Dodaj do ulubionych

refleksja..."kogos zewnatrz"

30.06.07, 10:42
Witajcie

znalazłam wasze forum kiedy moja najblizsz przyjaciółka się rozwodziła.
Poznieważ nie mam doświadczenia w tej kwestii...zaczęlam czytać...i tak was
znalazłam.

Możecie wierzyć czy nie...czasem jak czytałam posty tutaj opisane to było mi
prawdziwie przykro, że przyzywacie taka tragdię...taki stres. Stres, który wg
psychologów równy jest ze smierci bliskiego. Innym razem czytalam...o tych,
którzy z tego zakretu życiowego wyszli już na prostej i choc zranieni
wewnętrznie...to tez silni...znaleźli nową droge swoją drogę.

Nie jestem jeszzcze mężatką...
boję się jednego...
że w tej pieknej decyzji o wyjściu za mąż...w głebi serca muszę kalkulować
ryzyko..ryzyko rozpadu. Może kalkulować...w głowie...serce się do tego nie
nadajewink

Co decyduje o tym, że małżeństwo sie udaje...że trwa mimo problemów,
kłopotów...zmienności życia. Nie udaje sie utrzymac małżeństwa "wielkim tego
świata"...nie ma na to wpływu uroda, pieniądze, sława.
Nie wierze w połówki jabłka...pomarańczy czy grejfrutawink
wierze w dopasowanie...
ale czy przy tej liczbie ludości na tej naszej planecie...
można znaleźć ta "dopasowaną osobę".

Własnie kończy sie mój kolejny związek...
nie trwał długo...
teraz czasem przesadzam z tragizmem mojej obecnej sytuacji...i sie użalam
(wiem jak to zabrzmi...ale)...wiem, że Wy tutaj na tym forum, na sali sądowej
przezywacie wiekszy ból. Ta świadomość stawia mnie do pionu. A już optymizmem
napawa fakt,że tak wielu z Was po rozwodzie znalazło nowe, lepsze życie! to
właściwe życie! Gratuluje!

Zyczę wszystkiego dobrego
tak zwyczajnie...po ludzku.


Obserwuj wątek
    • aron95 Re: refleksja..."kogos zewnatrz" 30.06.07, 13:00
      Jeśli ta druga połowa poważnie podejdzie do słów przysięgi małżeńskiej to można
      liczyć na udany związek . Tylko kto o tych słowach , jakże prostych i wymownych
      pamięta ?? Kalkulować rozwód gdy się wychodzi za mąż ?
      To lepiej w ogóle nie wychodzić za mąż .
      Ja miałem 15 lat udanego związku do samego końca .
      Teraz chciałbym kolejny związek mieć nie gorszy od poprzedniego .
      Ty jesteś przed tą pierwszą decyzją i może sie zdarzyć że też bedziesz miec
      udany związek pierwszy .Jak będziesz za mocno kalkulować to nigdy tej decyzji
      nie podejmiesz . A partnerzy najbardziej zmieniają sie po ślubie
      • forceps Re: refleksja..."kogos zewnatrz" 30.06.07, 13:17
        Ktoś kiedyś mi powiedział,że poważny błąd popełniamy,gdy myślimy ,że....
        Kobieta po ślubie się nie zmieni-zmieni się
        A facet zmieni się po ślubie-nie zmieni...
        • anula36 Re: refleksja..."kogos zewnatrz" 30.06.07, 13:24
          ropad kazdego zwiakzu boli czy twrwa 20 dni czy 20 lat.
          • mcbeal28 chyba jednak nie...;-) 30.06.07, 14:21
            chyba jednak nie...
            spakowanie rzeczy i wyjazd...a potem kilka miesięcy bólu...i wychodzisz na
            prostą
            20 laT ( możliwe dzieci...)...( wspolne sprawy, nieruchomosci itd...)
            to łaczy na zawsze...
            Ja go ngdy nie zobaczę...i to mnie ratuje...
            Jakbym miała malżeństwo...widywałabym go...a to boli...

            a związek 20 dni to nie jest związek...
            to nie boli...co najwyżej mała poranna chandra

            nie mniej pozdrawiamwink

            anula36 napisała:

            > ropad kazdego zwiakzu boli czy twrwa 20 dni czy 20 lat.
            • 13monique_n Re: chyba jednak nie...;-) 03.07.07, 12:14
              Nie kalkuluj. Załóż, że to na zawsze, bo inaczej nie warto nawet zaczynać.
              Tylko z myślą "na zawsze" wystarczy Ci determinacji, kiedy pojawiają się
              trudności, żeby popracować. a to szansa na sukces.
              Opcja, jakby co, to ja zabieram zabawki i idę do innej piaskownicy, to juz na
              starcie opcja porażki.
              Może tylko warto jest dawać sobie i czasowi czas, bez zadyszki poznawać i
              kochać coraz bardziej... Na pewno.
              Trzymaj się i wierz w to, że na zawsze, bo warto.
    • maleme trochę inaczej 30.06.07, 20:00
      "kalkulować możliwość rozwodu" to trochę nie tak.
      Będąc w związku(nawet dobrym i szczęśliwym) nie można myśleć, że to już na całe
      życie. To nie ma nic wspólnego z kalkulacją. Za to bardziej cenisz i cieszysz
      się z tego, co jest. I masz mnóstwo dobrych wspomnień po.
      Nie bój się ryzykować i nie blokuj uczuć. Dlatego właśnie życie jest tak
      wspaniałe, a my nie jesteśmy robotami. 3maj się wink
      • nangaparbat3 Re: trochę inaczej 01.07.07, 00:13
        a ja sie dzisiaj zastanawialam, ile do szaleństwa zakochanych osób zdecydowaloby
        sie na małzeństwo, gdyby sioę dowiedzialo, ze jest 50% szansy ze za trzy lata
        żona/maż bedą mieli wylew, zostana sparalizowani do konca zycia.

        A tak bardziej serio, to myslę, ze decyduje wola obu stron utrzymania związku. I
        zdolność zawierania kompromisów, autorefleksji, dystansowania sie od wlasnych
        przezyc, pragnień i planow, i umiejetnosci wczucia sie w drugą osobe.
    • der1974 Re: refleksja..."kogos zewnatrz" 01.07.07, 01:51
      Wchodzenie w związek bez założenia że to na zawsze jest bez sensu. To jest
      idealistyczne założenie, ale i podstawowe dla trwania relacji. Ja doskonale
      czuję sprzeczność tego twierdzenia, jednak jest ono istotne. Zabezpieczanie
      się, asekurowanie jest wyrazem braku gotowości do oddania się. A bez tego nie
      ma nic. Jest tylko chłodna kalkulacja. Podstawowy powód rozpadu związku to
      fakt, że w przypadku pierwszego lepszego niepowodzenia życiowego ludzie nie
      chcą współpracować ze sobą. A takich przypadków jest cała masa. Właśnie
      przejście takiej przeszkody wspólnie tworzy prawdziwą relację.
      • misbaskerwill nic nie jest na zawsze... 03.07.07, 14:02
        ...w najlepszym razie, "póki nas śmierć nie rozłączy".
        I ani chwili dłużej!

        smile
        • 13monique_n Re: nic nie jest na zawsze... 03.07.07, 14:13
          a byłeś Misiu juz po "tamtej" stronie życia?
          poza tym - warto jest wierzyć w ziemskie "zawsze". Moim zdaniem, ofc. smile
          • misbaskerwill Nie byłem, ale... 03.07.07, 18:09
            ...nawet w kościele obiecują nam święty spokój od małżonki po drugiej stronie.
            (vide cytat "póki...").
            No, chyba, że trafimy do piekła - zawsze sobie przedstawiam jako najgorszą karę
            bycie w jednym garze z ex, hahaha.
            • 13monique_n Re: Nie byłem, ale... 04.07.07, 08:18
              misbaskerwill napisał:

              > ...nawet w kościele obiecują nam święty spokój od małżonki po drugiej stronie.
              Wiesz, ceremonia kościelna, czego by nie mówić, nie ma jednak patentu na
              jedynie właściwą wizję "tamtej strony".

              > No, chyba, że trafimy do piekła
              No, chyba że.

              >- zawsze sobie przedstawiam jako najgorszą karę
              > bycie w jednym garze z ex, hahaha.
              Misiek, Tobie tylko rozrywki w głowie! No wiesz wink
    • czamon Re: refleksja..."kogos zewnatrz" 03.07.07, 18:03
      bo małżeństwo to nie bajka, to cięzka praca obu stron.
      Rózne są koleje losu...
    • mcbeal28 może nieco naiwnie...ale... 04.07.07, 00:21
      ale co pozostaje prócz marzeń.
      Wszyscy noszą tam głeboko w sercu ten swój własny obraz szczęśliwej miłości.
      Tej osoby..która gdzieś chodzi po tym Bożym świecie. i to jest ta wasza osoba.
      Ta która was pokocha...nie zdradzi...a jak beda kłopoty i "lecicie w taka
      głeboka studię"...to wyciągnie rękę żeby was złapać... Gdzies jest ta osoba. i
      macie racje,że piszecie że nad związkiem...nad małżeństwem trzeba pracować.
      Jednak kiedy ta praca nie przynosi efektów...bo po drugiej stronie widzicie te
      puste oczy...to znaczy,ze to nie ta/ nie ten.
      Problem w tym, że to jedna z najtrudniejszych spraw na tym swiecie.
      Dzis nieco naiwnie...ale i z nadzieją.
      Wszystkiego dobrego! wink
      • nangaparbat3 a wiecie co? 04.07.07, 00:26
        Ex mi kiedys powiedział, ze od poczatku wiedział, ze nasze małzeństwo nie przetrwa.
        I myślę, ze tak naprawdę byl to jedyny prawdziwy powod tego, ze sie rozlecialo.
        Samosprawdzajaca sie przepowiednia Klasyka.
        I pomyslałam sobie dzisiaj, że zwiazek moze trwać tylko wtedy, kiedy obie strony
        tego chcą. To jest nieprzyzwoicie proste, ale spojrzcie na to jak na cel, ktory
        jednoczy. Jakos w tym rzecz.
        • 13monique_n Re: a wiecie co? 04.07.07, 08:21
          nangaparbat3 napisała:

          > Ex mi kiedys powiedział, ze od poczatku wiedział, ze nasze małzeństwo nie
          >przetrwa.
          (...)
          > I pomyslałam sobie dzisiaj, że zwiazek moze trwać tylko wtedy, kiedy obie
          >strony tego chcą. To jest nieprzyzwoicie proste, ale spojrzcie na to jak na
          >cel, ktory jednoczy.
          Własnie, nango. Cel, który jednoczy - być z drugim człowiekiem z maksymalnym
          możliwym oddaniem, starać się coraz bardziej.
      • czamon Re: może nieco naiwnie...ale... 04.07.07, 09:35
        mcbeal28 napisała:

        > ale co pozostaje prócz marzeń.
        > Wszyscy noszą tam głeboko w sercu ten swój własny obraz szczęśliwej miłości.
        > Tej osoby..która gdzieś chodzi po tym Bożym świecie. i to jest ta wasza osoba.
        > Ta która was pokocha...nie zdradzi...a jak beda kłopoty i "lecicie w taka
        > głeboka studię"...to wyciągnie rękę żeby was złapać... Gdzies jest ta osoba.
        i
        > macie racje,że piszecie że nad związkiem...nad małżeństwem trzeba pracować.
        > Jednak kiedy ta praca nie przynosi efektów...bo po drugiej stronie widzicie
        te
        > puste oczy...to znaczy,ze to nie ta/ nie ten.
        > Problem w tym, że to jedna z najtrudniejszych spraw na tym swiecie.
        > Dzis nieco naiwnie...ale i z nadzieją.
        > Wszystkiego dobrego! wink


        Bez marzeń cięzko jest zyc. Nie kazdy trafia od razu na ta druga połowkę,
        czasami trzeba długo szukać, wiele przeżyć a to tez nie daje nam gwarancji ze
        się ja znajdzie. Po prostu takie jest zycie i trzeba je brac takim jakie jest.
        Bo pomimo burz zycie jest piękne, kazdego dnia odnajdujemy piekno życia w czym
        innym.
        • delika1 Re: może nieco naiwnie...ale... 05.07.07, 14:20
          jeszcze jedno dodam..pisałam juz o tym zresztą, jak wazna jest przyjaźń w
          związku.Miłośc to też przyjaźń(zawiera się).By się lubić.To jest w jakis sposób
          zwiazane z dpoasowaniem, nadawaniem na tych samych falach..Bo uroda, forsa to
          (hm..miłe), ale tylko dodatki, to nie utrzyma związku.My z eks po prostu(oprócz
          innych spraw), nie znosiliśmy sie, nie lubiliśmy.I przez to nie dało sie
          uratować tych innych spraw.To tak,że jesli partner by był tej samej płci, byłby
          twoją fajną kumpelą, z którą lubiłabyś spędzac czas.Może to nie wszystko,a le
          myslę,że bardzo istotna sprawa.
          • margaritta1977 to dla Was!! 21.07.07, 20:39
            ta wersja nawet bardziej mi sie podoba niż Łobaszewskiej

            kingsize.wrzuta.pl/audio/ggVwLtvSPo/
          • nangaparbat3 Re: może nieco naiwnie...ale... 21.07.07, 23:28
            a mysmy sie lubili. Ex nawet kiedys powiedzial: nawet jezeli sie rozejdziemy,
            bedziemy sie lubic. I tak jest.
            W każdym razie jak sie lubi, nawet rozstac sie łatwiej (w znaczeniu - mniej
            trupow i gruzow za sobą)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka