Dodaj do ulubionych

nie chce mi się żyć

31.07.07, 16:02
Byliśmy małżeństwem, teraz nas nie ma. Kilka dni temu powiedział że odchodzi,
że nie kocha mnie od dłuższego czasu. Nie wierzyłam nie chciałam wierzyć w to
co mówi, błagałam żeby został, klęczałam przed nim. Nic to nie dało,
usłyszałam wiele przykrych słów, które nie raniły tak jak to że mnie nie
kocha (tydzień temu mówił ze kocha-kłamał). Wiem ze to wszystko moja wina,
wieczne pretensje, wypominanie, zazdrość, częste upokarzania. Powiedział, ze
w końcu czuje się wolny, ze cieszy się że to powiedział. Chciałam mieć z nim
normalna rodzinę, dziecko. On nie chciał potomstwa, cały czas to odwlekał,
dawał mi kolejne terminy, kolejne obietnice. A może to ja chciałam tych
obietnic i je wymuszałam. Teraz jestem sama i się błąkam po nocach bo nie
potrafię mu spojrzeć w oczy, bo wiem że mnie nienawidzi, bo wiem ze nie chce
na mnie patrzeć,że brzydzi się mną, dla niego moje zachowanie było zwierzęce.
Powiedział że myślał że rozejdziemy się jak kulturalni ludzie, a ja mu
zafudowałam taka chisterię. Powiedział że jestem żałosna ze nie mam godności.
Kiedy klęczałam przed nim błagając go zeby został nie myślałam o tym że brak
mi godności, chiałam tylko żeby został. Po kilku odtrąceniach, płaczu,
prośbach, błaganiach, oraz słowach które padły z jego ust, wsiadłam w
samochód i tak krążyłam do rana.
Dzisiaj rano wpadłam w poślizg, przeklinałam Boga za to że żyję, że jestem
cała.
Miałam tylko jego, teraz nie mam nic. Nie jestem sobie w stanie pomóc, nie
potrafię o tym rozmawiać z nikim. Dlatego tu jestem. Nikt mnie nie zna, nie
widzi mojej opuchniętej od płaczu twarzy. Jestem nikim, dnem gównem, zalosną
namiastką człowieka i nie mam dwudziestu czy trzydziestu lat, mam o wiele
wiele więcej. Moje zycie się skończyło kilka dni temu, nie mam dla kogo żyć,
nie mam dzieci, jestem sama.
Obserwuj wątek
    • turzyca Re: nie chce mi się żyć 31.07.07, 16:16
      Wierzysz w to co napisalas?

      Masz 34 lata i kilka miesiecy temu sama zastanawialas sie, czy nie odejsc, bo on
      dziecka nie chcial.
      Nie daj sobie wbic do glowy jego slow. Nie sa prawdziwe i nie maja sensu.
      Popatrz na siebie od drugiej strony - jestes wciaz mloda kobieta, znajdziesz
      dobrego, cieplego ojca dla swoich dzieci. Jesli ktos przez osiem lat do takiej
      decyzji nie mogl dojrzec to raczej juz nie dojrzeje. Nie jestes tym, czym nazwal
      Cie ten niedojrzaly kretyn.
      • kajka1234 Re: nie chce mi się żyć 06.08.07, 19:28
        Dzięki za wsparcie, jem, żyję bo muszę. Dopóki nie zobacze papierow
        rozwodowych nadal będe wierzyła...Tesknie, ale nie płaczę, brakuje
        mi jego, naszych wspólnych spacerów itp. Robię się zgorzkaniałą
        staruchą. Uciekam przed ludźmi którzy się trzymaja sie za ręce ,
        którzy si całują. Zazdroszczę im, to nie jest zła zazdrość, ja też
        tak bym chciała...
    • nangaparbat3 Re: nie chce mi się żyć 31.07.07, 16:44
      Kajka, nie zrobiłas nic złego - 1wielu z nas błagalo, kleczało, było gotowe na
      wszystko, zeby tylko ten ktos nie odszedł. Przszlismy i przez to.
      Z czasem boli coraz mniej, z czasem rozumiemy, że od - Boga? losu? zycia? -
      dostalismy nowa szansę.
      Bo przecież Twoje małzeństwo nie było dobre - ani dla Ciebie, ani dla niego,
      skoro go upokarzałaś. Pewnie trzeba było to zakończyć, dla Was obojga.
      Pamietam moją pierwszą reakcję, kiedy dowiedziałam się od męża, ze nie kocha i
      chce odejść - zachowalam się wowczas mniej więcej jak Ty.
      Pamietam, jak powiedział, ze osobno bedziemy szczęśliwsi - nie wiem jak on, dla
      mnie bardzo prędko okazalo sie to prawdą, choc do dzisiaj, po latach, wciąż
      jestem sama.
      Pamietaj - jak dlugo zyjemy, wszystko jeszcze moze się wydarzyć.
    • pomimo1 Re: nie chce mi się żyć 31.07.07, 19:21
      czy Ty mnie probujesz obrazic? czy to,ze mam 32 lata oznacza,ze ja jestem
      stara??? jakoś tak personalnie odebralam ten post.
      Wez do reki notes. odgrzeb najstarsze znajomosci. otocz sie teraz ludzmi. Daj
      sobie szanse ZYC. niedlugo stwierdzisz, ze zycie zaczelo sie z momentem
      uwolnienia z toksycznego zwiazku. toksycznego dla obojga.
      Ave!
    • sotoska Re: nie chce mi się żyć 31.07.07, 19:32
      to teraz odetchnij z ulgą, przez najbliższy rok postaraj się zregenerowac siły
      żeby być niedługo gotową na nowe lepsze życie którym świadomie pokierujesz.
      tylko od ciebie zależy czy takie będzie.
      najbliższe tygodnie będą ciężkie ale je przetrwasz tylko nie trac wiary!
      to jeszcze nie koniec!
      ps.
      jestem troche starsza od ciebie
      jestem sama
      chce miec jeszcze dziecko i kogos bliskiego.
      wierze, ze jeszcze przez kilka lat jest sens o tym myslec, jesli sie zdarzy
      bede przeszczesliwa.
      a jesli nie- trudno. spozytkuję energie na cos innego.
    • amidalax Re: nie chce mi się żyć 31.07.07, 19:45
      kajka co Ty piszesz dziewczyno!!
      nie daj sobie wmowic, ze bez niego nie dasz rady, dasz!
      powiesz, ze latwo mi sie pisze- nie, nie latwo. dokladnie 2 miechy temu bylam w
      takiej sytuacji jak Ty. tez prosilam, blagalam a on, ot tak poprostu nie dal
      nam szansy...wydawalo mi sie ze jestem z tym sama, bo nie mialam dzieci (i
      dzieki Bogu!!!).
      I wiesz co? jest mi dobrze, cholernie dobrze.
      wtedy czulam sie jak zbity pies, nie wiem skad bralam sily, one sie
      biora...skads...od ludzi, ktorzy Cie otaczaja, rodziny, przyjaciol...
      tez nie mam 20 lat ani 30, wynajelam mieszkanie i zycie zaczelam od nowa.
      wiem, ze teksty typu "to poczatek czegos nowego" moga wydac Ci sie pustym
      pieprzeniem, ale to kurna prawda!!
      kajka, jakby co wal jak w dym na prv!
      sciskam Cie i trzymaj sie kobieto!
    • rafanetka Re: nie chce mi się żyć 31.07.07, 21:48
      Wierz mi będzie lepiej, ufam,że dobrze tez. Ja na razie jestem na etapie trochę
      lepiej.Parę lat temu tez błagałam na kolanach, może nie o to żeby został w
      związku, ale w domu, bo włąsnie wyszłam ze szpitala z podejzeniem poronienia.
      Ale on był umówiony z przyjaciółką i nie mógł jej zawieść, a wzięcie mnie
      odpadało bo wtedy nie czuł by się dobrze(jego słowa). Potem kolejna przyaciółka
      (pomnię ją). Potem było parę cudnych lat. A po nich.... też wsiadłam w
      samochód, podobno cud że żyje, wpadłam w przepaść, z samochodu została w
      całosci tylko parasolka z bagażnika. Teraz. Jestem pół roku po rozwodzie i
      zaczya być lepiej.Dołki są, a i owszem. Tylko za każdym razem łatwiej z ich
      wyjść. Trzymaj się cieplutko, dasz radesmile
    • der1974 Re: nie chce mi się żyć 31.07.07, 23:39
      Po pierwsze to nie wszystko Twoja wina, bo za małżeństwo odpowiadają dwie
      osoby. Po drugie w emocjach nie ma miejsca na godność. Jeśli nawet klękałaś to
      co w tym złego? Nic. A po trzecie masz siebie i to jest najważniejsze co masz.
      I to liczy się najbardziej.
    • alexdelpierrro Re: nie chce mi się żyć 01.08.07, 02:25
      kajka1234 napisała:

      > Byliśmy małżeństwem, teraz nas nie ma. Kilka dni temu powiedział że odchodzi,
      > że nie kocha mnie od dłuższego czasu. Nie wierzyłam nie chciałam wierzyć w to
      > co mówi, błagałam żeby został, klęczałam przed nim. Nic to nie dało,
      > usłyszałam wiele przykrych słów, które nie raniły tak jak to że mnie nie
      > kocha (tydzień temu mówił ze kocha-kłamał). Wiem ze to wszystko moja wina,
      > wieczne pretensje, wypominanie, zazdrość, częste upokarzania. Powiedział, ze
      > w końcu czuje się wolny, ze cieszy się że to powiedział. Chciałam mieć z nim
      > normalna rodzinę, dziecko. On nie chciał potomstwa, cały czas to odwlekał,
      > dawał mi kolejne terminy, kolejne obietnice. A może to ja chciałam tych
      > obietnic i je wymuszałam. Teraz jestem sama i się błąkam po nocach bo nie
      > potrafię mu spojrzeć w oczy, bo wiem że mnie nienawidzi, bo wiem ze nie chce
      > na mnie patrzeć,że brzydzi się mną, dla niego moje zachowanie było zwierzęce.
      > Powiedział że myślał że rozejdziemy się jak kulturalni ludzie, a ja mu
      > zafudowałam taka chisterię. Powiedział że jestem żałosna ze nie mam godności.
      > Kiedy klęczałam przed nim błagając go zeby został nie myślałam o tym że brak
      > mi godności, chiałam tylko żeby został. Po kilku odtrąceniach, płaczu,
      > prośbach, błaganiach, oraz słowach które padły z jego ust, wsiadłam w
      > samochód i tak krążyłam do rana.
      > Dzisiaj rano wpadłam w poślizg, przeklinałam Boga za to że żyję, że jestem
      > cała.
      > Miałam tylko jego, teraz nie mam nic. Nie jestem sobie w stanie pomóc, nie
      > potrafię o tym rozmawiać z nikim. Dlatego tu jestem. Nikt mnie nie zna, nie
      > widzi mojej opuchniętej od płaczu twarzy. Jestem nikim, dnem gównem, zalosną
      > namiastką człowieka i nie mam dwudziestu czy trzydziestu lat, mam o wiele
      > wiele więcej. Moje zycie się skończyło kilka dni temu, nie mam dla kogo żyć,
      > nie mam dzieci, jestem sama.

      kajka1234.....jeszcze jakis czas temucałkiem niedawno podpisałbym sie pod tym
      co napisałas obiema rękoma, teraz czytam takie posty i zadaje sobie pytanie:
      dlaczego pscyhika ludzka jest taka słaba.

      Nie czytałaś zapewne moich postów, były rownie rozpaczliwe jak Twój, pomogło
      mi to forum, zobaczylem ze takich jak ja jest tu wielu, nie wierzyłem w to co
      pisali o Ty nie będziesz wierzyła teraz w to co pisza.

      A jednak osoby z tego forum maja rację, wielu przezyło to co Ty i wielu miało
      niemal identyczne odczucia, wstręt do zycia i całego świata.

      Zapewniam Cie jednak że ten facet za pewien czas stanie ci sie obojetny, emocje
      opadna, na początku jest masakra ale czas leczy rany, sama zobaczysz.

      Moja rada dla Ciebie: jak najszybciej idź do jakiegoś specjalisty w sensie
      psychologa, wygadac sie tylko i az tyle to pomaga cholernie.

      pozdrawiam
      • kajka1234 Re: nie chce mi się żyć 01.08.07, 07:47
        Wiem, że nie jestem sama, że Wy wszyscy przez to przechodziliście, ale nie daję
        sobie sama rady. Wczoraj byłam u lekarza, rozmowa na chwilkę pomogła, dostałam
        leki, czuję sie po nich trochę lepiej, choć mnie otępiają. Tylko jak dalej
        przez to przebrnąć. Widujemy się codziennie i cały czas mam nadzieję dopóki nie
        zobaczę papierów rozwodowych. Chciałabym gdzieś uciec, ale nie mam gdzie, poza
        tym boję się że mając więcej czasu wolnego zacznę wszystko rozgrzebywać.
        • yosus Re: nie chce mi się żyć 02.08.07, 15:48
          Kaju
          Sa dwa rodzaje terapii. Axel pisal o terapii psychologicznej, czyli bezlekowej.
          To nie jest to samo. Nawet jesli bierzesz leki, ktore jak sama mowisz Cie
          otepiaja, to i tak powinnas przejsc pewien trening psychologiczny, ktory pozwoli
          Ci funkcjonowac w normalnym swiecie bez wspomagania. Wydaje sie tez, ze dobrze
          jest zaczac od lagodniejszej - bezlekowej terapii, a dopiero kiedy to samo nie
          pomoze, to polaczyc ja z lekami. Jeszcze raz: same leki Ci nie wystarcza.
          Wiem jak Ci ciezko. Podobna rozmowe przeprowadzilam 3 tygodnie temu. Wiem, ze
          nie jest latwo. Dobrze, ze szukasz pomocy i kontaktu z ludzmi. Pamietaj nie:
          jestes sama.
    • z_mazur Re: nie chce mi się żyć 01.08.07, 08:10
      Kajko, zatraciłaś się. Nie wiem jakie są tego przyczyny, ale zatraciłaś siebie.
      Może to niskie poczucie wartości itp. problemy, ale z Twojego postu wynika, że
      istniejsze tylko jako żona swojego męża, a tak nie jest. Jesteś też sobą.

      Powoli zaczniesz to odkrywać i to odkrywanie siebie będzie procesem trudnym
      (szczególnie na początku), bolesnym (szczególnie w momencie konfrontowania się
      z niewygodnymi dla siebie faktami), ale wraz z jego trwaniem będzie rosła Twoja
      siła i będzie coraz bardziej poprawiało się Twoje samopoczucie. Jeśli
      wykorzystasz ten proces odpowiednio to na jego końcu poczuczujesz siłę płynącą
      z samoświadomości i poczucia własnej wartości.

      A wiesz co jest najlepsze? Że te zmiany będą widoczne na zewnątrz, także dla
      Twojego już wtedy najprawdopodobniej byłego męża, który inaczej będzie patrzył
      na kobietę, którą tak potraktował. A Ty będąc już tą inną kobietą będziesz się
      zastanawiała jak mogłaś się czuć tak źle przez tego palanta (bo tak wtedy
      będziesz postrzegała swojego męża).
      • to.ja.kas Re: nie chce mi się żyć 02.08.07, 16:06
        Nie jestes nikim, nie jestes gównem....jestes kobieta która przestała
        funkcjonować w swiecie jako jednostka, zaczęła tylko jako zona..stąd
        podejrzewam twoje napady gniewu i zazdrości, stą tak gwałtowna reakcja na
        rozstanie.

        Nie wiem jak wyglądał związek, piszesz, że to Twoja wina bo urządziłaś mu
        piekło...może, ale w stanie w jakim teraz jestes pisze się różne głupoty i
        dostrzega sie własną winę czasami...czasaem to prawda czasem nie, więc teraz to
        i tak nie najlepszy moment na roztrząsanie tego.
        Związek musiał byc z jakiegoś powodu nieudany...macie szansę obydwoje na to by
        ułozyć sobie zycie.
        Ty masz prawo do szczescia i on tez.
        Ale nim nie bedziemy sie zajmowac.

        Po pierwsze zajmij sie soba, otocz siebie najczulsza, najlepsza opieka na jaka
        Cie stac (i nie stac).
        Bedzie okropnie, ale tylko na poczatku, teraz, za chwile juz bedzie o niebo
        lepiej...

        Trzymam kciuki by to "źle" trwało jak najkrócej
        • kajka1234 Re: nie chce mi się żyć 05.08.07, 19:58
          Kochani
          Minął tydzień, widzimy się ale nie rozmawiamy. Czekam na papiery rozwodowe,
          dopiero wtedy uwierzę że już koniec, że nas nie ma. Jetem na siebie zła, nie
          potrafię rozmawiać o tym z innymi ludźmi oprócz Was. Unikam kontaktów z ludźmi,
          nie chcę żeby się nade mną użalali. Tutaj piszę bo wiem że wielu z Was przeszło
          podobną historię. Nie płaczę, śpię, jem, ale to wynik tabletek. We wtorek
          kolejna wizyta u lekarza. Wiem że kiedyś będziemy musieli porozmawiać ale teraz
          nie jestem w stanie, bo to nadal boli, bo boję sie siebie, boje się skamlać o
          jego miłość. Wiem, wiem zarówno on jak i ja mamy prawo do szcześcia i ja mu
          tego życzę, ale w tej chwili nie potrafię o tym rozmawiać. Potrzebuję więcej
          czasu żeby się oswoić z tą sytuacją i tak jak pisałam wcześniej mam jeszcze
          nadzieję, ze jeszcze będziemy razem.
          • jasminowo Re: nie chce mi się żyć 05.08.07, 21:02
            Po pierwsze - nie złość się na siebie za to co czujesz. Czujesz to co czujesz i
            już. Masz do tego prawo. Byle nie brnąć w oskarżanie siebie. Ale to już
            terapeuta powinien Ci pomóc w realne spojrzenie na siebie. Wiedz, że wszyscy
            tutaj są z Tobą duchem i wspierają Cię myślą. Często czuliśmy to co Ty, wiemy
            jak to boli. Jeszcze nie raz Ty wesprzesz nas. Na pewno. Uściski.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka