Dodaj do ulubionych

Ilu z was jest praktykujacymi katolikami..

16.05.07, 05:07
praktykujacymi na codzien a nie od swieta? Ciekawi mnie bardzo wplyw praktyk
religijnych na relacje miedzy malzonkami. Jak to bylo u was?
Obserwuj wątek
    • aron95 Od ojca Rydzyka jesteś 16.05.07, 08:03

      Przed sexem sie nie modliliśmy . po bożemu rzadko
      A do kościoła od święta





      Jeśli jesteś wśród 10 tys. zwolenniczek RM i żadna nie jest w Twoim typie .
      To wszystko z Toba ok.
    • tricolour Za trolla robisz? za darmo? 16.05.07, 09:20
      • aron95 Re: Za trolla robisz? za darmo? 16.05.07, 09:29
        Moze jakieś paciorki z mówi .
      • akacjax Re: Za trolla robisz? za darmo? 16.05.07, 11:30
        To mogą być wysunięte w net patrzałki(wywiad niemy-wzrokowy-dyktafonu nie można podpiąćsmile drżących o władzę.
    • emde74 Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 12:20
      ludzie, dajcie spokój. pytanie jak każde inne. podobno pytań głupich nie ma,
      tylko są głupie odpowiedzi. nie musicie od razu tak najeżdżać. ja nie jestem
      zwolennikiem ojca rydzyka, różańców, moherowych beretów i tego wszystkiego co
      wiąże się ze źle pojętym przedstawicielstwem czyli złym podejściem kościoła do
      spraw wiary (bo te 2 rzeczy trzeba rozróżniać), ale jestem zwolennikiem nie
      najeżdżania na ludzi i ich pytania. pytać ma prawo każdy.

      temat jest kontrowersyjny. dlatego wywołuje różne reakcje: najczęściej atak. a
      to przecież w sumie temat jak każdy inny: np. czy wierzycie w ufoludków.
      na taki temat nie każdy umie, chce rozmawiać. pewnie również stąd takie reakcje.

      a ja wejdę w to gniazdo i rzeknę, że tak, wiara mi pomogła, mimo że jestem z
      niespecjalnie religijnej (by nie rzecz ateistycznej) rodziny, w małżeństwie do
      kościoła nie chodziliśmy (nie mówiąc o kalendarzykach, rozmowach itp), ja może
      trochę więcej. kiedyś korzystałam z psychologa, a po rozpadzie związku
      skierowałam się w stronę wiary. nie kościoła jako takiego, ale wiary. nie
      biegania do spowiedzi czy porad do księdza, ale po prostu modlitwy. rezultat
      widzę po sobie samej. na pewno częścią tego rezultatu jest wiara (oprócz tego
      kontakty z ludźmi).

      kiedyś śmiałabym się z takiego tematu i posta jaki powstał (że ktoś jest
      właśnie rodem z TV Trwam). dziś się już nie śmieję. ale nikomu swojego
      podejścia nie narzucam. każdy ma prawo uderzać tam, gdzie chce by sobie pomóc.
      nawet do ... diabłasmile

      M.
      P.S. poza tym, co przeogromnie mnie zdziwiło, mój antykościołowy mąż, po
      rozpadzie naszego związku, wybrał się do ... spowiedzi...
      • aron95 Bo jak trwoga to do Boga 16.05.07, 12:47
        Ciekawe bo moja EX też do kościoła biegała ale po rozpadzie .
        Każdy sposób wyciszenia sie jest dobry .
        Jedni chodzą na spacer inni do kościoła . A w kościele jest ksiądz który może
        godz. wcześniej wyszedł z łoża np. mężatki bo mąz na delegacji

        A czy Bóg jest lepszy w kościele czy w parku
        • emde74 Re: Bo jak trwoga to do Boga 16.05.07, 13:05
          dlatego ja nie rozróżniam boga na parkowego i kościelnego. wiara to wiara,
          kościół to kościół. modlić się można w parku.
    • ivone7 Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 12:41
      jestem wierzaca i malo praktykujaca...
      widzac zaklamanie i mojego ex, ktory do kosciola latal, choc u spowiedzi
      ostatni raz byl przed slubem, a potrafil klamac w zywe oczy..i kilku ze tak
      powiem oglednie innych osob..wybralam wiare ale bez przesadnej praktyki..
      zdecydowanie wole zyc kierujac sie zasadami i miec moralny kregoslup na
      miejscu..niz latac do kosciola tylko i wylacznie na pokaz..
      nie zmienilo tego ani malzenstwo, ani rozwod ani zycie po..
      • tricolour Problem w tym, że wiara bez praktykowania... 16.05.07, 13:00
        ... jest wiarą częściową. Bo co to za wiara, która opiera sie na takim
        kontakcie z Bogiem, który polaga na ograniczonym kontakcie z Bogiem?

        To tak jak seks bez drugiej osoby, albo oglądanie obrazków.
        • emde74 Re: Problem w tym, że wiara bez praktykowania... 16.05.07, 13:09
          zgadzam się z tri. jeśli się wierzy, to się działa. niekoniecznie od razu droga
          krzyżowa, ale używanie wg mnie pojęcia "niepraktykujący" jest nie na miejscu.
          • ivone7 Re: Problem w tym, że wiara bez praktykowania... 16.05.07, 13:48
            a wedlug mnie dla mnie bardziej wierzacy bedzie czlowiek, ktory swoim zyciem i
            postepowaniem bedzie udowadanial ze wierzy niz ten, ktory "praktykuje" i
            wszyscy to widza a w domu..pije, bije rodzine..
            zreszta..mysle ze kto inny bedzie nas ocenial..
            • tricolour Nikt nie mówi o piciu i biciu. 16.05.07, 13:54
              Bez sensu jest rozpoczynać dyskusje i sporawdzać ją do absurdu.

              Wiarę się przyjmuje. Nie wybiera się z niej wygodnej modlitwy na leżąco we
              własnym łóżku i nie odrzuca mniej wygodnego chodzenia do kościoła w wyznaczonym
              terinie.

              A co do "życia i postepowania" to właśnie praktykowanie jest widocznym objawem
              określonego postepowania. A nie tylko po cichu i skrycie... bo nasze rozwody
              też sa na bakier z wiarą. Więc jak sie okaże, że i rozwód, i brak
              praktykowania, to ta cicha wiara, to może za mało.
            • emde74 Re: Problem w tym, że wiara bez praktykowania... 16.05.07, 14:43
              bo właśnie praktykowanie to nie tylko albo przede wszystkim chodzenie do
              kościoła.
              • ivone7 Re: Problem w tym, że wiara bez praktykowania... 16.05.07, 14:47
                a mnie sie wydaje ze pod pojeciem praktykowanie..wiekszosc rozumie wlasnie
                to..chodzienie do kosciola..przyjmowanie sakramentow, spowiedz sw...
                w pojeciu praktykowania nie miesci sie modlitwa..ani zaznajamianie sie z
                tesciami Pisma Swietego..bo to robisz w zaciszu domowym..
                • emde74 Re: Problem w tym, że wiara bez praktykowania... 16.05.07, 15:02
                  to widocznie ja widzę to inaczej.
                  • ivone7 Re: Problem w tym, że wiara bez praktykowania... 16.05.07, 15:12
                    a jak?
                    z wypowiedzi Tri tak to wynika..a czym dla Ciebie jest praktykowanie?
                    • tricolour Znowu kombinowanie przy znaczeniu słów. 16.05.07, 15:58
                      Praktykowanie, to praktyczne realizowanie wiary: modlitwa, uczestniczenie w
                      życiu kościoła, pogłębianie wiary, ewangelizacja. I praktykowaniem są te
                      wszystkie rzeczy NA RAZ, a nie wybiaranie czegoś i nazwywanie tego
                      praktykowaniem. Co najwyżej bedzie to praktykowanie wybiórcze i niepełne.

                      Jeśli to praktykowanie niepełne oznacza tylko własną modlitwe i zajęcia we
                      własnym gronie to pozytek dla innych z tekiego wierzącego jest wątpliwy.
        • scriptus Re: Problem w tym, że wiara bez praktykowania... 16.05.07, 15:24
          Tri, nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Można być nawet pustelnikiem,
          niechodzącym do kościoła, a żarliwie się modlić, wierzyć w Boga. Jednak do tego
          trzeba mieć możliwość spełnienia naprawdę wielu warunków. W dzisiejszym,
          zabieganym świecie mało kto ma możliwość choćby spokojego czytania Pisma
          Świętego i rozważań, medytacji, nawykowa poranna, czy wieczorna modlitwa, to
          przeważnie chwilka, która może nam przypominać o Bogu, ale tak naprawdę z reguły
          trwa za krótko by nawiązać prawdziwą rozmowę z Bogiem. Na różaniec mało kto ma
          czas, większość nawet praktykujących katolików różaniec odrzuca, jako nudny, co
          wynika chyba z niezrozumienia jego istoty. Wśród tego codziennego pośpiechu
          godzinna niedzielna msza może być jedynym skutecznym sposobem "praktykowania",
          chociaż też nie musi. Mamy na codzień dość problemów, zatem powinniśmy przyjąć
          pomoc, jaką nam daje Kościół, który podpowiada nam to, o czym skłonni jesteśmy
          zapomnieć, prowadzi nas za rękę, uczy modlitwy, wskazuje drogę. Większość z nas
          naprawdę ma za mało czasu, doświadczenia, możliwości, by tej drogi szukać
          samemu, by ocenić czy jest ona właściwa. Tym bardziej, że szukając samemu, można
          zabłądzić, pójść w niewłaściwym kierunku
          • tricolour Bracie, napiszę troszkę ostrzej... 16.05.07, 16:23
            ... można tworzyć kretyńskie sytuacje i mówić o pustelnikach, którzy maja
            daleko do kościoła.

            Ale my nie gadamy o pustelnikach tylko o leniach, którzy mają czas godzinami
            siedzieć w Necie, a do kościoła nie chodzą... bo im sie nie chce. Jak to jest
            praktykowanie wiary, to ono jest lekceważące.
            I nie pisz o skąpym czasie na modlitwę, gdy jest mnóstwo czasu na zabawę net i
            piwo.
            • scriptus Re: Bracie, napiszę troszkę ostrzej... 17.05.07, 12:46
              Przecież właśnie piszę, że wprawdzie możliwe jest samotne praktykowanie,
              modlitwa, ale mało kto to potrafi, jest to fikcja, która na dodatek może
              prowadzić na niezłe manowce. Jesteśmy dziećmi bożymi, dajmy się poprowadzić za
              rękę tym, którzy są do duchowej opieki nad nami wyznaczeni. Nawet księża
              korzystają z pomocy innych księży. Msza w kościele nie jest po to, by nam
              zabierać czas, ale by pomóc znaleźć właściwą drogę, dokonać właściwych wyborów.
              Jest oczywiste, że ci, co im się po prostu nie chce iść na mszę do kościoła, nie
              są praktykujący, nie sądzę, żeby im się udawało w czasie krótkiego, odklepanego
              pacierza "zamiast" osiągnąć to, co daje udział w obrzędach w kościele.
    • artemisia_gentileschi Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 13:20
      Moj eksio mnie gonil do kosciola i praktyk religijnych, a sam olewal i nie
      chodzil, hehe.
      • tricolour A Ty na to się godziłaś? 16.05.07, 13:55
        Też dziwne...
        • artemisia_gentileschi Re: A Ty na to się godziłaś? 16.05.07, 21:15
          Nie, zdecydowanie nie jestem typem potulnego tluka. Tak wiec sie rozwodze - i
          trafilam na to forumsmile
        • artemisia_gentileschi Re: A Ty na to się godziłaś? 16.05.07, 21:15
          Nie, zdecydowanie nie jestem typem potulnego tluka. Tak wiec sie rozwodze - i
          trafilam na to forumsmile
      • aron95 Dobry katolik to taki ...... 16.05.07, 13:58

        Który namietnie praktykuje czy żyje zgodnie z przykazaniami i dobro czyni ???





        To było do tri....
        Ale chyba nie to forum na taką dyskusję
        • tricolour A po co alternatywa "czy" 16.05.07, 14:01
          Nie można praktykować, żyć zgodnie z przykazaniami i czynić dobra jednocześnie?

          A namiętność zostawmy na inne chwile.
          • ivone7 Re: A po co alternatywa "czy" 16.05.07, 14:15
            alez mozna..
            ale nie mnie to oceniac, to dle Ciebie kryterium wiary jest praktykowanie a dla
            mnie postepowanie..
            bo z doswiadczenia widze ze czasami to w parze nie idzie..
            a co do poprzedniego...nie, nie zgodzilam sie i dlatego jestem juz po..
            i jeszcze jedno do tego kociolka..moja mniejsza praktyka niestety jest tez moze
            spowodowana uczuciem niesprawiedliwosci..bo jesli sie z kims zwiaze na stale a
            mam taka nadzieje, ze tak sie kiedys stanie, bede wykluczona ze wspolnoty, nie
            bede mogla przyjac komunii ..
            uniewaznienie malzenstwa nie wchodzi w gre..bo ja wlasnie kieruje sie zasadami,
            ktore wykluczaja naciaganie kanonu do moich potrzeb...a widze, ze to teraz
            nagminne..
            • aron95 Każda religia ma wady i zalety 16.05.07, 15:00

              Tylko jakoś tych wad więcej widzę . Gdyby trzymać się regól to ok .
              Ale fanatyków jest tylu że wypatrzają każdą dobrą ideę
              • angoisse Re: Każda religia ma wady i zalety 16.05.07, 15:02
                rany, Aron, modlitewnika czytać do snu i o poranku nie musisz, ale jakbyś
                poczytał czasem słownik ortograficzny to by nie było źle.
                • aron95 Re: Każda religia ma wady i zalety 16.05.07, 15:07

                  Nie bądz chamka .


                  To nie moje stwierdzenie
                  • angoisse Re: Każda religia ma wady i zalety 16.05.07, 15:09
                    ortografia człowieku, ortografia. przeczytaj co napisałeś tam powyżej i sprawdz
                    w słowniku bo błędy robisz nagminnie.
                • emde74 Re: Każda religia ma wady i zalety 16.05.07, 15:11
                  łooooooj, to się nazywa "zgasić kogoś"smile sorki Aron, ale się uśmiałam na tego
                  posta, choć nie zwróciłam uwagi na Twoje ewent. potknięcia w tym zakresie
                  • aron95 Re: Każda religia ma wady i zalety 16.05.07, 15:43
                    emde74 napisała:

                    > łooooooj, to się nazywa "zgasić kogoś"smile sorki Aron, ale się uśmiałam na tego
                    > posta, choć nie zwróciłam uwagi na Twoje ewent. potknięcia w tym zakresie


                    Bo się poprawiam , ale jak wpracy jestem to niezbyt się pilnuję .
            • tricolour Ivone, nie możesz z nikim się wiązać... 16.05.07, 16:33
              ... bo popełnisz smiertelny grzech. Nie mów nic o postępowaniu w zgodzie z
              wiarą, skoro masz nadzieję na popełnienie śmiertelnego grzechu i tylko czekasz
              aż nadarzy się okazja (czytaj: właściwy facet) z którym bedziesz mogła to
              zrobić.

              Jeśli mówisz, że postępujesz zgodnie z zasadami wiary, to jest właśnie
              odwrotnie. Nie kierujesz się żadnym zasadami wiary. Jedynie wygodą i egoizmem.
              • ivone7 Tri...mylisz wiare w Boga z naukami Koscioła.. 16.05.07, 17:04
                mylisz sie bardzo Tri..wiara a nauka Koscioła to dwie rozne sprawy..
                nigdzie w Pismie Swietym nie ma napisane o celibacie...a Koscioł go
                przestrzega..
                na szczescie coraz czesciej sie mowi o tym, ze rozwodnicy nie powinni byc
                wykluczeni przez Wspólnote..ze powinni moc wrocic, jesli tylko maja potrzebe na
                lono kosciola..
                powiedz mi zatem..lepiej dla Kosciola jest ze czlowiek :
                a) bedzie zyl w klamstwie i sie nie rozwiedzie
                b) rozwiedzie sie , bedzie skakal z kwiatka na kwiatek..po kazdym skoku pojdzie
                do spowiedzi i bedzie swietnym praktykujacym katolikiem
                c) rozwiedzie sie a potem bedzie staral sie uniewaznic malzenstwo podciagajac
                cos pod te 5 kanonow..nie wiesz, ze ludzie umawiaja sie ze zgodnie zeznaja ze
                wystapil jeden powod na uniewaznienie malzenstwa, placa kase do kurii i jest
                ok??
                to dla Ciebie jest ok..
                dla mnie to podwojna moralnosc nie majaca nic wspolnego z wiara w Boga..
                nie wiem, czy spotkam kogos..moze tak, moze nie, ale to nie znaczy ze rezygnuje
                z tego w co wierzylam..w milosc, dobrosc, prawde...nie rozmieniam sie na
                drobne..choc to byloby ok..ale mam nadzieje, ze czeka na mnie milosc..i to juz
                takiego ok wg Ciebie nie jest..
                • tricolour Może się mylę, może myli sie też kościół... 16.05.07, 17:54
                  ... a Ty jedyna odkryłas jakąś tajemną prawdę w Pismie Świetym. Przyznam, że to
                  mało prawdopodobne, a bardzo prawdopodobne, że usilnie szukasz furtki w Piśmie.
                  No... nie Ty jedna szukałaś, ale nikt nie znalazł.

                  Można oczywiście racjonalizować swoją trudna sytuację wymyslając przykłady z
                  cyklu "co lepiej". Można deprecjonowac zachowania innych, którzy maja realne
                  powody do nieważności i starać sie wtłoczyc ich i Kurię w grono łapowników o
                  podwójnej moralności- to też jest pewien sposób, ale on nie zmienia sytuacji
                  tego, co tak twierdzi.

                  Można też inaczej: można odważnie powiedzieć, że rezygnuje się z częsci nauki
                  kościoła, że świadomie wybiera sie życie w grzechu i szuka partnera wbrew
                  naukom kościelnym i wbrew Pismu. I taka postawa zasluguje na większy szacunek
                  właśnie dlatego, że jest i prawdziwa, i odważna.
                  • ivone7 Re: Może się mylę, może myli sie też kościół... 16.05.07, 18:10
                    szkoda Tri, ze do tego to sprowadziles..
                    nie odkrylam zadnej prawdy w Pismie Swietym..ale jesli chodzi o celibat to taka
                    jest prawda...
                    podwazyles wiare w Boga, jesli sie jej nie praktukuje i o tym ta dyskusja byla..
                    ja uwazam ze wierze w Boga, mimo tego ze w Kosciele nie jestem zbyt
                    regularnie..i oddzielam wiare od Kosciola..
                    napisalam wyraznie, ze pewne nauki gloszone przez Kosciol mi nie odpowiadaja
                    wiec nie zarzucaj mi braku odwagi..przede wszystkim wykluczenie rozwodnikow w
                    ponownych zwiazkach ze wspolnoty..
                    w zaden sposob nie racjonalizuje mojej sytuacji, bo jest jaka jest..
                    i jeszcze jedno Tri albo nie czytasz dokladnie, albo nie rozumiesz czytanego
                    tekstu..nie napisalam nic o lapownikach w kurii o podwojnej
                    moralnosci..napisalam o przykladach z zycia wzietych, z zycia znajomych..ktorzy
                    droge uniewaznienia malzenstwa przeszli..ja nie generalizuje, ale spojrz w
                    statystyki Tri i zobacz ile malzenstw bylo uniewaznionych 10 lat temu, a ile
                    dzis..ile wnioskow bylo skladanych 10 lat temu a ile dzis..zajrzyj w google i
                    poszukaj porad prawnych dotyczacych uniewanienia malzenstwa...mnie samej
                    proponowano przerowadzenie takiego postepowania..do mojej sytuacji mozna by
                    bylo 3 kanony dopasowac..wiec o czym mowimy?
                    czy przez 10 lat tak bardzo prawo koscielne sie zmienilo..myslalam ze od soboru
                    watykanskiego II nie..
                    tylko sa wytyczne z Watykanu aby te wnioski rozpatrywac lagodniej,
                    szybciej..bo rozwodnicy w dzisiejszym swiecie niestety nie sa mala grupa i
                    potrzebuja Koscioła a Kosciół ich..
                    i to wszystkiego jest takie prawe, bez zaklamania i takie ok..
                    • tricolour No to ja czegoś nie rozumiem... 16.05.07, 18:24
                      ... nie rozumiem dlaczego mając możliwośc procesu o nieważnośc wybierasz
                      potencjalne życie w grzechu?

                      Ja też kiedyś uważałem, że proces o nieważnośc to jedna wielka lipa do czasu
                      gdy na taki proces namówił mnie ksiądż. Może to sam diabeł był, ale nie sądzę.
                      Statystyki ilości procesów właśnie pokazują, że ludzie zaczynaja traktować
                      sprawe wiary serio. Oczywiście znajdą się kłamcy i złodzieje obiecujący rozwód
                      za pieniądze - normalka, z której nic nie wynika.

                      Co do mojego nierozumnego czytania, to skoro piszesz "ludzie umawiaja sie ze
                      zgodnie zeznaja ze wystapil jeden powod na uniewaznienie malzenstwa, placa kase
                      do kurii i jest ok" - to nie rób ze mnie durnia - przecież stawiasz zarzuty i
                      ludziom, i Kurii. A na dodatek zdradzasz kiepską wiedzę, bo same zeznania stron
                      nie mają dużego znaczenia.
                      • ivone7 Re: No to ja czegoś nie rozumiem... 16.05.07, 18:36
                        wiesz Tri nawet jesli bym sie na to zgodzila to JA bym wiedziala ze to nie w
                        porzadku..i ze to naciaganie prawdy..
                        masz racje nie znam sprawy do konca, bo ani ona latwa dla nich nie byla ani
                        nikt o tym za bardzo mowic nie chce..wiem tylko, ze znalezli ksiedza, ktory ze
                        tak powiem naprowadzil ich jak to sformuowac aby wniosek/lub to cos innego byl
                        rozpatrywany..jak maja zeznawac i co..koszty..podobno w towarzystwie o
                        pieniadzach sie nie wspomina..ale duze, tylko nie wiem, bo nie wnikalam, na
                        czyje konto wplacane..trawalo to 5 lat..przy czym osobie, ktorej na wierze
                        zalezalo, nie przeszkadzalo miec zony "cywilnej" i dziecka z tego zwiazku..
                        i jeszcze jedno, podziwiam Twoja naiwnosc Tri, ktora w tym momencie jest juz
                        wieksza od mojej, ze ludzie pragna uniewaznic malzenstwo, dlatego ze wiare
                        traktuja serio..wielu tych ludzi, chce ponowne zwiazki zalegalizowac w
                        Kosciele, bo to tak ladnie..ten welon..biala sukienka..
                        a spytam Ciebie osobiscie..wspolzyles przed zawarciem sakramentu
                        malzenstwa..czy ta nauke Kosciola odrzuciles jako nieistotna dla Twojego
                        duchowego zycia..w malzenstwie stosowaliscie naturalne metody planowania
                        rodziny...nigdy nie sciagales w szkole? zawsze byles fair, nigdy nie klamales?
                        pomysl tylko co to wszystko ma wspolnego z wiara...i praktyka..o ktorej tu dzis
                        dyskutujemy...
                        • tricolour Nie zarzucaj mi naiwności... 16.05.07, 18:55
                          ... skoro opierasz ją na niewiedzy, co sama napisałaś "masz racje nie znam
                          sprawy do konca".

                          Bo widzisz - żadnej sprawy nie znasz do końca. Może niektórzy uzyskują
                          nieważność w jakis niegodziwy sposób, ale nie wiemy ile jest takich przypadków.

                          A co do moich osobistych pytan, to opdpowiem na nie twierdząco: robiłem tak.
                          Ale to jest zupełnie inna sprawa robic cos w przeszłości, wiedzieć że to źle i
                          starac sie unikać znów takich sytuacji.
                          Planowanie zycia w grzechu, oczekiwanie na faceta, zgoda na permanentne życie w
                          grzechu w przyszłości to już zupełnie inna sprawa.
                          • ivone7 Re: Nie zarzucaj mi naiwności... 16.05.07, 20:22
                            a ty teraz z reka na sercu nie zyjesz w grzechu...ze swiadomoscia ze kiedys ci
                            to bedzie odpuszczone?
                            rozumiem ze osoba swiadomie wierzaca a powiem dokladnie swiadomym katolikiem,
                            stales sie niedawno..i tym sie roznimy, ze ja nie planuje zycia w
                            grzechu..zdaje sie na to co sie zdarzy, natomiast Ty masz narzeczona i mocno
                            watpie, aczkolwiek jesli sie mysle zwracam honor i do stop sie klaniam, ze z
                            nia nie sypiasz...i ty w grzechu nie zyjesz..
                            ale to kwestia nawet nie wiary, tylko sumienia
                            dzieki za dyskusje uswiadomilam sobie, ze jestem wierzaca ale katolikiem nie
                            jestem..
                      • marek_gazeta Re: No to ja czegoś nie rozumiem... 16.05.07, 19:27
                        Jeśli człowiek WIE, że małżeństwo było ważne, to się go już nie da unieważnić. To jest kwestia sumienia, a nie komisji. Są pewne granice, których przekraczać nie wolno, jak powiedział pewien generał w ciemną grudniową noc, bo jak się je przekroczy, to już nic nie wiadomo (tego już generał nie dodał).

                        To, co napisałem, nie ma związku z Twoim małżeństwem, nie znam sytuacji i nie chcę znać.

                        Gdyby natomiast moja eks zaproponowała tego typu procedurę, wysłałbym ją na drzewo bez chwili wahania. Raczej tego nie zrobi, ale kto wie? Niech sobie unieważnia, mam to gdzieś. Ożeniłem się będąc świadomym, dorosłym człowiekiem, małżeństwo skonsumowałem, mamy dzieci, a że nie okazałem się mężczyzną życia mojej eks, no cóż, bywa.

                        Co do przyszłości, to z grubsza decyzję podjąłem. Jest trudna, ale uczciwa. Zresztą, kto wie, różnie się jeszcze życie może potoczyć.
                        • tricolour Czyli nie rozumiesz istoty rzeczy... 16.05.07, 21:28
                          ... skoro uważasz, że Twoja ex musi Ci coś proponować.

                          Otóż Ty nawet nie musisz isć do Sądu, bo proces o nieważnośc ma wykazać, że
                          małżeństwa wcale nie było w sensie procedury kościelnej. Twoje zeznania mogą
                          nie miec znaczenia, bo jak małżeństwa nie było, to jesteś obcy. Skoro jesteś
                          obcy, to konsumowałeś nie małżenstwo a konkubinat.

                          Oczywiście strony są wzywane, bo fakty trzeba udowodnić, ale to już tylko
                          technika. Stereotypy i analogie do rozwodu są widać bardzo głębokie...

                          smile)

                          A co do tego, że człowiek WIE, że małżenstwo było ważne... no cóż. Człowiek
                          czasem zmienia swoją wiedzę gdy zostaną mu przedstawione fakty, których
                          wcześniej nie znał.
                          • ivone7 Re: Czyli nie rozumiesz istoty rzeczy... 16.05.07, 21:37
                            strasznie to wygodne..i pojemne..
                            • tricolour Prędzej zasadnicze i logiczne... 16.05.07, 21:47
                              ... i gdy przed dwoma laty spedziłem pół dnia na rozmowie z księdzem, to
                              okazało się, że jest też sensowne.
                              • ivone7 Re: Prędzej zasadnicze i logiczne... 16.05.07, 22:05
                                widzisz to wszystko kwestia przyjetych zasad..i sumienia..jesli dla ciebie to
                                sensowne i logiczne to swietnie..
                                tylko jakos podswiadomie czuje, ze robisz to raczej dla swojej narzeczonej niz
                                w imie obrony swojej katolickiej wiary...bo przeciez teraz zyjesz jak rozumiem
                                w grzechu i jakos cie to nie uwiera...
                                powodzenia zycze..
                                ciekawe ile razy mozna uniewaznic malzenstwo...tyle razy ile czlowiek sobie
                                uzmyslowi, ze jak wypowiadal magiczne tak...bylo z nim cos nie tak...?
                                • tricolour Robię to dla siebie... 16.05.07, 22:10
                                  ... oczywiście ma to zwiazek z narzeczoną, bo skoro jest narzeczoną, to wiele
                                  rzeczy juz jest wspólnych.

                                  Za bardzo nie wiem, co chcesz powiedzieć zdaniem "bo przeciez teraz zyjesz jak
                                  rozumiem w grzechu i jakos cie to nie uwiera". Nie znasz sytuacji więc co
                                  rozumiesz?
                                  • ivone7 Re: Robię to dla siebie... 16.05.07, 22:19
                                    po prostu mysle Tri i jeszcze raz powtrzam, jesli sie myle, wybacz..zwracam
                                    honor..ze z narzeczona sypiasz mimo ze twoje malzenstwo jest jeszcze wazne..ale
                                    rozumiem jestes w trakcie..i to cie usprawiedliwia..czyli robisz to co mnie
                                    zarzucasz, ze bede robic z premedytacja..
                                    powtarzam, jesli zyjesz w celibacie..zwracam honor
                                    • z_mazur Re: Robię to dla siebie... 16.05.07, 22:26
                                      Kurcze tak sobie teraz pomyślałem, że znowu kościół katolicki ma w tym kontekście fiksację na punkcie seksu.
                                      Bo jeśli dwoje ludzi jest ze sobą i żyją w celibacie to jest ok, natomiast jeśli dodatkowo uprawiają seks to już nie jest ok. Czyli związek dwojga ludzi zostaje sprowadzony do spółkowania. Jakoś mi to wszystko niespecjalnie wygląda.
                                      • ivone7 Re: Robię to dla siebie... 16.05.07, 22:29
                                        ale wlasnie z mazur dokladnie tak jest...
                                        niestety
                                      • tricolour W istocie mają świra na punkcie seksu... 16.05.07, 22:41
                                        ... może dlatego, że sami by chcieli, a nie mogą.

                                        To rzeczywiście wkurzające, że można żyć pod jednym dachem, kochac się, ale jak
                                        sie pojawi seks, to jest to źle. A bez seksu - dobrze.
                                    • tricolour Nie musisz mi zwracać honoru... 16.05.07, 22:36
                                      ... bo nie w tym rzecz. Rozmowa zaczęła się od praktykowania, przez które
                                      rozumie sie różne rzeczy: także chodzenie do kościoła i także proces o
                                      nieważnośc jeśli są podstawy.
                                      To, czy z kimś sypiam na pewno nie bedzie tematem rozmowy.

                                      Rzeczywiście przyczepiłem się do tego, że chcesz sobie kogoś znaleźć, ale tylko
                                      dlatego, że pisałaś, że o praktykowaniu świadczy postepowanie. I tu jest
                                      sprzeczność.
                                      • ivone7 Re: Nie musisz mi zwracać honoru... 16.05.07, 22:44
                                        brawo tri..a w twoim go nie ma?
                                        bo na pytanie nie odpowiedziales..ale nie wazne..bo to faktycznie malo istotne
                                        z kim sypiasz...wazne ze niestety na mnie rzuciles ostre slowa..choc hihi ja z
                                        nikim nie jestem, nie planuje przyszlosci itd...a sam jestes juz w zwiazku,
                                        mimo tego ze twoje malzenstwo dopiero za jakis czas bedzie niewazne...
                                        i to wlasnie ty zyjesz wbrew zasadom, ktore glosisz..wbrew swojej katolickiej
                                        wierze..
                                        • tricolour No cóż... 16.05.07, 22:53
                                          ... widzę, że wiesz więcej niz ja. Jeszcze przed chwilą poddawałaś w
                                          wątpliwośxc swój zpomysł na temat mojego sypiania, ale nagle zdobyłas jakąs
                                          wiedzę, bo już wątpliwości nie masz. Ciekawe.
                                          • ivone7 Re: No cóż... 16.05.07, 23:06
                                            po prostu przypomnialo mi sie jak napisales w watku o przyjazni, ze jestes w
                                            zwiazku..i dlatego tak napisalam..sila skojarzen..masz racje zagalapowalam
                                            sie..przeciez mozna byc w zwiazku i ze soba nie sypiac...za proste skojarzenia
                                            fakt..zycie jest bardziej pokrecone..
                                            • marek_gazeta Re: No cóż... 16.05.07, 23:15
                                              Być w związku i ze sobą nie sypiać?

                                              Bez jaj.
                                              • tricolour Nie.... no... kartofelki mam... 16.05.07, 23:21
                                                ... bez jaj.

                                                smile))
                                            • tricolour Idę juz spac... 16.05.07, 23:20
                                              ... dziekuję Ci za rozmowę. Lubię je, bo pozwalają zmaterializować sie myślom i
                                              przelac je na "papier".

                                              Hm... a co do tego sypiania... to już napisałem, że kościól ma niepotrzebnie
                                              świra na punkcie seksu. Zupełnie nie rozumiem dlaczego można ze sobą mieszkać,
                                              kochać się, jeść, bawić, spędzać razem czas a bedzie dobrze.

                                              A z seksem źle. To jest jakas lipa.
                                              • ivone7 Re: Idę juz spac... 16.05.07, 23:27
                                                dobranoc..ja tez Ci dziekuje..
                                                ale mysle ze akurat to bedzie Ci kiedys policzone...ten celibat z swiadomego
                                                wyboru..w imie wiary..
                                                dawno z nikim tak dobrze mi sie nie dyskutowalo
                                                pozdrawiam
                          • marek_gazeta Re: Czyli nie rozumiesz istoty rzeczy... 16.05.07, 21:39
                            Jasne, mogę się jeszcze cholernie zdziwić, jak zostaną mi przedstawione fakty. Na przykład, eks-małżonka mogła być pewna, że wychodzi za mąż za Davida Duchovnego, a tu taka pomyłka.

                            Oczywiście "stronę" mogą sobie wzywać, "strona" ma ich w d.
        • z_mazur Re: Dobry katolik to taki ...... 16.05.07, 14:59
          Dobry katolik (żyjący zgodnie z nakazami swojej religii) jest dobrym
          człowiekiem.
          Co wcale nie oznacza, że dobry człowiek musi być dobrym katolikiem.

          Mnie w tej chwili wystarcza dbanie o to, żeby być dobrym człowiekiem.
          • tricolour Jasno i konkretnie. 16.05.07, 16:25
            A nie... palę, ale nie zaciągam się.

            smile)
    • aron95 Do polonistki - angoise 16.05.07, 15:42

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=61261822&a=61269897
      • angoisse Re: Do polonistki - angoise 16.05.07, 16:07
        Może ten sam czas, który przeznaczyłeś na odszukanie jakiegoś wątku z
        przeszłości, spróbuj następnym razem przeznaczyć na sprawdzenie w słowniku gdzie
        popełniłeś błędy ortograficzne w swoich tekstach. Możliwe, ze na przyszłość
        zapamiętasz prawidłową pisownię i nie będziesz naduzywać cierpliwości
        forumowiczów i oczu wrażliwych na językowe niechlujstwo(zresztą tragicznie
        zaraźliwe jeśli się ciągle ogląda błędy).
        Bo można się pomyslić szybko pisząc na forum, przejęzyczyć, zagapić, od czasu do
        czasu każdemu się zdarza, niestety to co Ty serwujesz nie jest pomyłką tylko
        zwykłą nieznajomością podstaw ortografii, piszesz z błędami po raz kolejny i
        kolejny. Pora wrócić do szkoły proszę pana i żadne kombinacje mające na celu
        wybielenie się kosztem innych nie zmienią tego faktu.
        • skibunny Re: Do polonistki - angoise 16.05.07, 16:31
          hejangoisse, ja staram sie pisac ortograficznie, ale uwazam ze czepiasz sie
          arona bez potrzeby. moze poprostu odpusc sobie jego posty i tyle?
          przyjmij, ze czlowiek ma dysleksje i tyle...
          na tym forum wydaje mi sie, chodzi o tresc bardziej niz o ortografie...
          milego dniasmile
          i ortograficznej poprawnosci zyczesmile
          • angoisse Re: Do polonistki - angoise 16.05.07, 16:48
            Niedługo 90% dzieci będzie miało "dyslekcję" i w związku z tym nie będą się
            wysilać na uczenie się ortografii bo i po co, jeśli rodzice im załatwili papierek?

            Jeśli masz wadę wzroku to MUSISZ nosić okulary lub soczewki lub ryzykować
            operację laserową oczu, nie tylko po to, żeby samemu dobrze funkcjonować ale też
            , żeby innym krzywdy nie robić "przez przypadek" rozjeżdzając pieszych na
            przejściu.
            Więc jesli ma się wadę "w znajomości ortografii" to proszę najpierw wklepać
            tekst choćby w Worda i zrobić wklejkę, lub opracować inny system dla siebie
            odpowiedni (bo system- ja nie zwracam uwagi na orty a wy się ode mnie odp brzmi
            tak jak brzmi- pieszy ofiarą ślepego kierowcy ignoranta) . Dla CHCąCEGO nie ma
            problemu, choć musi włożyc w to wysiłek, a nikt nie obiecał , że życie będzie
            proste i łatwe.
            Jeśli jedyną reakcją Arona jest "jesteś chamska, że mi zwracasz uwagę" no to
            sory, ale z czym do ludzi?smile Zero refleksji. Zresztą jeden z błędów na które
            zwróciłam uwagę akurat dość zabawnie przekręca TREść. smile)
        • aron95 Re: Do polonistki - angoise 16.05.07, 16:44
          dobze prose pani
          Ja wrócę do szkoły a Ty na kurs dobrego wychowania . Aby koleżanki takiego
          zachowania nie musialy nazywać - chamstwem .
          Jesli chcesz mi zwracać uwagę , proszę bardzo . Twoje zdanie mnie nie interesuje
          To są moje błedy i lubię je , jak Cię to razi to nie czytaj i tyle .
          Już Ci kiedys wspominałem , abyś nie czytała tego co piszę .
          • angoisse Re: Do polonistki - angoise 16.05.07, 16:52
            Czekam więc na zaświadczenie ze szkoły.
          • marek_gazeta Re: Do polonistki - angoise 16.05.07, 16:53
            Jak na faceta to delikatny jesteś, zwróciła Ci uwagę, no to przemyśl sprawę i wyciągnij wnioski albo olej. Po co kontynuować temat?
            • aron95 Re: Do polonistki - angoise 16.05.07, 17:00
              Ta pani ciągle zwraca uwage na to co pisze . Skoro znajduje przyjemność w tym
              że się ponakręca to czemu nie . Lubię ludziom sprawiać przyjemność .
              • emde74 Re: Do polonistki - angoise 17.05.07, 07:26
                ludzie, to wątek religijny, a Wy się szarpiecie. może jakieś przebaczenie? smile)))
                • angoisse Re: Do polonistki - angoise 17.05.07, 08:50
                  emdesmile ja się z nikim nie szarpię,
                  a wracając do "religijności" wątku to myślę, że gdyby np czytać biblię,
                  encykliki, itd. do snu, to byłoby 2w1, bo oczy się do prawidłowej pisowni
                  wyrazów przyzwyczajają no i wiedzę o religi (w tym swojej) się poszerza... nie
                  na darmo "uczeni w piśmie" cieszyli się zawsze dużą atencją smile
                  • emde74 Re: Do polonistki - angoise 17.05.07, 11:13
                    smile)))))) w sumie to racja. na wesoło, ale racja, że czytać trzeba jak się ma
                    problemy z ortografią.

                    ja też bym mogła dużo pisać o ortografii. rzeczywiście trzeba się przyłożyć do
                    pracy, jeśli popełnia się byki, a nie szarpać. ale mimo tego iż widziałam
                    Aronowe "regół", to po prostu to olałam, bo wiedziałam jaką burzę to wywoła.

                    Reasumując:
                    - wróćmy do wątku religijnego
                    - aron niech się bierze do roboty
                    - przebaczmy sobie nawzajem - amensmile))))

                    No i teraz gromy spadną na mnie za ostatnie zdaniesmile))
                    • angoisse Re: Do polonistki - angoise 17.05.07, 12:05
                      no wieszwink) również ostatnio wstrzymałam się od zwrócenia uwagi kilu wyrośniętym
                      młodzieńcom którzy palili papierosy na przystanku pod wiatą w czasie deszczu,
                      nie zważając na resztę osób które wcale nie miały ochoty z nimi palić ani w
                      alternatywie -moknąć na deszczu..., sądząc po wyglądzie młodzieńców mogłabym
                      tym razem być "zbyt mało przekonująca" i nie mieć odpowiednich "argumentów"
                      winkale gdy zrobię kurs samoobrony to pewnie uwagę zwrócęsmile) w końcu ktoś musi,
                      poświęcę się, co mi tam smile)

                      Temat wątku ciekawy, na razie czytam, kwestię religii mam w fazie przemyśleń już
                      od jakiegoś czasu. Wiara i uczestnictwo we wspólnocie dużo dają, także dla
                      trwałości małżeństwa (choć czasem źle pojętej "zupa za słona"), przy kościołach
                      bywają poradnie małżeńskie, rekolekcje dla małżonków, moja znajoma chyba głównie
                      dzięki temu nie rozstała się z mężem, że tam znalazła wsparcie i zaciągnęła na
                      zamknięte rekolekcje męża ateistę .
                      Ale jak na razie moje potrzeby bycia w zgodzie z sobą i pojęcie "nie być
                      obłudnym", z kanonami wyznaczonymi przez KK się rozminęły.
                      Co nie znaczy, ze przebaczenie jest mi obce, przecież nawet ex-owi już "prawie"
                      przebaczyłam. smile)
                      • aron95 Re: Do polonistki - angoise 17.05.07, 12:36
                        angoisse napisała:

                        > no wieszwink) również ostatnio wstrzymałam się od zwrócenia uwagi kilu wyrośnięty
                        > m
                        > młodzieńcom którzy palili papierosy na przystanku pod wiatą w czasie deszczu,
                        > nie zważając na resztę osób które wcale nie miały ochoty z nimi palić ani w
                        > alternatywie -moknąć na deszczu..., sądząc po wyglądzie młodzieńców mogłabym
                        > tym razem być "zbyt mało przekonująca" i nie mieć odpowiednich "argumentów"
                        > winkale gdy zrobię kurs samoobrony to pewnie uwagę zwrócęsmile) w końcu ktoś musi,
                        > poświęcę się, co mi tam smile)
                        >
                        > Temat wątku ciekawy, na razie czytam, kwestię religii mam w fazie przemyśleń ju
                        > ż
                        > od jakiegoś czasu. Wiara i uczestnictwo we wspólnocie dużo dają, także dla
                        > trwałości małżeństwa (choć czasem źle pojętej "zupa za słona"), przy kościołach
                        > bywają poradnie małżeńskie, rekolekcje dla małżonków, moja znajoma chyba główni
                        > e
                        > dzięki temu nie rozstała się z mężem, że tam znalazła wsparcie i zaciągnęła na
                        > zamknięte rekolekcje męża ateistę .
                        > Ale jak na razie moje potrzeby bycia w zgodzie z sobą i pojęcie "nie być
                        > obłudnym", z kanonami wyznaczonymi przez KK się rozminęły.
                        > Co nie znaczy, ze przebaczenie jest mi obce, przecież nawet ex-owi już "prawie"
                        > przebaczyłam. smile)




                        A aronkowi wybaczyc nie umiesz . Skąd się takie zawzięte baby biorą ???
                        • angoisse Re: Do polonistki - angoise 17.05.07, 12:51
                          Z Twojej wyobraźni się biorą, z wyobraźni wink))
          • tricolour Nie zgadzam się... 16.05.07, 16:57
            ... zasady ortografii sa jasne. Jeśli ktos ich nie zna, to ma zgodzic się na
            ponoszenie konsekwecji własnej ułomności.

            Nie można powiedziec do kogoś, że skoro ja popełniam błędy, to ty masz uważać
            na mnie i nie czytać tego, co piszę. Nie kaleka wsiąść do auta i kazać innym
            uważać na swoją pokrętną jazdę.

            Z faktu, że ktos jest dyslektykiem wynika tyle, że... jest dyslektykiem i może
            oczekiwać traktowania łagodniejszego. Ale nie może oczekiwać zwyczajnego
            traktowania na równi z innymi, a to może objawić sie zwróceniem uwagi.
            • skibunny Re: Nie zgadzam się... 16.05.07, 17:10
              smile nie jest dyslektykiem, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem, nie znam
              czlowiekasmile
              ja tylko mowie, zeby na wlasny uzytek przyjac, ze jest i skoncentrowac sie na
              trescismile
              nie czepiac sie drobiazgowsmile
              i nie zmieniac tematu tego watkusmile
              • angoisse Re: Nie zgadzam się... 16.05.07, 18:23
                Oponuję. Czytanie wielokrotnie błędnie napisanych słów utrwala błędy u
                czytającego. Jeśli już zaczynam się zastanawiać czy "reguła" czy "regóła" - to
                wnoszę sprzeciw, bo wynika, że ignorancja i niechlujstwo piszacego stanowi dla
                mnie KOSZTY. Nie zgadzam się ani na przymus biernego palenia ani na
                biernego "dyslektyzmu"=uwsteczniania się.
                (problem miał być na marginesie, ale się jak widać "nie zmieścił")
            • aron95 Re: Nie zgadzam się... 16.05.07, 17:27
              Owszem że jasne . Świadomie się narażam na zwracanie uwagi przez panie polonistki.
              Tylko angoise - już nie chodzi o same błedy , bo te wytykala by każdemu kto
              tylko na forum napisze . My się poprostu ciągle ścieramy .

              Wiele osób pisze z błedami o swoich problemach .I jej samej też miałem okazję
              je wytknąc. Ale błedy to nie jest powód aby zwracac uwagę na nie a nie problem
              piszącego .

              Każdemu z Was sie zdarza błąd popełnić i co ? i nic
              • angoisse Re: Nie zgadzam się... 16.05.07, 18:15
                "MY" się ciągle ścieramy??? Aron, wiem, ze potrzebujesz czyć się ważny, no ale
                wiesz...bez przesady, jeśli będziesz sadził notorycznie ortografy to to zauważę
                nawet jak będziesz występował pod nickiem "zielona_mandolinka".

                Więc nie kręć, szukając wytłumaczeń jak alkoholik, tylko bierz się za słownik i
                ćwicz. Jeśli nie świadoma własna wola to może choć odruch Pawłowa Ci się
                wykształci.
                • aron95 Re: Nie zgadzam się... 16.05.07, 19:04
                  Ja się przyznaję że robię błedy i nie jest ich tak dużo jak to próbujesz
                  przedstawić . 2 tyg. i 1 ort. Sama sprawdź .
                  Możesz mi nawet zwracac uwage , za którą Ci podziękuję . Tylko na marginesie a
                  nie że będziesz się nabijać .
                  Nie będę korzystał z żadnych programów i wolę abyś Ty mi błędy sprawdzała
                  Dlaczego ? Już o tym pisałem . Ale !

                  Do okresu rozstania z EX nie miałem okazji pisac,ot. wpracy , wstawic słowa.
                  gg czaty było dla mnie czymś nieznanym
                  Nie miałem gdzie ani potrzeby szlifowac ortografi . Robię to teraz .
                  To jest tak jak z tabliczką mnożenia , mało kto ją umie bo sa kalkulatory .
                  • panda_zielona Re: Nie zgadzam się... 18.05.07, 02:52
                    o nie,tabliczkę mnożenia to znam na wyrywki od 3 klasy podstawówki,wtedy
                    kalkulatory nie były takie powszechne.
    • alexdelpierrro Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 15:50
      exit13 napisał:

      > praktykujacymi na codzien a nie od swieta? Ciekawi mnie bardzo wplyw praktyk
      > religijnych na relacje miedzy malzonkami. Jak to bylo u was?


      ktoś juz chyba odpowiedział na Twoje pytanie:

      wiara wiarą a zycie zyciem....niestety
    • misbaskerwill Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 17:55
      exit13 napisał:
      > praktykujacymi na codzien a nie od swieta? Ciekawi mnie bardzo wplyw praktyk
      > religijnych na relacje miedzy malzonkami. Jak to bylo u was?

      Żona była praktykująca. Nie przeszkadzało mi to, dopóki nie okazało się, że jest
      niewierząca ;P

      Tak na marginesie, to negatywnego "wpływu praktyk religijnych" nie zauważyłem
      (chodzi o katolicyzm, nie voodoowink).
      Pozytywnego też nie, ale to zapewne przez ten brak wiarywink
      Myślę, że problem może być w przypadku małżeństwa ludzi o odmiennych obrzędach
      religijnych, ale to raczej nie to forum.
      Tak całkiem na marginesie, adwokat kiedyś mi powiedział, że nawet drobne różnice
      kulturowe to znakomity materiał na ustalenie "przyczyny rozwodu"wink
      • akacjax Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 18:41
        Kilka dni temu(chyba) była jakaś statystyka w necie. Może to wywolało wątek.
        Pisało, że ok 50% Polaków uważa się za praktykujących katolików chyba trzydzieści kilka za wierzących wg swoich zasad...

        A co do praktykujących...
        Idzie pijany, sąsiadka mówi: ależ jest pan pijany, a on na to-ja absolutnie, ja jestem abstynent...tylko niepraktykujacy.

        Co do związków niesakramentalnych-też ostatnio była mowa, ze papież zachęca rozwidzionych do badania ważności swoich małżeństw...gdyby takie pospolite ruszenie się zaczęło....oj...miałyby sądy kościelne kłopoty...

        Generalnie Kościół nie wyklucza ze swojego grona osoby w związkach niesakramentalnych, ani nie nakazuje badania ważności wcześniejszego małżeństwa.
        • ivone7 Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 18:50
          niestety nie masz racji..owszem osoba zyjaca w zwiazku niesakramentalnym moze
          isc do Kosciola, uczestniczyc we mszy sw. ale nie moze przyjac komunii
          i tu niestety jest pies pogrzebany..bo prawdziwa praktyka polega na tym jak
          pisal Tri zeby w pelni przebywac z Bogiem..a co za tym idzie przyjmowac komunie
          sw..
          i na tym polega to wykluczenie, osoby gleboko wierzace odczuwaja tzw głod
          komunii, czuja sie odrzucone..czuja ze to do konca sprawiedliwe nie jest..
          bo osoba ktora ma 15 partnerow, moze przystapic do komunii, zdradzajacy maz czy
          zona tez..ale oni nie..
          a pobudki Kosciola..trzeba chwile sie zastanowic..takie same jak pobudki
          dotyczace celibatu..niestety i nie jest to wyjscie do ludzi, bo takie by bylo
          gdyby osoby w drugich zwiazkach nie mialy na sobie pietna grzechu..
    • e07 Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 22:04
      Ciekawy wątek. Ja byłam praktykująca: do kościoła w niedzielę i święta,
      paciorek, przyjmowanie księdza itp. Do momentu porzucenia przez jeszcze męża.
      Czuję sie po prostu obłudnie. Rozwodzę się i mam biegać do kościoła?
      Córka miała komunię. Zależało jej,żebym poszła z nią do spowiedzi. Zrobiłam to
      dla niej, ale w konfesjonale powiedziałam prawdę: że mam żal do męża, że nie
      umiem mu wybaczyć. Byłam pzekonana, żenie dostanę rozgrzeszenia. A ksiądz na
      to: to normalne, że ma pani żal. I najlpsze: jest pani jezcze młoda, ułoży pani
      sobie życie.
      Jestem kompletnie ogłupiała. Nie poszłam do komunii, mimo rozgrzeszenia i coraz
      bardziej sie zastanawiam w co ja wierzę i czym jest kościół i praktyki
      religijne.
      • tricolour Bardzo fajny ksiądz... 16.05.07, 22:17
        ... bałas sie go, a on Cie przyjął tak ciepło. I ten wredny kościól nagle stał
        się przyjazny, że aż nie wiadomo co zrobić. Mogłaś pójść do komunii, a nie
        zrobiłas tego...

        smile)
        • e07 Re: Bardzo fajny ksiądz... 16.05.07, 22:25
          To nie tak. nigdy nie traktowałam kościoła jako wrednego. Po prostu mam
          wrażenie, że i tu rządzi prawo popytu i podaży. Jest coraz więcej rozwodów,
          więc i my księża się do tego dostosujemy, bo nam wierni pouciekają. A że jest
          sakrament - co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela - no cóż, czasy sie
          zmieniają. Zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę znaczy cały ten obrządek:
          sakramenty, msze itp. Czy nie lepiej po prostu żyć w zgodzie ze sobą i ze
          światem a nie demonstrować swoja religijność, tak jak ja kiedyś robiłam.
          • ivone7 Re: Bardzo fajny ksiądz... 16.05.07, 22:27
            dziekuje, bardzo fajnie to napisalas..mnie dokladnie o to chodzilo, tylko nie
            potrafilam tego wyrazic w prostych slowach
            masz racje..
          • tricolour Jest tylko pewien kłopot... 16.05.07, 22:50
            ... teraz jesteśmy młodzi i chcemy jeszcze wiele od zycia. Przyjdzie jednak
            czas, że minie i uroda, i zdrowie, i staniemy na krawędzi smierci. Wtedy nic,
            co jest na świecie, nie będzie juz istotne.

            Do czego sie wtedy odwołamy? Do tego, że chcemy "żyć w zgodzie ze światem"
            jeśli ten swiat sie będzie właśnie dla nas kończył? Do obłudy niemieckiego
            kleru? Do prawa popytu i podaży?

            Kłopot w tym, że nie ma siły, by ten moment nie nastąpił. Cos trzeba mieć na tą
            chwilę.
            • ivone7 Re: Jest tylko pewien kłopot... 16.05.07, 22:56
              jak powiedzial ktos madry..sadzcie ich po czynach..
              pomysl Tri, co bedzie z tych teori, jak za kilka lat glowy Kosciola zmienia
              prawo i to co teraz jest grzechem...grzechem nie bedzie..
              bedzie sie liczylo Twoje zycie, twoje postepowanie, czy swoim zyciem dawales
              swiadectwo..
              nikt na kler i na ksiezy ogladac sie nie bedzie..
              ale na zaklamanie w zyciu..
              • tricolour Nie wiadomo czy zmienią zdanie... 16.05.07, 23:00
                ... poza tym nie wiadomo czy dozyjemy do tej iluzorycznej zmiany. Kiespkie
                usprawiedliwienie na tą chwilę.

                Ale faktem jest, że bedzie liczyło sie postępowanie. Także praktykowanie.
                Uważam nawet, że mój proces bedzie sie liczył, bo wyraźnie chcę tego, do czego
                mam prawo w kościele.
                • ivone7 Re: Nie wiadomo czy zmienią zdanie... 16.05.07, 23:25
                  to nie usprawiedliwieni, tylko punkt widzenia w zaleznosci od tego co glowy
                  Kosciola zapisza w prawie, ze jest grzechem...
                  a ze praktykowanie sie bedzie liczyc ..moze i tak..moze beda policzone
                  uczestnictwa we mszy swietej, spowiedzi, komunia sw i zycie wg nauk Kosciola..a
                  moze nie..przekonamy sie..
                  a ze chcesz uniewaznienia..nie watpie..
            • e07 Re: Jest tylko pewien kłopot... 16.05.07, 23:08
              Właśnie. Chcę w chwili smierci powiedzieć: żyłam dobrze, zrobiłam wszystko, co
              mogłam, aby ludziom mi najbliższym było jak najlepiej i jak najgodniej. Czy w
              tym mi pomoże bieganie do kościoła?
              • tricolour Obawiam się, że słowa "zrobiłam wszystko"... 16.05.07, 23:24
                ... powinny zawierać również to bieganie do kościoła.
              • ivone7 Re: Jest tylko pewien kłopot... 16.05.07, 23:33
                ja uwazam, ze nie...
                ze bedzie brane pod uwage, to jak zylas, czy bylas dobra, pomocna itd..
                przeciez te rozne odmiany wiary chrzescijanskiej to wlasnie wyraz buntu przed
                Kosciolem Katolickim ...czy oni nie beda zbawieni..bo wyrazali milosc do Boga w
                inny sposob..
                ja mysle ze wazniejsze jest, by zyc zgodnie z tymi naukami, z zasadami
                i nasze zycie, bedzie swiadectem..a nie ilosc mszy...
      • ivone7 Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 22:22
        mnie ksiadz u spowiedzi powiedzial to samo..mloda jestes, masz fajna corke,
        jeszcze spotkasz kogos wartego milosci..tez bylam oglupiala..
        ale pomyslalam, ze to po prostu zyciowy ksiadz..
        • e07 Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 22:34
          Rozmawiam też często z księdzem - przyjacielem (BTW - udzielał nam ślubu, hi,
          hi). Pracuje w parafii niemieckiej i dzieli się ze mną swoimi przemyśleniami.
          Obserwując religilność niemiecką i obłudę niemieckiego kleru, sam zastanawia
          się nad sensem kapłaństwa, w szczególności celibatu w kapłaństwie, który w
          dzisiejszych czasach w Niemczech jest jednym wielkim fałszem.
          • ivone7 Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 16.05.07, 22:38
            hmm wiesz wielu sie zastanawia...i coraz wiecej ksiezy z kaplanstwa
            rezygnuje...i mysle, ze jest to spowodowane wlasnie tym rozdzwiekiem miedzy
            teoria a praktyka..
      • anja_pl Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 25.05.07, 11:34
        e07 napisała:
        [ciach]
        >I najlpsze: jest pani jezcze młoda, ułoży pani
        >
        > sobie życie.

        wiesz, nigdzie ksiądz nie powiedział, że życie masz układać sobie z drugim
        facetem...
    • z_mazur Trol, trolem, ale wątek ciekawy :) 16.05.07, 22:21
      No i nawet wizyta trola na forum może być przyczynkiem do ciekawej dyskusji wink
      • ivone7 Re: Trol, trolem, ale wątek ciekawy :) 16.05.07, 22:23
        hihi jak dyskutanci ciekawi, to i dyskusja ciekawa..
        • kim5 Re: Trol, trolem, ale wątek ciekawy :) 25.05.07, 16:38
          Odpowiadam głównie tri...
          Mój ex złożył wniosek o stwierdzenie nieważności. Teraz dostałam orzeczenie o
          nieważności w 1. instancji. I czuję niesmak - nasze zeznania były kompletnie
          rozbieżne. Mój ex twierdził, że wykluczał potomstwo, jego zeznania potwierdzili
          jedynie jego rodzice.
          Trudno mieć szacunek dla takiego wyroku i dla takiego "procesu". Jaki jest
          szacunek samej instytucji Kościoła do sakramentu, jeśli tak łatwo go unieważnić.
          • tricolour A ktoś miał kontrargumenty? 25.05.07, 18:43
            Kto miał potwierdzić lub zaprzeczyć - według Ciebie - przedslubnym planom męża?

            Bo to nie chodzi o unieważnienie, ale o nieważność, czyli sprawy przedslubne...
            • kim5 Re: A ktoś miał kontrargumenty? 28.05.07, 12:04
              W procesie byli powoływani świadkowie. Być może wersję ex potwierdzili jego
              rodzice, nie wiem.
              Natomiast w takiej sytuacji pytanie, po co przesłuchanie stron. MOże wystarczy,
              że napisze cokolwiek i sąd to łyka? Żenada.
              • kim5 Re: A ktoś miał kontrargumenty? 28.05.07, 12:05
                Mi nie powiedział, że nie chce mieć dzieci. Wprost przeciwnie. W protokole
                przedślubnym jest jego deklaracja, że chce mieć potomstwo.
              • tricolour Zenada jak żenada... 28.05.07, 21:30
                ... bo materiału nie widziałaś i nie czytałaś. Sama piszesz "nie wiem".

                Zatem "żenada" oparta na wyobrażeniach, a nie wiedzy...
                • kim5 Re: Zenada jak żenada... 29.05.07, 09:10
                  Widziałam i czytałam zeznania ex.
                  • tricolour Tak, zeznania ex czytałaś... 30.05.07, 09:47
                    ... ale innych już nie, bo nie jesteś stroną w procesie. Świadkowie mogli też
                    cos dołożyć od siebie i stąd wyrok.

                    To ciekawe, że jesteś po rozwodzie, a nie godzisz się na nieważność kościelną...
                    • kim5 Re: Tak, zeznania ex czytałaś... 30.05.07, 11:15
                      Znam zeznania mojego taty i zeznania ex. Nie znam zeznań teściów.
                    • z_mazur Re: Tak, zeznania ex czytałaś... 30.05.07, 11:25
                      > To ciekawe, że jesteś po rozwodzie, a nie godzisz się na nieważność
                      kościelną..

                      Kogo jak kogo, ale Ciebie Tri to nie powinno dziwić. Jesteś tu na forum chyba
                      najbardziej świadom tego czym się różni rozwód od stwierdzenia nieważności.

                      Skoro się rozwiodła to jest tylko uznanie, że małżeństwo nie wyszło i trzeba
                      się było rozstać (to każdy wcześniej czy później przyjmuje do wiadomości).

                      Stwierdzenie nieważności to uznanie, że małżeństwa nigdy nie było. Czyli żyło
                      się przez ileś lat w iluzji i ktoś to teraz oficjalnie stwierdza. Czyli było
                      się oszukanym przez osobę, którą uważało się za najbliższą.

                      Co innego gdy unieważnienia chcą obie osoby, ale gdy to jedna nagle pod jakimś
                      naciąganym pretekstem udowadnia, że wszystko było fikcją, to chyba można mieć
                      problem z pogodzeniem się z tym???
                      • tricolour Człowiek powinien być spójny... 30.05.07, 13:31
                        ... Jesli ktoś zawarł małżeństwo koscielne, to znaczy, że uznaje intytucje
                        kościoła. Jesli ten kościół uznaje małżeństwo za nieważne, to taki dekret ma
                        najwyższą rangę sądową. Ciekawe dlaczego uznając Kościół nie uznajemy dekretu
                        tego kościoła.
                        Nasza koleżnka pisze o procesie "żenada" nie dlatego, że na nim była, ale
                        dlatego, że nie akceptuje wyroku.

                        A co do rozwodu: rozwód ma jakieś przyczyny. Są one zazwyczaj ważne, bo mało
                        kto rozwodzi sie przez złą pogodę. Skoro już są przyczyny do rozwodu, czyli do
                        rozpadu małżenstwa, to można sie zastanowić czy przyczyny te nie zaistniały
                        wcześniej... np. alkoholizm (30%rozwodów) nie zaczyna sie nagle.
                        • z_mazur Re: Człowiek powinien być spójny... 30.05.07, 13:41
                          W przypadku naszej dyskucji nie chodzi o alkoholizm, tylko najprawdopodobniej o
                          niechęć do posiadania dzieci.

                          Kim 5 ma do zaakceptowania dwie opcje:
                          Pierwsza - facet z którym spędziła trochę życia i wydawało jej się, że jest jej
                          mężem świadomie przed ślubem ją (i kościół) okłamał.

                          Znając tego człowieka zakłada że tak nie było

                          Druga opcja- facet jej nie okłamywał, a w takim razie proces unieważnienia
                          ślubu jest farsą, w której można wykorzystać dowolny argument, żeby osiągnąć
                          swój cel.
                          • tricolour Ale dzieci nie ma. 30.05.07, 13:51
                            ... i to jest fakt.

                            Moze facet chciał mieć dzieci, ale nie zdążyli przed rozwodem i teraz gościu
                            nagina. Może tak być, ale Kim nic nie pisze, że facet napisał i zeznał kłamstwa.

                            Zresztą w sprawy stanu cywilnego nigdy nie przechodzą w stan ostatecznego
                            osądzenia i Kim jak najbardziej może założyc proces o ważność swojego
                            małżenstwa. Skoro taka zasadnicza...
                            • kim5 Re: Ale dzieci nie ma. 30.05.07, 15:32
                              Już tłumaczę: mój ex przed procesem sam stwierdził, że chciał ze mną być i że
                              chciał mieć dzieci, ale podanie takiego powodu pozwoli mu najszybciej
                              unieważnić małżeństwo: Cyt: "Uprzedzalem Cie co do zawartosci prosby o
                              uniewaznienie, wiec mam nadzieje, ze rozsadnie podeszlas do samej tresci
                              prosby." Bo tak naprawdę niechęć do posiadania potomstwa jest zjawiskiem
                              subiektywnym, którego nie sprawdzi biegły psychiatra. Wystarczy zeznać, że się
                              nie chciało i już.
                              W zeznaniach mój ex powoływał się m.in. na to, że z niechęci do ślubu ze mną
                              zwierzał się swojemu ojcu. Natomiast fakt jest taki, że wtedy w ogóle z nim nie
                              rozmawiał (konflikty rodzinne).
                              Kiedy dostałam jego zeznania w pierwszej chwili myślałam, że to papiery od
                              innej sprawy. Facet żeni się na studiach, żadnego przymusu w postaci dziecka w
                              drodze, zaręczyny rok wcześniej i twierdzi, że nie chciał się żenić. Zeznał, że
                              nie powiedział, że nie chce mieć ze mną dzieci, bo wtedy bym za niego nie
                              wyszła. Dla mnie to nielogiczne.

                              Nie neguję samego faktu stwierdzania nieważności. Po prostu na przykładzie
                              mojego procesu twierdzę, że to farsa. Pójdę, zeznam to, co mi wygodnie i
                              uzyskam unieważnienie. Proste.
                            • kim5 Re: Ale dzieci nie ma. 30.05.07, 15:32
                              Już tłumaczę: mój ex przed procesem sam stwierdził, że chciał ze mną być i że
                              chciał mieć dzieci, ale podanie takiego powodu pozwoli mu najszybciej
                              unieważnić małżeństwo: Cyt: "Uprzedzalem Cie co do zawartosci prosby o
                              uniewaznienie, wiec mam nadzieje, ze rozsadnie podeszlas do samej tresci
                              prosby." Bo tak naprawdę niechęć do posiadania potomstwa jest zjawiskiem
                              subiektywnym, którego nie sprawdzi biegły psychiatra. Wystarczy zeznać, że się
                              nie chciało i już.
                              W zeznaniach mój ex powoływał się m.in. na to, że z niechęci do ślubu ze mną
                              zwierzał się swojemu ojcu. Natomiast fakt jest taki, że wtedy w ogóle z nim nie
                              rozmawiał (konflikty rodzinne).
                              Kiedy dostałam jego zeznania w pierwszej chwili myślałam, że to papiery od
                              innej sprawy. Facet żeni się na studiach, żadnego przymusu w postaci dziecka w
                              drodze, zaręczyny rok wcześniej i twierdzi, że nie chciał się żenić. Zeznał, że
                              nie powiedział, że nie chce mieć ze mną dzieci, bo wtedy bym za niego nie
                              wyszła. Dla mnie to nielogiczne.

                              Nie neguję samego faktu stwierdzania nieważności. Po prostu na przykładzie
                              mojego procesu twierdzę, że to farsa. Pójdę, zeznam to, co mi wygodnie i
                              uzyskam unieważnienie. Proste.
                              • tricolour To nie jest farsa - to jest kłamstwo. 30.05.07, 15:43
                                A jakie było Twoje stanowisko w tej sprawie? Byłaś na przesłuchaniu, a wcześniej
                                miałaś do wglądu skargę.

                                Pokazałaś sędziemu prośbę męża "Uprzedzalem Cie co do zawartosci prosby o
                                uniewaznienie, wiec mam nadzieje, ze rozsadnie podeszlas do samej tresci prosby."?

                                • kim5 Re: To nie jest farsa - to jest kłamstwo. 30.05.07, 15:55
                                  Facet mi groził, żebym nie próbowała mu przeszkadzać! Złożyłam moje zeznania
                                  zgodnie z sumieniem, oczywiście były kompletnie inne niż EX. Właśnie to mnie
                                  najbardziej dziwi - nikt nie poprosił mnie o dodatkowe wyjaśnienia, nie
                                  skonfrontował naszych zeznań. Nikogo nie zdziwiła ta różnica?
                                  Nie miałam ochoty się z nim boksować. Związałam się z moim obecnym mężem,
                                  jestem szczęśliwa i chcę normalnie żyć. Nie mam ochoty żyć w strachu, że mi
                                  albo mężowi coś się "przypadkiem" stanie.
                                  • tricolour To zmienia postać rzeczy... 30.05.07, 16:05
                                    ... bo nie powiedziałaś wszystkiego ze strachu, co jest zrozumiałe. Wynika, że
                                    facet nakłamał.

                                    Ale nie nazywaj procesu żenadą i farsą, skoro sama nie dostarczyłas materiału, o
                                    którym wiedziałaś. Proces prowadzą ludzie, którzy nie są jasnowidzami.
                                    • kim5 Re: To zmienia postać rzeczy... 30.05.07, 16:13
                                      Nawet w sądzie świeckim sąd bada rozbieżności w zeznaniach. Jeśli zeznania są
                                      skrajnie różne - bada się przyczynę rozbieżności. Dostarczyłam sądowi materiał
                                      zeznając, że mąż nie poinformował mnie i nigdy nie dał mi odczuć, że nie chce
                                      mieć dzieci. Że nie mówił mi o tym przed ślubem.
                                      • anja_pl potwierdziłaś 30.05.07, 23:38
                                        zeznając w ten sposób, potwierdziłas tylko, że ex cie nie poinformował o
                                        tym ,że nie chce miec dzieci, czyli potwierdziłas jego zeznania, gdzie tu
                                        rozbieżność?

                                        jestesś niekonsekwentna, chcesz by księża byli jasnowidzami, a ponieważ nie są
                                        to nazywasz proces farsą...

                                        zataiłaś w swoim zeznaniu istotne fakty, które mogłyby zmienić werdykt,
                                        możesz mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie,
                                        • kim5 Re: potwierdziłaś 31.05.07, 09:31
                                          Powiedziałam wyraźnie i powtórzę to ponownie: na pytanie sądu, czy znany mi był
                                          fakt, że ex nie chce mieć dzieci, powiedziałam, że nie. Że przed ślubem
                                          twierdził, że dzieci mieć chce. Że tak zeznał w protokole przedślubnym.
                                          Chociażby to powinno wzbudzić zdziwienie - facet mówi raz to, a raz coś innego.
                                          O tym, że nie chciał mieć ze mną dzieci, przypomniał sobie 5 lat po rozwodzie.
                                          • angoisse Re: potwierdziłaś 31.05.07, 09:47
                                            Hmmm.. a czy przesłanką do unieważnienia małżeństwa nie jest aby kłamstwo jednej
                                            ze stron? na zasadzie- "zeznał, że specjalnie Cię okłamał że chce dzieci, żebyś
                                            się zgodziła na ślub, ale w "duszy" nigdy dzieci z tobą mieć nie chciał" czyli z
                                            jego strony małżeństwo ważne nie było?
                                            ...w ten sposob można unieważnić każde małżeństwo...
                                            • kim5 Re: potwierdziłaś 31.05.07, 10:03
                                              Właśnie o to mi chodziło: w ten sposób można unieważnić każde małżeństwo,
                                              zwłaszcza, jeśli strony się umówią, co kto ma mówić..
                                              • angoisse Re: potwierdziłaś 31.05.07, 10:10
                                                ja trochę teoretyzuję bo nie przerabiałam tego sama,
                                                ale kłóci mi się taki tok dowodzenia ważności i nieważności z kosciołem wiarą itd.
                                                (pytanie, czy mąż wziął na pewno winę na siebie, że on skłamał i teraz to
                                                "prostuje"?) na podstawie takich argumentów kłamstwa przedślubnego to owszem-
                                                dałabym Tobie nieważność byś mogła spróbować jeszcze raz małżeństwa z kimś kto
                                                przysięga prawdziwie przed ołtarzem, a mężowi dałabym szlaban na ponowne
                                                małżeństwo w kościele (sprofanował juz raz kłamstwem, bozia co prawda
                                                miłosierna, ale kłamcy nie mają problemów z recydywą).
                                              • tricolour No to o co Ci chodzi? 31.05.07, 17:47
                                                Były mąz Cie postraszył,a Ty się zgodziłas na jego wersję i tak zeznawałaś jak
                                                chciał. Tchórzostwo. Do tego Twój nowy mąż nie stanął w Twojej obronie przed
                                                eksem, a za prawdą.

                                                Co tu jest farsą? Proces oparty na kłamstwie, zastraszaniu i tchórzostwie, czy
                                                takaż postawa byłego męża i Twoja?
                                                • kim5 Re: No to o co Ci chodzi? 31.05.07, 18:15
                                                  Tri, proszę przeczytaj dokładnie co napisałam.
                                                  Napisałam, co zeznawałam, ale zdajesz się nadal nie przyswajać.
                                                  NIE zgodziłam sie na wersję ex, nie potwierdziłam jego wersji w sądzie. Również
                                                  w moich pismach do sądu NIE ZGODZIŁAM się ze stwierdzeniem, jakoby małżeństwo
                                                  moje było zawarte nieważnie.
                                                  Czy nadal czegoś nie rozumiesz?
                                                  • tricolour Owszem nie rozumiem... 31.05.07, 21:02
                                                    ... nie rozumiem jak można zataic fakt pogrózek ze strony byłego męża i
                                                    "zachęty" do zeznawania według jego pomysłu. Moim zdaniem takie pogróżki mogłyby
                                                    znacząco zmienić bieg procesu tym bardziej, że przecież chciał mieć dzieci.

                                                    Nie rozumiem jak można zataić takie ważne rzeczy, a potem proces nazywać farsą.
                                                  • kim5 Re: Owszem nie rozumiem... 01.06.07, 09:06
                                                    Może byś zrozumiał, gdyby ktoś Ci wykręcał ręce i znęcał się psychicznie przez
                                                    kilka lat, a po kilku latach spokoju znowu próbował ingerować w Twoje życie?
                                                    Ja nie miałam ochoty na ten proces, nie miałam ochoty zeznawać, temat mojego
                                                    małżeństwa zamknęłam rozwodem i nie miałam ochoty wracać do starych ran.
                                                    Nie zależało mi na tej sprawie. Proces wypadł chwilę przed moim ślubem i uwierz
                                                    mi, to nie najlepszy czas na wspominanie tego, co było złe w pierwszym
                                                    małżeństwie. To tak, jakby kobiecie w ciąży kazać czytać o chorobach dzieci i
                                                    powikłaniach okołoporodowych.
                                                    Tym bardziej nie miałam ochoty na branie udziału w procesie, jeśli ex WYRAŹNIE
                                                    mi powiedział, że powód jest wymyślony. Taki proces kosztuje czas i nerwy i
                                                    świadomość, że bierze się udział w ściemie, nie jest zbyt pocieszająca.
                                                    Zrobiłam swoje minimum - poszłam, zeznałam zgodnie z moim sumieniem na temat
                                                    naszego małżeństwa, odpowiedziałam zgodnie z tym, jak czułam na wszystkie
                                                    zadane pytania. Widziałam zeznania ex i skargę powodową. Oczywiście potem się
                                                    dowiedziałam, że pani notariusz złamała procedury, bo zeznania ex pokazała mi
                                                    przed moimi z komentarzem: to Pani przeczyta, co zeznał mąż i ewentualnie coś
                                                    zmieni. Na przesłuchaniu nie było żadnego sędziego. Przesłuchanie mojego Taty
                                                    było w mojej obecności. Na czytanie zeznań teściów nie miałam ochoty - po co
                                                    grzebać się w takim g...
                                                    Może kogoś rajcuje prowadzanie się po sądach i awanturnictwo. Mnie nie. Mam
                                                    swoje życie i jak napisałam sprawę małżeństwa zamknęłam rozwodem.
                                                    Sąd orzekł, co orzekł. Trudno mi ocenić, czy moje małżeństwo było nieważne.
                                                    Wyrok pewnie będzie na tak, ale za dobrze znam kulisy sprawy, żeby wiedzieć, na
                                                    czym tak naprawdę stoję.
                                                  • marie.walewska Re: Owszem nie rozumiem... 01.06.07, 09:34
                                                    A ja czytajac Twoje opowiesci tutaj mam oczucie, ze Twoje malzenstwo rzeczywisci moznaby uznac za
                                                    niewaznie zawarte. Co do dzieci sie nie wypowiadam, bo tylko Twoj byly maz wie czy, kiedy i z kim
                                                    chcial je miec i kiedy klamal a kiedy mowil prawde.
                                                    Natomiast czytajac Twoje posty przypomina mi sie taka formulka - z powodu niedojrzalosci
                                                    psychicznej (psychicznie) nie zdolny do podjecia i spelniania podstawowaych obowiazkow malzenskich.
                                                    Miedzy innymi nalogowy klamca jest najczesciej czlowiekiem nie zdolonym...
                                                    Tak samo czlowiek nie panujacy nad wlasna agresja itd.
                                                    Wiesz, tak mi sie wydaje, ze byc moze sad byl madrzejszy od Ciebie? I po prostu wzieli pod uwage
                                                    wszystko co im soba przedstawiliscie?
                                                  • 13monique_n Re: Owszem nie rozumiem... 01.06.07, 10:05
                                                    Wiesz, Marie, diagnozę masz zapewne bliską prawdy w sensie "przyczyny uznania
                                                    małżeństwa za niewaznie zawarte". Ale Ex kim5 wie, że akurat ta
                                                    cecha "niedojrzałość", dowiedziona przed sądem biskupim, uniemożliwiłaby mu
                                                    zawarcie kolejnego, kościelnego i WAŻNEGO związku małżeńskiego.

                                                    PS przerażające to wszystko jest.
                                                  • marie.walewska Re: Owszem nie rozumiem... 01.06.07, 10:11
                                                    Nie wiem monique, czy on wie. Dodatkowo mam przekonanie, ze dowiedziona niedojrzalosc wcale nie
                                                    uniemozliwia zawarcia zwiazku, szczegolnie, gdy pierwsze malzenstwo delikwent zawieral majac lat 23
                                                    a drugie zawiera majac lat 37 np. Dojrzewanie to proces postepujacy w czasie. Werdykt potwierdzajacy
                                                    niedojrzalosc w konsekwencji naklada tylko na delikwenta obowiazek stawienia sie na badanie przez
                                                    bieglego i oceny jego dojrzalosci. Musi po prostu pojsc do sadu na rozmowe z psychologiem/
                                                    psychiatra i dostac papier, ze jest juz dojrzaly.
                                                    Czyli taki wyrok uniemozliwia tylko jedno: podwazenie waznosci drugiego zwiazku na tej samej
                                                    podstawie co pierwszego smile
                                                  • 13monique_n Re: Owszem nie rozumiem... 01.06.07, 11:21
                                                    Ja trochę wiem. Byłam w sądzie biskupim i rozmawiałam o tym. To jest
                                                    potencjalna mina dla tego faceta. Czy ogólnie dla tej osoby, której taka
                                                    niedjrzałość sie dowiedzie. Ponieważ w przypadku zawierania drugiego małżeństwa
                                                    po uznaniu pierwszego za nieważnie zawarte, ksiądz sprawdzając dokumenty
                                                    natknie się na to. I nie wiem, czy dojrzałości można potem dowieść w oparciu o
                                                    badania psychiatryczne. Tak daleko nie indagowałam.
                                                  • marie.walewska Re: Owszem nie rozumiem... 01.06.07, 12:34
                                                    Tak jak napisalam wczesniej - dojrzalosc i niedojrzalosc badaja ci sami biegli w tym samym sadzie. To
                                                    jest jedno badanie i jeden papier. Prosta procedura, chyba, ze ktos sie rzeczywiscie nie rozwinal
                                                    mentalnie i w wieku lat 30/40 nadal bedzie niedojrzalym szczeniakiem, ale wtedy to chyba nawet lepiej,
                                                    ze nie dostanie zgody na malzenstwo koscielne?
                                                  • 13monique_n Re: Owszem nie rozumiem... 01.06.07, 12:45
                                                    Pewnie, że lepiej, że nie dotanie zgody. Dokładniej, kiedy występuje się do
                                                    sądu uznanie małżeństwa za nieważnie zawarte i jest to prawdziwy - a nie, jak u
                                                    kim5 - naciągany powód, to zawsze nalezy się liczyć z faktem, że ta
                                                    kwalifikacja przyczyny może stać się trwałą przeszkodą do zawarcia ważnego
                                                    małżeństwa.
                                                    Z drugiej strony, nie rozumiem potrzeby manipulowania u exa kim5 czymś tak
                                                    istotnym. Bo jesli sakramenty sa dla mnie ważne to "cała prawda i tylko prawda"
                                                    wchodzi w grę, a jesli mam coś w d...użym poważaniu, to po co się napinać?
                                                    szkoda słów.
                                                  • tricolour To był zwyczajny deal... 01.06.07, 09:51
                                                    ... za poczucie bezpieczeństwa, spokojne życie "zapłaciłaś" zatajeniem prawdy.
                                                    Na procesie jest pytanie "czy obawiasz się, w związku z zeznaniami, jakiegoś
                                                    grożącego zła". Nie sądzę, by zostało pominiete, a jak nawet, to mogłas
                                                    powiedzieć o pogróżkach. Nie powiedziałaś w imię własnych (zreszą racjonalnych)
                                                    interesów.

                                                    Z Twojej opowieści wynika, że proces nie był farsą. Może nie umiesz przedstawić
                                                    rzeczy, by ją mógł zrozumieć. Może z jakichś powodów potrzebujesz
                                                    deprecjonowania sądu. Nie wiem...
                                                  • kim5 Re: To był zwyczajny deal... 01.06.07, 10:35
                                                    Nie rozumiem, o co Ci chodzi. Może jakieś konkretniejsze pytania.
                                                  • z_mazur Re: To był zwyczajny deal... 01.06.07, 12:24
                                                    Kim nie przejmuj się, nie Ty jedna myślisz w ten sposób o procedurze uznawania małżeństwa za nieważnie zawarte.

                                                    Tri jest w trakcie takiego procesu i jest wewnętrznie przekonany o słuszności swoich działań. Podważanie sensu tej procedury i jej efektu pośrednio podważa sens jego działań, stąd jego "krucjata" mająca na celu udowodnienie, że ogólnie taki procesy mają sens. W tej chwili nie jesteś w stanie go przekonać, że jest inaczej.
                                                  • tricolour To nie ma nic do rzeczy Z_Mazur. 01.06.07, 17:28
                                                    Zreszta nie chodzio moje wewnętrzne przekonanie, bo te chętnie przedstawiam
                                                    publicznie. Wolałbym też żebyś wypowiadał się w swoim imieniu w przedmiotowej
                                                    sprawie, a nie w moim, bo o to sam dbam...

                                                    A wracając do rzeczy, to powtórze to, co napisałem wcześniej: Kim, zataiłaś może
                                                    nie samą prawdę o niechęci męża do dzieci, ale fakt, że facet Ci groził podczas
                                                    procesu. Potem taki proces nazywasz farsą - mnie nie interesują merytoryczne
                                                    podstawy procesu, ale fakt Twojego zatajenia w zestawienu z "farsą". To nie
                                                    proces był farsą - to Twoje zeznania były lekko tandetne, jeśli chodzi o ich jakość.

                                                    A co do mojej "krucjaty"... takie procesy maja sens. Głównie dlatego, że ludzie
                                                    ich potrzebują.
                                                  • z_mazur Re: To nie ma nic do rzeczy Z_Mazur. 01.06.07, 19:04
                                                    Wyraziłem swoją opinię na temat Twojej postawy i jej podstaw. Zawsze możesz to skomentować i się do tego odnieść (co zresztą zrobiłeś).

                                                    Ludzie potrzebują móc się rozstać, co niestety stoi w sprzeczności z biblijnym "Co bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza". Stąd, zamiast zwykłego uznania rozstania, "dziwoląg" w postaci uznawania czegoś co było, za niebyłe.

                                                    To może od razu uznajmy, że skoro ludzie się rozstają i rozchodzą to ze ślubem było coś nie tak, bo gdyby było ok, to byłaby w tym "ręka boga" i do rozstania by nie doszło. To by uprościło całą sprawę. smile
                                                  • tricolour Taka jest procedura i trudno. 01.06.07, 19:12
                                                    Można się irytować - trudno.

                                                    Natomiast nie jestem przekonany, że "ludzie potrzebują móc się rozstać". Bo
                                                    jeśli tak uważają, to niech się nie żenią - sami dobrowolnie lezą i przysięgają,
                                                    że do śmierci. Albo rybka albo pipka..
                                                  • kim5 Re: Taka jest procedura i trudno. 03.06.07, 08:25
                                                    Tricolour, trochę się zagalopowałeś w ocenie moje osoby i ocenie moich zeznań.
                                                    Primo: nie uważałam zgodnie z własnym sumieniem, że małżeństwo jest zawarte
                                                    ważnie.
                                                    Secundo: to nie ja wniosłam o proces, więc dlaczego miałabym angażować się w
                                                    coś, do czego w ogóle nie jestem przekonana mając wyraźną informację od ex, że
                                                    powód unieważnienia jest wymyślony na potrzeby procesu?
                                                    Wielu księży, z którymi rozmawiałam na ten temat mówiło tak: trzeba to tak
                                                    załatwić i tak zeznawać, żeby unieważnienie dostać. Nie mam pytań.
                                                    Piszesz, że taka jest procedura. Ale procedura, która pozwala uzyskać
                                                    nieważność w sposób tak banalnie prosty nie zabezpiecza powagi sakramentu.
                                                    POnoć kościół stoi na straży sakramentów i trzeba spełnić określone procedury,
                                                    by go uzyskać. A unieważnić można tak prosto. I powtarzam DUŻYMI LITERAMI: TA
                                                    ŁATWOŚĆ UZYSKANIA ORZECZENIA JEST KPINĄ. Kpiną jest to, że sprzeczne zeznania i
                                                    to sprzeczne w sposób rażący, a nie w niuansach! nie są powodem do dalszych
                                                    przesłuchań. W żadnym przyzwoitym sądzie nie przejdzie numer, pt. ten pan mnie
                                                    okradł, świadkiem byłam moja mamusia i nikt inny, więc pana wsadzą za kratki.
                                                    Na szczęście sądy powszechne nie funkcjonują tak jak kościelne, bo ja bym nie
                                                    chciała być ofiarą takiego sądownictwa.
                                                  • tricolour Mam podejrzenie... 03.06.07, 12:06
                                                    ... ale o tym na końcu.

                                                    Wiele, obecnych tu na forum, osób zżyma się na nieważność kościelną - zżyma się
                                                    dlatego, bo sami by chcieli, a w ich przekonaniu nie dostaną takiego wyroku.
                                                    Chcieliby żyć w kolejnym związku bez piętna cudzołóstwa i wizji grzechu
                                                    śmiertelnego.
                                                    Ty uzyskałaś tą nieważność nawet o to nie zabiegając, ba - może nawet zbyt łatwo
                                                    proces przebiegał, ale to nie zmniejsza rangi tej nieważności. Można
                                                    potraktować, że masz prezent w postaci wolności w zawieraniu kolejnego małżenstwa.
                                                    I oto pojwaia się moje podejrzenie (podkreślam kolejny raz: wyssane z palca), że
                                                    Twój obecny mąż jest rozwodnikiem i Twoja "kościelna wolność" jest Ci
                                                    niepotrzebna. Lepiej byłoby gdybyś jej nie miała, bo nie miałabyś wtedy wyboru -
                                                    a teraz ten wybór masz, ale wybrałas życie w grzechu. I to jest powodem takiej
                                                    frustracji.

                                                    To tyle... najzwyczajniej mogę się też mylić...
                                                  • kim5 Re: Mam podejrzenie... 04.06.07, 00:27
                                                    Mój obecny mąż jest kawalerem. Nie ma przeszkód formalnych do zawarcia ślubu
                                                    kościelnego.
                                                    A unieważnienie uzyskane w taki sposób spowodowało, że zwątpiłam w powagę
                                                    sakramentu w kościelnym wydaniu.
                                                    Dla mnie podejście pt. "dało się, więc trzeba korzystać" jest nie do przyjęcia.
                                                    Przebieg procesu sprawił, że nie wiem, na czym stoję - czy małżeństwo było
                                                    przed Bogiem zawarte nieważnie, bo takie będą pieczęcie pod wyrokiem, czy też
                                                    prawda jest inna? Wolałabym inne rozwiązani, jak np. w prawosławiu - związek
                                                    się rozpadł, spowiadam się z grzechu rozstania z mężem, odprawiam pokutę itp i
                                                    z czystym sumieniem mogę zawrzeć małżeństwo. A tak to trochę dla mnie
                                                    naciągane. Z czego mam się wyspowiadać, jak już unieważnienie dostanę - z
                                                    grzechu cudzołóstwa z 1. mężem, który faktycznie mężem nie był?
                      • tricolour Rozumienie małżenstwa... 30.05.07, 13:37
                        ... kościelnego jest najczęściej infantylne. Sprowadza się do nauk
                        przedślubnych i powiedzeniu "tak" w obecności świadków i kapłana. Tak to jest
                        prymitywnie rozumiane...

                        Mało kto widzi małżenstwo jako zgodę na wzajemne przyjmowanie i przekazywanie
                        obowiązków itp. Literatury pełno.
                        • z_mazur Re: Rozumienie małżenstwa... 30.05.07, 13:51
                          tricolour napisał:

                          > ... kościelnego jest najczęściej infantylne. Sprowadza się do nauk
                          > przedślubnych i powiedzeniu "tak" w obecności świadków i kapłana. Tak to jest
                          > prymitywnie rozumiane...

                          W takim razie przyjmijmy dla uproszczenia, że wszystkie śluby kościelne są
                          nieważnie zawarte, właśnie ze względu na brak tej świadomości (przecież to
                          część ślubowania).

                          Zresztą jak można być czegoś do końca świadomym skoro nie miało się możliwości
                          przeżyć tego na własnej skórze.
                          • tricolour Uproszczenie za daleko idące... 30.05.07, 14:16
                            ... ale można oprzeć sie na statystyce, wedle której 70% orzeczeń jest za
                            nieważnością.
                            • z_mazur Re: Uproszczenie za daleko idące... 30.05.07, 14:19
                              Boszz, statystyka... Znowu to narzędzie szatana. smile))
    • joannab36 Re: Ilu z was jest praktykujacymi katolikami.. 03.06.07, 09:22
      A ja zauważyłam, że większość osób, które tak gorąco tu bronią praktykowania
      można podciągnąć pod stwierdzenie: "modli się pod figurą, a diabła ma za skórą".
      Wszytsko można usprawiedliwić wiarą, jak ktoś bardzo chce udowodnić swoje
      racje: wojny krzyżowe, palenie na stosie, unieważnienie małżeństwa. Byle dobrać
      odpowiedni akapit z Pisma... I umieć dobrze napisać swoje racje, nie czytając
      sensu wypowiedzi innych, tylko łapiąc ich za słówka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka