Dodaj do ulubionych

Co z miłością..???

25.04.07, 14:07
Witam,
chcialabym napisać kilka słów...Wiem,zapewne było już mnóstwo podobnych
wątków,ale ja chciałabym teraz zacząć go od nowa.
Dowiedzieć się jak to jest z miłością...
W piątek miałam sprawę rozwodową.Jestem młoda.Mam 29lat,1,5rocznego synka i
niedługo zostanę sama.Rozwód chodził mi od zawsze po głowie.Po prostu wyszłam
za mąż,wiedząc że ten to nie TEN.
TEN pojawił się w moim życiu,gdy byłam mężatką.Jeśli ktoś był kiedykolwiek
prawdziwie zakochany,to wie dobrze co oznacza słowo miłość,rozumie,gdy pisze
się,że rozumiemy się bez słów,że przy nim serce moje po prostu bije.
To dzięki niemu miałam odwagę sięgnąć po marzenia i się rozwieść....Ale jak
to bywa w życiu,nigdy nie jest kolorowo.
Gdy mój rozwód jest na wyciągnięcie ręki on stchórzył????
Sytuacja nie jest zupełnie prosta,bo on ma dwoje małych dzieci w związku w
którym tkwi.I mówi,ze one są najważniejsze i nie wie co robić....Mnie kocha
nad życie,jestem jego ideałem,marzeniem....ale.....
Co mam robić?Czekać na niego?I się nie doczekać?
Czy mam jeszcze szanse na miłość?
Czy kobieta z dzieckiem ma szanse na normalny związek?
Chciałabym taki mieć....Mieć ukochanego przy boku i po prostu żyć....
Obserwuj wątek
    • soniaaa Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 14:33
      Na pierwsze pytanie nie znam odpowiedzi. Sytuacja trudna, tym bardziej, ze
      wiekszosc obecnych tu osob to osoby zdradzone. Zaraz pewnie uslyszysz cos o
      odpowiedzialnosci za wlasne czyny, za rodzine, itp. Ale bedzie tez madrosc w
      tych wypowiedziach.
      Pozostale pytania - szansa jest zawsze, nawet jak sie wydaje, ze jej juz nie
      ma...smile
      Trzymaj sie!
      • xxnick Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 14:44
        Dziękuję za wpis...
        Wiem,że trzeba wierzyć,bo wtedy marzenia się spełniają...
        Może moje też mają szanse...
    • e07 Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 14:46
      Skoro to TEN, to jak to nie czekać? Skoro TEN okazuje się nieosiagalny, to
      zadowolisz sie innym tym? I tak aż do następnego TEGO? Bez skrupułów złamiesz
      życie drugiemu temu? Dla mnie to wygodnictwo i usprawiedliwianie się.
      Związek dwojga ludzi to coś więcej niż chemia przez rok, czy dwa. To przede
      wszystkim uczenie sie drugiej osoby i kompromisów. I odpowiedzialność. I
      konsekwentne dorzucanie szczapek do wspólnego ogniska, a nie ogrzewanie się
      przy innym ajk to wspólne wygasa.
      • xxnick Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 14:57
        To właśnie TEN....Ja tak czuję i nie chce nikogo innego.Nie wyobrażam sobie
        innego mężczyzny obok siebie,nie wyobrażam sobie,bym mogła całować inne usta,by
        inne dłonie mogły mnie dotykać.Znamy się blisko 4 lata.To najpiekniejsze dni
        mojego życia.Patrze do tyłu i widzę tylko to,co przeyzlam z nim a nie że gdzieś
        tam był jeszcze moj mąż.
        Nie mam zamiaru nikomu łamać życia.Dlatego rozwodzę się z mężem,by nie
        unieszczęsliwiać go,by znalazł kogoś kto pokocha,go tak jak ja,kocham tylko nie
        jego.Jestem lojalna wobec tego,ktorego kocham.
        Zastanaiwam się tylko cały czas,czy skoro teraz on nie wie,co zrobić,to czy on
        czuje to co ja.Chce walczyć o niego ze wszystkich sił.Boje się tylko zmarnować
        sobie życia,na złudnych marzeniach.
        To trudne.Bo wierze,ze mnie kocha tak jak ja jego.A zarazem nie wiem,czy w
        zyciu nie jest tak,ze czasem przegrywamy z własnym tchorzostwem i brakiem
        odwagi,by podjąć decyzje.
        Ale.... ja swojego uczucia jestem pewna.Chce na niego czekac,chce jego...tylko
        jego.
        • tricolour Nie byłoby źle... 25.04.07, 15:08
          ... gdyby ktoś kopnął Cię w dupę. Za krzywdzące zachowanie, brak lojalności,
          odpowiedzialności, egoizm. W sumie zachowanie poniżej krytyki.

          Nie byłoby też źle, gdyby nowy mąż zrezygnował z Ciebie po kilku latach, byś
          mogła kogoś poznać, kogo pokochasz, byś była z tym najnowszym szczęśliwa.

          Tak dla równowagi w przyrodzie.
          • zalo_76 Re: Nie byłoby źle... 25.04.07, 15:12
            Tri, dziekuje, wlasnie mialem napisac to samo, tylko troche innymi slowami.
            Z.
          • xxnick Re: Nie byłoby źle... 25.04.07, 15:15
            Dziękuje.....
            Ale już dostałam w tyłek,jeśli Pana/Panią to uraduję.
            Mój mąz już od maja zeszłego roku ma kogoś innego.Układa sobie życie i nie
            patrzy na mnie,teraz to nawet on nalega na rozwód.
            Nie jestem złą kobietą.Nie zamierzałam nigdy zdradzić.Moj mąż kochał mnie po
            sowjemu,w jego egoistyczny sposób.
            Zresztą.... trudno jest opisać cała rzeczywistość w słowach.
            Wyszłam za mąż ze strachu,ze zostanę sama w życiu.Po drodze pojawił się
            ON.Miłość,dla ktorej chce życ.Może to niedopowiedzialne co zrobiłam.Ale
            człowiek czasem boi się życ,zwłaszcza wtedy,gdy nie wie jak życ.
            Prosze nie oceniać mnie tak ostro.Bo jestem osobą,która nie chce nikogo
            krzywdzić.Sama zagubiłam sie teraz w tym wszystkim.
            • moniamir Re: Nie byłoby źle... 25.04.07, 17:13
              xxnick napisała:

              > Dziękuje.....
              > Ale już dostałam w tyłek,jeśli Pana/Panią to uraduję.
              > Mój mąz już od maja zeszłego roku ma kogoś innego.Układa sobie życie i nie
              > patrzy na mnie,teraz to nawet on nalega na rozwód.
              > Nie jestem złą kobietą.Nie zamierzałam nigdy zdradzić.Moj mąż kochał mnie po
              > sowjemu,w jego egoistyczny sposób.
              > Zresztą.... trudno jest opisać cała rzeczywistość w słowach.
              > Wyszłam za mąż ze strachu,ze zostanę sama w życiu.Po drodze pojawił się
              > ON.Miłość,dla ktorej chce życ.Może to niedopowiedzialne co zrobiłam.Ale
              > człowiek czasem boi się życ,zwłaszcza wtedy,gdy nie wie jak życ.
              > Prosze nie oceniać mnie tak ostro.Bo jestem osobą,która nie chce nikogo
              > krzywdzić.Sama zagubiłam sie teraz w tym wszystkim.
              Wiesz czegos nie rozumiem w Twojej opowieści. Jestem już w domu i spokojnie
              przeczytałam Twoje posty. Piszesz w pierwszym poście, że wyszłaś za mąż nie
              kochając. Piszesz że po drodze pojawił się TEN. Piszesz że mąż kochał Cię na
              swój egoistyczny sposób. Piszesz że dostałaś w tyłek, bo Twój mąz ma kogoś.
              Dziewczyno, zastanów się. Nie bardzo Cię rozumiem. To chyba dobrze że kogoś
              sobie znalazł, że stara się sobie układać życie. Nie chcę Cie atakować, ale jak
              na 29 lat to masz dziwne podejście do zycia. I choć nie lubię facetów (
              przepraszam wszystkich panów na forum ), to zrobiło mi się żal Twojego męża żal.
              • xxnick Re: Nie byłoby źle... 26.04.07, 09:13
                Może nie powinnam w ogóle nic tutaj pisać,bo teraz pojawiły się niejasności,a
                może ja też sama piszę nie jasno,dla osób które nie wiedzą co czuję a tylko
                czytają.
                Wszystko się zgadza.Wyszłam za mąż,pojawił się TEN.A TEN pojawił się dlatego,że
                mąż nie żył moim zyciem,tylko swoim.Cały czas nastawiony był na siebie i
                zaniedbywał wszystko co związane było z moją osobą.Kochał mnie,tak cały czas
                twierdził.Ale jak poznał inną kobietę,to zapomniał że mnie kochał,nawet nie
                kwinał palcem by walczyc o nas.Ale nie pisze tego ze złościa.Dzisiaj nasze
                stosunki są wzorowe.Potrafimy już rozmawiac,czego nie umielismy robić bedac
                razem.
                Nie szukałam tego innego.Po prostu pojawił się i poczułam się przy nim
                kobietą,pod każdym względem a on jest dla mnie mężczyzna,przy którym chcualabym
                się zestarzec i wiedzialabym ze to ten.
                a dlaczego napisalam ze dostałam już w tyłek?
                Bo żaden to sukces mieć 29 lat i rozwód na karku,zostać sama z dzieckiem i
                marzyć o wielkiej miłosci,a nie mieć jej na codzien.
                Moze zasłuzylam sobie na taki los.Moze tak,sami jesetesmy kowalami swojego
                losu,zycia.
                Ale jest cięzko.Zwlaszcza,ze tyle nasłuchalam się od NIEGO o miłosci,o tym,ze
                zycie bedzie nasze.A dzisiaj? A dzisiaj chyba boi się ze postanowialam
                zrealizowac marzenia o normalnym,kochajacym domu i sie rowiodlam.

                • moniamir Re: Nie byłoby źle... 26.04.07, 09:21
                  Xxnick. Nie chciałam w żaden sposób Cię urazić. Myślę, że nikt na tym forum nie
                  chce nikogo urazić. Kilka postów to zbyt mało, aby na ich podstawie oceniać
                  człowieka...
        • tina73 Re: Co z miłością..??? 26.04.07, 19:54
          xxnick , dla mnie sprawa jest prosta, jesli on ci mowi ze za bardzo kocha
          dzieci i dla tego nie moze od nich odejsc to nie czuje tego co ty. bo gdyby tak
          jak ty kochal cie na zycie to nie ogladal by sie na żonę , gdyż to ją mial by
          zostawić a nie dzieci. pozdrawiam smilesmile
    • moniamir Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 15:11
      Jak czytam takie posty to jest mi przykro. Bo gdzie jest sprawiedliwość?
      Nie rozumiem jak można założyć rodzinę bez miłości, a tym bardziej jak może w
      tej rodzinie pojawić sie dziecko? Przynudzam zapewne, ale jest to dla mnie
      niezrozumiałecrying ...
      • xxnick Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 15:18
        No właśnie....Sama się zastanaiwam,jak to wszystko mogło zabrnąć tak daleko....
        Sams nie wiem naprawde.....
        Jest mi okropnie ciężko.Bo zmarnowałam życie,przez własne tchórzostwo
        sobie,mężowi,i mojemu najukochańszemu synkowi,ktory juz ma rozbitą rodzine...
        Może teraz właśnie ponoszę karę,za to ze wyszłam za mąż ze strachu,ze moge
        zostać sama...
        No i jestem teraz sama....
        • aron95 I zostaniesz sama 25.04.07, 15:24

          Komitet powitalny proszę przywitać biedulę .
        • wojtekp67 Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 15:25
          To musi być jakiś troll. nie wierzę , zę mozna być tak ograniczonym i pisac
          takie bzdety. Twój niby "ukochany facet" jest w zwiazku i ma dwoje dzieci?
          Z premedytacja rozwalałaś tym dzieciom rodzinę? I czego oczekujesz na tym
          forum? masz pytania dotyczace rozwodu? problemów z dziećmi? bo jesli tylko o
          twojej miłosci do kochanka to moze....idz na forum "kochanki". smile
          Coś Ci powiem, ludzie, - Twój mąż, ten facet, dzieci twoje i jego to nie
          zabawki. Moze kiedyś to zrozumiesz....
          • xxnick Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 15:31
            Nie jestem trollem,ani kochanką.
            Przykre,że ludzie tak oceniają i tak skazują nie znając wszystkich szczegółów.
            Chciałam po prostu pogadać,bo jestem w trakcie sprawy rozwdowej i nie jest mi
            łatwo,bo uwazam to za swoją porazke,ze zycie mi sie nie ułożyło...
            Przepraszam jesli kogoś uraziłam.
            I żałuje,ze tak łatwo mieszamy z błotem ludzi.
          • moniamir Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 15:33
            wojtekp67 napisał:

            > To musi być jakiś troll. nie wierzę , zę mozna być tak ograniczonym i pisac
            > takie bzdety. Twój niby "ukochany facet" jest w zwiazku i ma dwoje dzieci?
            > Z premedytacja rozwalałaś tym dzieciom rodzinę? I czego oczekujesz na tym
            > forum? masz pytania dotyczace rozwodu? problemów z dziećmi? bo jesli tylko o
            > twojej miłosci do kochanka to moze....idz na forum "kochanki". smile
            > Coś Ci powiem, ludzie, - Twój mąż, ten facet, dzieci twoje i jego to nie
            > zabawki. Moze kiedyś to zrozumiesz....
            Też zastanawiam się czy to nie jest podpucha...
            • phokara Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 15:40
              >Jeśli ktoś był kiedykolwiek
              >prawdziwie zakochany,to wie dobrze co oznacza słowo miłość,

              To jest mit i totalna bzdura.

              Jeśli teraz kochasz, to uszanujesz każdą decyzję tego (TEGO), o którym piszesz;
              bez roszczeń, bez oczekiwań, bez szacowania kosztów własnych i liczenia motyli
              w brzuchu.
              • cien_wiatru Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 15:53
                Ja te sytuacje swietnie sobie potrafie wyobrazic i doskonale bym ja rozumiala
                gdyby nie jedno - te dzieci , zarowno twoje jak i jego.
                Naprawde rozumiem to, ze wyszlas za maz ze strachu. Ja tez wiele lat temu
                tkwilam przez 3 lata w zwiazku ze strachu przed samotnoscia i o malo nie
                wyszlam za tego goscia za maz.

                Ale dzieci ??!!! Miec dziecko z kims , z kim sie jest ze strachu ? rozumiem tez
                strach przed samotnoscia, ale Ty przeciez masz dopiero 29 lat . Czyli za maz ze
                strachu wyszlas majac 26-27 lat. Nie moglas poczekac ? Bac samotnosci to sie
                moze ktos, kto sie zbliza do 40-tki.

                Na forum Kochanki, jak ktos sugerowal, tez nic Ci nie poradza. N apytanie co
                sie stalo odpowie Ci tylko Twoj ukochany. Rozmawialas z nim w ogole ? Pytalas ,
                co sie stalo ?

                Mnie sie wydaje, ze wiem. Gdyby sie rozwiodl, to musialby opuscic swoje wlasne
                dzieci i zyc z daleka od nich i wychowywac cudze. I tego wlasnie nie chce. I
                wcale mu sie nie dziwie.
              • reddy_to_go Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 23:18
                phokara napisała:

                > To jest mit i totalna bzdura.
                >
                > Jeśli teraz kochasz, to uszanujesz każdą decyzję tego (TEGO), o którym
                piszesz; bez roszczeń, bez oczekiwań, bez szacowania kosztów własnych i
                liczenia motyli w brzuchu.

                To nie jest ani mit, ani totalna bzdura. Kochać kogoś, czyli uszanować jego
                decyzję. A potem cierpieć w milczeniu, licząc straty i zabijać motyle w brzuchu
                jeden po drugim.
                • phokara Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 23:35
                  Mitem jest zrównywanie zakochania z miłością.


                  >A potem cierpieć w milczeniu, licząc straty i zabijać motyle w brzuchu
                  > jeden po drugim.

                  To jest zakochanie zakończone nie takim sposobem, jaki nam się śnił.
                  Naprawdę miłość z cierpieniem i liczeniem strat nie ma nic wspólnego. Miłość
                  jest bezinteresowna, kochając człowiek zawsze jest 'pełen', zawsze jest do
                  przodu, zawsze zyskuje, nawet jeśli brak happy endu. Jest niezależna.
                  Tylko najczęściej wcale nie jst milością to, co bierzemy za miłość. Stad
                  szukanie krzywd i poczucie rozczarowń. Ale to są rozczarowania człowiekiem, a
                  nie miłością.


                  • reddy_to_go Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 23:44
                    czyli: jeśli z tym będziesz szczęśliwszy, to idź do tego. Będę szczęśliwa razem
                    z Tobą.
                    ???
    • aron95 phokara i monika 25.04.07, 15:53
      Witam Panie !!
      • phokara Re: phokara i monika 25.04.07, 16:03
        Witam Panie
        ... a bukiet wiosennych ostów szeleści w celofanie.
        ach, ach!
      • moniamir Re: phokara i monika 25.04.07, 17:04
        aron95 napisał:

        > Witam Panie !!
        Nie wiem czy to do mnie. Ale wolę grzecznie się przywitać. Witam szanownego
        Arona.
    • marcelka38 Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 16:29
      "Mnie kocha
      nad życie,jestem jego ideałem,marzeniem....ale....." No właśnie co ale??
      Tyle, że jeżeli kocha się kogos nad życie to nie tkwi sie w nieszęśliwym
      związku, tłumacząc się dobrem dzieci.. dzieci są jak barometr wyczują każdy
      konflikt, każdy fałsz... A wcześniej dzieci to nie było??? Pojawiły sie nagle?
      Jeżeli coś się zaczyna powinno sie mysleć o konsekwencjach. Być może kolejny
      szukający wrażeń, znudzony małżonek - dobrze było, kiedy było bez zobowiązań, a
      kiedy trzeba podjąć decyzję, wyłazi zwykłe tchórzostwo... Jak u wielu tego
      typu... A Ty dziewczyno masz 29 lat??? Bo mam wątpliwości. Kubeł zimnej wody na
      głowę i więcej wyobraźni
    • reddy_to_go Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 17:22
      Ludzie, co Wy tacy bezlitośni jesteście? Ja tam rozumiem, że można stracić
      głowę i pokochać kogoś poza małżeństwem, bo małżeństwa bywają różne. Inna
      sprawa, że do czegoś takiego to trzeba jaja mieć. Żeby w odpowiednim czasie
      umieć podjąć decyzję, a nie "nie wiedzieć, co robić" i obarczać swoją niewiedzą
      rzekomą "miłość swego życia".
      A swoją drogą to od jakiegoś czasu zastanawiam się, jak to jest... Może ten
      facet naprawdę kocha xxnick, ale nie odejdzie od rodziny, bo to mu się wydaje
      jeszcze straszniejsze niż wybicie sobie xxnick z głowy? Z tym kochaniem to nie
      wiem, ale pół królestwa stawiam na to, że się nie rozwiedzie.
      • rafanetka Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 19:10
        Niedobrze mi. Właśnie taka sprawila, ze nie mam teraz męża. Rozwiodłam się z
        nim, żeby im 'ułatwić bycie razem'.Niestety wtedy jej nie chciał, wolał prosić
        mnie o powrót a teraz czekać bo może wrócę. Nigdy nie zrozumiem jak można
        budowac własne szczeęście na cudzym, tworzyć nową rodzine kosztem innej.
    • bazyliada Re: Co z miłością..??? 25.04.07, 23:11
      Poruszyło mnie to co xxnick napisałaś. Pewnie dlatego, ze w pewnym stopniu
      historia podobna do mojej. Więc nie grzmię, nie oceniam, wiem, że życie jest
      często bardzo skomplikowane i nie można wszystkiego co składa się na decyzje
      człowieka opisać w kilku zdaniach.
      Powiem Ci jak ja postępuję-daje sobie czas na całkowite wyjście emocjonalne z
      rozwiedzionego juz związku, przyglądam się sobie i układam sobie świat wolny od
      wszelkich uzależnień, muszę w nim poznac siebie, poukładac to co ważne na
      włąściwą póleczkę, a to co nieważne powyrzucać.
      Wierzę, że życie przyniesie mi jeszcze wiele pięknych chwil. Chcę się starać
      pracować nad własnym szczęściem , ale nie raniąc innych.
      • tricolour Życie nie jest skomplikowane... 25.04.07, 23:39
        ... deszcze padają z chmur, a nie znienacka ze słońca, góry nie maleją w oczach,
        a dzieci nie starzeją się szybciej od nas.

        Sami komplikujemy sobie życie, ale przyznać się do własnoręcznego wzięcia
        odpowiedzialności, to taaaakie trudne. O ile łatwiej powiedzieć, że coś jest
        samo z siebie skomplikowane, a ja bidulkA poddaję się losowi, na który nie mam
        wpływu...
        • bazyliada Re: Życie nie jest skomplikowane... 25.04.07, 23:56
          Nie zależy mi na dyskusji czy życie jest skomplikowane czy nie.

          Nie to było najistotniejsze w mojej poprzedniej wypowiedzi.
          Ona była skierowana do xxnick. Podzieliłam się tym jak ja radzę sobe z tym co
          dla mnie jest trudne.
          Wiesz tri nie musisz mnie atakować, edukować, oblewać kubłem zimnej wody- tak
          odebrałam Twój post powyżej- jestem duża dzieczynką, nie bidulką, biorę
          odpowiedzilnośc za siebie i to co robię. A Ty nie musisz o tym wiedzieć-ale
          teraz już wiesz i możesz sobie podarować uswiadamianie mniesmile
          • tricolour Ja Ciebie nie edukuję... 26.04.07, 00:12
            ... nie atakuję, nie uświadamiam i nie oblewam niczym. Nie zależy mi na Twoim
            losie i jak sobie "ułożysz" życie.

            Zależy mi na tym, aby treść wypowiedzi była spójna. Nie wiem, co to znaczy
            "ułożyć" sobie cokolwiek. Jest to dla mnie pojęcie puste i płytkie. Podobnie ze
            stwierdzeniem, że życie jest skomplikowane - nic z tego (dla mnie) nie wynika.

            No bo co wynika z faktu, że życie jest skomplikowane? To tyle.
            • xxnick Re: Ja Ciebie nie edukuję... 26.04.07, 08:14
              Szanowni wszyscy czytający i odpisujący.
              Nie użalam się nad sobą.Jest wręcz przeciwnie.Dziękuje za słowa zrozumienia,bo
              życie nie jest proste.A wie o tym,ten kto znalazł się na jakimś zakręcie.Nikt
              nie zakłada w życiu zdrady,nikt tego nie planuje.Przynajmniej nikt normalny.Ja
              chciałam mieć normalny,szcześlliwy dom.Nie wiem dlaczego tak stchórzyłam i nie
              poczekałam.Naprawde nie wiem.Tak się wszystko potoczyło.Wyszłam za mąż
              rzeczywiście od razu po studiach.Chyba dlatego,że mąż tak chciał.Nieważne.Było
              minęło....
              Nie mam nic na usprawiedliwnie siebie.Jak poznałam jego ON miał jedno
              dziecko.Na początku nasza znajomość miała czysto przyjacielski ton.Zwierzaliśmy
              się sobie z problemów,trosk.Okazało się że jego związek to też pomyłka.Pomyłka
              pomimo,że nie jest po ślubie...i wtedy okazało się,ze wpadli.Ze zdarzył się raz
              i raz trafiony.Mój swiat się wtedy zawalił.Wiedziałam ze to koniec nas.Ze nie
              wolno niszczyć rodziny.Ale on walczył o nas.Płakalismy razem i zostalismy przy
              sobie...A ja wtedy tez postanowilam,ze moze powinnam sprowac powalczyc o swoja
              rodzine,bo wiedzialam ze tamto,pomimo ze najcudowniejsze co mi sie przytrafilo
              to jednak nic z tego nie bedzie.
              Mąż chcial dziecko,rodzina mi tez ciagle o tym mówiła....no i poddałam się,tak
              jak wtedy,gdy była mowa o ślubie.
              Dla tych co nigdy nie mieli takich uczuc,takiej sytuacji moze sie to wydac
              dziwne..Dla mnie tez jest dziwne,gdy kobieta mowi,ze mąż jej nie szanuje,ze ją
              bije a ona nie odejdzie.Gdy czegos nie doswiadczymy,to trudno zrozumiec ludzkie
              reakcje,ludzki strach.
              I szczerze napisze,ze dopiero gdy urodzilam synka zdobyłam się na odwage,by
              zakonczyć małżeństwo.By zacząć życ od nowa.Czekam na NIEGO,ale nie wiadomo co z
              tego wyniknie.Moze jest zwykłym tchórzem,moze mnie nie kocha tak jak ja jego,a
              moze jego obaway tez sa zrozumiałe.
              Czas pokaze.Staram się nabrac dystasnu do wszystkiego.Ale czasem jest mi trudno.
              Dodam,ze jego kobieta wie o mnie.Szantazuje go,ze jak odejdzie to nie bedzie
              miał dzieci.Moze dlatego boi sie podjac decyzje...
              Dziekuje za slowa wsparcia.Zycie nie jest proste...
              Moge jeszcze napisac,ze gdybym byla taka głupia i pozbawuiona
              umysłu,egoistyczna jak co niektórzy tu sugerowali,to wrocilabym do meza i
              wiodla beztroskie zycie.Ale nie chce tak dłuzej.Nie chce by moje dziecko zylo w
              domu,gdzie sa kłotnie.Teraz nasze stosunki sa wzorowe.Rozmaiwaymy codziennie
              przez telefon,troszczymy sie o siebie,maz bierze synka do siebie,kiedy moze a
              ja nie mowie nawet slowa,ze w jego domu jest juz nowa kobieta i bawi sie z moim
              dzieckiem.Nie chce juz złych sytuacji.Czuje ulge,ze przynajmnjiej z nim dobrze
              sie ulozylo i ze jemu zycie rowniez.
              Moze ja tez mam jeszcze szanse na miłosc,bo wierze w nią.
              Bede czekac na NIEGO,bo wierze,ze to TEN.
              • e07 Re: Ja Ciebie nie edukuję... 26.04.07, 09:35
                Nie rozumiem Cię. Ale rozumiem, że mogę nie rozumieć, bo tego nie
                doświadczyłam, bo jestem inna. powodzenia.
              • phokara Re: Ja Ciebie nie edukuję... 26.04.07, 10:37
                Dziewczyno,
                tutaj usłyszysz różne głosy - znajdziesz cień zrozumienia, albo wręcz
                przeciwnie i dobrze. Tutaj nie ma ludzi, którym się "prosto potoczyło życie",
                jeśli w ogóle ono kiedyś się toczy prosto.
                Twój przykład jest w ogóle dość ciekawy, bo wystąpiłaś w każdej z ról (żony,
                kochanki, za moment rozwódki) więc teoretycznie byłaś po obu stronach barykady.
                I coś Ci powiem - więcej barykad nie ma, teraz musisz walczyć sama. O siebie
                przede wszystkim, bez wypatrywania sojuszników na horyzoncie. Podejmowanie
                decyzji ma swoja cene i konsekwencje - to jest sprawa indywidualna. Jak Ty to
                teraz rozegrasz, to tez tylko Twoja sprawa. Jak będziesz się teraz
                koncentrowała na rozważaniach "czy to TEN, czy nie ten"; "czy odejdzie czy nie
                odejdzie?" - to przegrasz rzecz na całej linii. Serio, serio. Ty masz dojrzeć,
                Ty masz zobaczyć różnicę pomiędzy "związkiem - pomyłką", zakochaniem i
                miłościa, która jest w ogóle bez związku z niczym i na tym etapie zostawilabym
                w spokoju to pojęcie, bo ono jest ponad dylematami i pytaniami, które przed
                Tobą.
                I mniej wzniośle, refleksja czysto obyczajowa. Nie naciskaj na tego pana - bo
                zwieje w podskokach (no sorry) albo - nawet, jeśli odejdzie, to i tak się
                między Wami może posypać - tak to jest. Wtedy dopiero będziesz zawiedziona i
                rozczarowana... "milością". A prawda jest taka, że to nie miłość jest źródłem
                rozczarowań, tylko ludzie.
                • xxnick Re: Ja Ciebie nie edukuję... 26.04.07, 11:00
                  Dziękuję za te słowa.
                  Prawda w nich ogromna.Wiem,że musze stanąć na własnych nogach i skoncentrować
                  się tylko na swoim życiu i mojego synka.Życie się musi ułożyć.I nie ma nic na
                  siłę.Wszystko się okaże czy ten to ten.Jesli jesteśmy sobie przeznaczeni to
                  zycie będzie nasze.
                  Mam nadzieje,ze nie zmarnuje szansy jaką daje mi los.Uwalniam się przecież ze
                  związku,w którym byłam nieszcześliwa.Przede mną nowa szansa.I obym rzeczywiście
                  jej nie zatraciła.
                  Musze wziąć się w garść.Przestać płakać,ze TEN ciagle jest nie ze mną.Nic na
                  siłe.
                  Droga koleżanko.Jeszcze raz dziękuję za słowa wsparcia.Musze dojrzeć to
                  podstawa.
                  • phokara Re: Ja Ciebie nie edukuję... 26.04.07, 11:39
                    > Mam nadzieje,ze nie zmarnuje szansy jaką daje mi los.Uwalniam się przecież ze
                    > związku,w którym byłam nieszcześliwa.Przede mną nowa szansa.

                    I o to teraz chodzi. To jest TWOJA szansa, tylko Ty ją schrzanisz albo
                    wykorzystasz - sama. To Ci da wewnętrzna siłę, niezależną od dalszych wypadków
                    losu, bo ten nigdy nie jest do końca przewidywalny. I wiesz co... masz w
                    rękach 'extra bonus' - i bynajmniej nie w postaci TEGO faceta, tylko w osobie
                    exa, z którym masz dobre relacje - nie zdajesz sobie sprawy z tego, jaki to
                    dar. Zamiast płakać, że tamten nie jest z Tobą, ciesz się raczej tym, że nie
                    musisz brać na plecy gigantycznego poczucia winy, które mógłby w Tobie wyzwolić
                    mąż - to jest dopiero kanał.
                    Zbuduj się teraz sama. Bo jak tego nie zrobisz - to nawet, jeśli tamten
                    odejdzie, nie będziesz miała siły nic z nim stworzyć; naprawdę - coś co przez
                    chwilę wydaje się 'happy endem' jest tak naprawdę początkiem drogi przez mękę.

                    I jeszcze coś. Jak się zajmiesz soba, jak odżyjesz, jak poczujesz w sobie siłę,
                    to bardzo prawdopodobne jest, że Ty sama odejdziesz z tego układu, bo już
                    będzisz wiedziała, że każda decyzja jest lepsza niż jej brak. Tak to jest. Ale
                    to niestety są wybory, które każdy podejmuje sam i sam za nie płaci - nie ma
                    sensu się spodziewać, że zrobi tak, a nie inaczej. Ja zawsze powtarzam, że
                    odejść jest trudniej niż zostać. I nie każdy ma na to siłę, nawet w obliczu
                    nowej wyspy na horyzoncie - i musisz to uszanować.
        • akacjax przecież nie chodzi o to 26.04.07, 11:14
          by płakać nad rozlanym mlekiem, roztrząsać-o ja nieodpowiedzialna rozlałam mleko, mogłam tak, mogłam siak...ale by posprzątać i na przyszłość być bardziej przewidującym. To jest branie odpowiedzialności-nie trzeba o tym mówić, trzeba działać.
          Gdy się popełni błąd, gdy w zyciu coś toczy sie nie po naszej myśli....życie nadal, dostosowanie się do nowej sytuacji-to jest dla mnie branie odpowiedzialności.

          Oczywiście bywa, że nie wiemy jaką decyzje podjąć, jesteśmy na tym rozdrożu..i chyba autorka wątku jest w takim miejscu. Do tego emocje zakochania utrudniaja jasne widzenie.

          • xxnick Re: przecież nie chodzi o to 26.04.07, 11:24
            I tak właśnie jest...
            Chciałabym w końcu wziąć życie w swoje ręce.Zyć jak zawsze chciałam żyć.Tylko
            jak to zrobić?Chyba dlatego napisałam.... bo myslałam,że ktoś napisze życie nie
            jest trudne,wszystko się ułozy....
            Wiem,naiwne to bardzo..
            Ale te wszystkie wypowiedzi uzmysłowiły mi,że właśnie jestem w momencie gdzie
            nie moge patrzeć przez pryzmat zakochania.Biorę rozwód,bo byłam nieszcześliwa u
            boku tego mężczyzny...Muszę napełnić się siłą,by nigdy wuięcej nie popełnić
            takiego błędu...
            Jestem rzeczywiście na zakręcie.Myslalam ze rozwod to przepustka do
            szczesliwego zycia,zaraz od razu.Nie jest tak jednak.Wszystko potrzebuje
            czasu,dystansu,wysilku.Jedna osoba tutaj bardzo mądrze napisala,ze trzeba
            najpierw zacząć życ swoim życiem....Ja tak wlasnie chce....
            • akacjax Re: przecież nie chodzi o to 26.04.07, 11:41
              trzeba
              > najpierw zacząć życ swoim życiem....Ja tak wlasnie chce....

              I jeżeli widzisz zmianę jaka powstała w Tobie od napisania pierwszego postu, jeżeli wiesz, że teraz już nie napisałabyś-czy czekać na niego(bo możesz się nie doczekać)...to znaczy rozwijasz się, gratuluję.

              Rozwód nie jest przepustką, jest tylko zamknięciem.
              • woman-in-love Re: przecież nie chodzi o to 26.04.07, 11:49
                xxnick - zobacz, jak różne, jak naładowane emocjami są wypowiedzi komentujące
                Twoją historię. Ponieważ osoby komentujące nie maja na uwadze Ciebie, ale
                siebie, swoje projekcje i uwikłania.
                • xxnick Do woman-in-love 26.04.07, 11:52
                  Chyba tak jest,że na wszystko patrzymy ze swojej perspektywy...
                  Że na każdy przypadek reagujemy własnym doświadczeniem.
                  Dziękuje jednak,ze znalazły się tutaj osoby,które uwypukliły to co siedziało we
                  mnie,że muszę wziać się w garsc,wziąć życie w rece i ze jesli TEN to
                  rzeczywiscie ten,to bedziemy razem....
              • xxnick Re: przecież nie chodzi o to 26.04.07, 11:49
                Rzeczywiście widzę zmianę...
                Chciałabym tylko,aby ona była trwwała i zagniezdziła się we mnie...
                Zebym myslala tylko o tym,że przede wszystkim musze uporządkować swoje życie a
                TEN który twierdzi ze jestem miłościa jego życia niech to po prostu udowodni...
                • woman-in-love Love will find the way n/t 26.04.07, 12:14

                  • xxnick Re: Love will find the way n/t 26.04.07, 12:16
                    Mam nadzięję że tak własnie jestsmile
                  • phokara Re: Love will find the way n/t 26.04.07, 12:24
                    Witaj Woman.
                    Pozdrawiam Cię serdecznie.
                    • aron95 Omne nimium nocet. 26.04.07, 12:36

                      Consonus esto lupis, si lupus esse cupis.
                      • e07 Re: Omne nimium nocet. 26.04.07, 12:40
                        no i głupio mi. Taka niewyedukowana jestem.
                        • aron95 Re: Omne nimium nocet. 26.04.07, 12:44
                          e07 napisała:

                          > no i głupio mi. Taka niewyedukowana jestem.

                          Tobie niech nie będzie głupio !!!!!!!
                          Polacy nie gęsi i swój język mają a dla lingwistów są inne fora.
                          • e07 Re: Omne nimium nocet. 26.04.07, 12:48
                            Aha, to był test. Zdałam!
                • nangaparbat3 Re: przecież nie chodzi o to 26.04.07, 18:25
                  xxnick napisała:

                  > Rzeczywiście widzę zmianę...
                  > Chciałabym tylko,aby ona była trwwała i zagniezdziła się we mnie...
                  > Zebym myslala tylko o tym,że przede wszystkim musze uporządkować swoje życie
                  a
                  > TEN który twierdzi ze jestem miłościa jego życia niech to po prostu
                  udowodni...
                  Czy ma Ci to udowodnic porzucajac zone i dzieci? a dzieci nie kocha? Może inną
                  miłością Taką, co to nie wymaga obecności?
                  Wiesz co, ja mogę zrozumieć, ze ktos zakochuje sie w mężczyźnie (kobiecie) w
                  zwiazku, i z dziećmi. Mogę zrozumieć romans. Nawet trwajacy wiele lat. Nawet i
                  to, ze ktoś rozbija małzeństwo dla innej osoby, którą pokochał.
                  Ale jednak w glowie mi się nie mieści, by od kogoś, kogo podobno sie kocha,
                  ŻĄDAĆ rozbicia rodziny jako dowodu miłosci do siebie.
                  To jakaś paranoja.
    • misbaskerwill o TYM czy raczej Tamtym:) 26.04.07, 15:05
      > Sytuacja nie jest zupełnie prosta,bo on ma dwoje małych dzieci w związku w
      > którym tkwi.I mówi,ze one są najważniejsze i nie wie co robić.

      Forumowicze chyba otworzyli Ci oczy na kilka spraw, ale na wszelki wypadek dodam
      coś od siebie - sucho i dobitnie.

      Jak sama pisałaś - Wasz związek był idealny, prawdziwa miłość, bijące serca.
      A Ty wszystko zepsułaś - chcesz wziąć rozwód.

      Bo prawdziwa miłość i motylki w brzuchu są najpiękniejsze wtedy, gdy w domu jest
      nieświadomy partner, do którego można wrócić, który ma mnóstwo najgorszych wad,
      ale dziwnym trafem, jego obecność znacznie upraszcza życie.

      Kochanek jest idealny, póki nie trzeba go zmierzyć z prawdziwym życiem.
      A mąż - cóż, to zastępca kochanka ds. gospodarczych, jak mawiają Rosjanie.

      Dlatego nie dziw się, że TEN woli swoją bezpieczną przystań z dwójką dzieci, niż
      płacić alimenty i utrzymywać trzecie dziecko oraz dzielić życie z kobietą, z
      którą do tej pory sprawdził wyłącznie od strony romantyczno-łóżkowej...

      O wiele prościej dla niego będzie znaleźć następną panią, która nie będzie
      chciała naruszyć istniejącego ładu (klarowny podział na rodzinę i romantyzm),
      przynajmniej przez następna kilka lat...

      • xxnick Re: o TYM czy raczej Tamtym:) 26.04.07, 15:14
        Takie jest życie prawda?
        Ze o miłości możemy mówić dopiero wtedy,gdy przeżyjemy ze sobą dobre i złe
        chwile.Moja miłość,tą którą noszę w sercu jest na dobre i na
        złe...jego,zaczynam podejrzewać że była tylko na dobre.... Jesli tak się
        okaże,to... Cóż okaże się ze to pomyłka a ja już chyba nigdy nie zaufam
        mężczyznie.
        Chce jeszcze wierzyć,ze jest inaczej,ze on mnie kocha,tak jak zawsze mówił...
        Jednak coraz cześćiej serce mi podpowiada,że prawda może być zupełnie
        prozaiczna,taka standardowa,że on się boi zmieniać dla mnie życia i ze byłam po
        prostu poceszycielką,kochanką,ostoją....ale nie kimś,dla kogo można zmienić
        wszystko.... tak,jak ja to zrobiłam dla niego...
        • tricolour Zanim oduczysz się zaufania do mężczyzn... 26.04.07, 15:19
          ... zastanów się, czy możesz sama ufać sobie. Na razie masz bałagan za sobą i
          mierne perspektywy przed sobą. W środku Ty.

          Odnoszę wrażenie, że bardzo prędko pozbywasz sie odpowiedzialności za własne
          czyny.
        • reddy_to_go Re: o TYM czy raczej Tamtym:) 26.04.07, 15:36
          piszesz, że zmieniłaś wszystko dla niego...
          Ty powinnaś była to zrobić wyłącznie DLA SIEBIE. Tak jak to co zrobi on, zrobi
          dla siebie. Nie możesz oczekiwać czego innego.
        • nangaparbat3 Re: o TYM czy raczej Tamtym:) 26.04.07, 18:33
          xxnick napisała:

          > Takie jest życie prawda?
          > Ze o miłości możemy mówić dopiero wtedy,gdy przeżyjemy ze sobą dobre i złe
          > chwile.Moja miłość,tą którą noszę w sercu jest na dobre i na
          > złe...jego,zaczynam podejrzewać że była tylko na dobre.... Jesli tak się
          > okaże,to... Cóż okaże się ze to pomyłka a ja już chyba nigdy nie zaufam
          > mężczyznie.
          > Chce jeszcze wierzyć,ze jest inaczej,ze on mnie kocha,tak jak zawsze mówił...
          > Jednak coraz cześćiej serce mi podpowiada,że prawda może być zupełnie
          > prozaiczna,taka standardowa,że on się boi zmieniać dla mnie życia i ze byłam
          po
          >
          > prostu poceszycielką,kochanką,ostoją....ale nie kimś,dla kogo można zmienić
          > wszystko.... tak,jak ja to zrobiłam dla niego...
          Twoja miłość absolutnie, w żadnym razie nie jest "na dobre i na złe".
          Bo juz teraz, kiedy on nie spełnia jakichs Twoich oczekiwań, nie jesteś w
          stanie tego zaakceptować, juz prawie jesteś gotowa go odrzucić.
          Rozliczasz go - ma zrobić dla Ciebie tyle, ile Ty dla niego. Czy na pewno dla
          niego? Chyba raczej dla siebie samej.
          I nie mówie, ze jest w tym coś potwornie złego, to bardzo ludzkie, samo zycie
          po prostu.
          Tylko po cholere te slowa o wielkiej miłości?
    • preja Re: Co z miłością..??? 27.04.07, 19:46
      xxnick napisała:

      > Co mam robić?Czekać na niego?I się nie doczekać?
      > Czy mam jeszcze szanse na miłość?
      > Czy kobieta z dzieckiem ma szanse na normalny związek?
      > Chciałabym taki mieć....Mieć ukochanego przy boku i po prostu żyć....

      Rozumiem Twój ból i wątpliwości. I choć każda sytuacja jest inna, to niestety
      opisywany przez Ciebie schemat często się powtarza. Facetowi wygodnie było
      mieć rozumiejącą, współczującą, wpatrzoną w niego kochankę a po spotkaniu z nią
      wracał do tego "znienawidzonego" domu i do żony "jędzy", z którą w dodatku
      biedaczysko musiał sypiać i to z pewnością nie do końca świadomie, bo przecież
      on wpadł he he ....żałosna wymówka. Żyjemy w XXIw. a Ty jesteś inteligentną
      kobietą i chyba wiesz, że nie jest trudno zabezpieczyć się przed ewentualną
      wpadką ... a poza tym nie rozumiem, jak człowiek, który rzeczywiście wie, co to
      jest miłość, może z łóżka "ukochanej" kobiety wskoczyć do łóżka "jędzy"
      żony...i jak Ty to wszystko jesteś w stanie tolerować?...

      Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia...
      • misbaskerwill proste ;) 27.04.07, 19:57
        > wpadką ... a poza tym nie rozumiem, jak człowiek, który rzeczywiście wie,co to
        > jest miłość, może z łóżka "ukochanej" kobiety wskoczyć do łóżka "jędzy"
        > żony...i jak Ty to wszystko jesteś w stanie tolerować?...

        Tolerowała, bo sama tak przez kilka lat "wskakiwała" "wstrętnemu" mężowi.
        A teraz męża nie ma, to już nie toleruje.

        > opisywany przez Ciebie schemat często się powtarza. Facetowi wygodnie było
        > mieć rozumiejącą, współczującą, wpatrzoną w niego kochankę

        To Cię oświecęsmile W "XXI wieku" najczęściej spotyka się "schematy symetryczne" -
        to podobno najbezpieczniejsza forma zdrady: ja nie sypnę - ty nie sypniesz, bo
        obu stronom jest tak wygodnie. Nie warto więc skupiać się na konkretnej płci (że
        to facet/baba jest taka i owaki), co podkreślała niejednokrotnie Lady Phowink.
        • preja Re: proste ;) 27.04.07, 20:08
          Schematy są różne. Zależy na czym komu zależywink...A co do nie skupiania się na
          płci, to masz rację...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka