Najpierw się przypomnę: nie rozwódka - zobaczymy co dalej. W trakcie
"ratowania". Bez względu na wynik emocjonalnie i mentalnie zostanę prawie
rozwódką. Bo już za dużo wiem i za dużo przeżyłam. Bo już nie ma tamtego
małżeństwa. Dlatego piszę tu. Ale...formalnie nie jestem rozwódką a
zauważyłam, że ostatnio zalecacie trzymanie się tematu przewodniego forum.
Więc jeśli mam sobie iść stąd w cholerę to pójdę

Ale niechętnie. I czytać i
tak będę
A jeśli mogę zostać to mam dylemat. Już pisałam, że chodzimy razem na terapię.
Jest ciężko, szczególnie mi. Za parę dni jesteśmy umówieni z psychologiem na
"omówienie prawdy". Bo ja tak naprawdę niewiele wiem. Wiem, że kogoś miał,
wiem jakieś bzdury a w sumie to nie wiem nic. I przy niej mamy spróbować o tym
porozmawiać. I ciągle sie zastanawiam, co powinnam wiedzieć. A raczej czego
nie powinnam.
Wiem, ja muszę zdecydować ile mi potrzeba i ile uniosę. I nic innego od
tygodnia nie robię. Ale jak myślicie ile tej prawdy z całej prawdy potrzeba.
Może jednak wcale? A może całą?
Boję się...