Dodaj do ulubionych

Ile prawdy z całej prawdy...

05.02.07, 19:32
Najpierw się przypomnę: nie rozwódka - zobaczymy co dalej. W trakcie
"ratowania". Bez względu na wynik emocjonalnie i mentalnie zostanę prawie
rozwódką. Bo już za dużo wiem i za dużo przeżyłam. Bo już nie ma tamtego
małżeństwa. Dlatego piszę tu. Ale...formalnie nie jestem rozwódką a
zauważyłam, że ostatnio zalecacie trzymanie się tematu przewodniego forum.
Więc jeśli mam sobie iść stąd w cholerę to pójdęsmile Ale niechętnie. I czytać i
tak będęsmile

A jeśli mogę zostać to mam dylemat. Już pisałam, że chodzimy razem na terapię.
Jest ciężko, szczególnie mi. Za parę dni jesteśmy umówieni z psychologiem na
"omówienie prawdy". Bo ja tak naprawdę niewiele wiem. Wiem, że kogoś miał,
wiem jakieś bzdury a w sumie to nie wiem nic. I przy niej mamy spróbować o tym
porozmawiać. I ciągle sie zastanawiam, co powinnam wiedzieć. A raczej czego
nie powinnam.
Wiem, ja muszę zdecydować ile mi potrzeba i ile uniosę. I nic innego od
tygodnia nie robię. Ale jak myślicie ile tej prawdy z całej prawdy potrzeba.
Może jednak wcale? A może całą?
Boję się...
Obserwuj wątek
    • tricolour Jeżeli prawdę, to całą... 05.02.07, 19:35
      ... a jeżeli chcesz byle co, to tyle ile chcesz... może byc naparstek.
      • verita75 Re: Jeżeli prawdę, to całą... 05.02.07, 19:43
        Nie chcę byle czego. Ale nawet psycholog próbowała mi dać do zrozumienia, że
        lepiej nie wiedzieć za dużo.
        Ale oni często mają pokręcone teorie..
        • tricolour Twoja decyzja... 05.02.07, 19:45
          ... i jak mąż zacznie mówić, że Cię "zdr..." to musisz podjąć decyzję, czy
          chcesz usłyszeć "zdradzał" czy też "z drżeniem serca dotykał".

          smile
    • misbaskerwill Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 19:41
      Ile cukru w cukrze?
      Parafrazując Talleyranda - Prawda boli najbardziej...

      Ale raczej mało jest ludzi, którzy naprawdę wolą nie wiedzieć. Może taka wola
      przychodzi z doświadczeniem?wink

      Nie bój się - mąż zapewne tej "całej prawdy" nigdy nie wyzna. Więc masz to z głowywink
      Terapia - to dobry pomysł. Nie chodzi w niej o to, by wyznać "całą prawdę" i się
      zapłakać na śmierć, zupełnie nie...
      Chodzi o to - by przełamać tę ogromną barierę komunikacyjną i zacząć rozmawiać.
      Rozmawiać z sensem - tak by przekazać swoje odczucia drugiej stronie, tak by
      druga strona rozumiała, że nawet coś wytykając nie chodzi o bycie złośliwym,
      tylko o próbę zrozumienia, osiągnięcia konsensusu.

      Nigdzie nie idźwink
      Nie będę wytykać palcami, ale jeden z administratorów nie dość, że nie jest
      rozwiedziony, to robi wszystko, aby temu zapobiec - i za to go lubimywink.
      Więc ratuj związek, póki się da. I szybko odejdź - ratuj Siebie, gdy będziesz
      miała pewność, że "statek zatonie".
    • bursztynowe Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 19:42
      Wolisz zostawić sobie margines nieodpowiedzeń, pole dla wyobraźni? To będzie jak
      nie wyjęta strzała, zaboli przy każdym ruchu.

      Idź, może poza tym że dowiesz się tzw. prawdy (a istnieje takowa??? por.
      Rashomon), a raczej usłyszysz zapewne inny punkt widzenia, ten z naprzeciwka
      czyli męża i być może ten z boku, czyli rozjemcy-terapeuty.
      To że mąż miał/nie miał kogoś to zapewne tylko jakiś fragment tej "prawdy". I
      chyba warto stawić temu czoła, ze względu na siebie i to co was łączy (łączyło)

      Poza tym wygląda na to, że zadręczasz na zapas. A wyobraźnia potrafi zadać
      często większy ból niż twarda i czasami nieprzyjemna rzeczywistość.

      Trzymaj się
      • marek_gazeta Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 19:51
        > Wolisz zostawić sobie margines nieodpowiedzeń, pole dla wyobraźni? To będzie
        > jak nie wyjęta strzała, zaboli przy każdym ruchu.
        Ładnie napisane.

        PS. 2.50 za kręgle oddam przy najbliższej okazji, pamiętam smile
      • verita75 Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 19:51
        Też myślę, że jak już to cała. I tak jeśli już ustalimy tę "prawdę" to
        przynajmniej będzie jedna. A nie sto milionów scenariuszy w mojej głowie. Więc
        tak myślę, że skoro daję radę z tak wieloma wyobrażeniami to prawdzie też dam radę.
        Ale i tak zapobiegawczo mam już przygotowane w głowie różne warianty odpowiedzi
        na moje pytania (właśnie, mam przygotować pytania).
        Żeby się nie zadławić z wrażenia.
        A pewnie i tak mnie zaskoczy.
    • phimamdosc Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 19:46
      powinnaś wiedzieć wszystko.
      po prostu.
      jeśli zamierzacie spróbować, nie może być żadnych niedopowiedzeń.
    • marek_gazeta Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 19:47
      Nikt Cię nie będzie wyganiał. Forum jest otwarte, a Twoja sytuacja pasuje jak ulał.

      > Jest ciężko, szczególnie mi.
      A dlaczego? To jemu powinno być ciężko, jeśli rzeczywiście "kogoś miał". Poza tym, co to znaczy, że kogoś miał? Zakochał się i miotał? Czy też miał stałą
      kochankę? Mówił Ci o tym? Czy sama przeczytałaś SMS-a?

      > I ciągle sie zastanawiam, co powinnam wiedzieć. A raczej czego
      > nie powinnam.
      > Wiem, ja muszę zdecydować ile mi potrzeba i ile uniosę.
      Tak, sama musisz zdecydować. Ja najbardziej nie lubię kłamstwa. Wolałbym poznać całą prawdę od razu, przed decyzją. Załóżmy na przykład, że jednak zostaniecie razem i że prawdę jakimś cudem poznasz za rok - na przykład to, że to nie był tydzień zauroczenia, tylko regularna, cyniczna, wielomiesięczna znajomość. Jak się wówczas będziesz czuła?
      • amflandia Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 20:01
        Tylko ja nie wierzę, że on powie całą prawdę... Ludziom cięzko przyznać się do
        robienia świństwa innym.ALe i tak podziwiam CIebie, że udało Ci się namówić go
        na terapię i jego, że się zgodził.
        A wracając do tematu, mnie interesowałoby najbardziej dlaczego.I jakie moje
        zachowania wpłynęły na taką decyzję mojego partnera.Bo nawet jak związek sie
        rozsypie, zostaje śiadomość tego co się robiło źle.Na przyszłość.
      • verita75 Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 20:02
        No właśnie ma mi wytłumaczyć co to znaczy, że kogoś miał. On to łagodnie nazwał
        zauroczeniem, a mnie się zdaje, że przez spory kawał czasu miał kochankę na boku.

        > To jemu powinno być ciężko, jeśli rzeczywiście "kogoś miał".
        Dlaczego? Że go tak sumienie ma szarpać? Czy wątpliwości? Jeśli wątpliwości - to
        powiedziałabym, że raczej ich nie ma. Ale w sumie mogę się mylić - wcześniej
        długo się myliłam w jego ocenie. Już gdzieś pisałam, że byłam ślepa, głucha i
        głupia. Więc może coś zostało. Choć wolałabym niesmile
        • bursztynowe Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 20:03
          Możesz też usłyszeć nieprzyjemną prawdę o... sobie.
          Czy na to też jesteś gotowa?
          • verita75 Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 20:15
            Myślę, że tak. Akurat na to jestem gotowa. I bardzo bym chciała móc w końcu
            usłyszeć coś co może byłoby niemiłe ale mogłabym coś tym zrobić.
            Bo dotychczas to słyszałam tylko, że związek super, ja super...tylko jemu odbiło.

            Włąśnie tego chciałabym się na tej terapii nauczyć. Mówić w odpowiednim czasie o
            tym co boli, co nie pasuje i szukać rozwiązania.
          • libra22 Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 20:16
            Jak powiedział moja terapeutka: świadomość to wolność. Świadomość siebie. Nawet
            jak na początku zaszokuje. Ale na ogół ludzie, którzy nie są na nią gotowi nie
            idą w ogóle na terapie.
            • pomimo1 Re: Ile prawdy z całej prawdy... 06.02.07, 17:25
              libra, a wrzucilabys namiar swoje terapeutki na maila?
              albo mi dasz na karteczce w sobotesmile)))
    • mira_pb Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 21:50
      kiedyś postąpiłam źle, powiedziałam o tym cała prawdę, potem wiele lat byłam
      wpędzana w poczucie winy, starałam się wszystko naprawić, nic z tego nie
      wyszło.
      z tą prawdą może być różnie
      • marek_gazeta Re: Ile prawdy z całej prawdy... 06.02.07, 09:27
        Twój mąż nie wytrzymał tej prawdy, ale to przecież Ty popełniłaś błąd. Nie wiem, czy próbowaliście jakiejś terapii, nie wiem, jak było. Ale stwierdzenia typu "zdradziłem żonę, ale jej nie powiedziałem, żeby jej nie ranić" to wg mnie cynizm 100%.

        Ja na pewno wolałbym wiedzieć. Ale mam świadomość, że mógłbym tej prawdy nie udźwignąć.
    • julka1800 Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 22:19
      nie wiem na 100% nie jestem pewna, ale chyba wolalabym znac cala prawde z
      nadzieja ze ja udzwigne
    • weekenda Re: Ile prawdy z całej prawdy... 05.02.07, 22:43
      Nie da się pójść dalej bez wiedzy co po drodze. Nie da. I już. A jak chcesz iść
      bez znajomości terenu to przygotuj sie na guzy, powybijane zęby i pokaleczenia.

      Od Was zależy czego chcecie.
    • kruszynka301 Re: Ile prawdy z całej prawdy... 06.02.07, 09:30
      verita75 napisała:

      > Wiem, ja muszę zdecydować ile mi potrzeba i ile uniosę. I nic innego od
      > tygodnia nie robię. Ale jak myślicie ile tej prawdy z całej prawdy potrzeba.
      > Może jednak wcale? A może całą?


      Hm, ja zawsze wolałam całą prawdę.
      Myślę, że poznanie całej prawdy, a co za tym idzie utrata szacunku i wyższych
      uczuć do eksa (na zasadzie "ja z takim człowiekiem nie chcę mieć nic
      wspólnego") pozwoliło mi w miarę szybko uporać się z rozstaniem - po sześciu
      miesiącach wróciłam do dawnej formy, a po kolejnych sześciu miałam już
      następnego partnera.....

      Bez poznania prawdy i przejrzenia na oczy nie byłabym w stanie ułożyć sobie na
      nowo życia tak szybko. Prawda pozbawia złudzeń.

      Acha, i u mnie prawda wyszła w bardziej drastyczny sposób, niż na kozetce u
      psychologa - po prostu obie z kochanką (wersja oficjalna eksa: "to biedna
      dziewczyna, nie ma nikogo, muszę jej pomagać, ale nic nas nie łączy") przez
      jakiś czas chodziłyśmy razem w ciążywink)).
      • phokara Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 06.02.07, 10:52
        Nie ma zadnej "calej prawdy" tak samo odbieranej przez obie strony. To jest fikcja. I nie temu
        sluzy terapia zeby dochodzic do jakiejs 'prawdy' bo szukanie jej w tym momencie bedzie tylko
        przyczyna przepychanek interpretacyjnych i komunikacyjnego belkotu. Terapia ma za zadanie
        nauczenia sie wypowiadania szczerych komunikatow i odpowiedniego ich odbioru przez druga
        strone. To nie jest FBI.

        I jeszcze cos. Moja wlasne refleksja - i tu obserwuje u siebie pewna zmiane w mysleniu. Zawsze
        twierdzilam, ze trzeba wiedziec wszystko, ze tak jest lepiej i tylko to ma sens. Dzisiaj mi sie
        wydaje, ze to mocno przereklamowany swiatopoglad. A szczerosc ma sie nijak do mowienia
        calej prawdy. To paradoksalnie zamiast nas rozwijac, niemilosiernie potrafi stlamsic i zepchnac
        myslenie na kompletnie slepy tor, ktorym potem chcac nie chcac jedziemy pol zycia. Szkoda.

        Nietzsche kiedys napisal
        "Wiedza daje wladze ale unieszczesliwia".

        I to jest "cala prawda z calej prawdy". To tyle.

        • marek_gazeta Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 06.02.07, 11:04
          W kwestii faktów obiektywnych, "cała prawda" istnieje. To, czy mąż zdradzał żonę z inną i jak długo to trwało, to są fakty obiektywne i nie podlegające manipulacji. I takie fakty powinny byc ujawnione w szczerej rozmowie w cztery oczy. Obecność psychologa chyba rzeczywiście nie ma tutaj sensu.

          Natomiast jeśli chodzi o kwestie "psychologiczne", to rzeczywiście całej prawdy nie ma. Przyczyny i skutki są subiektywne, a każdy mimowolnie siebie usprawiedliwia. To taki mechanizm obronny.
          • sbelatka Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 06.02.07, 13:02
            Cóz.

            ja nie wierzę w "całą prawdę"

            Mozna podać "fakty". Za którymi tak naprawde kryje sie I TAK wszystko co ważne.

            Dla mnie ważne jest Twoja osobista odpowiedź na pytanie: czy WIERZYSz, tak bez
            zastrzezen, ze maz prawde powie???

            Czy I TAK w zaulkach mozgu nie bedziesz miec watpliwosci???

            Jelsi nie ufamy temu kTO do nas mowi - to nie ma bardzo znaczenia CO mowi.'
            Moze klamac a moze i nawet mowic prawde. I TAK tego nie jestesmy pewni......

            Odzyskiwanie wiary w konkretnego czlowieka, w prawdziwosc jego slow nie jest
            kwestia 1 czy 5 spotkan...nawet u psycholga...
            Odzyskiwanie wiary i zaufania to PROCES. Na nieszczescie dlugotrwaly. Na
            szczescie - mozliwy...

            ja mojemu mezowi ufalam pzrez 19 lat. Sklamal, dajac mi slowo honoru, 2 razy...
            i skonczylo sie.

            TERAZ juz za kazdym razem zapala mi sie lampka ostrzegawcza...
            i nieufnosc...

            poza tym mysle, ze "cala prawda" powinna miec granice.
            czy powinnas sie dowiadywac ile razy dziennie uprawial seks z tamta kobieta? I
            co jej pzrzy tym mowil. I poznac odpowiedz na pytanie - czy bylo mu switnie...

            ale to jedynie moje refleksje na ten temat.

            i jeszcze jedno - JA mysle, ze to czy TY chcesz z nim byc nie moze, albo nie
            powinno byc pochodna tego co on zrobil...
            zreszta nie wiem - moze powinno...

            sama juz nie wiem.

            mnie moj przyszly ex uwolnil od podejmowania decyzji. I tak naprawde byc moze
            powinnam mu byc za to wdzieczna...

            pozdrawiam.
            i powodzenia...

            • verita75 Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 06.02.07, 13:28
              Ależ ja też nie wierzę w "całą prawdę". Wiem, że każdy z nas ma swoją.

              Co do faktów, chyba pewne znać niestety muszę, choć strasznie się boję ich
              usłyszeć.
              I zostaję ciągle z dylematem. Bo we wszystkich tu wypowiedziach jest racja.
              Bo niby lepiej poznać prawdę, stawić jej czoła i zdecydować czy się chce, czy
              da się radę. Lub zrezygnować. Bo jeśli to ma mieć sens to trzeba w końcu
              oczyścić, wyjaśnić, przetrawić i może wtedy ruszyć do przodu.
              A z drugiej strony jak pisze Phokara, ta wiedza może zepchnąć myślenie w ślepy
              tor. Z którego bardzo ciężko będzie zawrócić. A poza tym nie jestem pewna czy
              jestem potem w stanie tę wiedzę przemilczeć. I może się pojawiać za często w
              różnych rozmowach, kłótniach (a to już na pewno niepotrzebne).

              Ale cóż, jednak wybieram wiedzę, "prawdę". Mam nadzieję, że nie stchórzę. Bo
              już mi zaczyna chodzić po głowie, żeby nie omawiać tego na tej najbliższej
              sesji.

              Tylko tak naprawdę przed czym chcę uciec? Przed tym co już było, co się nie
              zmieni, choćbym nie wiem jak chciała.
    • nanga.nanga Re: Ile prawdy z całej prawdy... 06.02.07, 14:01
      Uczyli mnie madrzy ludzie, ze jesli kobieta zdradza, to znak, ze źle sie czuje
      w zwiazku, ze cos w tym zwiazku nie tak. Jesli mężczyzna - to wcale tak byc nie
      musi, zdrada moze wcale nie swiadczyc o niespelnieniu czy jakims braku w stalym
      związku.
      Ty juz wiesz, ze mąż "kogoś miał", znaczy miał romans, kochanke, skok w bok -
      wszystko jedno jak to nazwać. Nie bardzo wiem, co jeszcze powinnas na ten temat
      wiedzieć.
      Mnie by interesowały inne rzeczy - czy chce być ze mną, ewentualnie dlaczego
      chce byc ze mną, czy jest gotów nie ranic mnie więcej kolejną zdradą.
      W przeszłość bym sie nie wgłębiała, chyba ze dla jakiejś masochistycznej
      przyjemności - ale do Ciebie mi ta motywacja jakos nie pasuje.
      • sbelatka oj zgadzam sie, zgadzam 06.02.07, 14:08
        ...z tym co napisalas Nanga...

      • verita75 Re: Ile prawdy z całej prawdy... 06.02.07, 14:23
        > Mnie by interesowały inne rzeczy - czy chce być ze mną, ewentualnie dlaczego
        > chce byc ze mną, czy jest gotów nie ranic mnie więcej kolejną zdradą.

        Odpowiedzi na te pytania już mi udzielił. Z milion razy. I codziennie próbuje
        udowadniać, że tak jest. Od wielu miesięcy.

        A na tamten temat nie umiemy porozmawiać. Może i mogłabym to zostawić ale ja
        naprawdę nie wiem prawie nic. Ile trwało. Co to było? Co właściwie zrobił?
        A wyobraźnia działa.
        • phokara Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 06.02.07, 14:25
          Po co Ci ta wiedza?
          Powaznie sie pytam.... co z nia zrobisz?
          • verita75 Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 06.02.07, 15:17
            phokara napisała:

            > Po co Ci ta wiedza?
            > Powaznie sie pytam.... co z nia zrobisz?

            Bo wydaje mi się, że łatwiej będzie mi z jedną prawda niż z wieloma
            wyobrażeniami. Ale to tylko mi się wydaje. Może się okazać, że wprost
            przeciwnie.

            A druga sprawa jest taka, że długo byłam okłamywana. I w końcu chcę by on się
            zdobył na szczerość. Bo widzisz, wydaje mi się, że on chce za wszelką cenę to
            umniejszyć (chce np. bym uwierzyła, że nie było seksu, w co jakoś nie wierzę),
            po to by jemu było łatwiej, by przeszło bokiem. Zdaje sobie już chyba sprawę z
            tego co to dla mnie znaczy, co narobił. Chciałabym by wziął odpowiedzialność za
            WSZYSTKO.
            To znów pokręcone, bo on odpowiedzialność bierze, nie zrzuca winy, no i walczy
            o nas. Tylko milczymy w pewnych tematach.
            Sama już nie wiem. Bo rzeczywiście, po co mi właśnie to?
            • phokara Verita, posluchaj mnie... 06.02.07, 15:35
              ... przez moment. Nie bede Cie do niczego namawiac ani zniechecac - to Twoje zycie i sama
              musisz sie z nim 'kopac'. Ja sie po prostu staram zrozumiec i naprawde nie wiem, jakiego
              rodzaju prawdy oczekujesz od meza. Chcesz, zeby sie zdobyl na szczerosc... to rozumiem. Ale
              po co Ci ta szczerosc w odniesieniu do czasu przeszlego? Jakiego rodzaju 'prawdy' i jakiego
              rodzaju pomocy tam szukasz dla siebie? Jesli nawet Cie przekona, ze "nie bylo seksu" to to Ci
              jakos ulzy? Serio pytam - bo ja bym sie dopiero martwila taka fascynacja niezalezna od ksztaltu
              posladkow...
              Wiesz, ja nie wierze w 'spowiedz zdrajcy'. Paradoksalnie nie ma w niej nic oczyszczajacego, a
              juz uzdrawiajacego to z pewnoscia nie. Zreszta nie sadze, zeby kochajacy zdrajca powiedzial Ci
              'cala prawde'. Byc moze opowie Ci cos, co pozwoli uspic te Twoje wyobrazenia... albo wlasnie
              jeszcze je wyostrzy.
              To jest tak, jak w tym cytacie: "Wiedza daje wladze ale unieszczesliwia". Oczywiscie -
              zdobywajac wiedze o faktach (powiedzmy) bedziesz miala w tej rozgrywce przewage. Ale po co
              Ci ona? Nie ma sensu walczyc w obrebie wlasnej druzyny.
              • verita75 Re: Verita, posluchaj mnie... 06.02.07, 16:06
                Kurde no!!! smile
                oczywiście piszesz, to co chyba gdzieś w głębi duszy chciałam usłyszeć. Bo tak
                może będzie "łatwiej". Bo jaka by nie była, to ta "prawda" zaboli.
                Tylko czy ja chcę łatwiej? Tak naprawdę do tej pory szliśmy sobie przez życie
                lekko, łatwo i przyjemnie. I co, teraz, gdy jest duży problem, znów wybrać
                łatwiejszą drogę. I już zawsze omijać ciężkie tematy, schodzić im z drogi. I
                udawać?

                I dźwięczą mi gdzieś w głowie slogany, że prawda uzdrawia, prawda zwycięża i
                takie tam (może źle ze mną, że głosy słyszęsmile).

                No nic, mam jeszcze dzień do namysłu.

                • misbaskerwill Re: prawda was wyzwoli... 06.02.07, 18:25

                  Moja "zdrajczyni" nadzwyczaj często cytowała Ewangelię Św. Jana (ona mówiła, że
                  to JPII, hihi):
                  "...poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli".

                  Ale, tak jak każdy cytat wyrwany z kontekstu, i ten można różnie interpretowaćwink.

                  Ironicznie, mnie akurat prawda "wyzwoliła" - spowodowała, że postanowiłem odejść.

                  A Ty jakiego wyzwolenia pragniesz?

                  P.S.
                  > I dźwięczą mi gdzieś w głowie slogany, że prawda uzdrawia, prawda zwycięża i
                  > takie tam (może źle ze mną, że głosy słyszęsmile).

                  Z tymi sloganami to inaczej było:
                  "Prawda nie zwycięża nigdy - umierają jedynie jej przeciwnicy" - Max Planck,
                  słynny fizykwink.
            • nanga.nanga Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 06.02.07, 17:46
              verita75 napisała:

              >
              > A druga sprawa jest taka, że długo byłam okłamywana. I w końcu chcę by on się
              > zdobył na szczerość. Bo widzisz, wydaje mi się, że on chce za wszelką cenę to
              > umniejszyć (chce np. bym uwierzyła, że nie było seksu, w co jakoś nie
              wierzę),
              > po to by jemu było łatwiej, by przeszło bokiem. Zdaje sobie już chyba sprawę
              z
              > tego co to dla mnie znaczy, co narobił. Chciałabym by wziął odpowiedzialność
              za
              >
              > WSZYSTKO.
              > To znów pokręcone, bo on odpowiedzialność bierze, nie zrzuca winy, no i
              walczy
              > o nas. Tylko milczymy w pewnych tematach.
              > Sama już nie wiem. Bo rzeczywiście, po co mi właśnie to?


              To ja Ci powiem, po co. Po prostu chcesz mu dowalić, i to zdrowo. Widzieć, że
              się skręca miedzy ewentualną chęcią zaspokojenia Twojego żądania "prawdy" a
              niechecią do sprawienia Ci bólu.

              Nie moge się oprzeć wrażeniu, ze on sie tak skręca od dłuzszego czasu, walcząc
              o Wasz zwiazek. ale nie dość jak na Twoje potrzeby.
              Coś Ci to robi, cos zaspokaja. Mozesz w to brnać, byc moze doprowadzisz go do
              takiego skrętu, ze odwroci sie od Ciebie raz na zawsze.
              Na Twoim miejscu dałabym sie ustawic (terapia Hellingera), ciekawa bym była, po
              co to wszystko robie.
              • phokara Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 06.02.07, 17:59

                > To ja Ci powiem, po co. Po prostu chcesz mu dowalić, i to zdrowo. Widzieć, że
                > się skręca miedzy ewentualną chęcią zaspokojenia Twojego żądania "prawdy" a
                > niechecią do sprawienia Ci bólu.

                Nanga, dzieki. Bo to wlasnie chcialam napisac tylko bez sensu owijalam w jakies
                koronki.

                Dziewczyno, przestan uskuteczniac jakies emocjonalne rozdrapy. Tak naprawde to
                stawiasz goscia w sytuacji bez (dobrego) wyjscia. Jesli chce z Toba byc czyli
                wybral to zakladam, ze i tak taszczy na plecach swoj garb i nie ma sensu go
                jeszcze w ten garb kopac i przewracac na plecy, zeby sie bujal. Daj sobie
                spokoj z "cala prawda" bo facet bedzie zmuszony klamac - chcac Cie chronic,
                albo jak Ci ta cala prawde wywali, to sie dopiero nie pozbierasz. Nie wierze,
                ze chcesz sluchac o zauroczeniu inna kobieta - zwlaszcza zauroczeniu duchowym a
                nie dupowym. To jest masochizm.
                I to nie ma znaczenia. Bo wybral CIEBIE. I macie teraz w cholere wazniejszych
                rzeczy do roboty niz grzebanie w czasie przeszlym.
                Ostatnia sugestia - jesli tak bardzo Cie to meczy i nie mozesz sie z tym uporac
                to idz na ta terapie. SAMA.
                • verita75 Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 07.02.07, 09:23
                  Nanga, Pho,
                  Przeczytałam wczoraj Wasze wypowiedzi. I cały wieczór z tym przechodziłam. Bo
                  taka jest prawda. Już wcześniej o tym pisałam w innym temacie. Chciałam by
                  pocierpiał, chciałam mu dowalić. Bo mnie bolało jak cholera. Ale chyba
                  przestałam w tym wszystkim zauważać, że on swoje dźwiga i naprawdę robi dużo.
                  Dużo więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
                  A przecież przede wszystkim chcę by się powiodło, byśmy dali radę. Więc chyba
                  czas z mojej strony odpuścić.
                  Ta wiedza na nic mi nie jest potrzebna tak naprawdę. I pewnie pogorszyłaby
                  naszą obecną sytuację. Bo znów bym się gryzła od początku. Nie zwracając uwagi
                  na niego.
                  Być może pójdę sama na terapię, zobaczymy. Może nie będzie trzeba. Bo muszę
                  przyznać, że dzięki Wam, mam taką mała terapię wstrząsową. I dobrze. Bo chyba
                  za bardzo się wczułam w rolę nieszcęśliwej ofiary. Szukającej zemsty...

                  Zapomniałam w tym całym moim przeżywaniu tego, że cel mamy ten sam. I to jest
                  ważne.
                  • nanga.nanga Dziewczyno 07.02.07, 10:27
                    aż mi się w glowie zakręcilo - bo z jednej strony bałam się, ze walnęłam jak
                    kulą w plot, z drugiej, ze nawet jesli napisałam cos prawdziwego, to nie ma
                    szans, zeby dotarło.
                    Życzę Ci duzo szczęścia, dobrego wspólnego budowania. Masz z kim.
                  • phokara Re: Ile prawdy z ca?ej prawdy... 07.02.07, 10:29
                    Verita,
                    trzymam za Was kciuki. Bedzie dobrze - tylko pamietaj, ze oboje dzwigacie swoje
                    bole a zamienianie sie miejscami na pozycji ofiary niczemu nie sluzy. Zemsta
                    jest slodka ale ciezkostrawna. Tak mysle. I mysle tez, ze dacie rade. Naprawde.
                    Powodzenia.
        • nanga.nanga Re: Ile prawdy z całej prawdy... 06.02.07, 14:44
          verita75 napisała:

          >>
          > A na tamten temat nie umiemy porozmawiać. Może i mogłabym to zostawić ale ja
          > naprawdę nie wiem prawie nic. Ile trwało. Co to było? Co właściwie zrobił?

          Całkiem mozliwe, ze on sam wcale by na te pytania nie umiał dpowiedzieć.


          > A wyobraźnia działa.


          Wyobraźnia to nasz najwieszy wrog - przynajmniej w takich sprawach.
          • akacjax dodam tylko link 06.02.07, 18:46
            Wszystko prawie już zostało napisane.
            Dorzucę tylko-czy jesteś gotowa zmierzyć się z najgorszą prawdą..i przebaczyć?
            Czy raczej szukasz argumentów na rozstanie?
            Kiedyś już na forum pokazywany artykuł-może coś da Ci do myślenia
            kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,2977119.html
            • libra22 Re: dodam tylko link 06.02.07, 22:24
              A ja dodam, że o tej "świadomości" to było raczej o świadomosci tego co się
              samemu czuje i chce, a nie o "prawdzie o tym co on zrobił".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka