Calkowity brak akceptacji

20.04.07, 17:58
Jak sobie poradzic, kiedy wiem, ze robie to co musze zrobic, ale rodzina mnie
nie wspiera?

Jak mam przebrnac przez rozwod - wydostac sie z dusznego malzenstwa, skoro
cala rodzina mi mowi - nie rob tego, wroc do niego, badz z nim szczesliwa?

Jak mam poradzic sobie z poczuciem winy, ze nie kochalam wystarczajaco mocno,
aby przestac kochac?

Jak mam wytlumaczyc sobie samej, ze nie koniecznie jest tak, ze jestem nic
nie warta, bo prawdziwa milosc poczulam trzy lata po slubie i to nie do meza?

Jak rozwiazac wszystko w miare na poziomie i bez krzywdzenia drugiej osoby,
ktora caly czas tylko uzala sie na soba?

Ja skonczylam malzenstwo, byla to moja wlasna decyzja. Tyle tylko, ze maz
nigdy nie wszedl w malzenstwo. Nigdy nie byl ze mna jednoscia, dzieleniem
sie... Nie chce sie usprawiedliwiac, wiem, co zrobilam.

Czy to jest az tak nie do wybaczenia - chciec byc szczesliwa?

Czy to byloby az takie wspanialomyslne, gdybym zostala z nim i jego
unieszczesliwila? Przeciez posiadanie zony, ktora nie kocha meza nie moze dac
szczescia...

Jak zyc dalej z poczuciem winy???

Jak byc szczesliwa z mezczyzna, ktory mnie kocha i ktorego kocham wbrew calej
rodzinie? Jak nie przeniesc na niego nieszczescia bycia osoba, ktorej sie
wszyscy wyrzekli?

Jak zyc bez rodziny?

Jak zyc w ogole?

Ja nie wiem...

Czy ktos wie...?
    • zadorka Calkowity brak akceptacji 20.04.07, 18:00
      Pierwszy raz w zyciu pisze na forum...
      Potrzebuje rady i wsparcia...
      Moze chociaz od Was - zupelnie obcych i anonimowych...

      Nie wiem wlasciwie, czego oczekuje od Was...
      Moze chodzi tylko o to, zeby to wylac z glowy...
    • reddy_to_go Re: Calkowity brak akceptacji 20.04.07, 18:25
      powiem Ci tak: z czasem wszystko się ułoży, z czasem wszyscy przywykną. Oby
      tylko ta "prawdziwa miłość" była rzeczywiście prawdziwa.
    • zadorka Tylko, ze ja nie mam czasu... 20.04.07, 18:28
      Zycie jest takie krotkie...
      • reddy_to_go Re: Tylko, ze ja nie mam czasu... 20.04.07, 18:34
        nie rozumiem. Chcesz działać, to działaj. Jeśli to ta prawdziwa miłość, działaj
        bez akceptacji rodziny etc. Nie mówiłam o czasie po to, żebyś czekała z życiową
        rewolucją, aż wszyscy przywykną, przyklepią i pobłogosławią Was na nowej drodze.
    • misbaskerwill masz rację. 20.04.07, 18:48
      Odejdź od męża. Wiele rzeczy można robić dla pozorów, ale udawać miłość - to
      chyba najgorsze kłamstwo.
      Skoro macie już tylko do wyboru: być nieszczęśliwi razem, czy szczęśliwi osobno...
      • misbaskerwill Poza tym... 20.04.07, 18:50
        prawdziwa miłość nie żąda akceptacji innych.
        I nie jest łatwa, czego oczekiwałaś?wink
        • nangaparbat3 Re: Poza tym... 20.04.07, 18:57
          Każda miłość wydaje się tą prawdziwą. A poeta napisał jakoś tak (z pamieci, na
          pewno przekręcę, ale sens chyba zapamietałam: uczyniwszy na wieki wybór, w
          każdej chwili wybierać muszę. Miłość to ciężka sprawa sad
      • jetka_jednodniowka Re: masz rację. 20.04.07, 19:05
        Tak mi sie tez wydaje... moi rodzice nie potrafia zupelnie zaakceptowac rozwodu
        w rodzinie "u nas sie cos takiego nie zdarza"... Zadaja ode mnie zebym
        pozostala z mezem, bo przysiegalam i teraz juz przepadlo. tylko, ze jak
        przysiegalam, to go kochalam bardzo, bylam dobra zona... Ale on przez trzy lata
        malzenstwa robil wszystko zebym przestala go kochac...
        Nigdy nie mowil mi nic milego...
        Zawsze mowil, ze zle wygladam... Jestem za gruba, zle sie ubieram...
        Tylko, ze ja sie znacznie lepiej czuje z prawidlowym BMI i po prostu uwielbiam
        garnitury i pstawiony kolniezyk... Nie kazdy musi byc skate'm, nie (zwlaszcza
        ze nie mam juz 15 lat)...

        Tylko tak strasznie mi jest trudno... jak moja mama byla bardzo ciezko chora to
        sie nia przez rok opiekowalam codziennie, masowalam, karmilam, rozmawialam,
        rozsmieszalam... Zblizylysmy sie wtedy niesamowicie, moje siostry az byly
        zazdrosne o to porozumienie moje z mama.
        A ona teraz mowi, ze zawiodla sie na mnie i moj maz dla niej zawsze bedzie
        ukochanym zieciem...
        to jest tak ciezko przeniesc...
        te cisze po drugiej stronie sluchawki jak dzwonie do domu...
        • phokara Re: masz rację. 20.04.07, 21:27
          Każdy wybór boli. Każdy jest lepszy niż żaden - 'bujanie się' tylko wsysa czas,
          jak gąbka. Czas na szczęście zaciera obraz 'krzywd', a jak mu się pomaga, to w
          ogóle pokazuje zupełnie nowe, ładniejsze obrazy. Taki mechanizm.
          Teraz to Ci zbyt wiele nie pomoże. Boli, bo musi boleć. Taka jest cena. Jakby
          Cię nie bolało, to by dopiero był dramat. Ale to minie, choć jakaś rysa
          pozostanie, i dobrze - to też cena, jaką zapłacisz. Nie ma
          ludzi 'niezarysowanych' - nie tylko na tym forum, w ogóle ich nie ma, pod tym
          względem nie jesteś żadnym odmieńcem. Nie wierzę w czyste tafle szkła, to
          iluzja. Jak takie lustro pęka z hukiem, to dopiero potrafi poranić.

          Nie masz życia zapasowego. Twój wybór, Twoja cena. Zgadzam się z Miśkiem - nie
          da się udawać miłości; od siebie dorzucę, że w ogóle wszelkie iluzje i pozory
          są zgubne, choć niewątpliwie dość wygodne.
          Jedna refleksja - nie wymagaj od innych akceptacji, nie miej do kogoś żalu, że
          nie potrafi zaakceptować Twojej decyzji - to jest jego prawo. Uszanuj to, nawet
          jeśli ktoś inny nie potrafi uszanować Twojego wyboru. Bądź dla innych bardziej
          tolerancyjna niż oni dla Ciebie. I bądź cierpliwa. Czas zacznie działać.

          I nie zwalaj winy na innych, na męża zwłaszcza, bo to tylko pozorne wygłuszenie
          wyrzutów sumienia. Na każdą winę, którą znajdziesz poza sobą, inni znajdą dwie
          lub cztery Twoje. Taka licytacja nie ma sensu. Narozrabiałaś to teraz bądź
          lepsza. A przynajmniej się staraj. Inaczej zmarnujesz swój własny wybór, a
          szkoda by było, bo to może być szansa. Musisz w nią wierzyć. Ale inni - nie
          muszą.
        • turzyca Re: masz rację. 22.04.07, 02:09
          Pogrzeb dokladnie po rodzinie. Zawsze! jest jakas odlegla ciotka, ktora sie
          rozwiodla z mezem. Ew. wujek ktory porzucil ciotke. Czasem jest to dziesiata
          woda po kisielu, ale utraca argument "u nas w rodzinie to sie nie zdarza."


          I moje odkrycie po poprzednim zwiazku - o kazdej zlej sytuacji poinformuj mame.
          Nie w sensie donoszenia, tylko w sensie zwierzania sie. Niech bedzie, ze chcesz
          z nim zostac, "moze ten rozwod to faktycznie nie jest dobry pomysl", tylko co Ty
          masz robic jak on to i to. Zadna matka nie jest w stanie zniesc cierpienia
          swojego dziecka. Trzeba jej tylko uswiadomic, ze Ty cierpisz.
          • turzyca Re: masz rację. 22.04.07, 02:09
            Moj tekst byl do jetki_jednodniowki, nie do autorki watku.
    • jacekplacek66 Re: Calkowity brak akceptacji 20.04.07, 22:41
      kiedy czytam , że rodzina nie odzywa sie do córki, siostry bo ma inne poglądy to
      mi jakos tak dziwnie, nie rozumiem takiego zachowania.
      moi rodzice (mają po 70 lat) obserwując moje małżeństwo chyba odetheli kiedy
      wystąpiłem o rozwód, siostra i pozostała moja rodzina przyklasnęła mojej decyzji
      (jestem pierwszy w rodzinie- rozwodzący sie)akceptują moja przyjaciółke,
      spotykamy sie często, pytają co u niej kiedy długo jej nie widzą, wiem, ze
      zawsze moge na nich liczyć. gdybym musiał samotnie toczyć te swoją wojenke chyba
      bym nie wytrzymał. oni są zawsze, pocieszają uspokajają moje emocje, myslę że
      można pozazdrościć mi takiej rodziny, której niniejszym składam hołd
    • crazyrabbit Re: Calkowity brak akceptacji 20.04.07, 22:49
      Wiesz Zadorko , przeszłam przez to...
      Pamiętam "sąd kapturowy" kiedy to mój jeszcze_niestety_mąż wyprowadził się z
      domu do...moich rodziców (sic!) a ja zosatłam "nakłoniona" do próby tzw.
      ratowania małżeństwa.. Chociaż juz wtedy , 4 lata temu , nie było co ratować...

      Przeżyłam brak wsparcia ze strony mojej rodziny , kiedy to ja się wyprowadziłam
      od niego (ale nie do rodziców of kors) i zabrałam ze soba młodą... Przeżyłam
      odsunięcie się ode mnie "najlepszej przyjaciółki" , odejście kogoś mi
      bliskiego i utratę pracy w jednym czasie...

      Dostałam wsparcie od nieznanych mi ludzi , nie tylko na forum.
      A na forum znalazłam osoby , które teraz mogę nazwać moimi przyjaciółmi smile

      Z moją rodzinka kontakty mooocno ograniczyłam i to ich chyba zabolało , bo już
      zaczynają ze mną rozmawiać. Ale i tak mój juz_niedługo_mąż jest zapraszany na
      obiadki i na tenisa , ja nie smile
      Taki Czarny Królik w rodzinie musi być , no nie ??

      Dlatego łepek do góry.
      Bardziej skrzywdzisz męża żyjąc z nim bez miłości , z musu , niż odchodząc od
      niego. To przynajmniej jest uczciwe postawienie sprawy.
    • pszczolkalodz Zycie jest jedno 21.04.07, 11:58
      zadorka pamiataj to Twoje zycie, masz je jedno. Masz do wyboru albo przezyc je
      dla innych, czego z pewnoscia nikt nie zauwazy i nie doceni, a Ty bedziesz w
      nieszczesliwym zwiazku dla zasad ideii, albo wybierzesz siebie!!. Nie patrz na
      innych bo to jest TWOJE zycie. A wiem tez ze jesli rodzic jest szczesliwy to
      dziecko tez jest. Musisz odpowiedziec sobie tylko sobie na co stawiasz w zyciu
      i trzymac sie tego, bo nikt za ciebie go nie przezyje. A rodzina jak zobaczy
      Ciebie szczesliwa to tez zmieni zdanie zobaczysz... potrzebny jest jak wszedzie
      czas. Szkoda ze nasi mezowie takich dylematow nie maja, tylko jeszcze depcza to
      co wczesniej kochali albo tylko tak mowili...Pozdrawiam Cie i trzymam kciuki,
      wierze ze decyzja bedzie sluszna smile
    • notting_hill Re: Calkowity brak akceptacji 21.04.07, 14:04
      "Dzieci toksycznych rodziców odczuwają ogromną potrzebę rodzicielskiej
      aprobaty, która przeszkadza im żyć własnym życiem. To prawda, że większość
      dorosłych czuje się w niektórych sprawach bardzo związana ze swymi rodzicami.
      Na pytanie, czy są zdolni do myślenia, działania i odczuwania w całkowitym
      oderwaniu od nadziei i oczekiwań swych rodziców, tylko nieliczni
      mogą kategorycznie odpowiedzieć „tak”. I rzeczywiście, w prawidłowych
      rodzinach, pewna dawka zależności jest korzystna. Sprzyja ona tworzeniu uczuć
      przynależności i rodzinnej więzi. Ale nawet w prawidłowych rodzinach ten wpływ
      może sięgać zbyt daleko, a w rodzinach toksycznych wykracza on poza wszelkie
      dopuszczalne granice.
      Niektórzy ludzie czują się zmieszani bądź urażeni, kiedy sugeruję im, że mogą
      być w samounicestwiający dla nich sposób zrośnięci z rodzicami. Proszę
      pamiętać, że jest to zwyczajna walka. Niektórzy ludzie są wystarczająco
      dojrzali do całkowitego „napełnienia się” własnym życiem i całkowitego
      uwolnienia się od potrzeby rodzicielskiej aprobaty. Większość z nas opuściła
      dom tylko fizycznie, niewielu z nas opuściło dom w sensie emocjonalnym."
      Susan Forward "Toksyczni rodzice"
Pełna wersja