marek_gazeta
19.03.07, 09:21
W sobotę, jak to z reguły w sobotę, wziąłem moich chłopaków. Padało, więc większość czasu spędziliśmy w mieszkaniu.
Oczywiście od razu po przyjściu wzięli się za łby - powodem sporu było prawo do siedzenia na amerykance, co najwyraźniej nobilituje bardziej, niż siedzenie w "zwykłym" fotelu. Już miałem wkroczyć i "ogniem i mieczem" spór rozsądzić, ale postanowiłem poczekać, aż się gówniarze sami dogadają. Starszy najpierw zaproponował różne losowania z modyfikacjami, ale młodszy nie chciał się na nic zgodzić, twierdząc, że skoro ostatnio starszy na amerykance siedział, to "teraz on" i koniec. Ja jednak - siła spokoju. Dałem im kilka minut, ogłaszając, że - jeśli się nie dogadają - na amerykance nie usiądzie żaden z nich, a sam zająłem się wędzonym dorszem atlantyckim z oszołoma. No i proszę! Starszy wymyślił, że amerykankę można rozłożyć (!). Zgodzili się zająć po połowie, każdy na dwóch "poduchach" (starszy trochę ustąpił i jego druga poducha leżała na dodatkowej przystawionej ławie). Trochę było jeszcze zatargów "granicznych", ale ogólnie widać, że warto czytać książki ("Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci" itp.).
Młodszy to będzie typowy facet, ale starszy niebezpiecznie ociera się o ciapciakostwo, muszę to wypalić żywym ogniem

Tak, żeby w przyszłości jakieś kobiety miały z nich pociechę, we właściwym tego słowa znaczeniu.