zadorka
20.04.07, 17:58
Jak sobie poradzic, kiedy wiem, ze robie to co musze zrobic, ale rodzina mnie
nie wspiera?
Jak mam przebrnac przez rozwod - wydostac sie z dusznego malzenstwa, skoro
cala rodzina mi mowi - nie rob tego, wroc do niego, badz z nim szczesliwa?
Jak mam poradzic sobie z poczuciem winy, ze nie kochalam wystarczajaco mocno,
aby przestac kochac?
Jak mam wytlumaczyc sobie samej, ze nie koniecznie jest tak, ze jestem nic
nie warta, bo prawdziwa milosc poczulam trzy lata po slubie i to nie do meza?
Jak rozwiazac wszystko w miare na poziomie i bez krzywdzenia drugiej osoby,
ktora caly czas tylko uzala sie na soba?
Ja skonczylam malzenstwo, byla to moja wlasna decyzja. Tyle tylko, ze maz
nigdy nie wszedl w malzenstwo. Nigdy nie byl ze mna jednoscia, dzieleniem
sie... Nie chce sie usprawiedliwiac, wiem, co zrobilam.
Czy to jest az tak nie do wybaczenia - chciec byc szczesliwa?
Czy to byloby az takie wspanialomyslne, gdybym zostala z nim i jego
unieszczesliwila? Przeciez posiadanie zony, ktora nie kocha meza nie moze dac
szczescia...
Jak zyc dalej z poczuciem winy???
Jak byc szczesliwa z mezczyzna, ktory mnie kocha i ktorego kocham wbrew calej
rodzinie? Jak nie przeniesc na niego nieszczescia bycia osoba, ktorej sie
wszyscy wyrzekli?
Jak zyc bez rodziny?
Jak zyc w ogole?
Ja nie wiem...
Czy ktos wie...?