Dodaj do ulubionych

Dziecko, rodzice i ktos trzeci

12.04.07, 20:49
Goracy temat dzisiaj dziecko i partner/-ka zawladnal forum. A ja tak wlasnie
nie z pozycji mamy czy taty tylko dziecka. Zastanawia mnie taka 100% pewnosc
z jaka niektore osoby pisza ze dzieci akceptuja nowych partnerow a wprost
strasznie ciesza sie na mozliwosc spedzania czasu z nimi, uwazajac to pewnie
za niesamowita atrakcje. Otoz ja nie bylabym taka przekonana do konca.
Ciagle slysze ze rodzice maja prawo do nowego zycia, do nowych partnerow, do
szczescia po raz kolejny - jasne maja prawo, ale co z prawem dzieci, ktore
czesto nie potrafa odnalezc sie w nowym zyciu rodzica a jakos nikt go nie
pyta o zdanie czy bycie czescia tego zycia sprawia mu taka niesamowita
frajde. Z gory zakladamy ze skoro my pokochalismy jakas osobe to dziecko
rowniez ja co najmniej polubi bo przeciez "jest taka wspaniala/-y, cudowna i
to wlasnie na ta osobe czekalismy cale zycie".
Nie generalizuje sa przypadki kiedy ojczym czy macocha sa naprawde
przyjacolmi badz wlasciwie rodzicami dziecka ale sa tez przypadki kiedy
dziecko aby spedzic popoludnie z ojcem idzie do kina , na basen czy jedzie na
wakacje z jego partnerka tylko dlatego bo mysli ze gdy odmowi ojciec czy
matka (ale to raczej ojcowie sa na pozycji dochodzacej) po raz kolejny tego
czasu mu nie poswieci.
Dla tych swiecie przekonanych o swoich racjach rodzicow doskonała lektura
moze byc forum doroslych dzieci rozwodnikow. Moze warto czasami spojrzec z
perspektywy dziecka, a wlasciwie juz doroslych, ktorzy teraz potrafia
spojrzec na zachowania swoich rodzicow z dystansem lub do tej pory nie
potrafia po traumie jaka potrafia zafundowac dziecku kochajacy acz
wszystkowiedzacy najlepiej rodzice.
Obserwuj wątek
    • 13monique_n Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 12.04.07, 20:55
      mam zaprosić moje dzieci - 11 i 14 letnie do napisania, co myślą o nowej pani exa?
      A forum dorosłych dzieci rozwodników - ja też jestem dorosłym dzieckiem
      rozwiedzionych rodziców. I żyję. Moi rodzice powinni byli się rozwieść. A w
      tamtych czasach to było niełatwe. Ostracyzm społeczny niszczył bardzo wiele sił
      ludzi, którzy woleli przestać unieszczęśliwiać siebie nawzajem.
      Zatem - to WSZYSTKO zależy, czy rodzice szanują dziecko jako podmiot, kiedy
      podejmują decyzję o rozwodzie. Bo jeśli traktują je przedmiotowo, jako kartę
      przetargową, to szkoda słów na komentarz. I tak mnie nie zrozumiesz.
      Monika - dorosłe dziecko rozwiedzionych rodziców, bez pretensji do nich.
      • megaa Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 12.04.07, 21:09
        szkoda ze kazdego kto ma inne zdanie od ciebie kwitujesz "i tak mnie nie
        zroumiesz", co mozna odczytywac jako jestes malo inteligentna i moje argumanty
        do ciebie nie trafiaja.
        Jedne dzieci sa zadowolone z rozwodu rodzicow inne nie. Nie wiem dlaczego
        odbierasz to tak osobiscie. Uwazam ze warto czasami po prostu spojrzec z innej
        perspektywy. Czytajac o doswiadczeniach innych osob z tego forum pozwala mi sie
        to jakos odniesc do swoich problemow dlatego uwazam ze warto czasami zajrzec na
        forum DDR poniewaz tak jak kazdy rozwod i kazda sytuacja jest inna tak samo w
        rozny sposob dzieci reaguja na rozstanie, nowych parterow i nowe zycie. Maja do
        tego prawo.
        • 13monique_n Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 12.04.07, 22:38
          megaa napisała:

          > szkoda ze kazdego kto ma inne zdanie od ciebie kwitujesz "i tak mnie nie
          > zroumiesz",
          Dlaczego? Widzę, że nie rozumiesz, dlaczego myślę inaczej i co wiecej, że ja i
          Ty mamy prawo myśleć inaczej.

          >co mozna odczytywac jako jestes malo inteligentna i moje argumanty
          > do ciebie nie trafiaja.
          A to jest WYŁĄCZNIE spekulacją, Twoją spekulacją, uściślijmy.

          > Jedne dzieci sa zadowolone z rozwodu rodzicow inne nie. Nie wiem dlaczego
          > odbierasz to tak osobiscie.
          Ja ??? Odbieram to osobiście, bo nie lubię uogólnień. Mam inne zdanie niż część
          kobiet i jestem z tego bardzo zadowolona. I ponownie - ja także mam do tego prawo.

          > Maja do tego prawo.
          Czy przyznajesz tylko prawo do nie pogodzenia się z rozwodem rodziców, z
          odejściem żony, czy męża? Bo tak rozumiem wysuwane przez Ciebie argumenty. Nie
          chcesz uznać moich racji, to naprawdę nie musisz. Możesz mieć własne zdanie. Ale
          pozwól mi, na publicznym forum nie zgadzać się z tym. Do tego takie
          zamieszczanie postów na otwartym forum służy.
    • turzyca Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 12.04.07, 21:39
      Mi sie wydaje, ze to zalezy od kilku okolicznosci.
      Trudno zaakceptowac osobe, ktora rozbila malzenstwo rodzicow. I raczej nie ma
      szans na polubienie.

      Jesli rodzice znalezli partnerow po rozejsciu to czy te osobe polubimy czy nie
      zalezy w pewnej mierze od reszty sytuacji, a w pewnej mierze od samej osoby.
      niezle by bylo gdyby rodzice dali sygnal, ze w razie czego sa sklonni sie
      spotykac tylko we dwoje.



      A taki przyklad z zycia wziety: chlopak zna mame swojej kolezanki. Przepada za
      nia srednio, na pewno nie jest to ulubiona ze znanych mam. Jego tata decyduje
      sie (po latach od rozwodu) na zwiazanie zycia z ta kobieta i zaczyna z nia
      mieszkac. Jak powinien byc rozwiazany problem spotkan?
    • ivone7 Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 12.04.07, 21:46
      a ja mysle, ze najwazniejsze w jaki sposob o tym z dzieckiem rozmawiac..jesli
      jest to szczere i oczywiscie na poziomie dziecka, bez klamstw, oszukiwan itd to
      jest to do przyjecia...
      moj ex ma nowa partnerke, maja mala wspolna coreczke...nie mialam wplywu a
      nawet powiem wiecej nie chcialam sie pytac gdzie spedza z mloda
      weekendy..zareagowalam jak opowiadal naszej wspolnej corce ze mnie kocha a
      zabieral ja na weekend do niej do domu i mloda widziala jak sie caluja..byla
      bardzo skolowana..
      wytlumaczylam na spokojnie mlodej oczywiscie, ze nam niestety nie wyszlo i nic
      tego nie zmieni..ale tata ma szanse na nowe zycie i na szczescie i bardzo mnie
      to cieszy..
      przyrodniej siostrze mloda zaniosla prezent na swieta i mysle ze moze kiedys to
      doceni..
      moze i odrobina prawdy w tym ze dzieci zeby nie tracic kontaktu z rodzicem nie
      wyrazaja negatywnych emocji..ale mysle sobie ze jesli odpowiednio sprawe
      naswietlic i przedstawic a co najwazniejsze z szacunkiem i szczerze pogadac to
      jakos sie moga z tym pogodzic...
      mysle ze trudniejsza sytuacje ma rodzic z ktorym mieszka dziecko, bo nowy
      partner zeby byc partnerem to musi pokochac nas i przynajmniej polubic nasze
      dziecko a nasze dziecko polubic potencjalnego partnera..jesli tak sie nie
      stanie, to trudno do milosci nikogo sie nie zmusi i moje osobiste zdanie jest
      takie ze dziecko wazniejsze...mozliwe ze kiedys bym zalowala tego kroku, ale na
      dzien dzisiejszy wlasnie tak mysle..bo wyobrazam sobie jaka traume musi
      przechodzic dziecko z nielubianym partnerem rodzica na codzien...
      takze jak zwykle prostych odpowiedzi nie ma..jak to w zyciu..tylko ze nie mozna
      dzieci pod kloszem trzymac i trzeba im objasniac swiat takim jaki jest...
    • megaa Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 12.04.07, 22:01
      Macie racje ze to bardzo indywidualna kwestia. Mam znajoma ktora byla i jest
      nadal macocha dla 3 dzieci. Wychowywala je praktycznie od malego, czyli od
      wieku wczesnoszkolnego i przedszkolnego. Poswciecila dzieciom duzo sily,
      energii i osobistego zaangazowania, zwlaszcza ze jedno z dzieci jest
      niepelnosprawne i wymaga szczegolnej opieki. Patrzac z boku wydaje mi sie ze
      dala im duzo milosci. Dwojka odwzajemnia jej uczucia a jedno jej nie akceptuje
      do chwili obecnej. Wiec jak widac jest to bardzo indywidualna sprawa tak jak
      kazda osoba jest inna i inaczej odbiera bodźce, ma inna psychike.
      • polka28 Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 12.04.07, 22:58
        Najpierw się przywitam, bo tp mój pierwszy post na tym forum, choć czytam Was od
        miesiąca ( bo od miesiąca myślę o rozwodzie, ale o tym innym razem). Szczególnie
        interesuje mnie temat dzieci bo sama mam dwóch synków. A teraz a propos-
        sytuacja wzięta z życia ( nie mojego, ale osoby z rodziny).DZiewczynka ma 6 lat,
        rodzice rozstali się 4 lata temu, jej mama am drugie dziecko z drugim mężem, zaś
        tatuś, którego widuje ze 2 razy w miesiącu po 3 dni ma obecnie x-tą
        'narzeczoną', do której mała ma mówić ciociu. Uwierzcie, dzieciak jest
        skołowany, ma wszystko pomieszane, a to wiek, gdy mały umysł " tłumaczy sobie
        świat i poznaje, jak to wszystko działa".. Widzi więc co pewien czas tatusia z
        nową ciocią w czułycch uściskach, wraca do domu w którym czeka kolejny TATUŚ, do
        tego w międzyczasie rozwiedli się dziadkowie i pozakładali nowe związki ( mówimy
        o młodych ludziach, więc dziadkowie mają przed 50-tką.. Doszło do tego, że mała
        ma 4 babcie i cholera wie ile dziadków, a jeszce więcej " cioć przyjaciółek",
        dwóch ojców i.. Na szczęście jedną matkę...Czy mi się wydaje, czy ktoś tu
        emocjonalnie nie jest dojrzały?
        • turzyca Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 12.04.07, 23:11
          Moj znajomy mial tylko siedmioro "dziadkow". Tylko bo jeden dziadek nie zdazyl
          sie hajtnac, umarl nagle. Nie wiem jak wtedy, ale teraz bardzo cieplo to
          wspomina. W sumie dwa razy tyle dziadkow do kochania wnuczka. wink I do teraz, gdy
          prawie wszyscy rodzeni dziadkowie poumierali, dba o tych przyzenionych.

          Tak naprawde wszystko zalezy od ludzi i klasy, ktora wykazuja.

          • aron95 Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa normalna 12.04.07, 23:38
            Na przykładzie 13moni(cos tam)-jej rodzice się rozwiedli , ona sama się rozwiodła
            dzieci tez pozakładaja rodziny i się rozwiodą . Tylko juz podejdą do tego jako
            czegoś normalnego . Bo matka im tłumaczy że rozwód to sprawa normalna .
            Może sama wychodziła za mąż z góry wiedząc że się rozwiedzie ?
            Rozwodnictwo dziedziczne - tak się niedługo będzie mówic o takich rodzinach .
            • angoisse Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 12.04.07, 23:43
              wolisz zeby twoje dziecko sobie żyły podcięło przez twoje wieloletnie
              tłumaczenie o "nienormalności" jego sytuacji rozbitej rodziny??? to bredź
              dalej.


              • aron95 Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 12.04.07, 23:49
                angoisse napisała:

                > wolisz zeby twoje dziecko sobie żyły podcięło przez twoje wieloletnie
                > tłumaczenie o "nienormalności" jego sytuacji rozbitej rodziny??? to bredź
                > dalej.

                Niepodetnie sobie bo juz teraz mówi że będzie sobie ostrożnie wybierał kobietę i
                spiszył sie nie będzie . Bo nie chce sie rozwodzic .
                Jakbyś sobie porozmawiała z moim synem 14 lat to bys się sporo nauczyła

                >
                >
                • angoisse Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 12.04.07, 23:51
                  jakbys sie stuknął w pusty łepek to może by ci tam coś więcej zaswitało. Ale
                  cuda sie zbyt rzadko zdarzają, szybciej totolotka trafie.
                  • aron95 Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 12.04.07, 23:59
                    angoisse napisała:

                    > jakbys sie stuknął w pusty łepek to może by ci tam coś więcej zaswitało. Ale
                    > cuda sie zbyt rzadko zdarzają, szybciej totolotka trafie.

                    Czy tu jakiś zlot "jędzowatych " jest ??? Przy braku argumentów za obrażanie sie
                    biorą . Przeczytaj przynajmniej wątek od początku .
                    A w totku zycze szczęścia tylko kto Ci będzie wstanie wytłumaczyć jak go wypełnić
                    • angoisse Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 13.04.07, 00:16
                      no prosze, ty obrazasz od razu, kobiety w ogole, niektore w szczegole. czyli po
                      cholere tu piszesz jesli przychodzisz bez argumentow na dzien dobry? nikt cie
                      nie lubi w realu i nie masz gdzie na zywo sie wyzewnetrznic w niecheci do
                      kobiet ze musisz tu?
                      • aron95 Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 13.04.07, 00:28
                        angoisse napisała:

                        > no prosze, ty obrazasz od razu, kobiety w ogole, niektore w szczegole. czyli po
                        >
                        > cholere tu piszesz jesli przychodzisz bez argumentow na dzien dobry? nikt cie
                        > nie lubi w realu i nie masz gdzie na zywo sie wyzewnetrznic w niecheci do
                        > kobiet ze musisz tu?

                        Kobieto ja przedstawiam swój punkt widzenia . A Ty mnie obrażasz( starasz się
                        obrazić ) tylko dlatego ze inaczej myślę . Wysuń kontrargumenty i będziemy
                        dyskutowac bo po to jet to forum . Gdy nie znajdujesz już argumentów atakujesz
                        mnie . Jaki jestem to moja sprawa i Tobie nic do tego .

                        • angoisse Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 13.04.07, 00:39
                          ale przepraszam- z czym mozna dyskutowac u ciebie? bo co sie wpatruję w kolejny
                          werset to widzę "pustać" . i zeby to przynajmniej tą Tischnerowską, co sie
                          Leonowi Korkosowemu z Łopusznej ukazała.. tam choć było zabawnie. A tu...
                          pustać i pustać zepitetowana, w pół-nicego, nie na dwóch.
                          • aron95 Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 13.04.07, 00:55
                            angoisse napisała:

                            > ale przepraszam- z czym mozna dyskutowac u ciebie? bo co sie wpatruję w kolejny
                            >
                            > werset to widzę "pustać" . i zeby to przynajmniej tą Tischnerowską, co sie
                            > Leonowi Korkosowemu z Łopusznej ukazała.. tam choć było zabawnie. A tu...
                            > pustać i pustać zepitetowana, w pół-nicego, nie na dwóch.

                            Ide spac może mi się jaki" portergeist angoisse" ukaże Brrrrrrrrrr
                • turzyca Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 12.04.07, 23:55
                  14 latki zawsze sa madre. A potem zaczynaja zyc wlasnym zyciem i odkrywaja ze to
                  wszystko jest duzo bardziej skomplikowane.




                  Mam wrazenie, ze kiedys smierc zdarzala sie czesciej, wiec "dopoki smierc nas
                  nie rozlaczy" nie oznaczalo lat 50 tylko np zaledwie 10. Zeby nie pisac o nikomu
                  nieznanych kupcach, mozna siegnac po krolow polskich.
                  Zmieniano partnerow tylko nie obydwie strony braly w tym udzial. big_grin Nihil novi
                  sub solem.
              • anja_pl angoisse, 15.04.07, 11:07
                dlaczego od razu, na dzieńdobry obrażasz arona?
                nie czytasz i nie próbujesz zrozumieć jego wypowiedzi, tylko kwitujesz:" to
                bredź dalej"?

                potrafisz to uzasadnić?

                • angoisse Re: angoisse, 15.04.07, 11:50
                  ania, poczytaj wszystkie wypowiedzi arona to zrozumiesz.
                  • anja_pl czytałam, 15.04.07, 13:08
                    wszystko czytam, obowiązek
                    nie jestem fanką arona, ale czasami zdaża mu się coś sensownego powiedzieć,
                    a skreślenie kogoś dlatego, że w jakims wątku, jakiś czas temu coś pod wpływem
                    emocji napisał nie jest dobrą drogą do zrozumienia drugiego człowieka,
                    każdy z nas się zmienia nalesze, na gorsze, różnie,
                    a ty odmawiasz mu prawa do zmian, do zmian na lepsze...
            • kasiamasia Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 13.04.07, 02:45
              aron95, nie wiem czy jestes kobieta czy mezczyzna i nie wiem ile masz lat
              ale moge Tobie powiedziec, ze przez szerzenie teorii o "dziedzicznych rozwodach"
              obrazasz wielu ludzi. Nie kazdy, ktory mial watpliwa przyjemnosc przechodzenia
              przez rozwod/rozpad rodziny, ma to w genach lub to planowal.
              Dla takich ludzi jest to szczegolnie bolesna decyzja, gdyz dodatkowo maja
              dzieci, ktore probuja uchronic od prania brudow.......

              Ja wychodzilam za maz -az nas smierc rozdzieli- ale po kochance #1 (i nim
              zyjacym poza domem rodzinnym przez dwa lata i potem blaganiu o powrot i druga
              szanse) i po wyniesieniu sie do kochanki #2- Powiedzialam ze mi wystarczy.
              To on jest wlasnie z rodziny, gdzie ludzie sie nie rozwodza, ale jakos nie mieli
              nigdy problemow z romansami, i dziecmi rodzacyni sie mezom poza malzenstwem.
              On takze sie bardzo zdziwil, mieszkajac 4 miesiace z kochanka/nowa miloscia
              swojego zycie, ze jego wredna zona wystapila do sadu z wnioskiem o rozwod....
              No i oczywiscie przez pierwsze 8 miesiecy widzial naszego 11 letniego syna 3
              razy, razem 4 godziny bo nie mial ani czasu ani warunkow.
              To on raczyl powiedziec swojemu synowi o nowym dziecku, 2 tygodnie przed
              oczekiwanym porodem. Tak temu porzadnemu "czlowiekowi" urodzilo sie dziecko
              z inna kobieta zanim,zanim mnie sie udalo doprowadzic sprawe rowodowa do konca.
              Teraz (to dziecko ma prawie 3 latka), to ja tlumacze mojemu synowi ze:
              dzieci sie same na swiat nie prosza i to dziecko nie jest winne temu, kim sa
              jego rodzice, ale jest to jego brat i od nich zalezy jaka bede mieli wiez miedzy
              bracmi. To my chodzimy z moim synem i przy roznych okazjach kupujemu malemu
              male prezenty. Natomist co do niej moj syn nie darzy jej szacunkiem, tylko ja
              toleruje- jest zbyt milym dzieckiem zeby byc niegrzecznym w czyims domu
              (byly to jego wlasne obserwacje plus jej proby oklamywania, bardzo nieudolne
              prez nia juz nastolatka).
              aron95- nie sadzisz ze takie generalizacje o "dziedziczeniu rozwodow" moga byc
              bardzo niesprawiedliwe dla wielu ludzi........
              Czy myslisz ze moj syn skazany jest na rozwod, tylko dlatego ze jego wlasny
              ojciec ma inne standarty wiernosci i szacunku dla wspolmazonka?
              Czy uwazasz ze ten drugi rodzic nie ma zadnego wplywu na wychowanie dziecka?

              Czy wszyskie dzieci alkocholilow beda alkocholikami?
              Czy wszystkie dzieci ludzi kradnacych beda zlodziejami?
              Czy wszystkie dzieci zdradzajacych beda sie puszczac na prawo i lewo?
              I wszystkie dzieci, rodzicow rozwiedzionych, musza sie rozwiesc!!!!
              • aron95 Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 13.04.07, 09:11
                kasiamasia - źle mnie zrozumiałaś . Podawałem tylko przykład do dyskusji
                prowadzonej również przy innym poście z 13mon.....
                I miało to być ostrzeżenie do czego może doprowadzić mówienie dzieciom że rozwód
                to sprawa normalna .

                Ja też się żeniłem na- śmierć i życie .
                Jestem przeciwny kontaktom kochankom z dziecmi dopóki trwają przepychanki między
                małżonkami . Po czasie gdy emocje opadają i sytuacja jest ustabilizowana do
                takich kontaktów może dojść . Uwzględniając zdanie drugiego rodzica
                Co innego z rodzicem który sprawuje opieke nad dzieckiem . Musi mieć wyczucie
                Jest między dziećmi a byłym partnerem . I jedno i drugie może mieć pretensje .
                Ale jeżeli jedno ma partnera i drugie też, niepowinno dochodzić do kłótni na tym
                tle . Należało by brac jedynie zdanie dzieci pod uwagę . Czy chcą takich
                kontaktów czy nie . Zmuszać ich tez nie można .

                Pomimo że syn nic przeciwko moim spotkaniom nie ma , nie przyprowadzam nikogo do
                domu , dopóki nie będzie to osoba w miarę stała .

                Co jest dobre dla mnie nijak się będzie mialo do sytuacji innych tu .
                Są różne przypadki . Tylko zawsze trzeba się kierować dobrem dziecka o czym
                najczęściej się zapomina
            • ivone7 Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 13.04.07, 11:49
              troszke mnie to ubodlo co napisales..generalizowanie i szufladkowanie to widze
              twoje jedyne argumenty...
              mysle ze nikt, albo naprawde niewielu ludzi nie uwaza rozwodu jako czegos
              normalnego a wrecz przeciwnie dla wielu z nas to porazka
              ale wybacz aron95, nie bede mlodej wprowadzala w moje cierpienie, wolalam jej
              to oszczedzic, nigdy tez nie mowilam ze to normalne...
              ucze ja ze zeby razem zyc trzeba rozmawiac, isc na kompromisy,
              ustepowac..starac sie wspolnie rozwiazywac problemy, byc dla siebie wsparciem..
              obojetnie czy zyje sie z dzieckiem, czy z rodzicami czy z partnerem...mam
              nadzieje, ze jak dorosnie dokona madrych wyborow, bedzie kierowala sie i sercem
              i rozsadkiem, bedzie asertywna i nie zgodzi sie zeby ktos ja ponizal i
              upokarzal zarowno w szkole, w pracy i w domu...i pozostanie soba...
              wazne w tym wszystkim, zeby dzieci traktowac z szacunkiem, nie oklamywac, nie
              oszukiwac...wytlumaczyc na poziomie odp dla dziecka
              • aron95 Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 13.04.07, 12:10
                ivone7 - przeczytaj dokładnie co napisałem i w jakim kontekście

                O tym samym piszemy tylko inaczej
                • ivone7 Re: Powiedzieć dzieciom że rozwód to sprawa norma 13.04.07, 12:21
                  przeczytalam dokladnie i ze zrozumieniem...
                  zaszufladkowales i juz
                  aaa i to stwierdzenie ze rozwod w takich rodzinach jest traktowany normalnie,
                  chyba to zabolalo najbardziej..
        • panda_zielona Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 13.04.07, 00:15
          No,w takim przypadku należy chronić dziecko przed poznawaniem kolejnych cioć
          czyt.kochanek tatusia i wymagać aby dziecko nie miało z nimi kontaktu.
          • delika1 Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 13.04.07, 09:25
            najlepiej w ogóle się nie rozwodzić, by dziecko miało mamę i tatę...To nic,że
            dom przypomina horror, że patrzeć na siebie nie mogą, że kłóca się o
            niedomknięte drzwi, czy źle wytarty garnek, że z uczuć -panuje nienawiść,
            wrogość.To nic,że dziecko czerpie wzorce traktowania swojej partnerki jak
            szmaty do podłogi,że widzi matkę smutną, przygnębioną, płaczącą i ojca
            tyrana..Ale ma RAZEM rodziców.RAZEM.Super.To przecież lepiej WYGLĄDA niż jakaś
            wstrętna kochanka, która ZABRAŁA mężusia.
            • labisade Właśnie..... 13.04.07, 09:43
              U mnie w domu Rodzice się nienawidzili, kłócili, pogardzali sobą. Taki wzór
              przekazali dzieciom- że związek to wzajemne niszczenie się i brak szacunku a
              małżeństwo to więzienie i kierat, i koniec szczęścia, miłość do partnera to
              gnojenie drugiego człowieka, żadnych ciepłych gestów, tylko obowiązki i
              okazywana na każdym kroku niechęć. Całe dzeciństwo wspominam jako
              emocjonalno-psychoczny ból. Mimo, ze poza tym było ok, głodu nie było, wszyscy
              się wykształcili itd. Było nas dzieci sześcioro. Wszyscy juz dawno dorośli.
              Tylko jedno z nas zdecydowało się na małżeństwo - zresztą niezbyt udane ale
              trwa. Reszta unika małżeństwa jak ognia, mają problemy w nawiazywaniu związków,
              same porażki. Najprawdopodobniej nikt więcej nie założy rodziny, nie zdecyduje
              się na to żeby powielić głęboko wtłoczony przez rodziców schemat.
              Wiec nie zawyżymy rozwodowych statystyk, teoretycznie i statystycznie jesteśmy
              "lepsi" bo nie skażeni rozwodem. Ale ile bym dała żeby ktoś mi wcześniej
              pokazał jak w związku kochać a nie nienawidzić....
            • megaa Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 13.04.07, 09:51
              jezeli rodzice lub kolejni partnerzy reaguja tak emocjonalnie to widocznie
              temat wyzwala porownywalne w mniejszym badz wiekszym stopniu emocje rowniez w
              dzieciach.
              Kazdy rozwod i rozstanie jest indywidualna kwestia. Jedne kobiety zdrade
              malzonka przyplacaja utrata zdrowia i wizytami u psychologa, inne potrafia
              szybko rozpoczac nowe zycie. W jednym domu sa koszmarne awantury i rzucanie
              garnkami, gdzie indziej ciche dni i wypalenie emocjonalne. Jedne dzieci
              akceptuja rozwod rodzicow, a nawet przyjmuja ten fakt z ulga, inne nie moga
              pogodzic sie z tym stanem rzeczy przez dlugie lata.
              Mnie chodzi o to zeby nie zakladac z gory i ze 100% pewnoscia iz dziecko bedzie
              w pelni akceptowalo nasze wybory, nasz sposob zycia gdyz to co my traktujemy
              jako wybawienie z sytuacji dla dziecka wybawieniem niekoniecznie bedzie.
              Odnosnie nowych parterow (kochanek czy kochanka ma dla mnie nieco pejoratywne
              znaczenie) jak juz wspomnialam moga tworzyc z dzieckiem swietny uklad, MOGA ALE
              NIE ZAWSZE TWORZĄ.
              to wszystko
              • ivone7 Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 13.04.07, 11:22
                i na tym polega dojrzalosc rodzica, zeby przedstawiac dziecku nie kolejne
                ciocie/wujkow zmieniajacych sie jak w kalejdoskopie tylko kogos kto zostanie na
                dluzej, i sluchac dziecka co ono ma do powiedzenia, nie starac sie na sile
                uszczesliwiac wspolnymi kontaktami ani jednej ani drugiej strony...
                • maza15 Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 15.04.07, 23:23
                  Dopiszę sie w tym watku ze swoim problemem,bo tytuł odpowiedni,a może ktos miał
                  podobnie i cos podpowie.
                  Dzieci 17 i 7 lat.Po spokojnym rozwodzie,z dobrym kontaktem z ojcem,ja również
                  z ex w poprawnym,częstym kontakcie.Niby wszystko OK.
                  Rozstaliśmy się z mężem z powodu innej kobiety.
                  Mieszkam z dziecmi.Jestem 4 mce po rozwodzie.
                  I tu pojawia się mój nowy problem.
                  Moje ukochane dzieci kontrolują moja każdą rozmowę telefoniczną,mała nie
                  pozwala mi wyjść wieczorem z domu,z każdej rozmowy z obcym dla nich męzczyzną
                  muszę się tłumaczyć,chcą obietnic,że inny męzczyzna z nami nie zamieszka.
                  Ostatnio nawet pytali ,dlaczego się uśmiechasz jak dostajesz smsa,od kogo był
                  itp.Ja ich doskonale rozumiem,że boją sie bym jeszcze ja ich nie zostawiła,wiem.
                  Ale nie ukrywam,że ich zachowanie zaczyna być kłopotliwe.
                  Nie zapraszam do domu nieznajomych im meżczyzn,sporadycznie wychodze teraz bez
                  dzieci,ale czasami chcę.Nie mogę dać się sterroryzować dzieciom,a z drugiej
                  strony są dla mnie najważniejsze na świecie nie chcę ich niepokoic.
                  Zastanawiam się.
                  Macie jakieś rady?

                  Ps
                  Dodam jeszcze,że wspominałam ex o tym problemie,prosząc go by zabierał dzieci
                  na noc choć raz w mcu,jednak nie zgodził się,twierdząc,że nie ma warunków.
                  U mnie w domu odwiedza je co 2,3 dni.
                  • aron95 Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 16.04.07, 07:40
                    Wyjedz na wekeend z dziecmi . A przypadkowo niech się zjawi "on' najlepiej w drugi
                    dzień pobytu . Na wyjazdach dzieci inaczej reagują .
                    • tina73 Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 16.04.07, 07:50
                      myślę że sukcesywnie, powolutku powinnaś przyzwyczajać dzieci do tego że masz
                      znajomych wśród których są nie tylko kobiety ale również mężczyzni. dla mnie to
                      jest dziwne że dzieci tak właśnie reagują. mam syna 12 lat którego sama
                      wychowuję i z racji tego że pracuję z mężczyznami często oni bywają u mnie w
                      domu ( mam więcej kolegów niż koleżanek ). poza tym jak tylko mam możliwośc
                      wyjsc gdzieś na kawę do lokalu rozmawiam o tym z synem , mówię mu że zostałam
                      zaproszona , mój synuś nawet doradza mi w czym ładniej wyglądam smilesmile .
                      oczywiście chcę od razu dodać że nigdy jeszcze nie zdażyło sie abym weszła w
                      związek z innym mężczyzną na tyle głęboki aby mojego syna w to wprowadzić.
                      jakoś do tej pory nie znalazlam nikogo takiego.żaden mężczyzna również nie
                      nocował u nas.
                  • anja_pl Re: Dziecko, rodzice i ktos trzeci 16.04.07, 08:16
                    rozumiem to,
                    moje dzieci (wtedy 12 i 6) mnie spytały:
                    " czy jak się zakocham to je wezmę ze sobą?"
                    mało mi wtedy serce nie pękło, popłakałam się,...
                    zapewniłam je, że zawsze będa ze mną, chyba, że same jak dorosną, zdecydują
                    inaczej,
    • akacjax czytając wątek... 13.04.07, 09:57
      Przypomniała mi się stara dyskusja:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=28168606&a=28168606
      A co do "dziedziczności rozwodów"-to wg mnie chodzi o zniknięcie pewnej bariery...nawet tu na forum pojawiają się sygnały: nie powiem rodzicom, nie zniosą tego(wieści o rozwodzie)... a gdy w rodzinie były juz rozwody-każdy kolejny jest przyjmowany jako coś mniej zaskakującego.

      Odnoszę wrażenie, że na forum coraz częściej przygłusza się traume dzieci spowodowaną rozwodem-a jest ona zawsze-niezależnie, czy rozstanie było bezwzględnie konieczne (choćby ze względów bezpieczeństwa), czy było tylko wyborem, wspólną decyzją małżonków wywołaną brakiem porozumienia.

      I jeżeli ktoś pisze-dziekuje, ze się rodzice rozeszli, bo w domu fundowali koszmar-to nie znaczy, że ich rozejście, brak normalnej rodziny-nie odbija się na przyszłych decyzjach. Może być to stłumione, mniej uświadomione, ale pewne wybory już dostają taki a nie inny kierunek.

      megaa napisała:
      > Ciagle slysze ze rodzice maja prawo do nowego zycia, do nowych partnerow, do
      > szczescia po raz kolejny - jasne maja prawo, ale co z prawem dzieci, ktore
      > czesto nie potrafa odnalezc sie w nowym zyciu rodzica a jakos nikt go nie
      > pyta o zdanie czy bycie czescia tego zycia sprawia mu taka niesamowita
      > frajde. Z gory zakladamy ze skoro my pokochalismy jakas osobe to dziecko
      > rowniez ja co najmniej polubi bo przeciez "jest taka wspaniala/-y, cudowna i
      > to wlasnie na ta osobe czekalismy cale zycie".


      Problemem jest, że psychika(styl dorastania, rozwój) dzieci nie ewoluuje tak szybko jak społeczne przyzwolenia, czy w ogóle "wyrywanie się" ludzi z tradycyjnych schematów nieodłącznie związanych z rodziną.
      • labisade Re: czytając wątek... 13.04.07, 10:09
        "tradycyjny schemat" to matka polka poświęcająca się i pilnująca domowego
        ogniska i trwająca w małżenstwie pomimo wszystko + mężczyzna któremu wszystko
        wolno i wystarcza z jego strony, że chce figurować jako mąż.
        Rozwod dla dziecka jest problemem zawsze, brak rozwodu w złym małżeństwie też
        jest dla dziecka zawsze problemem. ObA przypadki oddziaływują na emocje na całe
        życie.
        • akacjax tradycyjny schemat 13.04.07, 10:28
          O którym piszesz związany dla mnie jest też z biedą, zależnościa finansową i chyba nie funkcjonuje tylko w naszym kraju.

          A w moim poście to sformułowanie dotyczy raczej schematu biologicznego-dziecko ludzkie nie jest od razu samodzielne, biologia tak to ustawiła przez tysiące lat, że bardzo długo trwa proces osiągania samodzielności. A my od pewnego czasu chcemy to skrócić(choć z drugiej strony życie znacznie się wydłuża w porównaniu z czasem sprzed 50-200, czy 500 lat).
          • jasminowo Re: tradycyjny schemat 16.04.07, 08:35
            Jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców. Rzeczą, ktorej najbardziej na świecie
            nie chciałam to rozwód... Panicznie się bałam, że skrzywdzę córkę. I trwałam
            latami w związku w którym nie było miłości tylko jak ktoś napisał wyżej - ciche
            dni i wypalenie. Byliśmy od lat sobie obcy. I choć planowałam już rozwód to
            przyspieszyło go to, że on znalazł nową partnerkę. Kiedyś nie chciałam mieć
            dzieci. Nigdy. Bałam się potwornie, że im przekarzę cierpienie jakiego
            doświadczyłam w życiu. Że "odziedziczą" je. I teraz dziedziczy córka rozwód...
            I dopiero psycholog musiał mi pokazać, że mój ojciec a ojciec mojej córki to
            nie to samo. Że moje lęki to nie lęki mojego dziecka. I czytając co wyżej jest
            w postach płakać mi się chce kiedy pomyślę, że nie takiej przyszłości dla
            swojego dziecka chciałam... ale moja matka pewnie też nie. P.S. Zawsze mówiłam
            na głos, że cieszę się, że rodzice się rozwiedli, bo ojciec był pijakiem... ale
            to odpowiedź dorosłego a dziecko czuje inaczej... zagmatwałam się chyba w tym
            co napisałam ale jakoś tak wypłynęło...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka