekłam z domu na komende i o 22:00 pani powiedziała do
            mnie " prosze pani w trakcie rozwodu to sie często zdarza", a ja jej
            powiedziałam, ze poczekam mam czas nawet do rana posiedzę, potem zszedł do mnie
            pan policjant , który rzeczowo spisał moje oświadczenie i równie rzeczowo
            skierował sprawę do prokuratury, to w końcu spowodowało że przestał.
            • alabama8 Re: policja!? 31.01.07, 09:45
              Ja leciałam na policję 2 razy. Przesłuchanie, protokół, nawet jedna obdukcja
              i ... sprawy umorzono bo bijący się nie przyznał do winy. Ale mimo wszystko
              poczuł że nie może być tak nonszalancki i bezkarny. Za trzecim razem już nie
              pobiegłam na policję tylko do ślusarza smile Historia z happy-endem.
              • ania331 Re: policja!? 31.01.07, 15:04
                witam,
                dzięki za wsparcie. Wydarzenie miało miejsce w niedzielę wieczorem dzisiaj jest
                środa-mogę jeszcze zgłosić na policję? Teściowa powiedziała ze jej syn nigdy by
                nie uderzył-to ja jestem ta zła.
                Boje się że zrobi to jeszcze raz a jednocześnie mam nadzieje że nie. Jak
                zgłoszę to na policję to napewno się nie pogodzimy,a tak może....
                jak narazie nie mogę się zebrać do życia, ciezko mi oddychać patrzeć a
                jednocześnie nie mogę spac, wszystko się kręci gdzieś obok.
                pozdrawiam anna
                • brzoza75 Re: policja!? 31.01.07, 15:11
                  Aniu ja Cie strasznie przepraszam, ale jestes w stanie pogodzic się jeszcze z
                  męzem?w imię milości rozumiem? potrzebujesz pomocy, to że zgłosisz sie tam
                  gdzie Ci radzimy ma służyć Tobie, nikt tam nie namawia do rozwodu tylko pomaga
                  i wspiera, uwierz mi. Możesz zgłosić się do dzielnicowego o założenie
                  niebieskiej karty,możesz zgłosić pobicie, uderzenie, a teraz na logikę,
                  przeczytaj to co napisałaś i zastanów się, boisz sie że jak zaczniesz sie
                  bronić przed nim nie pogodzicie się tak? gdzie jest sens?
                  • ania331 Re: policja!? 31.01.07, 15:31
                    wiem że nie ma sensu we wszystkim co mówię i piszę-ale jestem chyba bardzo
                    zagubiona. z jednej strony chcę ratować małżeństwo a z drugiej wiem ze to
                    koniec. strasznie się boje życia za tydzień dwa a kolejny rok to dla mnie teraz
                    czarna dziura
                    • brzoza75 Re: policja!? 31.01.07, 15:34
                      wcale mnie nie dziwi, że jestes zagubiona, tez byłam, ale są ludzie i
                      instytucje które dadzą Ci siłę również w tym kierunku aby walczyć o to
                      małżeństwo jeśli tylko chcesz Aniu. Tylko zarówno do odejścia jak i walki
                      trzeba mieć siłę , skąd będziesz ją czerpać ze strachu?
                    • bluemood Re: policja!? 31.01.07, 15:42
                      Wiem, ze jest Ci ciężko. Tak jak było/jest mojej mamie, a mnie i moim młodszym
                      siostrom razem z nią. Babcia, wychowana na posłuszną żonę, też nie była w
                      stanie zrozumieć, ze mama może się "stawiać". Ale z drugiej strony mama nic z
                      tym nie zrobiła - nie odeszła od niego. ani za pierwszym razem, którego nie
                      pamiętam ani później, gdy miała już odwagę zadzwonić po policję. W imie czego?
                      Do tej pory nie rozumiem... Teraz jest zgorzkniałą panią po 50, z pokojem
                      zamykanym na klucz, znerwicowaną, szukającą zapomnienia w kościele i pracy. Nie
                      potrafiacą nawiązać kontakty z własnymi dziećmi, mającą do nich żal. Bo w końcu
                      była z nim dla ich dobra... A teraz? nie wiem czemu to trwa...

                      Decyzja o odejściu nigdy nie jest łatwa, czasem można mieć poważne wątpliwości.
                      Ale w momencie, gdy on odważy się podnieść na Ciebie rękę warto powiedzieć nie
                      i dać sobie szanse na nowe życie.

                      smile
    • ania331 Re: Stało się 01.02.07, 11:03
      witam,
      byłam wczoraj na policji.Przyjął mnie dzielnicowy był bardzo miły i sprawiał
      wrażenie że chce mi pomóc. Wszystko zapisał, dał wizytówkę[jakby coś sie nie
      daj boze działo]i obiecał ze będzie w sądzie.
      ALE JA GO KOCHAM!!! JA CHCE RATOWAĆ NASZ ZWIĄZEK!!!
      czy to jest normalne? może ja jestem nienormalna? gubie się już we własnych
      myślach, raz chce go wyżucić z domu a za chwilę chcę by mnie przytulił i
      powiedział -damy radę wszystko sie ułoży.
      czy to normalne ze jest we mnie tyle sprzeczności?
      anna
      • brzoza75 Re: Stało się 01.02.07, 11:14
        mam nadzieję, że chociaż mniej się boisz o siebie...

        We mnie też było wiele tych sprzeczności ale udało mi się je przezwyciężyć,
        jeśli widzisz jakieś światełko w tunelu do ratowania małzeństwa to porozmawiaj
        z nim o tym, idźcie na terapię, cokolwiek ale coś aby iść naprzód, ktoś napewno
        zaraz napisze o wpółuzależnieniu...
        • ania331 Re: Stało się 01.02.07, 11:27
          mój mąż nie chce terapii, uważa że jemu nie jest potrzebna. Myślę ze teraz to
          ja sam potrzbuje terapii żeby jakoś życ[ale ile sił potrzeba żeby wybrać sie do
          psychologa....]
          • brzoza75 Re: Stało się 01.02.07, 11:38
            Aniu ale to jest ogromna ulga...nie chcesz jej poczuć?
            chusteczek tam jest dostatek....
    • phimamdosc dla Ciebie, Aniu, przede wszystkim. z kiedyś. 01.02.07, 11:56
      Nie czuję się bezpieczna.

      Rano zadowolona. Wyszedł. Po południu coraz bardziej zdenerwowana. Wraca i nie
      wiem, co będzie. Awantura o byle co, najczęściej jakiś wyimaginowany problem,
      niepotrzebne słowo. Za chwilę wszystko świetnie, jakby w ogóle nie wydarzyło
      się nic złego i nie było okrutnych słów przed paroma minutami.

      Mężczyzna tak łatwo zapomina o tym, co mówił chwilę wcześniej, bo nie
      przywiązuje do tego wagi, czy zwyczajnie chce sprawić ból? Potem udaje, że nic
      się nie stało. ON przecież nic takiego nie powiedział, nie zrobił.

      Nerwowe krótkotrwałe zaniki wzroku. Ogromne bóle głowy. Nerwy w strzępach.
      Duszności w sercu. Stan przedzawałowy. "Co pani z siebie zrobiła?? Młoda
      dziewczyna!" JEGO to nie interesowało. "Idziemy" - zaproszenie do łóżka.

      "Nażrę się prochów i Cię zabiję!" Wyglądał jak naćpany. Nie spałam całą noc.

      Urodziny dziecka. Wypił przed nimi kilka piw i drinków. Zaczęło się. Kurwię
      się, lubię na pewno, jak ktoś mi... jak ja komuś... Mnóstwo wulgarnych słów.
      Szarpał, groził, że mnie zabije. Po chwili przepraszał i płakał, że kocha. I
      znowu. Dzieciom-gościom powie, jaka jestem kurewska mamusia, która lubi to i
      tamto... Zatrzymałam go, wziął za ramiona jak w kleszcze, ścisnął, potrząsał i
      z nienawiścią mówił dalej straszne słowa. "Jesteś szmata!" i inne. Trzasnęłam
      go w twarz, aż zahuczało i wyrwałam się. Dziecko weszło po napój i uciekło.
      Znów zaczął mną potrząsać. Siniaki, na skórze czerwone obręcze od palców.
      Mówiłam, że się go boję, że chcę rozwodu, uciekłam do innego pokoju. Pobiegł za
      mną. Mocne szarpanie. Nagle milimetry od mojej twarzy walnął pięścią trzy razy
      w ścianę, jak w amoku. "No, tak lepiej" - uśmiechnął się, patrząc na rękę całą
      we krwi, zdartą potwornie skórę na palcach. Wyszedł. Wrócił. Płakałam.

      Ktoś widział, słyszał. Migawkowo. Pytał. ON kłamał, że obtarł rękę o kuchnię,
      że mnie nie dotknął, że nigdy w życiu... Ręka we krwi, pijany, poplamiona
      koszula...

      "Gdybyś wcześniej mi o tym nie mówiła... pewnie bym mu uwierzyła. Mimo, że w
      takim stanie "niewyględności" zachowywał stoicki spokój, mówił powoli,
      poważnie. Ty wyglądałaś jak szalona. Taka bezradna i rozszlochana... Mój Boże,
      on chce z Ciebie zrobić wariatkę! Zobacz, jak się wypiera! Nie wierzę własnym
      uszom... Swoista premedytacja... Po prostu by Cię wykończył, każdy by
      stwierdził, że to Ty się leczysz i zwariowałaś oskarżając takiego dobrego,
      pracowitego faceta..."

      Wieczorem. "Co z nami będzie?" Rano to samo. Nie mam siły... Cały dzień
      telefony z błaganiem o ostatnią szansę... Ile można? Ile tych ostatnich szans?

      Znów było kilka mniejszych historii słownych w ciągu ostatnich dni. Wczoraj
      ostatecznie powiedziałam, że nie będziemy razem. Dzwonił wielokrotnie i pytał,
      czy mówiłam poważnie.

      Omija gruntownie temat odejścia.

      Po kilku wyzwiskach z jego strony zamknęłam się w pokoju. Wszedł.
      - Czemu Ty nie chcesz ze mną rozmawiać?
      - A o czym? Nie mamy o czym rozmawiać. Już mi powiedziałeś przed chwilą
      wszystko. Pracuję.
      Odwróciłam głowę i pisałam dalej. Już mi wszystko jedno, co ze mną zrobi. Jak
      zareaguje na moje zachowanie. Nie jest do takiego przyzwyczajony. Obojętne.
      Niech to się wreszcie skończy...
      Czy my jeszcze jesteśmy razem, czy coś tam. Nie, nie jesteśmy.

      Dziś, kiedy znów załamałam się jakoś w sobie i rozszlochałam kompletnie, własna
      matka spojrzała na mnie... Jakby ze wstrętem pomieszanym z litością. Ale taką
      niemiłą - jakbym ją denerwowała swoim zachowaniem... To było straszne.
      Stwierdziła, że powinnam iść do lekarza, bo wyglądam jak obłąkana.
      Kontynuowała... Najważniejsze jest dziecko.

      Dłużej nie wytrzymam. Po tych kilku dniach przepraszającej umizgliwości znów
      pojawiają się syndromy innego zachowania. Maleńkie, ale jestem na nie
      wyczulona, zauważam je i rozumiem.

      Nie mam w nikim oparcia.

      Przechodząc koło drzwi, kiedy pracuję, wali pięścią w moją ścianę. Daje do
      zrozumienia. Pan i władca czuwa.

      Sprawdza mnie. Wchodzi z najgłupszymi pytaniami i stwierdzeniami, byle tylko
      wejść. Kiedy usypiam dziecko, co chwilę przeszkadza. Pyta, czy chcę pilota i
      zostawia, nawet kiedy zaprzeczam. Przychodzi po niego po paru minutach, po czym
      znów przynosi.

      Mówi coś niemiłego, a potem udaje, że nie pamięta i nie wie, o co mi chodzi.

      Dziecko prosi, żebym nie płakała. ON przy nim, że dziś nie wróci i patrzy na
      reakcję. Dziecko się denerwuje, a ON wymyśla jakieś głupoty powodujące jego nie-
      powrót. Patrzy potem na mnie szczęśliwy, że zagrał mi na nosie, a dziecko za
      nim obstaje, denerwuje się i płacze, że tata nie wróci.

      Pretensje do mnie, że w święta często ktoś do mnie dzwoni z życzeniami.
      Oburzony. Że odbieram i rozmawiam. Mówię, żeby zastanowił się, czemu ani jedna
      osoba nie zadzwoniła do niego...

      Jestem zdesperowana.

      "Nie dam Ci pieniędzy, jak nie będzie seksu." Wypłata blisko.

      "Wyprowadzę się i ciekawe, jak sobie poradzisz bez pieniędzy."

      Rozmowa. Niezwykle krótka. Na pytanie "Co z nami będzie?", odpowiedziałam "Nic.
      Nas już dawno nie ma." Potem widziałam tylko zaciskające się pięści.
      Czerwieniały i bielały na zmianę. Bałam się i było mi już wszystko jedno.
      Wiedział, że gdyby mnie uderzył, wyrzuciłabym go z domu. Dość już... Wstał,
      przeszedł obok, zatrzymał się znowu z wściekłością i wyszedł. Całkiem - z domu.
      W nocy. Pragnęłam jego nieobecności. Całkowitej nieobecności... Tyle łez, tyle
      bezradności, rozpaczy. Nie chcę dłużej... Chcę być sobą zawsze. A nie tylko z
      ukrycia, kiedy on nie widzi lub z jego łaskawym sprawdzającym pozwoleniem. Być
      taka jak wtedy, kiedy nie ma go w pobliżu. Bez trzęsących się rąk, bez drżenia,
      kiedy wchodzi do domu, a ja nie wiem, czego się spodziewać za chwilę. Boże, ja
      chcę być tylko sobą... Obudził mnie w nocy. Na chwilę. Okłamał, że był w
      garażu. Zdziwiony, że wiem, że to nieprawda - bo sprawdzałam. "Dlaczego taka
      jesteś?! Któregoś dnia wyjdę i nie wrócę, zobaczysz!" Pyta, czy wiem, co on
      czuje, kiedy ktoś do mnie dzwoni lub przychodzi. Przychodzi... Przez kilka lat
      niemal nikogo, bo on.. nie chcą mnie narażać..

      Jak widać, rozmowy z ludźmi są dla wszystkich, tylko nie dla mnie. Spotkania
      również. Ja jestem wyjątkiem, który praw nie ma...

      "Nie staram się, żeby coś poprawić?" - zapytałam - "Tu nie ma co poprawiać,
      rozumiesz? Nie będę spała obok, nie będę całowała się z człowiekiem, który
      grozi, że mnie zabije, nie będę się trzęsła ze strachu i nerwów, kiedy ma
      wrócić do domu!" "CICHO BĄDŹ!" - wrzasnął i podniósł rękę.
      Nie wahałam się z odpowiedzią. Było krotko - "BO CO?" Zatkało go. Jestem u
      siebie w domu, będę krzyczała, kiedy będę chciała. Gdyby teraz mnie uderzył,
      dostałby momentalnie paszport w świat.
      Ale nie jest już taki głupi. Teraz mnie już nie uderzy. Teraz działa psychiką.
      Wyszedł.
      Wrócił.

      Miał przestać pić. Obiecał nam. Wytrzymuje kilka dni. Przesiaduje godzinami w
      swoim kantorku. "Czytam." Zamyka się na klucz i długo nie otwiera.
      Na półce ma dwie duże butelki wódki. Już puste.

      Miał iść do psychiatry. "Wariata ze mnie nie zrobisz!"
      Mówiłam o tym, że nie mam praw, że moja praca go drażni, bo najlepiej, żebym
      siedziała przy garach i praniu.. Że to inne czasy, kiedy psycholog czy
      psychiatra był uważany za lekarza od wariatów, teraz każdy normalny człowiek
      czasem potrzebuje porady, wywnętrzenia itd., że to naturalne. I żeby się lepiej
      przyzwyczajał, że coś robię, bo zamierzam pracować, a nie obciągać komuś, żeby
      dał mi pieniądze, tak jak mi to zaproponował... Że gdyby nie moje pieniądze,
      których on nie zauważa, to nawet na suchy chleb by nie było. Tylko ON ich nie
      widzi i uważa, że - tak jak na początku - sam zarabia na rodzinę... i że
      wystarcza. Urażona męska dumo...
      Wyszedł. Ale wróci. Nie da mu to spokoju. Jestem taka zmęczona... Nie
      wytrzymam.

      Obiecałam sobie. Już nigdy więcej nie wyląduję na ścianie. Nigdy więcej nie
      złapie mnie za ramiona z całej siły,
      • phimamdosc Re: dla Ciebie, Aniu, przede wszystkim. z kiedyś.2 01.02.07, 12:01
        Obiecałam sobie. Już nigdy więcej nie wyląduję na ścianie. Nigdy więcej nie
        złapie mnie za ramiona z całej siły, nie będzie mną potrząsał. Nie zaciśnie rąk
        na mojej szyi. "Słuchaj, jak do Ciebie mówię!" Nie.

        List i paczka z filmami od kolegi - do mnie i do koleżanki, do nas obu. Żeby
        nam się miło oglądało. ON oczywiście przeczytał list, jeszcze przede mną. Był
        przy otwieraniu i niemal mi go wyrwał. Oczywiście nie omieszkał od tej pory
        dodawać tekstów typu: "Zgłoś się do tamtego po pieniądze, on na pewno ma,
        obciągniesz mu, pobawicie się i Ci da".

        Kilka słów o sukach. Z pogardliwym uśmiechem.

        Awantura, że jak zadzwonił, jechałam z kimś samochodem, a nie autobusem.
        Słyszał radio. Miałam jeszcze w kieszeni bilet z autobusu. Nie omieszkałam
        zademonstrować. "Po co mi to pokazujesz?! Nie mówiłem, żebyś mi pokazywała
        bilet!"

        Byłam w łazience, kremowałam twarz. Wszedł bez pytania i stwierdził, że jestem
        kurwa i sprawdzam malinki.

        Zadzwonił do wszystkich, którzy byli na liście z billingu mojej komórki.
        Uświadomił ich bardzo ładnie, że jest moim mężem. Po jakiejś kłótni zadzwonił
        znów, na chybił-trafił, do kogoś z tych osób mówiąc: "Świętość. Wiesz pan, co
        to jest? Żona to świętość! Rozumiesz pan? Odpierdol się od mojej żony, bo Cię
        dopadnę skurwysynu! Pomyłka? Żadna pomyłka, skurwielu!"
        Rano. Dzwoni z pracy i pyta - ?jak się czujesz?" Mówię, że źle, a ON, że
        wybornie i "Żebyś wiedziała" tonem zdradzającym uśmiech i zadowolenie z
        siebie...
        Powiedziałam, że takich sytuacji po prostu sobie nie życzę, że mam dość,
        bierzemy rozwód. Wyłączyłam się. Dzwoni, że źle go zrozumiałam i żebyśmy
        zaczęli od nowa, czy się zastanowiłam itd. Ja, że owszem, bardzo dobrze. Kiedy
        usłyszał, że powiedziałam o tym komuś, całkiem zbaraniał. Zrozumiał, że sprawa
        najzupełniej poważna i że nie zależy mi ani na nim, ani - jak przypuszczał - na
        jego pieniądzach. Znów zaczął, że od jutra...
        Nie. Jeśli nie pójdzie się leczyć, nie da mi spokoju na kilka najbliższych dni,
        żebym sobie wszystko przemyślała, to po prostu rozwód, jak stoimy, żadnego od
        jutra.
        Powiedział, że jeśli nie, to on w takim razie dokończy sobie tu pewne rzeczy,
        które zaczął i się wyprowadza. Nie oponowałam.

        Niemiłym tonem z uśmiechem, pełnym pewności siebie, oświadczył mi, że jeden z
        jego dobrych kolegów, który różne rzeczy w życiu robił, ma mnie na oku,
        pilnuje. Nasłał go na mnie. Więc niech lepiej uważam.

        Oglądał film w pokoju. Nie omieszkał jednak obudzić mnie o pierwszej w nocy
        (spałam od kilku godzin). "Zrób mi kawy!" - usłyszałam.

        - Masz mnie traktować jak męża!!
        - A Ty mnie jak człowieka, a najlepiej zamknij mnie w klatce, może wtedy
        będziesz szczęśliwy.


        Po kąpieli bielizna mocniej przyległa do ciała. "Co Ty, stringi nosisz? Od
        kiedy? Dla kogo?"

        Nienawidzi mnie.

        Jestem suką. Kurwię się.

        "Rodzice umrą, to zobaczysz."

        Zaczęło się bardzo wcześnie... ale małe dziecko... Nie zwróciłam wtedy aż
        takiej uwagi. ON chciał, miał, moje zdanie niekoniecznie się liczyło. Pewny
        siebie, zarabiał na rodzinę, był najważniejszy. Jeszcze gorzej było w momencie,
        kiedy postanowiłam przestać tyć, być jedynie kurą domową, która z nikim się nie
        spotyka, bo mąż jest zmęczony i ma pretensje... Od kiedy zaczęłam się
        realizować robiąc to, co lubię, uczyć się tego... sama. Bo nikt nie mógł mi
        pomóc przecież...
        Od tej chwili na ścianach lądowało wszystko łącznie ze mną... I odwieczne
        pytanie, na którym opierał swoją ideologię - "Masz z tego pieniądze?" Uczyłam
        się dopiero. Na początku nie dostaje się pieniędzy, trzeba coś pokazać,
        udowodnić, że się potrafi. Było bardzo trudno w takich warunkach.
        Jest.
        Bardzo trudno.

        Po jakiejś awanturze dziecko obudziło się w nocy i długo płakało... "Mamusiu,
        nie chcę, żebyś była umarnięta..."

        Książki przedarte na pół, chowane na szafach, bo zajmują mi czas odrywając od
        niego, bo są niewłaściwe w jego mniemaniu... Rozbite, roztrzaskane różne
        przedmioty...

        Walnięta pięścią gruba szyba od drzwi. Rozprysnęła się w kawałeczki.
        Rozdrobnione, elegancko lądują na moich plecach, szyi, części twarzy. Całe
        pokrwawione. Wystraszył się. Chciał podejść. Nie pozwoliłam. "Odejdź! Nie
        dotykaj mnie!" Bał się, że ktoś zobaczy, szybko zmienił szybę, wyciągając drugą
        z drzwi spiżarki.

        "Wszystkie kobiety to kurwy" - skierowane do mnie, przy dziecku, w czasie filmu
        z Redfordem i Demi Moore o tym, jak główny bohater kupił od niej i jej męża noc
        z nią za milion dolarów. Nie wspomnę o dyskusji, która nastąpiła później. A
        raczej monologu na temat, czy ja bym "poszła". I jasne było, że tak.

        Kiedy są awantury, stresuję się i podnoszę głos. Nerwowo wtedy się zachowuje,
        przymyka drzwi, ucisza mnie: "Co? Chcesz, żeby ktoś Cię usłyszał?"

        Od chwili, kiedy "stawiam się" i nie pozwalam dotknąć - działa psychicznie.
        Prócz ostatniego urodzinowego razu i kilku uderzeń "prawie". Awantury, wyzwiska
        w najmniej spodziewanych momentach... żeby po chwili ładnie się uśmiechać i być
        niezwykle grzecznym...

        Zaprosiłam kolegę z firmy, której robiłam korektę, a która zamiast pieniędzy
        zrewanżowała się naprawą kompów i lepszymi częściami. Nic nie byłoby dziwnego w
        tych "odwiedzinach", gdyby nie to, że od kilku lat nikt nas nie odwiedza, a
        wcześniejsze wizyty moich koleżanek są wypominane do tej pory w różny sposób.
        Przykładowo Ania, która chciała się zwierzyć, jednak tylko mi, a nie mojemu
        mężowi ze swoich problemów, a on się wściekał, że rozmawiamy w innym pokoju i
        nie słyszy o czym. Kolega "wypominany" jest mi często. Bardzo brutalnie.

        Awantura - pierwszy dzień świąt... Naturalnie pił.
        Płacz. Dziecko, bo tata, jak był z nim w sklepie, kupił cztery butelki wódki.
        Nie chce, żeby pił. ON - "wpierdoli" każdemu, kto się ze mną spotka, kto do nas
        przyjdzie, cokolwiek i gdziekolwiek. Tu padło kilka historii i dowiedziałam
        się, co robiłam tu, tam i ówdzie. Mój mąż doskonale widział, bo był akurat w
        tych czasach o tych porach i na tych miejscach. I jednocześnie w domu. Dziwne.
        Nie wiedziałam nawet, że można robić tyle rzeczy i z tyloma mężczyznami
        wychodząc zwyczajnie do sklepu, na pocztę, do banku... Cóż. Jestem tylko
        nieuświadomioną żoną najwyraźniej.

        NIE POWINNAM tak postępować. MAM usiąść z nim w pokoju. itd itp. ON mi ZWRACA
        na to UWAGĘ.

        Znów jakaś wódka. Czerwone wino całe. Sam.

        ON jest w porządku... To ze mną jest coś nie tak, to ja źle postępuję... A "ON
        nie ma sobie nic do zarzucenia" - cytat. Święty człowiek, że musi z taką...
        wytrzymać.

        W jednej chwili przemiły i umizgliwy, za trzy minuty potrafi wywołać awanturę z
        niczego.

        Znajomi w swoim czasie "nauczyli" się pytać, czy ON będzie w domu, bo jeśli
        tak, to raczej mnie nie odwiedzą... Niestety, rozumiem. Później przestali
        pytać. I przychodzić. Dzwonili zatroskani.

        W trakcie rozmów zwyczajnych uświadamia innych mężczyzn, że kobietę należy
        przywiązać łańcuchem do kuchni. Krótkim.
        Kiedy odezwę się ja w ogólnej rozmowie: "Nie z Tobą rozmawiam. Nie odzywaj
        się."

        Czepianie się wszystkiego z samego rana. Jest w pracy, ale co chwilę dzwoni.
        Nieprzyjemny. Co z seksem? Będzie dziś? "ON potrzebuje!"

        Płakałam. Dziecko się przytuliło - co się stało? Już nie zamykam tego w sobie,
        nie odpowiadam, że źle się czuję, boli mnie coś, cokolwiek. Już nie. Teraz
        odpowiadam tak, jak jest. Że tata sprawił mi swoimi słowami przykrość.

        Słowo rozwód. Najpierw się rzuca, że proszę bardzo, szuka już pokoju do
        wynajęcia, kupuje gazetę. Za jakiś czas jest słodki. Tematu nie ma.

        On nie pozwoli na separację, bo wtedy... "zupełnie już będę robiła, co będę
        chciała". Jest zazdrosny, owszem. Myśli tylko o tym, co ja w tej chwili robię i
        wynajduje sobie mnóstwo rzeczy, żeby mnie sprawdzić.

        Chciał mnie dotknąć i włożył mi rękę między uda. Zareagowałam nerwowym
        krzykiem.

        Dziecko biegnie do miauczącego kota, bo jak tata usłyszy, to go zabije.
        Wi
        • phimamdosc Re: dla Ciebie, Aniu, przede wszystkim. z kiedyś.3 01.02.07, 12:04
          Dziecko biegnie do miauczącego kota, bo jak tata usłyszy, to go zabije.
          Widzieliśmy przecież kiedyś, jak kot wylądował na drzwiach, bo wlazł pod nogi
          swojego pana... Kopniak albo rzucenie o ścianę? I co z tego. "To tylko
          zwierzę..."

          Płakałam ze szczęścia, kiedy się spakował i zapowiedział środową wyprowadzkę.
          Ma eleganckie wynajęte pokoje, więc żebym pamiętała - nie będzie mi dawał
          pieniędzy. Nigdy nie zrozumie, że tu nie chodzi o pieniądze... W środę się
          rozpakował. "Nie było żadnego pokoju."

          To bardzo mało sytuacji. Z ostatniego czasu. Nie mam siły czasem, by żyć. Gdyby
          nie ludzie...

          Kiedyś o mnie:
          "Czemu tak bardzo była? Dla Innych? Żeby zapomnieć o życiu codziennym. O
          zazdrości. O rzucaniu o ścianę. O krzyku. O skaleczeniach na plecach i głowie,
          kiedy zbita pięścią szyba wylądowała na niej... O niekontrolowanych ruchach w
          chwilach największego bólu fizycznego i psychicznego. Móc wreszcie ujawnić
          pragnienia, dać szansę myśli, że chyba jest się kimś "w miarę"... Kiedy ktoś ją
          doceniał, zapominała o zaciśniętej aż do siniaków dłoni na ramieniu, o
          śledzącym od paru lat każdy ruch wzroku, o napierającym ciele i późniejszym
          płaczu w kącie łazienki.
          Czerpała emocje z pokręconego życia. Patrzcie - chciała powiedzieć - to
          cholerne dobro naprawdę istnieje. W spojrzeniu dziecka, w dobrym słowie, które
          tak często słyszała od obcych ludzi. Ono jest. Przekonam Was i siebie. Będziemy
          iść wszyscy razem przez to pierdolone życie. Z kolejnym siniakiem i dla odmiany
          z uśmiechem - najcudowniejszym. Uśmiechem dziecka.
          I tak wiele można by jeszcze powiedzieć.
          I tak wiele trzeba przemilczeć."

          Zgłosiłam się na policję.


          ----

          będąc tu z Wami jestem na swoim miejscu
          mogę komuś pomóc, sama również tę pomoc otrzymam

          pod koniec mojego małżeństwa ktoś pokazał mi że miłość istnieje
          dał mi siłę
          i mimo, że nie jesteśmy dziś razem - jestem mu dozgonnie wdzięczna, za to, że
          pokazał mi mnie samą taką jaką byłam przed małżeństwem.
          znów uwierzyłam w miłość.

          to, co tu robicie, jest wielkie.
          ciepła wiele

          i przepraszam za długość.
          • brzoza75 Re: dla Ciebie, Aniu, przede wszystkim. z kiedyś. 01.02.07, 12:17
            Phi...

            nie przeczytałam dokładnie bo mi to może przywołać wspomnienia a ja zamknęłam
            już ten rozdział, prawdą jest, że po takim koszmarze nadchodzi tez czas na
            szczęście...każdy w swoim czasie, dobro wraca.
            • phimamdosc Re: dla Ciebie, Aniu, przede wszystkim. z kiedyś. 01.02.07, 12:26
              wiem, Brzózko
              ja już też mam to za sobą, naprawdę..
              tak przynajmniej myślę, choć po wczorajszym spotkaniu z byłym zaczęłam się
              zastanawiać, czy rzeczywiście..
              ale spokojnie, trzymam się, dam radę.

              chciałam tylko uświadomić Ani, Alance, że najdrobniejszy szczegół może mieć
              znaczenie, że na wszystko trzeba zwrócić uwagę, co niepokoi.
              w tej nawet chwili, jeśli kogoś poznaję i nie jestem do końca pewna, czy
              chciałabym się wiązać, nie idę dalej. muszę się przekonać, być pewna.
              nie chcę mieć niepewności. chcę słuchać intuicji.
              gdybym zrobiła to lata temu.. mogłoby być zupełnie inaczej.
            • jagoda4444 Re: dla Ciebie, Aniu, przede wszystkim. z kiedyś. 01.02.07, 12:33
              Bardzo dobrze Aniu zrobiłaś, że zgłosiłaś na policję. Postawiłaś granicę -
              mówiąc "nie" agresji.
              • phimamdosc syndromy również decydowały... 01.02.07, 12:44
                jagoda4444 napisała:

                > Bardzo dobrze Aniu zrobiłaś, że zgłosiłaś na policję. Postawiłaś granicę -
                > mówiąc "nie" agresji.

                smile mniamuśna Jagódko, to ja, Phi smile
                wiecie, co najbardziej zabolało, kiedy zgłosiłam się do policyjnego Centrum
                Przemocy w Rodzinie?
                to, kiedy policjantka rozmawiała ze mną o dzieciach
                i ja nie rozumiałam, dlaczego one tak lgną czasami do męża, kiedy widzą, jak
                mnie krzywdzi.
                trzy syndromy zachowań dziecięcych w takiej rodzinie:
                - nerwowe zachowanie, agresja - mój syn
                - chowanie się w kąciku, płacz, nierozumienie sytuacji - moja córka
                - chronią matkę, zajmując uwagę ojca sobą...
                cholera, nawet w tej chwili łzy.
                to tak strasznie bolało
                one mnie po prostu chroniły, wyobrażacie sobie??

                to zadecydowało o rozwodzie.
                nie pozwolę na krzywdę moich dzieci.
                nie zgadzam się na mącenie w ich umysłach przez chore sytuacje.

                doszły potem teksty mojego męza w związku z ich leczeniem i wiedziałam na 300
                procent, że to już koniec.
                doszła operacja córki, na którą w ciągu kilku dni musiałam znaleźć 3 tys zł, a
                mąż kompletnie się tym nie zainteresował, by szukać miejsca, gdzie można by
                pożyczyć na chwilę, dwie, te pieniądze.
                to dzieci przyniosły mi kilkanaście złotych ze swoich skarbonek, "żebyś
                mamusiu, nie musiała pożyczać"
                mam ochotę przeklinać przez łzy, kiedy to wspominam.

                to była najsłuszniejsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam.

            • phimamdosc "Mamusiu, tak jest lepiej" 01.02.07, 12:35
              te słowa, wymówione bardzo spokojnie, poważnie, dorośle, jak na swój wiek,
              usłyszałam od synka, kiedy dowiedział się o odejściu taty i rozwodzie.

              to oraz fakt, że przez następne pół roku leczyłam dzieci u specjalistów -
              neurolog, psycholog.. i mając wreszcie spokój i bezpieczeństwo w domu wyszły z
              nerwowych zachowań, tików, lęków..
              to jest największym zwycięstwem.

              bo zdaję sobie sprawę, że oboje z -jeszcze wtedy- mężem się do tego
              przyczyniliśmy.
              • brzoza75 Re: "Mamusiu, tak jest lepiej" 01.02.07, 12:48
                moja córka też mi to powiedziała , byłyśmy u psychologa i myślę że sie udało,
                powoli i u niej następuje zatarcie... Tobie tego tez życze Phi .
    • erzsi Re: Stało się 01.02.07, 12:36
      A ja przeczytałam dokładnie.
      Phi, nie umiem Ci pomóc w żaden sposób. Tylko ostatnie zdanie w Twojej
      opowieści było malutkim światłem w tunelu.
      Nie napiszę Ci co masz robić, Ty to już wiesz.
      Po prostu pisz. To forum naprawdę pomaga, daje poczucie, że nie jest się samemu.
      • phimamdosc Re: Stało się 01.02.07, 12:49
        erzsi napisała:

        > A ja przeczytałam dokładnie.
        > Phi, nie umiem Ci pomóc w żaden sposób. Tylko ostatnie zdanie w Twojej
        > opowieści było malutkim światłem w tunelu.
        > Nie napiszę Ci co masz robić, Ty to już wiesz.
        > Po prostu pisz. To forum naprawdę pomaga, daje poczucie, że nie jest się
        samemu
        > .

        Kochana erzsi, ja już mam to za sobą.
        rozwód i leczenie dzieci.
        czasem tylko jeszcze we mnie, w mojej głowie odzywają się rzeczy, których się
        boję, których nie chcę.
        czasem kiedy ex za blisko podejdzie.. właśnie zdałam sobie sprawę, że patrzę mu
        odważnie w oczy, pewnie odpowiadam, rozmawiam o dzieciach, ale nie dopuszczam
        do siebie za blisko.. fizycznie.

        wczoraj się to na chwilę zmieniło i zabolało, ale już ok..

        tym bardziej właśnie chcę pomóc tym, którzy jeszcze pewnych rzeczy nie
        zauważają.
        dziękuję
        • erzsi Re: Stało się 01.02.07, 18:26
          Bardzo się cieszę, że to co najgorsze masz już za sobą. W tym co napisałaś było
          tyle bólu i emocji - nie przyszłoby mi do głowy, że piszesz to z jakiegoś
          czasowego dystansu.
          Przerażające.
          Powodzenia smile.
          • phimamdosc Re: Stało się 01.02.07, 23:01

            > tyle bólu i emocji - nie przyszłoby mi do głowy, że piszesz to z jakiegoś
            > czasowego dystansu.

            nie było pisane teraz smile
            to były skrawki moich uczuć
            jakby pamiętnik
            spisane potem w jedną całość dały mi obraz który mnie przeraził
            nie zmieniając tych odczuć, pisanych na gorąco, nie poprawiając, dodając tam
            tylko zacytowany fragment ulotki z Centrum Przemocy, wrzuciłam na net do
            magazynu.
            i wiesz co?
            dostałam ponad tysiąc maili w ciągu kilku dni
            od przerażonych kobiet, mających tę samą sytuację
            od tych, które mają to już za sobą..
            z niektórymi osobami znam się już realnie, z niektórymi koresponduję
            warto mówić o swoich uczuciach
            to już wiem na pewno
            za dużo było ukrywania wszystkiego i to rosło
            teraz jest ok
            smile
      • jagoda4444 Re: Stało się 01.02.07, 12:52
        Ja także przeczytałam dokładnie i pomyślałam ile jeszcze musiało się wydarzyć
        złego w moim życiu od pierwszego uderzenia do miejsca w, którym teraz się
        znalazłam.
      • jagoda4444 Re: Stało się 01.02.07, 13:04
        Phi wiem, że pisałaś o sobie i wiem co przeszłaś i przechodzisz. Mój post był
        skierowany rzeczywiście do Ani, bo może tak być, że ona jest na początku tego
        piekła. Ściskam Cię mocno
        • ania331 Re: Stało się 01.02.07, 17:40
          witam,
          a ja przeczytała bardzo dokładnie i tak szczerze mówiąc trochę się zaczęłam
          bać.Czy u mnie będzie tak samo? NIE mam nadzieje że nie, że łzy które zobaczył
          mój mąż go otrzeźwią opamiętają.Dzisiaj mija 4 dzień od szarpaniny-on nie chce
          spojrzeć mi w oczy ucieka wzrokiem-wiem że czuje się winny[16 lat małżensta-to
          go znam?- chyba]
          pozdrawiam wszystkich-jakie szczęście że mam pracę i te parę godzin muszę być z
          ludźmi
          • phimamdosc Re: Stało się 01.02.07, 23:02
            powodzenia Aniu
            uważaj na siebie
            • ania331 Re: Stało się 02.02.07, 12:31
              dzięki a może nie dziękować żeby nie zapeszyc?
              staram sie trzymac choć idzie cięzko
          • fammoni Re: Stało się 02.02.07, 14:53
            na razie się wstydzi...jeszcze dobrze pamięta...
            oby już nigdy nie podniosł na Ciebie ręki
            widać, że kochasz męża i Ci zależy
            oby Wam się udało

            ale powtórzę za innymi
            nie pozwól aby jeszcze kiedykolwiek sytuacja się powtórzyła
            następnym razem (oby nigdy nie nastąpił) musisz reagować szybko....i niech
            litośc do męża i nadzieja, że "to był ostatni raz" nie przysłoniła Ci trzeźwego
            spojrzenia

            jestem z Tobą i trzymam kciuki

            fam
    • pomimo1 Re: Stało się 03.02.07, 08:59
      tak sobie jeszcze mysle,ze moze powinnas Aniu przeczytac moj watek jestem
      zalamanacrying. wlasciwie to dotyczy przemocy w domu i reperkusji takich
      zdarzen.moze wyciagniesz z tego lepsze wnioski niz ja,gdy pierwszy raz dostałam....
      pozdrawiam Cie
    • phimamdosc Jak tam, Aniu? Spokój już? 05.02.07, 20:31
      trzymam kciuki.
    • marek_gazeta Re: Stało się 05.02.07, 20:34
      Uciekaj jak najszybciej.
    • mira_pb Re: Stało się 05.02.07, 21:31
      ja bym zwiewała, już samo to, że piszesz:
      i stało się to czego obawiałam się najbardziej!!! oznacza, że to wisi w
      powietrzu od dawna. niestety nie wierzę w to, że człowiek może się zmienić tak
      sam z siebie. jeśli Twój mąż nie będzie chciał iść na terapię, to nie
      liczyłabym na to, że to po prostu minie - niestety
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka